wtorek, 8 marca 2022

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XLVIII

 


Tym razem recenzja, którą obiecywałem jakiś czas temu na moim blogowym FB. Chodzi mianowicie o książkę Armia Chanatu Krymskiego. Organizacja i taktyaka (XV-XVIII w.), której autorem jest Amet-chan A. Szejchumierow. Praca składa się z krótkiego wprowadzenia i z trzech rozdziałów. Pierwszy z nich opisuje dotychczasowy stan badań tytułowego zagadnienia i omawia najważniejsza źródła dotyczące wojskowości tematu. Pozostałe dwa rozdziały to omówienie organizacji armii i taktyki tatarskiej.

Rozdział opisujący organizację armii Chanatu jest z kolei podzielony na kilka podrozdziałów (te z kolei na kolejne części). I tam mamy tu zagadnienie struktury wojskowej, w której autor omawia gwardię chańską (tak pieszą jak i konną), artylerię, oddziały szlachty krymskiej, pospolite ruszenie, a także służbę (jak stajenni, pasterze, etc). Druga część tego podrozdziału mówi o organizacji wojsk, mamy tu omówienie takich zagadnień jak kosz, boluk, bayrak i ałaj. Następna część to omówienie cudzoziemców w armiach Chanatu, rekrutowanych spośród tych mieszkających na Krymie jak i poza nim (rozliczne ordy nogajskie). Sporo miejsca poświęcono tu różnego rodzaju Kozakom w armiach Chanatu, a także ludom z Kaukazu. Ostatnia część tego rozdziału to zagadnienie reform wojskowych Szahin Gereja z lat 1775-1783, zmierzających do wykształcenia zawodowej armii.

Rozdział trzeci to analiza taktyki wojsk krymskich. Także i tu znajdziemy podział na kolejne części. Pierwsza z nich to taktyka Tatarów ‘w walkach na polu’, od przygotowania do bitwy, przez harce, po taktyki w samej bitwie (np. taniec tatarski czy próby oskrzydlenia przeciwnika). Autor omawia tu zarówno walkę przy użyciu łuków jak i starcia wręcz; pozorowane ucieczki i ataki z zaskoczenia. Na koniec tej części możemy też poczytać o zmianach w taktyce tatarskiej na przestrzeni wieków. Druga część tego rozdziału to walka przeciw oddziałom używającym broni palnej, a także zagadnienie używania takiej broni przez samych Tatarów. Kolejna część to przykłady walki na wyczerpanie i osaczanie przeciwnika. Następna zaś dotyczy dowodzenia wojskami tatarskimi – ze szczególnym uwzględnieniem znaków bojowych i instrumentów. Piąta część rozdziału omawia walki z taborem i sposoby w jaki Tatarzy starali się go pokonać. Kolejna część to omówienie strat tatarskich w bitwach, gdzie autor analizuje różne przekazy źródłowe, wskazując jak często zawyżane były liczby tak walczących jak i poległych Tatarów. W części siódmej znajdziemy przykłady działań oblężniczych i szturmów. Rozdział kończy część mówiąca o stosunku zwycięstw i porażek tatarskich, gdzie autor często poddaje w wątpliwość to co źródła z epoki mogły podawać jako zwycięstwo nad Tatarami.Czytelnik znajdzie tu też jeden aneks, z liczebnością wojsk z bronią palną za panowania chana Sahiba-Gireja I (1532-1551). W tekście znajdziemy sporo ilustracji przedstawiających Tatarów, głównie z XVIII i XIX wieku.

Na końcu książki znajdziemy niezwykle obszerną bibliografię, składającą się z 850 pozycji (z tego 317 źródłowych). Jest ona ponumerowana, autor stosuje bowiem bardzo przeze mnie nielubiany sposób przypisów. Wszystkie odnośniki bibliograficzne zapisane są w tekście, np. w formie ‘poniesiono duże straty (12, s.68)’, więc chcąc się dowiedzieć skąd autor zaczerpnął daną informację, trzeba przewertować do końca książki i znaleźć odpowiednią pozycję. Jest to o tyle irytujące, że czasami taki cytat z przypisem podany jest bez kontekstu (np. daty rocznej), co jeszcze bardziej konfuduje w czasie lektury. A że jest ich naprawdę sporo (bo czasami mamy kilka takich odnośników w jednym akapicie) to bardzo szybko lektura staje się męcząca. Znalazłem też jeden błąd w bibliografii (być może przy składaniu wersji polskiej?), gdzie Żywot Tomasza Zamojskiego autorstwa Żurkowskiego został zaliczony do opracowań, podczas gdy powinien znaleźć się wśród źródeł. Odkładając jednak na bok zagadnienie irytujących przypisów, wypada skomentować treść książki. To bardzo interesujące opracowanie, niezwykle dokładnie analizujące różne zagadnienia dotyczące wojskowości tatarskiej: od liczebności do taktyki. Autor porusza tu wiele niezwykle ciekawych zagadnień, dodając wiele do dyskusji dotyczącej chociażby liczebności wypraw tatarskich i możliwości mobilizacyjnych Chanatu1. Bardzo duża ilość materiałów źródłowych dotyczących wojskowości tatarskiej sprawa, że praca ta bez wątpienia stanie się niezbędną dla każdego historyka badającego konflikty z udziałem Chanatu. Nieco słabiej wypadają fragmenty gdzie autor podaje – jako porównanie – fragmenty dotyczące innych konfliktów. A to cytuje nieaktualne już badania (rozstrzelanie husarii pod Gniewem w 1626 roku), wyciąga dziwne wnioski dotyczące taktykę wojsk polskich w czasie wojny 1626-1629, czy wreszcie podaje anegdotyczne wręcz wydarzenie jakim miało być przejść brandenburskiego regimentu kirasjerów na stronę Tatarów w czasie Potopu2. Nie wiedzieć też skąd, husaria według tej książki miała na uzbrojeniu ‘długie piki’ – nie wiem tylko czy to błąd autora czy tłumacza.

Podsumowując, mimo że wciąż będę narzekał na fatalny sposób zapisu przypisów bibliograficznych, jest to bardzo dobre opracowanie, omawiające w nader wyczerpujący sposób różne aspekty tatarskiej wojskowości. Ogromną ilość drobnych cytatów i odnośników do bibliografii może być nieco męcząca na czytelnika, ale jednocześnie pozwala na dogłębne zarysowanie tytułowych zagadnień. Końcowa ocena [według rankingu: trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to w tym przypadku trzeba mieć, zwłaszcza jeżeli ktoś jest zainteresowany tatarską wojskowością lub konfliktami z Chanatem.

1 A to zawsze drażliwy temat, o którym można się było nawet ostatnio przekonać w komentarzach na moim blogowym FB. Cóż, historia to zawsze rzecz otwarta na interpretacje…

2 Po pierwsze armia brandenburska nie miała jednostek kirasjerów, po drugiej oficer nazwiskiem Kahlkopf nie figuruje w żadnym znanym spisie dowódców brandenburskich regimentów jazdy.

poniedziałek, 7 marca 2022

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XLVII

 


W tym tygodniu spróbuję nieco nadrobić zaległe recenzje na blogu. Na dobry początek zupełna nowość, przyszła pocztą dzisiaj rano. Ktoś może zapytać, i co, już przeczytana? Ano tak, praca nie jest może zbyt długa (113 stron), ale jest o tak interesującej tematyce i napisana w tak przystępny sposób, że wręcz ją ‘pochłonąłem’ (urok wolnych poniedziałków). Chodzi mianowicie o pracę rumuńskiego badacza Florina Nicolae Ardeleana, zatytułowaną On the borderlands of great empires. Transylvanian Armies 1541-1613, która właśnie się ukazała w ramach serii From Retinue to Regiment 1453-1618. Temat niezwykle ciekawy, nic więc dziwnego że od razu zabrałem się za lekturę. Jak zwykle zaczniemy od ogólnego opisu pracy, a potem nieco komentarzy ode mnie.

Praca podzielona jest na cztery rozdziały. Pierwszy z nich omawia historię Siedmiogrodu pomiędzy 1541 i 1613 rokiem. Możemy tu więc prześledzić próby utworzenia osobnego księstwa i rozliczne zawirowania polityczne pomiędzy zwolennikami niezależności a relacji z Habsburgami bądź Turcją. To nieomal kalejdoskop zmieniających się mniej lub bardziej wojowniczych władców, wśród których znajdziemy naszego dobrego znajomego Stefana Batorego. Czytelnik znajdzie tu także wiele informacji na temat organizacji administracyjnej Siedmiogrodu, sejmu i rady książęcej, a także specyficznego podziału społecznego kraju. Rozdział drugi omawia siedmiogrodzką wojskowość, z podziałem na poszczególne najważniejsze formacje. I tak mamy tutaj: szlachtę, wiejską milicję (pospolite ruszenie), Szeklerów, Sasów, gwardię książęcą, hajduków, a także pomniejsze grupy jak bojarzy czy strzelcy. Przy każdej formacji autor podaje dużo źródłowych informacji dotyczących wyposażenia, organizacji i działań bojowych w różnych konfliktach z udziałem Siedmiogrodu.W trzecim rozdziale autor opisał najważniejsze twierdze siedmiogrodzkie, ich system obronny, wyposażenie i garnizony. Znajdziemy tu zarówno fortece nadgraniczne jak i ufortyfikowane miasta. Ostatni rozdział to przegląd działań bojowych w latach 1551-1613. Mamy tu więc konflikty zewnętrzne, interwencje tureckie i habsburskie, a także kampanie Michała Walecznego. Opisane są tu też najważniejsze bitwy z udziałem wojsk siedmiogrodzkich.

W tekście znajdziemy nieco czarno-białych ilustracji z epoki: portrety władców i dowódców, przedstawienia bitew, oblężeń i fortec. Do tego dwie mapy z podziałem administracyjnym i trzy diagramy bitewne. Bardzo miłe dla oka są plansze kolorowe, autorstwa rumuńskiego rysownika Catalina Draghici. Pozwolę sobie wymienić spis wizerunków, bo na pewno może to zainteresować polskiego czytelnika. Wszystkie mają krótkie opisy na końcu książki. Łącznie z rysunkiem z okładki mamy tu 11 żołnierzy i jedno działko:

- konny gwardzista i pieszy hajduk (z okładki)

- konny szlachcic i uzbrojony wieśniak

- konny Szekler

- piechur saski z Sibiu + działko polowe

- drabant z granicy zachodniej

- niemiecki lancknecht z armii generała Castaldo

- hiszpański pieszy arkebuzer z armii generała Castaldo

- wołoski kurtan z armii Michała Walecznego

- śląski kirasjer z armii Basty

Jak widać interesująca mieszanka, bo mamy tu zarówno żołnierzy lokalnych jak i ‘gości’ z armii habsburskiej.

Szczerze mówiąc nie mam praktycznie żadnych krytycznych uwag, acz w jednym czy dwóch miejscach Stefan Batory jest opisany jako ‘king of Polish-Lithuanian Commonwealth’, co oczywiście nie jest do końca prawdą – z drugiej zaś strony w innym miejscu autor określa go właściwie jako ‘króla Polski’ więc to zapewne tylko drobne niedopatrzenie. Inna uwaga, acz ‘z zupełnie innej beczki’ , dotyczy tego, że książka jest relatywnie krótka, bo człowiek chciałby po prostu poczytać o tym więcej. Z czego jednak wiem, jest szansa na to, że autor wyda kolejną pracę (prace?) w tej serii, więc zdecydowanie trzymam za to kciuki. Książka ma naprawdę sporą bibliografię, włącznie ze źródłami archiwalnymi, w tekście widać że autor często po nie sięga, podając mnóstwo ciekawych szczegółów – czy to wyposażenia wojska czy też działań bojowych. A że ma naprawdę lekkie pióro, czyta się to bardzo przyjemnie.

Końcowa ocena [według rankingu: trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to zdecydowane trzeba mieć. Tematyka bardzo ciekawa, o której generalnie mało mamy przystępnych informacji w języku polskim i angielskim, stąd tez bardzo się chwali, że praca Ardeleana ukazała się w ramach From Retinue to Regiment 1453-1618. Napisana bardzo ciekawym językiem, oparta o wiele materiałów źródłowych, mimo niewielkiej objętości zawiera bardzo dużo pożytecznych informacji i przedstawia zarówno wycinek historii jak i wojskowości siedmiogrodzkiej.



poniedziałek, 31 stycznia 2022

Najmniej udany coup de grâce w historii

 


Przeszukując ostatnio Siedem ksiąg o czynach Karola Gustawa autorstwa Samuela Pufendorfa, natknąłem się na dosyć drastyczny, acz ciekawy opis z początku kwietnia 1657 roku. Patrol szwedzkich rajtarów, dowodzonych przez Erika Dahlberga, miał się natknąć na rannego polskiego żołnierza. Szwedzi chcieli mu zadać „cios łaski” i wtedy się zaczęło…

[Polak] leżał n a wznak, serce miał przeszyte dwoma kulami, zamknięte oczy, a krwawa piana wypływała mu z ust. Żołnierze uznali, że miłosiernym uczynkiem będzie skrócić cierpienia rannemu, skoro nie było nadziei na przeżycie. Jeden z nich zeskoczył zatem z konia, przyłożył mu pistolet do czoła i strzelił, tak że wypłynął mózg. Zraniony położył wtedy swoją prawą rękę na tej ranie, włożył palce do mózgu i krwi. Wtedy drugi żołnierz strzelił dwa razy, trafiając rannego między oczy, odłupując całkiem górną część czaszki. Jednak mimo to Polak dalej ruszał obu dłońmi w ranie. Szwed wbił mu wówczas swój rapier trzy albo cztery razy w serce. Polak zaś przy każdym pchnięciu przyciągał nogi i kładł rękę na piersi. Zadano mu jeszcze wiele ciosów od brzucha po szyję. Licznymi kulami przebito jego głowę i serce, tak że z rozłupanej czaszki płynęła krew, a mimo to poruszał dalej rękami i nogami i zaczął głucho jęczeć, tak jakby chciał coś powiedzieć. Wszyscy obecni bardzo się dziwili, że jeszcze ma świadomość, kiedy jego serce i czoło zostało tyle razy przebite. Przez pół godziny obserwowali to zdarzenie, w końcu zostawili go, a jeszcze nie wyzionął ducha.

poniedziałek, 24 stycznia 2022

Nieszczęśliwy wypadek, czy działanie umyślne



Ciekawy przykład ‘friendly fire’ który miał miejsce w czasie defilady, a nie w boju. Początek kwietnia 1657 roku, Karol X Gustaw spotyka się z Jerzym II Rakoczym. Rzecz opisał Samuel Pufendorf:

Dla uhonorowania Rakoczego ustawiono całą armię w szyku bojowym, a kiedy przybył z orszakiem tysiąca Węgrów i Kozaków, przyjęty został przez króla ze wszelkimi oznakami życzliwości. Armia powitała go dwoma salwami, uroczystymi dźwiękami trąb i bębnów, a także pozdrowieniem przez skłonienie chorągwi. Radość ta została niemało zakłócona śmiercią Adolfa, księcia Nassau, który, gdy stał przed swoim regimentem jazdy, został trafiony w głowę kulą wystrzeloną przed jednego ze swoich i zmarł. Nie wiedziano, czy był to nieszczęśliwy wypadek, czy działanie umyślne.

Jedyny Nassau którego udało mi się odnaleźć w tym okresie, a który faktycznie miał zginąć na początku kwietnia 1657 roku w Polsce to Philip von Nassau (syn Georga von Nassau-Beilstein-Dillenburg). Miał 27 lat, więc faktycznie mógł być dowódcą regimentu rajtarii – w spisach opublikowanych przez Mankella w marcu 1657 roku pojawia się przez chwilę regiment rajtarii ‘grafa Nassau’, którego nie ma w późniejszych spisach. Niestety nie posiadam pracy Tessina, która mogłaby rzucić na to nieco więcej światła – bo też w armii szwedzkiej służyło wtedy sporo młodych książątek, grafów i hrabiów niemieckich. 

sobota, 22 stycznia 2022

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XLVI



Dwa lata temu zachwalałem na blogu pierwszą część korespondencji wojskowej hetmana Janusza Radziwiłła. Ostatnio w końcu trafił do mnie, wydany w 2020 roku, drugi tom tej korespondencji, zatytułowany „Listy”, pora więc na kolejną porcję zachwytów. Tym razem grupa znakomitych historyków (Konrad Bobiatyński, Przemysław Gawron, Krzysztof Kossarzecki, Piotr Kroll, Andrzej Adam Majewski, Dariusz Milewski i Mirosław Nagielski) przygotowała dla czytelników zestaw listów pisanych przez i do hetmana Janusza Radziwiłła. Na blisko 300 stronach znajdziemy tu aż 220 listów, z okresu 1646-1655 (1646-1654 kiedy książę Janusz był hetmanem polny, a 1654-1655 kiedy był hetmanem wielkim). Gros z nich to po raz pierwszy wydane źródła archiwalne, acz znalazły się tu i te wydane wcześniej w XIX i XX wieku, ale w tym tomie opracowano je bez wcześniejszych błędów. Otrzymujemy tu kolejny niesamowicie interesujący zbiór źródłowy, dotyczący osoby hetmana, wojskowości litewskiej, konfliktów z Kozakami, Moskwą i Szwedami. Oczywiście nie jest to lektura najłatwiejsza: warto wiedzieć kto, do kogo i w jakich okolicznościach pisał; listy w języku polskim są gęsto przetykane łaciną, oprócz tego mamy tu też wiele listów pisanych w całości po łacinie (jak korespondencja z księciem Jakubem Kettlerem) a nawet kopie listów które zachowały się tylko w tłumaczeniu na język ruski (tak to nazwano we wstępie, jako że niestety bukw nie jestem w stanie łatwo odcyfrować, wierzę redaktorom na słowo). Z tego też powodu nie będzie to raczej ‘lektura do poduszki’, a przydatny materiał referencyjny i zbiór źródłowy do którego bez wątpienia będą chcieli zajrzeć miłośnicy epoki. Indeksy -  osobowy i geograficzny – także pomagają w używaniu tego tomu jako bazy źródłowej. „Listy”  to świetne uzupełnienie części pierwszej, przybliżając osobę i postawę hetmana Radziwiłła w omawianym okresie.

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to, jak przy pierwszej części, trzeba mieć. Uwielbiam tak dobrze przygotowane edycje źródłowe, nawet to że często muszę głowić się nad tłumaczeniem zwrotów łacińskich jest ledwie drobną niedogodnością. Jeżeli jesteście zainteresowani armią litewską czy hetmanem Radziwiłłem, to bez wątpienia powinniście dodać ją do swojej biblioteczki. 

poniedziałek, 17 stycznia 2022

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XLV

 


Wypadałoby w końcu wrzucić coś na blog, a nie tylko koncentrować się na FB. Co może być tu lepszego, niż kolejna recenzja? Dziś przyjrzymy się najnowszej pracy autorstwa Michaela Fredholma von Essena, czyli ‘Charles X’s Wars. Volume I – Armies of the Swedish Deluge, 1655-1660’. Jest to początek nowej mini-serii w ramach ‘Century of the Soldier 1618-1721’, jako że tematyka Potopu obejmie trzy tomy autorstwa tego autora.

Jak zwykle najpierw przyjrzymy się ogólnej organizacji pracy, a potem dodam nieco więcej szczegółowych komentarzy. Po krótkim wstępie w którym autor opisuje podział na tomy a także ogólne wstępne informacje edytorskie, czytelnik znajdzie tu bardzo długie i szczegółowe kalendarium wydarzeń od stycznia 1654 roku do lipca 1657 roku, obejmujący początek konfliktu Rzplitej z Moskwą, agresję Szwecji a także wejście Siedmiogrodu do wojny. Kolejny ‘rozdział’ to ‘dramatis personae’, jedno-dwuzdaniowe opisy najważniejszych dowódców z wszystkich walczących armii. Kolejna część to biogramy ośmiu monarchów państw biorących udział w konflikcie do 1657 roku (poza Danią i Norwegią, jako że ta będzie opisana w tomie trzecim). Pierwszy ‘właściwy’ rozdział opisuje przyczyny wybuchu wojny, zarówno na linii Rzplita-Moskwa jak i Rzplita-Szwecja. Kolejne rozdziały zajmują się, zgodnie z tytułem pracy, armiami biorącymi udział w konflikcie. Są to po kolei (w nawiasie ilość stron poświęconych każdej armii): Szwecja (52), Rzplita (44), Brandenburgia-Prusy (14), Moskwa (35), Kozacy (11), Siedmiogród (7), Święte Cesarstwo Rzymskie (5) i Tatarzy (19). Autor starał się opisać każda armię w podobny sposób: od organizacji, rekrutacji, liczebności, po wyposażenie i taktykę. Jak widać po ilości stron niektóre armie są jednak opisane znacznie pobieżniej od innych. Zdecydowanie najlepszą częścią są opisy armii szwedzkiej, oparte o liczne dokładne opracowania autorstwa szwedzkich historyków. Nie brak tu organizacji jednostek do poziomu kompanii włącznie, informacji o umundurowaniu czy broni. Rzplitej poświęcono sporo miejsca, opisy są głównie oparte o prace Jana Wimmera, Roberta Frosta i Richarda Brzezińskiego. Bardzo obszerny jest rozdział o armii moskiewskiej, która zdaje się bardzo interesować autora. Dziwne wydaje się aż tak obszerne opisanie armii tatarskiej, biorąc pod uwagę relatywnie mały wpływ Chanatu na działania wojenne. Książka kończy się sugerowaną pozostałą literaturą z różnych krajów, a także obszerną bibliografią w której rzuca się jednak w oczy (co zdaje się być typowe dla tego autora) brak źródeł archiwalnych – są tylko drukowane, a i tak w tekście książki znajdujemy relatywnie mało odniesień do nich.

Książka jest bogato ilustrowana, znajdziemy tu dużą ilość czarno-białych ilustracji – tak obrazów z epoki jak i zdjęć zachowanych egzemplarzy broni i ekwipunku, a także zdjęć i rysunków sztandarów. Siergiej Szamenkow, znany dobrze czytelnikom serii, jest autorem kolorowych plansz. Mamy tu ciekawą mieszanką 16 żołnierzy z różnych armii (trzech Szwedów, jeden Siedmiogrodzianin, trzech Polaków, jeden Litwin, czterech Moskwicinów, jeden Brandenburczyk, dwóch Kozaków i jeden Tatar). Oprócz tego Siergiej narysował kilka bardzo ładnych czarno-białych szkiców z wizerunkami żołnierzy. Czytelnik znajdzie tu też trzy bardzo ogólne mapy, ukazujące głównie działania w latach 1654, 1655, 1656.

Książka bez wątpienia ‘daje radę’ jako wprowadzenia dla tematu dla czytelników anglojęzycznych, nie znających materiałów w języku szwedzkim, polskim czy rosyjskim. Bardzo dobrą częścią jest szczegółowe kalendarium, chociaż autor czasami stosuje bardzo dziwny zapis nazw miejscowości, np. Ujście występuje tu pod niemiecką nazwą Usch. Szczerze mówiąc nie bardzo widzę sens w podrozdziale ‘dramatis personae’, bo długa lista nazwisk niewiele to wnosi do lepszego zrozumienia konfliktu. Rozdziały o wojskowości są o bardzo zróżnicowanej jakości – Szwecja, co zrozumiałe, opisane jest najdokładniej i zawiera dużo ciekawych informacji. Niestety o wiele gorzej jest w przypadku Rzplitej czy Kozaków: po części wynika to zapewne z braku możliwości dotarcia do odpowiednich materiałów, a po części z właściwego zrozumienia mechanizmów wojskowości tych ‘frakcji’. Autor wychodzi z błędnego założenia że w czasie Potopu polscy dowódcy uczyli się ‘zachodniej’ wojskowości od Szwedów i pod ich wpływem zmieniali strukturę i organizację armii – wniosek który jest daleki od prawy bo oparty o błędne założenia i brak znajomości źródeł. Autor myli też polską królewską gwardię nadworną z komputową, pisząc że całość była finansowana z królewskiej szkatuły. W armii litewskiej widzi czerkieskich petyhorców, dragonów ‘prawdopodobnie’ wyposaża we włócznie obok muszkietów, twierdzi też że rajtaria w Rzplitej nie różniła się praktycznie niczym od szwedzkiej (chociaż mamy dowody źródłowe na to, że przynajmniej część polskich rajtarów służyła w systemie towarzyskim). Przy opisie Kozaków (których nie wiedzieć czemu autor uporczywie zapisuje jako ‘cossacks’ a nie ‘Cossacks’) mamy np. wzmiankę o wzorowaniu się na stroju moskiewskim, używaniu bufiastych spodni czy nawet w niektórych przypadkach o walce ‘na gołą klatę’ w czasie lata. Ktoś powie że to wszystko drobne rzeczy – pewnie dla niektórych tak, ale z drugiej strony po co za wszelką cenę opisywać z takimi błędami armie o których najwyraźniej ma się słabe pojęcie? Czasami nader kuriozalny jest dobór ilustracji, na czele z XVIII-wieczny szyszakiem z metalowymi skrzydłami (z epoki saskiej) jako przykładem typowego szyszaka husarskiego w czasie Potopu – chociaż na szczęście znaczna część ilustracji jest o wiele lepiej dopasowana.

Ocena w rankingu blogowym [trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to można mieć. To generalnie wprowadzenie do tematu, gdzie najlepszą częścią jest kalendarium i opisy niektórych armii (zwłaszcza szwedzkiej),  na pewno będzie dobrze przyjęte na rynku anglojęzyczny gdzie brakuje dokładniejszych opisów tego konfliktu. Co prawda tom nie zawiera opisów żadnych bitew, wydaje mi się jednak że to znajdziemy w części drugiej, więc nie zaniżałbym z tego powodu oceny niniejszego tomu.

niedziela, 12 grudnia 2021

Nowa książka w sprzedaży


 

W sumie jakoś głupio wyszło, że wrzuciłem ogłoszenie wszędzie, tylko nie na blog... 9 grudnia weszła do sprzedaży moja nowa książka w serii 'Century of the Soldier 1618-1721', zatytułowana 'We came, we saw, God conquered. The Polish-Lithuanian Commonwealth's military effort in the relief of Vienna, 1683'. Jest to moja próba przybliżenia czytelnikom nie mającym dostępu do prac w języku polskim zagadnień związanych z organizacją, liczebnością i działaniami bojowymi wojsk polskich i litewskich w 1683 roku. 

Nieco więcej o książce na stronie wydawcy