In memoriam...

Pamięci mojego Taty, Andrzeja Paradowskiego. Mam nadzieję, że będziesz tu zaglądał, gdziekolwiek teraz jesteś...

wtorek, 25 listopada 2014

Tureccy aptekarze (z bliżej niesprecyzowaną bronią palną)

W 1560 roku jeden z tureckich dowódców ruszających na wyprawę przeciw przeciwko Persom postanowił wyposażyć oddział 200 sipahów w arkebuzy[1]. Takie techniczne  nowinki miały służyć zaskoczeniu wojsk perskich – żołnierze Safawidów obawiali się ponoć broni palnej. Szybko jednak zaczęły się kłopoty, o czym tak relacjonował w swojej korespondencji poseł Habsburgów na dworze sułtańskim, Ogier Ghiselin de Busbecq:
Uszli ledwie połowę drogi kiedy to zaczęła się objawiać nieużyteczność arkebuzów[2]. Każdego dnia jakieś części [broni] psuły się lub były gubione[3], a mało kto [spośród Turków] potrafił je naprawić. [Niedługo więc] większość arkebuzów[4] nie nadawała się do użytku, a żołnierze [narzekali], że lepiej byłoby nie zabierać [na wyprawę] tej broni. Była ona także obrazą dla poczucia czystości, z której słyną Turcy; [uzbrojonych w broń palną] widziano z dłońmi ubrudzonymi sadzą, pobrudzonymi strojami, a ich prochownice i torby zwisały tak niezdarnie, że stali się pośmiewiskiem swoich towarzyszy, którzy drwiąco nazywali ich aptekarzami.
Nic więc dziwnego, że broń palna nie wzbudziła zachwytu wśród tureckich kawalerzystów. Za to janczarzy nie mieli takich oporów jak ich konni towarzysze, najwyraźniej nie przeszkadzały im przezwiska...



[1] Angielskie tłumaczenie źródła mówi co prawda o muszkietach, wydaje się to jednak o tyle dziwne, że nie była przecież to broń kawalerii.
[2] Czy też muszkietów…
[3] Celowo?
[4] Lub muszkietów. 

piątek, 21 listopada 2014

Jak poszedł Żmudzin na wojnę... tak zaraz wrócił.


Szwedzki atak na Inflanty w 1621 roku zastał obrońców słabo przygotowanych do odparcia licznego wroga. Możliwości mobilizacyjne Litwinów znacznie ograniczyła wyprawa chocimska, na którą z hetmanem wielkim Chodkiewiczem pomaszerowało wiele chorągwi zaciągniętych na terenie Wielkiego Księstwa. Nic więc dziwnego, że zastanawiano się nawet nad skierowaniem przeciw Szwedom pospolitego ruszenia. Niestety, ‘materiał żołnierski’ pospoliciaków nie był najlepszy, o czym świadczy list kasztelana żmudzkiego Adama Talwosza do hetmana polnego Krzysztofa II Radziwiłła. Kasztelan tak oto opisał popis pospolitego ruszenia żmudzkiego pod Żagorami w październiku 1621 roku:
Komput popisu naszego WKsM posyłam, ale z tych, co się na błahych podjezdkach popisowali, z tych żadnej pociechy, owszem zawady się spodziewać i przyjdzie ich wybrakować, a raczej do domu odesławszy penę na nich włożyć, aby śmiechowiska z RP nie czynili, bo sam coby mogli ojczyźnie dobrze służyć, a znajomo są lada kogo, dziecka, co na szkapie siedzieć nie mogą.
Jako że pożytek z takich posiłków były znikomy, gros ziem litewskich uchwaliła wystawienie chorągwi powiatowych, które na okres trzech miesięcy miały wesprzeć litewską armię polową. Wspomniana powyżej Żmudź miała wystawić chorągiew husarii liczącą 129 koni i kozacką liczącą 106 koni. Husarią miał dowodzić Samuel Gesztort (Kęsztort), w kampanii zamiast niego dowodził jednak porucznik Borowski – oddział był też znacznie słabszy, bo liczył 80 koni. Chorągwią kozacką (zależnie od źródeł 70-100 koni) miał dowodzić Iwanowski, drugą chorągwią kozacką (suplementem poprzedniej?) miał dowodzić Golian, mający pod komendą kilkadziesiąt koni (jedna ze wzmianek mówi o 40). Chorągwie powiatowe okazały się jednak raczej kłopotliwym wsparciem, sprawiając w toku służby więcej kłopotów niż przynosząc pożytku. Bo najprzód żołnierstwo to było tumultuarie zebrane i po prostu brak było porządnego wojska; druga, w konie i rynsztunki nie wszyscy byli sposobni; trzecia, niesprawiedliwie pod chorągwiami poczty osadzali: gdzie tedy 1000 człeka liczono, tam ledwie 700 się znalazło.
Jeżeli jednak jesteśmy w temacie udziału Żmudzi w tym konflikcie, wypada wspomnieć że dwóch urzędników z tej ziemi przysłało hetmanowi swoje poczty prywatne:
- Adam Talwosz – 20 husarzy i 20 kozaków
- Jarosz Wołłowicz (starosta żmudzki) – silny poczet 43 husarzy.


środa, 19 listopada 2014

Terror Tartarorum - cz. III


Trzy lata temu (jak ten czas leci…) rozpocząłem cykl o słynnym pogromcy Tatarów, Bernardzie Pretwiczu. Cytowałem wtedy jego listy dotyczące wypraw z 1540 i 1541 roku, teraz chciałbym podać zapisek z kroniki Bielskiego, dotyczący tych samych wydarzeń. Jak widać starosta barski niezwykle skutecznie wcielał w życie starożytną zasadę „oko za oko” – ot, takie to były okrutne czasy na pograniczu.
W roku 1540, nic się u nas znacznego natenczas nie działo, tak że i drugiego roku, tylko co Tatarowie wtargnęli do Rusi miesiąca marca, wielko szkody około Winnice poczynili. Bernat Pretwic starosta barski, pamięci od nasz wszech Polaków godny, puścił się po nich z trochą Kozaków a Czeremiszów, przyszedł aż pod Oczaków, obaczył, ono ludzie one w okręty przedawać w niewolą posłano do Kafy[1], płakał patrząc na nie, mówiąć: Bych mógł, chętniebych was ratował, wszakoż się do tego znacznie pomścił, gdy tatarskie żony i dzieci posiekł, potopił, tak iż jako szczenięta na wodę uciekając tonęły, drugie Czeremiszowie strzelali na wodzie jako kaczki, plon ludzi i dobytki swoje nazad pobrał, i wiele dzieci i żon tatarskich; toż i na drugi rok[2] uczynił.
I tak pan Bernard „tańczył z Tatary” przez lata, to Kozacy o nim powiadają, że jako jeno zajechał na Podole, miał z pogany przez siedmdziesiąt bitew zawsze wygranych. Chyba żaden inny zagończyk nie zapisał się tak trwale w pamięci zarówno okolicznej ludności jak i Tatarów.  



[1] Kaffa (Teodozja) była znana z ogromnego rynku niewolników, to przez nią jasyr z terenów Polski trafiał potem np. do Turcji.
[2] Chodzi o wspomnianą przez samego Pretwicza wyprawę z 1541 roku. 

wtorek, 11 listopada 2014

Wierni to Tatarowie JKM - cz.IV


W końcu przeprowadzka (nareszcie na swoje…) zakończona, pora wrócić do blogowania. Trochę sobie od skrobania w tym internetowym kącie odpocząłem, w międzyczasie wpadło mi jednak w ręce kilka ciekawostek, które mogą Was zaprezentować.
Dzięki uprzejmości Bartka Grzanki (pozdrawiam!) zdobyłem wreszcie artykuł Piotra Borawskiego Tatarzy-ziemianie w dobrach Radziwiłłów (XVI-XVIII w.). Można tam znaleźć nieco informacji dotyczących uzbrojenia i wyposażenia jazdy tatarskiej na służbie książęcej. Niby drobiny, ale bardzo ciekawe.
Tatarzy-osadnicy w księstwie nieświeskim  mieli, według nadania z 1597 toku, służyć księciu z rozkazania naszego i na sejmy przy nas w osłonie naszej jechać. Mieli stanąć mając konie dobre i rynsztunek rycerski, za to na wypadek wojny książę miał im dawać barwę (czyli stroje) wydaną z arsenału nieświeskiego. Według przywileju z 1632 roku Tatarzy z księstwa nieświeckiego mieli stawać pod bronią wyposażeni w szablę, parę pistoletów i łuk. Jak widać ich wyposażenie odpowiadało jeździe lekkiej.
Tatarzy z majątków Michała Kazimierza i Bogusława Radziwiłłów w drugiej połowie XVII wieku zostali jednak wyposażeni lepiej: otrzymali bowiem z arsenałów misiurki i karwasze. W 1662 roku w testamencie Jarosza Achmatowicza, będącego lennikiem w księstwie birżańskim, znajdujemy wzmiankę o zapisaniu siostrzeńcowi konia gniadego (…) z siodłem i z parą pistoletów.
Najciekawsza wzmianka dotyczy Tatarów księcia Bogusława Radziwiłła z 1668 roku. Jako że chorągiew tatarska, rekrutowana z trzech osad, miała stanowić eskortę księcia w czasie elekcji, magnat zadbał o jej porządne wyposażenie. Oprócz wspomnianych już misiurek i karwaszy, Tatarzy mieli też otrzymać pomalowane dzidy (rohatyny?), wydano im także z zasobów cekhauzu słuckiego buńczuk, trąby i bębny. Jak widać ks. Bogusław chciał by oddział przyboczny dobrze zaprezentował się w Warszawie.


sobota, 27 września 2014

Kircholm po francusku

Wypadłoby coś rocznicowo skrobnąć, wszak dzisiaj rocznica bitwy pod Kircholmem. Zrobię sobie więc autoreklamę, a co. W 116 numerze francuskiego magazynu gier planszowych Vae Victis ukazała się gra 'Kircholm 1605' autorstwa Florenta  Coupeau. Miałem przyjemność wymienić z Florentem kilka maili i nieco pomóc z historyczną stroną gry, zwłaszcza w kontekście armii hetmana Chodkiewicza.


Jako że Florent był także zainteresowany artykuł historycznym, który mógłby przybliżyć francuskim graczom i czytelnikom dosyć egzotyczną dla nich wojnę w Inflantach, była to dla mnie szansa debiutu w nowym języku. Napisałem więc kilkustronicowy artykuł w języku angielskim, który Florent (merci!) przetłumaczył następnie na język francuski. Mam nadzieję,  że wyszło to dobrze :)
Troszkę mi redakcja zmieniła nazwisko, ale jakoś przeżyję, Wyszło z tego niecałe sześć stron, suto okraszonych ilustracjami. Mam nadzieję, że chociaż w ten sposób udało się przybliżyć chwalebne zwycięstwo armii polsko-litewsko-kurlandzkiej (nie zapominajmy o rajtarach!) nad Szwedami.

piątek, 26 września 2014

Proboszcz po rajtarsku


Miała być kontynuacja tatarskich przygód hetmana Zamoyskiego z roku 1594 (i to wczoraj…). Zamiast tego, przypadkiem trafiłem na kolejny fragment o rajtarach, którzy zawsze będą mieli pierwszeństwo na blogu. Pisałem już kiedyś o pomysłach biskupa Wereszczyńskiego z 1597 roku (dokładnie rzecz biorąc w tym i tym wpisie), tym razem pora na kolejnego przedstawiciela wojowniczego duchowieństwa. Ksiądz Piotr Grabowski, proboszcz parnawski, opublikował 23 września 1595 toku swoje Zdanie Syna Koronnego… w którym planował zebranie regularnej armii i pospolitego ruszenia przeciw Turcji. Dwa lata później biskup ściągnął to i owo z jego pomysłów…  Od czasu do czasu wrzucę coś z zapisków krewkiego proboszcza, na pierwszy ogień rajtaria:

Ich mości panów duchownych prosić, aby też i ci z łaski swej, w jawnem niebezpieczeństwie ojczyzny swej, zwłaszcza przeciw poganom, do wyprawy przyłożyć się chcieli; a ci niechby rajtarskim bojem poczty swe stawili; Ich mości też książąt pruskiego i kurlandzkiego prosić, aby też rajtarskiemi poczty z łaski swej na pomoc przybyli, ku tym szlachta niemiecka, pruska i liflantska [inflancka – K.] niechby i ci rajtarsko stanęli, zkądby było rajtarskiego boju w wojszcze dostatek.

Oprócz tego ksiądz Grabowski planował - w składzie 10 000 żołnierzy opłaconych z poboru, których 'korpus' przez cały rok z pola nie zjeżdżał - kolejnych 1000 rajtarów. Jak widzimy ‘niemieccy’ lennicy Rzplitej mieli w ramach swoistej specjalizacji wystawić właśnie rajtarię, co oczywiście nie dziwi, ale akurat takiego fana tej formacji jak ja bardzo cieszy. 

środa, 24 września 2014

Jak pan Jan z Tatary wojował - cz. I


Dziś epizod tatarski z początków panowania Zygmunta III – a dokładnie pierwsza z trzech jego części. Jakoś zapominam często, że panowanie tego monarchy to nie tylko XVII-wieczne wojny. Na początku 1594 roku hetman Jan Zamoyski, spodziewając się najazdu tatarskiego, miał ostrzegać starostów nadgranicznych aby się na baczeniu mieli, a w piechotę się przyczyniali, drogi co najlepiej opatrzyli. Co prawda apel o zaciąganie piechoty w obliczu ataku ordyńców wydaje się co najmniej dziwny – gdzież tam hajdukowi ścigać śmigłe koniki tatarskie – jednak hetman uzasadniał swój rozkaz. Że gdy się mocą Tatarowie przez góry przedrzeć chcieli by; w ciasnym gdzie miejscu zastąpiwszy dało się im wstręt. Zamoyski apelował też do senatorów, przede wszystkim z Małopolski, by szlachtę napominali y ostrzegali, a na wypadek ataku nie lenili się z chęci swy służyć Oyczyźnie.
Mimo ostrzeżeń atak, który nastąpił w lipcu, był zaskoczeniem. Tatarzy wdarli się na Pokucie łatwie swego dokazali, y tam szkody niemałe y mordy w ludziach poczyniwszy. Ich łupem padło kilka miasteczek, dopiero w Czecybieszach (?) stawiła im opór w zameczku grupa Polaków. Jakub Potocki herbu Pilawa, z Jakubem Korycińskim herbu Topór, y z Sczukiem też herbu Topór, mieli więcej niż do sta człeka. Obrońcy stawiali zacięty opór, w licznych wycieczkach szarpiąc nadciągających ordyńców. Niestety, na miejsce starcia dotarł wreszcie wszytek kosz tatarski. Atakujący Tatarzy zapaliwszy miasteczko pod dym do samego zamku przyszli; y podszańcowawszy się blisko strzelali bez przestanku do zamku tak z łuków iako z ruśnic, bo mieli Janczary z sobą. To ciekawy opis, można bowiem wywnioskować z niego o skali tatarskiej wyprawy – piechota chańska nie brała udziału w byle rajdzie.
Niestety w zameczku zapaliła się beczka prochu, w eksplozji miał ucierpieć Potocki, którego eksplozja gwałtem wyrzuciła. Pożar był sygnałem dla ordyńców: dopieroż Tatarowie szturmować do zamku posziadawszy z koni, y już się byli w przygródek wdarli. Polacy nie mieli innego wyjścia: przetoż Potocki y Koryciński, y Szcuczki, wpadwszy z kilkudziesiąt osób na konie: a drudzy spieszywszy się dali im bitwę wręcz: y tak przełomowiszy się gwałtem wielkim przez nie, niektórzy, zwłaszcza konni uszli ku Niestrowi. Straszne to musiało być starcie, z płonącym zameczkiem i miasteczkiem w tle…
Orda ruszyła dalej, rozpuszczając czambuły i niszcząc kolejne miejscowości. Nadciągał już jednak hetman wielki koronny Jan Zamoyski na czele zebranych wojsk, jego strażą przednią dowodził zaś hetman polny Stanisław Żółkiewski. A jak im szło gromienie Tatarów – o tym jutro.