poniedziałek, 24 grudnia 2018

Londyńskie prezenty dla chana



Święty Mikołaj przynosi prezenty grzecznym dzieciom, ale tylko tym które napisały do niego list z prośbą o prezenty. Zapewne znał taką tradycję chan krymski Sahib I Girej, który w 1532 roku, po śmierci swojego brata Saedata został władcą Chanatu. W grudniu 1539 roku wysłał oto do króla Zygmunta I Starego list w którym można znaleźć punkty paktu polsko-tatarskiego. Nie mogło tam oczywiście zabraknąć informacji o „upominkach”, które co roku strona polska miała składać Tatarom. Zobaczmy co też sobie chan zażyczył pod choinkę…

Bratu naszemu, wielkiemu królowi, i synowi waszemu, wielkiemu królowi, każdego czasu bracką przyjaźń  sprawiedliwie dzierżeć, a każdego roku wam, bratu swemu, mamy się upominać upominków: za 13 000 złotych sukna luńskiego[1]—z Korony Polskiej 200 postawów[2] sukna luńskiego bez trzech postawów[3], a z Wielkiego Księstwa Litewskiego także 200 postawów sukna luńskiego bez trzech postawów. A każdy postaw mamy przyjąć po 33 czerwonych złotych[4]. A przy tych suknach 2000 gotowymi złotymi czerwonemi macie dać, a to ma być summa wszytkiego piętnaście tysiąca złotych czerwonych. Macie przysyłać na rok na dzień Świętego Jurgia[5] wiosnego.



[1] Tj. londyńskiego.
[2] Nie wiem jednak, który z postawów przyjętego za jednostkę rozliczenia.
[3] Tj. 197 postawów.
[4] Czyli każdy z postawów miał mieć wartość 33 czerwonych złotych (florenów).
[5] Jeżeli dobrze kojarzę, chodzi tu o świętego Jerzego, którego dzień obchodzony jest 6 maja.

środa, 19 grudnia 2018

Zygmunt, przestań grać w piłkę!



Czy wiecie, że piłka nożna jest sportem który nie przystoi dorosłemu Polakowi? Pewnie nie wiecie, na szczęście biskup Paweł Piasecki w swojej kronice ładnie to nam wyłożył. Tak oto, w części dotyczącej roku 1595, zapisał jak to pod niemieckiemi pany wciskać się poczęła niemiła narodowi niemczyzna, co wiele się przyczyniło do zniechęcenia umysłow przeciwko królowi Zygmuntowi [III].

Najwięcej zaś upadlała go [króla] w oczach możniejszych upodobana jemu gra w piłkę, we Francyi i Włoszech przystojna, ale w Polsce dzieciom zostawiona zabawa, tak iż arcybiskup gnieźnieński [Stanisław Karnkowski], do którego należało to z urzędu, musiał go upominać, aby tej chłopięcej igraszki zaniechał. Usłuchał wprawdzie król napomnień jego, do rycerskich jednak ćwiczeń umysłu swego nie skłonił.

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Szkoccy i angielscy oficerowie na służbie Jego Królewskiej Mości...



Robert Monro i jego Expedition with the Worty Scots Regiment Called Mac-Keyes to jedno z ciekawszych źródeł dotyczących Wojny Trzydziestoletniej. Spisane przez naocznego świadka, szkockiego oficera na służbie duńskiej i szwedzkiej (do 1634 roku), a wydane po raz pierwszy w 1637 roku, opisuje zarówno kampanie z udziałem regimentu jak i tak zwane „obserwacje” czyli ciekawe uwagi Monro dotyczące organizacji wojska czy taktyki.  Od czasu do czasu będę zamieszczał jakieś ciekawsze fragmenty, na początek bardzo interesująca lista pokazująca jak ważną rolę w korpusie oficerskim Gustawa II Adolfa odgrywali oficerowie z Wysp Brytyjskich. Datowana na 1632 rok, została oczywiście uzupełniona przez Monro w czasie spisywania książki, stąd też znajdziemy tu dodatkowe informacje o oficerach którzy zginęli w późniejszych latach. Dopiski w nawiasach kwadratowych dodane przeze mnie.

Lista wyższych szkockich oficerów (zwanych oficerami polowymi) w służbie Jego Wysokości Króla Szwecji [Gustawa II Adolfa] w 1632 [roku]
Markiz Hamilton, generał armii brytyjskiej
Sir James Spence, generał nad Szkotami
Sir Patrick Ruthven, gubernator Ulmu, potem generał
Sir Alexander Lesley [Leslie], gubernator miast na wybrzeżu bałtyckim, potem feldmarszałek [dowodzący] w Westfalii
Generał major James King, potem generał porucznik
Sir David Drummond, generał major i gubernator Szczecina na Pomorzu
Sir James Ramsey, generał major, dowodzący regimentem szkockim, a potem [jako] gubernator Hanau

Pułkownicy szkoccy
Mój Lord Rhees [Pierwszy lord Reay, Donald] Mackey [Mackay], pułkownik dowodzący brygadą szkocką
Sir John Hepburne, pułkownik który zastąpił [powyższego] w dowodzeniu szkocką brygadą, potem zginął we Francji[1]
Sir John Ruthven, pułkownik dowodzący brygadą niderlandzką[2], potem generał major
Sir James Lumsdell [Lumsdale], pułkownik regimentu szkockiego
Alexander Ramsey, pułkownik i gubernator Kreuznach
Robert Lesly [Leslie], pułkownik regimentu szkockiego
Robert Monro Baron Fowles[3], pułkownik [regimentów] jazdy i piechoty [z zaciągów] niderlandzkich, zmarł z ran w Ulm [ w 1633 roku]
John Monro z Obstell, pułkownik regimentu szkockiego, zginął nad Renem pod Wetterau
Lodovick Lesly [Leslie], pułkownik regimentu szkockiego Sir Johna Hamiltona
Robert Monro[4], pułkownik regimentu szkockiego Mackeya [Mackaya]
James Carre, pułkownik regimentu szkockiego, potem generał major
Sir Fredrick Hamilton, pułkownik regimentu szkocko-angielskiego
Pan na Forbesse[5], pułkownik regimentu szkockiego
Alexander Hamilton, pułkownik regimentu szkockiego
Earl Crawford Lindesey[6], pułkownik pieszego regimentu [z zaciągów niderlandzkich], później poległ
William Baily [Bailie], pułkownik pieszego regimentu [z zaciągów niderlandzkich]
Sir James Hamilton, pułkownik regimentu szkockiego
John Forbesse, pułkownik pieszego regimentu [z zaciągów niderlandzkich], poległ we Francji
Hugh Hamilton, pułkownik pieszego regimentu [z zaciągów niderlandzkich]
Sir William Ballentine, pułkownik regimentu angielskiego
Sir James Ramsey, pułkownik pieszego regimentu angielskiego, później zmarł w Londynie
Alexander Forbesse zwany Fiński Forbesse, pułkownik pieszego regimentu fińskiego
Walter Leckey, pułkownik regimentu piechoty

Pułkownicy angielscy
Austin, pułkownik regimentu angielskiego w Niemczech
Sir John Cassells, pułkownik pieszego regimentu angielskiego, zaciągniętego przez sir Thomasa Conwaya, który rozbił się na wybrzeżu duńskim
Pułkownik George Stewart
Sir George Fleetwood, pułkownik regimentu angielskiego który w tym czasie służył w Prusach

Szkoccy pułkownicy którzy w tym czasie służyli w Szwecji, Inflantach I Prusach
James Seaton, pułkownik pieszego regimentu szwedzkiego
[Patrick] Kinninmond [Kinnemund], pułkownik pieszego regimentu szwedzkiego, zmarł
Thomson, pułkownik pieszego regimentu szwedzkiego, zmarł
Scot Cloonell, pułkownik pieszego regimentu fińskiego, zmarł
William Cunningham, pułkownik szkockiego regimentu w Prusach
Francis Ruthven, pułkownik pieszego regimentu [z zaciągów niderlandzkich] w Prusach
Sir John Meldrum, pułkownik regimentu pieszego w Prusach

Podpułkowicy, z których część od tego czasu awansowała
Thomas Hume z Carolside, podpułkownik regimentu jazdy; później pułkownik w służbie francuskiej
Dowglas [Robert Douglas?], podpułkownik, potem pułkownik regimentu jazdy w służbie szwedzkiej w Niemczech
Henry Muschamp, podpułkownik, potem pułkownik, poległ pod Nördlingen [w 1634 roku]
Alexander Lesly [Leslie], podpułkownik, potem pułkownik regimentu piechoty
Alexander Cunninghame, podpułkownik, potem pułkownik regimentu piechoty
Vavazer, podpułkownik, potem pułkownik regimentu piechoty
William Gunne,  podpułkownik, potem pułkownik regimentu piechoty niderlandzkiego
John Lesly [Leslie], podpułkownik, potem pułkownik szkockiego regimentu piechoty
Fiński Forbesse, podpułkownik, potem pułkownik
Alexander Forbesse zwany Łysym, podpułkownik, potem pułkownik
Robert Stewart, podpułkownik, potem pułkownik
Hector Monro, podpułkownik, potem pułkownik, pasowany na rycerza, zmarł w Hamburgu, pochowany w Buxtehude
Sir George Dowglas [Douglas], podpułkownik, potem ambasador Jego Wysokości Króla Wielkiej Brytanii w Prusach, zmarł w Niemczech, jego zwłoki przewieziono i pochowano w Szkocji
George Lesly [Leslie], podpułkownik, potem pułkownik
John Lindesey z Bainshow, podpułkownik, zginął pod Neubrandenburg
Monypenny, podpułkownik [w regimencie] jazdy
Alexander Lindesey, podpułkownik, zginął w Bawarii
John Sinclaire, podpułkownik, zginął pod Neumarkt
William Stewart, podpułkownik, zastąpił Sinclaire’a
Henry Lindesey, podpułkownik w regimencie Leslie Młodszego
William Lindesey, podpułkownik [w regimencie] jazdy
James Henderson, podpułkownik [w regimencie] piechoty
Sir Arthur Forbesse, podpułkownik [w regimencie] piechoty, zginął w potyczce w pobliżu Hamburga
Robert Weere, podpułkownik, poległ w Saksonii
John Lyell, podpułkownik [w regimencie] piechoty
James Dickson, podpułkownik, poległ pod Pfalz
Sandelens, podpułkownik, poległ pod Pfalz
William Borthwick, podpułkownik [w regimencie] piechoty
Macdowgall, podpułkownik, zginął w Szwabii
James Hepburne, podpułkownik, zginął we Francji
Robert Hannan, podpułkownik [w regimencie] piechoty, zginął w Alzacji
John Monro, podpułkownik [w regimencie] piechoty
Robert Lumsdell, podpułkownik [w regimencie] piechoty
William Herring, podpułkownik [w regimencie] piechoty
Sir James Cunninghame, podpułkownik [w regimencie] piechoty
William Spence, podpułkownik [w regimencie] piechoty
John Ennis, podpułkownik [w regimencie] piechoty
Poytaghee Forbesse, podpułkownik [w regimencie] piechoty
John Forbesse of Tullough, poległ pod Nördlingen [w 1634 roku]
George Forbesse, podpułkownik [w regimencie] piechoty
Alexander Hay, podpułkownik dragonów
David Lesly, podpułkownik [w regimencie] jazdy
James Drummond, podpułkownik [w regimencie] jazdy
Kinninmond Starszy, podpułkownik [w regimencie] piechoty
Kinninmond Młodszy, podpułkownik [w regimencie] piechoty
Francis Sinclaire, podpułkownik [w regimencie] piechoty
Gordon, podpułkownik a potem pułkownik [w regimencie] piechoty [z zaciągów niderlandzkich] na służbie Korony Szwedzkiej
John Henderson, podpułkownik a potem pułkownik w służbie cesarskiej
William Troop, podpułkownik, poległ pod Pfalz
Potley, podpułkownik [w regimencie] piechoty sir George’a Fletwooda
Arthur Mon-gorge, podpułkownik [w regimencie] piechoty
James Montgomery, podpułkownik, poległ w boju

Szkoccy majorzy
Major Ruthven, poległ pod Nördlingen [w 1634 roku]
Major Mill
Major Cunninghame
Major John Forbesse
Major David King, poległ pod Nördlingen [w 1634 roku]
Major Bodwell, poległ pod Nördlingen [w 1634 roku]
Major Mackenyee, potem adiutant pod feldmarszałkiem Leslie
Major Sidserfe, poległ pod Nördlingen [w 1634 roku]
Major David Monro
Major William Falconer
Major Francis Sinclaire
Major William Keith
Major Sanderson
Major William Bruntfield, zmarł z ran odniesionych pod Buxtehude

Rozliczni kapitanowie i oficerowie niższych rang [z tych nacji] służący w armii, których [jednakże] pomijam w tej liście.



[1] Pokłócony z Gustawem II Adolfem Hepburn opuścił służbę szwedzką i przeszedł do armii francuskiej. Zginął w 1636 roku.
[2] Tj. zaciągniętą w Zjednoczonych Prowincjach.
[3] Osiemnasty baron Foulis, znany także jako Czarny Baron.
[4] Czyli sam autor diariusza.
[5] Tego oficera nie byłem w stanie zidentyfikować.
[6] Prawdopodobnie George Lindsey, 14-ty earl Crawford.

wtorek, 4 grudnia 2018

Pitawal poznański z 1599 rok



Przepiękny zapisek źródłowy z 1599 roku, znaleziony w pracy Marcina Kamlera Złoczyńcy: Przestępczość w Koronie w drugiej połowie XVI i w pierwsze połowie XVII wieku. To fragment zeznań niejakiego Jana Strycharza, który niezwykle barwnie opisał swoich znajomych bandytów:

A jest ich tu kilka, których by poznał, z których jeden jest Osęka z Lublina, w szarej delii i w szarym żupanie, żółto zarósł, który jest wielki złodziej bo w Lublinie wyjął był z kieszeni z chustą trzysta czerwonych złotych, a był też drugi z nim, którego to Osękę bito szablą, iż był chciał komuś z kieszeni pieniądze wyjąć. Jest też drugi, co go tuta[j] na biskupie bito, co był Żydowi z kieszeni pieniądze wyjął. Trzeci jest Jakub Wolski, ale jeszcze tu był nie przyszedł, bo był pozostał w drodze. Czwarty jest Maciejek (Matyszka), co mu tuta[j] uszy beło urżniono, a chodzi po strychowsku w szarym płaszczu. Piąty Stasik Podczeski żak, a jest wysoki. Szósty Urban z Lublina, brodaty, w długim kożuchu, a zowią go po szlachecku. Siódmy jest też Staś Parchatka, którzy to złodzieje są jedni u Bożymęczyny, a drudzy na Śródce, jedno nie wie jako je zowią.

niedziela, 2 grudnia 2018

Aby motłochu z sobą niepotrzebnego nie brał



[Tydzień z lisowczykami, wpis 7/7]

W ostatnim wpisie tego tygodnia, nieco w nawiązaniu do poprzedniego, ciekawy zapisek o tym jak w ramach własnych jednostek sprawdzano liczebność lisowczyków. Rzecz dotyczy pułku Stroynowskiego w 1622 roku, z tekstu wynika że miało to mieć na celu lepszą kontrolę oddziałów, lepszą jakość żołnierza. Im więcej niepotrzebnego motłochu tym większa szansa, że takie luźne grupki zaczną się urywać spod chorągwi i plądrować po drodze, czego starano się (przynajmniej w teorii) uniknąć w czasie przemarszu przez neutralne czy wręcz (znów w teorii) przyjazne terytoria.

Po takiem rozporządzeniu chorągwi, uchwalono było, aby każdy towarzyszy podał w regestrze wszelką duszę ludzką, którąby jakimkolwiek sposobem przy sobie trzymał, swemu rotmistrzowi, a rotmistrze pułkownikowi. Przetoż i to zaraz postanowione było, aby z każdego noclegu gdy się wojsko ruszy (a daleko więcej po jakiejkolwiek potrzebie) zaraz w polu każdy rotmistrz, abo w niebytności jego porucznik, w głos pytał zastanowiwszy się, jeżeli kto z jego chorągwie nie zginął i żeby niedorachowaszy się kogo, zaraz dawał znać pułkownikowi.
(…)
Co wszystko, aby wszyscy wiedzieli, wytrębowano po wojsku; dokładając tego z rozkazania J. M. Pana pułkowniczego, aby każdy pomniąc na takowe w swoich powinne się co dzień rachowanie, motłochu z sobą niepotrzebnego nie brał,a  tylko zdolną czeladź a na dobre konie.

Było, ale się sfilcowało (1626 rok)



[Tydzień z lisowczykami, wpis 6/7]

Zgodnie z obietnicą na FB blogowy, nadrobię tydzień lisowczykowy i dziś będą dwa wpisy.  Pamiętacie Vogelsang z ‘Trylogii husyckiej’ Sapkowskiego? Ten co to niby początkowo było w nim więcej agentów, ale po drodze ‘się sfilcowało’? W tym wpisie o takim właśnie ‘sfilcowaniu’ chorągwi lisowczyków w Prusach w 1626 roku – nader ogólnie zresztą, bo nie prowadziłem w tym kierunku żadnych wnikliwych badań. We wpisie 5/7 wspominałem, jak to w miesiąc walk chorągwi Moczarskiego zgubiła blisko 200 koni – w sumie nie wiem, czy utworzono z nich nową chorągiew (co jest możliwe) czy też poczty oderwały się spod chorągwi i tacy lisowczycy dali sobie spokój z turystyką w Prusach. Co ciekawe, jego oddział nie był jedynym, któremu się to przytrafiło.
26 sierpnia 1626 roku do armii Zygmunta III w Toruniu dotarła chorągiew Idziego Kalinowskiego, pod ktorą cztery sta koni Kozakow rządnych y strzelbą opatrzonych. Rotmistrz nader zacnie pokazał swój oddział, obracał ich kilka razy w Rynku wężykiem w biegu besz wszelkiego zamieszania lubo w ciasnym barzo mieyscu. Trzy dni później dotarła kolejna silna chorągiew lisowczyków, tym razem dowodzona przez Władysława Szleszyńskiego (Śleszyńskiego) pod ktorą koni coś nad trzy sta porządnego y w strzelbe dobrze opatrzonego chłopa. Ta ostatnia, w odróżnieniu od chorągwi Moczarskiego i Kalinowskiego, miała podobno brać udział w bitwie pod Gniewem.

Kiedy 4 października 1626 roku dokonano popisu oddziałów przez królem, rota Kalinowskiego miała mieć 297 a Śleszyńskiego 206 koni. Widać więc spore braki, znów trudno mi jednak określić co tak naprawdę je spowodowało. Niedługo potem (na pewno jeszcze w 1626 roku) obydwie chorągwie przestały zresztą istnieć. Koło generalnie dla pewnych przyczyn zdecydowało się na wytrąbienie z wojska aż trzydzieści i kilka Towarzystwa, a mianowicie Idziego Kalinowskiego i Ślężyńskiego, którzy byli przyczyną swawolnego ścia na Cesarską stronę. Usunięcie ponad 30 towarzyszy to, biorąc pod uwagę że zapewne wraz z nimi wojsko opuściły ich poczty, mogło ‘kosztować’ utratę kolejnych 100-200 lisowczyków. Co stało się z resztą żołnierzy? Być może weszli w skład innych chorągwi lub utworzono z nich jakieś nowe oddziały? Adam Kersten odrzucił tezę Jerzego Teodorczyka, że to właśnie z tych dwóch zwiniętych oddziałów powstała chorągiew kozacka Pawła Czarnieckiego, faktem jest jednak, że wśród wojsk hetmana Koniecpolskiego w Prusach znajdujemy kilka chorągwi kozackich, których nie ma we wcześniejszym spisie armii kwarcianej z lata 1626 roku  - jest więc możliwe, że część lisowczyków znalazła się w takich nowych oddziałach i pozostała w Prusach.

piątek, 30 listopada 2018

Miasteczko zabawne jest dla panów Polaków



[Tydzień z lisowczykami, wpis 5/7]

Dzisiaj padam na twarz po pracy, więc wpis będzie krótki. We wrześniu 1626 roku 400-konna chorągiew lisowczyków rotmistrza Mikołaja Moczarskiego wyprawiała się na podjazdy w stronę pozycji szwedzkich, wędrując a to pod Oliwę, a to pod Puck, a to do Gdańska. Co ciekawe, w tym ostatnim mieście lisowczycy mieli zaproponować, że przejdą na służbę mieszczan – czemu jednak grzecznie odmówiono. Nie ma się zresztą co Gdańszczanom dziwić, lisowczycy mieli bowiem w ograbić po drodze jakąś wieś, doszło też do jakiś drobnych burd. Sam Moczarski podsumował to najlepiej w swoim liście do burmistrza Gdańska Arnolda von Holtena:
Obawiam się, aby mi się żołnierze moi w mieście bawić nie chcieli, albowiem to miasteczko zabawne jest dla panów Polaków.
Co ciekawe, w czasie popisu armii 4 listopada 1626 roku rota Moczarskiego opisana jest w sile 228 koni, pytanie tylko czy aż tak dużo ‘rozeszło się’ spod znaku, być może wyjściowa informacja o 400 koniach była zawyżona, ewentualnie chorągiew podzielono na dwie mniejsze? Faktem jest, że oddział Moczarskiego (w sile 200 koni, jako jazda kozacka) wszedł do komputu armii w Prusach i zaszczytnie walczył do końca wojny, wchodząc w skład pułku jazdy Stefana Koniecpolskiego (a po jego śmierci w 1629 roku – Samuela Żalińskiego). Widzimy go między innymi pod Czarnem i Trzcianą, brał też nader często udział w starciach podjazdowych. 


czwartek, 29 listopada 2018

Liber chamorum, cz. III – lisowczycy (odsłona druga)



[Tydzień z lisowczykami, wpis 4/7]

Drugi (i ostatni) wpis dotyczący ciekawych losów lisowczyków opisanych w Liber Chamorum.

Mrozek, został w 1620 roku wzięty przez lisowczyka za ciurę do woza. Wyprawy do Siedmiogrodu i na Morawy przyniosły mu tyle łupów, że w 1624 roku, w chorągwi Jaroszoskiego na sześć koni służeł.
Muchowiecki, chłop który o muchach wiedział, oganiał u stołu u szlachcica. W 1619 roku ograbił swojego pana i uciekł do lisowczyków, zjechał do nich z pańskim koniem, okradszy jeszcze pod tysiąc złotych.
Jakub Ozimski, syn mieszczanina z Chęcin. Zaczynał służbę u lisowczyków jako ciura w 1620 roku, stopniowo jednak awansował bo potym na swe konie służeł. W 1626 roku trafił do Prus, walcząc w szeregach chorągwi Mikołaja Moczarskiego, gdzie w 1627 roku został nawet chorążym. Co ciekawe, jego rodzony brat służył u niego za pocztowego.
Paszkowski z kolei zaczął karierę za woźnicę u lisowczyka w 1619 roku. Powiadano o nim, że beł łupieżca haniebny chłopów i ślachtę znieważał przy braniu im gwałtem czego. Wyprawa do Siedmiogrodu musiała w jego przypadku przynieść niezłe profity, bo już na Morawach pisał się na 4 konie.
Kolejny Paszkowski dołączył do lisowczyków w 1620 roku, co ciekawe do nich pieszo przystał. Powtarza się tu dobrze znany scenariusz zebrania bogatych łupów, bo w 1624 roku pod chorągwi Jaroszoskiego na 6 koni służeł.
Popławski od 1619 roku w szeregach lisowczyków, okrutny łupieżca beł, że nafundował sobie pieniędzy. W 1624 roku stanął nawet na czele chorągwi jako rotmistrz, oddział ten miał się zresztą składać z samych chłopów.
Tworzyjański także zaczynał za ciurę przy wozie w 1619 roku. Już jednak w 1622 roku, jako że nieźle szarpał i kradł, stać go było na to by służyć na kilka koni. W 1624 roku powiódł kupę swawolną siepaczów lisowską na Morawy.
Zakrzowski, o którym pisałem przy okazji innego wpisu,  imał się wojaczki w swawolnych kupach, bywał między lisowczykami i na Śląsku za bębnistę circa 1629. W 1632 roku miał z kolei 3-konny poczet w chorągwi Zygmunta Dębińskiego na służbie cesarskiej. Został jednak wydalony ze służby, kiedy inny towarzyszy poskarżyli się na niego u rotmistrza (że oto nie-szlachcic służy między nimi jako towarzysz). Jego historia ma jednak tragiczny epilog – rozżalony z powodu zwolnienia, zabił własną żonę, która beła przy wojsku za szynkarkę, po czym popełnił samobójstwo.



środa, 28 listopada 2018

Jako na nich tak bystre konie utrzymują?



[Tydzień z lisowczykami, wpis 3/7]

Znów Lotaryngia w 1622 roku, tuż po połączeniu z wojskami arcyksięcia Leopolda, biskupa passawskiego. Ksiądz Dembołęcki zapisał kapitalną serię pytań, jakie o lisowczyków zadali mu oficerowie Ligii Katolickiej. Dobrze to pokazuje, jak egzotycznie musiał dla nich wyglądać pułk lisowczyków – tak pod względem strojów, uzbrojenia jak i zachowania.

(…) to znowu niektórzy [mówią, nie można rzec aby to Polacy, bo tu często bywają, ale nie w takich szaciech jak my, i twarze łaskawe, a to porąbane, i.t.d. (a oni to rozumieli, iż tak żołnierz powinien mieć piękną twarzyczkę i Włoski strój jako panięta których tam widali). To im zbiwszy, to znowu [pytają] jeżeli Chrześcianie? Jeśli się ich też nie boję? Czemu głowy golą, czemu wszystkę ogoliwszy czuprynę zostawują, brodę czemu golą, a ogoliwszy na co wąsy zostawiają? Czemu płaszcze opięte mają? Czemu u nich tak wysokie kołnierze? Czemu krezów nie mają, czemu czapki tak wysokie mają aż za głowę wiszą? Czemu pludry tak wązkie jako rękaw, czemu buty żółte, dlaczego kowane, czemu zbroi nie mają, czemu krzywe rapiry[1], czemu wędzidła u koni tak małe? Jako na nich tak bystre konie utrzymują, jako nie spadną z tak małych siodeł, jako na nich mogą siedzieć? Czemu się po koniu w biegu pokładają? Na co tak wiele koni w wojsku i tak wiele chłopiąt? Po czem ciurę poznać? Coby to był (na tolombas[2]) na co i kto tego używa? Po czem starszyznę poznać, czemu kijków nie mają w ręku, czemu pułkownik miał buławę pełną, a drudzy rogatą (na buzdygan)? czemu pogwizdują? Co za obyczaja, co za zabawki, jako legają, długoli sypiają, długoli żyją, jeśli się ich broń albo kula ima?

Jak widać oficerowie arcyksięcia musieli tu przeżyć niezły szok kulturowy, bo gama pytań jest nader szeroka.


[1] Piękne określenie na szable.
[2] Sam musiałem poszukać co to. Według Glogera to ‘wielki turecki bęben wojskowy’, czyli ciekawostka, że oto lisowczycy używali i takiej muzyki wojskowej.

wtorek, 27 listopada 2018

Liber chamorum, cz. II – lisowczycy (odsłona pierwsza)



[Tydzień z lisowczykami, wpis 2/7]

W Liber chamorum wręcz roi się od lisowczyków, formacja ta stała się swoistą przystanią dla wszelkiej maści awanturników udających szlachtę. A że akurat mam na blogu tydzień z lisowczykami, połączymy przyjemne z pożytecznym. Poniżej wypis opisujący przygody 10 (właściwie 11) takich ochotników.

Brodowski, który w 1624 roku miał służyć  w pięć koni w chorągwi Adama Skorulskiego. Poszczęściło mu się w czasie tej kampanii, bo wywiózł zdobycz niemałą i u Przeworska kędyś zapadł.

Broniowski, służył w 1620 roku, z czego zdobycz miał, abo raczej z rozbójstwa niemałą korzyść.

Ciężartowski, który wraz z lisowczykami ruszył w 1624 roku na Śląsk. Łupy musiały być obfite – na kampanie wyruszył bowiem na jeden koń a na Śląsku już na pięć koni pisał się pod chorągwią [Adama] Skorulskiego.

Czechowicz, służył w chorągwi lisowskiej w 1625 roku. Miał udawać szlachcica litewskiego, co nieprawda, bo ani listu stamtąd, ani on sam tam nigdy nie jeździeł ani słał.

Janowicki, chłopski syn, służył wśród lisowczyków atakujących w 1619 roku Siedmiogród. Tam brał udział w złupieniu kilkunastu kościołów. W 1620 roku podwinęła mu się jednak noga – został pojmany przez górników w Olkuszu, stracił cały łup i wylądował w celi. Wypuszczony, imał się zbójowania, a potem znów trafił do lisowczyków.

Jastrzębski  z lisowczykami w 1619 roku  w Węgrzech łupali kościoły, rok później rabowali na Śląsku. Temu zdecydowanie pasowała służba w chorągwi – zaczynał od jednego konia, a po tygodniu rabowania na Śląsku mógł się już na dwanaście koni pisać.

Mieszczanin Mikołaj Karaś miał służyć u Idziego Kalinowskiego w 1620 i 1623 roku. Po 1624 roku imał się zbójowania, ale ze słabym skutkiem: kilkanaście razy bywał w więzieniu i w wieży siadał, a wychodzieł, czasem uciekał.

Dwa synowie Kowalkowskiego, kowala z Pińczowa, zaciągnęli się po koniu do lisowczyków w 1619 roku, do nich pomóc im łupić i najeżdżać. I tu łupy były obfite – po tym chłopom nabrali, i przedać ich dostatek mieli.

Krajkowski ruszył z lisowczykami w 1620 roku, nawydzierał i nakradł chłopom koni, w kaletach też nazdobywał pieniędzy. Cztery lata później, służąc u rotmistrz Stanisława Jaroszowskiego, miał mieć 6-konny poczet.

Krajowski miał początkowo w 1620 roku służyć u lisowczyków za ciurę, jednak już w 1622 roku służeł na dwa konia między niemiż. Co ciekawe, miał swoisty przydomek, miał się nazywać Kradzioski, że kradł, aleć i krajał połcie od wieszadeł, choć ich nie on wędzieł.

Jak widać alfabetycznie wylądowałem dopiero przy K, więc w tym tygodniu pojawi się jeszcze kolejna (a może i dwie?) dziesiątką podobnych lisowczyków.

poniedziałek, 26 listopada 2018

Nago trzy dni wojsko gonił



[Tydzień z lisowczykami, wpis 1/7]

W służbie cesarskiej lisowczycy trafili w 1622 roku do Lotaryngii, księstwa pobożnego i katolickiego, które miało jednak znacznie ucierpieć w czasie wizyty polskich turystów. Jak to napisał ksiądz Dembołęcki, owszem słysząc, iż się po swemu Lautring zwali, oni rozumieli iż to tam właśnie Luterska ziemia. Podjazdy lisowczyków rozlały się więc po kraju, łapiąc „języka” a przy okazji puszczając z dymem to i owo. Nie zawsze jednak udawało im się z tym ujść na sucho.

Bohaterem dzisiejszego wpisu jest anonimowy pocztowy, który w czasie takiego podjazdu w górach lotaryńskich od chłopów pojmany, nago rozebrany, oględowany i wybadywany był, jeżeli on człowiek, jeżeli zna Boga, jeśli umiera i t.d. Gdy naostatek zaprowadzono go na skałę wysoką, wiszącą nad Lutherą[1] do Renu wpadającą, i tam go obwieśić[2] chciano, on klęknąwszy Panu Bogu się poruczyć, skoro się wzajem zagadali, porwawszy się skoczył z skały w onę rzekę, którą przepłynąwszy, nago trzy dni wojsko gonił, mniemanie po sobie zostawując, iż wszyscy tak się umieją od śmierci wykręcić, i że ich zatem szkoda było i drażnić.



[1] Rzeka Lauter, będącą lewym dopływem Renu.
[2] Powiesić.

niedziela, 25 listopada 2018

Została tylko pustynia...



Jednym z miast które na mocy rozejmu  w Altmarku przypadły Szwedom był Memel (Kłajpeda).  W okolicy miasta stacjonowało  17 kompanii jazdy szwedzkiej, a koszt pobytu tego wojska miał się okazać szokująco wysoki dla lokalnej ludności. Zachował się spis inwentarza z 1629 i  1631 roku (kiedy to oddziały szwedzkie przerzucono do Niemiec), który to dobrze obrazuje. Spis z 1629 roku: 154 konie, 103 krowy, 236 wołów, 190 świń i 810 owiec.  Lista z 1631 roku jest zatrważająco krótka: 1 krowa i 26 wołów. Reszta zwierząt została zabrana przez Szwedów lub zabita. To oczywiście tylko niewielki wycinek tego, co od 1618 roku działo się w znacznej części Europy, a od 1626 w Prusach. Tu jednak o tyle interesujące, że pokazuje jak region został wyniszczony w wyniku przedłużającego się stacjonowania znacznych oddziałów wojska, a nie na skutek bezpośrednich walk i przemarszu wojsk.

środa, 21 listopada 2018

Jaka to piękna inwencja i kunszt kozacki!



Już kilka razy wspominałem na blogu przypadki używania przez Kozaków różnych forteli wojennych. Dziś kolejna taka historia, tym razem z listopada 1683 roku, ze szturmu tureckiej twierdzy Seczyn (Szecseny).  Kiedy oddziały polskie, cesarskie i brandenburskie podeszły pod miasto, Sobieski wysłał Kozaków w celu zdobycia jeńca, który mógłby udzielić informacji o siłach garnizonu. Jan Chryzostom Pasek przepięknie opisał nam całe zdarzenie:

(…) kazano Kozakom, żeby się starali, obiecawszy nagrodę. Poszło ich kilka w sady, nikogo porwać nie mogli, bo [Turcy] ostrożni byli i nie wychodzili nic z miasta. Znajdują sposób taki: zasadzili się w sadach kilkanaście, a dwaj poszli pod miasto i przypatrując się chodzą coraz bliżej. Skoro tam w mieście zrozumiano, że ich może kula donieść, wyrychtowano tam do nich z hakownice czy z janczarki strzelono. Ów jeden, choć mu nic, uderzył się o ziemię, drugi począł go quidem[1] trzeźwić, podnosić, a potem go i rozbierać z sukien. Widząc to Turcy i do owego dali ognia z kilku sztuk, on rozebrawszy go, w nogi i nie obejrzał się, a jeszcze gołymi miejscami uciekał, żeby z miasto widziano, że ku obozowi idzie. Ów quidem zabity leży (ubrał się  jasno, w suknię czerwoną); aż po małej chwili idzie Turczyn rozbierać go. Dochodząc do niego stanął, obejrzał się na wszystkie strony, pod drzewa podejrzał – nie widać nic; przymknie do niego, spojrzy mu w oczy – a on oczy zawarł, zęby wyszczerzył – pocznie się już sposobić do owej nieborakowi atamanowi posługi  (nie ubierał go, a rozbierać chce), przyklęknie, a guziki mu chce rozpinać; a Kozak go za kark. Krzyknie Turczyn; wezmą się z sobą. Tu miasto daleko i przez fosę ratować trudno, a tu Kozacy z zasadzki lecą; Turczyn się wydziera, rad by bardzo puścił Kozaka, a Kozak go nie chce. Przypadki, wzięli, przyprowadzili królowi. Jaka to piękna inwencja i kunszt kozacki!

Pochwycony Turek musiał ‘sypać’, bo król Jan III szybko zdecydował się na szturm. Ten znów poprowadzili Kozacy, chyżo, odważnie i mężnie, jak to pisał monarcha w liście do Marysieńki. Po trzech godzinach ostrzału, a także ataków piechoty i dragonii, dowódca garnizonu zdecydował się na kapitulację. Tak załoga jak i ludność cywilna otrzymali prawo wyjścia do Egeru, samo miasto zaś zostało splądrowane przez tryumfujących Kozaków.


[1] Niby.

poniedziałek, 19 listopada 2018

Koń gniady turecki, kulbaka i rządzik




Podczytuję sobie znowu „Prawem i lewem” Władysława Łozińskiego, gdzie zawsze można znaleźć niezwykle interesujące fragmenty na blog. Tym razem trafiłem na fragment testamentu Aleksandra z Rytwian Zborowskiego, zmarłego w 1637 roku. Zostawił on dokładne instrukcje dotyczące swojego pogrzebu, a przede wszystkim tego co ma się stać z jego ukochanymi końmi. Pan Aleksander wylicza do kogo mają trafić, wspomina także kto ma odziedziczyć po nim broń i ekwipunek. Obszerny fragment tekstu, więc zamiast przepisywać pozwolę sobie zamieścić wycinek z książki (wydanie z 1957 roku):