Pokazywanie postów oznaczonych etykietą armia kozacka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą armia kozacka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 września 2023

‘The Khotyn Campaign of 1621’ właśnie się ukazała!



Dziś jest dla mnie wyjątkowy dzień: dziesiąte urodziny mojego syna Ezry i wydanie mojej nowej książki ‘The Khotyn Campaign of 1621’. To moja czwarta książka z serii ‘Century of the Soldier 1618-1721’ i czwarta współpraca z utalentowanym Siergiejem Szamenkowem, który przygotował kolorowe plansze z wizerunkami żołnierzy i dwie dodatkowe postaci na okładki.

Tym razem chciałbym przedstawić historię wojny pomiędzy Rzeczpospolitą Obojga Narodów a Imperium Osmańskim, która toczyła się w latach 1620-1621. Choć tytuł sugeruje jedynie bitwę pod Chocimiem w 1621 r., tak naprawdę zawarłem tu także dość szczegółowy rozdział opisujący ostatnią wyprawę hetmana Żółkiewskiego do Mołdawii w 1620 r.

W pracy znajdziecie opis głównych armii biorących udział w wojnie: polskiej, litewskiej, kozackiej, osmańskiej i tatarskiej; co jak mam nadzieję pomoże w lepszym zrozumieniu ich organizacji, możliwości i liczebności. Sama kampania chocimska opisana jest w trzech rozdziałach: pierwszy obejmuje przygotowanie wojsk, drugi ich przemarsz w kierunku Chocimia i pierwsze walki w Mołdawii, trzeci to kronika historia oblężenia obozu polsko-litewsko-kozackiego obejmująca wrzesień i początek października 1621 roku.

Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Jak zawsze zachęcam do przesyłania komentarzy i uwag. A w międzyczasie pracuję już nad kolejną pracą…

‘The Khotyn Campaign of 1621’ jest już dostępna na stronie Helion & Company w specjalnej promocyjnej cenie. 


 


poniedziałek, 17 stycznia 2022

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XLV

 


Wypadałoby w końcu wrzucić coś na blog, a nie tylko koncentrować się na FB. Co może być tu lepszego, niż kolejna recenzja? Dziś przyjrzymy się najnowszej pracy autorstwa Michaela Fredholma von Essena, czyli ‘Charles X’s Wars. Volume I – Armies of the Swedish Deluge, 1655-1660’. Jest to początek nowej mini-serii w ramach ‘Century of the Soldier 1618-1721’, jako że tematyka Potopu obejmie trzy tomy autorstwa tego autora.

Jak zwykle najpierw przyjrzymy się ogólnej organizacji pracy, a potem dodam nieco więcej szczegółowych komentarzy. Po krótkim wstępie w którym autor opisuje podział na tomy a także ogólne wstępne informacje edytorskie, czytelnik znajdzie tu bardzo długie i szczegółowe kalendarium wydarzeń od stycznia 1654 roku do lipca 1657 roku, obejmujący początek konfliktu Rzplitej z Moskwą, agresję Szwecji a także wejście Siedmiogrodu do wojny. Kolejny ‘rozdział’ to ‘dramatis personae’, jedno-dwuzdaniowe opisy najważniejszych dowódców z wszystkich walczących armii. Kolejna część to biogramy ośmiu monarchów państw biorących udział w konflikcie do 1657 roku (poza Danią i Norwegią, jako że ta będzie opisana w tomie trzecim). Pierwszy ‘właściwy’ rozdział opisuje przyczyny wybuchu wojny, zarówno na linii Rzplita-Moskwa jak i Rzplita-Szwecja. Kolejne rozdziały zajmują się, zgodnie z tytułem pracy, armiami biorącymi udział w konflikcie. Są to po kolei (w nawiasie ilość stron poświęconych każdej armii): Szwecja (52), Rzplita (44), Brandenburgia-Prusy (14), Moskwa (35), Kozacy (11), Siedmiogród (7), Święte Cesarstwo Rzymskie (5) i Tatarzy (19). Autor starał się opisać każda armię w podobny sposób: od organizacji, rekrutacji, liczebności, po wyposażenie i taktykę. Jak widać po ilości stron niektóre armie są jednak opisane znacznie pobieżniej od innych. Zdecydowanie najlepszą częścią są opisy armii szwedzkiej, oparte o liczne dokładne opracowania autorstwa szwedzkich historyków. Nie brak tu organizacji jednostek do poziomu kompanii włącznie, informacji o umundurowaniu czy broni. Rzplitej poświęcono sporo miejsca, opisy są głównie oparte o prace Jana Wimmera, Roberta Frosta i Richarda Brzezińskiego. Bardzo obszerny jest rozdział o armii moskiewskiej, która zdaje się bardzo interesować autora. Dziwne wydaje się aż tak obszerne opisanie armii tatarskiej, biorąc pod uwagę relatywnie mały wpływ Chanatu na działania wojenne. Książka kończy się sugerowaną pozostałą literaturą z różnych krajów, a także obszerną bibliografią w której rzuca się jednak w oczy (co zdaje się być typowe dla tego autora) brak źródeł archiwalnych – są tylko drukowane, a i tak w tekście książki znajdujemy relatywnie mało odniesień do nich.

Książka jest bogato ilustrowana, znajdziemy tu dużą ilość czarno-białych ilustracji – tak obrazów z epoki jak i zdjęć zachowanych egzemplarzy broni i ekwipunku, a także zdjęć i rysunków sztandarów. Siergiej Szamenkow, znany dobrze czytelnikom serii, jest autorem kolorowych plansz. Mamy tu ciekawą mieszanką 16 żołnierzy z różnych armii (trzech Szwedów, jeden Siedmiogrodzianin, trzech Polaków, jeden Litwin, czterech Moskwicinów, jeden Brandenburczyk, dwóch Kozaków i jeden Tatar). Oprócz tego Siergiej narysował kilka bardzo ładnych czarno-białych szkiców z wizerunkami żołnierzy. Czytelnik znajdzie tu też trzy bardzo ogólne mapy, ukazujące głównie działania w latach 1654, 1655, 1656.

Książka bez wątpienia ‘daje radę’ jako wprowadzenia dla tematu dla czytelników anglojęzycznych, nie znających materiałów w języku szwedzkim, polskim czy rosyjskim. Bardzo dobrą częścią jest szczegółowe kalendarium, chociaż autor czasami stosuje bardzo dziwny zapis nazw miejscowości, np. Ujście występuje tu pod niemiecką nazwą Usch. Szczerze mówiąc nie bardzo widzę sens w podrozdziale ‘dramatis personae’, bo długa lista nazwisk niewiele to wnosi do lepszego zrozumienia konfliktu. Rozdziały o wojskowości są o bardzo zróżnicowanej jakości – Szwecja, co zrozumiałe, opisane jest najdokładniej i zawiera dużo ciekawych informacji. Niestety o wiele gorzej jest w przypadku Rzplitej czy Kozaków: po części wynika to zapewne z braku możliwości dotarcia do odpowiednich materiałów, a po części z właściwego zrozumienia mechanizmów wojskowości tych ‘frakcji’. Autor wychodzi z błędnego założenia że w czasie Potopu polscy dowódcy uczyli się ‘zachodniej’ wojskowości od Szwedów i pod ich wpływem zmieniali strukturę i organizację armii – wniosek który jest daleki od prawy bo oparty o błędne założenia i brak znajomości źródeł. Autor myli też polską królewską gwardię nadworną z komputową, pisząc że całość była finansowana z królewskiej szkatuły. W armii litewskiej widzi czerkieskich petyhorców, dragonów ‘prawdopodobnie’ wyposaża we włócznie obok muszkietów, twierdzi też że rajtaria w Rzplitej nie różniła się praktycznie niczym od szwedzkiej (chociaż mamy dowody źródłowe na to, że przynajmniej część polskich rajtarów służyła w systemie towarzyskim). Przy opisie Kozaków (których nie wiedzieć czemu autor uporczywie zapisuje jako ‘cossacks’ a nie ‘Cossacks’) mamy np. wzmiankę o wzorowaniu się na stroju moskiewskim, używaniu bufiastych spodni czy nawet w niektórych przypadkach o walce ‘na gołą klatę’ w czasie lata. Ktoś powie że to wszystko drobne rzeczy – pewnie dla niektórych tak, ale z drugiej strony po co za wszelką cenę opisywać z takimi błędami armie o których najwyraźniej ma się słabe pojęcie? Czasami nader kuriozalny jest dobór ilustracji, na czele z XVIII-wieczny szyszakiem z metalowymi skrzydłami (z epoki saskiej) jako przykładem typowego szyszaka husarskiego w czasie Potopu – chociaż na szczęście znaczna część ilustracji jest o wiele lepiej dopasowana.

Ocena w rankingu blogowym [trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to można mieć. To generalnie wprowadzenie do tematu, gdzie najlepszą częścią jest kalendarium i opisy niektórych armii (zwłaszcza szwedzkiej),  na pewno będzie dobrze przyjęte na rynku anglojęzyczny gdzie brakuje dokładniejszych opisów tego konfliktu. Co prawda tom nie zawiera opisów żadnych bitew, wydaje mi się jednak że to znajdziemy w części drugiej, więc nie zaniżałbym z tego powodu oceny niniejszego tomu.

niedziela, 9 sierpnia 2020

Bernard M. D. – gawęda o Kozakach



Bardzo dawno nie było na blogu żadnych zapisków Irlandczyka o Rzplitej. Zobaczmy więc co napisał o Kozakach, ich zwyczajach i sposobie wojowania. Pamiętajmy jednocześnie, że rzecz spisywana była za panowania Jana III Sobieskiego, warto to więc umiejscowić w czasie:

Głównym zajęciem kozaków jest wojaczka i choć walczą głównie konno, jednak czasami zsiadają z koni, by pełnić służbę pieszo. Zadziwiająca jest ich wytrzymałość na trudy wojny, są w stanie żyć właściwie bez niczego. Zwykle zadowalają się rodzajem czarnego ciasta, które jedzą z czosnkiem i cebulą. Z wielką zręcznością posługują się arkebuzami i łukami, używają również szabel. Nie znają prawie żadnych luksusów, niezmiernie kochają jedynie akwawitę, którą mieszają z miodem i często się upijają. Są wśród nich rzemieślnicy wszelkich specjalności. Kobiety zajmują się głównie przędzeniem lnu i wełny. Chłopi znają doskonale różne sposoby uprawy roli, a wszyscy są dość wprawni w warzeniu piwa, przygotowywaniu miodu pitnego, akwawity itd. Większość z nich, bez względu na wiek, płeć czy kondycję, zwykle stara się prześcignąć innych w piciu i hulance, i sądzę, że nie ma w świecie chrześcijan, którzy są bardziej beztroscy i niedbali, choć z natury są przecież zdolni do wielu rzeczy. Kiedy stoją na polu naprzeciw wrogów, zawsze są całkowicie trzeźwi. Kozacy najodważniej walczą w taborach, które są rodzajem wozów używanych specjalnie w tym celu. Nie gorsi są również na morzu. Konni są niewiele warci: dwustu Polaków mogłoby łatwo przepędzić dwa tysiące ich najlepszych wojskowych, jednak ich piechota wytrwa w najgorszych warunkach. Kiedy dostrzegą na morzu statek, który zamierzają przejąć, pozostają w ukryciu ze swymi łodziami prawie do północy i wtedy bardzo szybko podpływają, otaczają go i łatwo biorą z zaskoczenia. Kiedy przeładują cały ładunek, zwykle zatapiają statek, ponieważ nie są w stanie go przetransportować

sobota, 16 maja 2020

Tysiąc służałego Wojska Zaporoskiego



Kolejna ciekawostka znaleziona w zdigitalizowanych zasobach Archiwum Warszawskiego Radziwiłłów. Tym razem pochodzący z lutego 1622 roku patent wydany przez Krzysztofa II Radziwiłła. Zlecał on w nim pułkownikowi Józefowi Putylwcowi zebranie pułku złożonego z 1000 służałych Kozaków Zaporoskich, którzy mieli przybyć do Inflant i walczyć tam przeciw Szwedom. Bardzo dawno temu wspominałem na blogu o pułku Samuela Koszki, który służył w Inflantach w 1601 roku. Plan z 1622 roku nie doszedł jednak do skutku, już w marcu tegoż roku hetman Radziwiłł napisał bowiem do mołojców, że ich pomoc w Inflantach nie jest potrzeba.

środa, 10 października 2018

Doborną opatrzone bronią



Kontynuując wczorajszą  opowieść dotyczącą oblężenia Lwowa jesienią 1655 roku, dziś pomachamy na pożegnanie wojskom kozackim. Oddziały Chmielnickiego, po otrzymaniu wykupu, zaczęły się szykować do odwrotu, 8 listopada opuszczając obóz i zostawiając osamotnienie oddziały moskiewskie pod murami miasta. Na pożegnanie Kozacy odbyli jeszcze mini-defiladę pod Lwowem, którą tak opisał kronikarz:
Na pożegnanie pokazał się miastu z licznym pocztem konnych [Iwan] Wyhowski, który imieniem Chmielnickiego i całego zaporowskiego wojska po przyjacielsku rządcy Grodzickiemu i całemu miastu wszelkich życzył pomyślności, i spiesznie w pochód się udał. Otoczyły dookoła całe miasto liczne i piękne Kozaków oddziały, doborną opatrzone bronią, a na ich czele jechał tuż po pod wały i warownie miasta z poboczną strażą swoją obok chorągwi na dzielnym koniu z wielkim zaufaniem sam hetman tak wielkiego wojska Chmielnicki, za którym zaraz szły w dalszy pochód hordy Kozaków, żołnierze lekkiej broni i ochotnicy w szatach sukiennych, inni zamiast pancerzów w kaftany płócienne ubrani na wzór Moskali, i pochód ten trwał przez cały dzień 9 listopada.
Dzień później pozycje wokół miasta opuściły także i oddziały moskiewskie, z całym przyborem wojennym pięknie urządzonym.

wtorek, 3 stycznia 2017

Poseł co miał ciężkie życie...


Uczestnictwo w XVII-wiecznych poselstwach wiązało się z wieloma niebezpieczeństwami. Po drodze do obozu/stolicy/armii z którą miano negocjować można było wpaść w zasadzkę (nawet maruderów własnej armii), a podróż trwała często wiele miesięcy. Bez wątpienia bardzo trudne były wyprawy do obozów kozackich w czasie Powstania Chmielnickiego, gdzie w każdej chwili mogło dojść do krwawego ataku ze strony czerni czy Tatarów. Właśnie takim przypadkiem z 20 września 1651 roku, w przededniu bitwy pod Białą Cerkwią, zajmiemy się dzisiaj.

Początkowo grupa polskich i litewskich komisarzy – w tym Adam Kisiel, którego widzimy powyżej – przyjechała do obozu kozackiego pod silną eskortą. Owych piąciset draganów i pułków naszych konnych[1] dwa wróciło jednak szybko do głównych sił polsko-litewskich, zostawiając posłów pod ochroną Chmielnickiego. Po wstępnych ustaleniach grupa komisarzy próbowała wyjechać z obozu kozacko-tatarskiego dla utwierdzenia namienionych punktów. Kolumna wozów została jednak zaatakowana przez oddział Kozaków i Tatarów, którzy zmasakrowali i splądrowali grupę towarzyszącą posłom. Towarzystwa do trzydziestu zabili, P. Nahoreckiego który był też z Komisarzami za mediatora między niemi a Kozaki zabili, czeladzi sieła nabrali. Komisarze mieli tyle szczęścia, że dopiero ruszali za taborem, stąd nie ogarnął ich ów tumult. Iwan Wyhowski i dwóch kozackich pułkowników odeskortowało posłów na zamek białocerkwiecki, próbując jednocześnie uspokoić rozwścieczony tłum. Czerń jednak nie ustępowała, próbowała nawet szturmować zamek: pale chcieli wyjmować, dobywając się do zamku. Starszyzna kozacka musiał sięgnąć po ostateczny środek: chorągwi kilka regestrowych Kozaków przy palach stanęli a dobywających chłopstwa odpierali i ręce im przy palach ucinali. Chmielnicki nakazał ściąć 15 spośród buntowników, by przykładnie ukarać próbę ataku na komisarzy. Po uspokojeniu sytuacji poselstwo wróciło do polsko-litewskiego obozu, wielu spośród komisarzy miało jednak utracić majątek warty dziesiątki tysięcy złotych. Ciężki los posła...



[1] Czyli złożonych z jazdy „polskiej”: husarii, kozaków i jazdy lekkiej. 

środa, 19 marca 2014

Byli ludźmi szybkimi i dzikimi

Mołdawski historyk Miron Costin jeszcze na blogu nie gościł, pora to więc naprawić. Jako że w jego historiach ważną rolę mieli odegrać Kozacy, zacznijmy od wywodu kim Kozacy byli, skąd się wzięli na Zaporożu i jakie były ich relacje z Polską. Bierzmy oczywiście poprawkę, że to XVII-wieczny historyk mołdawski, spora część z tego co napisał jest naciągana – niemniej jednak takie spojrzenie wydaje mi się ciekawe. Swoją drogą, bardzo zainteresowała mnie tu etymologia nazwy ‘jazda kozacka’, być może ktoś z Czytelników spotkał się już z takową?

Zanim jednak człowiek zacznie opisywać powstanie Kozaków z ich hetmanem Chmielem przeciw ich panom Polakom, należy wspomnieć o Kozakach, jakiego są narodu i od kiedy są pod tą nazwą Kozak, więc kolejno będę wyliczał słuchając wielu, pytając o tę ich nazwę, skąd i od kiedy pochodziłaby. Wielu więc, powiadało, że nazwa ich Kozak byłaby od pewnego narodu, co jest nad rzeką Wołgą, zwanego Kassak, marne są jednak te opowiadania.
Są Kozacy z narodowości swojej Rusinami, pozostałymi od żołnierzy książąt ruskich, których z upływem czasu podbili królowie polscy i padł też Kijów, stolica Rusi, [zdobyty] przez oddziały Polaków, oni zaś żyli pod zwierzchnictwem królów polskich nad dolnym Dnieprem z tej i z tamtej strony, wolni od poddaństwa, w charakterze żołnierzy, z wolną żywnością nad Dnieprem, czy to z polowania na polach, czy to z połowu ryb aż do progów Dniepru, gdzie Dniepr ma w trzech miejscach progi, tak z natury miejsca uczynione, gdzie woda spada ze skał, co są na dnie rzeki, na niższe miejsce. Tych miejsc żaden rodzaj statku nie może przepłynąć, oprócz ich statków, które jeszcze z wielkim trudem przepływają i wielokrotnie ciągną te statki przez suche miejsce, aż miną te miejsca. I tak żyli aż do dni króla Augusta.
Ten król polski, widząc w nich ludzi wiodących żywot wprawiony w wojaczce, wciągnął ich na żołd i dał im przywódców pod warunkiem, aby w szeregu swoim byli wolni, aby zgrupili się, walczyli przeciwko Tatarom i byli strażą Królestwa Polskiego, albowiem i wówczas atakowali Tatarzy granice ich kraju. Od ich szybkości, gdyż byli ludźmi szybkimi i dzikimi, nazywają ich kozakami, czyli dziką kozą, albo [też dlatego], że chodzą na pola i na łąki Dniepru za dzikimi kozami, przydano im odtąd tę nazwę, że zowią ich Kozakami, czyli po rumuńsku capras. Tej nazwy używają Polacy i dla oddziałów wojskowych, szczególnie dla chorągwi, co są najszybsze, nazywają je chorągwiami kozackimi aż do dziś.
Później najwięcej uczynił Stefan Batory, król polski, [nadając] ustrój Kozakom, przydając im hetmana z chorągwią, z doboszami, z hejnałem i [zezwalając im], aby hetmani byli wybierani według ich woli. Uprzywilejował ich i umocnił, aby budowali statki czarnomorskie i aby byli Kozacy rejestrowymi, czyli spisanymi, aż 40 000 ludzi [znacznie przesadzona liczba – K.] i ażeby mieli jako miejsce swej siedziby pewną wyspę nad Dnieprem, na której znajduje się wielki monaster z kilkoma mniejszymi cerkwiami, zwaną Trechteinirów. I to jest początek ich wojsk, po upadku książąt ruskich sto pięćdziesiąt lat wcześniej.

Od tego czasu Kozacy podejmowali wiele wypraw, żyć nie dawali Krymowi i krajom tureckim aż do Anatolii. Brali kilkakrotnie wielkie zamki, Synopę, Trapezunt, i inne mniejsze miasta z tej strony Morza Czarnego, zawsze łupili poczynając od Warny, Messembrii, Ahilo, aż do Aitos i Prowadii. Uderzali też blisko Carogrodu na Yenikóy [obecnie część Stambułu – K.] przez Bosfor, przez to ujście, którym wpływa Morze Czarne do Morza Białego [tj. Śródziemnego], pod twierdzą Carogrodu. I tak, ponieważ atakowali Cesarstwo Tureckie, przychodziły od Turków skargi na łupiestwa, jakie czynili Kozacy na ich terytoriach. Polacy pilnując od tego czasu, aby nie zniszczyć pokoju z Cesarstwem Tureckim, czynili Kozakom wielki ucisk zakazując im wychodzić na morze, które było ich pożywieniem, do którego przywykli dla wielkiej zdobyczy i majątku, jaki tam zdobywali. Z tego majątku budowali murowane cerkwie, monastery, jak monaster w Kijowie, który zowią Archangielskim ze sklepieniem z samego środka bardzo wielkim i całym sklepieniem wyłożonym płytkami z miedzianych pieniędzy i przystrojonym płytkami złotymi. Aby zupełnie im zabronić wychodzenia na morze zbudowali Polacy twierdzę, zwaną Kudak, na pierwszym progu Dniepru i dla zakazania im trzymali tam 2000 [liczba znacznie przesadzona – K] pieszych Niemców z armatami, która [to twierdza] stanowiła dla Kozaków, jako ludzi nie znających innego pożywienia oprócz wojaczki, wielką przemoc. Z [powodu] tego zakazu powstawali kilkakrotnie przeciw Polakom z hetmanem Nalewajką , później Sulimą i jeszcze następnie Kazimą, hetmanami swymi, ale zawsze ich pobili hetmani polscy. Widząc niepokoje z nimi, [Polacy] znieśli hetmanów i wysiali im dwóch panów, najwyższych komisarzy i ci komisarze czynili im sprawiedliwość i rządzili nimi. I z czasem zniszczyli im także inne wolności, że nie był już Kozak w niczym wolny. 

poniedziałek, 17 marca 2014

Zażywali tam swoich sztuk zdradliwych

Kozacy słynęli z przeróżnych forteli i podstępów, których używali by pokonać przeciwnika. Bardzo ciekawy przykład, który dzisiaj znalazłem, pochodzi z roku 1638. W czasie walk z oddziałami koronnymi i Kozakami rejestrowymi, powstańcy Dymitra Huni wciągali Polaków w pułapkę, udając że należą do oddziałów rejestrowych. Rzecz działa się w sierpniu 1638 roku, w czasie walk o obóz kozacki nad rzeką Starzec. Tak oto opisał to kronikarz:
Zażywali tam swoich sztuk zdradliwych swawolni [tj. powstańcy], bo wyszedłszy z okopu gdy następowały chorągwie [koronne] tedy oni obracali samopały swoje do okopu, i ku okopowi strzelali, aby żołnierz następujący rozumiał, że to są rejestrowi Kozacy, a gdy już chorągiew minęła, tedy pilnowali swej kwatery, z okopu ku naszym, drudzy pod wałem leżąc przy muszkieteru, upatrowali gdy kto blisko nastąpi, aby postrzelić go, jako z konia zewlec mogli i uchwycić. O co nie trudno było, bo pod okopem wiele dziur nakopali okrągłych, gdzie koń łatwie szwankować mógł.

Ciekawe to połączenie szańców, dołów i fortelu – w bitewnej zawierusze Polacy nie bardzo mogli odróżnić rejestrowych od zbuntowanych Kozaków. 

środa, 26 lutego 2014

Proch, ziemi i ślina... a do tego dużo gorzałki

Dawno nie przytaczałem wyjątków z Opisania Ukrainy…  autorstwa Wilhelma le Vasseur de Beauplan, pora więc na jakiś drobny fragment. Uroczy zapisek o medycynie kozackiej wydaje mi się jak znalazł, chociaż pora nieco wczesna na gorzałkę…

Widziałem chorych na gorączkę Kozaków, którzy, aby się wyleczyć, nie biorą nic innego jak tylko połowę ładunku prochowego do działa, rozcieńczają go pół na pół z wódką i wszystko dobrze wymieszawszy wypijają, po czym kładą się spać, by obudzić się rano w wyśmienitym zdrowiu. Miałem woźnicę i widziałem, jak wiele razy tak czynił, lecząc się tym niby lekiem, o którym żaden lekarz czy też aptekarz nie pomyślałby nigdy w życiu. Widziałem też innych, jak brali popiół i mieszali go rozcieńczając wódką – jak to powyżej opisałem. Pili to z tym samym skutkiem. Wielokroć widziałem, jak Kozacy poranieni strzałami z łuków, pozostając z dala od chirurgów, opatrywali się szczyptą ziemi zmieszanej na dłoni z własną śliną. Goiło im to rany jak najlepszy balsam, co dowodzi, iż dowcipna pomysłowość pojawia się w tym kraju jak w każdym innym. 

niedziela, 19 sierpnia 2012

Z orężem dobrym, ognistym, prochów aby było dostatek

Kozacy pojawiają się na blogu stosunkowo rzadko, ale właśnie trafiłem na ciekawostkę (dzięki Arturze!), która wydała mi się godna uwagi. To list wysłany z Czehrynia 24 maja 1650 roku, który w imieniu Bohdana Chmielnickiego, hetmana Wojska j.k.m. Zaporoskiego podpisał pisarz Wojska Zaporoskiego Jan Wyhowski. Jest to rozkaz nakazujący przygotowanie pułku kijowskiego do wyprawy wraz z wojskiem tatarskim – czyli tym razem Kozacy jako korpus sojuszniczy Tatarów. Ciekawe jest używanie zwrotu towarzystwo w kontekście kozackich mołojców, a także podkreślenie jak wyposażony ma być ów korpus posiłkowy.
Panu pułkownikowi kijowskiemu [Antonowi Żdanowiczowi] ze wszystkim towarzystwem pułku w. m. zdrowia od pana boga mieć życzemy. Jakośmy was zimą żądali i przykazywali, abyście carowi j.m. krymskiemu na usługę szli, iż na ten czas jeszcze niepewności pokoju od pp. Lachów spodziewaliśmy się, dlatego tamtego roku poniechawszy, jak i car krymski, i usługę, na którąśmy mieli na ten czas iść, odłożyliśmy. Teraz pewny pokój stanął, tedy car j. m. krymski przysłał do nas, abyśmy mu kilka tysięcy towarzystwa, z pułku po 300 człeka, jednego setnika starszym na swoje miejsce przydali, z orężem dobrym, ognistym, prochów aby było dostatek, odwukoń, w dziesiątek człeka wóz jeden [z] żywnością; nie czekając drugiego uniwersału naszego na dzień 26 maja do Pułtawy stawić się tu i w tę drogę, to jest na usługę naznaczoną carowi j.m. krymskiemu, który na Czerkasy zamysł ma, na miejsce naznaczone, bez wymowy dalszej, inaczej nie czyniąc pod łaskę naszą wojskową.

środa, 1 sierpnia 2012

Wzięli, wysiekli, spalili

 W czerwcu 1618 roku hetman Piotr Konaszewicz-Sahajdaczny na czele ok. 20 000 Kozaków Zaporoskich ruszył na Moskwę, gdzie miał wesprzeć wyprawę królewicza Władysława. Na początku lipca mołojcy przekroczyli granicę moskiewską by 8 października dotrzeć do Tuszyna i połączyć się z wojskami polsko-litewskimi. Kozacy zostawili za sobą pas spalonej ziemi, zdobytych (i najczęściej spalonych) zamków i miast. Część z nich padło łupem głównej armii kozackiej, resztę zniszczyły zagony (czaty) konnych mołojców. Znalazłem ciekawy dokument, zatytułowany Miasta, zamki y osady moskiewskie od Saydacznego i jako przez Dzikie Polia idącz wszedł w Panstwa Moskiewskie pobrane, spalone, wysieczone, ciągnącz pod stolice do Królewicza Jegomości, dzięki któremu można prześledzić trasę marszu, który wzbudził taką panikę wśród mieszkańców. Rzecz nie jest nazbyt długa, przytoczę więc in extenso (nieco tylko uwspółcześniając język), z drobnymi komentarzami w nawiasach.
Liwno [Liwny] zamek pierwszy nad rzeką Sosną w dzień Świętego Piotra [9 lipca] wzięli.
Mil 8 od Liwna nad tamże rzeką Sosną trzecim szturmem  wzięli Jeliec [Jelec] zamek wysiekli, spalili. Stamtąd ośmnaście tysięcy [liczba przesadzona – K.] czaty [czyli zagony – K.] wyprawili pod Jarosław, który wysiekli y Pereasław dopiero się [tu brakuje części tekstu] pod Stolice do woyska na popis wrócili. Ośm mil od Jarosławia nad rzeką Sosną Czatam Lebedin [Lebiediany] Zamek wzięli, wysiekli, spalili. Od Lebedina ośm, mil Zamek Dunkow [Dankow] nad Sosną czatam wzięli, wysiekli, spalili.
Szesnaście mil od Dunkowa Skopin, zamek nad Sosną rzeką, czatam wzięli, wysiekli, spalili.
Tydzień idąc, Michaylow Zamek czatam wzięli, wysiekli, spalili y tam do kilkunastu tysięcy ludu stracili [w znaczeniu – zabili obrońców i mieszkańców – K.].
Komunikiem cztery dni idąc, szturmem Kasim [Kasimow nad rzeką Oką] Zamek wzięli, wysiekli, spalili.
Dwadzieścia mil potem idąc Kazir szturmem wzięli, wysiekli, spalili.
Cztery dni idąc Bucki komunikiem czatą wzięli, wysiekli, spalili.
Potem Boiarski Hrod Romanowa czatą wzięli, wysiekli, spalili.
Matiowa Horod także czatam wzięli.
Stamtąd mimo Kolumnę pośli pod Stolicę na popis do Królewicza Jegomości.
  

piątek, 27 lipca 2012

Na białym bachmacie i w czapce na uszy

Bardzo dokładny opis stroju hetmana kozackiego Bohdana Chmielnickiego przynosi nam Diariusz Ekspedycji Zborowskiej. Przywódca Zaporożców na negocjacje z królem Janem II Kazimierzem miał przyjechać na białym bachmacie, w eskorcie dwunastu Kozaków starennych, pleczystych, na dobrych bachmatach. Zazwyczaj konie kozackie były nisko oceniane, czyżby owe bachmaty to zdobycz spod Korsunia lub Żółtych Wód? Sam hetman miał zatuloną czapkę na uszy, aksamitną, czerwoną, sobolą nadtartą, żupan atłasowy, kontusz włosiany atłasowy z pętliczkami ze srebrem drobnemi i łubie. autor relacji wspomina, że Chmielnicki z konia zsiadłszy, odpiąwszy łubie sam zarzucieł na kolbakę. Wzmianka co prawda krótka, acz może być interesująca, zwłaszcza dla reenaktorów czy graczy systemów bitewnych – można sobie wymodelować i pomalować hetmana jak się patrzy…

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Kozacka metoda wychowawcza


XVII-wieczne metody wychowawcze bywały niezwykle interesujące, acz nie wiem czy udałoby się je teraz wprowadzić w życie. Bohdan Chmielnicki, mając problemy ze swoim synem Tymofiejem (znanym jako Tymosz lub Tymoszak) postanowił sięgnąć po ciężki (dosłownie) środek…
Tymosz, syn Chmielnickiego, srogi dziwak, wielki tyran, niestateczny, którego chcąc poskromić ojciec tymi czasy do dział przywiązać kazał i srodze bić go kazał, aż mu [Tymosz] przysiągł, że ma być dobry, stateczny i tak go kazał odkować i często się Chmielnicki porywał do szable, aż mu zachodzi z oczu.

środa, 21 grudnia 2011

Zuchwalszego narodu od Kozaków na ziemi znaleźć niepodobna

Kozackie ‘chadźki’ docierały często do samego Stambułu, zadając duże straty Turkom i wzbudzając panikę wśród ludności miasta i jego okolic. Odwagi i brawury mołojcom nie mógł nawet odmówić turecki kronikarz, pisząc tak oto o ich rajdzie w roku 1625 [zmieniłem pisownię na współczesną]:
Utarczki morskie Kozaków równie są niebezpieczne, jak ciekawe i nader dziwne. Czajki ich sztucznie wiązane z sitowia i prątków, gdy mocna powstanie fala, nie tona, lecz prawie się wypełniają wodą, w której zanurzeni do pasa pohańcy biją się do upadłego. Śmiało powiedzieć można, iż zuchwalszego narodu od Kozaków, mniej dbającego o życie, mniej czującego wstręt do śmierci, na ziemi znaleźć niepodobna. Podług świadectwa osób morskiej świadomej rzeczy, hałastra ta  zręcznością i odwagą w podobnych na wodzie bitwach, straszniejsza jest niż inny jakikolwiek naród, a walka którą żeśmy opisali [opis rajdu kozackiego w 1625 roku, w czasie którego doszło do krwawej bitwy z flotą 43 galer tureckich] nie może, podług ich zdania, z żadną na świecie iść w porównanie. Dosyć powiedzieć, że po rozbiciu ich siły, do samego ranka do godziny prawie czwartej, siedemdziesiąt zaledwie czajek [z 300 które miały brać udział w wyprawie] zatopić zdołano, i nie inaczej jak wszystkich sił dobywając, resztę ich potrafiono zniszczyć. 

środa, 10 sierpnia 2011

Z strzelbą ognistą, samopałami, rusznicami, muszkietami, szablami...


W opisie widzimy więc nacisk na różne typy broni palnej, co ciekawe brak na liście spis – czyżby więc Kozacy króla Jana III Sobieskiego byli oddziałami typowo strzelczymi? 

poniedziałek, 25 lipca 2011

Troskliwi o chwałę i zdobycz

Raz jeszcze powrócę do Opisania wojny Iwona Wojewody Wołoskiego… tym razem by opisać służące hospodarowi żołnierstwo polskie, które było w najwyższej sławie dla swego mezstwa. Poselstwo mołdawskie próbowało wynegocjować u polskiego monarchy Henryka Walezego prawo zaciągu najemników. Nie miały to być oficjalne posiłki wojskowe, ale zaciąg ochotników. Proszono króla, by w Kamieńcu, we Lwowie i po innych miastach przez woźnego kazał ogłosić, że ktokolwiek zechce się udać z orężem na Wołoszczyznę, otrzyma od Hospodara żołd wedle żądania. Walezy odmówił, tak oficjalnego wsparcia jak i zgody na zaciągi, pomoc przyszła jednak z innej  strony. Hospodar zaprosił bowiem Polaków, którzy się nad Dniepr i odnogę morza Czarnego dla zdobyczy zapuścili. Byli to Kozacy, lud tak zahartowany w boju, iż mu zwycięstwo przychodziło do trudu. Co ciekawe, Górecki opisuje owych Kozaków (zamiennie nazywając ich Polakami, które to określenie wydaje się nawet trafniejsze dla tego okresu) jako jazdę, którą słusznie nazwać było można harcerzami, iż nigdy nietrzymając się jednego miejsca, za zdobyczą na nieprzyjaciołach upędzali się z miejsca na miejsce, przez bezdroża, kryjówki i pustynie. Hospodar wezwał ich do walki przeciw zagrożeniu tureckiemu i tatarskiemu, obiecując, że żołd wypłacać im będzie nie już miesięcznie, lub półrocznie, lecz choćby dziennie, w liczbie jaką sami określą.
Łamiąc więc nakazy królewskie, Kozacy troskliwi o chwałę i zdobycz, wnet się udali do Hospodara. Jakimi siłami dysponowali?
Świerczowski (Swiergowski) dowodził ‘pułkiem’ złożonym z 600 konnych, podzielonych na trzy 200-konne oddziały (samego ‘pułkownika’, a także Barzana i Brasłajewskiego). Po 200 koni mieli także Kozłowski i Stużenski, po 100 koni zaś Jaucius i Sokołowski. Całe więc zgrupowanie kozackie to 1200 jazdy.
Kozacy mieli stanowić najlepszą część armii hospodarskiej, prowadząc oddziały mołdawskiego do kolejnych zwycięstw. Doświadczony Świerczowski wspierał hospodar radą i planami bitewnymi. Ciekawy jest ustęp dotyczący zdobycia twierdzy Tejna, gdyż przynosi nam informację o różnym rodzaju uzbrojenia Kozaków (bierzmy pod uwagę, że nie są to tacy sami Kozacy jakich znamy z wojen XVII-wiecznych).  Mamy więc strzelby, strasząc łoskotem i kulami łamiąc szyk nieprzyjaciół; ale i  łuki. Kozaccy (de facto polscy) kopijnicy z kolei mieli mieć niewielkie włócznie, być może chodzi tu o rohatyny? W innym fragmencie mamy jednak i kopije. Żołnierze mieli się osłaniać okrągłemi tarczami.
W obliczu klęski hospodara, gdy ten zdradzony przez część bojarów wpadł w ręce tureckie, Kozacy rzucili się na gęsto skupione wojsko Turków, a zadawszy mu niemałe klęski, wszyscy niemal polegli, jeno niewiele było ciężko ranionych. Część wpadła jednak do niewoli tureckiej, z której jednak po pewnym czasie wykupiły ich rodziny – Kozłowski, Sadorski, Janczyk, Zaleski, Kopytski, Reszkowski, Sokołowski, Libiszowski, Ciszowski, Suciński, Bogszycki. Kozacki pułkownik Świerczowski, także wpadł do niewoli i zależnie od źródeł zmarł w niej lub został po pewnym czasie wykupiony.
Zachęcam do lektury całego Opisania wojny… [wrzuciłem go na http://chomikuj.pl/Kadrinazi ], to bardzo ciekawy przyczynek do historii XVI-wiecznych polskich kondotierów.

sobota, 25 czerwca 2011

Z okręgów Rusi pobliskich Scytii...

Cytowałem już Szymona Starowolskiego piszącego o jeździe polskiej, wypadałoby teraz podać – do kompletu – jego opis BPP, dokładnie rzecz biorąc hajduków i Kozaków zaporoskich. Wpis ilustrowany pracą autorstwa Sergeya Shamenkova:
Z pieszych zaś jedni, których zaciąga się z Polski albo Węgier, zowią się hajdukami, drudzy to Kozacy zaporoscy, z okręgów Rusi pobliskich Scytii, którzy, również jako żołnierze kozakami nazywani, mają własnego wodza oraz własną taktykę obozową.
Wszyscy zaś oni spis albo szabel i rusznic w bitwie używają, tyle że ci pierwsi jednolitą odzieży barwę otrzymują od króla, tamci, w byle jakie płaszcze odziani, prawie wszyscy konie i wozy mają, którymi następnie otaczają swoje obozy i w bitwach jako szańców albo ogrodzeń przeciw impetowi wrogów ich używają (…) i w zależności od sytuacji czy konieczności bądź to na koniach, bądź pieszo walczą, bądź wreszcie na czółna swe wsiadłszy, morzemi płyną i niepokoją tureckie dzierżawy.
Jak przeto cała prawie jazda nasza (prócz ciurów) ze szlachty jest, tak cała piechota z pospólstwa, oprócz dowódców oddziałów i oficerów hajduków. U Kozaków zaporoskich przeciwnie, tak setnicy i tysięcznicy, jak nawet i wódz sam, którego spośród swoich wybierają, chłopem jest, byleby w sztuce wojennej był biegły i w boju szczęśliwy: w przeciwnym razie zaraz go zrzucają i kogo innego na jego miejsce obierają. Jak było powiedziane, lądem i morzem Scytów taurydzkich oraz Turków ustawicznie wojną niepokoją i najczęściej bardzo głośne zwycięstwa nad nimi odnoszą, do tego stopnia, że już kilka razy w naszym wieku Konstantynopol był w trwodze.

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Rzadko widzieć podobną trwogę i zamieszanie...

Podobna zaniedbuje na blogu Kozaków, trzeba więc się nieco poprawić. Sir Thomas Roe, poseł na dworze sułtańskim (w okresie 1621-1628), opisze nam, w swym liście z 20 lipca 1624 roku, jak to mołojcy zasiali trwogę w samej stolicy osmańskiego państwa. Sir Roe, if You be so kind, please begin...

9 tego miesiąca [lipiec 1624 roku] Kozacy w 70 lub 80 łodzi (czajek) mając w każdej po 50 ludzi, wioślarzy i żołnierzy, korzystając z pory w której Kapitan Pasza wyprawił się do Krymu, o samem świcie weszli do Bosforu, gdzie rozproszywszy się złupili i spalili na 4 mile (angielskie) od miast, wszystkie niemal wsie i domy. Główniejsze miejsca są: Bajkdery i Jenichoje na Greckiem, i Stenia na Azyatyckim pobrzeżu gdzie wielkie i bogate zdobywszy łupy o 9 przed południem uspokoili się. Cała stolica i przedmieścia w takiej były trwodze, że Sułtan nawet udał się na brzegi morza, a Kajmakan [wielki wezyr] do portu. [Kajmakan] Halil Pasza sam wodzem się w tym rozruchu ogłosił; nie mając ani jednej galery gotowej do obrony, osadził i uzbroił wszystkie okrętowe łodzie, barki i inne pomniejsze statki w liczbie 4 do 500 ludźmi którzyby mogli to do wioseł to do bitwy stanąć. Jazdę i piechotę w liczbie 10 000 rozesłał dla bronienia brzegów od dalszej rubieży. Rzadko widzieć podobną trwogę i zamieszanie. Sądziliśmy że ci biedni rabusie [Kozacy] natychmiast się cofną, lecz oni widząc łodzie tureckie zbliżające się ku sobie, skupili się w środku kanału blizko zamków,  i uszykowawszy się w półkole czekali w gotowości do boju, mając bowiem nieprzyjazny wiatr, sami napadać niemogli. Halil Pasza kazał dać ognia z daleka; Kozacy nieodpowiedzieli ani jednym wystrzałem, tylko podpływali to do jednego to do drugiego, bez żadnej oznaki cofnienia się. Pasza widząc ich obroty i odwagę, bał się przypuszczać ataku na swoich słabych statkach; owszem uznał za rzecz rozsądniejszą, starać się przynajmniej wstrzymać ich od dalszych zamachów, obawiając się, iż gdyby ta flotta jego rozbitą została, co arcypodobnem było, mogliby wtedy wpaść w głąb Stambułu wszelkiej pozbawionego obrony. Tak tedy kilkadziesiąt łódek, uczyniwszy wielkie łupieże, spoczywały cały dzień, aż do zachodu słońca, śmiało stawiając się i grożąc wielkiej, lecz trwożnej stolicy świata, i całej jej potędze; nakoniec z łupami swemi przy powiewających banderach odpłynęły, bez walki, a prawie bez oporu.  
Małe to zdarzenie, i zuchwały zamiar porwania się na tak wielkie mocarstwo, dziwną odkryło prawdę, że państwo to, które uchodziło za tak groźne i potężne, w istocie jest słabem i bez obrony... Rzecz ciekawa, jak to zdarzenie uważać będą Polacy, gdyż przez to warunki pokoju zupełnie są naruszone. 

wtorek, 4 stycznia 2011

Kozacy króla Jana

Jan III Sobieski w czasie swego panowania dążył do odrestaurowania zależnej od Korony Kozaczyzny, pragnąc odbudować kozackie osiedla wojskowe na Prawobrzeżnej Ukrainie. W ramach przygotowań do odsieczy Wiednia w 1683 roku utworzono 12 pułków zaporoskich, liczących ok. 3700 Kozaków. Pułkownikami dowodzącymi tymi jednostkami byli:
- Bazyli Iskrzycki
- Semen Korsuniec
- Adam Zieleniecki
- Stefan Kunicki
- Jakub Worona
- Zaleński
- Buluk - basza
- Aleksander Barabasz
- Maksymilian Bułyh
- Krzysztof Łączyński
- Kazimierz Sanecki
- Trofim Kochan
- Jan Kobylan
Głównym źródeł pieniędzy za zaciąg Kozaków było subsydium papieskie, aczkolwiek jedną trzecią wydatków wysupłał z własnej kiesy sam króla Jan III Sobieski. Niewielki oddział kozacki pod pułkownikiem Aniołem miał wziąć udział w bitwie pod Wiedniem, cztery kolejne pułki (razem nieco ponad 1000 Kozaków) dowodzone przez pułkowników Iskrzyckiego, Woronę, Korsuńca i Jana Myśliszewskiego dotarły do armii królewskiej dopiero w listopadzie 1683 roku i wzięły udział w zdobyciu Szecseny. Gros formowanych oddziałów uczestniczyła za to w kampanii na Podolu, a Stefan Kunicki na czele 10-20 000 (liczba zapewne zawyżona) ludzi wyprawił się do Mołdawii.
Od 1684 roku, znów za pieniądze papieskie, formowano wojsko JMci i Rzptej zaporoskie, podzielone w 1684 roku na siedem pułków, liczących łącznie 3000 ludzi:
- Bazylego Iskrzyckiego – 500 Kozaków
- Buluk – baszy – 500 Kozaków
- Bułaja (być może chodzi tu o Maksymiliana Bułyha) – 400 Kozaków
- Andrzeja Zielenieckiego – 400 Kozaków
- Kazimierza Staweckiego – 400 Kozaków
- Jana Dunina Rojewskiego – 400 Kozaków
- nazwisko siódmego pułkownika nie jest znane, jego pułk liczył również 400 Kozaków.
W tymże 1685 roku pułki te jednak rozpuszczono, za to nadano starszyźnie kozackiej prawo zaciągnięcia nowych oddziałów, wraz z rejonami w których oddziały te miały stacjonować. Te ‘regiony’ to okolice Korsunia, Bohusławia, Fastowa (Chwastowa) i Bracławia. Naczelną komendę nad Zaporożcami sprawował, rezydujący w Niemirowie, hetman nakaźny. Wojsko zaporoskie ostatecznie znów podzielono na siedem pułków, a łączna liczba zaciągów to:
- 7 assawułów pułkowych
- pisarz generalny
- sędzia generalny
- 6 pisarzy pułkowych
- 23 setników
- 7 chorążych pułkowych
- 23 chorążych sotniczych
- 23 assawułów sotniczych
- 291 dziesiętników
- 2611 mołojców
Widzimy więc, że w ramach 7 pułków istniało 23 sotnie – być może to pułk hetmański był silniejszy?
Pułki kozackie, często zasilane dodatkowymi zaciągami, brały udział w walkach w okolicach Kamieńca w 1684 roku, blisko 6000 Kozaków miały walczyć w wyprawie mołdawskiej rok później. Zwalczali także czambuły tatarskie, osłaniając polską granicę. W 1686 roku także ok. 6000 Kozaków miało walczyć u boku króla Jana w wyprawie do Mołdwii.
Od 1689 roku widzimy zmniejszanie się ilości wojska zaporoskiego, śmierć wiernego Koronie hetmana Mohyły także wpłynęła na postawę Kozaków. Nowy hetman nakaźny, pułkownik Hryszko, nie cieszył się bowiem takim autorytetem jak jego poprzednik. Bardzo aktywnie działał za to, rezydujący na Fastowszczyźnie, pułkownik Semen Palij (Palej), który na czele swoich mołojców i okolicznych chłopów często atakował siedziby tatarskie (np. Oczaków czy Białogród).
Kozacy wzięli także udział w wyprawie w roku 1691, kiedy to król znów z własnej kiesy opłacił ich żołd. Mołojcy wsparli piechotę koronną w zdobyciu Soroki,  osłaniali także odwrót armii Sobieskiego przed podjazdami tatarskimi. 500 Kozaków weszło także, wraz z dwoma regimentami piechoty koronnej, w skład garnizonu Soroki, gdzie z powodzeniem odpierano ataki tureckieg.
Zaporożcy walczą w 1692 roku w okolicach Kamieńca Podolskiego, a rok później zwalczają Tatarów.
Wiosną 1694 roku dochodzi do reorganizacji komputu kozackiego. Nowym hetmanem nakaźnym zostaje pułkownik Samuś, a nowa struktura wojska, liczącego 2000 Kozaków to:
- pułk pieszy Cygańczuka – 200 Kozaków
- pułk pieszy Iskry – 200 Kozaków
- pułk pieszy Jaremy – 200 Kozaków
- pułk pieszy Barabasza – 150 Kozaków
- pułk pieszy Kruka – 150 Kozaków
- pułk konny Samusia – 500 Kozaków
- pułk konny Palija – 300 Kozaków
- pułk konny Abazyna – 200 Kozaków
- pułk konny Wilgi – 100 Kozaków
Widzimy więc, że były to pułki tylko z nazwy, większość z nich odpowiadała tak naprawdę liczebności chorągwi. Kozaccy pułkownicy mogli jednak zawsze liczyć na ochotników spośród chłopów mieszkających na podległym im terenie, stąd też nieoficjalnie liczba wystawianych Kozaków mogła być większa.
Śmierć króla Jana III Sobieskiego, niechętna postawa szlachty wobec mołojców, a wreszcie podpisanie pokoju karłowickiego, doprowadziła do likwidacji, na sejmie 1699 roku, wojska zaporskiego. Kozacy nie przyjęli tej decyzji biernie, pułkownik Palij  poprowadził w 1702 roku swoich mołojców do powstańczej walki przeciw Rzeczpospolitej. Bunt stłumiła armia koronna, pułkownik został wydany w ręce Rosjan przez wiernego im hetmana Mazepę.

Bibliografia:
Janusz Wojtasik, Kozacy w siłach zbrojnych Rzeczypospolitej w wojnie z Turkami (1684-1699) [w:] Rocznik Przemyski, t. XLIII; 2007, z. 1
Jan Wimmer, Wojsko polskie w drugiej połowie XVII wieku, Warszawa 1965
Jan Wimmer, Wiedeń 1683. Dzieje kampanii i bitwy. Warszawa 1983

sobota, 1 stycznia 2011

Panna cudownej piękności i dwóch pułkowników

Rok 2011 rozpoczniemy historią niczym z romantycznej powieści  - będzie tam miłość, nienawiść, porwanie, zdrada a i śmierć na ostatek. Rzecz dzieje się latem 1673 roku na Ukrainie, przypisy w nawiasach kwadratowych jak zwykle ode mnie.
Dostawszy tak rok [Piotr] Doroszenko [popierany przez Turków hetman kozacki]  pannę cudownej piękności, posłał onę w podarunku Cesarzowi [sułtanowi] tureckiemu. Wyśpiegowawszy to Hanenko [Michał Chanenko/Haneńko, propolski hetman prawobrzeżnej Ukrainy], przejął onę w drodze i oddał w depozyt Komendantowi w Białejcerkwi. P. Piwo [pułkownik Piwo-Zapolski] bywając tam często widział tę pannę i nieraz prosił Komendanta aby mu tę pannę wydał; lecz Komendant wymawiał się Hanenkiem, od którego onę miał w depozycie, a że bez jego zezwolenia nie mógł onę wydał. P. Piwo zmyślił rękę Hanenkową i posławszy z tym zmyślonym listem do Białejcerkwi, Komendant wydał pannę i przywiedzono onę do Dymira, gdzie Piwo miał rezydencję. Rad był temu Piwo i długo jej zażywał według upodobania swego, aż tandem z nią się ożenił. Ta injuria utkwiła głęboko w umyśle Hanenka, ale nie śmiał się pomścić, bo się obawiał Króla i Hetmana w. k. obrazić, i fortunie swojej i domu swego szkodzić. Teraz odjechawszy z Warszawy, nie tak wynagrodzony jako on o swoich zasługach rozumiał, spraktykowany od kogoś, ulegając perswazjom, wprzód nim się na drugą stronę przekinie, mścić się swojej krzywdy na P. Piwie rezolwował. Pojechawszy tedy do Dymira i P. Piwa zaprosiwszy do siebie do namiotu przed fortecą rozłożonego na bankiet, zabił go przy tem posiedzeniu, a potem przeprawił się na Zadnieprze do Moskwy. 
Niestety dalsze losy owej panny, która skonfliktowała obydwu pułkowników,  nie są znane...