niedziela, 29 marca 2020

Podpisujemy niniejsze poddanie się własnemi rękami naszemi



[Tydzień mołdawski, wpis 6/7]

W dzisiejszym wpisie kolejny hospodar z nader dobrymi relacjami z Koroną, czyli Jeremi Mohyła. Na dwór w Jassach w 1595 roku wprowadziły go kopie i szable (he, he, he) polskich wojsk Jana Zamoyskiego, nic więc dziwnego, że nowy władca Mołdawii złożył przysięgę wierności i posłuszeństwa królowi Zygmuntowi III. W sumie przydało się, bo już cztery lata później w hospodarstwie znów pojawiły się wojska polskie, wspierając Jeremiego przeciw Michałowi Walecznemu.



sobota, 28 marca 2020

My życzliwości nasze koronie oświadczając



[Tydzień mołdawski, wpis 5/7]

Tym razem na blog zawita Chorwat Kacper Grazziani, który hospodarem Mołdawii był nader krótko, bo tylko pomiędzy 1619 i 1620 rokiem. Znamy go chociażby z nieszczęsnej wyprawy cecorskiej hetmana Żółkiewskiego, tu jednak notka o czymś innym. Oto bowiem list hospodara do urzędów Grodzkiego i Miejskiego Lwowskiego, w którym Grazziani martwił się o jarmark odbywający się w Śniatyniu. Miasto to, leżące na ważnym szlaku handlowym, słynęło właśnie z jarmarku, gdzie przybywali kupcy z hospodarstw. Jak widać nowy władca Mołdawii chciał by jarmark odbywał się bez przeszkód, stąd jego zapewnienia dla strony polskiej i żądanie, by jego list został udostępniony polskim kupcom.






czwartek, 26 marca 2020

Życząc należytą wdzięczność Naszą oświadczyć...



[Tydzień mołdawski, wpis 4/7]
Hospodar Stefan Petryczejko zasłynął przede wszystkim z przejścia na stronę polską w czasie kampanii chocimskiej 1673 roku. Nie udało mu się jednak utrzymać hospodarskiego tronu, musiał więc wraz z rodziną i najbliższymi sojusznikami uciekać do Polski. Tu wziął go pod swoją opiekę Jan III Sobieski, który postanowił go wynagrodzić Petryczejkę i jego najbliższych polskim indygenatem (nadaniem szlachectwa). Nastąpiło to w 1676 roku, w czasu sejmu. Poniżej akt owego indygenatu, gdzie oczywiście hospodar mołdawski nazywany jest wołoskim (przypominam odpowiedni wpis na ten temat). Oprócz tego widzimy tam nadanie rocznej pensji w wysokości 20 000 złotych, która miała pomóc byłemu hospodarowi w utrzymaniu się na wygnaniu.




środa, 25 marca 2020

Oby ci Bóg nie przebaczył, że zbyt wysoko nosiłeś głowę



[Tydzień mołdawski, wpis 3/7]

Przy okazji tygodnia mołdawskiego nie można oczywiście zabraknąć fragmentu z Latopisu Mirona Costina. Opowie nam on tym razem o buncie bojarów w 1615 roku, kiedy to próbowali oni obalić pro-tureckiego hospodara Stefana II Tomszę. Jak to z reguły u Mołdawian było, cała afera zakończyła się krwawo. Jako bonus, będzie bardzo ciekawa informacja dotycząca wojskowości mołdawskiej.

Tak jak panowanie wszystkich tyranów, czyli właściwie rozlewców krwi, we wszystkich krajach na świecie jest znienawidzone, tak [znienawidzone było] i panowanie wojewody Tomszy. Nienawidzili go i bojarzy, mimo że byli w większości z jego rodziny, w osobach logofeta Beldimana, dwornika Barboiu, hetmana Sturdzy, wisternika Boula, ale nawet oni nie byli bez obawy śmierci, jak to się mówi: co płynie przez wszystkie godziny odwleka się o dni. I wszędzie gdzie panuje strach nie ma miejsca na miłość. Odnośnie do tego, pewien cesarz pytał pewnego mędrca, jakim ma być cesarzem, aby go wszyscy kochali? Odpowiedział: "Jeżeli nie będziesz, cesarzu, nikogo straszyć". Szczęśliwi są ci władcy, którym poddani służą z miłości, nie ze strachu, gdyż strach powoduje nienawiść, a nienawiść i tak zawsze później wybuchnie.
Tak zdarzyło się i w przypadku wojewody Tomszy. Ponieważ bojarzy wszystkie dni przeżywali w strachu, zmówili się wszyscy, przeciągnęli wszystkich żołnierzy i mirzów do swej partii i pewnej nocy wyszli wszyscy do wsi Cucuteni i stamtąd rozkazali wojewodzie Stefanowi, ażeby dobrowolnie ustąpił z tronu, gdyż nikt nie może kontynuować panowania z takim rozlewem krwi.
Przeraził się wojewoda Tomsza tej rebelii, zagrzewając do walki tych, co byli obok niego, zawołał drabantów, którzy byli związani słowem z tamtymi żołnierzami. Skoro jednak zobaczyli pieniądze, którymi sypnął wojewoda Stefan, stanęli po stronie hospodara. Zwołał też targ na żołd. Zebrał się więc także u wojewody Stefana tłum z targu, z sług handlarzy i ludzi nikczemnych. I zdarzyło się, że przybyło wówczas kilka chorągwi konnicy z dolnych okręgów na zwiady i stały w Tomesjti. Pospieszył wojewoda Stefan do nich z żołdem i przeciągnął na swą stronę.
Żołnierze, którzy byli z bojarami, widząc, że wojewoda Stefan zwołuje na żołd, choć przysięgli bojarom, rozpoczęli licznie, według obyczaju naszego narodu, zupełnie bez przyczyny zrywać z bojarami i przybywać do wojewody Stefana. I natychmiast partia bojarów zaczęła słabnąć.
Skoro bojarzy zauważyli, że wojewoda Stefan nie opuści dobrowolnie tronu, przyszli wydać mu walkę i wojewoda Stefan wyszedł im naprzeciw ze swą bandą od granic miasta, niedaleko studni Pacuraru i wyprowadził wojewoda Stefan całe miasto, z jaką kto miał bronią. I konnicy, którą miał, rozkazał uderzyć na przybyłych, na tłum bojarów od tyłu.
Niezwłocznie zaczął się rozpadać tłum bojarów, więc i bojarzy uciekali, dokąd kto mógł, z których na miejscu schwytano dwornika Barboiu i później jego syna. Więc starego Barboiu natychmiast wbito na pal na skraju miasta, jego syna zaś wysłano, aby go powiesić na wrotach domu jego ojca. Natomiast Beldiman, Sturdza i Boul schronili się do Ziemi Munteńskiej, ale i ci wszyscy nie przeżyli, o czym zobaczysz opowieść w kolejności. Ilu schwytanych doprowadzono, wszystkich [wojewoda Stefan] zabijał z napomnieniem, co miał we zwyczaju: "Oby ci Bóg nie przebaczył, że zbyt wysoko nosiłeś głowę". Wszystkim czynił takie napomnienie.

A tak oto nagrodzono żołnierzy którzy wsparli hospodara przeciw buntownikom:
Drabanci zostali bardzo dobrze ubrani przez wojewodę Stefana za wierność, jaką okazali stojąc za nim w okresie rewolty bojarów. Jak żaden z hospodarów troszczył się [on] bardzo o piechotę, wszystkie szaty [miała ona] z flandryjskiego sukna, z guzikami i szamerunkiem srebrnym na wzór hajduków z Polski, ze srebrnym piórem przy czapce i ze srebrną blachą przy boku ładownicy.

Co ciekawe, zaraz po zdławieniu buntu bojarów, Tomsza został pokonany przez wyprawę z Polski, zorganizowaną przez Elżbietę Łozińską, wdowę po poprzednim hospodarze, Jeremim Mohyle. To już jednak, jak mawiają, zupełnie inna historia…


wtorek, 24 marca 2020

Są to ludzie dzicy, ale bardzo mężni.



[Tydzień mołdawski, wpis 2/7]

Mołdawska wojskowość XVII wieku nie była zbyt ceniona w Europie, kraj skupiał się bowiem albo na wojnach domowych albo uczestniczył jako niechętny sojusznik w kampaniach tureckich. Sprawa prezentowała się jednak zupełnie inaczej w XV i XVI wieku, kiedy to Mołdawianie walczyli bodaj przeciw wszystkim swoim sąsiadom, nierzadko ze sporymi sukcesami. To wtedy kanonik Stanisław Orzechowski tak oto miał opisać Mołdawian:
Są to ludzie dzicy, ale bardzo mężni. Nie ma drugiego narodu, który by mają kraj tak mały walczył o sławę wojenną z takim bohaterstwem przeciw tylu na raz otaczającym ich nieprzyjaciołom, którzy albo wojnę wydają, albo przed nimi się bronią, Stefan[1], który za życia ojców naszych panował w Dacji[2] pobił i zwyciężył w wielkiej wojnie niemal jednego lata[3] Bajazeta tureckiego[4], Macieja węgierskiego[5] i Jana Olbrachta[6] polskiego.

Sami Mołdawianie byli jednak nieco innego zdania o swoich walorach wojskowych w XVII wieku. Dymitr Kantemir (1673-1723), hospodar mołdawski, pisarz i historyk (to ten przystojniak którego widzimy powyżej), pozostawił po sobie wiele interesujących opisów Mołdawii, jej historii i jej wojskowości. Wśród jego zapisków znajdujemy i taki:
Pięciu Tatarów krymskich warto więcej niż dziesięciu budziackich, a pięciu Mołdawian – więcej niż dziesięciu Tatarów krymskich, pięciu zaś puszczan bije dziesięciu Mołdawian.
Owymi zagadkowymi puszczanami byli tzw. tigheceni/codreni. Byli to mieszkańcy puszczy nad rzeką Prut, chroniący granicę przed rajdami Tatarów budziackich. W XV wieku miał ich być aż 12 000, w XVI wieku 8000. Była to nieregularna jazda, która miała walczyć tak dzielnie z Tatarami że Kantemir w swoim Opisie Mołdawii miał ją nazwać najsilniejszym puklerzem Mołdawii.


[1] Stefan III Wielki (1433-1504), hospodar mołdawski w okresie 1457-1504.
[2] Mołdawii.
[3] Chodzi oczywiście o kilka konfliktów, toczonych w czasie panowania Stefana.
[4] Sułtan Bajazyd II (1447-1512).
[5] Maciej Korwin (1443-1490), król Węgier, Chorwacji i Czech.
[6] Jan I Olbracht (1459-1501), znany z nieszczęsnej wyprawy bukowińskiej.

poniedziałek, 23 marca 2020

Poszukiwany Mojsze Jakubowicz





[Tydzień mołdawski, wpis 1/7]

Nasz blogowy tydzień mołdawski zaczynamy od afery z fałszerstwem i gorącego apelu w sprawie zatrzymania złoczyńcy. Oskarżać będzie Miron Barnowski-Mohyła, z łaski Bożeh wojewoda i hospodar dziedziczny Ziem Mołdawskich, dokument sporządzono w Jassach 5 stycznia 1629 roku a oblatowano w Przemyślu 12 marca tegoż roku. O co więc apelował hospodar?

Wszem wobec i każdemu z osobna komu to wiedzieć należy wiadomo czynimy, iż Mojsze Jakubowicz, Żyd przemyski, bawiąc w państwie naszym przez czas pewny, a udawszy się za człowieka rzemiosła złotnickiego, pieniądze fałszywe mimo wiadomość naszę robił, któremi niemal wszystko ziemię zaraził. Nad to zabrawszy niemało srebra stołowego na robotkę pofałszował, podmieniał, złe za dobre udał i szkody nam więcej niż dwadzieścia tysięcy uczynił. Za co gdy był jako zdrajca do więzienia podany, wyśliznął się swawolnie do państw koronnych i dotąd żadnej nam satysfakcyjej względem szkód tak wielkich nie uczynił, ani czynić chce. Przeto żeby jako zdrajca i Korony Polskiej i Ziemie naszej szkodliwej zaraza, przez wszelakich pretekstów i faworów według praw koronnych za takowe postępki swoje zostawał karany, uprzejmie żądamy niniejszym listem naszym.

Nie wiem czy nader obrotnego Mojsze złapano i wydano hospodarowi, ciekawe więc jak się ta cała historia skończyła.

niedziela, 22 marca 2020

Z muszkietem, berdyszem i w kapuzie



Znalazłem bardzo ciekawy kosztorys wystawienia pieszej wyprawy dymowej województwa kujawskiego w 1673 roku. Chorągiew piesza miała liczyć 95 ludzi, a koszt wyposażenia rozpisano następująco:

Sukna na żupan, płaszcz, ubiory, kapuzę łokci 14 – 26 zł 10 gr
Za muszkiet lontowy – 10 zł
Za berdysz – 3 zł
Za pulwersak – 1 zł
Za podszewkę krawcom 2 – 8 zł
Za bóty – 3 zł
Za proch na ćwiczenia – 2 zł
Na rękę żołnierzom – 3 zł
Razem 56 zł 10 gr

Lenungu na pół roku – 36 zł
Na konia i wóz na pachołka – 3 zł 15 gr
Na kule, proch za pół roku – 4 zł 15 gr
Łącznie 100 zł 10 gr

Ciekawostka, że w spisie wyposażenia nie ma szabli, mamy za to kombinację muszkietu i berdysza.