Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plaga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plaga. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 maja 2020

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XXXIV



W dzisiejszym odcinku kącika recenzji sięgamy do pracy Padraiga Lenihana ‘Fluxes, fevers and fighting men. War and disease in Ancien Regime Europe-1648-1789’. Ukazała się ona 2019 roku, jako 33 tom w serii ‘From Reason to Revolution 1721-1815’ wydawnictwa Helion & Company.  Jak to zawsze w przypadku blogowych recenzji, najpierw przyjrzymy się konstrukcji pracy, a potem napisze nieco komentarzy.

Praca podzielona jest na piec głównych rozdziałów. Pierwszy z nich to wstęp, omawiający zamysł powstawania książki i w skrócie opisujący z czym czytelnik będzie się miał okazje zapoznać w trakcie lektury. Drugi rozdział omawia przypadki śmiertelności w obozach wojskowych. Co ciekawe, dwa główne podane tu przykłady – Sain-Jean-Pla-des-Corts z 1674 roku i Dundalk z 1689 roku – maja specyficzny wspólny mianownik czyli osobę głównodowodzącego w kampanii, Friedericha Hetmanna von Schomberga. Autor omawia tu zarówno poziom strat jak i ich przyczyny – od warunków bytowania po trudy kampanii. Rozdział trzeci omawia kwestie oblężeń, omawiając trzy z nich i skupiając się przede wszystkim na losie oblężonych: Derry w 1689 roku, Rygę w 1709-1710 i Belgrad w 1717 roku, a także obóz pod Phillippsburgiem w 1734 roku. Znów, jak w poprzednim rozdziale, zapoznamy się z dogłębną analizą strat i omówieniem szerokiego spektrum czynników wpływających na śmiertelności w garnizonach. Rozdział czwarty omawia straty armii w czasie przemarszów. Przypadku to Krym w 1736 roku, Serbia w 1737 roku i Czechy w 1742 roku, tak jak w poprzednich częściach z omówieniem wielkości strat i ich przyczyn. W rozdziale piątym mamy z kolei omówienie zagadnienia strat w szpitalach wojskowych, głównie wspomniane tu kampanie to Perpignan z 1674 roku, Lombardia 1734-1735, Niemcy w 1743 roku, Portugalia w latach 1762-1673.
Książka jest oparta o bogata bazę źródłową, cytując zarówno oficjalne raporty dotyczące strat jak i zapiski źródłowe uczestników wydarzeń. Liczne tabelki i  wykresy mogą odstraszyć niejednego czytelnika, który na pierwszy rzut oka będzie widział te prace jako chłodną i akademicką analizę zagadnienia. Wydaje mi się jednak, ze autor umiejętnie zbilansował tutaj tego rodzaju dane, łączac je z nierzadko bardzo wstrząsającymi opisami autorstwa oficerów i żołnierzy, a także własną analizą wydarzeń i przyczyn nierzadko straszliwych strat niebojowych jakie ponosiły armie w tym okresie. W tekście znajdziemy tez mapy ukazujące teren najważniejszych kampanii omawianych w pracy a także nieco ilustracji z epoki, obrazujących obozy wojskowe – bardzo przydatne przy lekturze. Wszystko to w mojej opinii składa się na bardzo dobrze napisaną i ciekawą pracę. Oczywiście problemem dla niejednego czytelnika będzie cokolwiek hermetyczna tematyka książki, omawiająca bardzo specyficzne zagadnienie i to tylko na wybranych przykładach z epoki. Jest to jednak bardzo ciekawa próba przenalizowania jak warunki bytowania, marszu i opieka zdrowotna (czy raczej jej brak) wpływały na wielkość strat w tym okresie. Zdecydowanie chwała autorowi że podjął się opisania tego dosyć niewdzięcznego przecież tematu.

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowani unikać] to bardzo silne można mieć. Tematyka i podejście autora do zagadnienia są bardzo interesujące i godne pochwały, ukazując rzadziej opisywany aspekt XVII i XVIII-wiecznej wojskowości. Jest to jednocześnie jednak pozycja bardzo specyficzna, która zainteresuje zapewne przede wszystkim czytelników „siedzących” już w temacie wojskowości tego okresu.


środa, 3 października 2018

Łakomy zdrajca


Przenosimy się dzisiaj do Krakowa w roku 1589, gdzie sprawiedliwość dopadnie nikczemnego grabarza. Swoją drogą ciekawe co stało się z jego szajką, czy ich znaleziono i ścięto?


wtorek, 2 października 2018

Bardzo się zapowietrzył



Zupełnym przypadkiem natknąłem się ostatnio na list Jakuba Maksymiliana Fredry do Tomasza Zamoyskiego, datowany na 2 sierpnia 1629 roku, a wysłanego z Torunia. Fredro opisuje w nim ciężkie warunki bytowania armii koronnej i cesarskiej w Prusach: głód i choroby (które nie oszczędziły nawet samego Zygmunta III), a także niepokoje wśród niepłaconego wojska, które nie chciało przedłużać służby. Zaciekawił mnie fragment dotyczący Łukasza Żółkiewskiego, jednego z zaufanych oficerów hetmana Koniecpolskiego. Żółkiewski był rotmistrzem jednej z chorągwi husarskich, dowodził także hetmańskim pułkiem jazdy. Nawet i on miał już jednak dość:
Pan Starosta Kałuski bardzo się zapowietrzył, i kilka pokojowych umarło mu, i dwaj towarzysze spod chorągwie i kilku pacholików, i sam od wojska w pole riterował się.
Straty jak w nielichej potrzebie ze Szwedami, nic dziwnego że to właśnie choroby odpowiadały za największy procent ofiar śmiertelnych w czasie kampanii.  Nie jest więc zaskakujące, że kiedy miesiąc później miał miejsce popis jazdy koronnej, chorągiew Żółkiewskiego miała tam ledwie 81 koni, przy 150 koniach etatu.

środa, 26 września 2018

Grasowała srodze w Krakowie ta plaga...



Garść interesujących szczegółów mówiących o tym, jak w 1622 roku radzono sobie w Krakowie z wybuchem zarazy. Od budowania specjalnych „bud” w których trzymano zarażonych, przez wystawianie przy nich straży, po najecie grabarzy i wyposażenie ich w odpowiednie stroje. Będzie też i o miejskich wydatkach, bo też zaraza swoje kosztowała.



czwartek, 7 czerwca 2012

Rój AD 1693


[powyższa fotka szerszenia została umieszczona tylko w celach ilustracyjnych, jako że nie wiem czy to o owe owady chodzi we wpisie, za to groźnie wygląda bestia…]
Ostatnio więcej czasu poświęcam ciekawostkom nie związanym bynajmniej z wojskowością XVII-wieczną. Z jednej strony to pewna forma odpoczynku od pik, rajtarów i sztandarów, z drugiej zaś strony czasami są to rzeczy tak interesujące, że aż człowiek chce się nimi podzielić. Ot, na przykład w 1693 roku Krzysztof Zawisza zanotował:
(…) robactwo zjawiło się dziwnie szkodzące ludziom i bydłu, od którego ukąszenia w przeciągu dwudziestu czterech godzin ludzie umierali, bydło zdychało. Ale ludzkie inwencje prędko wynalazły sposób uleczenia się, takowy: że to miejsce które było ukąszone, dziegciem okładali, od którego jad ów ustępował. Robactwo też to na kształt osy, w tem tylko różność, że i w pysku i w ogonie miało żądło, a nie tylko domowemu bydłu szkodziło robactwo to, ale leśnemu zwierzu; zkąd bardzo często znajdowano po lasach łosie zwłaszcza, zdechłe, tak dalece, że pod Króleszczewicami jp. podkomorzego mińskiego, strzelcy znaleźli łosi czternaści zdechłych. I gdzieindziej znajdowano padlinę zwierza.
Jak widać gdyby w Polsce kręcono filmy katastroficzne to pomysłów można by szukać nawet kilka wieków wstecz.