Pokazywanie postów oznaczonych etykietą elekcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą elekcja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 stycznia 2021

Karol obiecuje...

 


Elekcja 1669 roku, propozycje księcia Karola V Leopolda Lotaryńskiego, kandydata na tron polski


(za diariuszem Aleksandra Skorobohatego):

- miał przez koronacyją dać Rzplitej 5 milionów

- za Rzplitą głowę swą położyć

- piechoty swym kosztem na potrzebę Rzplitej dawać.

- szkołę rycerską na 100 Polaków w Latorynej erigować

- most na Wiśle swym kosztem zbudować

- księstwo Latryńskie Rzplitej per commutationem z cesarzem jm. zapisać

- po polsku chodzić

- Polaków na dworze swym wszystko chować

W sumie ciekawa sprawa, jakby tak Karola wybrano, oznacza to że nie trafiłby na służbę austriacką  i kto by tam pod Wiedniem potem dowodził…

sobota, 20 lipca 2019

Nie ma państwa, w którym polityka byłaby tak trudna jak w Polsce



Phillipe le Masson (Dupont) pozostawił po sobie bardzo interesujące zapiski dotyczące życia i czynów Jana III Sobieskiego. Francuski inżynier wychwala w swoich pamiętnikach Jana III,  skupiając się na jego przewagach militarnych w walkach z Turkami i Tatarami.  Zdarza się jednak, że tu i ówdzie Dupont komentuje z niejaką uszczypliwością lub przyganą zjawiska które widział w Polsce. Poniżej taki właśnie fragment dotyczący systemu elekcyjnego:
Elekcja królów Polski odbywa się na dwa sposoby: albo poprzez wolne zgromadzenie szlachty albo jedynie przez senat i sejm[1]. Pierwszemu rodzajowi elekcji zawsze towarzyszą zamieszki i niepokoje. Rzadko okazywał się on korzystny dla Rzeczypospolitej z powodu zgromadzenia niezliczonej rzeczy różnych temperamentów, nieświadomych, co naprawdę jest dla niej korzystne, i gotowych poświęcić wszystko dla prywaty. Taki czy inny minister obcego państwa często próbuje nimi manipulować wedle własnej woli, wydając dużo pieniędzy. Ale zwykle zostaje wystrychnięty na dudka, gdy sądzi, że sprawy układają się najkorzystniej z punktu widzenia księcia, któremu służy.
Nie ma państwa, w którym polityka byłaby tak trudna jak w Polsce. Wybitne umysły, wielcy ludzie wykształceni w dyplomacji i wyrobieni w najdelikatniejszych kwestiach mają mnóstwo trudności z osiągnięciem sukcesu w tym kraju. Większość zgromadzonej szlachty hamuje mądre i rozsądne projekty obywateli, którzy poświęciliby wszystko dla dobra i chwały narodu przy wyborze króla, gdyby mieli większe możliwości. Jednak podejmowane wysiłki często zostają udaremnione przez prywatne interesy i pasje. Tak dzieje się zawsze przy okazji elekcji odbywających się w sposób, jaki opisałem. Są one tym bardziej niespokojne i niebezpieczne dla Rzeczypospolitej, im większa liczba szlachty bierze w nich udział. Nazywa się je elekcjami na koniu i towarzyszy im zawsze rozlew krwi.


[1] Jak widać Francuz niezbyt zrozumiał ideę sejmu elekcyjnego, stąd nagle pojawiły się u niego dwa sposoby elekcji.

poniedziałek, 3 lipca 2017

4000 d'Artagnanów na Dzikich Polach


Do  elekcji 1573 roku stanęło kilku kandydatów, wśród nich (ostateczny zwycięzca) Henryk Walezy, reprezentujący Cesarstwo Ernest Habsburg czy szwedzki król Jan III Waza. Posłowie każdego z chętnych do polskiej korony składali szlachcie różnorakie obietnice, próbując zjednać sobie głosy. Ciekawy jest zestaw przygotowany przez Francuzów:


Oczywiście starano się trafić do możliwe najszerszej grupy wyborców: obiecując owe urzęda i godności czy finansowanie edukacji zagranicznej dla 100 szlacheckich młodzianów. Najbardziej jednak ubawiła mnie propozycja dotycząca posiłków wojskowych. 4000 strzelców z Gaskonii – a region ten znany był jako prowincja dostarczająca armii francuskiej nader walecznych wojaków – miało oto stanowić część sił chroniących granice Korony.  Trochę trudno mi sobie wyobrazić takie oddziały uganiające się za czambułami tatarskimi na Dzikich Polach. Pomysł pozostał jednak, mimo tego że Henryk wygrał elekcję, tylko na papierze. Może to i lepiej…

poniedziałek, 1 maja 2017

Nigdy lepiej piechoty i sprawniej nie dawały ognia


19 czerwca 1669 roku „Piast” Michał Korybut Wiśniowiecki został – dzięki głosom szlachty a raczej wbrew pomysłom magnatów – wybrany na króla Polski. Dzień później nowy monarcha, zgodnie ze złożonym przyrzeczeniem, wyjechał do zgromadzonej szlachty, by podziękować jej za głosy. Poczobut Odlanicki pozostawił nam piękny opis tego popisu:
Dnia 20 praesentis, o wtórej z południa, w dzień Bożego Ciała, już po obiedzie, wyjechał Król Jegomość w pole, zastał już województwa i powiaty z chorągwiami w polu stojące, dziękował tedy Król Jegomość od chorągwi do chorągwi jeżdżąc. Po którem to dziękowaniu, jęli województwa z powiatami dawać tak porządnie ognia, iż nigdy lepiej piechoty i sprawniej nie dawały ognia, lubo i tych gwardyj było dosyć, jednak zagłuszyli to województwa, choć całą noc nie próżnowali w obozach i taborach swoich, dając do samego dnia ognia bez ustania, że jak w kotle wrzało, tak oni dziękując Bogu, na wiwat strzelali i każdy nie z dziesiątkami ładunków przyjechał obywatel, których pospolicie zwykli nazywać u nas pospolitakami alias wizytkami, a natenczas nazwano zacną kawaleryą polską, czemu się i postronnych monarchów posłowie dziwili.

Popisówka jakich mało, szkoda tylko że gdy kilka lat później doszło do wybuchu wojny z Turcją owa szlachta nie była już taka chętna do sprawnego dawania ognia…