In memoriam...

Pamięci mojego Taty, Andrzeja Paradowskiego. Mam nadzieję, że będziesz tu zaglądał, gdziekolwiek teraz jesteś...

wtorek, 22 lipca 2014

Po nas choćby Potop ;)


W blogowym eterze cisza, zapewne taki stan będzie trwał przez dłuższy czas. Związane jest to z kampanią promocyjną podręcznika "Potop" do OiM, którą niedawno zaczęliśmy na Kickstarterze. Całe moje siły produkcyjne idą oczywiście tam, więc Czytelników bloga serdecznie przepraszam za przerwę. Zapraszam jednocześnie do odwiedzenia strony OiM na KS, dzieje się...


A gwarantuję, że sporo się tam jeszcze wydarzy, mamo sporo w zanadrzu i po trochu (wszak kampania trwa 45 dni) będziemy to dawkować. 


wtorek, 15 lipca 2014

Artykuły które wszemu Rycerstwu...



Kilka dni temu obiecałem zamieścić artykuły hetmańskie Jana Zamoyskiego z sierpnia 1580 roku. Tekst jest spory więc nie będę go przepisywał, wrzucę kopię za "Sprawami wojennymi króla Stefana Batorego..." wydanymi w Krakowie w 1887 roku. Sporo tam interesujących punktów, od razu widać że to spod ręki pana Jana..










poniedziałek, 14 lipca 2014

Piłeś? Na harce nie jedź.


[ilustracja powyżej nie ma wiele wspólnego z tematem, ot związana jest z armią moskiewską]
Moskiewska husaria to formacja istniejąca w drugiej połowie XVII wieku, w odróżnieniu od swojego polsko-litewskiego pierwowzoru nie zasłynęła jednak niczym wielkim na polach bitew. Nie kojarzę też żadnego oryginalnego wizerunku tych husarzy z epoki, mało jest także opisów – najsłynniejszym z nich jest niesławny epizod z połamaniem kopii o bramę. Przeglądając Diariusz Jana Antoniego Chrapowickiego znalazłem jednak krótki wpis, który dał mi do myślenia. Pod datą 3 marca 1664 roku znajdujemy:
Wypadali Moskwa i  kozacy, nacięto ich też nieźle i nastrzelano. Wziął pan Salomonowicz porucznik pana sędziego żmudzkiego [Wiktoryna Konstantego Mleczki – była  to 120-konna chorągiew jazdy kozackiej]  języka dobrego, Czortowana jakiegoś, chłopa dorodnego w pancerzu i z drzewkiem, który był podpity.
Drzewkiem nazywano w Rzplitej kopię husarską, a właśnie w kopie uzbrojeni mieli być moskiewscy husarze. Jeniec miał  uzbrojenie ochronne, które także miało występować w tej formacji. Oczywiście może chodzić po prostu o dobrze wyposażonego bojara z jazdy pomiestnej, jednak główne uzbrojenie mocno wskazuje na husarię właśnie. Hipoteza luźna, ale z braku polskich źródeł dobre i to. Swoją drogą ciekawe, że Moskwicin dodał sobie animuszu trunkiem – jak widać nie wyszło mu to na zdrowie.


sobota, 12 lipca 2014

Shhh. Be vewy vewy quiet, I'm hunting Muscovites...

Wspominałem już kilkakrotnie, że hetman Jan Zamoyski słynął z surowego podejścia do dyscypliny w podległym mu wojsku. Bardzo łatwo zauważyć to we wszelkiego rodzaju publikowanych artykułach wojskowych i rozkazach, gdzie za złamanie dyscypliny groził najczęściej karą śmierci. Bardzo ciekawy przykład takiego uniwersaliku pochodzi z 1 sierpnia 1580, wydany został dla pułku hetmańskiego:
Jan Zamoyski Kanclerz Koronny, Bełzki, Knyszyński, Zamechowski Starosta. Rozkazuję aby żaden do podejścia pod zamek od wydania hasła nie śmiał ruśnicę wystrzelić, bęben bić, trąbić, hukać, wołać, pod siedzeniem w kole, jutro w ciągnieniu, a od jutrzejszego noclegu od wzgodnu pod zamek pod gardłem: gdyż tego potrzeba abyśmy jak najciszej podeszli pod zamek. Na tym i na drugim noclegu u mnie trąbić nie będą ani w bęben bić na pobudkę, na siodłanie i wsiadanie. Ale na pobudkę, jedną wystawią świecę laną zapaloną nad mój namiot. Na siodłanie dwie świece lane wystawią zapalone. Na wsiadanie jeśli nie oświtnie, wystawią trzy świece lane, a jeśli oświtnie suknią czerwoną wystawią, na kopii zawieszoną. Przeto aby mieli zlecone wszyscy pacholęta, którzyby tych znaków pilnowali. Wozy aby inaczy nad porządek postanowiony nie szły, pod rozkazaniem ich stanowiska, jako komu naznaczą, aby na nim przestał, gdyż trzeba drugim folgować i nie trzeba się nam rozstrzeliwać.

Jak widać procedurę szykowania pułku do wymarszu miał hetman opracowaną do najdrobniejszego szczegółu. Pisałem kiedyś o jego artykułach hetmańskich z tej kampanii, niedługo wrzucę je w całości, bo można tam znaleźć dużo ciekawych punktów. 

wtorek, 8 lipca 2014

Saper Mruczek melduje się na rozkaz!


Wpis miał być dzisiaj na zupełnie inny temat i o czymś (jak to mawiali panowie z Latającego Cyrku) z kompletnie innej beczki. Przypadkiem natrafiłem jednak na taką piękną historyjkę, że nie mogę się powstrzymać. Mistrzu Franciszku, w pana ręce…
Niemiecki puszkarz i saper Franz Helm (1500-1567) rodem z Kolonii, służył w armiach cesarza Karola V, książąt bawarskich Wilhelma IV, Ludwika X i Alberta V oraz Jana II, palatyna Simmern. Oprócz wojaczki zajmował się także pisaniem podręczników dotyczących użytkowania ‘nowożytnej’ artylerii i sprzętu oblężniczego. Jedną z jego ksiąg, pod oryginalnym tytułem Buch von den probierten Kunsten – Księga sztuk praktycznych – krążyła sobie w XVI wieku po Europie;  doczekała się nawet wydania tak późno jak w 1625 roku, tyle że już pod o wiele bardziej chwytliwym tytułem Armamentarium principale oder Kriegsmunition und Artillerie-Buch.

No i cóż to za rewelacja, ktoś zapyta? Wszak podobnych podręczników w Europie wydano całkiem sporo. Książka Helma zasłynęła jednak w ubiegłym roku dzięki rakietowemu kotu. University of Pennsylvania udostępnił w tymże roku na swojej stronie internetowej manuskrypt z 1548 roku, a tam czytelnicy znaleźli ilustracje przedstawiające rakietowego kota i gołębice. Kilka wersji z różnych wydań załączam do niniejszego wpisu. Mistrz saperski z Kolonii proponował bowiem – wzorem historii znanych ze starożytności i średniowiecza – użyć takich zwierząt w czasie działań oblężniczych. 

Mitch Fraas na swoim blogu Unique at Penn przyjrzał się wtedy dokładniej całej sprawie. Tak oto przetłumaczył opis użycia takich zwierząt:
Przygotuj mały worek niczym [do] ognistej strzały… jeżeli chcesz się dostać do zamku lub miasta, zdobądź z tego miejsca [żyjącego tam] kota. I przywiąż worek do kota, zapal go [worek –nie kota… - K.], pozwól by się dobrze rozpalił i wypuść tedy kota, a on pobiegnie do pobliskiego zamku lub miasta, a ze strachu spróbuje się skryć, dzięki czemu na koniec  podpali   stodołę lub siano.
Widzimy więc, że nie o rakietę tu chodzi, a nieco dziwne rysunki pokazują po prostu płonące worki. Gołębice miały być użyte w ten sam sposób, niczym żywcem wyjęte ze staroruskiego latopisu Powieść minionych lat.


Temat co prawda jest dobrze opisany w anglojęzycznej blogosferze, pomyślałem jednak, że może zainteresować i polskojęzycznych czytelników. A poniżej kilka linków, na wypadek gdyby ktoś chciał zapoznać się z badaniami Mitcha Fraasa i oryginalnymi manuskryptami i wydaniami:






sobota, 5 lipca 2014

Zbrodnicze Piwko rodem ze Szczebrzeszyna.



Dziś ciekawostka kryminalna z okresu oblężenia Pskowa przez armię króla Stefana Batorego. Hetman Zamoyski starał się podległe mu wojsko trzymać „krótko”, bezwzględnie więc karał wszelkie naruszenia dyscypliny. W jednej z chorągwi husarskich, dowodzonej przez rotmistrza Wacława Wąsowicza, doszło w październiku 1581 roku do bulwersującej kradzieży. Sprawcą był niejaki Piwko, porucznik roty P. Wąsowiczowej, temuż rotmistrzowi swemu ukradł pieniędzy gotowych 7000 złotych. Oficer został przyłapany na gorącym uczynku i przyznał się do winy. Kronikarz opisujący to zdarzenie nie mógł się nadziwić,  że taki towarzysz dokonał podłego czynu: chłop czysty, sprawny, na 8 koni służył; konie, rynsztunek, wszystko porządnie; z Szczebrzeszyna snać rodem. Szybko zaczęto więc snuć domysły, że może Piwko wcale nie jest szlachcicem: wątpią o szlachectwie; snać zdawna przodek miał się tam do miasta wnieść. Husarz-mieszczanin był jak widać o wiele bardziej logicznym wytłumaczeniem dla uzasadnienie złodziejstwa, niż husarz-szlachcic.
                Zastanawiano się więc, cóż tu ze zniesławionym porucznikiem zrobić. Do winy się przyznał, sam rotmistrz Wąsowicz nie chciał go jednak oskarżać. Chcieli jedni, aby go gdzie na stracony raz pod mury albo w szturmie postawić,  gdzieby pewnie zginął; drudzy prosto, aby obiesić. Część towarzyszy nie chciała jednak widzieć go obok siebie w czasie szturmu: źle z nim do szturmu, bo między cnotliwymi iśćby nie mógł, k’temu trzeba się obawiać, by do miasta nie uciekł do Moskwy, byłby językiem dobrym. Hetman Zamoyski nie deliberował jednak zbyt długo i szybko zdecydował: niechajże (…) jutro wisi. Profos niechaj go odprawi. Spisujący te wydarzenia ksiądz Piotrowski zauważył nawet, że to prędziuchny dekret.
                Dzień egzekucji był kłopotny i pochmurny jakoś. Część wojska domagała się honorowej egzekucji przez ścięcie, Zamoyski jednak nie zmienił swojej decyzji. Piwka obieszono; wiele się ludzi i panów przyczyniało, aby bo było ścięto, ale być to nie mogło, na szubienicy w półobozu w rynku musiał być zawieszon.

                Widzimy więc, że i wśród husarii – nawet w oficerskiej randze – znalazła się od czasu do czasu czarna owca. Piwko miał jednak pecha, bo przyszło mu służyć pod Zamoyskim, który wybryków dyscyplinarnych nie tolerował.  

środa, 2 lipca 2014

Gemajni króla Jana Kazimierza


Kończąc ‘tryptyk autoramentu cudzoziemskiego’, tym razem przyjrzymy się regimentom piechoty cudzoziemskiej, które popisywały się przed bitwą berestecką w 1651 roku. Spis bardzo ciekawy, bo pokazuje, że etatowo regimenty cudzoziemskie miały 8 (większe) lub 6 (mniejsze) kompanii. Liczebność kompanii niezwykle zróżnicowana, widać także poważne różnice pomiędzy etatem a popisem. Sporo oficerów o polskich nazwiskach, jak widać i kadra ulegała postępującej polonizacji.

Regiment Króla JM.[1]
Wolff oberszter[2] – 144
Ratki[3] – 152
Giza[4], major-  153
Cymerman[5]  - 162
Kielbruch[6] – 162
Wall[7] – 161
Butler, oberszter leitnan – 163
Wall[8] – 162
[Łącznie regiment] 1259[9]

Regiment K-cia Bogusława[10]
Freutak – 142
Gulden – 143
Strauz – 123
Wall[11], major – 174
Berg – 150
Gos – 165
Berg, młody porucznik bez kapitana – 116
Łoś – 139
[Łącznie regiment] 1152[12]
Dragania Księcia tegoż
Falkiersan[13]  - koni [brak liczby][14]

Regiment Pana Nakielskiego[15].
Hajduków czternaści koło niego od srebra z muszkietami.
Kapitani:
Włostowski – 105
Kurdwanowski, oberszter lejtnant – 102
Łubowicki, major – 96
Gultz – 96
Przybylski – 111
Herberg – 98
Balcer – 92
Maier – 101
[Łącznie regiment] 801[16]

Regiment Królewicza JM. Karola[17]
Kreitz, oberszter – 102
Toniz -87
Hepner – 87
Kreitz, major – 87
Hilfeld – 80
Ołtarzowski  -87
[Łącznie regiment] 530[18]

Regiment Pana Houwaldów[19]
Szenek, oberszter lejtnant – 84
Bieleński, porucznik bez kapitana – 89
Saski – 92
Kostka – 93
Prembok, major – 90
Saski  - 83
Ostof – 86
Glikspan – 87
[Łącznie regiment] 704[20]

Regiment Pana Jacka Rozrażewskiego[21]
Flaun, kapitan lutenant[22] - 95
… oberszter lejtnant – 102
Lipka – 126
Morawiec – 101
Szaltz – 104
Bojanowski – 91
[Łącznie regiment] 619[23]

Skwadron Pana Stanisława Koniecpolskiego
Kompania samego – 81
Witan  -84
[Łącznie skwadron] 165[24]
Trzecia kapitan na Brodach in praesidio[25].





[1] Regiment gwardii królewskiej (komputowej.
[2] Fromhold von Ludinghausen Wolff.
[3] Racki, może Ratky?
[4] Mikołaj Konstany Giza, który był oberszter lejtnantem.
[5] Zimmerman.
[6] Kierzbruch.
[7] Wahl.
[8] Wahl.
[9] Etatowa siła regimentu – 1600 porcji. Dwie kompanie regimentu pozostały jednak w Warszawie i nie brały udziału w kampanii.
[10] Ks. Bogusław Radziwiłł.
[11] Wahl?
[12] Etatowa siła regimentu – 1600 porcji.
[13] Henryk Felkersamb.
[14] Chodzi o kompanię dragonii wchodzącą w skład regimentu piechoty, stąd tez popisano ją wraz z macierzystą jednostką.
[15] Andrzej Grudziński, kasztelan nakielski.
[16] Etatowa siła: 1200 porcji.
[17] Królewicz Karola Ferdynand Waza.
[18] A tu ciekawostka, bo regiment miał mieć na etacie 400 porcji.
[19] Generał major Krzysztof (Christoph) von Houvaldt. Był to regiment brandenburski, sformowany w Prusach Książęcych, od wiosny 1649 roku pozostający w służbie polskiej.
[20] Etat: 1000 porcji.
[21] Jacek Rozdrażewski, komendę po nim w 1651 roku objął Wilhelm Butler, może więc on jest tym anonimowym oberszter lejtnantem?
[22] Kapitan-lejtnant dowodził kompanią obersztera.
[23] Etat: 1200 porcji.
[24] Etat: 300 porcji.
[25] Jako garnizon.