poniedziałek, 20 maja 2019

A ostatek obuchami pobito



Wielokrotnie pisałem już na blogu o różnych poselstwach – wyprawach, trudach podróży, czasami nawet przypadkach tragicznych. Do tej ostatniej kategorii należy dzisiejszy wpis, dotyczący polskiego poselstwa do Bohdana Chmielnickiego w czerwcu 1649 roku. Tak oto bazylianin, ojciec Łasko (Łaski?) opisywał swoją misję do Kozaków:
Oddawszy listy  p. Chmielnickiemu, mieszkałem w Czehrynie, na respons czekając, któregom nie dostał.
Potem widziałem, że hetman przyjechał w drogę z armatą (…), dopiero powróciłem nazad, znieważony słowy od pokojowego hetmańskiego.
Posłów naszych pobrano wszystkich do armaty, czeladź która była przy koniach, jednych – pobito, drugich – potopiono. Towarzysz p. Zaleski upomniał się koni i przekładał swój żal. Przy tym upominaniu dostało mu się buławą od hetmana, a ostatek obuchami pobito i zawleczono go do gospody poselskiej.
Bazylianin nie czekał już dłużej, tylko dał nogę. Zatrzymali go jednak Kozacy z pułku kaniowskiego, skonfiskowali mu konia i zrewidowali jego rzeczy. Został jednak puszczony wolno, chociaż przykazano mu idź sobie tylko nie na Wołyń, ale do monasteru. Kupił więc podjezdka za 15 florenów i wyruszył w dalszą drogę. Ostatni etap podróży przebył pieszo, przemykając lasami do Hoszczy.   

czwartek, 16 maja 2019

I tak z niesławą nazad powrócił



Po klęsce cecorskiej w 1620 roku Rzplita stanęła w obliczu wojny z Turcją. Zygmunt III starał się więc zaciągnąć silną armię zdolną odeprzeć przeciwnika, szukał przy tym wsparcia u niektórych władców europejskich. Kilkakrotnie wspominałem już na blogu o angielskim poselstwie Jerzego Ossolińskiego, teraz z kolei czas na wzmiankę o mniej znanym poselstwie z tego okresu:

Do króla francuskiego [Ludwika XIII] Miłaczewski [sekretarz królewski] był wysłany, ale ten gdy z małym pocztem, z honorem ni narodu ani króla chrześcijańskiego niezgodnym do Paryża przybył, z niczym był odprawiony. Darował on psa jakiegoś szpetnego królowi francuskiemu, który słudze jego dał 200 szkudów. Poseł sobie je przywłaszczył. Król więc, aby go do oddania pieniędzy tych słudze zniewolić, darował mu łańcuch złoty bardzo ciężki. I tak z niesławą nazad powrócił.

Coś słabo się postarano, chyba że po prostu nie wierzono by król Ludwik był skłonny poprzeć Rzplitą w tym konflikcie.

środa, 15 maja 2019

Not tasted bit of bread in six months before



Ciekawy fragment z relacji anonimowego Anglika, który miał wchodzić w skład polskiego garnizonu Kremla w latach 1610-1612. Opisał on jakie katusze cierpieli obrońcy, ale i zamknięci z nimi bojarzy moskiewscy. Jeżeli ktoś ma słabszy żołądek, to od razu ostrzegam że lepiej nie czytać.  Tłumaczenie własne,  jak to zwykle dość luźne, z języka angielskiego:

Tych kilkuset [obrońców] którzy [w końcu] poddali miasto, miało onegdaj wiele zapasów, ale teraz umierało z kęsem mięsa w ustach, z powodu wielkiej słabości, bo też od pół roku nie było im dane skosztować chleba. W czasie tego oblężenia, bochenek chleba kosztował czasem 1000 rubli, to jest 500 funtów.
W czasie tego okrutnego oblężenia, które trwało 22 miesiące, przebywając w Carskim Pałacu miałem okazję zaobserwować wiele przykładów nędzy wśród oblężonych; tak to jedzono mięso koni, psów, kotów i wszelkie rodzaje skóry, gotowane w wodzie wziętej w rowów; jedzono to jak flaki. Ale to co bardzo dotknęło mą duszę, to widok wielu moskiewskich szlachcianek, które wcześniej [przed oblężeniem] marszczyły nosy gdy tylko podeszwa ich butów dotknęła mokrej ziemi, a teraz oto tak biedne, bosonogie, w każdy możliwy sposób błagały o jedzenie, a kiedy odtrącone przez niektórych zwracały się do innych, wciąż błagając o utrzymanie. Tak oto przypomniało mi się porzekadło „Duma musi upaść” a także „Głód zdolny jest rozbić kamienne mury”.
(…)
Taki to Moskale sprawili sąd Boży nad Polakami (…) którzy [przed oblężeniem] związali się przysięgą na Święty Sakrament, że póki chociaż jeden z nich żyje, nie oddadzą miasta Moskalom; co doprowadziło ich do takiej ostateczności, że ciągnęli losy (który ma zginąć następny, by kolejni mogli żyć) i zjadali jeden drugiego, od 3000 do 4000 ludzi[1]. A po poddaniu miasta, dowódcy armii moskiewskiej zdobyli wielkie skrzynie, w których, jak sądzili, były skarby; ale po otwarciu znaleźli tam tylko ciała mężczyzn zgładzonych na żywność [dla garnizonu].


[1] Oczywiście jest to liczba znacznie przesadzona.

niedziela, 12 maja 2019

Kolejna wizyta w Malborku w 1629 roku


[Tydzień z wojną o ujście Wisły, wpis 7/7]

Nie miałem dzisiaj czasu siedzieć przy kompie, ale tydzień wypada skończyć (zostało mi 15 minut...). Po raz kolejny więc sięgam do zasobów Riksarkivet, raz jeszcze lądujemy latem 1629 roku pod Malborkiem. Tym razem przepiękna mapa ukazująca fortyfikacja miejskie (w tym ciekawe rysunku bram) a także przekroje fortyfikacji obozu szwedzkiego pod miastem.  Fragment widzimy u góry, całość zaś można obejrzeć tutaj. 


sobota, 11 maja 2019

L''an 1629. Le Roi de Pologne approchoit Marienburg.



[Tydzień z wojną o ujście Wisły, wpis 6/7]

Tym razem obrazkowo, ale też będzie ciekawie. Powyżej fragment opisanej po francusku mapy okolic Malborka z lipca-sierpnia 1629 roku. Sama mapa, ze zbiorów Riksarkivet, widoczna jest na dole wpisu. Fragment który widzimy u góry to obóz armii polskiej. Widzimy tam stanowiska trzech regimentów piechoty cudzoziemskiej: Sparre’a (opisanego jako Spaar)[1], Gerharda Denhoffa i Reinholda Rosena (opisany jako hajducy, zapewne dlatego że był rekrutowany w Polsce). Dodatkowy jeden z kwadratów opisany jest jako Hajducy, prawdopodobnie chodzi o piechotę polską. Największy prostokąt, w tyle obozu, to kwatera samego króla Zygmunta III. Obok niego kwatera hetmana Koniecpolskiego (być może oznaczająca jego pułk jazdy). Halitski to Marcin Kazanowski, kasztelan halicki, dowodzący jednym z pułków jazdy. Poniżej kwatera starosty kamienieckiego czyli Stefana Potockiego, kolejnego dowódcy pułku jazdy (podziękowanie dla Arkadiusza Bożejewicza za odcyfrowanie zapisu). Oczywiście brakuje nazwiska innych oficerów o których wiemy że znajdowali się w obozie (Butler, Abramowicz, pozostali dowódcy pułków jazdy), niemniej jednak mapka wydaje mi się ciekawym znaleziskiem.




[1] Regimentem dowodził już wtedy Fridrich Denhoff.

piątek, 10 maja 2019

Obrotny kapitan i kłótliwi posłowie



[Tydzień z wojną o ujście Wisły, wpis 5/7]

Ciekawostka którą znalazłem w materiałach źródłowych dotyczących sejmu walnego z jesieni 1629 roku. Jednym z punktów zapalnych obrad były nadmierne wydatki na wojska cudzoziemskie, przy okazji dyskusji doszło wręcz do zażartej kłótni pomiędzy posłami. Rzecz dotyczyła znacznych sum które wydano kapitanowi Florianowi Winteroyowi z regimentu piechoty Gerharda Denhoffa. Jeden z komisarzy przy armii koronnej w Prusach, Marcin Talibowski[1], musiał gęsto tłumaczyć się dlaczego oficer miał otrzymać aż 90 000 złotych, zwalając zresztą winę na naciski ze strony senatorów. Komisarz potwierdził że pierwszą ratę – 20 000 zł – wydano kiedy kapitan wybierał się by zaciągać piechotę do cudzey ziemi. Potem Winteroy miał wyciągnąć od komisarzy 30 000 zł udając że go Król Jmć do Niderlandów śle do zaciągania Indzinierów. Przy próbie wyciągnięcia kolejnej raty pisarz skarbowy Wilczek dostał przykaz od komisarzy by nie wydawać żadnych pieniędzy bez wcześniejszego ustalenia z samymi komisarzami. Najwyraźniej jednak kapitan zadbał o swoje interesy, P. Wilczek podobno wziąwszy coś od niego, bez powiadomienia komisarzy wydał mu 40 000 złotych.

Tłumaczenia pana Marcina nie spotkały się z aprobatą posłów, jeden z pisarzy skarbowych nazwiskiem Wojankowski miał wręcz zarzucić komisarzowi, że ten miał od Winteroya względem wydawania tych pieniędzy ośm tysięcy wziąć. Tolibowski oczywiście wpadł w szał i ruszył na adwersarza, sromotnemi słowy zowiąc go złodziejem. Doszło do karczemnej kłótni, jedni posłowie stawali po stronie komisarza a inni pisarza skarbowego. Dopiero krajczy koronny Jakub Sobieski uspokoił towarzystwo, obiecując że sprawa zostanie zbadana. Mimo głosów wzywających do wzięcia do wieży kłótliwego Wojanowskiego, nie zatrzymano go, acz kazano mu opuścić salę obrad.
Ech, to było dopiero interesujące obrady sejmowe…



[1] Pisarz ziemski brzeski, jeden z komisarzy poselskich.

czwartek, 9 maja 2019

O chleb bardzo trudno



[Tydzień z wojną o ujście Wisły, wpis 4/7]

Kampania 1628 przyniosła armii szwedzkiej nader nikłą nagrodą jaką było zdobycie Brodnicy, a wszystko to okupione dużymi stratami w zabitych/zmarłych, chorych i dezerterach. Koniecpolski rozsyłał swoje chorągwie kozackie, które dowodzone przez doświadczonych zagończyków szarpały Szwedów i bezlitośnie niszczyły tereny Żuław. W pochodzących z grudnia 1628 roku Nowinach z Prus możemy znaleźć bardzo ciekawy polski punkt widzenia na to co się działo:

Po wszystkich zamkach nieprzyjacielskich o chleb bardzo trudno, bo z rozkazania Imć Pana Hetmana młyny wszędzie koło nich popalono y poznoszono, żyto tylko sobie muszą warzyć y tym się żywią.

Konie nieprzyjacielskie bardzo zdychają z głodu wielkiego bo siła kawaleryi tego roku mają, a o siano, owies y słomę nad insze lata trudniej.

Za pewną rzecz więźniowie teraźniejsi nieprzyjacielscy udają że ich tego roku tak pojmanych których jest do tysiąca lepiej, krom tych to sobie nasi wojskowi zatrzymali y do domów odsyłali, tudzież do pobitych po różnych miejscach od naszych także co ich pozdychało, rachują więcej niżeli siedm tysięcy.