In memoriam...

Pamięci mojego Taty, Andrzeja Paradowskiego. Mam nadzieję, że będziesz tu zaglądał, gdziekolwiek teraz jesteś...

czwartek, 28 kwietnia 2016

Kadrinazi radzi i odradza - cz. IX


Temat bitwy pod Trzcianą jest mi (zwłaszcza ostatnio) niezwykle bliski, z dużym zainteresowaniem przyjąłem więc opublikowanie przez wydawnictwo Bellona nowego zeszytu z serii „Zwycięskie bitwy Polaków”, dotyczącego właśnie tego starcia. Autorem „1629 Trzciana” jest Tomasz Mleczek; szybkie wyszukanie w sieci wydaje się wskazywać, że to dr Tomasz Mleczek, opiekun zbiorów Gabinetu Genealogiczno-Heraldycznego Zamku Królewskiego w Warszawie.
Zeszyt liczy 90 stron, przyjemnie to wygląda bo czytelnik może tam znaleźć mnóstwo kolorowych ilustracji: od obrazów z epoki po zdjęcia eksponatów muzealnych. Perełką jest zwłaszcza plan bitwy pod Kokenhausen z 1601 roku ze zbiorów MWP w Warszawie (podpowiem – według ryciny G. Lauro, o czym autor już nie wspomniał). Niestety, ilustracje to jedyny plus tego krótkiego opracowania…
Zeszyt to de facto krótka historia konfliktów polsko-szwedzkich w okresie 1600-1629, samej bitwy autor poświęcił raptem 10 stron. Dużo miejsca zajmuje opis wyposażenia i organizacji walczących stron, niestety mamy tam do czynienia z dużą ilością błędów. Przykładowo jazda kozacka jest tu jazdą średniozbrojną; koronna rajtaria dzieli się na duże regimenty; szwedzcy rajtarzy dosiadali rosłych i ciężkich zimnokrwistych koni, Gustaw II Adolf używał w swojej armii łuczników. To tylko drobna próbka, naprawdę jest tego dużo więcej.
Jeszcze gorzej jest z samym opisem bitwy: poczynając od błędnego datowania (autor podaje 25 czerwca, chociaż bitwa miała miejsca 27 czerwca), po kuriozalne czasem opisy starcia (jazda kozacka w szarży składa rohatyny – chociaż królestwo temu, kto będzie w stanie znaleźć dowód źródłowy na używanie tej broni w toku wojny 1626-29; 3000 rajtarów ma jednocześnie oddać salwę do szarżujących sprzymierzonych; Gustaw Adolf jest biegły w tajnikach walki). Niestety autor powtarza wciąż pokutujące w polskiej (i nie tylko) historiografii błędy: masakra jazdy szwedzkiej, pułkownik Eric Soop ratujący życie króla, syn feldmarszałka Wrangla prowadzący ostatni kontratak jazdy szwedzkiej. Żadnych nowych wniosków, żadnych nowych badań – po prostu wklepanie starych błędów, okraszonych wziętymi z kapeluszami opisami wojsk, o których autor ma najwyraźniej nikłe pojęcie.
Szybkie spojrzenie na listę bibliografii wręcz zjeżyło mi resztkę włosów na głowie. Mamy tam jedno (tak, słownie jedno) źródło i to bardzo pośrednio dotyczące bitwy (chodzi o Pamiętniki do panowania Zygmunta III, Władysława IV i Jana Kazimierza). Do tego cztery opracowania, na czele z Rapier i koncerz. Z dziejów wojen polsko-szwedzkich Leszka Podhorodeckiego, na którego błędnym opisie oparł przebieg bitwy autor zeszytu. Woła to wręcz o pomstę do nieba, bo też ilość materiałów dostępnych nawet w sieci (kronika Piaseckiego, kronika Hoppe’go, Pamiętniki o Koniecpolskich, źródła dotyczące bitwy opracowane przez Ottona Laskowskiego) wystarczyłyby do uniknięcia takich chociażby bzdur jak datowanie bitwy.
Przykro mi, ale muszę użyć dosadnych słów: dawno takiego gniota pseudohistorycznego nie czytałem. Dr Mleczek powinien się wstydzić, że popełnił coś tak fatalnego, pełnego błędów, nie wnoszącego nic do wiedzy o bitwie pod Trzcianą. Bellona sprezentowała nam ślicznie wydanego bubla…

Końcowa ocena [według rankingu: trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to po trzykroć zdecydowanie unikać.

czwartek, 7 kwietnia 2016

Nowa książka, czyli przyjemności z pruskiej kąpieli


Miło mi poinformować, że na blogu zapanuje przez pewien czas cisza w eterze... Dlaczego miło? Jest to bowiem związane z książką, nad którą obecnie pracuję. Wydawnictwo NapoleonV rozpoczyna nową serię, zatytułowaną Armie Bitwy Wodzowie. Na pierwszy ogień pójdzie tu moja praca, o roboczym tytule Trzciana 1629. "Gorąca kąpiel" Gustawa II Adolfa. Z ogólnym zarysem serii jak i ze wstępnym planem książki można się zapoznać w odpowiednim wątku na forum historycy.org. Próbujemy wcelować w datę wydania na rocznicę bitwy, więc czasu mało a roboty sporo (chociaż sirca about 1/3 już napisana, więc nie jest źle...). Trzymajcie  kciuki, ja wracam do pisania.

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Coś miłego, coś archiwalnego, coś ciekawego


Archiwum Główne Akt Dawnych sprawiło dziś bardzo miłą niespodziankę, zamieszczając na szukajwarchiwach,pl ogromną ilość materiałów z Archiwum Skarbu Koronnego. Można tam znaleźć wiele  popisów armii koronnej (od XVI do XVIII wieku) i rachunki z podejmowania poselstw zagranicznych. Tu link do całości (nie zeskanowano tylko dokumentów dotyczących królewszczyzn). Każdy z dokumentów można obejrzeć w powiększeniu, świetna sprawa zwłaszcza w przypadku rolli popisowych. Duuuuuużo ciekawej lektury, polecam.

niedziela, 3 kwietnia 2016

Hajducy i kozacy spod Przemyśla


W czerwcu 1653 roku sejmik ziemi przemyskich ustalił wystawienie wyprawy łanowej. W jej skład miała wchodzić zarówno piechota (dowodzona przez Piotra z Siecina Siecińskiego) jak i jazda (pod komendą Kaspra Wojakowskiego jako pułkownika oraz Krzysztofa Ostrowskiego i Aleksandra Kruszelnickiego jako rotmistrzów).
Chorągiew piechoty miała zostać wystawiona z miast i z miasteczek, tak z dóbr J. Kr. Mci duchownych i ziemskich, to jest z dwudziestu domów jednego hajduka, a od Żydów dwudziestu ośmiu osiadłych domów także jednego pieszego. Hajducy mieli zostać wysłani w barwie, w żupanach błękitnych, w deliach czerwonych, z muszkietami dobrymi, lontami, prochami, kulami, rydlem , żywnością.
Reguły konnej wyprawy łanowej także zostały dokładnie opisane: przyjmowanie do tej służby łanowego żołnierza ma być porządne po kozacku w pancerzach, misiurkach, zarękawicach, z bandoletem, pistoletami na dobrych koniach, których nie ma jeden towarzysz do boju tylko po jednemu mieć.

Szkoda tylko, że tak pięknie opisana wyprawa łanowa nie popisała się w czasie kampanii, o czym pisałem rok temu.  

wtorek, 29 marca 2016

Tarcze proste bez pozłoty skórą powleczone


Kilka wyjątków z Taxy żywności i rozmaitych rzeczy w 16 wieku, czyli spisu cen z Krakowa w Roku Pańskim 1573. Ten niezwykle interesujący dokument regulował ceny usług i produktów, od żywności po elementy ekwipunku wojskowego. Zatrzymam się oczywiście przy tym ostatnim:

I. Cennik siodeł
- siodło hiszpańskie z blachami polerowanymi i śrubami po złotych 3
- siodło hiszpańskie z blachami zupełnie także polerowanymi po złotych 3
- siodło brunszwickie z blachą, na dwa palce w szerz. około kraiu po złotych 2
- siodło włoskie z puduszkami i w siadzeniu z zamkiem, ochędożno usłane po zł 1 gr 15
- siodło tureckie proste po zł 1 gr 10
- siodło włoskie bez zamku z poduszkami (zł) 1 gr 6
- siodło tureckie szafianem obłożone (zł) 1 gr 26
- siodło tureckie po kraiach białą skur(ą) onbłoż(one) (zł) 1 gr 15
- siodło małe dimintr gr 20
- sarczuk bez szafianu gr 24
- siodło woźnicze gr 18

II. Wśród przedmiotów wytwarzanych przez ślusarzy można znaleźć min.:
- strzemiona husarskie pobielane po groszy 5
- groty na spisy[1] po groszu 1 ½
- groty do kopii usarskich po grosz 2
- groty pobielane cyną po groszu 6
- groty wielkie do usarskich kopii po gr. 4
- strzemiona z blachami husarskie, groszy 10

III. Cennik dla Corrigiatores Alias Rymarze zawiera z kolei:
- nagłówek husarski z cuglą juchtoą gr. 10
- puszliska szyte tak z czarnej jako i czerwonej skóry, do strzemion usarskich, z blachami na trzy place w szerz groszy 8
- puszliska husarskie wąskie do strzemion prostych groszy 5

IV. Istna perełka to cennik malarzy:
- wielkie drzewo, kopiinica z grotem po gr. 12 bez grotu po groszy 10
- usarskie proste nie dęte pomalowane bez grota po groszy 8
- usarskie dęte malowane czerwoną i białą farbą bez pozłoty i bez gratu po groszy 15
- tarcze proste bez pozłoty skórą powleczone groszy 36




[1] Piki. 

poniedziałek, 28 marca 2016

Pan Sebastian z żoną i dziatkami


Dzisiejszy wpis poświęcony będzie bardzo ciekawemu przykładowi dokumentu wydanego w grudniu 1648 roku w Kijowie przez kancelarię Bohdana Chmielnieckiego. Jest to Uniwersał, czyli Karta Bezpieczeństwa, wydany od Hetmana Zaporozskiego Bohdana Chmielnickiego Panu Sebastyanowi Śnietyńskiemu. Nie wiem czym sobie ów pan Sebastian zasłużył na taką opiekę ze strony kozackiego wodza, niemniej jednak zarówno on jak i jego żona i dziatki mieli oto być chronieni hetmańskim ukazem od wszelakich najazdów gwałtownych i dobrowolnych popasów, noclegów. Szlachcic otrzymał także swobodę przemieszczania się, aby zawsze bez żadnej trudności i uprzykrzenia dobrowolnie go przepuszczali. Chmielnicki nalegał, by pułkownicy, setnicy i atamani zapoznali się i przestrzegali ściśle – bo pod gardłem – tego rozkazu.

Bardzo charakterystyczne są dwie rzeczy: po pierwsze podkreślane jest rozróżnianie pomiędzy Kozakami z wojsk naszych zaporozskich, a wspierającymi powstanie chłopami. Po drugie Chmielnicki tytułuje się hetmanem z wojskiem Jego Królewskiej Mości zaporozskiem, podkreślając relację Kozaków z monarchą polskim.  


sobota, 26 marca 2016

Pechowa freikompania kapitana Johana - uzupełnienie


Dziś wpis króciutenki, ale warto się pochwalić, jak taki ‘kanapowy historyk’ jak ja ma czasami nosa. Dwa lata temu wrzuciłem wpis o freikompanii Johana Storcha/Storka, walczącej w okresie 1626-27 w składzie armii koronnej w Prusach. Zastanawiałem się tam, jakie były dalsze losy tego oddziału, po tym jako jego kapitan poległ pod Oliwą. Zaryzykowałem tezę, że dowództwo objął kapitan Tysenhaus, gdyż freikompania pod jego komendą wchodziła potem w skład garnizonu Pucka. Okazuje się, że miałem w 100 % rację (werble i trąby, please!). Dzięki ogromnej uprzejmości dra Przemysława Gawrona (w pas się kłaniam czapką służbową z czaplim piórkiem!) wszedłem w posiadanie nowych (dla mnie oczywiście) źródeł dotyczących składu i liczebności regimentu Gustava Sparre. Jedną z kompanii dowodzi tam nie kto inny a Dittloff Tyzenhaus, który objął dowodzenie tym oddziałem po śmierci Johanna Storka. Od października 1627 roku do maja 1628 roku kompania miała etatową liczebność 130 żołnierzy. W informacji dotyczącej komputu koronnego w 1629 roku wiemy, że Tyzenhauz jeszcze latem tegoż roku wciąż dowodził tym oddziałem, acz kompania miała wtedy 205 żołnierzy etatu.