środa, 14 listopada 2018

Konkurs historyczny Pike and Shot Society


Pike and Shot Society na swojej stronie zamieściło informację o bardzo ciekawym konkursie - wstyd przyznać, ale dopiero teraz ją znalazłem. Chodzi o konkurs na esej historyczny, dotyczący okresu 1400-1721. Tu można znaleźć pakiet informacyjny: prace, oczywiście w języku angielskim, należy przesyłać na podany adres mailowy do 31 grudnia 2018 roku. Interesująca sprawa, tym bardziej że okres bardzo szeroki. Postanowiłem napisać artykuł o piechocie cudzoziemskiej i dragonii w armii polskiej w czasie wojny 1626-1629, mam nadzieję, że zdążę skończyć w terminie. Zachęcam Czytelników - tak zawodowych historyków jak i amatorów jak ja - do wzięcia udziału, na pewno wielu z Was ma już nawet gotowe teksty, które musieliby tylko przetłumaczyć na język angielski.

wtorek, 13 listopada 2018

Accurate Vorstellung der Koniglich Pohlnischen Armee…(1775 rok)



W 1781 roku w Norymberze Gabriel Mikołaj Raspe wydał album Accurate Vorstellung der Koniglich Pohlnischen Armee… Była to jedna z części serii, w której prezentowano np. armię francuską czy saską. Czytelnik znajduje tam 76 kolorowych plansz przedstawiających żołnierzy polskich i litewskich, towarzyszą im opisy stanu armii z 1775 roku (kiedy to powstała praca Raspego).

Zdigitalizowany oryginał (niestety w niezbyt dobrej jakości) należący do Zakładu Narodowego imienia Ossolińskich można znaleźć  na stronie Dolnośląskiej Biblioteki Cyfrowej. Niestety w momencie tworzenia tego wpisu strona przechodzi prace naprawcze i nie mogę zamieścić linka (poprawię to później, jak znów będzie dostępny).

W 1931 roku major Stanisław Gepner odświeżył wszystkie wizerunki, zdigitalizowaną wersję można znaleźć (i ściągnąć za darmo) ze strony PolishArms



wtorek, 6 listopada 2018

Liber chamorum, cz. I - trębacz, łotr okrutny.



Wreszcie wpadło mi w ręce Liber generationis plebeanorum Waleriana Nekandy Trepki, czyli dzieło znane jako Liber chamorum. Oj jaka to wspaniała lektura, momentami można wręcz boki zrywać. Znajdujemy tam jednocześnie dużo ciekawych informacji dotyczących wojskowości, więc będę pełnymi garściami czerpał z tego na blog. Nowy cykl jak znalazł!

W odsłonie pierwszej zaprezentuje się nam Stanisław Ogrodzeński, od Ogrodzeńca, zamku pana Fierlejowego[1] w krakowskiej ziemi. W 1631 roku nasz Staszek miał służyć w armii cesarskiej, gdzie umiał trąbić na miedzianej trąbie w chorągwi lisowczyków rotmistrza Adama Skorulskiego.  Miał także pełnić funkcję markietana w oddziałach walczących na Morawach, skąd wywiózł beł sobie Morawką miasto żony.

Staś miał jednak, jako łotr okrutny, nader lepkie palce i okradł kilku towarzyszy którym służył. W niemieckim wojsku w Lemborku miasteczku[2] przydybał go jednak Staniszowski, jeden z okradzionych towarzyszy lisowskich. Tu doszło do nader ciekawej konfrontacji:

[Staniszowski] połapieł go wołając: a tuś zdrajco, coś mię okradł! A on też pana chwycieł się wołając: a tuś francie, coś mię okradł! Pan [Staniszowski] mówi rajcom [miejskim]: proszę, każcie go wsadzić. A ten też: każcie tego zdrajcę mego wsadzić. Oni nie wiedzieli, czego się jąć, wsadzieli obudwu pod straż, aż ów pan posłał do chorągwie, że przyjechali kilkanaście towarzestwa, dali świadectwo, że służeł panu temu Staniszowskiemu i okradł go ten Ogrodzeński.

Staszek został więc przekazany przez rajców Staniszowskiemu, ten zaś oddał go pod sąd wojskowy (zapewne chorągwiany). Ogrodzieński wędrował już na szubienicę, kiedy to wykupił go jego szwagier, nazwiskiem Zakrzoski – co ciekawe, służący jako dobosz, więc jakoś tak rodzinnie musieli muzykować. Cena była jednak nader słona, życie Ogrodzieńskiego kosztowało bowiem 2000 złotych. Uratowany Staszek trafił z powrotem do Polski, gdzie w 1633 roku służył jako trębacz u Stanisława Lubomirskiego.


[1] Mikołaja Firleja.
[2] Lemberg w Palatynacie? Bo chyba nie Lębork na Pomorzu?

poniedziałek, 5 listopada 2018

Był na palu od godziny do godziny żyw


Po cieplutkiej kołdrze dla Marysieńki przechodzimy do dużo poważniejszych tematów. Lądujemy bowiem oto w Bobrujsku, w lutym 1649 roku. Miasto poddaje się wojskom litewskim hetmana Janusza Radziwiłła - a ten znany był z twardej ręki tak wobec swoich żołnierzy jak i przeciwnika. Przeczytajmy więc co czekało złapanych Kozaków, ale i litewskiego pachołka (pocztowego?) który złamał zakaz hetmański.


niedziela, 4 listopada 2018

Nic na świecie delikatniejszego ani cieplejszego



Jeszcze jeden wyjątek z listu Jana III do Marysieńki, tym razem jednak będzie miło, ciepło i przytulnie – wszak dziś niedziela, więc wypada coś spokojniejszego zamieścić na blogu. Tak król wymienia listę bagateli zdobytych na Turkach, które oto wysyła przez posłańca swojej ukochanej żonie:

Naprzód kołdrę z hatłasu białego chińskiego ze złotymi kwiatkami, nową i [w]cale jeszcze nie używaną; nic na świecie delikatniejszego ani cieplejszego, bo pod taką drugą sam sypiam; daleko rzecz milsza niżeli de ouate[1] ani owo pierze, które przykro jest gorące. Do tejże kołdry posyłam poduszkę do siadania na niej, którą haftowała rękami swymi pierwsza żona wezyrska, jako jego pokojowi powiadają, których także odsyłam trzech albo czterech. (Ma z tych ludzi każdy po tysiącu czerwonych złotych i po drugim; chcą być kupcami i osięść w Żółkwi). Trzecią rzecz posyłam przykrycie na taburet, na którym wezyr siadał, a ten taburet stawiał na sofie, tj. na tapczanie; o co z posłem francuskim tak wielka kontrowersja.  Czwarta rzecz jest parę kobierczyków karmazynowych, złotem tkanych; co przyjąć za wdzięczne uniżenie proszę.

Przyznaję, że jak wczoraj wieczorem znalazłem sobie ten cytat, to aż się rozmarzyłem za taką kołdrą z hatłasu białego chińskiego, bo za oknem mi wiało i lało… Ciekawe czy się prezenty spodobały Marysieńce?


[1] Watowana.

sobota, 3 listopada 2018

Tak nieostrożnie i niedbale



Wśród prezentów które po bitwie wiedeńskiej w 1683 roku miał wysłać Jan III Sobieski do cesarza Leopolda I, znalazł się znak jeden wezyrski. Jak się okazuje, wysłannicy króla mieli jednak nieprzyjemny wypadek wioząc owe trofeum do cesarza. Oddajmy głos samemu Janowi III, który tak to opisał w liście do Marysieńki:
Posłałem z komplementem i powinszowaniem jmć ks. podkanclerzego[1] dawszy mu znak jeden wezyrski na pamiątkę szczęśliwej naszej wiktorii. Zbliżywszy się tedy jmć. ks. podkanclerzy pod miasto, stanął w jakimś ci pustym ogrodzie, czekając na przyjazd cesarski, bo go był poprzedził; a tymczasem tak grzeczny chorąży jego Jaskólski, który ten znak niósł za nim, postawił gdzieś ten znak tak nieostrożnie i niedbale w ogrodzie, że mu go ukradziono. Z którą wiadomością dogoniono mnie już o dwie mili; tak że drugi który-m był dla siebie zostawił, musiałem posłać. Ale takich mam jeszcze dwa.
Swoją drogą ciekawe czy ów Jaskólski dostał za to po uszach?


[1] Jan Krzysztof Gniński. W 1679 roku, po śmierci żony, wstąpił on do stanu duchownego, stąd też ks. wspomniane w liście.

czwartek, 1 listopada 2018

Nowe szaty dwornych kozaków



Ciekawostka dotycząca strojów[1] (źródeł o tym nigdy za wiele) – tym razem nadworny oddział magnacki. Chorągiew kozaków dwornych Krzysztofa II Radziwiłła, używana na codzienne potrzeby, a składająca się w 1623 roku z 14 towarzyszy i 16 pachołków (pocztowych) miała towarzyszyć hetmanowi w wyprawie na sejm tegoż roku. Wszyscy kozacy otrzymali z tej okazji przydział nowych strojów: błękitne ferezje z czerwonymi guzami i sznurami, a także czerwone dołmany. Stroje dla towarzyszy miały być z falendyszu jako najtańszy być może, a dla pocztowych z pakłaku jako najlepszego. Koszt materiałów na takie umundurowanie miał się zamknąć w 1000 złotych.


[1] Znaleziona w pracy prof. Henryka Wisnera Rzeczpospolita Wazów. Czasy Zygmunta III i Władysława IV. Warszawa 2002.