poniedziałek, 29 października 2018

Kadrinazi radzi i odradza - cz. XX



Dziś w kąciku recenzji pozycja z serii z którą nie miałem do tej pory do czynienia: Biblioteka Europy Środka, publikowana przez Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie.  Książką której poświęcę nieco miejsca to wydana w tym roku Turcja, Wielki Step i Europa Środkowa, autorstwa Adama Balcera. Jest to zbiór artykułów czy może raczej esejów opisujących relacje pomiędzy krajami tytułowej Europy Środkowej i Turcji: od średniowiecza po XX wiek. Blogowym zwyczajem przyjrzymy się najpierw strukturze samej pracy  i treści poszczególnych rozdziałów, żeby przejść do ogólnych komentarzy na temat całej książki.

Praca składa się z ośmiu rozdziałów, każdy z nich jest odrębnym esejem, skupiającym się na konkretnym kraju/regionie. Pierwszy rozdział to Bałtyk z Bosforem, gdzie możemy się zapoznać z  historią relacji ludności i krajów rejonu bałtyckiego ze światem muzułmańskim. Wikingowie, uszkujnicy, Krzyżacy i walczący z nimi Litwini: wszędzie znajdujemy ślady kontaktów z Tatarami i Wielkim Stepem. Autor przedstawia nam też tutaj Wilno jako „Mekkę Północy”, z licznymi XIX-wiecznymi orientalistami wywodzącymi się z tego miasta, a także islamskie ślady w Petersburgu. Bardzo ciekawą częścią tego rozdziału jest fragment poświęcony tureckim wpływom na Szwecję, związanym głównie z przymusowym pobytem Karola XII w Benderze.  

W drugim eseju wędrujemy do Lwowa: bramy Orientu. Autor prowadzi nas przez kolejne wieki rozwoju miasta, w którym przywileje nadawano Ormianom, Żydom, Saracenom. Przeczytamy tu o wymianie handlowej, rozwoju rzemiosła, ale i Lwowie będącym przed wybuchem II wojny światowej centrum badań orientalistycznych w Polsce. Znaczny fragment tego eseju dotyczy oczywiście Ormian, w tym ich bardzo interesującej relacji z wpływami tatarskimi. Nie zabraknie też miejsca dla Żydów i Karaimów, w tym rozwoju sabataizmu w drugiej połowie XVII wieku.

Trzeci rozdział to Lechistan i Wielka Porta, w którym Autor wskazuje na o wiele szerszy pryzmat relacji polsko-tureckich niż tylko wojenny. Mamy tu przenikanie się kultur, wymiana handlowa, stosunki dyplomatyczne – a także tak lubiana tu na blogu relacja Sarmatyzmu i Orientu.

Kolejny esej to Węgrzy: między Turanem a Stambułem. Wiele wieków relacji węgierskich z Wielkim Stepem i światem islamskim: zarówno Tatarami jak i Turkami. Tu wiele miejsca Autor poświęca historii średniowiecznej, z piętnem jakie tradycja Scytów i Hunów miała się odcisnąć na kolejnych pokoleniach Szeklerów i Węgrów. Nie zabraknie oczywiście i rozlicznych wojen, jakie Węgry jako przedmurze chrześcijaństwa stoczyło z Turcją – z bolesną klęską pod Mohaczem i legendarną obroną Szigetvaru. Autor poświęca też nieco miejsca Siedmiogrodzianom i ich skomplikowanej relacji z Turcją. Potem przechodzimy do XIX i XX wieku, ze wstrząsami jakie przynosi Wiosna Ludów a potem Wielka Wojna. Znajdziemy tu dużo informacji o wzajemnych wpływach kulturowych, wkładzie jaki wnieśli węgierscy badacze w studia nad orientalistyką a wreszcie idei Turanu – w której Węgrzy mieli być częścią wielkiej rodziny ludów eurazjatyckich.

Piąty rozdział to Muzułmańskie kwiaty Chorwatów, gdzie Autor poświęca wiele miejsca kwestiom wojen jakie przyszło Chorwatom toczyć z Turkami, ale i bardzo trudnym i specyficznym relacjom z bośniackimi muzułmanami.  To wszystko ukazane także w perspektywie, toczonego od XIX wieku, chorwacko-serbskiego sporu o przynależność Bośni. Czytelnik może się tu zapoznać z powstaniem ideologii prawaszów, mającej ogromny wpływ na świadomość  państwową Chorwatów. Nie zabraknie i karty z okresu II wojny światowej, z relacjami Niezależnego Państwa Chorwackiego i bośniackich muzułmanów; a także chorwacko-bośniackiej wojny toczonej w latach 1993-1994.

Rozdział szósty to Rumuni: Rzymianie pod Półksiężycem. Hospodarstwa Mołdawskie i Wołoskie przez setki lat znajdowały się w strefie wpływów tureckich, nic dziwnego więc że miało to wielki wpływ na ich historię i kulturę. Autor prowadzi nas tu przez burzliwą historię regionu, z wojnami prowadzonymi przez Mirczę Starego i Stefana Wielkiego, ciągłe zmiany na hospodarskich tronach lawirowanie między Polską i Turcją. Znajdziemy tu sporo o wpływach tureckich: od języka, przez stroje, po architekturę i sztukę. Autor wspomina też o greckich, ormiańskich i żydowskich wpływach na przenikanie się kultur.

Siódmy esej to Miłość z nienawiścią: Albańczycy, islam i Osmanie. Autor przygląda się tu specyficznej i dosyć skomplikowanej relacji Albańczyków z islamem i Imperium Osmańskim. Nie zabraknie tu Skandberbega, ale setek lat pod panowaniem tureckim, ograniczającym tożsamość narodową Albańczyków. Bardzo ciekawym wątkiem jest rozważany po 1992 roku pomysł powrotu Albańczyków do chrześcijaństwa i odejścia od islamu, który jednak pozostał tylko w strefie rozważań i niezrealizowanych  idei. Kolejna interesująca część tego rozdziału to rozważania na temat współczesnego oblicza albańskiego islamu.

W ostatnim rozdziale wracamy do wątku polskiego, ta część zatytułowana jest bowiem Stambuł po polsku. To historia polskich emigrantów, od XVIII wieku przybywających i osiedlających się w Stambule. To jednak nie tylko portrety emigrantów politycznych: znajdziemy tu bowiem i polskich mistrzów papiernictwa, nadworną lekarkę i okulistkę sułtańskiego haremu czy też nadwornego malarza. Mamy też wątek tych emigrantów, którzy ulegli asymilacji – jak Konstanty Borzęcki (Mustafa Celaleddin Pasza). Nie zabraknie i naszego narodowego wieszcza, Adama Mickiewicza, który zmarł w Stambule.

Widzę że trochę się rozpisałem, ale właśnie taka jest ta fascynująca książka – opowieści o kolejnych narodach i krajach przenikają się, człowiek traci wręcz poczucie czasu i chce przeczytać ‘jeszcze tylko jedną stronę’.  Autor prowadzi nas przez kolejne stulecia, malując obraz wzajemnie przenikających się i oddziaływających na siebie kultur. Od krwawych wojen, przez relacje handlowe, po zapożyczenia językowe czy kulturowe – widzimy tu jak z jednej strony zaciera się granica pomiędzy Europą i Azją, ale jednocześnie jak kładzione były podwaliny pod tożsamość narodową w różnych krajach.

Generalnie nie mam większych uwag co do treści, widać że Autor dobrze zna tematykę i potrafi nią naprawdę zainteresować Czytelnika. Jedno stwierdzenie, które wydaje mi się mocno dyskusyjne, to zdanie, że w dużym stopniu Kozacy przypominali janczarów pod względem organizacji, uzbrojenia, sposobu walki, kultury materialnej i duchowej. Jakoś trudno mi porównywać sułtańskich niewolników (jakimi byli janczarzy) do wolnych Kozaków, jest to jednak wątek na zupełnie inną dyskusję. Wydaje mi się też, że przydałaby się jedna czy dwie mapy regionu – zwłaszcza pod kątem Czytelników słabiej znających historię omawianych krajów.  

Podsumowując, sądzę, że książką jest zaadresowana do naprawdę szerokiego kręgu odbiorców: nie tylko dla miłośników Orientu, Bałkanów czy Rzplitej  (zarówno takich którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z historią tych regionów, jak i tych którzy już sporo o tym czytali) – ale także dla tych, którzy szukają ciekawej książki o nieco mniej znanej historii Europy. Mimo że moje zainteresowania skupiają się na XVI i XVII wieku, z dużym zainteresowaniem czytałem też fragmenty dotyczące późniejszych okresów – styl i erudycja Autora sprawiają, że lektura jest bardzo wciągająca i od książki nie można się oderwać.  

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to trzeba mieć. Bardzo interesujący zbiór esejów, pomagających lepiej zrozumieć trudną historię Europy Środkowej i jej wzajemnych relacji ze światem islamu na przestrzeni wielu wieków.

niedziela, 28 października 2018

15 mgnień (moskiewskiej) wiosny



Tydzień z wojnami Stefana Batorego zakończymy notatką szpiegowską. Jeżeli wierzyć polskim przekazom, w przededniu wyprawy pskowskiej w 1581 roku Iwan IV Groźny wysłał swoich szpiegów, by sabotowali polsko-litewskie przygotowania wojskowe , włącznie z zorganizowaniem zamachu na samego króla:
Powiedział i to, że [Iwan IV] rozesłał szpiegi, których jest w Litwie nie mało, którym rozkazał, aby tu szkodzili, skorno Król JMć odjedzie. W tym tygodniu kilku ich ścięto, którzy wyznali na mękach, że po odjeździe królewskim spalić Wilno chcieli a potem dróg takowych szukać, jakoby króla o gardło przyprawić. Powiedzieli i to, że ich 15 Kniaź wszystkich posłał. Gdziekolwiek są, ukryć się przecież nie będą mogli…
Historia niczym z powieści szpiegowskiej, gotowy scenariusz na jakieś opowiadanie czy film – walka XVI-wiecznego polskiego „kontrwywiadu” z grupą zamachowców.

piątek, 26 października 2018

Bardziej już teraz brzmią około nas oręże, niżeli pióro.



25 marca 1582 roku rozwiązano armię walczącą pod Pskowem. Wypowiedziano już rotmistrzom służbę, przyjęto jednak na służbę 19 chorągwi (17 100-konnych i 2 200-konne), którym 26 marca służbę nową przypowiedział w Rydze król Batory. Co ciekawe, kilku oficerów ze zwiniętych oddziałów trafiło na służbę Jana Zamoyskiego, co opisał ksiądz Jan Piotrowski. Znajdujemy u niego wiele mówiącą uwagę, wskazującą na zwiększoną obecność wojskowych w otoczeniu Zamoyskiego:
Pan Kanclerz już zdobywa się też na dwór, zebrało się do niego kilkanaście pachołków czystych na służbę, prawie na wybór, co w wojsku porucznikami w rotach byli, może potem gdy trzeba będzie, każdy wieść[1] rotę. Pan Nakielski ich oddawał, między niemi z naszej Wielkiej Polski przystali dwaj Panowie Grodziccy, P. Kretkowski co był porucznikiem w rocie Pana Przyjemskiego[2], po 12 fl[3]. na koń mieć mają, na się i na pachołka, barwę, obroki w drodze. Już teraz dali Bóg WMść inszą postać dworu naszego ujrzysz[4], bardziej już teraz brzmią około nas oręże, niżeli pióro.



[1] Dowodzić.
[2] Stanisław Przyjemski dowodził 200-konną rotą husarii.
[3] Florenów.
[4] Zapis pochodzi z listu do marszałka wielkiego koronnego Andrzeja Opalińskiego.

czwartek, 25 października 2018

Aby łaskę swą królewską pokazać raczył



Bitwa pod Lubieszowem/Lubiszewem, stoczona 17 kwietnia 1577 roku, była wielkim zwycięstwem armii Batorego. Jak to jednak często po tego typu starciach, sytuacja zwycięskiej armii nie była godna pozazdroszczenia. Brakowało ekwipunku, żywności i pieniędzy. Nic więc dziwnego, że kiedy dowodzący oddziałami hetman nadworny Jan Zborowski wysłał do króla panów posłów od jegomości pana hetmana i wszystkiego wojska z oddawaniem więźniów mieli oni ze sobą listę z wymienionymi problemami żołnierzy. Themruk wspomniany w tekście to kniaź Temruk Onychowicz Szymkowicz Petyhorski, rotmistrz dowodzący 50-konną rotą petyhorców. Z kolei Pękosławski, który dotarł do obozu już po bitwie, to Stanisław Pękosławski, który rotmistrzował rotą 200 piechurów (złożoną z polskich drabów i węgierskich hajduków).   Zobaczmy więc o co prosiło wojsko swojego monarchę:




środa, 24 października 2018

O Jezus, toć haniebne mrozy i zimna przypadły!



Sekretarz kancelarii królewskiej, ksiądz Jan Piotrowski, już kilka razy pojawiał się na blogu – pozostawił wszak po sobie bardzo ciekawe zapiski z pskowskiej wyprawy Stefana Batorego. Tym razem kilka cytatów o trudnych warunkach bytowania oblegających, które negatywnie oddziaływały na przebieg oblężenia miasta. Piotrowski często wspomina o głodzie, chorobach i złej pogodzie dziesiątkującej armię. Jest o tyle wiarygodnym źródłem, że towarzyszył  Batoremu i Zamoyskiemu  w czasie wyprawy i był naocznym świadkiem wydarzeń które opisuje.

[4 października 1581 roku]
Matko Boża, toć tu pogody zmiana prędka! Dziś z onych pięknych dni znienagła[1] śnieg z plutą przylecieli do nas i zimno jakieś niełaskawe. Kożuchy poczynają w dobrą cenę wstępować. Kopiem się co żywo w ziemię, jako lisy w jamy, ale z ubogimi pieszymi w szańcach, wie to Bóg, co będzie. Ucieka ich po kilkanaście na dzień. Na Niemce też nędza i choroby przypadają, że ich po dziesiąci na dzień umiera.
[5 października 1581 roku]
Śnieg spadł w nocy i mróz uderzył czysty, rządny. Namiotki nasze nie przywykły [do] tego.
[6 października 1581 roku]
Mrozy tu mamy co dalej, co twardsze; już się rzeki ścinają, nie inaczej jednako jako o Bożem Narodzeniu u nas. Piesi niebożęta zdychają od zimna, a my się w ziemię grzebiem, kominy budujem.
[20 grudnia 1581 roku]
O Jezus, toć haniebne mrozy i zimna przypadły! Kletki nasze trzeszczą, kilka pachołków na straży z koni spadłszy umarło na miejscu. Dalej Pan Bóg wie, co z nami będzie, ze wszech stron ciśnie nas wszystko złe: głód, niedostatek, choroby, konie upadek.
[25-29 grudnia 1581 roku]
Martwimy się w tym obozie, być-li nam do tego w czyścu, nędzna kondycya nasza, zasłużylibyśmy zaraz do nieba. Mrozy haniebne, nigdy nam niewidane[2], głód, pieniędzy niemasz, konie odchodzą, słudzy chorują, umierają: gdzie 100 koni roty, to 60 chorych między nimi, lecz tego nie trzeba ze względu na nieprzyjaciół rozgłaszać. Gdy się ruszać przyjdzie, ślubuje, że klęska nielada jaka będzie. Węgrów pieszych barzo wiele do miasta ucieka.



[1] Znienacka.
[2] Nigdy przez nas nie widziane.

wtorek, 23 października 2018

Konia mego kopią dosiągł



Kontynuujemy tydzień z wpisami dotyczącymi wojen Stefana Batorego, dziś znów przenosimy się pod koniec sierpnia 1580 roku pod Wielkie Łuki. Tym razem w roli głównej husarze i moskiewska artyleria. Wspominałem już kiedyś na blogu o przypadkach tzw. „bratobójczego ognia” (‘friendly fire’), ale to chyba będzie pierwszy znany mi przypadek z użyciem kopii…
Opowiada Jan Zborowski, kasztelan gnieźnieński i hetman nadworny koronny, zwycięzca spod Lubiszewa (Lubiszowa) w 1577 roku[1]. Wojska polskie podeszły pod Wielkie Łuki, na co moskiewscy obrońcy uderzyli z dział, bagno blisko wszakże przenieśli, tuż za huffem kule padły. Pachołek z pana Pieniążkowej roty[2] spadł z konia mnie iż się natenczas przed tąż rotą stać trafiło[3], lecąc, konia mego kopią dosiągł, powiadają, że go wiatr od kul zrzucił, ale ja wierzę, że strach, bom ja tak blisko go będąc, wiatru nie czuł, przeciem stał z swym huffem w temże miejscu, aż król JM do mnie posłał, abym ku obozowi się bliżej przymknął.


[1] W 1580 roku dowodził chorągwią złożoną z 310 husarzy i 5 rajtarów.
[2] Prokop Pieniążek, starosta nowotarski, dowodził chorągwią 147 husarzy.
[3] Chorągwie Zborowskiego i Pieniążka wchodziły w skład pułku dowodzonego przez Marcina Kazanowskiego.

poniedziałek, 22 października 2018

Bronił się i szarpał



Utrata sztandaru przynosiła wielki dyshonor zarówno chorążemu jak i jego jednostce, nic dziwnego że walki o flagi były nader zażarte a wielu chorążych poległo w obronie powierzonego im znaku. Dziś przypadek z końca sierpnia 1580 roku , w roli głównej chorąży chorągwi piechoty Jana Zamoyskiego, pod Wielkimi Łukami.

Tegoż dnia o południu gdy było niektóre piesze z szańców do plecienia koszów odłączono, drudzy też za lekkim poważaniem nieprzyjaciela z szańców się rozbiegli. Co Moskwa z zamku dobrze obaczywszy, a iż tuż bramy było onej, trochę naszych prędziutko wyparli. Proporzec  jeden roty pieszej Pana Kanclerzowej wzięli. Acz propornik[1] bronił się i szarpał z nimi czyniąc z siebie nieborak dosyć, ale był na ziemię porażony. Moskwa z tryumfem i pośpiechem do zamku uszła dostało się im tez po skórze po części. JM. Pan Kanclerz był bardzo żałościw i propornika tego mało na gardle nie karał[2], aż go i wyświadczeniem i przyczynami ratowano.

Jak widać chorąży miał dużo szczęścia i tylko dzielna postawa w obronie sztandaru (przy wstawiennictwie innych żołnierzy) uratowała go przed gniewem Zamoyskiego.


[1] Jak określano chorążego.
[2] Chodzi o karę śmierci.

niedziela, 21 października 2018

Za 4 świece jarzące lane...



3 lutego 1633 roku nowo obrany monarcha, Władysław IV Waza, uroczyście wjechał do Krakowa, gdzie trzy dni później miała miejsce jego koronacja. Rajcy krakowscy chcieli oczywiście odpowiednio uczcić przybycie władcy, min. ustawiając dwa łuki tryumfalne. Okazało się jednak że w skarbie miejskim brakowało brzęczącej monety, postanowiono więc puścić w dzierżawę dochody mniejszej wagi miejskiej, za kwotę zł 7000 by w ten sposób uzyskać nieco tak potrzebnej gotówki. Poniżej rachunek wydatków związanych z przygotowaniem godnego przywitania króla – od zakupu wina, poprzez malowanie, aż po słodycze dla rajców. Ostała się nawet nie wydana reszta pieniędzy, którą zwrócono do skarbca miejskiego.




sobota, 20 października 2018

Kadrinazi radzi i odradza - cz. XIX



Bardzo dawno[1] nie recenzowałem żadnej polskiej książki, wypadłoby więc to naprawić. Właśnie dotarła do mnie wydana w 2009 roku książka autorstwa Dominiki Walawender-Musz Entrata księcia Radziwiłła do Rzymu czyli triumf po polsku, wydaje mi się to więc ciekawym tematem na wpis na blog. Jest to praca z serii Silva Rerum Muzeum Pałacu w Wilanowie – jak do tej pory wszystkie wydane w tej serii książki które posiadam były bardzo interesujące i wydane na naprawdę wysokim poziomie.

Entrata… opowiada nam historię obrazu Wjazd ambasady Michała Kazimierza Radziwiłła do Rzymu w 1680 roku, namalowanego przez Niccolo Viviani Codazzi (który miał się zająć architekturą tła) i Pietera van Bloemena (któremu przypadło malowanie postaci). Książkę rozpoczyna krótki rozdział mówiący właśnie o tych malarzach i możliwych okolicznościach ich współpracy. Potem Autorka przedstawia nam nieco historii antycznych triumfów i ovatio, kładąc podwaliny pod ich nowożytne interpretacje jak trionfi i tytułowe entraty.  Kolejny rozdział to opis elementów związanych z wjazdami ceremonialnymi w kolekcji Pałacu Wilanowskiego – w tym płaskorzeźb  elewacji pałacu, na których możemy podziwiać Jana III Sobieskiego. Bardzo interesującym wątkiem, przyznam że dla mnie nieznanym, jest krótki opis ambasady Piotra Potockiego do Turcji w 1790 roku i poświęconych temu obrazów.  

Kolejne kilka rozdziałów przybliża nam sytuację polityczną w której Michał Kazimierz Radziwiłł został wysłany ze swoim poselstwem, przybliża nam także osobę samego księcia. Towarzyszymy mu w jego drodze do Państwa Papieskiego, będących świadkiem kolejnych problemów i trudności jakie napotkało poselstwo. Docieramy w końcu do Rzymu, gdzie Autorka przedstawia nam scenę uroczystego wjazdu i pobytu Radziwiłła w tym mieście. Rozdział ten kończy się jednak na smutną nutę, Radziwiłł zmarł bowiem w Bolonii w czasie podróży powrotnej. Ostatni rozdział to opis tytułowego obrazu, gdzie możemy się zapoznać w licznymi jego fragmentami i opisem kompozycji. Książkę kończy epilog, przedstawiający historyczną ocenę poselstwa.

W tekście znajdujemy obszerne cytaty źródłowe, odnoszące się do opisywanych wydarzeń. Szkoda tylko, że nie ma przy nich przypisów identyfikujących dane źródło, co pomogłoby tym Czytelnikom którzy chcieliby zapoznać się z całością danego tekstu. Oczywiście nie brakuje tutaj fragmentów obrazów i rycin – od rolki sztokholmskiej, przez wjazd Ossolińskiego do Rzymu w 1633 roku, po tytułową entratę. Tu jednocześnie leży najpoważniejszy problem tej książki. Format w jakim została wydana jest na tyle mały, że naprawdę ciężko dostrzec szczegóły obrazów. Ogromna szkoda, bo książka mówiąca o obrazie aż się prosi o wyraźne i relatywnie duże fragmenty tegoż. Sądzę że gdyby pozycję tę wydano w formie albumowej (przy przynajmniej dwa razy większym formacie) to nawet przy odpowiednio wyższej cenie zdobyłaby ona szerszy krąg Czytelników. Sporo reprodukcji jest poza tym na tyle ciemnych, że praktycznie nie widać tego co na obrazie – np. widniejący na stronie 85 Odpoczynek wędrowców Pietera van Laera to głównie ciemna plama. Co do samego tekstu, znalazłem jedną literówkę – na stronie 99 dowiadujemy się, że książę zmarł w 1980 (miast 1680) roku.

Podsumowując, mamy tu pięknie wydaną książkę (w twardej okładce, jak cała seria), o bardzo ciekawej tematyce, która aż się prosi o reedycję w większym formacie, tym bardziej że można by w takim albumowej pozycji porównać entratę z wjazdem Ossolińskiego do Rzymu.  Generalnie jestem jednak z tej pozycji zadowolony, mimo zasygnalizowanych powyżej problemów z jakością ilustracji. Dużym plusem jest też zdecydowanie cena tej pozycji, w sklepie Muzeum kosztuje bowiem jedynie 15 zł.

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to można mieć. Tematyka jest bardzo interesująca, według mnie dobrze przedstawiona, szkoda tylko nieco straconej szansy na lepsze przedstawienie samego obrazu.


[1] Będzie już z 2 lata…

piątek, 19 października 2018

Wojownik najwaleczniejszy kontra ślinogorz



20 lutego 1630 roku zmarł słynny zagończyk i rotmistrz wojsk koronnych, a od 1629 roku nawet wojewoda kijowski, Stefan Chmielecki . Nie zmogły go tatarskie strzały i masłaki, padł za to ofiarą ślinogorza – dawniej nazywano tak silne zapalenie błony śluzowej gardła, połączone często z owrzodzeniem. Bardzo ładną laurkę wystawił mu jeden z moich ulubionych kronikarzy, biskup Paweł Piasecki, pozwolę ją więc sobie dzisiaj zaprezentować:



środa, 17 października 2018

Mamo, tato, zobaczcie jaką pamiątkę przywiozłem z wojska!



Trudno znaleźć w źródłach informacje co działo się ze sztandarami zwiniętych chorągwi jazdy czy regimentów piechoty w Rzplitej. Czy przekazywano je na ręce króla czy hetmana, a może niszczono? Dziś znalazłem bardzo ciekawy zapisek w pamiętniku Macieja Vorbeka-Lettowa, który rzuca nieco światła na to zagadnienie i podaje jeszcze jedno rozwiązanie.  Syn Macieja,  Konstanty, służył w 1646 roku jako chorąży w jednej z kompanii w regimencie dragonii obersztera Jana Pleitnera[1] – jednostce wchodzącej w skład armii budowanej do planowanej wojny tureckiej. Oto fragment ze Skarbnicy pamięci:

Roku 1647 octava januarii[2] jak abdankowali[3] wszystkie regimenta, Konstanty chorąży pierwszy[4] w regimencie królewskim obersztera Pleitnera, syn mój, do nas do Brzostowicy w dobrym zdrowiu przyjachał i chorągiew swoją, którą go kompania podarowała, oddał do schowania.

Ciekawe ile chorągwi w podobny sposób trafiło w różne zakątki Rzplitej?


[1] Konstanty najpierw przez 16 miesięcy służył w regimencie gwardii pieszej Samuela Osińskiego, w kompanii kapitana Pleitnera. Kiedy oficer ten otrzymał patent na regiment dragonii, Konstanty przeszedł do nowej jednostki i służył w niej 6 miesięcy.
[2] 8 stycznia.
[3] Zwalniano ze służby, zwijano/rozwiązywano (jednostkę).
[4] Może chodzi o ot, że był chorążym w kompanii obersztera?

poniedziałek, 15 października 2018

Szczegóły z rolki sztokholmskiej


W ciągu kilku ostatnich dni na FB-kowym profilu mojego bloga zamieszczałem albumy ze szczegółami z rolki sztokholmskiej. Może komuś się przyda taki zbiorczy wpis z linkami do wszystkich albumów:
- nadziaki
- hajducy
- milicja krakowska w strojach zachodnich
- drabanci i halabardnicy
- husaria

niedziela, 14 października 2018

Spis chorągwi husarskiej Krzysztofa Radziwiłła w 1623 roku







Datowany na 3 lutego 1623 roku ‘regestr towarzystwa’ husarskiej chorągwi hetmana polnego litewskiego Krzysztofa II Radziwiłła ze zdigitalizowanych zbiorów Archiwum Warszawskiego Radziwiłłów.
Oddział ten pozostał w służbie po zwinięciu większości chorągwi litewskich po zakończeniu walk ze Szwedami. Porucznikiem był Adam Steckiewicz, chorążym Maciej Gąsowski. Towarzysze: Stanisław Dowgird, Wojciech Umiastowski,  Pierzchliński i Krzysztof Drużbic 6 marca byli częścią 13-osobowej grupy składającej przed królem Zygmuntem III i senatorami zdobyte w Inflantach sztandary szwedzkie.
Oczywiście bardzo interesujący ze względu na strukturę pocztów. Mamy więc 12-konny poczet rotmistrza, 5-konny porucznika i 4-konny chorążego. Następnie dwa 5-konne poczty towarzyszy znajdujących się na samym szczycie regestru, za nimi siedemnaście pocztów 4-konnych, dwadzieścia dwa 3-konne i czternaście 2-konnych. Łącznie w pięćdziesięciu czterech pocztach 193 konie.





sobota, 13 października 2018

Ubiór francuski na nim szczerozłoty




Przepiękny opis stroju Władysława IV Wazy, w czasie zaprzysiężenia  pokoju z Moskwą po zakończeniu wojny smoleńskiej w 1634 roku. Opis ten podał Ambroży Grabowski w swoich Starożytnościach historycznych polskich, ma pochodzić z druku ulotnego Poprzysiężony pokój Moskwie z Polakami, etc. Henryk z Rutek Chełchowski opisał, wydanego w Lublinie w 1635 roku. Oj potrafił się nasz Władysław pokazać, potrafił…




środa, 10 października 2018

Doborną opatrzone bronią



Kontynuując wczorajszą  opowieść dotyczącą oblężenia Lwowa jesienią 1655 roku, dziś pomachamy na pożegnanie wojskom kozackim. Oddziały Chmielnickiego, po otrzymaniu wykupu, zaczęły się szykować do odwrotu, 8 listopada opuszczając obóz i zostawiając osamotnienie oddziały moskiewskie pod murami miasta. Na pożegnanie Kozacy odbyli jeszcze mini-defiladę pod Lwowem, którą tak opisał kronikarz:
Na pożegnanie pokazał się miastu z licznym pocztem konnych [Iwan] Wyhowski, który imieniem Chmielnickiego i całego zaporowskiego wojska po przyjacielsku rządcy Grodzickiemu i całemu miastu wszelkich życzył pomyślności, i spiesznie w pochód się udał. Otoczyły dookoła całe miasto liczne i piękne Kozaków oddziały, doborną opatrzone bronią, a na ich czele jechał tuż po pod wały i warownie miasta z poboczną strażą swoją obok chorągwi na dzielnym koniu z wielkim zaufaniem sam hetman tak wielkiego wojska Chmielnicki, za którym zaraz szły w dalszy pochód hordy Kozaków, żołnierze lekkiej broni i ochotnicy w szatach sukiennych, inni zamiast pancerzów w kaftany płócienne ubrani na wzór Moskali, i pochód ten trwał przez cały dzień 9 listopada.
Dzień później pozycje wokół miasta opuściły także i oddziały moskiewskie, z całym przyborem wojennym pięknie urządzonym.

wtorek, 9 października 2018

W monecie bitej jako też w towarach



Jesienią 1655 roku wojska kozackie i moskiewskie oblegały Lwów. 13 września Bohdan Chmielnicki warunki pokoju, wraz z listem swoim, aby je konieczni e wypełniono. Miasto miało wykupić się sumą 40 000 złotych, dodatkowo jednak kozacki hetman zażądał bardzo specyficznej listy dóbr, które miano dostarczyć jego armii. To bardzo ciekawy spis, pozwolę więc go sobie tu podać:
Dla naczelników i innych przełożonych wojskowych wyda [miasto] sukna karmazynowgo postawów 50, sukna przedniego, półgranacie zwanego, postawów 20, sukna tyryjskiego, półszkarlacie zwanego, postawów 10, materyi jedwabnej postawów 5, adamaszku postawów 10, materyi półjedwabnej postawów także 10.
Dla konnej zaś czeladzi hetmana sukna lepszego pospolicie falendysz zwanego postawów 100, podlejszego pospolicie szybtuch postawów 200, kożuchów 1000, butów par 2000, ołowiu dla piechoty cetnarów 50.
Rada miasta nie była jednak w stanie wypełnić tak wygórowanych warunków, tłumacząc  się publicznym ubóstwem i  upadkiem handlu. Zobowiązali się ze swoją i mieszkańców szkodą zapłacić 20 000 złotych, ale nie w gotówce – której brakowało – lecz w towarach w mieście znajdujących się. Mieszczanie poinformowali tez, że nie mają ołowiu, mogą tylko oddać ten zdjęty z dachu ormiańskiego kościoła Świętego Krzyża.
Po długich negocjacjach, przerywanych od czasu do czasu wymianą ognia artyleryjskiego, miasto faktycznie zapłaciło 20 000 złotych okupu tak w monecie bitej, jako tez w towarach. Co ciekawe, wszystko trafiło do rąk Kozaków, jako że mieszczanie odmówili  negocjacji z Moskwą.

piątek, 5 października 2018

Szereg trupów; nędznych, obdartych i schorzałych



W 1623 roku w Krakowie Józef Bartłomiej Zimorowic opublikował Pamiątkę wojny tureckiej w roku MDCXXI od polskiego narodu podniesioną. Niestety nie udało mi się znaleźć online tego dzieła, jednak w wydanej w 1844 roku Kronice miasta Lwowa Dyonizego Zubrzyckiego można przeczytać bardzo interesujący fragment oparty o zapis Zimorowica. Zubrzycki opisał tam powrót armii polsko-litewskiej spod Chocima, ukazujący w jak trudnej sytuacji znaleźli się żołnierze po tej jakże trudnej kampanii.

Po odjeździe królewskim[1] przedstawił się miastu okropny obraz śmierci i zniszczenia. Przynieśli królewicza[2] schorzałego w lektyce. Domownicy i giermkowie jego, niegdyś na wspaniałych koniach, wlekli się za nim pieszo. Nadciągnęło woysko, czyli jak Zimor[owic] pisze szereg trupów; nędznych, obdartych i schorzałych, którym nie wodzowie, lecz śmierć przewodniczyła. Niedobitki te schorzałe porozciągali się przed deszczem po podsieniach miasta, i po podstrzeszach, umierając przy kromce wyżebranego chleba. Zlitował się miasto kazało rozłożyć żyjących jeszcze po szpitalach, a trupów pogrzebać. Z umieszczonych w samym szpitalu ś. Łazarza umarło więcej jak dwa tysiące ludzi.



[1] W czasie trwania wojny Zygmunt III przez pewien czas przebywał w Lwowie, po otrzymaniu wieści o zawarciu pokoju wyruszył do Warszawy.
[2] Królewicz Władysław Waza chorował praktycznie przez cały okres kampanii.

czwartek, 4 października 2018

W barwie... - najnowsza wersja (wrzesień 2018)


Uzupełniany co kilka lat plik z opisami źródłowymi strojów piechoty polsko-węgierskiej, wybranieckiej i łanowej doczekał się nowej wersji, tym razem w pdfie bo dodałem nieco ikonografii. Zbiór uzupełniony jest o kilka kolejnych źródeł, wprowadziłem też poprawki do niektórych cytatów. Można go ściągnąć z mojego profilu na academia.edu. Świadomie nie dodałem tam przypisów bibliograficznych i samej bibliografii - planuję jednak kiedyś opublikować online pełną wersję.
W przygotowaniu wciąż podobny plik z opisami piechoty cudzoziemskiej i dragonii, ale to złożony projekt więc sporo jeszcze pracy przede mną.

środa, 3 października 2018

Łakomy zdrajca


Przenosimy się dzisiaj do Krakowa w roku 1589, gdzie sprawiedliwość dopadnie nikczemnego grabarza. Swoją drogą ciekawe co stało się z jego szajką, czy ich znaleziono i ścięto?


wtorek, 2 października 2018

Bardzo się zapowietrzył



Zupełnym przypadkiem natknąłem się ostatnio na list Jakuba Maksymiliana Fredry do Tomasza Zamoyskiego, datowany na 2 sierpnia 1629 roku, a wysłanego z Torunia. Fredro opisuje w nim ciężkie warunki bytowania armii koronnej i cesarskiej w Prusach: głód i choroby (które nie oszczędziły nawet samego Zygmunta III), a także niepokoje wśród niepłaconego wojska, które nie chciało przedłużać służby. Zaciekawił mnie fragment dotyczący Łukasza Żółkiewskiego, jednego z zaufanych oficerów hetmana Koniecpolskiego. Żółkiewski był rotmistrzem jednej z chorągwi husarskich, dowodził także hetmańskim pułkiem jazdy. Nawet i on miał już jednak dość:
Pan Starosta Kałuski bardzo się zapowietrzył, i kilka pokojowych umarło mu, i dwaj towarzysze spod chorągwie i kilku pacholików, i sam od wojska w pole riterował się.
Straty jak w nielichej potrzebie ze Szwedami, nic dziwnego że to właśnie choroby odpowiadały za największy procent ofiar śmiertelnych w czasie kampanii.  Nie jest więc zaskakujące, że kiedy miesiąc później miał miejsce popis jazdy koronnej, chorągiew Żółkiewskiego miała tam ledwie 81 koni, przy 150 koniach etatu.

poniedziałek, 1 października 2018

Księgi niemiecki wielkie



Dzisiejszy wpis dla miłośników podręczników teorii wojskowej, do tego z XVI wieku. W czasie oblężenie Pskowa we wrześniu 1581 roku, król Stefan Batory miał otrzymać nieoczekiwany prezent od jednego ze swoich żołnierzy:
Niemiec jeden, co jest w Farensbekowej rocie[1], oddał Królowi księgi niemiecki wielkie, we złoto a zielony aksamit oprawne, drukowane po niemiecku o sztuce wojennej od Grafa von Somls, które napisał Graf Reinhard von Solms, ociec jego, który był marszałkiem wojennym u Karla V. Osobliwie księgi i wdzięczen ich Król barzo. Kupić ich nie dostanie nigdzie, bo ten Graf kazał je u siebie doma drukować i książętom, ludziom tylko rycerskim rozesłał; otóż syn jego, mając je jeszcze, posyła je Królowi.
Reinhard zu Solms (1591-1562) służył przez wiele lat Karolowi V, dochrapał się nawet rangi feldmarszałka. Był autorem kilku podręczników wojskowości, nie jestem jednak w stanie określić które dokładnie podarowano Batoremu. Jako że dzieła miały zawierać wszyto cokolwiek jedno należy do wojny, może chodzić o Ein Kriegsordenong… z 1545 roku, pewności jednak nie mam. 


[1] Rota rajtarii Jerzego Farensbacha.