poniedziałek, 23 października 2017

Polacy pana Jana


Jan Luyken i jego dosyć dziwne przedstawienie wojsk polskich już kiedyś gościło na blogu. Znalazłem jednak kolejne dzieło tego artysty, także i to powstało w 1698 roku. Ma ono przedstawiać Katolickich Polaków na pogrzebie w kościele Riddarholm w Sztokholmie w 1593 roku. To żołnierze którzy przybyli latem 1593 roku z Zygmuntem III do Szwecji. Polski król pojawił się tam w związku ze śmiercią swojego ojca, Jana III – jako najstarszy syn chciał bowiem zagwarantować sobie utrzymanie szwedzkiej korony. Ukazani tu Polacy wyganiają z kościoła Szwedów, ‘anektując’ świątynię na czas pogrzebu, niestety nie wiem kim miałby być ów zmarły. Futrzane czapy, specyficzne stroje i szable podkreślają tu odmienność przybyszów, skontrastowanych  z uciekającymi szwedzkimi protestantami. 

sobota, 21 października 2017

Na ćwiartowanie skazany


Kilkakrotnie pisałem o przykładach skazywania w XVII wieku polskich i litewskich żołnierzy na karę śmierci. Kolejny przykład tym razem z roku 1651, z armii litewskiej pod komendą – słynącego z ciężkiej ręki – księcia Janusza Radziwiłła.
W drugiej połowie marca w obozie pojawiła się tatarska chorągiew dowodzona przez Karacewicza. W czasie jej popisu tatarskiego pacholika, który garbarza pana na ten czas swego w Wilkiej zabiwszy, do Tatarzyna [w] chorągwi tej Karacewiczowej towarzysza przysłał[1] (…) poznano i za warte wzięto[2]. Ów pacholik, zwany Sawicki, został postawiony przez sądem hetmana. Oskarżony dobrowolnie[3] przyznał się do zabicia pana swego i został skazany na karę śmierci poprzez ćwiartowanie. Co prawda nie znalazłem informacji o tym, czy wyrok faktycznie wykonano, biorąc jednak pod uwagę, że chodziło o pacholika a nie o towarzysza, trudno zakładać by koło wojskowe upomniało się o los Sawickiego.



[1] Wydaje mi się, że jednak w oryginalnym zapisie mogło być słowo ‘przystał’, co niejako wynika z całego ciągu zdania – że oto pacholik najął się na służbę u jednego z towarzyszy w chorągwi Karacewicza.
[2] Zaaresztowano.
[3] Taaa, znamy te dobrowolne metody przyznawania się do winy. 

czwartek, 19 października 2017

Szkocki pułkownik na gdańskim koniu



Kilka tam temu popełniłem krótki wpis o szkockim regimencie Stewarta, służącym w armii Gdańska w wojnie ze Stefanem Batorym. Dziś znalazłem ciekawy zapisek źródłowy, jako uzupełnienie tego wpisu. To informacja o tym, jak Stewart o mały włos wpadłby w ręce Polaków w czasie tego konfliktu:

Tej soboty, 7 grudnia 1577 [roku] szkocki pułkownik, przystojny i budzący podziw wojownik królewskiej krwi, wyjechał poza miasto na przejażdżkę na swoim dopiero co zakupionym koniu, by poćwiczyć go naprzeciw wzgórz nieopodal miejskiego placu ćwiczeń [dla milicji]. Kiedy jednak nieprzyjaciel [tj. Polacy] spostrzegł go, natychmiast ruszył zza swych pozycji, chcąc go pochwycić. Pułkownik wraz ze swymi ludźmi, szybko uciekli w stronę Kościoła Świętego Ciała, gdzie znaleźli się pod osłoną [miejskich] dział i przeciwnik nie śmiał ich [dłużej] ścigać.

wtorek, 17 października 2017

Chorągiew wyborna (ale spośród zapasowych)


Znalazłem bardzo ciekawy cytat[1] dotyczący sztandaru przekazanego wolnym Kozakom w Carstwie Moskiewskim. Flagi były wszak ważnym symbolem, nic więc dziwnego, że darowując takową kozackiemu „hetmanowi” starano się go sobie zjednać:
Roku 7140[2], miesiąca stycznia, dnia 14, nakazał Car[3] przysłać do Urzędu Spraw Zagranicznych chorągiew wyborną, wybraną spośród chorągwi zapasowych, a następnie wysłać tę chorągiew dowódcy Kozaków Tulskich i Dnieprowskich, Iwanowi Worypajowi. Chorągiew ta z weneckiego adamaszku: obwódka czerwona, w środku dwa pola żółte i pola czarne, na czarnym polu wszędzie tafta czerwona, tafty w nim 2 arszyny 6 werszków[4]; po 26 ałtynów za 4 arszyny; odebrał poddiaczy Isaj Rtiszcziew.



[1] W tłumaczeniu Jurija Sawczuka.
[2] Czyli używając bardziej swojskiej terminologii – 1632 roku.
[3] Michał I.
[4] Jeden werszek to ok. 4.45 cm, arszyn składał się z 16 werszków. 

poniedziałek, 16 października 2017

Zamierzając się pięścią chciał mu wyciąć policzek


W czasie obrad XVII-wiecznego sejmu i senatu Rzplitej nierzadko dochodziło do utarczek słownych między posłami i senatorami, czasami brano się jednak dosyć dosłownie „za łby”. Taki  oto przypadek z kwietnia 1689 roku przytoczył w swoim liście nuncjusz papieski Jacob Cantelmi:
Tymczasem król siedział na tronie, cały senat był w izbie, gdzie odnowiły się wzajemne przycinki pomiędzy posłami koronnymi i litewskimi, do których przyczyniali się także senatorowie, a w szczególności biskup wileński (Konstanty Brzostowski), który słysząc że jeden z Litwinów (Dąbrowski) nazwał posłem królewskim kogoś (Grothusa kasztelana żmudzkiego) krzątającego się po izbie, ostro zgromił rzeczonego Litwina, nazywając go, jak mówią, skurwysynem, na co gdy ten zuchwale i podobnym wyrazem odpowiedział, przybiegło wielu w pomoc biskupowi, między innymi wojewoda malborski[1] przyskoczył do posła litewskiego i zamierzając się pięścią chciał mu wyciąć policzek. Nie przyszło wprawdzie do tego, dzięki kardynałowi prymasowi[2], który mających rzucić się na siebie rozbroił, ale wszyscy porwali się do szabel i cudem stało się, że nie przyszło do krwi rozlewu.



[1] Ernest Denhoff.   
[2] Michał Stefan Radziejowski. 

środa, 11 października 2017

W wielkim i ciężkim turbanie, biegle władając szablą


Nasz dobry blogowy znajomy – pułkownik Jean de la Colonie – po wojnie o sukcesję hiszpańską miał okazję walczyć przeciw Turkom w czasie konfliktu austriacko-tureckiego 1716-1718. Pamiętnikarz zostawił po sobie bardzo ciekawe opisy wojsk tureckich, poniżej drobny fragment. Jak zwykle to tłumaczenie własne z wersji angielskiej, a jako że łeb mi dzisiaj pęka od samego rana, to tłumaczenia będzie baaaaardzo luźne:
Ich jedyna szansa na sukces leży w przewadze liczebnej lub w jakowymś [szczęśliwym] przypadku, kiedy to Turcy okazują się o wiele bardziej niebezpieczni niźli inny przeciwnik; są tak aktywni i szarżują z takim impetem, choć bez większego porządku, że jeżeli ich przeciwnik raz pokaże im plecy, to może tylko ratować się ucieczką. Są niezwykle biegli w używaniu szabli, te które mają są z reguły naprawdę wspaniałej jakości, a oni tak potrafią ich używać, że jeżeli przeciwnik zacznie przed nimi uciekać, w niezwykle krótkim czasie [Turcy] potrafią go zmasakrować.
Inne uzbrojenie zależy od tego jakie narody wchodzą w skład armii; niektórzy mają muszkiety, tak jak janczarzy – w przypadku ludzi zwanych Arnautami ich broń ma długą lufę i duży zasięg; inni z wielką biegłością rzucają oszczepami; kolejni mają łuki i strzały, a jeszcze inni używają kopii[1], będących rodzajem lancy[2] czy pół-piki. Konni oprócz szabli mają krótkie muszkiety, nie noszą jednak pistoletów.
Nie ma żadnych reguł dotyczących strojów. Janczarzy jak i większość Turków ma duże, ciężkie turbany, długie stroje i bardzo szerokie spodnie, związane wokół kostki. Inni noszą [spodnie] bardzo obcisłe poniżej kolana, kurtki do połowy ciała i nader liche turbany. Niektórzy mają kaftan sięgający ledwie do pasa, z bardzo obcisłymi rękawami, które kończą się na łokciu; ich spodnie są krótki i kończą się na kolanie, mają [więc] gołe nogi i ręce, a z małymi czerwonymi czapeczkami na głowach wyglądają jak galernicy. Jeszcze inni ubrani są w szmaty i łachmany, którymi opatulają się zależnie od pogody.
Przy innej okazji zamieszczę kolejne fragmenty, bo obserwacje de la Colonie są nader ciekawe.



[1] W angielskim tłumaczeniu mamy słowo ‘coupies’.
[2] Czy kopii właśnie…

wtorek, 10 października 2017

Oficerowie leibkompanii naszych cudzoziemskich - uzupełnienie


Kilka lat temu wrzuciłem  drobną notkę dotyczącą oficerów piechoty cudzoziemskiej i dragonii w armii Koniecpolskiego w Prusach w okresie 1626-1629. Trochę informacji od tego czasu przybyło, doszło nieco oficerów, kilku udało się nieco dokładniej zidentyfikować. Najnowszy plik (wciąż bez przypisów, sparzyłem się tekstami o rajtarii i już takiego błędu nie powtórzę) można sprawdzić tutaj

poniedziałek, 9 października 2017

Rosyjski żołnierz lepszy jest broniąc jakowegoś zamku czy miasta


Po paru latach wracamy do Gilesa Fletchera i jego opisu Państwa Moskiewskiego. Pozostaniemy w klimatach wojennych, tym razem nieco o artylerii i walkach z Polakami:
Nie biorą ze sobą wiele artylerii [na kampanię] gdy przyjdzie im się potykać z Tatarami; kiedy jednak przychodzi walczyć z Polakami (których wyżej sobie cenią jako przeciwników) ruszają dobrze zaopatrzeni w [działa i] amunicję i wszelkie niezbędne zapasy. Powiada się, że żaden z chrześcijańskich władców nie ma większych zapasów dział i amunicji niż car Rosji. Duża w tym zasługa arsenału w Moskwie, gdzie mają niezwykle dużo  wielkich dział, wszystkie z nich mosiężne, bardzo porządnie wykonane.
Mówi się, że rosyjski żołnierz lepszy jest broniąc jakowegoś zamku czy miasta, niźli stając do walnego starcia poza granicami swego kraju. Dobrze na to wskazują [poprzednie] wojny, zwłaszcza oblężenie Pskowa, które miało miejsce osiem lat temu. Kiedy to udało się [Moskwie] odeprzeć polskiego króla Stefana Batorego, z całą jego armią licząca 100 000 ludzi, zmuszając go do zwinięcia oblężenia, w którym stracił wielu swoich najlepszych kapitanów i żołnierzy.

Za to w walnej bitwie moskiewski zawsze jest gorszy od Polaków i Szwedów. 

czwartek, 5 października 2017

Kącik polemiki - odsłona V


Generalnie staram się na blogu unikać współczesnej polityki, a także i historii spoza interesującego mnie okresu, czyli XVI-XVIII wieku. Tym razem jednak nie mogę sobie darować kilku słów.
Jarosław Szarek, prezes IPN miał 4 października tego roku tak oto powiedzieć do studentów Akademii Sztuki Wojennej (grafika z FB IPNu):

Prezes jest doktorem nauk humanistycznych, obronił w 2011 roku pracę zatytułowaną „Działalność Służby Bezpieczeństwa wobec młodzieży akademickiej Krakowa w latach 1970-1980”, nic więc dziwnego, że ma – jak widać – brak jeżeli chodzi o wiedzę historyczną o wiekach wcześniejszych. Już samo zdanie o kradzieży Wojska Polskiego przez komunistów wzbudza lekkie uśmiech politowania (komu ukradli, kto odzyskał, co, jak i dlaczego?), ale to odwołanie się do ratowania Europy wymaga chwili zastanowienia.

O ile bez większego problemu można się zgodzić z rolą bitwy warszawskiej (biorąc pod uwagę sytuację wielu krajów Europy po Wielkiej Wojnie) to już kwestia odsieczy Wiednia z 1683 roku i owego ‘ratowania’ tam Europy to temat na długą dyskusję. Rozumiem że w obecnej sytuacji politycznej kwestia odsieczy wiedeńskiej i pokonania armii tureckiej jest nader często tematem który przewija się w polskich mediach, jednak nie bierze się przy tym pod uwagę całej sytuacji geopolitycznej ówczesnej Europy. W Londynie, Sztokholmie, Kopenhadze czy Madrycie ( o Paryżu już nie wspominając) nie panikowano bowiem w 1683 roku z powodu wyprawy tureckiej, nie organizowano posiłków dla cesarza jak miało to miejsce 20 lat wcześniej. Ale też dr Szarek zapewne nie słyszał nigdy o wojnie Cesarstwa w Turcją w latach 1663-1664, kiedy to nawet Szwedzi i Francuzi przysłali swoje kontyngenty do walki z wojskami sułtana.  No ale przecież w wojnie tej nie brała udziału polska husaria, więc po co o tym mówić. Zostawmy jednak w spokoju Wiedeń, gdzie Polacy faktycznie odegrali ważną rolę jako część (podkreślmy to – część) armii koalicyjnej, bo została nam z tej wypowiedzi istna perełka.

Mamy tu bowiem jeszcze bitwę pod Legnicą w 1241 roku jako wydarzenie w którym ‘armia Rzeczypospolitej ratowała Europę’. Uff, to jest naprawdę działo ciężkiego kalibru. Może dr Szarek słyszał kiedyś o rozbiciu dzielnicowym, ale wiedza te musiał mu przejść koło uszu. O Unii Lubelskiej pewnie  nie słyszał, wiedziałby bowiem od którego momentu możemy mówić w Polsce o Rzeczpospolitej. Przypomnę, w bitwie pod Legnicą, sojusznicza armia składała się z wojsk różnych księstw: ze Śląska, Wielkopolski, ziemi krakowskiej. Udział brali też templariusze, joannici i być może Krzyżacy. Do tego dodajmy Morawian i niemieckich górników. Co jest rzeczą oczywistą nawet dla leniwego czytelnika Wikipedii, sprzymierzeni tej bitwy nie wygrali. To armia mongolska zwyciężyła w starciu, rozbijając armię dowodzoną przez Henryka II Pobożnego. Sam książę śląski, krakowski i wielkopolski zginął w bitwie lub został ścięty przez zwycięzców. Sam bitwa w żaden sposób nie mogła też ‘ratować Europy’, jako że zgrupowanie mongolskie było tylko silny zagonem dywersyjnym. Główna armia mongolska walczyła bowiem wtedy pod dowództwem Batu Chana na Węgrzech, gdzie w tymże roku w bitwie na równinie Mohi/nad rzeką Tiszą pokonała wojska węgierskie.


To naprawdę żenujące, że historyk – nawet zajmujący się historią współczesną – nie mógł się porządnie przygotować i wygłosił takie straszne banialuki przed grupą studentów. Co gorsza, IPN chwali się tą wypowiedzią w formie ‘mema’ na swojej oficjalnej stronie FB, mimo wielu komentarzy których autorzy komentują ewidentne błędy. Może trzeba zorganizować jakieś specjalne kursy dla szefów Instytutu Pamięci Narodowej, żeby nieco lepiej zapoznali się z historią własnego kraju? 

Wojna drążnicza


27 listopada 1592 roku w Sztokholmie zmarł Jan III Waza, król Szwecji. Jego najstarszy syn, miłościwie nam panujący w Polsce i na Litwie Zygmunt III, postanowił się udać do Sztokholmu, by objąć tron po zmarłym tatku. Przygotowania i formalności nieco trwały, w końcu jednak latem 1593 roku Zygmunt III dotarł do Gdańska, gdzie szykowała się jego wyprawa do ojczystego kraju. W czasie jego pobytu w tym mieście doszło do krwawego tumultu, spowodowanego głupim wypadkiem z udziałem drążnika (tragarza). Oddajmy głos biskupowi Pawłowi Piaseckiemu, który opisze nam jak doszło do rozróby:


wtorek, 3 października 2017

A my odpasawszy broń pod rozejmy miłe, pląszemy, tańcujemy


Tomasz Zamoyski wygłosił na sejmie warszawskim 1628 roku bardzo ciekawą mowę dotyczącą sytuacji w jakiej znalazła się Rzplita. Kraj był od kilku lat w stanie wojny ze Szwecją, za miedzą trwała w najlepsze (czy raczej w najgorsze) wojna która przeszła do historii pod nazwą trzydziestoletniej.  Kolejni sąsiedzi – Moskwa i Turcja – także łypali nieprzychylnym wzrokiem, ciesząc się z nie najlepszej sytuacji kraju rządzonego przez Zygmunta III.
Pozwolę sobie zacytować pewien fragment tej przemowy, bo jego wydźwięk był nie tylko w krótkiej perspektywie proroczy, ale i dobrze ocenił pewne narodowe przywary.
Nie wykrzykam na rozerwanie rozejmu. Boże zachowaj. Ale na coż dobrego nasze te rozejmy. Żebyśmy się wyleżeli. To rozejmy u Moskwy, że się na nas przez ten czas wszystek gotują do wojny. I nasze, tak ciężkie, tak krwawe, tak sromotne, nie na co inszego, tylkoby na to przydawać się miały. A my odpasawszy broń pod rozejmy miłe, pląszemy, tańcujemy. A gdy wynidą rozejmy (a Boże daj aby ich też nie moskiewskim kalendarzem rachowano) aż ono veteri proverbio[1]: taż baba, na tychże kołach. Dobrzeby nam MMpp. uważać przy takim w ojczyźnie naszym gościu futura tempora[2], a osobliwie de securitate[3] Rzplitej w casum interregni[4] pomyślić, który p. Boże jak najdalej oddalaj.
Pan Tomasz okazał się złym prorokiem. Zmarł w roku 1638, był więc świadkiem krótkotrwałej wojny z Turcją, wojny smoleńskiej z Moskwą[5] a także buntu Kozaków. Nie mógł też przypuszczać, jaka seria wojen zacznie się dziesięć lat po jego śmierci.



[1] Starym przysłowiem.
[2] W przyszłości.
[3] Dla zabezpieczenia.
[4] W czasie bezkrólewia.
[5] Która – tak jak ostrzegał – spadła na Rzplitą po śmierci Zygmunta III. 

piątek, 29 września 2017

Poswol/Pozwol 1625 raz jeszcze


Dawno temu pisałem o starciu kirasjerów szwedzkich i husarii litewskiej pod Poswolem/Pozwolem w 1625 roku. Akurat dzisiaj rocznica, warto przywołać kolejne litewskie źródło na temat tej potyczki. Chodzi o list hetmana Radziwiłła do Eustachego Wołłowicza, datowany na 30 września 1625 roku, czyli dzień po starciu (podziękowanie dla dra Mariusza Balcerka za podzielenie się informacjami z tego listu). Informacja jest niestety bardzo zdawkowa - hetman potwierdza ilość wziętych do niewoli (porucznik, dwóch kaprali, trębacz 'samego Gustawa', 42 żołnierzy), wspomina o obecności Liebfahne, a także ocenia, że szwedzcy żołnierze 'to byli dobrzy ludzie'. Brak wzmianek o ilości zabitych Szwedów, zdobytych sztandarach (co znów potwierdzałoby tezę, że żaden kornet nie wpadł w ręce Litwinów) czy stratach własnych. Nie odpowiada to więc niestety na pytania które zadawałem sobie przy poprzednim wpisie, może jednak kiedyś uda się odnaleźć kolejne informacje?

czwartek, 28 września 2017

Mała wojna na stepie


Ostatnio sporo czytam o Kałmukach i ich historii w XVII i XVIII wieku. Znalazłem bardzo ciekawy opis dotyczący ich taktyki w obliczu rajdów równie agresywnych sąsiadów. To interesujące spojrzenie na bardzo specyficzną „małą wojnę” jaką toczyły między sobą plemiona koczowników z tego regionu. Oddajmy głos moskiewskiemu świadkowi:
Jako że żyją oni [Kałmucy] w ciągłym zagrożeniu ze strony swoich nomadycznych sąsiadów, takich jak Tatarzy kubańscy[1] i Kazachowie, Kałmucy zawsze trzymają czaty na obrzeżach swoich ułusów. Otrzymawszy wieści o nadciągającym wrogu, Kałmucy nigdy nie ruszają by stawić mu czoła. Miast tego każdy ułus ucieka. Podczas gdy kobiety i dzieci zabierają [zapasowe] konie, trzodę i wielbłądy, unosząc z nimi wszystko [co należy do ułusu], uzbrojeni mężczyźni, dosiadając lepszych koni, tworzą ariergardę ułusu by odeprzeć [ewentualny] atak nieprzyjaciela. Kałmucy nie ruszają by stawić czoła nadciągającym wrogom. Gdyby to zrobili, mogliby minąć się z nieprzyjacielem, jako że wszędzie tutaj jest tylko otwarty step. W tym czasie wróg mógłby napaść na kałmuckie ułusy, wyrządzić im poważne szkody i wycofać się na własne terytorium, unosząc ze sobą łupy. Właśnie dlatego, kiedy nieprzyjaciel wraca do siebie, [zależnie od rozwoju wypadków] niosąc - lub i nie - łupy, Kałmucy zbierają swoich jeźdźców by ścigać napastników. Jako że wojownicy wroga i ich konie są zmęczeni rajdem, Kałmucy, dopadając wycofujących się, mają nad nimi przewagę. W tym samym czasie nadciągają też dla nich posiłki z innych [nie będących obiektem rajdu] ułusów.




[1] Tzw. Mała Orda Nogajska, czyli orda kubańska. 

wtorek, 26 września 2017

Bociem Turcy takiem rządem wiele naprzód mają


Wracamy do pamiętników Konstantego z Ostrowicy, tym razem by przeczytać jego porady dotyczące walki z jazdą turecką w drugiej połowie XV wieku.
Gdy się ma Turki gotować macie, abyście się warowali zbroją obciążać, grubych drzew jezdeckich, samostrzałów, hewarów ciężkich abyście nie mieli, ale byście sobie wszystkie rzeczy ku wojnie a ku walnej bitwie letkie stroili, czym byście mogli bez obciążenia władać. Abociem Turcy takiem rządem wiele naprzód mają. Jeśli ji gonisz, tedy uciecze, a jeśli on cię goni, tedy mu nie ujedziesz. Turcy i konie ich dla wielkiej lekkości zawdży prędcy są, a my zawżdy przez ciężkie konie i obciążenie zbroje jestechmy leniwi, abociem wiele na głowie mając, duch trudny masz, a k temu słyszysz i wszedy dobrze nie widzisz, rękoma też i sam sobą dla ciężkości zbroje nie władniesz.

To bardzo ciekawe spostrzeżenia, cenne o tyle, że pochodzące od kogoś kto walczył u boku armii tureckiej i miał okazję widzieć sipahów i jazdę lekką w akcji.   

poniedziałek, 25 września 2017

Kadrinazi radzi i odradza - cz. XIV



Zgodnie z zapowiedzią, pora na recenzję drugiego tomu Ospreya o armii Zjednoczonych Prowincji. Chodzi o tom numer 513 z serii ‘Men-at-Arms’, zatytułowany Dutch Armies of the 80 Years’ War 1568-1648 (2). Cavalry, Artillery & Engineers. Autorem tekstu jest Bouko de Groot, kolorowe plansze namalował tandem ojciec-syn Gerry i Sam Embleton.
Tak jak przy poprzedniej recenzji, najpierw słów kilka o strukturze pracy, potem kolorowe plansze, a na koniec uwagi ogólne i narzekanie na mapę… No ale nie uprzedzajmy wydarzeń.
Po krótkim wstępie i mapie przedstawiającej oblężenia (o. znowu wspomniałem mapę), czekają nas cztery rozdziały.
Pierwszy z nich dotyczy kawalerii. Podobnie jak w tomie o piechocie, Autor analizuje jazdę w oparciu o trzy okresy wojny:
- wojnę domową 1568-1587
- wojnę o niepodległość 1588-1620
- wojnę koalicyjną 1621-1648
Możemy tam znaleźć informację o typach jazdy (kopijnikach, kirasjerach, arkebuzerach/karabinierach i rajtarach), organizacji ich jednostek, wyposażeniu żołnierzy, taktyce walki.
Także i rozdział dotyczący artylerii napisany jest według takiego ‘czasowego’ klucza, omawiając typy dział, ich przeznaczenie, a także użycie na polu bitew i działań oblężniczych.
Rozdział trzeci dotyczy właśnie działań inżynieryjnych, w tym oblężeń – tych wszakże w toku wojny było bardzo wiele. Tu z kolei mamy podrozdziały dotyczące kolejno pionierów, mostów, oblężeń i walki w okopach.
Ostatni rozdział dotyczy ogólnie „armii”. Dowiadujemy się z niego nieco o kwestii dowodzenia, przemarszów armii, a także – znowu według klucza ‘czasowego’ – wielkości armii, jej szyków na polach bitew i logistyki.
Przechodzimy do plansz kolorowych. Tak jak w poprzednim tomie, są miłe dla oka, chociaż czasami mam tu problem z kolorami (np. w jednym przypadku nie widać gdzie kończy się kolet a zaczyna koszula czy co tam akurat żołnierz ma na sobie). Jedna tablica ukazuje kilka kornetów, a także proporczyki jazdy kopijniczej. Cztery kolejne tablice ukazują różne typy kawalerzystów. Na dwóch kolejnych widzimy działa i artylerzystów, na ostatniej inżyniera, minera i sierżanta grenadierów.
Na kartach książki znajdujemy wiele informacji na temat armii niderlandzkiej, widać że Autor naprawdę  „siedzi” w epoce i wie o czym pisze. Dużą zaletą tej pozycji są bardzo ciekawe ilustracje z epoki, tu jednak sprawa jest o tyle łatwa, że zachowało się bardzo wiele rysunków i obrazów z epoki, jest więc z czego wybierać. Tu i ówdzie przemycone są znów interesujące anegdoty i historie z przeróżnych bitew – coś co podobało mi się już w pierwszym tomie. Godne uwagi jest, że Autor dodał erratę do pierwszego tomu, niestety błąd o synach Karola V nie został poprawiony.
Dobra, teraz trzeba trochę ponarzekać, żeby nie było że tylko cukruję. Idea mapy – zrobionej w ten sam sposób jak w tomie pierwszym, więc odsyłam do tamtej recenzji – zupełnie do mnie nie przemawia. Jest dla mnie bardzo nieczytelna i totalnie psuje mi odbiór chronologii działań oblężniczych. W moim odczuciu to poważny mankament tej pracy. Autor postanowił także, nie bardzo wiem dlaczego, w przypadku kawalerii zrezygnować z określenia kompania/kornet, zastępując je współczesnym ‘squadron’. Prowadzi to do dalszego gmatwania terminologii, bo zamiast czytać o trzech kompaniach tworzących skwadron, mamy trzy skwadrony tworzące ‘regiment polowy’.
Uwaga ogólna, o której już kiedyś wspominałem w  przypadku Ospreya. Bardzo nie lubię wrzucania jazdy i artylerii do jednego worka. W przypadku omawianej armii Zjednoczonych Prowincji aż się prosiło o wyodrębnienie artylerii i saperów do osobnego, trzeciego tomu. Skorzystałaby o tym jazda, bo Autor miały szansę napisać nieco więcej o jej akcjach – tym ciekawszych, że mamy tu armię przez pewien czas wciąż używającą kopijników. Jest to jednak uwaga raczej skierowana do wydawnictwa, a nie Autora. Mam nadzieję, że sukces tych dwóch tomów zachęci Bouko de Groota do dalszego pisania i wydawania kolejnych pozycji o armii Zjednoczonych Prowincji. Zachęcam też do zajrzenia na jego stronę www.80YW.org.
Końcowa ocena [według rankingu: trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić  - zdecydowanie unikać]  to znów trzeba mieć dla fanów armii ZP, ewentualnie można mieć jeżeli ktoś generalnie interesuje się XVII-wieczną wojskowością. To ciekawa pozycja, z którą warto się zapoznać, mimo że odcyfrowywanie mapy (ha, znowu się pojawiła) jest tak bolesne… 

niedziela, 24 września 2017

Z księciem Maurycym w Brabancji


Przepiękna ilustracja ukazująca maszerującą armię Zjednoczonych Prowincji, znaleziona w najnowszym Ospreyu autorstwa Bouko de Groota (już niedługo recenzja na blogu). Lambert Cornelisz w 1603 roku ukazał nam marsz armii księcia Maurycego Orańskiego w Brabancji w 1602 roku. W zdigitalizowanej wersji na stronie Rijksmuseum możemy podziwiać ją w najdrobniejszym detalu – polecam pod tym linkiem, bo naprawdę to niesamowicie ciekawa sprawa.

Oddziały pionierów torują drogę armii, marsz ubezpieczają kornety jazdy. Regimenty piechoty opisane są według klucza narodowościowego (np. kolumny na samej górze to Anglicy), nazwiska dowódcy lub jako jednostki gwardii. Widzimy liczne wozy taborowe, park artyleryjski, a nawet cywili ‘wieszających się’ za armią (psy też się załapały). 

czwartek, 21 września 2017

Zagadka obrazu rozwiązana


W jednym z ostatnich wpisów poruszyłem temat rzekomego obrazu ukazującego wjazd Jana Kazimierza do Krakowa w 1649 roku. Obiecałem sprawdzić to w Szwecji, ciekawiło mnie czy taki obraz istnieje? W komentarzu do tego wpisu 'zbigur' (pozdrawiam!) sugerował że może chodzić o rolkę sztokholmską. Z samego rana otrzymałem dzisiaj odpowiedź od p. Johanna Gasste z Riksarkivet (many thanks!). Rzeczony obraz został w 1902 roku przekazany z Riksarkivet do Zbrojowni Królewskiej. Dwa lata później badający malowidło kurator C.A. Ossbahr zidentyfikował je poprawnie jako przedstawiające Zygmunta III a nie Jana Kazimierza - chodzi więc rzeczywiście o rolkę sztokholmską. Zagadka rozwiązana, jak zwykle jestem mile zaskoczony tym jak szwedzcy muzealnicy i archiwiści szybko i obszernie odpowiadają na tego typu pytania. Niektórzy mogliby się od nich wiele nauczyć...

poniedziałek, 18 września 2017

Korespondent Hans dłubie...


W 1523 roku silna armia Związku Szwabskiego przeprowadziła niezwykle skuteczną kampanię przeciwko raubritterom[1] we Frankonii. Dowodzone przez Georga Truchsessa von Waldburg-Zeil, połączone siły szwabsko-bawarsko-frankońskie zdobyły i zrównały w ziemią 23 zamki. Epizod ten przeszedł do historii jako „wojna frankońska”, doczekał się też bardzo interesującego reportażu-sprawozdania. Wyprawie towarzyszył bowiem drzeworytnik Hans Wandereisen, który został swoistym korespondentem wojennym. Wykonał bowiem serię 23 drzeworytów, przedstawiających po kolei wszystkie zamki które oblegała i zniszczyła armia Związku.  Kolekcja ta była na tyle popularna, że doczekała się nawet późniejszych kolorowych wydań. Na niemieckiej Wikipedii możemy znaleźć bardzo obszerny i interesujący artykuł o tej kampanii, ukazujący wszystkie drzeworyty i ich opisy. To niezwykle ciekawy raport, pokazujący że decydenci Związku dobrze zdawali sobie sprawę, jak ważnym narzędziem wojny jest odpowiednio przygotowana propaganda.



[1] Czyli rycerzom którzy niekoniecznie byli miłośnikami chanson de geste…

niedziela, 17 września 2017

Trachten-Kabinett von Siebenbürgen


Ciekawe znalezisko w zbiorach Wikimiedia Commons, czyli księga kostiumów siedmiogrodzkich. Według zamieszczonego opisu, powstała w 1729 roku, w oparciu o akwarele artysty z Grazu, namalowane w 1692 roku. Możemy tam znaleźć zarówno poczet władców Siedmiogrodu jak i stroje ludowe z regionu. Trzeba jednak brać pod uwagę rok powstania oryginalnych prac - stąd też postaci z XVI wieku w strojach z drugiej połowy XVII. Tak czy inaczej bardzo interesująca księga kostiumów.

piątek, 15 września 2017

Umierając w przedziwny sposób, z zaciśniętymi szczękami


Sir John Hawkins był jednym z najbardziej znanych admirałów angielskich z okresu panowania Elżbiety I. Odegrał bardzo ważną rolę z walkach z Wielką Armadą, miał też jednak i o wiele mroczniejszą stronę. Dorobił się bowiem majątku na handlu niewolnikami, porywanymi z Afryki. Miało mu to przynieść tak duże profity, że uwzględnił motyw czarnego niewolnika w swoim herbie (jak widać powyżej). Często był to jednak biznes niebezpieczny, gdyż afrykańskie plemiona zażarcie walczyły z łowcami niewolników. Dziś przytoczę drobny fragment właśnie o tym. W 1567 roku Hawkins, w czasie korsarskiej wyprawy przeciw Hiszpanom, postanowił dorobić sobie nieco, organizując rajd po niewolników. 18 listopada jego flotylla dotarła do wysp Zielonego Przylądka, tu jednak Anglicy napotkali zażarty opór. Oddajmy głos samemu Hawkinsowi:
Wylądowaliśmy tam w 150 ludzi, mając nadzieję na pochwycenie czarnych; udało się jednak złapać tylko kilku, a wszystko to przy dużych stratach wśród naszych ludzi, głównie z powodu zatrutych strzał, którymi strzelali krajowcy. Z początku szkoda z powodu [tych strzał] była nikła, jednak [niedługo potem] zmarli praktycznie wszyscy którzy odnieśli jakąkolwiek ranę [od strzał], umierając w przedziwny sposób, z zaciśniętymi szczękami, w ciągu dziesięciu dni od zranienia, nawet po tym jak już zabliźniły im się rany. Jam był jednym z najgorzej rannych, jednak – dzięki niech będą Panu – uszedłem z życiem.

Podany przez Hawkinsa opis zgonu dotyczy oczywiście tężca (tetanus), owa zaciśnięta szczęka to szczękościsk (trismus), charakterystyczny dla tej choroby. 

czwartek, 14 września 2017

Albumowo-facebookowo czyli sporo do oglądania...


W kilku poprzednich wpisach zamieszczałem linki do albumów z ilustracjami na moim blogowym profilu FB. Nazbierało się tego naprawdę sporo, wiem jednak że - jeżeli nie dodaję w danym albumie nowych zdjęć - może być trudno do nich dotrzeć. W tym wpisie więc zamieszczam linki do wszystkich albumów, mam nadzieję że w ten sposób łatwiej będziecie mogli wyszukiwać interesujące rzeczy. Dodałem też kilka albumów z mojego prywatnego konta FB, które mają dostęp otwarty dla wszystkich - także i tam jest sporo materiałów.


I. Obrazy i rysunki z epoki:
- hiszpański podbój Azorów w 1583 roku
- rolka sztokholmska (rulon polski)
- La picca, a la bandera
- oficerowie szwedzcy z 1623 roku
- Triumphzug Kaiser Maximilians
- pogrzeb Fryderyka Henryka Orańskiego w 1647 roku
- obrazy Pietera Snayersa 
- odsiecz Wiednia w 1683 roku - Romeyn de Hooghe
- bitwa pod Lepanto
- tureckie oblężenie Malty w 1565 roku
- armia cesarska 1591-1593
- oficerowie hiszpańskich Tercios
- Turcy według Josta Ammana
- Turcy według Nicolasa de Nicolay
- oblężenie Aalkmar w 1573 roku
- angielska armia w Portsmouth w 1545 roku
- Henryk VIII w Dover w 1520 roku
- Turcy według Melchiora Lorcka
- Jacques Callot
- pogrzeb markiza Huntly
- potyczka Leckerbeetje
- namioty tureckie - Marsigli
- konie Stradanusa
- oblężenie Wisłoujścia w 1577 roku
- J P Lemke
- Jan Asselijn
- Jan van Huchtenburg
- Cornelis de Wael
- milicje miejskie
- Rudolph Meyer
- Jacob Duck
- Siedmiogrodzianie Jerzego II Rakoczego
- węgierscy władcy i żołnierze - Isaac Maior
- francuska księga kostiumów orientalnych
- dragonia w XVII wieku
- Sulejman Wspaniały i jego świta
- Tatarzy (XVI-XVIII wiek)
- armia i flota wenecka
- Turnierbuch Burgkmaira
- Persowie (XVI-XVIII wiek)
- Turnierbuch Fryderyka III i Maksymiliana I
- Turnierbuch Marxa
- Casa Savoia
- bawarski Hofkleiderbuch
- sztandary Świętego Cesarstwa Rzymskiego
- Johan Wilhelm Baur (nacje) i sceny bitewne
- kopijnicy/lansjerzy 
- pochód sułtański z 1657 roku
- bitwa pod Pawią 
- zdobycie Tunisu w 1535 roku
- lancknechci Josta de Negkera
- Dirk Maas
- Turcy według van Scheyndela
- Biała Góra 1620 rok
- Turcy pod Wiedniem w 1529 roku
- bitwa pod Saint Gotthard
- żołnierze rojalistów z ECW - okno kościoła w Farndon
- żołnierze cesarscy pod Wiedniem w 1529 roku
- Arent van Bolten
- Abraham Bosse
- Kriegsbuch Fronspergera
- Odsiecz Wiednia 1683 w ikonografii
- Adam Frans van der Meulen 
- dragoni francuscy - Charles Parrocel
- Paulus van Hillegaert
- Węgrzy (XVI-XVIII wiek)
- Hans Ulrich Franck
- armia szwedzka 1600-1648
- wozy taborowe XVI-XVII wiek
- wojska polsko-litewskie XVI-XVIII wiek
- Jan Marszten Młodszy
- Śpiący żołnierzy Le Basa
- Wojowniczy kapłani
- Abraham de Bruyn i masa konnych...
- Nikolus Solis
- Stefano della Bella
- Lucas D'Heere 
- Jacopo Ligozzi 
- Niezidentyfikowane tureckie księgi kostiumów
- Turecka księga kostiumów z 1586 roku
- Seabastiaen Vrancx
- Tryumfy i bitwy arcyksięcia Albrechta (Alberta) VII
- David Vinckboons i chłopi walczący z żołnierzami
- Turecka księga kostiumów z 1720 roku
- Frans Hogenberg, bitwa wojsk cesarskich z Turkami
- Bitwa pod Nordlingen w 1634 roku
- Marsz armii ks. Maurycego Orańskiego
- armia turecka szykująca się do bitwy (1558 rok)
- bitwa pod Heiligerlee (1568 r.)



II. Obraz i rysunki powstałe po XVIII wieku:
- turecka panorama zdobycia Konstantynopola 
- Szymon Kobyliński i "Gawędy o broni i uzbrojeniu"
- Ilustrowana Kronika Polaków (1966 rok)
- Juliusz Kossak - I album, II album
- Władysław Szerner
- Józef Brandt
- Wacław Pawliszak
- Jan Matejko
- Karol Linder
- Zbigniew Kasprzak
- Jean-Louis Ernest Meissonier
- Jean Alaux
- Johan Herman Isings
- Alex de Andreis
- Karl Alexander Wilke
- Andrew Carrick Gow
- armia moskiewska z pracy Wiskowatowa
 - Lucien Rousselot
- Gustaf Olof Cederstrom
- Jose Ferre Clauzel 
- Augusto Ferrer-Dalmau Nieto 
- Ernest Crofts
- Aleksander Orłowski



III. Inne (w tym sztandary):
- zbroja turniejowa Karola V Habsburga
- listy przypowiednie
- biblioteka Kadrinaziego
- niderlandzkie medale pamiątkowe
- sztandary kozackie z 1651 roku
- sztandary szwedzkie w okresie "Potopu"
- sztandary polskie i litewskie

wtorek, 12 września 2017

Krakowskie działa w szwedzkich zbiorach


Aleksander Czołowski został w 1897 roku wysłany – przez radę miejską Lwowa – z misją badawczą do Szwecji. Miał zbadać i opisać zabytki wywiezione w 1704 roku ze Lwowa przez armię Karola XII. W czasie swojej wyprawy miał okazję zapoznać się z przechowywanymi w ówczesnym Archiwum Muzeum Artylerii w Sztokholmie albumami, zawierającymi rysunki 750 dział i moździerzy, zdobytych przez Szwedów w okresie 1598-1702. Wykonywał je – od 1706 roku – Philip Jakob Thelott. Wszystkie trzy tomy zachowały się zresztą to naszych czasów, przechowywane są w zbiorach Armemuseum w Sztokholmie.
Wśród tego tak cennego zbioru ikonograficznego, aż 272 sztuki dotycząca polsko-litewskiej artylerii.  Czołowski w 1902 roku opublikował maleńki fragment z tej kolekcji: wizerunki i opisy 34 dział i moździerzy zrabowanych z Krakowa w czasie Wielkiej Wojny Północnej. Wczoraj znalazłem artykuł tego badacza wśród kolekcji online Biblioteki Śląskiej w Katowicach. Pozostaje mi więc tylko podzielić się linkiem i zaprosić do lektury.

PS. Czołowski wspomniał tam o bardzo interesującym obrazie przedstawiającym koronacyjny wjazd Jana Kazimierza do Krakowa w 1649 roku. Wysłałem już maile do Szwecji w tej sprawie, ciekawe czy malowidło to przetrwało?

poniedziałek, 11 września 2017

Rocznicowo - Na odsiecz Wiedniowi (raz jeszcze...)


W 1983 roku nagrano w Polsce fabularyzowany film dokumentalny dla uczczenia 300-lecia odsieczy wiedeńskiej. Już to kiedyś wrzucałem na blog, ale od tego czasu film został usunięty z YB. Można go jednak obejrzeć pod tym linkiem. Zdecydowanie warty polecenia, bo też mimo upływu lat wciąż bije na głowę wszystko co później zrealizowano 'filmowo' na temat tej bitwy. Wykorzystano sceny z kilku klasycznych filmów - "Potopu", "Pana Wołodyjowskiego" i 'Ojca królowej" - nagrano też jednak wiele dodatkowych scen, z udziałem znanych i cenionych polskich aktorów. Naprawdę warto poświęcić półtorej godziny na obejrzenie tej perełki.

Summa wszystkich ludzi: człowieka 548, koni 728


W kwietniu 1571 roku do Warszawy przybyło poselstwo moskiewskie od Iwana IV Groźnego. Ambasada  ta miała rozmawiać z Polakami na temat negocjacji wiecznego pokoju, a nie tylko dotychczasowego trzyletniego rozejmu[1]. Znalazłem bardzo ciekawą informację dotyczącą liczebności tej wyprawy – dobrze to pokazuje, jak złożoną operacją logistyczną była tego typu misja. Każdy z czterech posłów moskiewskich miał ze sobą własną świtę:
- namiestnik świaski kniaź Iwan Kambarow; z nim dworzan Wielkiego Księcia[2] 3, ludzi wszystkich człowieka 194, a koni 256
- namiestnik muromski kniaź Hrihorej Fiederowicz Meszczerski; z nim dworzan Wielkiego Księcia 3, ludzi wszystkich człowieka 170, a koni 221
- namiestnik porchowski kniaź Putiatin Wassilowicz, z nim dworzan Wielkiego Księcia 3, ludzi wszystkich człowieka 106, koni 146
- diak Piotr Protassowicz; z nim dworzan Wielkiego Księcia 1, a poddiaczy, ludzi człowieka 78, koni 103
Summa wszystkich ludzi: człowieka 548, koni 728
Niestety brak informacji ile wozów towarzyszyło tej kolumnie. Posłowie nie forsowani tempa, z Brześcia Litewskiego do Warszawy podróżowali 5-6 mil dziennie. Ot wędrowało sobie takie miasteczko...



[1] Który miał dobiec końca w 1573 roku.
[2] Iwan IV był wielkim księciem moskiewski, jego tytuł carski nie był wszak akceptowany w Polsce.