Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hammerstein 1627. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hammerstein 1627. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 maja 2019

Wiernie y cnotliwie przeciwko wszelkim nieprzyjaciołom służyć będziemy



[Tydzień z wojną o ujście Wisły, wpis 1/7]
O bitwie pod Hammerstein pisałem już na blogu kilka razy, bo też to jeden z największych polskich tryumfów w toku wojny 1626-1629. Nie ukrywam, że nader ciekawym aspektem tego starcia jest dla mnie zaciągnięcie ex-szwedzkich żołnierzy na polską służbę. Akurat podczytywałem sobie dzisiaj źródła dotyczące tej bitwy i znalazłem wśród nich Rotę przysięgi którą piechota wszystka nieprzyjacielska do Woyjska J.K.M przystępująca przed J.M. Panem Hetmanem uczyniła. Przysięga zaczyna się od inwokacji,  Przysięgamy Panu Bogu Wszechmogącemu w Trójcy Św. Jedynemu. Co ciekawe, żołnierze zobowiązywali się służyć tak  Królowi Polskiemu jak i hetmanowi Koniecpolskiemu. Wiernie y cnotliwie przeciwko wszelkim nieprzyjaciołom służyć będziemy, że się też żadnego porozumienia z Gustawem Książęciem Sudermańskim ani z żadnym nieprzyjacielem Korony Polskiej mieć nie chcemy. Kończąc przysięgę, żołnierze mieli gwarantować, że nie mają przy sobie żadnych łupów zdobytych w czasie marszu z Meklemburgii.
Swoją drogą ciekawe, ilu spośród tych piechurów dotrwało w polskiej służbie do końca wojny i trafiło później znów do szwedzkiej armii, walcząc potem na polach bitewnych w Niemczech.

poniedziałek, 25 lipca 2016

Knechci i rajtarzy spod Hammerstein raz jeszcze



Kilka lat temu snułem na blogu rozważania o oddziałach które mogły zostać utworzone w ramach armii koronnej z ex-szwedzkich najemników po bitwie pod Hammerstein w 1627 roku. Od tego czasu zdobyłem sporo ciekawych materiałów źródłowych i wydaje mi się że mogę pokusić się o próbę identyfikacji tych jednostek. Oczywiście nie ma tu 100 % pewności, to tylko moje luźne podejście do zagadnienia, w oparciu o posiadane materiały. 

Piechota:
I. Kompania Alexandra Hoffena, której okres służby zaczął się od 18 kwietnia 1627 roku, czyli dzień po bitwie. Rota liczyła 160 żołnierzy, od 1628 roku wchodziła w skład regimentu Gustava Sparre.
II. Kompania dragonów Adreasa (Andrzeja) Radke, także z okresem służby od 18 kwietnia 1627 roku. Liczebność oddziału to 91 żołnierzy.
III. Kompania Paula Magnusa, trzeci oddział z okresem służby od 18 kwietnia 1627 roku. Brak jednak stanu liczebnego, dopiero od sierpnia tegoż roku wykazywany jako 168 ludzi.

Rajtaria:
I. Regiment Mikołaja Abramowicza wykazuje tylko skok z 371 do 415 koni, znaczne powiększenie składu to okres późniejszy (patrz niżej)
II. Z datą 24 kwietnia 1627 roku do służby wchodzi chorągiew Johanna Denhoffa, licząca 120 koni.
III. Z identyczną datą pojawia się w składzie armii koronnej chorągiew Wilhelma Johanna Merfeldta, w sile 75 koni.
Wydaje mi się jednak – porównując to z innymi dokumentami – że te dwie jednostki służyły tylko jedną ćwierć, po czym zostały rozpuszczone, a ich żołnierzy wcielono zapewne do regimentów rajtarii Abramowicza i Ernesta Denhoffa. Ten drugi występuje np. w kompucie z 1629 roku jako P. Denhoffów Kornetów 3 a na popisie z 15 września 1629 roku figuruje jako pułk rajtarski Ernesta Denhoffa.


Dodatkowo zapewne część żołnierzy, zwłaszcza w piechocie, została włączona bezpośrednio w skład istniejących już jednostek. Tego jednak raczej nie ma jak zbadać, należałoby mieć bowiem imiennie listy popisowe każdej kompanii, a nie sądzę by takie źródła przetrwały do naszych czasów. 

wtorek, 1 września 2015

Kadrinazi radzi i odradza - cz. II


Ech, ciężki mam tym razem orzech do zgryzienia, bo z jednej strony mam do opisywanej książki pewien sentyment, z drugiej jednak strony jako kanapowy historyk[1] zdaję sobie sprawę z rzeczywistej wartości owego tomu. W 2006 roku, mało co jeszcze orientując się w realiach XVII-wiecznej wojskowości, nabyłem sobie pracę Pawła Skworody Hammerstein 1627, wydaną w serii Historycznych Bitew wydawnictwa Bellona. Wtedy była to dla mnie lektura niezwykle wciągająca, w dużym stopniu wpłynęła na moje zainteresowanie się wojną o ujście Wisły. Wiele lat później – a przy okazji wiele źródeł i opracowań później – moje podejście do tej książki jest zgoła inne. Już sam tytuł jest mocno mylący, winien bowiem brzmieć Gniew 1626-Hammerstein 1627, co nie dziwi, jeżeli się zważy, że autor dokonał tu de facto kompilacji dwóch artykułów autorstwa Jerzego Teodorczyka, dotyczących tych właśnie bitew. Wystarczy zresztą porównać teksty artykułów i niniejszej książki, w Hammerstein 1627 mamy cały ciąg przypisów odnoszących się li i jedynie do prac J. Teodorczyka. A te, jak wiemy, nie przetrwały próby czasu – kilku badaczy tego okresu[2] obaliło wiele  tez autorstwa J. Teodorczyka, tak dotyczących wniosków które wyciągnął z badania źródeł jaki  błędnie przepisał z opracowań (sic!). W pracy p. Skworody niestety nie znajdziemy żadnych polemik czy prób autorskiej analizy,  a tylko żmudną robotę kopisty-kompilatora. Swoją drogą ciekawe że redaktorzy Bellony tak to przepuścili, może nie znali artykułów J. Teodorczyka?
Niezwykle smutno wygląda sprawa bibliografii: możemy tam znaleźć zaledwie 21 pozycji źródłowych z epoki, w tym żadnych źródeł szwedzkich.  Niby lepiej sprawa wygląda z opracowaniami, których jest sporo, acz można tam znaleźć perełki jak obecność I tomu dodatków do Sveriges Krig, dotyczącego wojen Szwecji na morzu, za to brak właściwego II tomu tego dzieła, dotyczącego Polska Kriget, czyli właśnie wojen z Rzplitą w interesującym nas okresie. Bardzo to dziwne…
Na plus można to zaliczyć mapki (w tekście znajdziemy cztery), zwłaszcza dwie ukazujące działania w Prusach – łatwiej można się połapać kto, gdzie i dlaczego.
Ilustracje to standard dla HBków o XVII wieku,  czyli głównie luźny wybór  z pracy płk. Gembarzewskiego. Są tam takie perełki jak dragoni w stroju polskim[3] czy mój ‘ulubiony’ arkabuzer konny, nijak się mający do arkabuzerii koronnej w tym okresie. Generalnie można by sobie darować owe ilustracje i książka nic by na tym nie utraciła.
W mojej prywatnej opinii o wiele lepiej zaopatrzyć się w obydwa artykuły J. Teodorczyka, w których i źródeł jest więcej a i czyta się je o wiele przyjemniej. Hammerstein 1627 można potraktować co najwyżej jako lekką i wstępną lekturę dotyczącą działań z 1626 i 1627 roku, historii jednak bym się z niej nie radził uczyć.
Końcowa ocena [według rankingu:  trzeba mieć -  można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to sentymentalne lepiej odpuścić.




[1] Czyli badacz zajmujący się danym zagadnieniem bez wychodzenia z domu…
[2] Włącznie z niżej podpisanym, a co sobie będę żałował tytulatury.
[3] Podpowiem – dragoni Koniecpolskiego tak nie wyglądali. 

piątek, 14 stycznia 2011

Knechci i rajtarzy spod Hammerstein

[jako ilustracja przepiękne modele z kolekcji Artura]
Jerzy Teodorczyk (a za nim Paweł Skworoda) pisząc o bitwie pod Hammerstein w 1627 roku stwierdził, w oparciu o pewne zapisy źródłowe, że z części wziętych do niewoli szwedzkich knechtów hetman Koniecpolski utworzył  dwie nowe kompanie i odesłał podobno na Podole. Chciałbym się zatrzymać nad ową kwestią, gdyż fakt odesłania takich oddziałów wydaje mi się niezwykle mało prawdopodobny. Przypatrzmy się więc kwestii szwedzkich najemników przejętych na służbę polską.
Zacznijmy od ustalenia pewnych faktów. Jednym z postanowień kapitulacji szwedzkich najemników  było (jak czytamy w Diariuszu albo summie spraw...) aby piechota wszystka została na służbie Rzplitej przy J.M.P. Hetmanie, także i rajtarom też wolność dano; jakoż więtsza się ich część została przy wojsku naszym. W dalszej części Diariusza... znajdujemy informację, że odprawiwszy przysięgę [po złożeniu sztandarów przed hetmanem Koniecposkim], piechota wszystka została przy naszem wojsku, których zaraz między się kapitani rozebrali, i rajtarów część zaciągniono [resztę odprowadzili na granicę z ks. pomorskim lisowczycy Moczarskiego]. W Rosprawie Jaśnie Wielmożnego Pana J.Mści P. Stanisława z Koniecpola Koniecpolskiego, Woiewody Sendomirskiego, Hetmana Koronnego, etc, etc, z Woyjskiem Xiążęcia Sudermańskiego Gustawa pod Amerstynem, w R. P. 1627, d. 17 kwietnia odnajdujemy jeszcze ciekawsze informacje. Zapis z postanowień kapitulacji brzmi tam aby z iazdy ktoby chciał, a piechota wszytka Jego K. Mci przysięgę koniecznie uczynili y służyli, pod Rotmistrzami którzy iey będą naznaczeni, a żołd iako y drugim będzie im dany. O wcieleniu do polskiej służby knechtów czytamy ci wszyscy [poddający się piechurzy] przysiągłszy że Krolowi J. Mści, Panu naszemu miłościwemu, wiernie służyć mieli, y Koronie Polskiey, pod rożne chorągwie nasze piesze są rozdani. Mamy także dokładną liczbę rajtarii, także y konni, których 400 y coś na służbę J. K. Mci dobrowolnie zostali, pod rożne chorągwie raytarskie są podzieleni.  
Z rajtarami raczej nie ma większego problemu – wcielono ich na pewno do regimentu Mikołaja Abrahamowicza/Abramowicza, być może także i do chorągwi Ernesta Denhoffa (ta jednak w bitwie nie uczestniczyła). Regiment Abrahamowicza brał udział w bitwie pod Hammerstein, jak się wydaje mógł ponieść spore straty w pierwszych fazach walk – stąd uzupełnienia była na pewno mile widziane. Co ciekawe, regiment ten w okresie 1626-1627 miał 2 lub 3 kornety, kolejne informacje jakie znalazłem pochodzą z 1628 i 1629 roku, gdzie jednostka składa się już z 5 kornetów. Sugerowałoby to, że właśnie dzięki wcieleniu ex-szwedzkich żołnierzy udało się powiększyć liczebność regimentu rajtarskiego.
Przechodzimy teraz do kwestii piechoty. Pod Hammerstein walczyły następujące jednostki ‘niemieckie’, które możemy zidentyfikować:
- kwarciany regiment dragonii Jakuba Butlera
- kwarciany regiment dragonii Wintera (Winteroya)
- kwarciany regiment (chorągiew) dragonii Wilhelma Lassego
- rota piechoty cudzoziemskiej Bazylego Judyckiego
- rota piechoty cudzoziemskiej Ernesta Fitinghoffa
W Diariuszu... mamy jednak enigmatyczną wzmiankę o innych rotach niemieckich, które wraz z hajdukami i artylerią dotarły do sił głównych hetmana. Widzimy więc, że ewentualnych chętnych do przejęcia poddających się knechtów mogło być sporo. Prof. Wimmer, analizując liczebność armii koronnej w tym okresie, zauważył, ze tak dragonia jak i jednostki piechoty cudzoziemskiej powiększyły swoje etatowe stany liczebne, nie pokusił się jednak o wytłumaczenie źródła takiego zjawiska. Dragoni i piechurzy walczyli pod Puckiem i Hammerstein, zwłaszcza w działaniach oblężniczych wokół pierwszego z tych miasta poniesiono straty. Sądzę, że to właśnie wcielenie do służby ex-szwedzkich żołnierzy (z garnizonu Pucka, a przede wszystkim spod Hammerstein) jest główną przyczyną zwiększenia liczebności jednostek i to mimo strat w kampanii, które zostały z nawiązką pokryte kilkoma setkami (ok. 800) knechtów Teufella i Streiffa.
Nie można jednak wykluczyć utworzenia dwóch nowych kompanii – mogły wszak zostać dodane do już istniejących jednostek i w ten sposób większych ich liczebność. Trzeba bowiem pamiętać, że Koniecpolski wciąż czekał na zaciągi czynione przez Denhoffów na Śląsku (które okazały się mizerniejsze niż zakładano) i bardzo potrzebował piechoty. J. Teodorczyk jako źródło informacji o utworzeniu owych kompanii podaje Copię listu Jmci Pana Wojewody Sędomirskiego Hetmana Koronnego do Króla  - niestety nie mam dostępu do owego listu (znajduje się w Archiwum Radziwiłłów w zbiorach AGAD) by móc  go zweryfikować.  Co do owej kwestii wysłania dwóch nowych kompanii na Podole – informacja ta pochodzi z cytowanej przez J. Teodorczyka pracy R. Hanncke Cosmus von Simmerns Bericht... wydanej w roku 1890, brak jednak źródła na której mogłaby być oparta. Jak widzieliśmy powyżej, polskie materiały źródłowe tego nie potwierdzają. Co ważniejsze, jak już zresztą wspomniałem, nie leżało w interesie hetmana Koniecpolskiego odsyłanie takich oddziałów (dwie kompanie to sirca about 200-300 żołnierzy) z teatru działań przeciw Szwedom. Wojewoda sandomierski wciąż bowiem czekał na nadejście nowych oddziałów piechoty cudzoziemskiej, część dostępnych jednostek była związana służbą garnizonową (chociażby w Pucku), liczebność piechoty spadła także (jak to było w zwyczaju) po okresie zimowym z 1626 na 1627 rok. Według mnie nie istnieją żadne podstawy do stwierdzenia, że odesłanie oddziałów na Podole faktycznie mogłoby mieć miejsce. Oczywiście pozostaje otwarty na wszelkie dyskusje w tym temacie, do czego zapraszam...

czwartek, 29 kwietnia 2010

Od żalu y wstydu, oczy łzami zalewali - Hammerstein 1627

W przypadku bitwy pod Hammerstein (Czarnem) w 1627 roku spotykamy się z najdokładniejszym chyba spisem chorągwi zdobytych przez wojska polskie na nieprzyjacielu, zamieszczonym w relacji hetmana Stanisława Koniecpolskiego. W ręce Polaków wpadło 13 kornetów kawalerii i 13 chorągwi piechoty. Poniżej pozwolę sobie na obszerne zaczerpnięcie z ‘Rosprawy…’ (włącznie z jakże uroczym tłumaczeniem sentencji łacińskich i niemieckich), wszystkie komentarze w nawiasach kwadratowych pochodzą ode mnie, w nawiasach zwykłych tłumaczenie sentencji łacińskich i niemieckich, podane za oryginalnym tekstem ‘Rosprawy…’
- osiem chorągwi piechoty z kitayki [jedwabnej tkaniny] błękitney a pomarańczowey, między któremi na iedney był Krzyż żółty [mogła to być chorągiew pułkownika, zwyczajowa była ona bardziej ozdobna]
- pięć z kitayki białey y żółtey w szachownicę zgotowanych.
Jerzy Teodorczyk zasugerował, że ilość chorągwi oznaczała, że piechota szwedzka tworzyła jeden regiment [osiem błękitnych chorągwi] pod pułkownikiem Teuffelem i skwadron [pięć w szachownicę] pod podpułkownikiem Kötteritzem. Wydaje się to zasadne, nie można się jednak zgodzić z sugestią, że niebieskie sztandary oznaczałyby stary ‘Niebieski’ regiment Teuffla [Blå regementet] – regiment ten bowiem od jesieni 1626 roku [kiedy to został przerzucony z Inflant] walczył jako część szwedzkiej armii polowej w Prusach. Zresztą w relacji hetmana czytamy, że Teuffel regiment swoy abo woysko na Malborku zostawił.
Lista sztandarów kompanii rajtarii [najpierw nazwisko rotmistrza, potem opis]
1. Oberster Jan Streff [de facto pułkownik Johan Streiff von Lawenstein] – rotmistrz dowodzący jego kompanią nieznany – chorągiew adamaszkowa biała, po obydwu stronach salamandra w ogniu, wyhaftowana złotą i srebrną nicią, łaciński napis me nutrit, alios extingvit (Mnie karmi, inszych gasi)
2. Oberster Teiffel [pułkownik Maximilian Teuffel] – jego kompania miała wchodzić w skład zgrupowania jako czternasta kompania jazdy, brak jednak informacji by dostała się w ręce Polaków.
3. Pułkownik Kiedryc [podpułkownik Fridrich von Kötteritz] – rotmistrz nieznany – chorągiew adamaszkowa żółta, na niej wyhaftowane złotą i czerwoną nicią jedwabne serce, z którego ‘wychodziły’ zielone gałązki ruty. Po tej samej stronie data zaciągnięcia kompanii – 1627 – i niemiecki napis Herz ohn Giet (serce bez trucizny). Po drugiej stronie opancerzona ręka [aż po ramię], haftowana srebrem, trzymająca srebrny miecz. Kolejny niemiecki napis Trew biss in den Todt (wierny aż do śmierci).
4. Pułkownik Kallenbach [Moritz Pensen von Caldenbach, w owym czasie major lub podpułkownik] – chorągiew lazurowa adamaszkowa, po obydwu stronach wizerunek rzymskiego bohatera Markusa Curciusa, haftowany złotem i srebrem. Rzymianin siedział na koniu, także wyhaftowanym srebrną nicią, trzymał w prawej dłoni buławę. Koń skakał z zielonego pola w ogień. Łacińska sentencja Pro commodo Publico (Dla dobra pospolitego).
5. Major Jan Grodt [prawdopodobnie Johan Groot] – lazurowa adamaszkowa chorągiew, z obydwu stron Święty Jerzy (haftowany złotą nicią) na koniu (srebrną nicią haftowanym) przebijający złotą włócznią smoka (znów złota i srebrna nić). Łacińska sentencja Dum Spiro Spero (Póki tchnę spodziewam się) [tą akurat sentencję znam raczej w wersji ‘póki oddycham, póty jest nadzieja’].
6. Major Jan [Johan] von Breckfeldt – chorągiew lazurowa adamaszkowa, po obu stronach haftowany srebrem jeździec z mieczem, jadący na złotym koniu na zielonym polu (tle). Data zaciągu 1626, łaciński napis Florebo prospiciente Deo, virtuti et Marte (Będę kwitnął za opatrznością boską, cnotą y dzielnością rycerską).
7. Kapitan Jan [Johan] Ludwig Ringe – znów lazurowa adamaszkowa chorągiew, na niej wyszyty złotą nicią żuraw, trzymający w nodze kamień. Napis łaciński Vigilemus (Czuymy- ?)
8. Kapitan Jan [Hans ] Deckert – lazurowa atłasowa chorągiew, po obu stronach goła ręka z mieczem, ukazując się z nieba pomiędzy srebrnymi promieniami. Niemiecki napis Gott waldts ich wags (Niech Bóg pomoże, ia się będę kusił). W górnym kącie [lewym?] litery G.A.K.J.S, w drugim górnym kącie [prawym? Lub odwrotnie, niestety nie jest to wytłumaczone w tekście] V.S.L. U dołu chorągwi litery H.D.E.F.D.M.G.D.V.H.A.
9. Kapitan Jan [Johan] Burchard von Schienberg – chorągiew adamaszkowa pomarańczowa, z obu stron haftowany srebrną nicią lew, trzymający ‘w nodze’ [w łapie jak mniemam…] srebrny miecz. Napis Trawe Gott undt hab ein Lewen Mudt, den Gluck wird noch werden gutt (Ufay Bogu, a miey lwi umysł, twoie szczęście jeszcze będzie dobre)
10. Kapitan Krysztoff [Christoph] a Klutzinck – kapitan nie wziął udziału w wyprawie, został w Niemczech by zaciągać więcej żołnierzy. Chorągiew tej kompanii była biała, na niej z obu stron Święty Jerzy (złota i czarna nitka) na złotym koniu, złotą włócznią przebijający smoka. Napis Dum spiro (Póki oddycham).
11. Kapitan N. Picht – lazurowa adamaszkowa chorągiew, na niej złoty lew (po obu stronach), otoczony złotym wieńcem, w nodze [zapewne znowu chodzi o łapę…] trzymający miecz. Napis Omnia cum Deo (Wszytko z Bogiem).
12. Kapitan Jan Krysztoff [Hans Christoph] von Borcksdorff – chorągiew adamaszkowa lazurowa, na niej z obu stron haftowany złotem Krzyż. Z jednej strony napis In hoc signo vinces (Tym znakiem zwyciężysz) a także inicjały kapitana H.C.V.B. i rok zaciągnięcia kompanii – 1626. Po drugiej stronie chorągwi sentencja Jesus salvator mundi sis protektor noster (Jezus Zbawiciel świata, niech będzie obrońcą naszym).
13. Kapitan Jakub [Jakob] von Borcksdorff – lazurowa adamaszkowa chorągiew, z sentencją Durch Gottes Hilff undt Segen wollen wir unsere Feind erlegen (Za bożą pomocą y błogosławieństwem chcemy nieprzyjacioły nasze zwyciężyć).
14. Kapitan von Ahnen [jedyny oficer w służbie szwedzkiej o takim nazwisku, jakiego udało się zidentyfikować to Marten von Ahnen. Tyle tylko, że kompania kirasjerów którą dowodził była właśnie w tym czasie przegrupowywana z Inflant do Prus. Być może to zupełnie inny oficer?] – chorągiew czerwona adamaszkowa, na niej złoty lew ozdobiony koroną, atakujący mieczem Polaka broniącego się szablą. Polski żołnierz ma w drugiej ręce buzdygan opuszczony ku ziemi [chyba że źle zrozumiałem tu tekst i to lew ma w łapie buzdygan, acz nie wydaje mi się…]. Napis Gottes der Schweden und Pommeren Freundt, undt aller Polen Feundt (Boży, szwedzki i pomorski przyjaciel, a wszystkich Polaków nieprzyjaciel). Po drugiej stronie widniał wizerunek kapitan von Ahnen na koniu, przed nim stała panna podająca mu wieniec. U góry napis Der von Ahnen bin ich genandt, nach Ehr undt Tugend streidt meine Handt (Nazwisko mam von Ahnen, o sławę i cnotę wojuje ręka moja). Pośrodku sztandaru kolejna sentencja Meinem Cornet wirdt Gott helffen, daneben nach dieser Jungfrawen mit reputation zu streben (mojej chorągwi Bóg pomoże, abym się starał z dobrą sławą o dostąpienie tej panny).
Relacja hetmańska przynosi nam jeszcze nader interesujący opis kapitulacji wojsk szwedzkich. Kompanie wymaszerowały przed armię koronną ze zwiniętymi sztandarami, po czym po kolei chorąży z każdej kompanii zbliżał się do hetmana. Jako pierwsi swe chorągwie musieli złożyć rajtarzy. Chorąży musiał zsiąść z konia, zdjąwszy kapelusz ukłonić się siedzącemu na koniu hetmanowi Koniecpolskiemu, po czym rozwinął sztandar i złożył go na ziemi. Dla wielu żołnierzy szwedzkich musiało być to wstrząsające przeżycie, gdyż niektórzy byli z tych 13 chorążych, którzy oddawaiąc chorągwie swoie pod nogi J.M.Pana Hetmana, od żalu y wstydu, oczy łzami zalewali. Po rajtarach przyszła kolej na piechurów, którzy także zdali swe chorągwie Koniecpolskiemu.