Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Psków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Psków. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 marca 2019

Zmarznięty ale fartowny



Znów lądujemy pod Pskowem, zimą z 1581 na 1582 roku. Mróz taki że nie idzie wytrzymać, daje się we znaki zarówno oblegającym jak i obleganym. Towarzysz z chorągwi kozackiej Bazylego (Wasyla) Żórawińskiego, stojący nocą na warcie, taką oto miał tragikomiczną przygodę:
Kiedy już z zimna prawie cały zdrętwiał, a koń się nagle, jak zwykle na zimno, silnie otrzepał, nasz towarzysz, już mało żyw, nie mogąc się na koniu utrzymać, runął na ziemię. Noga jednak została w strzemieniu, a koń w pędzie zawlókł go aż prawie pod same bramy miejskie. Szlachcic, nie mogąc sobie dać, rady, zaczął głośno wołać ratunku. Natychmiast posyła mu Zamoyski pomoc, polecając wszakże wysłanym żołnierzom, żeby się na oślep nie rzucali w niebezpieczeństwo. Załoga, która wyległa na mury, myśląc że to fortel, odpowiedziała śmiechem, wołając, że tych zdrad i forteli już mają dosyć i więcej się na taką podrywkę nie złapią. W ten sposób został od naszych uratowany.
Upiekło się kozackiemu towarzyszowi, jak widać moskiewscy żołnierze, sądząc że to kolejna próba wywabienia ich z murów, zignorowali jego przygodę.

środa, 24 października 2018

O Jezus, toć haniebne mrozy i zimna przypadły!



Sekretarz kancelarii królewskiej, ksiądz Jan Piotrowski, już kilka razy pojawiał się na blogu – pozostawił wszak po sobie bardzo ciekawe zapiski z pskowskiej wyprawy Stefana Batorego. Tym razem kilka cytatów o trudnych warunkach bytowania oblegających, które negatywnie oddziaływały na przebieg oblężenia miasta. Piotrowski często wspomina o głodzie, chorobach i złej pogodzie dziesiątkującej armię. Jest o tyle wiarygodnym źródłem, że towarzyszył  Batoremu i Zamoyskiemu  w czasie wyprawy i był naocznym świadkiem wydarzeń które opisuje.

[4 października 1581 roku]
Matko Boża, toć tu pogody zmiana prędka! Dziś z onych pięknych dni znienagła[1] śnieg z plutą przylecieli do nas i zimno jakieś niełaskawe. Kożuchy poczynają w dobrą cenę wstępować. Kopiem się co żywo w ziemię, jako lisy w jamy, ale z ubogimi pieszymi w szańcach, wie to Bóg, co będzie. Ucieka ich po kilkanaście na dzień. Na Niemce też nędza i choroby przypadają, że ich po dziesiąci na dzień umiera.
[5 października 1581 roku]
Śnieg spadł w nocy i mróz uderzył czysty, rządny. Namiotki nasze nie przywykły [do] tego.
[6 października 1581 roku]
Mrozy tu mamy co dalej, co twardsze; już się rzeki ścinają, nie inaczej jednako jako o Bożem Narodzeniu u nas. Piesi niebożęta zdychają od zimna, a my się w ziemię grzebiem, kominy budujem.
[20 grudnia 1581 roku]
O Jezus, toć haniebne mrozy i zimna przypadły! Kletki nasze trzeszczą, kilka pachołków na straży z koni spadłszy umarło na miejscu. Dalej Pan Bóg wie, co z nami będzie, ze wszech stron ciśnie nas wszystko złe: głód, niedostatek, choroby, konie upadek.
[25-29 grudnia 1581 roku]
Martwimy się w tym obozie, być-li nam do tego w czyścu, nędzna kondycya nasza, zasłużylibyśmy zaraz do nieba. Mrozy haniebne, nigdy nam niewidane[2], głód, pieniędzy niemasz, konie odchodzą, słudzy chorują, umierają: gdzie 100 koni roty, to 60 chorych między nimi, lecz tego nie trzeba ze względu na nieprzyjaciół rozgłaszać. Gdy się ruszać przyjdzie, ślubuje, że klęska nielada jaka będzie. Węgrów pieszych barzo wiele do miasta ucieka.



[1] Znienacka.
[2] Nigdy przez nas nie widziane.

poniedziałek, 14 listopada 2016

Tych zdrad i forteli już mają dosyć


Wracamy do blogowania po pewnej przerwie, spróbuję teraz pisać nieco częściej. Jako że nawet w Szkocji robi się już coraz zimniej, dziś coś w zimowych klimatach. Epizod komiczno-dramatyczny z zimy 1581/1582 roku, kiedy to wojska polsko-litewskie bezskutecznie oblegały Psków. W rolach głównych polski szlachcic i jego koń, w rolach epizodycznych mróz, Moskwicini i Jan Zamoyski.
Postawił go był w nocy na ostatniej placówce niedaleko rowu twierdzy Bazyli Żórawiński. Kiedy już z zimna prawie cały zdrętwiał, a koń się nagle, jak zwykle na zimno, silnie otrzepał, nasz towarzysz, już mało żyw, nie mogąc się na koniu utrzymać, runął na ziemię. Noga jednak została w strzemieniu, a koń w pędzie zawlókł go aż prawie pod same bramy miejskie. Szlachcic, nie mogą sobie dać rady, zaczął głośno wołać ratunku. Natychmiast posyła mu [Jan] Zamojski pomoc, polecając wszakże wysłanym żołnierzom, żeby się na oślep nie rzucali w niebezpieczeństwo. Załoga [moskiewska] która wyległa na mury, myśląc że to fortel, odpowiedziała śmiechem, wołając, że tych zdrad i forteli już mają dosyć i więcej się na taką podrywkę nie złapią. W ten sposób został od naszych uratowanych.