Pokazywanie postów oznaczonych etykietą armia brandenburska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą armia brandenburska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 marca 2025

Nowa książka - 'Confrontations of Kings, 1656' - wreszcie dostępna

 

Miło mi poinformować, że ukazała się moja nowa książka w serii 'Century of the Soldier 1618-1721'. Zatytułowana 'Confrontation of Kings, 1656' i napisana wspólnie z Michaelem Fredholm von Essen, jest to monografia trzydniowej bitwy pod Warszawą w okresie 'Potopu szwedzkiego'. Temat dobrze opracowany w języku polskim, ale raczej do tej pory słabo opisany w języku angielskim, mamy więc nadzieję, że taka szwedzko-polska monografia bitwy przybliży ten temat anglojęzycznym czytelnikom.

Książka jest aktualnie dostępna w specjalnej promocyjnej cenie na stronie Wydawcy.

poniedziałek, 17 stycznia 2022

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XLV

 


Wypadałoby w końcu wrzucić coś na blog, a nie tylko koncentrować się na FB. Co może być tu lepszego, niż kolejna recenzja? Dziś przyjrzymy się najnowszej pracy autorstwa Michaela Fredholma von Essena, czyli ‘Charles X’s Wars. Volume I – Armies of the Swedish Deluge, 1655-1660’. Jest to początek nowej mini-serii w ramach ‘Century of the Soldier 1618-1721’, jako że tematyka Potopu obejmie trzy tomy autorstwa tego autora.

Jak zwykle najpierw przyjrzymy się ogólnej organizacji pracy, a potem dodam nieco więcej szczegółowych komentarzy. Po krótkim wstępie w którym autor opisuje podział na tomy a także ogólne wstępne informacje edytorskie, czytelnik znajdzie tu bardzo długie i szczegółowe kalendarium wydarzeń od stycznia 1654 roku do lipca 1657 roku, obejmujący początek konfliktu Rzplitej z Moskwą, agresję Szwecji a także wejście Siedmiogrodu do wojny. Kolejny ‘rozdział’ to ‘dramatis personae’, jedno-dwuzdaniowe opisy najważniejszych dowódców z wszystkich walczących armii. Kolejna część to biogramy ośmiu monarchów państw biorących udział w konflikcie do 1657 roku (poza Danią i Norwegią, jako że ta będzie opisana w tomie trzecim). Pierwszy ‘właściwy’ rozdział opisuje przyczyny wybuchu wojny, zarówno na linii Rzplita-Moskwa jak i Rzplita-Szwecja. Kolejne rozdziały zajmują się, zgodnie z tytułem pracy, armiami biorącymi udział w konflikcie. Są to po kolei (w nawiasie ilość stron poświęconych każdej armii): Szwecja (52), Rzplita (44), Brandenburgia-Prusy (14), Moskwa (35), Kozacy (11), Siedmiogród (7), Święte Cesarstwo Rzymskie (5) i Tatarzy (19). Autor starał się opisać każda armię w podobny sposób: od organizacji, rekrutacji, liczebności, po wyposażenie i taktykę. Jak widać po ilości stron niektóre armie są jednak opisane znacznie pobieżniej od innych. Zdecydowanie najlepszą częścią są opisy armii szwedzkiej, oparte o liczne dokładne opracowania autorstwa szwedzkich historyków. Nie brak tu organizacji jednostek do poziomu kompanii włącznie, informacji o umundurowaniu czy broni. Rzplitej poświęcono sporo miejsca, opisy są głównie oparte o prace Jana Wimmera, Roberta Frosta i Richarda Brzezińskiego. Bardzo obszerny jest rozdział o armii moskiewskiej, która zdaje się bardzo interesować autora. Dziwne wydaje się aż tak obszerne opisanie armii tatarskiej, biorąc pod uwagę relatywnie mały wpływ Chanatu na działania wojenne. Książka kończy się sugerowaną pozostałą literaturą z różnych krajów, a także obszerną bibliografią w której rzuca się jednak w oczy (co zdaje się być typowe dla tego autora) brak źródeł archiwalnych – są tylko drukowane, a i tak w tekście książki znajdujemy relatywnie mało odniesień do nich.

Książka jest bogato ilustrowana, znajdziemy tu dużą ilość czarno-białych ilustracji – tak obrazów z epoki jak i zdjęć zachowanych egzemplarzy broni i ekwipunku, a także zdjęć i rysunków sztandarów. Siergiej Szamenkow, znany dobrze czytelnikom serii, jest autorem kolorowych plansz. Mamy tu ciekawą mieszanką 16 żołnierzy z różnych armii (trzech Szwedów, jeden Siedmiogrodzianin, trzech Polaków, jeden Litwin, czterech Moskwicinów, jeden Brandenburczyk, dwóch Kozaków i jeden Tatar). Oprócz tego Siergiej narysował kilka bardzo ładnych czarno-białych szkiców z wizerunkami żołnierzy. Czytelnik znajdzie tu też trzy bardzo ogólne mapy, ukazujące głównie działania w latach 1654, 1655, 1656.

Książka bez wątpienia ‘daje radę’ jako wprowadzenia dla tematu dla czytelników anglojęzycznych, nie znających materiałów w języku szwedzkim, polskim czy rosyjskim. Bardzo dobrą częścią jest szczegółowe kalendarium, chociaż autor czasami stosuje bardzo dziwny zapis nazw miejscowości, np. Ujście występuje tu pod niemiecką nazwą Usch. Szczerze mówiąc nie bardzo widzę sens w podrozdziale ‘dramatis personae’, bo długa lista nazwisk niewiele to wnosi do lepszego zrozumienia konfliktu. Rozdziały o wojskowości są o bardzo zróżnicowanej jakości – Szwecja, co zrozumiałe, opisane jest najdokładniej i zawiera dużo ciekawych informacji. Niestety o wiele gorzej jest w przypadku Rzplitej czy Kozaków: po części wynika to zapewne z braku możliwości dotarcia do odpowiednich materiałów, a po części z właściwego zrozumienia mechanizmów wojskowości tych ‘frakcji’. Autor wychodzi z błędnego założenia że w czasie Potopu polscy dowódcy uczyli się ‘zachodniej’ wojskowości od Szwedów i pod ich wpływem zmieniali strukturę i organizację armii – wniosek który jest daleki od prawy bo oparty o błędne założenia i brak znajomości źródeł. Autor myli też polską królewską gwardię nadworną z komputową, pisząc że całość była finansowana z królewskiej szkatuły. W armii litewskiej widzi czerkieskich petyhorców, dragonów ‘prawdopodobnie’ wyposaża we włócznie obok muszkietów, twierdzi też że rajtaria w Rzplitej nie różniła się praktycznie niczym od szwedzkiej (chociaż mamy dowody źródłowe na to, że przynajmniej część polskich rajtarów służyła w systemie towarzyskim). Przy opisie Kozaków (których nie wiedzieć czemu autor uporczywie zapisuje jako ‘cossacks’ a nie ‘Cossacks’) mamy np. wzmiankę o wzorowaniu się na stroju moskiewskim, używaniu bufiastych spodni czy nawet w niektórych przypadkach o walce ‘na gołą klatę’ w czasie lata. Ktoś powie że to wszystko drobne rzeczy – pewnie dla niektórych tak, ale z drugiej strony po co za wszelką cenę opisywać z takimi błędami armie o których najwyraźniej ma się słabe pojęcie? Czasami nader kuriozalny jest dobór ilustracji, na czele z XVIII-wieczny szyszakiem z metalowymi skrzydłami (z epoki saskiej) jako przykładem typowego szyszaka husarskiego w czasie Potopu – chociaż na szczęście znaczna część ilustracji jest o wiele lepiej dopasowana.

Ocena w rankingu blogowym [trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to można mieć. To generalnie wprowadzenie do tematu, gdzie najlepszą częścią jest kalendarium i opisy niektórych armii (zwłaszcza szwedzkiej),  na pewno będzie dobrze przyjęte na rynku anglojęzyczny gdzie brakuje dokładniejszych opisów tego konfliktu. Co prawda tom nie zawiera opisów żadnych bitew, wydaje mi się jednak że to znajdziemy w części drugiej, więc nie zaniżałbym z tego powodu oceny niniejszego tomu.

niedziela, 15 września 2019

Nabity na pikę – sprostowanie



We wczorajszej recenzji wspomniałem, że zamierzam napisać sprostowanie do owej nieszczęsnej hipotezy o pikinierach w armii Koniecpolskiego w 1628 roku.  W poprzednich wpisach – z 2010 i 2012 roku – popełniłem jednak, jak się okazuje, błąd w interpretacji źródeł, który teraz chciałbym naprawić, jednocześnie przepraszając wszystkich zainteresowanych.
Analizując po raz kolejny list Szwabego do hetmana Koniecpolskiego, datowany w Ostrowiu, dnia 16 października 1628 roku, widzę już gdzie popełniłem błąd interpretacyjny. Muszkieterzy i spiśnicy (pikinierzy) którzy bronili Iławy przed Szwedami, nie byli bowiem żołnierzami polskimi, a ich kapitan Jakub Morszen to nie Szkot Jakub Murray. Chodzi tu bowiem o kompanię kapitana Jakoba Morssa z regimentu pułkownika Hilebrada von Krachta. Była to część posiłkowego „korpusu” brandenburskiego, który elektor wprowadził pod koniec 1626 roku do Prus. Zupełnie nie rozumiem, jak mogłem zignorować fakt, że Szwaba określa tych knechtów jako piechotę Xiążęcia Jego Mości, czyli Jerzego Wilhelma (jako księcia pruskiego). Mam wciąż jednak nadzieję, że kiedyś uda się znaleźć jakieś informacje dotyczące pikinierów w jednostkach na służbie polskiej w latach 1626-1629. Obydwa stare wpisy zostały teraz uzupełnione o link do tego sprostowania.



wtorek, 18 czerwca 2019

Kadrinazi radzi i odradza - cz. XXI



[Tydzień z Królestwem Szwecji, wpis 1/7]

Tydzień ‘szwedzki’ na blogu zaczniemy od recenzji, bo trochę je zaniedbałem. Dzisiaj pod lupę trafia pozycja numer 40 z serii ‘Century of the Soldier 1618-1721’, czyli Charles XI’s War. The Scanian War between Sweden and Denmark , 1675-1679, autorstwa Michaela Fredholma von Essena. Wojna Skańska to chyba najsłabiej opisany w języku angielskim konflikt z okresu ‘szwedzkiego imperium’, byłem więc bardzo zainteresowany tą pozycją. Co prawda w Szwecji i Danii wydano sporo książek na ten temat (chociaż sam autor wskazuje, że wiele aspektów wymaga dalszych badań), dostępność materiału w innych językach (zwłaszcza w takich, które sam znam…) jest na tyle znikoma, że byłem ciekaw jak autor podszedł do zagadnienia.

Jak to zawsze bywa w kąciku recenzji, spójrzmy najpierw na strukturę pracy. Po krótkim wstępie i bardzo przydatnym Dramatis Personae (ułatwiającym nawigację w tekście) autor przedstawia nam najpierw dwóch walczących monarchów – Karola XI i Chrystiana V. W drugim, dość obszernym rozdziale, możemy znaleźć informacje dotyczące struktury i wyposażenia armii szwedzkiej, duńskiej, norweskiej i (nader pokrótce) brandenbursko-pruskiej. Zapoznamy się tu z informacjami o tym w jaki sposób zaciągano oddziały w poszczególnych krajach, jakie stroje i jaką broń mieli żołnierze.

Następnie przechodzimy do samego konfliktu. Rozdział trzeci mówi o przyczynach wojny i powodach dla których poszczególne kraje włączyły się do konfliktu. Rozdziały 4-26 są poświęcone poszczególnym wydarzeniom Wojny Skańskiej: bitwom (lądowym i morskim) oraz oblężeniom. Ułożone w porządku chronologicznym, pozwalają łatwo prześledzić rozwój sytuacji. Oczywiście niektórym wydarzeniom poświęcono o wile więcej miejsca, np. bitwa pod Lund to 33 strony, a pod Landskroną 12. Z kolei szwedzkie odbicie Helsingborga zmieściło się na 2 stronach a ‘rozdział’ o norweskim ataku z 1676 roku na jednym. Rozdziały 27 i 28 to zakończenie wojny i jej wpływ na dalszą politykę w Skandynawii a także na wojskowość w regionie.
Rozbudowane są aneksy, których mamy 10: od struktury trzech głównych armii w przededniu wojny po ODB z najważniejszych bitew.

Jak to zawsze w przypadku pozycji z serii CoS, nie mogło zabraknąć kolorowych ilustracji. Ich autorem jest Siergiej Szamenkow, który narysował zarówno wizerunki żołnierzy jak i sztandary. Mam więc 15 figur żołnierzy (8 Szwedów, 6 Duńczyków i 1 Norwega) a także 11 sztandarów (5 szwedzkich, 5 duńskich i 1 norweski), włącznie z komentarzami rysownika. Oprócz tego czytelnik może znaleźć w książce wiele czarno-białych ilustracji, głównie z epoki, będących typową mieszanką portretów monarchów i dowódców, scen bitewnych (główne autorstwa Lemke i Dahlbergha) a także zdjęć uzbrojenia i wyposażenia. Mamy także 8 map, ukazujących tereny na których toczył się konflikt i (na 5 z nich) kolejne fazy bitwy pod Lund.

Książka jest napisana przystępnym językiem, jej konstrukcja pozwala łatwo śledzić kolejne wydarzenia i zmieniającą się sytuację. W tekście praktycznie brak cytatów ze źródeł z epoki, co – jak sądzę – sprawia że jest ona o wiele przystępniejsza dla wielu czytelników. Ze zrozumiałych względów dużo miejsca poświecono bitwie pod Lund, ale też biorąc pod uwagę jej znaczenie w historii Szwecji i Danii nie jest to zaskakujące. Wydaje mi się, że książka jest o tyle cenna dla polskiego czytelnika, że wypełnia lukę pomiędzy wojnami Karola X Gustawa i Karola XII, które znamy najlepiej z ‘naszego podwórka’.

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to trzeba mieć. Bardzo dobrze opisana całość wojny, pozwalająca prześledzić koleje tego konfliktu – dobra lektura zarówno dla kogoś już nieco ‘siedzi’ w temacie jak i tego kto dopiero stawia pierwsze kroki w XVII-wiecznej historii. Brakowało mi takiego zbiorczego tomu, w którym znalazłbym całość Wojny Skańskiej, więc zdecydowanie jestem z tej książki zadowolony.

niedziela, 6 września 2015

Kadrinazi radzi i odradza - cz. III


Dziś o lekturze nie najlżejszej, niemniej jednak niezwykle interesującej. W 2014 roku nakładem wydawnictwa NapoleonV ukazała się praca Sławomira Augusiewicza Przebudowa wojska pruskiego w latach 1655-1660. U źródeł nowożytnej armii. Autora chyba przedstawiać nie trzeba, wszak od wielu lat wydaje bardzo ciekawe artykuły i książki dotyczące przede wszystkim armii brandenbursko-pruskiej i jej udziału w wojnie 1655-1660. Nie inaczej jest i w przypadku omawianej tu pracy, czytelnikowi wpada jednak w ręce spora[1] dawka informacji. Autor zajął się kwestią ogromnej transformacji, jaką przeszło wojsko pruskie w czasie „Potopu”. Możemy tu prześledzić cały proces przebudowy wojsk elektora w Prusach Książęcych: od kilkunastu kompanii słabo wyszkolonej milicji do poważnej siły zbrojnej, odgrywającej ważną[2] rolę w toku wojny.
Ponad ¼ tekstu  - dwa pierwsze rozdziały - poświęcona jest siłom zbrojnym wystawianym przez Prusy Książęce do 1655 roku, autor skrupulatnie opisuje kolejne próby zmian w tych siłach zbrojnych, wprowadza czytelnika w zawiłości pruskiej struktury obronnej. Całość wojsk pruskich jest tam rozpisana z podziałem na kolejne formacje, możemy także zapoznać się z opisem najważniejszych twierdz jak Królewiec czy Piława.
W rozdziale III docieramy do roku 1655 i początku tytułowej przebudowy armii pruskiej (do roku 1656 i oficjalnego wejścia Brandenburgii do koalicji proszwedzkiej). Autor przedstawia koncepcję obrony Prus, rozbudowy i transformacji znajdujących się tam sił zbrojnych i ich współpracy z armią brandenburską.
Kolejny rozdział to przedstawienie struktury, organizacji i liczebności armii brandenbursko-pruskiej w czasie kampanii 1656 i 1657 roku, kiedy to walczyła ona u boku Szwedów.
Ostatni, piąty rozdział, pozwala nam prześledzić losy armii w Prusach po objęciu funkcji namiestnika tej prowincji przez ks. Bogusława Radziwiłła, aż do redukcji wojska w 1660 roku.
W każdym z rozdziałów napotkamy wiele szczegółowych tabel z liczebnością jednostek. Z kolei w niezwykle obszernym aneksie możemy się zapoznać ze składem i liczebnością jednostek na etacie pruskim od czerwca 1656 do maja 1660 roku. W przypadku każdego regimentu/skwadronu czytelnik można tam znaleźć nazwiska dowódców kompanii i liczebność tych jednostek.
Praca jest oparta o rozliczne materiały źródłowe, przede wszystkim z archiwów niemieckich, co zresztą dobitnie widać przy lekturze dużej ilości przypisów. Mamy także jedną, kolorową i czytelną mapę, z zaznaczeniem wszystkich najważniejszych miejscowości pruskich, niestety nie na ona podanej skali.
Przyznać trzeba, że praca S. Augusiewicza nie jest lekturą ‘do poduszki’ i sięgną po nią raczej czytelnicy konkretnie zainteresowani rozwojem armii brandenbursko-pruskiej – nie jest to praca dla kogoś kto chciałby sobie poczytać coś lekkiego o „Potopie”. Nie znajdziemy tam opisów walk z udziałem Prusaków i Brandenburczyków, a tylko pieczołowicie rozpisaną strukturę i liczebność armii. W książce brak ilustracji[3], niezwykle skąpe i rozrzucone po tekście są informacje o wyposażeniu i uzbrojeniu oddziałów pruskich. Akurat ten ostatni brak to jak dla mnie praktycznie jedyny mankament tej pracy, chętnie poczytałbym na ten temat więcej, zwłaszcza że – jak przypuszczam – informacje takowe mogą być dostępne w niemieckich źródłach do których dotarł autor. Jest jednak możliwe, że wielu czytelników przebijanie się przez kolejne tabelki i struktury oddziałów może znużyć; ja akurat należę do fanatyków takich opisów, więc książka mi się bardzo podobała.
Końcowa ocena [według rankingu: trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to trzeba mieć (dla fanatyków XVII-wiecznych struktur wojskowych i/lub nowożytnej armii brandenburskiej/pruskiej) łamane przez można mieć (dla zainteresowanych ewolucją armii nowożytnych i wojskowymi aspektami „Potopu”).




[1] Blisko 400 stron, do tego w typowej dla NapoleonaV twardej okładce, której spokojnie można użyć do samoobrony.
[2] Chociaż bardziej politycznie niż militarnie.
[3] Co akurat nie jest – przynajmniej dla mnie –żadnym problemem. 

piątek, 13 stycznia 2012

Pod księcia Bogusława znakiem - suplement

Bardzo dawno temu (patrząc na okres w którym funkcjonuje blog) pisałem o wojskach księcia Bogusława Radziwiłła:
Pora na garść uzupełnień, tym razem już dotyczących lat po ‘Potopie’. W listopadzie 1661 roku ks. Bogusław na czele wojsk prywatnych dotarł do obozu armii polsko-litewskiej i prezentował się przed królem Janem Kazimierzem. Cytując samego Radziwiłła:
Prezentowałem Królowi J.M. ludzi moich własnych sześćset dragonii i dwieście raytarii, który mię mile przyjął i niesłychanie ludziom rad był, bo były okryte i nowo odziane chorągwie.
Dziwnym trafem na bitwę pod Kuszlikami się książę 'nie załapał', może wcale mu się na kampanię nie śpieszyło  Co ciekawe, 10 grudnia książę miał 'dać i darować' Królowi J.M. dwie najlepsze chorągwie dragońskie, dowodzone przez kapitanów Flocków (Floków). W lutym 1662 roku, kiedy książę odwiedził marszałka konfederacji wojska litewskiego, miał ze sobą wybrany oddział dragonów – dragoni jej na wybór sto dwadzieścia.
Kolejne znalezisko to popis jego wojsk przed elektorem brandenburskim 20 października 1662 roku, kiedy to Radziwiłł prezentował ośmset rajtaryjej, dziewięćset dragonijej . Wojska te towarzyszyły mu pod Królewcem, gdzie dołączyło do nich 2000 piechoty elektorskiej, oddanych czasowo pod komendę księcia.