Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pospolite ruszenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pospolite ruszenie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 lipca 2022

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XLIX

 



Dzisiaj w kąciku recenzji znów coś po polsku. Niedawno temu ukazała się praca o bardzo ciekawej tematyce, zatytułowana Formacje zbrojne samorządu szlacheckiego województw poznańskiego i kaliskiego w okresie panowania Jana Kazimierz (1648-1668). Jej autorem jest Bartosz Staręgowski, jest to jego praca doktorska napisana pod opieką profesora Dariusza Kupisza. Jak to zwykle przy recenzjach, najpierw przyjrzymy się strukturze pracy, a potem skupimy się na różnych jej aspektach i szczegółach.

Zaczynamy od krótkiego wstępu, omawiającego ogólnie temat książki, bazę źródłową, aktualny stan badań tego zagadnienia a wreszcie omówienie struktury pracy. Następnie mamy pięć rozdziałów i siedem aneksów. Rozdział pierwszy jest o tyle ciekawy, że wykracza poza ramy czasowe książki, omawia bowiem (i tu wielka gratka dla mnie) wojska samorządowe za panowania Zygmunta III i Władysława IV. Mamy tu więc kwestię podziału administracyjnego obydwu tytułowych województw, a także różne formacje zbrojne wystawianie od okresu bezkrólewia przed objęciem rządów przez Zygmunta III, przez wojny toczone za jego panowania, aż po okres rządów Władysława IV. Widzimy tu więc, jak zresztą i w kolejnych rozdziałach, omówienie pospolitego ruszenia i wojsk powiatowych, w kolejnych częściach pracy znajdujemy też oczywiście wyprawy łanowe. Panowanie Jana II Kazimierza, czyli główne zagadnienie omówione w pracy, to rozdziały drugi, trzeci i czwarty. Pierwszy z nich dotyczy wojsk samorządowych w czasie walk z Kozakami (1648-1650), drugi w okresie „Potopu” (1655-1660), a trzeci okresu 1660-1668, skupiając się głównie na sytuacji w zniszczonych, w następstwie wojny szwedzkiej,  województwach wielkopolskich a także w czasie rokoszu Lubomirskiego. Rozdział piąty to analiza kadry oficerskiej dowodzącej wojskami samorządowymi, gdzie Autor analizuje pochodzenie społeczne, działalność wojskową i polityczną i buduje bardzo interesujący obraz dowódców samorządowych. Jeżeli chodzi o aneksy, to dwa to zestawienie struktur organizacyjnych wojsk powiatowych, dwa kolejne pospolitego ruszenia a jeden dotyczy wypraw łanowych. Niezwykle obszerny jest aneks szósty, w który znajdziemy informacje dotyczące 122 oficerów i urzędników omówionych w rozdziale piątym. Ostatni aneks to lista konstytucji sejmowych z okresu 1587-1668, dotyczących wojsk samorządowych.

Rozdziały 1-4 to istna kopalnia informacji o różnych formacjach i jednostkach wojsk samorządowych. Autor rysuje za każdym razem wyraźne tło wydarzeń prowadzących do powołania pospolitego ruszenia czy wojsk powiatowych – czy to w kontekście walk z Kozakami czy Szwedami. Omówione są zagadnienia finansowania wojska, jego liczebności, kadry i organizacji. W oparciu o znaczną ilość zachowanych dokumentów źródłowych, dostajemy to bardzo szczegółowe wypisy dotyczące każdej zaciągniętej jednostki, często wraz z opisami jej wyposażenia czy nawet sztandarów. Czytelnik znajdzie tu mnóstwo informacji dotyczących problemów z finansowaniem wojska, utrzymywania jego dyscypliny i działań bojowych. Sama lektura przypisów przynosi, dla tych którzy lubią potem sami grzebać w źródłach (to ja, to ja!), mnóstwo niezwykle ciekawych materiałów, do których można potem sięgnąć by dowiedzieć jeszcze więcej ciekawostek. Autor opisuje cały cykl formowania jednostek: od decyzji ich utworzenia, przez wszystkie związane z tym problemy, poprzez popisy, udział w walkach i różnorodne problemy po zakończeniu walk. Bardzo dokładnie opisane jest zagadnienie udziału wojsk wielkopolskich w czasie „Potopu” – od kompromitacji pod Ujściem do nieomal powszechnego powstania w okresie 1656-1657. Lekturę ułatwiają mapy i schematy autorstwa dra Staręgowskiego, które pomagają lepiej zrozumieć strukturę wojsk i opisywane działania wojenne. Te cztery rozdziały w bardzo dokładny sposób ilustrują wkład województw poznańskiego i kaliskiego w wysiłek obronny Rzplitej, jednocześnie znakomicie przedstawiają złożoną strukturę wojsk samorządowych i jej rolę w działaniach na terenie Wielkopolski i poza nią.

Bardzo szczegółowy jest rozdział piąty, dotyczący kadry wojsk samorządowych – tak pospolitego ruszenia jak i formacji zaciężnych. Widzimy tu wzajemną relację (a czasami jej brak) pomiędzy kandydatami na oficerów a ziemiami finansującymi wysiłek wojskowy. Możemy się dużo dowiedzieć na temat jakości i doświadczenia owej kadry, co pozwala lepiej zrozumieć zachowanie ich wojsk w czasie walk. Aneksy omawiające różne formy wojsk samorządowych to znów kopalnia informacji na temat typów wystawianych formacji, ich liczebności i okresu służby.

Książka jest oparta o bardzo rozległą bazę źródłową, gdzie niezwykle ważną rolę odgrywają źródła rękopiśmienne (takie jak komisje grodzkie ze zbiorów Archiwum Państwowego w Poznaniu), nie brak tez oczywiście dużej ilości źródeł drukowanych jak i opracowań. To kolejna ogromna zaleta tej pracy, bo dla dociekliwych stanowi ona świetny punkt wyjściowy dla badań nad tematem. Liczne tabele i wykresy pozwalają w łatwy sposób prześledzić skomplikowaną czasami organizację wojsk wojewódzkich. Bardzo przejrzysta struktura pracy, jasno wyjaśniona przez Autora we wstępie, także ułatwia lekturę, bo ułatwia szybkie ‘przeskakiwanie’ w ramach rozdziałów, jeżeli chcemy poczytać o konkretnym aspekcie czy okresie. Przyznaję że przeczytałem książkę w jeden dzień, lektura – mimo dużej ilości danych (no ale ja akurat uwielbiam tabelki) – sprawiła mi naprawdę dużą frajdę bo też tematyka jest tu niezwykle fascynująca.

Z uwag krytycznych nieco dziwi mnie używanie wszędzie w tekście określenia ‘arkebuzerzy’ a nie ‘arkabuzerzy’. Wiem że niektórzy badacze traktują to wymiennie, z kolei inni (włącznie z takim kanapowym historykiem jak ja) zawsze podkreślają jednak odrębność ‘arkabuzerów’ i stosują właśnie taką, zresztą zgodną ze źródłami, formę. Miałem jednak już okazję sobie na ten temat porozmawiać z Autorem omawianej pracy i trochę Mu o to pozawracać głowę (bardzo dziękuję za dyskusję). Drugą drobną uwagą jest kwestia angielskiego podsumowania pracy, zamieszczona na końcu książki. Niestety można się za głowę złapać, bo tłumaczenie wygląda bardzo słabo i wiele zdań nie ma tu większego sensu. To przykre, bo chociaż polski czytelnik raczej nie zwróci na to uwagi, to jednak warto żeby te kilka stron miało ręce i nogi. Stąd też drobny apel do historyków którzy zamieszczają w swoich książkach czy artykułach angielskie podsumowanie – Drodzy Państwo, naprawdę warto się do tego przyłożyć. Jeżeli tekst dotyczy zagadnień militarnych, proszę dać znać, zawsze chętnie pomogę to ogarnąć (łatwo można znaleźć do mnie kontakt czy to na blogu, FB czy przez Academia.edu). No ale to już taka dygresja, wracajmy do recenzji.

Końcowa ocena [według rankingu: trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to zdecydowanie trzeba mieć. Mamy tu bardzo dobrze opracowane zagadnienie wojsk wystawianych przez województwa poznańskie i kaliskie, oparte o bogatą warstwę źródłową i opisujące tak naprawdę dłuższy okres niż w tytule (więc i miłośnicy Zygmunta III i Władysława IV znajdą tu coś dla siebie). To bardzo ciekawa tematyka, do tego dobrze wpisana w kontekst kolejnych działań wojennych przeciwko Kozakom, Szwedom i Brandenburczykom. Zdecydowanie dla każdego kto interesuje się wojskowością polską w XVII wieku jest to bardzo przydatna pozycja. Należy mieć nadzieję, że dr Staręgowski będzie kontynuował badania w tej materii i ukażą się w przyszłości kolejne prace jego autorstwa.

poniedziałek, 1 marca 2021

Chorągiew trupem padłszy obronił

 



[Zdjęcie przedstawia chorągiew milicji lwowskiej, zdobytą przez Szwedów w 1704 roku. Potrzebne było mi coś w lwowskim klimacie…]

Kilkakrotnie pisałem na blogu o przypadkach zażartych walk o sztandary/chorągwie i poświęceniu chorążych ryzykujących zdrowie i życie w obronie flagi. Dzisiaj kolejny przykład do kolekcji, tym razem z bitwy pod Zborowem w 1649 roku. Bohaterem jest Stanisław Kowalski, stolnik lwowski, walczący w ramach pospolitego ruszenia swojej ziemi. Oto jak Kochowski miał opisać ostatni bój walecznego chorążego:

Gdy mu prawą rękę ucięto, lewą ręką utrzymał chorągiew, a gdy mu i tę nieprzyjaciel uciął, pod się chorągiew wrzucił, wielu ranami zadanymi poległ, chorągiew trupem padłszy przed nieprzyjacielem obronił.

 

sobota, 22 lutego 2020

Z jednym luźnym pachołkiem



Ostatni (na jakiś czas…) fragment z pomysłów Fredry, tym razem uzbrojenie i ekwipunek jazdy która miała według niego stawać w pospolitym ruszeniu małym: petyhorcy i husaria.





piątek, 21 lutego 2020

Według maniery piechoty niderlandzkiej




Wracamy do pomysłów Andrzeja Maksymiliana Fredry, tym razem przedstawi swoją wizję piechura z wypraw pospolitego ruszenia. Jak zobaczymy zadbał o wszystko: ubiór, uzbrojenie, ekwipunek i żywność.




poniedziałek, 3 czerwca 2019

Nawet masło i ser zabrali



 Bardzo ciekawa informacja znaleziona w niezwykle interesującej pracy Karola Łopateckiego Organizacja, prawo i dyscyplina w polskim i litewskim pospolitym ruszeniu (do połowy XVII wieku) – książkę można znaleźć tutaj, polecam! Zapisek dotyczy 1648 roku i towarzysza Jana Nasińskiego, który zmierzał pod Kleszczele, do obozu podlaskiego pospolitego ruszenia. Był on zachodźcą (czyli zastępował w pospolitym ruszeniu) Aleksandra Hilarego Połubińskiego. Po drodze okradziono jego wozy, z których zabrano:
- 50 złotych gotówką
- broń palną wartą 55 złotych
- żupan wart 20 złotych
- płótno warte 60 złotych
- ładownicę z ładunkami
- szablę
- czarne buty
- zapas żywności: masła pół faski, serów pół kopy, słoniny połeć
- dwie siekiery
- dwa rydle

środa, 19 września 2018

Miejska wyprawa kozaków, hajduków i szewca



W wydanej w 1901 roku pracy Jana Sygańskiego Historya Nowego Sącza możemy znaleźć bardzo ciekawe informacje dotyczące wyprawy miejskiej na pospolite ruszenie jesienią 1621 roku. Sygański obszernie opisuje wyposażenie i koszt pocztu wysłanego przez miasto na zgromadzenie pod Jaworowem. Mam dziwne wrażenie, że widziałem już ten spis w jakimś późniejszym opracowaniu, nie pomnę jednak w jakim – jeżeli ktoś pamięta, proszę o notkę w komentarzu.
Nowy Sącz wystawił czterech hajduków i dwóch kozaków, którym towarzyszyły trzy wozy taborowe. Oto spis ekwipunku i jego koszt.

Stroje dla hajduków:
- 25 ½ łokci sukna luńskiego na delie pachołkom[1] – 38 zł 8 ½ gr.
- postaw zielonego sukna na żupany dla tychże – 17 zł
- 100 łokci sznurka do żupanów – 3 zł 10 gr

Drogą inwestycją okazały się wozy taborowe:
- 9 koni zakupionych u Rusinów – 169 zł (z tego dwa najlepsze koniem, kosztujące 55 zł, dla kozaków)
- 20 łokci sukna na ich przykrycie – 4 zł 16 gr
- 36 podków za 2 zł 12 gr

Należało też dokupić nieco wyposażenia (resztę zapewnił zapewne arsenał miejski):
- nowe siodło woźnicy
- 2 muszkiety dla pachołków za 11 zł
- 2 szable za 4 zł
-  karabin[2] kozakowi za 7 zł
- 3 półhaki z ładunkami i prochownicą za 10 zł

Kozacy, wyposażeni w szable i karabiny, jechali konno. Po dwóch hajduków i woźnicy zajmowało dwa wozy, na trzecim wieziono śmigownice i zapasy żywności (za które zapłacono 63 zł 26 g):
- 5 i ¼ połci mięsa
- 3 faski masła
- 3 kopy sera
- 3 wiertele krup tatarczanych
- 3 wiertele jagieł
- 2 wiertele grochu
- 3 faski soli
- suchary
- owies dla koni

Dodatkowa lista ekwipunku, który zabrano:
- knoty konopne do podpału śmigownicy
- stryczki do wozów
- powrozy łyczane
- smarowidło
- siekiery, motyki, rydle, łopaty
 - grzebła do czesania koni

Wojakom dano także żołd – hajducy dostali łącznie 13 zł a kozacy 16. Pocztowi towarzyszył też szewc Stanisław Protwicz, który otrzymał aż 25 zł (nie ma to jak specjalista).
Całkowity koszt wyprawy (tj. zakupy i żołd) zamknął się w 400 złotych.


[1] Chodzi o wystawionych przez miasto hajduków.
[2] Tak w tekście u Sygańskiego, nie wiem jak to wyglądało w oryginale.

środa, 14 lutego 2018

Armia koronna w przededniu bitwy pod Gniewem



Adam Szelągowski w swojej pracy O ujście Wisły. Wielka wojna pruska[1] podaje ciekawą informację dotyczącą liczebności armii polskiej w bitwie pod Gniewem w 1626 roku. Pochodzi ona z relacyi z Polski z nawpół urzędowego źródła z d. 19 września 1626 roku, którą badacz znalazł w archiwum berlińskim. Liczby podane w tym źródle występują następująco:

Warto porównać je z ustaleniami Jerzego Teodorczyka dotyczącymi bitwy, oczywiście z odpowiednio ostrożnym podejściem do tego badacza.
1. Husaria – ilość i liczebność chorągwi pokrywa się z ustaleniami Teodorczyka, zawierając zarówno roty zaciężne (w tym litewskie), wojska powiatowe jak i prywatne.
2. Jazda kozacka i lisowczycy – łączna liczna chorągwi (w tym oddziałów lisowczyków, którzy oczywiście nie tworzyli pułków, tylko chorągwie właśnie) się zgadza (28), z powodu braku dokładnych danych Teodorczyk nie był w stanie ustalić łącznej liczebności oddziałów, stąd jego suma (3450 koni) jest niższa niż w podanym wyżej źródle
3. Dragoni oczywiście nie byli katafraktorami, taki zapis wskazywałby raczej na rajtarów, tych miały być jednak w początkowej fazie bitwy tylko dwie roty (łącznie 400 koni), już w trakcie walk dotarł regiment Abramowicza (400 koni). Co do dragonii – w bitwie na pewno walczył oddział Judyckiego (300-330 porcji), patrz kolejny punkt.
4. Piechota niemiecka – liczebność wydaje się zaniżona, pisałem o tym (a także o dragonach) w kontekście pracy Teodorczyka tutaj.
5. Piechota węgierska – czy raczej węgierska, polska i iitewska, której nieco miejsca poświęca Teodorczyk. Z powodu braku źródeł nie wymienił on liczebności niektórych chorągwi prywatnych, porównując więc z „berlińskim” źródłem jego kalkulacje całości piechoty mogą więc być zaniżone.
6. Szlachta ziemi chełmińskiej – zamieszczałem już na blogu wpis mówiący o jej popisie z 21 sierpnia.
Swoją drogą ciekawe, czy owa relacja wymienia nazwiska rotmistrzów chorągwi czy tylko ogólne informacje? Niestety bardzo ogólny przypis źródłowy w pracy Szelągowskiego raczej nie pozwoli na znalezienie odpowiednego dokumentu (jeżeli przetrwał on drugą wojnę światową). Niemniej jednak spróbuję, w końcu napisanie jednego maila nie kosztuje zbyt wiele czasu i energii.


[1] Była to trzecia część z cyklu Sprawa północna w wiekach XVI i XVII.

poniedziałek, 1 maja 2017

Nigdy lepiej piechoty i sprawniej nie dawały ognia


19 czerwca 1669 roku „Piast” Michał Korybut Wiśniowiecki został – dzięki głosom szlachty a raczej wbrew pomysłom magnatów – wybrany na króla Polski. Dzień później nowy monarcha, zgodnie ze złożonym przyrzeczeniem, wyjechał do zgromadzonej szlachty, by podziękować jej za głosy. Poczobut Odlanicki pozostawił nam piękny opis tego popisu:
Dnia 20 praesentis, o wtórej z południa, w dzień Bożego Ciała, już po obiedzie, wyjechał Król Jegomość w pole, zastał już województwa i powiaty z chorągwiami w polu stojące, dziękował tedy Król Jegomość od chorągwi do chorągwi jeżdżąc. Po którem to dziękowaniu, jęli województwa z powiatami dawać tak porządnie ognia, iż nigdy lepiej piechoty i sprawniej nie dawały ognia, lubo i tych gwardyj było dosyć, jednak zagłuszyli to województwa, choć całą noc nie próżnowali w obozach i taborach swoich, dając do samego dnia ognia bez ustania, że jak w kotle wrzało, tak oni dziękując Bogu, na wiwat strzelali i każdy nie z dziesiątkami ładunków przyjechał obywatel, których pospolicie zwykli nazywać u nas pospolitakami alias wizytkami, a natenczas nazwano zacną kawaleryą polską, czemu się i postronnych monarchów posłowie dziwili.

Popisówka jakich mało, szkoda tylko że gdy kilka lat później doszło do wybuchu wojny z Turcją owa szlachta nie była już taka chętna do sprawnego dawania ognia… 

poniedziałek, 30 listopada 2015

Niesforne ruszenie


Po raz trzeci zaglądamy do pism biskupa Józefa Wereszczyńskiego, dotyczących planów wojny z Turcją w 1597 roku. Mieliśmy już zapis o formowaniu armii, tworzeniu poszczególnych formacji w tym także o mojej ukochanej rajtarii. Tym razem pora na nieco krytyki spod pióra wojowniczego duchownego. Oto dlaczego biskup był przeciwny idei pospolitego ruszenia i nalegał na tworzenie zawodowej armii:

[Pospolite ruszenie] które to w sobie ma, jedno dobra JKM poniszczywszy, duchowne dobra poburzywszy, a szlacheckie majętności połupiwszy, potem do granic przyjechawszy, a przez dwie niedzieli u granic onę z łupu zdobycz potraciwszy, powinni się do domów swoich, nic nie sprawiwszy nazad wrócić, aby jeszcze i do końca dobra JKM, dobra duchowne i szlacheckie, nazad jadąc, w niwecz, jako najsroższy poganin obrócili.
Biskup pisał z doświadczenia, nic więc dziwnego że w jego wojennych (acz nieco nazbyt optymistycznych) planach nie było miejsca dla pospoliciaków. 

wtorek, 11 sierpnia 2015

Pod Grudziądzem zebrało się...


Pisałem kiedyś, że warto czytać przypisy, prawda? Dzisiaj perełka wyłowiona w ten właśnie sposób z pracy Jana Seredyki Sejm w Toruniu z 1626 roku (dzięki za podrzucenie tej książki Michale!). W początkowej fazie wojny o ujście Wisły armia koronna składała się z zaciągów królewskich, posiłków litewskich i licznych chorągwi prywatnych – nie mogło tam jednak zabraknąć i pospolitego ruszenia z północnych ziem Korony. 21 sierpnia 1626 roku pod Grudziądzem odbył się popis szlachty województwa chełmińskiego i oddziałów wystawionych przez biskupstwo chełmińskiego. Jan Seredyka podaje następujący spis:
1. Pocztów pańskich – 32[1]
2. Zbrojnego rycerstwa – koni 210
3. Po kozacku rycerstwa ziemskiego (także biskupstwa chełmińskiego i wielebnej kapituły)  - koni 525
4. Piechoty wszystkiej (tak szlachty, jako też z miasteczek królewskich i biskupstwa chełmińskiego, więc wielebnej kapituły) – 530
Jak sądzę zapis zbrojnego rycerstwa dotyczy szlachty stającej po husarsku, być może i część prywatnych pocztów pańskich wystawiono w ten sposób. Ciekawa jest stosunkowo wysoka liczba piechoty, wynikająca zapewne ze specyfiki teatru działań. Zebraną szlachtą dowodził wojewoda chełmiński Melchior Weyher, który zresztą w bitwie pod Gniewem miał wystawić prywatną chorągiew jazdy kozackiej i chorągiew piechoty dwieście Kaszubów bardzo dobrych.
Notka może i drobna, ale o tyle ciekawa, że dotyczy mało znanych informacji dotyczących wysiłku zbrojnego z czasu „wielkiej improwizacji” w okresie lata-jesieni 1626 roku, kiedy to Zygmunt III zbierał dostępne mu pod ręką siły by stawić czoło Gustawowi II Adolfowi.
                                                                                                             



[1] Zapewne koni, a nie samych pocztów. 

piątek, 17 lipca 2015

Z berdyszem, halabardą i na podjezdku


Popisy XVII-wiecznego pospolitego ruszenia to zawsze niezwykle interesujące źródła, przynoszące mnóstwo interesujących szczególików. Dzisiaj wreszcie odebrałem Rejestry popisowe pospolitego ruszenia szlachty Wielkiego Księstwa Litewskiego z 1621 roku, pięknie opracowane przez Andrzeja Rachubę, przeto chciałbym wrzucić tu kilka perełek z tychże popisów.
Gros szlachty stawało oczywiście po kozacku – generalnie jeżeli mamy wzmiankę, że ktoś wystawił konia (bez wyszczególnienia formacji) oznacza to kozaka właśnie. Co ciekawe, sporo z owej jazdy kozackiej stanęło do popisów na podjezdkach[1], z których część opisano jako błahe. Ba, w jednym przypadku nawet i sam jeździec został opisany jako błahy… Przy części z owych kozaków można znaleźć wzmiankę, że byli uzbrojeni w oszczepy, kilku ma berdysze,  jeden czy dwóch ma póhaki, u większości niestety brak informacji o uzbrojeniu. Nieliczny uczestnicy popisów są zaś opisani jako bez oręża (sic!). Są też przynamniej dwa przypadki opisane jako w pancerzu po kozacku, co raczej wskazuje na to, że taki ekwipunek był wyjątkiem od reguły. Moim absolutnym faworytem jest jednak pan Jan Mikołajewicz z uczestnikami, wystawiający kozaka na podjezdku z alabartem, czyli halabardą.
Pan Ławryn Stanisławowicz z powiatu widuklewskiego stanął w pancerzu, po petihorsku – to prawdziwa gratka źródłowa! Znalazło się też kilku innych szlachciców stając po petihorsku, acz tu brak wzmianki i pancerzu.
Jest także kilku szlachciców którzy stanęli po rajtarsku, przy czym niektórzy z nich wymienieni są  jako po rajtarsku, bez zbroi, co po raz kolejny potwierdza tezę, że w tym okresie rajtarię w Rzplitej utożsamiano z jazdą wyposażoną w uzbrojenie ochronne.
Pan Jan Józefowicz, z powiatu dyrwiańskiego, miał najwyraźniej problemy finansowe, niemniej jednak i on stanął do popisu: prze[z] ubóstwo pieszo się stawiłł obawiając się prawa.
Oczywiście nie mogło zabraknąć i husarii, wystawianej przez majętniejszą szlachtę. I tu można znaleźć ciekawostkę. Pan Jan Kołontaj, podstoli wyłkowyski, nie mógł stanąć do popisu, wybierał się bowiem do Wołoch gdzie jego syn wpadł do niewoli. Wystawił więc pachołka, szlachcica s koniem po husarsku. Co ciekawe, niektórzy szlachcice wystawiali, oprócz przypisanej im liczby koni, dodatkowych żołnierzy z miłości ku Ojczyźnie. Przykładowo Kryszpin Kirszensztej, ciwun pojurski, wystawił poczet 20 koni husarskich, gdzie 8 koni s powinności, a 12 z miłości ku Ojczyźnie.
Możemy też znaleźć nieliczną piechotę-  Eliasz Iłgowski, ciwun twerski, miał stawić piechoty dobrej pachołków 6 z muszkietami.



[1] Czy raczej, jak to zapisywano, podjestkach. 

czwartek, 19 lutego 2015

Po usarsku i po arkabuzersku


W czasie Powstania Chmielnickiego szlachta wielkopolska miała wystawić kilkanaście chorągwi arkabuzerów, które wzięły udział w kampanii piławieckiej. Okazuje się jednak, że nie był to pierwszy raz kiedy region ten miał powoływać pod broń ową nietypową formację. W uchwale sejmiku przedsejmowego województw poznańskiego i kaliskiego w Środzie, datowanej na 31 sierpnia 1627 roku, możemy znaleźć bardzo ciekawą wzmiankę. W obliczu panoszących się na terenach przygranicznych oddziałach z armii duńskiej[1], szlachta z owych województw miała być w gotowości do obrony swoich ziem:
My, obywatele ich[2], wszyscy w gotowości wojennej powinni będziemy być, kto po usarsku, aby miał konia, zbroję, kopiją, pałasz, rusznicę, szablę, [a kto] po arkabuzorsku dwa pistulety, muszkiet albo karabin, pałasz, szablę.
Opis o tyle ciekawy, że arkabuzer nie ma tu na liście ekwipunku zbroi – z drugiej jednak strony konia też nie, więc to akurat żaden argument. Ciekawe jest jednak wyraźne rozróżnienie szabli i pałasza jako odrębnej broni białej, wszak nie zawsze znajdujemy w źródłach taki opis. Zastanawiające jest, że – w odróżnieniu od innych regionów Korony – szlachta nie staje ‘po kozacku’. Zamiast tego mamy właśnie owe ‘po arkabuzersku’, może szlachta wielkopolska uważała się za lepszą od reszty kraju i nie chciała stawać do służby w jakieś podrzędnej formacji? Arkabuzeria bowiem była traktowana jako formacja ‘narodowa’, w komputach stawiano ją obok husarii. Przeszukam jeszcze inne uchwały sejmikowe z początku XVII-wieku, może znajdę kolejne ciekawostki na temat arkabuzerów.



[1] Zaciągi dowodzone przez słynnego kondotiera Ernesta von Mansfelda.
[2] Województw poznańskiego i kaliskiego. 

piątek, 21 listopada 2014

Jak poszedł Żmudzin na wojnę... tak zaraz wrócił.


Szwedzki atak na Inflanty w 1621 roku zastał obrońców słabo przygotowanych do odparcia licznego wroga. Możliwości mobilizacyjne Litwinów znacznie ograniczyła wyprawa chocimska, na którą z hetmanem wielkim Chodkiewiczem pomaszerowało wiele chorągwi zaciągniętych na terenie Wielkiego Księstwa. Nic więc dziwnego, że zastanawiano się nawet nad skierowaniem przeciw Szwedom pospolitego ruszenia. Niestety, ‘materiał żołnierski’ pospoliciaków nie był najlepszy, o czym świadczy list kasztelana żmudzkiego Adama Talwosza do hetmana polnego Krzysztofa II Radziwiłła. Kasztelan tak oto opisał popis pospolitego ruszenia żmudzkiego pod Żagorami w październiku 1621 roku:
Komput popisu naszego WKsM posyłam, ale z tych, co się na błahych podjezdkach popisowali, z tych żadnej pociechy, owszem zawady się spodziewać i przyjdzie ich wybrakować, a raczej do domu odesławszy penę na nich włożyć, aby śmiechowiska z RP nie czynili, bo sam coby mogli ojczyźnie dobrze służyć, a znajomo są lada kogo, dziecka, co na szkapie siedzieć nie mogą.
Jako że pożytek z takich posiłków były znikomy, gros ziem litewskich uchwaliła wystawienie chorągwi powiatowych, które na okres trzech miesięcy miały wesprzeć litewską armię polową. Wspomniana powyżej Żmudź miała wystawić chorągiew husarii liczącą 129 koni i kozacką liczącą 106 koni. Husarią miał dowodzić Samuel Gesztort (Kęsztort), w kampanii zamiast niego dowodził jednak porucznik Borowski – oddział był też znacznie słabszy, bo liczył 80 koni. Chorągwią kozacką (zależnie od źródeł 70-100 koni) miał dowodzić Iwanowski, drugą chorągwią kozacką (suplementem poprzedniej?) miał dowodzić Golian, mający pod komendą kilkadziesiąt koni (jedna ze wzmianek mówi o 40). Chorągwie powiatowe okazały się jednak raczej kłopotliwym wsparciem, sprawiając w toku służby więcej kłopotów niż przynosząc pożytku. Bo najprzód żołnierstwo to było tumultuarie zebrane i po prostu brak było porządnego wojska; druga, w konie i rynsztunki nie wszyscy byli sposobni; trzecia, niesprawiedliwie pod chorągwiami poczty osadzali: gdzie tedy 1000 człeka liczono, tam ledwie 700 się znalazło.
Jeżeli jednak jesteśmy w temacie udziału Żmudzi w tym konflikcie, wypada wspomnieć że dwóch urzędników z tej ziemi przysłało hetmanowi swoje poczty prywatne:
- Adam Talwosz – 20 husarzy i 20 kozaków
- Jarosz Wołłowicz (starosta żmudzki) – silny poczet 43 husarzy.


poniedziałek, 29 października 2012

Półhaki, rusznice, szable i koń ze złamaną nogą



Wczoraj zamieściłem fragment z Akt  grodzkich i ziemskich z czasów Rzeczypospolitej Polskiej : z archiwum tak zwanego bernardyńskiego we Lwowie w skutek fundacyi śp. Alexandra hr. Stadnickiego. [T. 20, Lauda sejmikowe. T. 1, Lauda wiszeńskie 1572-1648 r. Lwów 1909], z popisem szlachty lwowskiej i żydaczowskiej z 1633 roku. Tom ten jest dostępny na stronie Cyfrowej Biblioteki Narodowej:
Możemy tam znaleźć jeszcze kilka innych okazowań szlachty z tego terenu, w których możemy znaleźć sporo ciekawostek, czasami dość dla mnie zagadkowch. We wrześniu  1621 roku kasztelan lwowski zwołując szlachtę do stawienia się pod Lwowem wręcz zaznaczał, że powinni się pojawiać konni zbrojno i z kopiami i inszym rycerskim orężem, innymi słowy stawać miano ‘po husarsku’. Na popisie z 28 kwietnia 1631 roku mamy pana Hryca Mikitycza Hryłowicza który popisał się wirzchem na podeszwach [?], pan Marcin Kozniowski popisał się z kordem, a pan Wojciech Karnicki pojawił się pieszo z szablą i rusznicą i ostrogami z maczugą. Na tymże okazywaniu pan Michał Mikielski musiał się popisać pieszo, gdyż jadąc przesz most koń mu nogę złamał. Spis z 24 kwietnia 1628 roku jest nieco dokładniejszy, spora część  szlachciców pojawiła się bądź to konno bądź to pieszo z szablą i pułhakiem, czasami obok (lub zamiast) szabli pojawia się  siekierka.  Jak sądzę ów półhak został specjalnie oznaczony w tekście, wskazując że konny  szlachcic nie stawał ‘po husarsku’ ale ‘po kozacku’. Mamy też tam i szlachcica z rusznicą ptaszą, jest i kilku konno z muszkietem i szablą. Zachęcam do lektury, gdyż oprócz popisów można tam znaleźć mnóstwo ciekawych dokumentów źródłowych.

niedziela, 28 października 2012

Personaliter in armis



Bardzo interesujący, acz nieco przydługawy dokument będący rejestrem popisowym pospolitego ruszenia szlachty lwowskiej i żydaczowskiej na okazowaniu pod Lwowem 4 kwietnia 1633 roku. Zwracam uwagę na różne sposoby w jaki panowie bracia stawali na popisie. Niektórzy pojawiali się z pocztami, niektórzy wysyłali same poczty (z takich czy innych względów samemu pozostając w domu) na czele których stali jednak zaufani szlachcice. Najwięcej pojawiło się samemu, bez pocztu, acz konni; sporo mamy także najbiedniejszych panów braci, którzy stanęli na popisie pieszo.  Można też znaleźć kilka smaczków – np. p. Paweł Balko pojawił się na kobyle, chory pan Kuryło Witwicki jednak konia swego szablą i z pułhakiem przy p. Ihnacie Witwickim bracie swoim do popisu stawił porządnie i dobrze. Kilka wdów swem imieniem poczet złożony tylko z czeladzi (poczet swój in armis przez czeladź swoją do popisu stawiła). Może lektura nieco nużąca, ale chyba warto się z nią zapoznać, chociażby z ciekawości jak to nasze osławione pospolite ruszenie pojawiało się na tego typu okazowaniu.