czwartek, 22 października 2020

Pan Gabryel i jego tureckie zakupy

 


[Podziękowanie dla Rafała Szwelickiego za wskazanie „Patrycatu i mieszczaństwa lwowskiego w XVI i XVII wieku” pióra Władysław Łozińskiego]

Dziś wzmianka krótka, ale bardzo interesująca. W 1621 roku kupiec lwowski Gabryel Langisz (ze zruszczonej rodziny greckiej) wyprawia się do Konstantynopola. Zabiera ze sobą transport brzostu, czyli wiązu górskiego, cenionego ponoć w meblarstwie. W drodze powrotnej przywozi ze sobą cenione w Polsce łuki tureckie:

- 12 łuków po 18 złotych sztuka

- siedem sajdaków po 45 złotych sztuka

- 16 dziesiątek strzał po 6 złotych

Jak to wygląda w porównaniu z inną bronią i ekwipunkiem w tym czasie? Przykładowo w 1628 roku szabla hajducka z pochwą miała kosztować 2 zł i 10 groszy, koncerz z pochwą 4 lub złotych, a muszkiet nie więcej niż 8 złotych. Oczywiście cena łuków ulegała zmianie, już w 1633 roku tureckie łuki lepszej jakości kosztowały od 15 do 30 złotych za sztukę, podczas gdy te gorszej jakości sprzedawano za 9 złotych.

poniedziałek, 19 października 2020

Szwedzi, Finowie, a z nimi garść Szkotów, Polaków i Węgrów

 

 


W toku jednej z dyskusji na forum historycy.org padło pytanie o proporcję oddziałów szwedzkich/fińskich i najemnych w armii Karola IX pod Kicholmem w 1605 roku. Jako że dzięki pracom  Mankella i Barkmana mamy dostęp do bardzo szczegółowych danych, można więc przedstawić zestawienie jednostek i przyjrzeć się proporcjom w jakich występowały w bitwie poszczególne nacje:

 

I.                     Piechota:

 

Batalion gwardii (drabanci i straż pałacowa) – 150 + 244 = 394 ludzi

 

Regiment Andersa Stuarta (10 chorągwi szwedzkich) – 1872 ludzi

 

 

Regiment Josefa Mikaelssona (4 chorągwie szwedzkie + 1 jedna niemiecka) – 534 ludzi (w tym 73 ludzi w chorągwi niemieckiej)

 

Regiment Hansa Rechenbergera (4 chorągwie szwedzkie) – 951 ludzi

 

 

Batalion piechoty fińskiej – 500 ludzi

 

Regiment Jespera Andersona Cruusa (9 chorągwi szwedzkich) – 1590 ludzi

 

 

Regiment (najemny) Fryderyka księcia luneburskiego (3 chorągwie) – 400 Niemców

 

Regiment (najemny) hrabiego Johana Friedricha Mansfelda (5 chorągwi) – 725 Niemców

 

 

Regiment (mieszany) Andersa Lenartsona (1 chorągiew szkocka, 2 chorągwie polskie, 4 chorągwie niemieckie, 2 chorągwie szwedzkie) – 1402 ludzi (186 Szkotów, 178 Polaków, 113 Węgrów, 564 Niemców, 361 Szwedów)

 

Straż przy artylerii – 134 ludzi

 

II.                   Jazda:

Regiment króla (7 chorągwi szwedzkich, 1 inflancka) – 1055 ludzi (w tym 74 Inflantczyków)

Regiment Andersa Lenartsona (4 chorągwie fińskie, 1 szwedzka, 4 inflanckie) – 1035 ludzi (98 Szwedów, 532 Finów, 405 Inflantczyków)

Regiment hrabiego Johana Friedricha Mansfelda (4 chorągwie szwedzkie) – 410 ludzi


piątek, 16 października 2020

Owsa ani chleba dostać nie możono

 


Epizod z początku grudnia 1653 roku, z jednej z najgorzej przeprowadzonych operacji XVII-wiecznej armii polskiej czyli kampanii żwanieckiej. Autor Diarusza obozowego tak oto opisywał niedole wojska:

Wałów dokopać kazano, które in circuitu blisko male biorą. Ziemia zmarzła, siekierami niebożęta żołdacy i pacholikowie rąbać musieli i tak przez się twardą i skalistą. Głód się tego dnia w obozie wielki zajmować począł, owsa ani chleba dostać nie możono, nie tylko żołdacy, ale pacholikowie, ba i dragonie. Towarzystwo ścierw jeść musieli. Za Dniestr przejeżdżać nie śmiano dla ordy, o której przeprawieniu się słychać było (…). Powracali za Dniestrzu pacholikowie posieczeni, udawając, że od ordy, ale im nie dowierzano rozumiejąc, że to opryszkowe albo Wołosza robiła, która siła naszych czeladzi łowiła zawsze.

Swoją drogą bardzo ciekawa hierarchia armii: piechota cudzoziemska (żołdacy), pocztowi (pacholikowie) i nieco nad nimi dragonia. No i ci jedzący ścierwo towarzysze.

niedziela, 11 października 2020

Surowego na się zaciągając karania

 


Kilkakrotnie wspominałem na blogu o tym że hetmani z rodu Radziwiłłów słynęli z surowości wobec podkomendnych. Dziś kolejny przykład, datowany na sierpień 1649 roku uniwersał Janusza Radziwiłła do spóźnionych chorągwi:

Chorągwią wszytkim pozad idącym. Na jak surową opóźnienia i leniwym iściem do obozu zarobiliście animadwersyją, sami się osądzić możecie. Stąd i teraz upominam i koniecznie pod obowiązkiem powinności rycerskiej poczciwością i gardłem rozkazuję, abyście za wzięciem uniwersału tego dniem i nocą jak najprostszym gościńcem spieszyli do obozu, surowego na się zaciągając karania, które bez miłosierdzia i folgi wszelakiej nad każdym ekstendować każę.

Nie wiem jak Wy, ale ja tam bym zebrał chorągiew w troki i od razu przyspieszył…

środa, 7 października 2020

Nie mają jednak pojęcia o tym, jaki zrobić z nich użytek



Znów na blogu pojawi się Irlandczyk Bernard O’Connor, tym razem w temacie bardzo ‘na czasie’. Opowie bowiem jak według niego wyglądała polska służba zdrowia pod koniec XVII wieku.

Jeśli mowa o praktyce medycznej w Polsce, to – mimo że istnieje – jest wielce niedoskonała. Doktorzy nie wiedzą nic o współczesnych odkryciach w dziedzinie anatomii i chemii, co więcej, ’materia medica’ jest im prawie zupełnie obca i bardzo słabo rozwinięta. Szkoły medyczne, do których się odwołują, są tylko i wyłącznie Galenowe[1], i to zawsze najgorszego rodzaju. Słabo znają współczesnych autorów, zwłaszcza tych z naszego kraju, chociaż słyszeli ich nazwiska i przyznają, że medycy angielscy rozwinęli medycynę jak żaden inny naród, ale wiedzą o tym z pogłosek raczej niż rzeczywistej znajomości pism naszych autorów.

W walce z chorobami stosują oni wszystkie te środki, których my używamy u siebie, a więc: merkuriusz, stal, antymon, proszek jezuicki, sole lotne i esencje. Wszystko to sprowadzane jest do Polski, głównie do Warszawy, albo sporządzane na miejscu przez aptekarzy niemieckich. Aptekarzem poprzedniej królowej był Niemiec, uczony chemik. Jakkolwiek Polacy odwołują się do tych samych szkół medycznych co my, nie mają jednak pojęcia o tym, jaki zrobić z nich użytek. W swych konsultacjach nie są nazbyt biegli, choć podbudowują swą praktykę, cytując różnych przewodniczących i znanych autorów.



[1]              Chodzi o pochodzącego z Grecji rzymskiego lekarza Klaudiusza Galena (130-200 n.e.)


środa, 23 września 2020

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XXXVI

 


Pora na kolejny wyjątek w kąciku z recenzjami. Generalnie nie lubię recenzować tomów zbiorowych, gdzie można znaleźć różne artykuły różnych autorów. Tym razem muszę jednak zrobić wyjątek, bo też okazja ku temu wyśmienita. Ukazał się właśnie dziesiąty tom z serii Studiów i Materiałów opublikowany  przez Arx Regia czyli Wydawnictwo Zamku Królewskiego w Warszawie. Nosi on tytuł W boju i na paradzie. Husaria Rzeczypospolitej w XVI-XVII w. Redaktorami naukowymi (i autorami dwóch artykułów) są pracownicy Muzeum Zamku Królewskiego: Zbigniew Hundert i Tomasz Mleczek. W tomie znajdujemy osiem bardzo interesujących artykułów dotyczących tytułowej husarii. Redaktorzy zaprosili tu do współpracy śmietankę polskich historyków wojskowości nowożytnej, z góry przepraszam więc wszystkich autorów, że dla uproszczenia w recenzji pominę ich tytuły naukowe. Przyjrzyjmy się poszczególnym artykułom w takiej kolejności w jakiej są one zamieszczone w książce:

- Tomasz Mleczek, Od wiktorii orszańskiej do bitwy pod Obertynem. Zmiany w uzbrojeniu husarii w 1. Połowie XVI w. Mamy tu do czynienia z bardzo ciekawą analizą materiałów źródłowych opisujących ewolucję z jazdy lekką na średniozbrojną. Głównie w oparciu o popisy chorągwi jazdy autor przedstawia nam tu stopniową zmianę wyposażenia raców i lekkich husarzy. Bardzo dobrze łączy się to z kolejny artykułem w tomie czyli…

- Marek Plewczyński, Przezbrojenie husarii polskiej za panowania Zygmunta Augusta (1548-1572).  To bardzo ważny tekst, ukazujący że wykształcenie się standardu wyposażenia i uzbrojenia husarii który kojarzymy z panowaniem Stefana Batorego miało tak naprawdę już miejsce za Zygmunta Augusta i to głównie w Inflantach i na Litwie w czasie konfliktu z Moskwą. Także i tym artykule nie zabrakło licznych odniesień do materiałów źródłowych – popisów, dokumentów i materiałów ikonograficznych.

-  Mirosław Nagielski, Blaski i cienie działań husarii koronnej w XVII wieku. Tu z kolei możemy poczytać o roli i znaczeniu husarii w armii koronnej, co ważne autor podkreśla że formacja ta, mimo ważnej roli na polu bitwy, nie mogła działać samodzielnie, wiele też zależało od terenu walk czy głównodowodzącego armią. Wraca tu także nieśmiertelny temat bitwy pod Gniewem i sprzecznych opinii Jerzego Teodorczyka i Radosława Sikory na kwestię husarii w tym starciu.

- Przemysław Gawron, Miejsce husarii w strukturze armii litewskiej w latach 1600-1635. Nie będzie niespodzianką jeżeli napiszę, że to mój ulubiony artykuł z tego zbioru, dotyczy bowiem mojego ulubionego okresu. W oparciu o bardzo bogatą bazę źródłową, autor buduje nam tu obraz roli i liczebności husarii w armii litewskiej w obliczu walk przeciw Szwedom i Moskwie. Niezwykle dużo ciekawych informacji na temat ilości i stanów litewskich chorągwi husarskich w kolejnych kampaniach.  

- Konrad Bobiatyński, Husaria litewska w dobie walk z Kozakami oraz wojskami moskiewskimi w latach 1648-1667. Znów pozostajemy przy husarii litewskiej, tym razem jednak w nieco późniejszym konflikcie. Artykuł przynosi nam bardzo dokładny obraz działań bojowych husarii w omawianym okresie, podając także informacje na temat chorągwi i ich liczebności.

- Piotr Kroll, Wykorzystanie husarii koronnej na ukraińskim obszarze działań w latach 1648-1667. Także i w tym artykule czytelnik ma okazję zapoznać się z okresem walk z Kozakami i Moskwą, tym razem jednak towarzysząc husarii koronnej. Znajdziemy tu informacje na temat roli, liczebności i działań bojowych husarii koronnej. Co ciekawe, sporo miejsca autor poświęca też husarii moskiewskiej, zorganizowanej pod wpływem walk z Polakami.

- Zbigniew Hundert, O instytucji królewskich chorągwi husarskich w obu komputach wojsk Rzeczypospolitej w latach Jana III (1674-1696). Kolejny artykuł przenosi nas do okresu panowania Jana III Sobieskiego, a autor przedstawia nam dogłębną analizę militarnej i politycznej roli chorągwi rodziny królewskiej w armiach koronnej i litewskiej. Widzimy np. jak chorągiew koronna stała się specyficzną kuźnią kadr dla jazdy koronnej czy też jak służba w tego typu jednostkach mogła posłużyć do zdobycia tytułów lub majątków.

- Marek Wagner, Chorągiew husarska Stanisława i Michała Warszyckich w latach 1676-1697. W ostatnim artykule tomu możemy prześledzić losy chorągwi szefostwa Warszyckich w okresie panowie Jana III. To niezwykle interesująca analiza genezy, struktury i historii oddziału, która bez wątpienia może posłużyć za ciekawy wzór dla serii podobnych publikacji o innych jednostkach koronnych i litewskich.

Każdemu z artykułów towarzyszą trzy-cztery ilustracje – z reguły to malowidła z epoki lub zdjęcia wyposażenia. Na końcu każdego z tekstów możemy znaleźć jego podsumowanie w języku angielskim. To akurat jedyna łyżka dziegciu w beczce miodu jaką jest ten tom. Niektóre tłumaczenia brzmią bardzo dziwnie, czasami mamy tu do czynienia z dosyć nietypową formą przyjętą przez tłumaczkę. To niestety częsty problem w tego typu anglojęzycznych podsumowaniach,  które można znaleźć w wielu polskich artykułach i książkach. To jednak tylko drobna negatywna uwaga, która w żaden sposób nie powinna wpływać na odbiór tego tomu.

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to niezwykle mocne trzeba mieć. Każdy miłośnik XVII-wiecznej polskiej i litewskiej wojskowości powinien mieć ten zbiór artykułów w swojej kolekcji, niezwykle wysoki poziom merytoryczny tego zestawienia sprawia, że to jedna z ciekawszych pozycji jakie od dłuższego czasu miałem okazję przeczytać.

 

sobota, 19 września 2020

Ostatnia szarża pana Andrzeja


 

W czasie szarży ‘rozpoznawczej’, którą pod Wiedniem wykonała chorągiew husarska królewicza Aleksandra, zginął towarzyszący jej Andrzej Modrzewski, podskarbi koronny. Jego dworzanin, Stanisław Chróściński wspomina, że Modrzewski miał pancerz y misiurkę y szablę[1], a co do stroju: między trupami zaledwie uznałem ś. P. Jegmści Dobrodzieia po kaftaniku łosim, który sprawowałem w Krakowie; bo kontusz w sztuki poszarpany. Co ciekawe, zwłoki mieli obrabować dragoni: na głowie dragońską przyrzucony liberyą, zkąd dorozumiewałem się, że ci y inne rzeczy przy nim pozabierali, bo i szkaplerz był na nim rozpruty, znać dla pieniędzy. Chróściński bardzo obrazowo opisał śmierć swojego pana. Modrzewski miał zapędzić się przed atakującą chorągiew, próbując dotrzeć do stanowiska Wielkiego Wezyra. Dzidę w poganinie utopiwszy, y pistolety wystrzeliwszy, podskarbi miał walczyć potem z szablą w ręku. Dzielny szlachcic nie miał jednak najmniejszych szans w obliczu przeważających sił tureckich: zaraz dzirydami pod lewe oko na wylot w głowę, y na prawey stronie pod szczękę kilką także dzid przebitego na wylot, iak snopek z siedzenia podnieśli, w tym rzuciwszy się większem tłumem, w piersi buzdyganem uderzyli, w lewą rękę okrutnie posieczonego, w prawą łopatkę y po udach przebitego, zwalili na ziemię. Turcy mieli mu wtedy zabrać pancerz, misiurkę i szablę, nie zdołali jednak mu odciąć głowy, gdyż w tym momencie dopadła ich szarża husarii królewicza. Chróściński wspomina także straszliwy stan zwłok swego pana, głowa wszytka we krwi, ręce porąmbane, nogi poprzebijane, ledwie znać że człowiek!

 



[1]              W kompucie Modrzewski miał chorągiew pancerną.