wtorek, 23 lipca 2019

Weź no mnie kochanieńki kup tam...




[Tydzień z Zygmuntem III – wpis 2/7]

W 1600 roku Lew Sapieha wyruszył z ważną misją dyplomatyczną do Moskwy. Zygmunt III słał za nim rozliczne listy, wydając polecenia i zapewniając o swoim poparciu. Znalazłem jednak jeden wątek korespondencji o nieco lżejszej (przynajmniej dyplomatycznie) wadze. Monarcha zlecił bowiem posłowi zakup… futer z kun:
Za tą bytnością Uprzejmości Waszej w ziemi moskiewskiej radzilibyśmy, abyś nam Uprzejmość Wasza na potrzebę nasze czterdzieści soroków[1] kun kupić rozkazał. Co by były prawie cudne i przednie, gdyż tam tego niemało się najduję i nie trudno o przednie kuny, o które żądamy, aby się Uprzejmość Wasza tak jako sobie samemu sposobił. Co Uprzejmości Waszej w skarbie naszem przyjęto i wytrącone będzie.
W sumie ciekawe czy królowi faktycznie chodziło o futra z kun czy może soboli? Z drugiej strony w przypadku tych drugich zazwyczaj mamy dokładny zapis źródłowy mówiąc o sobolach, więc chyba trudno tu o pomyłkę.


[1] Sorok to 40 futer, więc zapis oznacza ’40 x 40’.

poniedziałek, 22 lipca 2019

Przeszło tysiąc Jezuitów w odzież piechoty węgierskiej przybranych



[Tydzień z Zygmuntem III – wpis 1/7]

Zaczynamy blogowy tydzień z Jego Królewską Mością Zygmuntem III Wazą, z Bożej łaski królem Polski, wielkim księciem litewskim, pruskim, mazowieckim, żmudzkim, inflanckim a także dziedzicznym królem Szwedów, Gotów i Wandalów. Wylądujemy w 1594 roku w Szwecji, gdzie Zygmunt przybył by koronować się na króla Szwecji po śmierci swojego ojca, Jana III. Tam już dobry stryjek, Karol książę Sudermański[1], rozsiewał odpowiednią propagandę, starając się zwrócić opinię publiczną przeciw polskiemu władcy. Biskup Paweł Piasecki w swojej kronice przytacza zapiski dotyczącej tej propagandowej wojny, zwłaszcza argument o jezuitach przebranych za hajduków jest przedni – jakie pole do popisu dla znajomych szlafrokowych reenaktorów (pozdrawiam!).





[1] Którego znamy też pod późniejszym mianem Karola IX.

niedziela, 21 lipca 2019

In extraordinary good equippage



Rocznicowo, bo to przecież w lipcu 1655 roku feldmarszałek Arvid Wittenberg wkroczył na czele swojej dywizji na tereny Korony. Wspominałem kilka lat temu o organizacji tego zgrupowaniu, w oparciu o relację Patricka Gordona. Tym razem kolejna wzmianka z pamiętników naszego znajomego Szkota. 
Pod datą 14 lipca 1655 zapisał, że armia składa się z 34 brygad piechoty i 7000 rajtarów (ruiters) z porządnym parkiem artyleryjskim (gallant traine of artillery). Szkot wspomniał o dobrym stanie tych wojsk, gdzie jazda była wyposażona w porządne konie (being very well mounted), co przecież nie zawsze się zdarzało. Piechota miała być zarówno wyekwipowana jak i odziana (well cloathed and armed), a nade wszystko oficerowie mieli być niezwykle dobrze wyposażeni (in extraordinary good equippage). Co jednak ciekawe, dzień wcześniej mamy zapisek o tym, że Gordona wysłano do Szczecina by zakupił  broń białą i buty dla żołnierzy, więc z tym porządnym wyposażeniem to może nie do końca prawda. 

sobota, 20 lipca 2019

Nie ma państwa, w którym polityka byłaby tak trudna jak w Polsce



Phillipe le Masson (Dupont) pozostawił po sobie bardzo interesujące zapiski dotyczące życia i czynów Jana III Sobieskiego. Francuski inżynier wychwala w swoich pamiętnikach Jana III,  skupiając się na jego przewagach militarnych w walkach z Turkami i Tatarami.  Zdarza się jednak, że tu i ówdzie Dupont komentuje z niejaką uszczypliwością lub przyganą zjawiska które widział w Polsce. Poniżej taki właśnie fragment dotyczący systemu elekcyjnego:
Elekcja królów Polski odbywa się na dwa sposoby: albo poprzez wolne zgromadzenie szlachty albo jedynie przez senat i sejm[1]. Pierwszemu rodzajowi elekcji zawsze towarzyszą zamieszki i niepokoje. Rzadko okazywał się on korzystny dla Rzeczypospolitej z powodu zgromadzenia niezliczonej rzeczy różnych temperamentów, nieświadomych, co naprawdę jest dla niej korzystne, i gotowych poświęcić wszystko dla prywaty. Taki czy inny minister obcego państwa często próbuje nimi manipulować wedle własnej woli, wydając dużo pieniędzy. Ale zwykle zostaje wystrychnięty na dudka, gdy sądzi, że sprawy układają się najkorzystniej z punktu widzenia księcia, któremu służy.
Nie ma państwa, w którym polityka byłaby tak trudna jak w Polsce. Wybitne umysły, wielcy ludzie wykształceni w dyplomacji i wyrobieni w najdelikatniejszych kwestiach mają mnóstwo trudności z osiągnięciem sukcesu w tym kraju. Większość zgromadzonej szlachty hamuje mądre i rozsądne projekty obywateli, którzy poświęciliby wszystko dla dobra i chwały narodu przy wyborze króla, gdyby mieli większe możliwości. Jednak podejmowane wysiłki często zostają udaremnione przez prywatne interesy i pasje. Tak dzieje się zawsze przy okazji elekcji odbywających się w sposób, jaki opisałem. Są one tym bardziej niespokojne i niebezpieczne dla Rzeczypospolitej, im większa liczba szlachty bierze w nich udział. Nazywa się je elekcjami na koniu i towarzyszy im zawsze rozlew krwi.


[1] Jak widać Francuz niezbyt zrozumiał ideę sejmu elekcyjnego, stąd nagle pojawiły się u niego dwa sposoby elekcji.

środa, 17 lipca 2019

Kadrinazi radzi i odradza - cz. XXIV



Świeżo z drukarni dotarła do mnie książka Landsknechts on Campaign. Battle and Siege Scenes in Detail from Geisberg’s German Single Sheet Woodcuts of the early 16th century, opracowana i wydana przez Marion McNealy. Wspomniany w podtytule Max Geisberg (1875-1943) wydał w swoim czasie kilka książek z XVI-wiecznymi drzeworytami i niniejsza praca (która, jeżeli dobrze pójdzie, będzie pierwszym tomem w serii) to wybór przedstawień bitew i działań oblężniczych z jego pracy, uzupełnionych przez kilka dodatkowych drzeworytów. Autorka przedstawia nam najpierw pokrótce historię powstania formacji lancknechtów i żołnierskiego życia w pierwszej połowie XVI wieku. Następnie przechodzimy do tego co tygrysy lubią najbardziej czyli samych drzeworytów. Znajdziemy tu 22 „główne” drzeworyty, każdy poprzedzony krótkim wstępem historycznym opisującym daną bitwę czy oblężenie. Następnie każdy z drzeworytów rozłożony jest na części pierwsze, z ukazaniem wielu detali – od walczących piechurów i kawalerzystów po życie obozowe. Lista prac wygląda następująco:



Wśród autorów drzeworytów oczywiście same znane nazwiska, jak Sebald Beham czy Erhard Shone. Oprócz lancknechtów znajdziemy tu także sporo wizerunków wojowników tureckich, stron walczących w wojnie szmalkaldzkiej czy konfliktu z anabaptystami. Zdecydowanie nie jest to książka do przeczytania ‘na raz’, to coś do czego będzie się wracać i wracać, by analizować kolejny szczegół czy fragment.
Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to zdecydowanie trzeba mieć. Miłośnicy lancknechtów bez wątpienia pokochają tę książkę, znajdą tam bowiem mnóstwo ciekawych szczegółów dotyczących wyglądu ich ulubionej formacji. Oczywiście jest to też bardzo ciekawy dodatek do biblioteki czytelników zainteresowanych XVI-wieczną wojskowością i ikonografią ukazującą konflikty z tego okresu.

wtorek, 16 lipca 2019

Ostatnim ładunkiem



Interesująca przygoda pana Bogusława Kazimierza Maskiewicza z 1647 roku, kiedy to wraz z dwoma towarzyszami, jadąc tylko w pojedynkowych saniach, utknął z powodu zawierzuchy i śniegów wielkich w szczerym polu. Trzem sługom księcia Wiśniowieckiego przyszło spędzić noc w znalezionym bajraczku (szałasie). Tak oto pan Bogusław opisał jak udało im się przetrwać noc:
Stanąwszy tedy w chruścinie nałamałem chrustu i wyjąwszy siana trochę, co w saniach pod nogami było, nakręciwszy bandolet, podsypię procha, ale się i ogień nie jął siana, w które nogami natrzęsiono było śniegu. Nie było, tylko 12 ładunków, do tego przyszło aż do ostatniego ładunka. Wsypałem połowę na panewkę, a gacie wszystkie poszarpałem, okręcając korek, żeby się zatłała chusta, ale i to nie pomogło, aż do tego ostatniego ładunka zakradła się iskierka w sienie, na którą ostatek wysypałem prochu, i już się zajęło siano. Tamże całą noc chrust przykładaliśmy sobie, który tylko tkał, a nie gorzał, mało też i ciepła było, więcej dymu, od którego nazajutrz, choć dzień był pogodny i mroźny, świata nie widziałem.
Na szczęście towarzysze Maskiewicza wsadzili go rano na sanie i całą trójka dotarła do Olszanki, w której urzędował Bazyli Tatomir, rotmistrz piechoty nadwornej księcia Wiśniowieckiego. Tam całe towarzystwo mile sobie popiło, a sam Maskiewicz, choć omackiem pijąc, dzięki dobroczynnemu działaniu miodu odzyskał wieczorem wzrok.

sobota, 13 lipca 2019

Na śniadanie po kawałku chleba i piwa po kufelku



Ciekawy fragment źródłowy, znaleziony w ‘Historii artylerii polskiej’ Konstantego Górskiego. Dotyczy wyprawy hetmana polnego koronnego Mikołaja Sieniawskiego do Mołdawii w 1552 roku. Armia hetmańska miała zabrać ze sobą pewną ilość dział, sporządzono więc podsumowanie w którym zapisano jaki prowiant mieli otrzymywać puszkarze i furmani, ciągnący z wojskiem. Smacznego!