Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żwaniec 1653. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żwaniec 1653. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 października 2020

Owsa ani chleba dostać nie możono

 


Epizod z początku grudnia 1653 roku, z jednej z najgorzej przeprowadzonych operacji XVII-wiecznej armii polskiej czyli kampanii żwanieckiej. Autor Diarusza obozowego tak oto opisywał niedole wojska:

Wałów dokopać kazano, które in circuitu blisko male biorą. Ziemia zmarzła, siekierami niebożęta żołdacy i pacholikowie rąbać musieli i tak przez się twardą i skalistą. Głód się tego dnia w obozie wielki zajmować począł, owsa ani chleba dostać nie możono, nie tylko żołdacy, ale pacholikowie, ba i dragonie. Towarzystwo ścierw jeść musieli. Za Dniestr przejeżdżać nie śmiano dla ordy, o której przeprawieniu się słychać było (…). Powracali za Dniestrzu pacholikowie posieczeni, udawając, że od ordy, ale im nie dowierzano rozumiejąc, że to opryszkowe albo Wołosza robiła, która siła naszych czeladzi łowiła zawsze.

Swoją drogą bardzo ciekawa hierarchia armii: piechota cudzoziemska (żołdacy), pocztowi (pacholikowie) i nieco nad nimi dragonia. No i ci jedzący ścierwo towarzysze.

piątek, 15 lutego 2019

Zwadziła się piechota



Kolejna notka źródłowa z kampanii żwanieckiej 1653 roku, bodaj jednej z najgorszych w wykonaniu armii Rzplitej w XVII wieku. 26 sierpnia, w czasie kiedy oddziały rozbiły obóz pod Narajowem, na złym miejscu bez wody i trawy, wśród żołnierzy doszło do poważnej bójki. Opis starcia nader lapidarny, ale musiało się dziać:
Tego dnia zwadziła się piechota J.M. pana podkanclerzego litewskiego[1] z żołnierzami regimentu księcia pana koniuszego[2]. Tym się trochę dostało, ale więcej piechocie i same[go] rotmistrza p. Godlewskiego konia pikami skłóto[3].
Zaprawdę w kampanii tej nie trzeba nam było stawać przeciw Kozakom i Tatarom, kombinacja pogody i własnego wojska była wystarczająca…


[1] Chodzi o Kazimierza Leona Sapiehę. Wspomniana piechota to chyba oddział prywatny, więc zapewne hajducy.
[2] Regiment piechoty cudzoziemskiej księcia Bogusława Radziwiłła.
[3] Tak w oryginale.

sobota, 27 stycznia 2018

O jeden pojedynek pięć dusz zginęło


Podczytuję sobie właśnie zbiór źródeł Kampania żwaniecka 1653 roku. Diariusze i relacje wojenne. Osoba redaktora – Dariusza Milewskiego – gwarantuje wysoki poziom edycji i naprawdę ułatwia odbiór XVII-wiecznych tekstów. Wśród zapisków dotyczących tej nieszczęsnej kampanii, znalazłem ciekawy zapisek dotyczący jednego z ulubionych tematów blogowych, czyli pojedynków. Oddajmy głos anonimowemu autorowi Krótkiej narratywy… który opisze nam krwawe przypadki z końca października:
P. Bolie [?] pokojowy ks. J.Mci pana koniuszego [Bogusława Radziwiłła] umarł. Był to cudowny i prawie casus: o jeden pojedynek pięć dusz zginęło. Bo ci jadąc na ks. J.Mci i ostał się był w Kamieńcu, gdzie z oficerem jednym z gwardyjej zostający[m] powadziwszy się i w gębę od niego wziąwszy, zabił go z pistoletu. Porucznik tejże kompanii wziął go zaraz za wartę, pistolet i szpadę odebrał i dopiero inarmatum, a wiedząc żeby ks. J.Mci pokojowy, bił, tłuk[ł] pistoletem w łeb pistoletem, aż się potrzaskał i jedną ranę walcem w łeb śmiertelną zadał. Książę J.M. dowiedziawszy się posłał [po] p. Boliego do Kamieńca, kilku dragonów, z których jeden z żołdatem się z tegoż regimentu zwadziwszy, zabił go, a jemu nazajutrz szyję ucięto. Bolie z rany umarł, a Kencissowi [?] porucznikowi szyję uciąć kazano.

I tak to książę Radziwiłł stracił pokojowego i dragona, a gwardia dwóch oficerów i jednego knechta.  A wszystko to bez udziału Kozaków i Tatarów, którzy byli nominalnym przeciwnikiem w tej kampanii…

niedziela, 3 kwietnia 2016

Hajducy i kozacy spod Przemyśla


W czerwcu 1653 roku sejmik ziemi przemyskich ustalił wystawienie wyprawy łanowej. W jej skład miała wchodzić zarówno piechota (dowodzona przez Piotra z Siecina Siecińskiego) jak i jazda (pod komendą Kaspra Wojakowskiego jako pułkownika oraz Krzysztofa Ostrowskiego i Aleksandra Kruszelnickiego jako rotmistrzów).
Chorągiew piechoty miała zostać wystawiona z miast i z miasteczek, tak z dóbr J. Kr. Mci duchownych i ziemskich, to jest z dwudziestu domów jednego hajduka, a od Żydów dwudziestu ośmiu osiadłych domów także jednego pieszego. Hajducy mieli zostać wysłani w barwie, w żupanach błękitnych, w deliach czerwonych, z muszkietami dobrymi, lontami, prochami, kulami, rydlem , żywnością.
Reguły konnej wyprawy łanowej także zostały dokładnie opisane: przyjmowanie do tej służby łanowego żołnierza ma być porządne po kozacku w pancerzach, misiurkach, zarękawicach, z bandoletem, pistoletami na dobrych koniach, których nie ma jeden towarzysz do boju tylko po jednemu mieć.

Szkoda tylko, że tak pięknie opisana wyprawa łanowa nie popisała się w czasie kampanii, o czym pisałem rok temu.  

środa, 20 stycznia 2016

Insza na papierze szykować albo ołowianych chłopów na stole


We wrześniu 1653 roku w dowództwie wojsk polskich stojących pod Kamieńcem debatowano bezustannie nad planem działań przeciwko Kozakom i Tatarom. Część oficerów i dygnitarzy popierała pomysł dalszej ofensywy, inni skłonni byli na ustępstwa wobec Kozaków i wierzyli w dobre intencje Chmielnickiego. Listownie brał też udział w tych rozmowach hetman polny litewski Janusz Radziwiłł[1], który od początku był przeciwny (chybionemu jak się okazało) pomysłowi wyprawy  żwanieckiej. Jego kuriery bezustannie krążyli między Kiejdanami a obozem koronnym, tegoż dnia którego przyszła poczta, nazad oną odprawuję. Wśród korespondencji ks. Janusza zachował się jego list do brata stryjecznego czyli ks. Bogusława Radziwiłła. Hetman zawarł w nim ciekawą myśl, która jest na tyle uniwersalna – mimo upływu wielu lat – że warto ją przytoczyć[2] i zapamiętać:
Trzebaby i mnie i wielu innych o to hałasować, że nie możemy z dobrem sumieniem takich rad[3] chwalić ani sposobu prowadzenia wojny takiego, choćby nam też najbardziej zadawano, że się na wojnie nie znamy, kiedy sam skutek pokazuje że i sami[4] nie przejedli wojennego rozumu; bo insza na papierze szykować albo ołowianych chłopów na stole, insza bram i szyldwachów w mieście z ciepłej izby pilnować, insza kształtnie z kopią skoczyć i piękną zapuścić brodę, a insza rady wojennej przewodnictwo prowadzić.  



[1] De facto dowodzący armią litewską, gdyż stary i schorowany hetman wielki Janusz Kiszka nie brał udziału w walkach; zmarł zresztą w 1654 roku.
[2] Podaję wersję bez wtrąceń po łacinie, przetłumaczone one zostały przez Edwarda Kotłubaja.
[3] O kontynuowaniu wyprawy.
[4] Dygnitarze koronni. 

wtorek, 12 maja 2015

Kpi i z kurwy synowie


W kampanii żwanieckiej 1653 roku, u boku wojsk komputowych, wzięły także udział wyprawy łanowe. Województwa koronne wystawiły ok.5000 tego typu żołnierzy, sformowanych w chorągwie jazdy kozackiej i piechoty polskiej. Niestety zaciągi te nie odznaczyły się niczym pozytywnym, za to ich fatalnie niskie morale i wysoki poziom dezercji sprawiły, że łanowi szybko okryli się niesławą. Nic więc dziwnego, że w przekazach źródłowych możemy spotkać z bardzo dużą krytyką tego wojska. Poniżej chciałbym przytoczyć pamflet, którego autor nie przebierał w słowach i zarzucał łanowym tchórzostwo i brak patriotyzmu. Nie wiem co prawda spod czyjego pióra wyszedł ten wiersz, jednak biorąc pod uwagę dosadne określenia poeta musiał podzielać zdanie żołnierzy komputowych na temat wątpliwej jakości posiłków wojewódzkich.


środa, 31 sierpnia 2011

Nie umiejąc żadnego słówka po polsku


W czasie kampanii żwanieckiej książę Bogusław Radziwiłł zanotował ciekawy epizod, w roli głównej zobaczymy tam fińskiego żołnierza – interesująca sprawa, kto też walczył w armii koronnej przeciw Kozakom:
Przychodząc do Baru trzy mile od miasta, trafiliśmy w bukowanie na żołdata Fina z pułku [piechoty] książęcia kurlandzkiego [Jakuba Kettlera], który, nie wiem quo fato, tam zabłądził był, nie umiejąc żadnego słówka po polsku i nie wiedząc, dokąd szedł. Nawet z nami zmówić się nie umiał, tylko na kolana przypadłszy gestami pokazywał jak bardzo rad, że się do nas dostał i że od dziewięciu dni na żołądź nic nie jadł, jakoż znać to było po nim. Kazałem go tedy wziąć na wóz i lekko mu jeść dając ożywiłem go. 

środa, 24 sierpnia 2011

Z wojskiem głodnem, niepieniężnem, na chudych koniach


Niedawno zamieszczałem opis armii tatarskiej w czasie kampanii żwanieckiej, pozostańmy więc na chwilę przy tym epizodzie. Tym razem opis armii polskiej we wrześniu 1653 roku, ukazujący jak fatalna była sytuacja wojsk koronnych. Autorem jest rotmistrz Gabriel Hulewicz, chorąży czernichowski, fragment pochodzi z listu do Marka Lubienieckiego, datowanego na 26 września.
(…) Król JMć z wojskiem głodnem, niepieniężnem, na chudych koniach z kusemi i nieokrytemi Chorągwiami, niekomplementowanemi kompaniami cudzoziemskiemi pod Kamieniec wtenczas ciągnął (…) Zgoła nie masz z kim prosequi wojny. Żołnierz cudzoziemskim strojem, choćby chciał co czynić, nie może, bo się nie najadł, i dawno był w izbie: włóczy się a primis diebus Maji, niby bydło po polach, a nasi Polscy szarpacze, co zdarli w Koronie, to w Lwowie przepili, przemiłowali, atłasowych żupanów nakupili, a już na grzbiecie od pancerzów podarło się; a owe długości co to jak spodnice zszargały się w te niepogody, pourzynali, i tak i kusi i odarci teraz i woleli przepić, niźli na owies dla koni chować. I upić się nie mają za co; a nie są chłopi dobrzy, jeno gdy pijani są.
Nic więc dziwnego, że kampania ta zakończyła się bez większych sukcesów, za to z dużymi stratami wojsk koronnych.

niedziela, 21 sierpnia 2011

Nahajskie konie tłuste, ale Krymskie chude


Na początku listopada 1653 roku podjazd wojsk koronnych pochwycił nieopodal obozu żwanieckiego kilku Tatarów.  Zeznania jednego z nich, Tatarzyna Genesty z ludzi Kamamet Murzy, spisano i można w nich znaleźć kilka ciekawych informacji na temat wojsk tatarskich w tej kampanii. Fatalne warunki pogodowe, które zbierały krwawe żniwo wśród wojsk koronnych, miały także być niezwykle uciążliwe dla Tatarów. Gdy na radzie chańskiej zastanawiano się, czy pozostawać na Rusi czy też wrócić na Krym, ogół ordyńców miał odpowiedzieć, że nie mamy kożuchów, jeść nie mamy co, i insze niedostatki dokuczają nam; wrócić się [na Krym] lepiej. Chmielnicki miał prosić chana o dotrzymanie przyrzeczeń sojuszniczych, ale otrzymał podobną odpowiedź, że pod Kamieńcem żywności nie masz; kożuchów nie mamy, zima przed nami; dość tobie będzie, gdy część Ordy zostanie przy tobie. Jeniec wspomniał też o kondycji koni tatarskich – Nahajskie [Ordy Nogajskiej] konie tłuste, ale Krymskie chude. Jest także i wzmianka o wyposażeniu Tatarów, u Murzów konie, łuki i pancerze dobre. U czarnych [zapewne od słowa czerń, czyli chodzi tu o ‘zwykłych’ ordyńców] Tatarów mniej wszystkiego, bo są ubożsi. Czerkiesów mało co; Budziaccy wszyscy; Dobruczan nie masz wcale.

niedziela, 20 marca 2011

Siekli wrogów mieczami do kresu swych sił

Zgodnie z życzeniem Szymona odpoczniemy na chwile od wojny smoleńskiej i miast tego opowiemy bajkę. Dokładnie rzecz biorąc bajarzem będzie Paweł z Aleppo, który przedstawi nam nieprawdopodobną wręcz 
wersję kampanii żwanieckiej w 1653 roku. Akurat pora na dobranoc, więc czytanka będzie jak znalazł.

W czasie świąt Trzech Króli w ubiegłym roku [rzecz była pisana w 1654 roku] stanęło obozem około 200 tysięcy wojska polskiego. Hetman Chmielnicki zebrał ponad 300 tysięcy, a chan ponad 120 tysięcy ludzi. Sprzymierzonymi siłami napadli na Polaków i z Bożą pomocą odnieśli nad nimi zwycięstwo. A było to tak. Wokół polskiego obozu zaciągnęli oni ‘jazak;, to znaczy okrążyli ich ze wszystkich stron i zamkniętym w środku odcięli dowóz żywności. Opowiadają, że z głodu w obozie zmarło około 40 tysięcy żołnierzy. Potem Kozacy i Tatarzy przystąpili do ataku, zdobyli obóz i siekli wrogów mieczami do kresu swych sił. Wówczas to zdobyli bogate łupy, a Tatarzy zagarnęli niezliczoną ilość jeńców. Spośród Polaków ocaleli tylko ci, którym było przeznaczone długie życie  i uciekli ze swoim królem tj. władcą do jego rezydencji w Krakowie. Jest to miasto zbudowane z kamienia i otoczone siedmioma murami. Tam ufortyfikowali się.