środa, 15 listopada 2017

Ekstraordynaryjne poczty do obozu przysłali... - cz. XII


Jesienią 1625 roku hetman Stanisław Koniecpolski wyruszył z wojskiem kwarcianym na Kozaków. 25 października doszło do walk pod Kryłowem, gdzie Polacy próbowali zdobyć ufortyfikowany obóz kozacki. Po kilku dniach walk doszło 6 listopada do podpisania umowy, w której min. ustalano rejestr kozacki na 6000 ludzi. W wyprawie nie zabrakło wojsk prywatnych – magnaci przysłali Koniecpolskiemu liczne posiłki, zresztą wielu z nich pojawiło się u boku hetmana na czele swoich pocztów. Poniżej spis owych pocztów, jak zwykle ciekawa mieszanka wojsk.


poniedziałek, 13 listopada 2017

Zmiana barw klubowych w 1656 roku


Ciekawy wyjątek z pamiętników Patricka Gordona, tym razem dotyczący jego „zmiany stron” w 1656 roku. Szkot opowie nam w jaki sposób wyszedł z celi i znalazł się na służbie starosty sądeckiego Konstantego Jacka Lubomirskiego (to ten przystojny młodzian którego widzimy powyżej). Gordon już ponad 13 tygodni tkwił w niewoli, nic więc dziwnego że bardzo chętnie zgodził się na poprawę swojej sytuacji…
Starosta zapytał mnie po łacinie, czy chciałbym przejść na służbę Korony Polskiej. Odrzekłem „Z ogromną chęcią”. Pytał więc mnie dalej, czy wolałbym raczej służyć w gwardii królewskiej czy pod jego komendą. Odparłem, że wolałbym pod jego komendą. Na to znów zapytał, czy chciałbym zostać w garnizonie czy wyruszyć w pole [walczyć] u jego boku. Odpowiedziałem, że – będąc młodym człowiekiem – wolałbym raczej, jeżeli tylko obdarzy mnie taką łaską, służyć w polu, gdzie można zdobyć honor i wielce się zasłużyć.
Po kilku dniach faktycznie wyszedł z więzienia i trafił do prywatnej chorągwi dragonii młodego Lubomirskiego. Co ciekawe, Gordon wspomina że w czasie kiedy oddział maszerował by połączyć się z główną armią, powierzono mu zadanie wyszukiwania kwater. Dało mu to okazję zdobycia pistoletów i holenderskiego pałasza[1], nie wspomina jednak dokładnie w jakich okolicznościach pozyskał to uzbrojenie.



[1] Dutch sword. 

czwartek, 9 listopada 2017

Semeni na pasku Paska


Nasz  dobry znajomy Jan Chryzostom Pasek w czasie swojej kariery wojskowej walczył w szeregach różnych formacji armii koronnej. Pod komendą Czarnieckiego – włącznie ze słynną wyprawą turystyczną do Danii – stawał jako towarzysz chorągwi kozackiej. Na początku lat 60. przyszło mu jednak wykonywać różne „misje specjalne”, w czasie których dowodził nieco innymi żołnierzami. Wspominałem już kiedyś na blogu o jego walecznych dragonach, z którymi stawił czoła wolontarzom. Nieco później, bo zimą 1662 roku, z rozkazu Czarnieckiego został wysłany z eskortą do posłów moskiewskich. Tym razem przydano mu pod komendę ludzi  40 dobrych.  Byli to semeni, zapewne z chorągwi Franciszka Kobyłeckiego.  Formacja ta rzadko pojawia się na blogu, spójrzmy więc cóż też Pasek o nich wspomina. Nie ma tego zbyt wiele, ale na bezrybiu i rak ryba.
Pan Jan szybko pokazał żołnierzom kto tu rządzi: przykazuje im, żeby mię słuchali, żeby się trzeźwo chowali, a nie robili hałasów. Szybko udało im się spotkać z poselstwem moskiewskim, semeni nie sprawiali chyba żadnych problemów – przynajmniej Pasek nic o tym nie wspomina. Eskorta okazała się bardzo przydatna, gdy posłowie dotarli do Nowogródka. Stał tam na kwaterach skonfederowany pułk jazdy litewskiej, a jego żołnierze odmówili Paskowi prowiantu i podwód dla poselstwa. Ten nie dał sobie jednak w kaszę dmuchać, szybko objął komendę nad semenami i żołnierzami moskiewskimi (argumentując posłom, że tu o chodzi o kontempt i mego króla i waszego cara) po czym dokonał zbrojnej demonstracji przy wkraczaniu do miasta.
Zordynowałem ich tedy tak: semenów 40 i moja czeladź wprzód; strzelców moskiewskich, co od wozów, 15; po obydwu skrzydłach piechota z długą strzelbą, a Moskwa konna dopiero za nami. Takie zgrupowanie stanęło twarzą w twarz z 300 albo i więcej żołnierzy litewskich. Pasek nie ugiął się w obliczu bandoletów i strzelby konfederatów, twardo negocjując z Litwinami. Ważkim argumentem był w tym fakt, że semenowie i Moskwa muszkiety trzymają jak na widełkach (…) semenowie na paradzie stoją, Moskwa wszyscy armatno, bez ruśnice długiej żaden nie stąpi. Sprawa rozeszła się po kościach, poselstwo zajęło w końcu kwatery a Pasek prośbą i groźbą zdobył od mieszczan prowiant i podwody. Dalsza droga przebiegła bez większych problemów i semeni pana Jana mogli wrócić pod swoją macierzystą chorągiew.


wtorek, 7 listopada 2017

All, All, All, to follow him...


Dzisiejszy wpis zabierze nas do Szkocji, zresztą nieopodal miejsca gdzie jeszcze kilka lat temu mieszkałem, czyli Leith[1]. 2 maja 1662 roku generał Thomas Morgan, dowódca pozostałych jeszcze w Szkocji oddziałów angielskich,  przeprowadził popis swojego regimentu piechoty. Żołnierze ci mieli zostać wysłani do Portugalii, by walczyć przeciw Hiszpanom. Zobaczmy jak doświadczony[2] oficer podniósł morale swoich wojaków:
Wczoraj generał-major Morgan rozkazał swojemu regimentowi – liczącemu 1000 porządnych żołnierzy – wymaszerować z cytadeli w Leith i przemówił krótko do oficerów i żołnierzy, podkreślając jak Jego Wysokość[3] wysoce sobie ich ceni i jak dużą uwagę poświęcono w zorganizowanie ostatniego transportu pieniędzy i mundurów, z obietnicą rychłego uregulowania zaległości [w żołdzie]; że oto Jego Wysokość łaskawie wyznaczył regiment do honorowej służby za granicą [czyli w Portugalii]i że i sam generał postanowił wyruszyć tam z nimi, nie mając żadnych wątpliwości w ich gotowość do tak honorowe służby. W obliczu takiej przemowy nie podniósł się żadnej głos oporu [wśród żołnierzy], wszyscy – zarówno oficerowie jak i żołnierze – z wielką ochotą zakrzyknęli [że] „Wszyscy, wszyscy, wszyscy podążą [za Morganem] by służyć swemu Królowi i Krajowi”, na co generał kazał regimentowi powrócić do cytadeli, gdzie żołnierzom wydano pieniądze by mogli wypić za zdrowie Jego Królewskiej Mości.



[1] Obecnie część Edynburga, w XVII wieku port zapewniający ważne połączenia handlowe i transportowe dla szkockiej stolicy.
[2] Morgan walczył w armii Zjednoczonych Prowincji, potem u Bernarda Sasko-Weimarskiego a potem pod komendą Fairfaxa w czasie Angielskiej Wojny Domowej.
[3] Karol II Stuart. 

czwartek, 2 listopada 2017

Polacy z postępem czasu ugłaskani


Cytowałem kiedyś fragmenty relacji nuncjusza Ruggieri, dotyczące potencjału militarnego państwa rządzone przez Zygmunta Augusta. Był tam i fragment o wadach i zaletach Polaków, tym razem chciałbym zamieścić większy kawałek z tej rewelacji.  Zobaczmy ile z jego obserwacji przetrwało próbę czasy. Monsignore, prosimy...


wtorek, 31 października 2017

Dyscyplina na modłę polsko-moskiewską


Kilkakrotnie cytowałem na blogu fragmenty ze wspomnień Samuela Maskiewicza, zwłaszcza z okresu jego pobytu w Moskwie. Tym razem notka dotycząca skazania na karę śmierci jednego z pocztowych husarskich za, jakbyśmy to ujęli w dzisiejszej terminologii, obrazę uczuć religijnych.

Trafiło się też będąc na straży u jednej bramy rota Marchockiego[1], w której na poczcie towarzysza jednego był niejakiś Bliński, tenże upiwszy się strzelił kilkakroć do obrazu Najświętszej Panny, który był na tej bramie w murze wymalowany, o co skarga przyszła przed pana Gąsiewskiego od bojar. Osądzonoć go w kole na śmierć; i tak ręce poucinawszy na stos drew przed taż bramą złożony; włożono go na ogień i spalono.

Egzekucja wielce brutalna, miała zapewne mieć podwójne znaczenie: z jednej strony odstraszyć żołnierzy od podobnych zachowań, z drugiej pokazać mieszkańcom miasta że polski garnizon bardzo poważnie podchodzi do swojej zadania i jego dowódca egzekwuje dyscyplinę wśród swoich podkomendnych. Wydaje mi się, że nie bez znaczenia był fakt, że rzecz dotyczyła ‘tylko’ pocztowego’ – koło wojskowe mogłoby nieco przychylniejszym okiem spojrzeć na całą sprawę, gdyby był w nią zaangażowany towarzysz.



[1] Chorągiew husarska Mikołaja Marchockiego. 

wtorek, 24 października 2017

Zwycięska (acz ostatnia) bitwa admirała Jacoba


Dzisiaj rzadka wyprawa blogowa na morze, ale okazja ku temu dobra – zawsze bowiem chciałem napisać o pewnym artefakcie, a i data bliska memu sercu. 25 kwietnia 1607 roku w bitwie morskiej pod Gibraltarem, flota Zjednoczonych Prowincji zadała dotkliwą porażkę Hiszpanom. Nad samą bitwą nie będę się rozwodził, można o tym poczytać online, chciałem się jednak przyjrzeć jej jednemu epizodowi. Holendrami dowodził znany podróżnik i oficer Jacob van Heemskerk. Na swoim flagowcu Aeolus zaatakował hiszpański galeon San Augustin, flagowy okręt admirała Juana Alvareza de Avili. Obydwaj dowódcy zginęli w toku starcia, co ciekawe – van Heemskerk poległ zaraz na początku bitwy, kiedy to hiszpańska kula armatnia zgruchotała mu lewą nogę.

Wdzięczni rodacy uhonorowali admirała, składając go do grobowca w słynnym Oude Kerk w Amsterdamie. Zbroję którą nosił w czasie bitwy zawieszono nad monumentem w kościele, a po pewnym czasie trafiła ona do Rijksmuseum, gdzie można ją podziwiać do dziś. Jest to ciekawy przykład na to, w jakim rynsztunku stawali do bitwy morskiej tacy oficerowie jak van Heemskerk. Charakterystyczny jest brak lewego nabiodrka (cuisse), zgruchotanego w momencie trafienia kulą armatnią. Wraz ze zbroją zachował się i miecz admirała, który także trafił do zbiorów muzeum.