In memoriam...

Pamięci mojego Taty, Andrzeja Paradowskiego. Mam nadzieję, że będziesz tu zaglądał, gdziekolwiek teraz jesteś...

środa, 20 maja 2015

Sveriges Krig wydane po polsku


W zeszłym roku (jak ten czas leci) pisałem o tym, że będę miał przyjemność redagować polskie wydanie słynnego Sveriges Krig 1611-1632, tłumaczone przez p. Wojciecha Łygasia. Długo to zeszło - z mojej winy - niemniej jednak pierwsza część ukaże się wreszcie nakładem Wydawnictwa NapoleonV. Zapraszam do zapoznania się ze wstępem, spisem treści i kilkoma przykładowymi stronicami na stronie wydawcy. Jaki widać część 1 można zakupić z ładnym rabatem w porównaniu z ceną okładkową. Jest to pierwszy z 16 zaplanowanych tomów, każdy oryginalny tom SK będzie w polskiej wersji podzielony na dwie książki.
Jednocześnie raz jeszcze dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi w pracach nad redakcją tejże pracy! Mam nadzieję, że przypadnie ona do gustu polskim Czytelnikom.

W konie (kopią!) - rzekł podstępny Hiszpan


Wczoraj pozostawiliśmy pana Bayarda tuż po pojedynku z Don Alonzem. Ciało Hiszpana zostało zabrane przez jego towarzyszy, tryumfujący Francuzi powrócili do swojego obozu pod zamkiem Monervine. Podpisano mający trwać dwa miesiące rozejm, ale sprawy nie wracały do normy. Hiszpanie nie mogli się pogodzić ze śmiercią Soto Mayor, niektórzy z nich przybywali do francuskiego obozu i zdawali się zaznawać niezwykłej przyjemności w próbach obrażania Francuzów.
Pewnego dnia Bayard i jeden z jego dobrych przyjaciół – D’Oroze – spotkali nieopodal swojego obozu grupę Hiszpanów. Panowie skłonili się sobie, a wtem jeden z Hiszpanów odezwał się do Bayarda:
Mój dobry francuski panie, ten rozejm trwać będzie jeszcze tylko osiem dni, a my jesteśmy nim już bardzo zmęczeni, być może i wy odczuwacie tak samo. Jest nas tu trzynastu; jeżeli zebralibyście swoją grupę [złożoną z] trzynastu [i stanęli na pojedynek] przeciw nam, byłaby to dla mnie i mych towarzyszy ogromna przyjemność.
Mówiący te słowa, Don Diego de Bizagna, miał w tym wszystkim ukryty motyw. Ten odważny i śmiały rycerz należał bowiem do kompanii poległego Soto Mayor, chciał więc pomścić jego śmierć. Bayard i D’Oroze zgodzili się na propozycję starcia i umówili się z Hiszpanami za tydzień w miejscu odległym o dwie mile. Jak można sobie wyobrazić, nie mieli żadnego problemu ze znalezieniem jedenastu ochotników do pojedynkowej kompanii…
Ustalono następujące warunki starcia:
- jeżeli rycerz straci swojego konia nie może już dalej walczyć
- ten który przekroczy wyznaczone granice pola starcia zostanie wzięty w niewolę
- starcie zakończy się z nadejściem zmroku
- jeżeli każda ze stron zachowa po jednym konnym na placu boju pojedynek zakończy się honorowym remisem.
W wyznaczonym dniu dwudziestu sześciu uzbrojonych w kopie rycerzy stanęło w szranki. Szybko okazało się jednak, że Hiszpanie mają opracowany plan zwycięstwa. Atakowali bowiem konie miast jeźdźców, czyniąc to tak skutecznie że po niedługim czasie jedenaście [francuskich] z nich leżało już martwych na placu. Hiszpańskie konie nie chciały jednak przestępować przez wał zabitych rumaków. Wykorzystali to Bayard i D’Oroze, szarżując śmiało i często na Hiszpanów, po czym wycofując się za wał trupów. Kiedy zapadł zmrok, Hiszpanie zeszli z pola walki, a dwa Francuzi zostali bezapelacyjnie ogłoszenie zwycięzcami.

Niestety kronika wyczynów Bayarda nie mówi co stało się z żądnym zemsty Don Diego de Bizagna, widać jednak że jego plan spalił na panewce. Bayardowi przybyło kolejne pióro do pióropusza jego rycerskiej sławy. Zapewne wspomnę w przyszłości o jego kolejnych wyczynach.

wtorek, 19 maja 2015

W akompaniamencie głośnego płaczu i lamentów...


Dawno temu obiecałem, że seigneur Bayard pojawi się po raz kolejny na blogu (pozdrowienia Matheo!). Pora więc obietnicy dotrzymać i to w najlepszym stylu, czyli opisując przesławny pojedynek z 1503 roku. Słynny rycerz wojował wtedy w szeregach armii francuskiej Karola VIII przeciw wojskom hiszpańskim w Italii – tak to się ślicznie w historii układalo…
W czasie tej kampanii doszło do starcia z oddziałem hiszpańskim dowodzonym przez kapitana Don Alonzo de Soto Mayor. Francuzi rozbili przeciwnika a sam Bayard pokonał Don Alonza i wziął go do niewoli. Bayard potraktował swego przeciwnika honorowo, oddając mu szacunek jako znanemu żołnierzowi, pozwalał mu więc na wiele, w zamian za danie słowa honoru że [Hiszpan] nie opuści murów zamku[1]. De Soto Mayor miał jednak inne plany i przemyśliwał jak to dać drapaka. Przekupił więc Albańczyka imieniem Theode, by ten pomógł mu w ucieczce i dostarczył dwa konie. Don Alonzo umknął do swojego obozu, mając jednak w planach przesłanie Bayardowi okupu za siebie, ustalonego wcześniej na 1000 dukatów. Gdy tylko Francuz zdał sobie sprawę z tego, że jego cenny więzień zniknął, wpadł w furię i wysłał oddział swoich przybocznych na poszukiwanie zbiegów. Po dwóch milach pościgu Hiszpan i Albańczyk zostali jednak złapani i przyprowadzeni do Bayarda. Ten skarcił Hiszpania, traktując cały pomysł ucieczki jako wyjątkowo niehonorowy. Kazał go od tej pory trzymać w jednej z zamkowych wież, acz we wszystkich pozostałych aspektach traktował go [honorowo] jak wcześniej. Po kilku dniach hiszpański herold i jeden z paziów Don Alonza przybyli z hiszpańskiego obozu z wyznaczoną sumą okupu. Panowie rozstali się – wydawało się – w zgodzie i Hiszpan powrócił do swoich towarzyszy.
Tu wydawałoby się, że historia mogłaby się zakończyć. Nic jednak z tego. Dumny Hiszpan zaczął bowiem narzekać na warunki w jakich go przetrzymywano, chociaż jednocześnie wychwalał charakter samego Bayarda. Le chevalier sans peur et sans reproche nie mógł jednak puścić tego płazem. Wysłał więc do Andres[2] herolda z pismem, w którym wyzywał Don Alonza na pojedynek. Hiszpan odpowiedział twierdząco, starcie ustalono na mające się odbyć za piętnaście dni. Bayard uzyskał zezwolenie od swoich dowódców na wzięcie udziału w pojedynku i poprosił swojego dobrego przyjaciela Bellabre’a by ten został jego sekundantem.
W dniu starcia Bayard był bardzo chory, nie powstrzymało go to jednak od stawienia się na polu. Czekał jako pierwszy, konno i ubrany na biało. Don Alonzo, wiedząc o chorobie Bayarda, postanowił zmienić warunki pojedynku i poprosił by walczyć pieszo. Myślał bowiem, że Bayard, będąc ciężko chorym, będzie zmuszony zrezygnować z pojedynku. Hiszpan jednak przeliczył się w swoich kalkulacjach, Bayard przyjął bowiem jego warunek. W obliczu licznie zgromadzonych szlachciców z obu stron, panowie stanęli do pojedynku, który trwał niezwykle długo. Przeciwnicy byli siebie warci i długo żaden z nich nie mógł zdobyć przewagi. Wreszcie Bayardowi udało się trafić Don Alonza w szyję, a w miarę upływu krwi Hiszpan zaczął słabnąć. Francuski rycerz rzucił się na niego i obydwaj padli na zakurzoną ziemię. Wykorzystując moment zamieszania, Bayard pchnął swoim poniardem pomiędzy nos a lewe oko. Zakrzyknął wtedy do przeciwnika, by ten poddał się  - Hiszpan jednak już skonał. Bayard, zasmucony śmiercią przeciwnika, oddał ciało Don Alonza pogrążonym w żałobie towarzyszom kapitana. Wtedy, w akompaniamencie głośnego płaczu i lamentów, Hiszpanie odjechali z ciałem poległego, a Francuzi zaprowadzili zwycięzcę [do swojego zamku] przy dźwięku trąb, obojów i licznych innych instrumentów.
I tu wydawałoby się, że historia mogłaby się zakończyć. Francuski honor został uratowany, Bayard podziękował Bogu za tryumf, Hiszpanie pogrążyli się w żałobie. To byłoby jednak za proste, prawda? Jutro napiszę więc o pojedynku, który był następstwem śmierci Don Alonza i utrwalił sławę le chevalier sans peur et sans reproche.


[1] Bayard wchodził wtedy w skład garnizonu w Monervine.
[2] Gdzie znajdował się obóz hiszpański. 

niedziela, 17 maja 2015

Szwedzi w 1813 roku (BW-N)


Znów wracamy do systemu "Bogowie Wojny - Napoleon", pora na kolejną nieoficjalną listę armijną. Jakiś czas temu wrzuciłem rozpiskę do korpusu duńskiego z 1813 roku, poprawiłem ten plik (zmieniłem zasady artylerii, doszło też kilka inspiracji do malowani) i można go znowu ściągnąć z dropboxa.
Duńczycy potrzebują jednak przeciwnika, opracowałem więc listę armijną dla armii szwedzkiej w 1813 roku. Pozwala ona wystawić 5 różnych awangard i 3 nieco zróżnicowane listy korpusu szwedzkiego z tego roku. Oczywiście to wstępna wersja zasad, mam nadzieję, że nieoceniony Artur (pozdrawiam!) spojrzy na nią krytycznym okiem i zasugeruje jeszcze jakieś zmiany. Póki co można jednak ściągnąć pdf z pierwszą wersją.
Mam już wstępnie rozpisany kolejny projekt nieoficjalnej listy do BW-N, tym razem dotyczące 1812 roku, ale o tym napiszę przy innej okazji.
Przy okazji reaktywowałem sobie stary Kadrinazi Wargaming Project, którym podpisywałem kiedyś Od Pskowa do Parkan. Od czasu do czasu różne nieoficjalne listy armijne do BW-N (a i nie tylko) będą sygnowane tym właśnie podpisem.

sobota, 16 maja 2015

Rajtarzy rzeźnicy


W dzisiejszym wpisie złapiemy za ogon dwie sroki: będzie coś niecoś o gwardii Władysława IV, ale i o milicji z Gdańska. Stanisław Oświęcim tak nam oto pięknie opisał wjazd królowej Ludwiki Marii do Gdańska, który odbył się 11 lutego 1646 roku:
Szły naprzód dwie kompanie rajtarskie[1], jedna za drugą, obiedwie złożone z samych rzeźników, jednak samych panów, druga młodzieńców towarzyszów rzemiosła, na koniech wszyscy barzo dobrych, sami wszyscy w czerwonych ungarlingach ze srybnemi potrzebami, za niemi drugie dwie kompanie jezdne kupców, jedna także panów, druga młodzieńców lub kupczyków, wszyscy na koniech barzo dobrych, sami w czarnych aksamitnych ungarlingach, pióra białe z czarnemi mieszane u kapeluszów. Za niemi szły dwie chorągwi piechoty gwardyjej Króla JMci, potym Kozacy[2] Pana Podkanclerzego W. Ks. L.[3], za tymi kompaniej dragońskich trzy Króla JMci, kawalkata potym przed karytą,m w której siedziała Królowa JM, następowała, która była wszytka aksamitu błękitnego ze srybnemi potrzebami, ośmią koni siwojabłkowitych barzo pięknych ciągniona. Około karety szło piechoty gwardyej królewskiej trzy chorągwie. Za karetą dwieście draganów królewskich w czerwonej barwie. Gdańskich chorągwi wszytkich było siedemdziesiąt, dobrze ludżmi okrytych, to jest pięćdziesiąt z mieszczan i różnych rzemieślników złożone, a dwadzieścia za pieniądze zaciągnione.
Opisy Gdańszczan generalnie odpowiadają temu, co można znaleźć w innych źródłach. Bardzo ciekawa jest wzmianka o dragonach gwardii królewskiej, którzy mieli mieć barwę czerwoną, a nie niebieską jak piechurzy JKM. Potwierdza to informację o takiej barwie dragonów, którą możemy znaleźć w Ingresie triumfalnym do Warszawy… Co ciekawe, także na czerwono mieli być przybrani – według Ingersu albo wiazdu Krolowey Iey Mosci do Gdanska 11 Februarii – dragoni królewicza Ferdynanda. Bardzo lubię takie okruchy w źródłach…



[1] Milicji gdańskiej.
[2] Tj. jazda kozacka.
[3] Kazimierz Leon Sapieha. 

piątek, 15 maja 2015

Malarze znani i nieznani - cz. LXIII

Kontynuujemy wątki malarsko-rytownicze (i otagowywanie artystów - udało się chyba otagować wszystkich...). Dziś Jost Amman i akwaforta przedstawiająca Stefana Batorego. Rzecz ciekawa, bo Batory przedstawiony tu jest jako wojewoda siedmiogrodzki, podczas gdy w dwóch miejscach na tym wizerunki widzimy datę roczną 1576. Jak pamiętamy od 14 grudnia 1575 roku Siedmiogrodzianin był polskim królem-elektem, koronowany zaś został 1 maja 1576 roku. Zapewne więc ma być to wizerunek przedstawiający go w okresie przed koronacją właśnie, jako że w 1576 roku urząd wojewody siedmiogrodzkiego przejął po nim jego brat Krzysztof. Tak czy inaczej wizerunek ciekawy i chyba nieco mniej znany, stąd też warto go tu przypomnieć. Oryginał znajduje się w Muzeum Narodowym w Warszawie.

czwartek, 14 maja 2015

Malarze znani i nieznani - cz. LXII


Dawno nie było wpisu z cyklu malarskiego (właściwie powinien się nazywać malarsko-rytowniczy, ale co tam…), pora to więc nadrobić. Swoją drogą muszę uzupełnić tagi na blogu i dodać nazwiska malarzy i rytowników - to jednak robota na inny dzień. Dzisiaj zaprezentuje się nam Herr Hans Weigel i ryciny z wydanej w 1577 roku książki Habitatus Praecipuorum Populorum… das ist Trachtenbuch. Tego typu książki z rycinami przedstawiającymi przedstawicieli różnych nacji – zwłaszcza tych których autor nigdy nie widział na oczy – były bardzo popularne w Europie w XVI i XVII wieku. Np. Trachtenbuch z rycinami Weigla doczekał się drugiego wydania jeszcze w 1639 roku. Całość można podziwiać online na stronie British Museum, w którego zbiorach znajduje się egzemplarz drugiej edycji właśnie.  Ja wybrałem skromną próbkę, zachęcam jednak do obejrzenia całości.

U góry widzimy perskiego satrapę, zapewne tak Weigel wyobrażał sobie perskich wielmożów. Poniżej turecki janczar, węgierski jeździec (być może na polowaniu?) i dosyć specyficznie wyglądają turecki żołnierz wyglądający na Węgra uzbrojonego w nadziak i szablę.