Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lisowczycy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lisowczycy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 października 2022

To Chorwatów, to Francuzów, to Wallonów

 


W lutym 1621 roku książę Jerzy Zasławski raportował królowi Zygmuntowi III sytuację lisowczyków powracających ze służby cesarskiej. Żołnierze ci chcieli się w tym momencie zaciągnąć na służbę Rzplitej, by wejść w skład armii szykowanej do walki z Turkami. Zasławski odradzał zaciągnięcie całego pułku, sugerując wręcz by chorągwie zostały zwinięte a ludzie odesłani do domów. Motywował to tym, że lisowczycy jako kupy swawolne będą niszczyć tereny przez które przyjdzie im maszerować, z wielkim i niesłychanym przekleństwem. Zamiast tego sugerował, by rotmistrzowie królewscy wybrali co lepszych żołnierzy z rozwiązanych jednostek i zaciągnęli ich do swoich chorągwi, gdzie będą podlegać dyscyplinie wojskowej. Najciekawszy fragment dotyczy składu ‘narodowościowego’ wracającego pułku: Bo tam już Polaków mało, jako sami powiadają, wybito co najlepszych, a zaś nacisnęło się to Chorwatów, to Francuzów, to Wallonów, których jaka fides[1] i jakie obsequium[2] racz to WKM obaczyć. Bardzo ciekawie musiała wyglądać taka maszerująca ‘międzynarodowa’ ekipa tej jazdy.



[1]              Wyznanie, czyli w tym kontekście religia.

[2]              Podległość.

niedziela, 2 grudnia 2018

Aby motłochu z sobą niepotrzebnego nie brał



[Tydzień z lisowczykami, wpis 7/7]

W ostatnim wpisie tego tygodnia, nieco w nawiązaniu do poprzedniego, ciekawy zapisek o tym jak w ramach własnych jednostek sprawdzano liczebność lisowczyków. Rzecz dotyczy pułku Stroynowskiego w 1622 roku, z tekstu wynika że miało to mieć na celu lepszą kontrolę oddziałów, lepszą jakość żołnierza. Im więcej niepotrzebnego motłochu tym większa szansa, że takie luźne grupki zaczną się urywać spod chorągwi i plądrować po drodze, czego starano się (przynajmniej w teorii) uniknąć w czasie przemarszu przez neutralne czy wręcz (znów w teorii) przyjazne terytoria.

Po takiem rozporządzeniu chorągwi, uchwalono było, aby każdy towarzyszy podał w regestrze wszelką duszę ludzką, którąby jakimkolwiek sposobem przy sobie trzymał, swemu rotmistrzowi, a rotmistrze pułkownikowi. Przetoż i to zaraz postanowione było, aby z każdego noclegu gdy się wojsko ruszy (a daleko więcej po jakiejkolwiek potrzebie) zaraz w polu każdy rotmistrz, abo w niebytności jego porucznik, w głos pytał zastanowiwszy się, jeżeli kto z jego chorągwie nie zginął i żeby niedorachowaszy się kogo, zaraz dawał znać pułkownikowi.
(…)
Co wszystko, aby wszyscy wiedzieli, wytrębowano po wojsku; dokładając tego z rozkazania J. M. Pana pułkowniczego, aby każdy pomniąc na takowe w swoich powinne się co dzień rachowanie, motłochu z sobą niepotrzebnego nie brał,a  tylko zdolną czeladź a na dobre konie.

Było, ale się sfilcowało (1626 rok)



[Tydzień z lisowczykami, wpis 6/7]

Zgodnie z obietnicą na FB blogowy, nadrobię tydzień lisowczykowy i dziś będą dwa wpisy.  Pamiętacie Vogelsang z ‘Trylogii husyckiej’ Sapkowskiego? Ten co to niby początkowo było w nim więcej agentów, ale po drodze ‘się sfilcowało’? W tym wpisie o takim właśnie ‘sfilcowaniu’ chorągwi lisowczyków w Prusach w 1626 roku – nader ogólnie zresztą, bo nie prowadziłem w tym kierunku żadnych wnikliwych badań. We wpisie 5/7 wspominałem, jak to w miesiąc walk chorągwi Moczarskiego zgubiła blisko 200 koni – w sumie nie wiem, czy utworzono z nich nową chorągiew (co jest możliwe) czy też poczty oderwały się spod chorągwi i tacy lisowczycy dali sobie spokój z turystyką w Prusach. Co ciekawe, jego oddział nie był jedynym, któremu się to przytrafiło.
26 sierpnia 1626 roku do armii Zygmunta III w Toruniu dotarła chorągiew Idziego Kalinowskiego, pod ktorą cztery sta koni Kozakow rządnych y strzelbą opatrzonych. Rotmistrz nader zacnie pokazał swój oddział, obracał ich kilka razy w Rynku wężykiem w biegu besz wszelkiego zamieszania lubo w ciasnym barzo mieyscu. Trzy dni później dotarła kolejna silna chorągiew lisowczyków, tym razem dowodzona przez Władysława Szleszyńskiego (Śleszyńskiego) pod ktorą koni coś nad trzy sta porządnego y w strzelbe dobrze opatrzonego chłopa. Ta ostatnia, w odróżnieniu od chorągwi Moczarskiego i Kalinowskiego, miała podobno brać udział w bitwie pod Gniewem.

Kiedy 4 października 1626 roku dokonano popisu oddziałów przez królem, rota Kalinowskiego miała mieć 297 a Śleszyńskiego 206 koni. Widać więc spore braki, znów trudno mi jednak określić co tak naprawdę je spowodowało. Niedługo potem (na pewno jeszcze w 1626 roku) obydwie chorągwie przestały zresztą istnieć. Koło generalnie dla pewnych przyczyn zdecydowało się na wytrąbienie z wojska aż trzydzieści i kilka Towarzystwa, a mianowicie Idziego Kalinowskiego i Ślężyńskiego, którzy byli przyczyną swawolnego ścia na Cesarską stronę. Usunięcie ponad 30 towarzyszy to, biorąc pod uwagę że zapewne wraz z nimi wojsko opuściły ich poczty, mogło ‘kosztować’ utratę kolejnych 100-200 lisowczyków. Co stało się z resztą żołnierzy? Być może weszli w skład innych chorągwi lub utworzono z nich jakieś nowe oddziały? Adam Kersten odrzucił tezę Jerzego Teodorczyka, że to właśnie z tych dwóch zwiniętych oddziałów powstała chorągiew kozacka Pawła Czarnieckiego, faktem jest jednak, że wśród wojsk hetmana Koniecpolskiego w Prusach znajdujemy kilka chorągwi kozackich, których nie ma we wcześniejszym spisie armii kwarcianej z lata 1626 roku  - jest więc możliwe, że część lisowczyków znalazła się w takich nowych oddziałach i pozostała w Prusach.

piątek, 30 listopada 2018

Miasteczko zabawne jest dla panów Polaków



[Tydzień z lisowczykami, wpis 5/7]

Dzisiaj padam na twarz po pracy, więc wpis będzie krótki. We wrześniu 1626 roku 400-konna chorągiew lisowczyków rotmistrza Mikołaja Moczarskiego wyprawiała się na podjazdy w stronę pozycji szwedzkich, wędrując a to pod Oliwę, a to pod Puck, a to do Gdańska. Co ciekawe, w tym ostatnim mieście lisowczycy mieli zaproponować, że przejdą na służbę mieszczan – czemu jednak grzecznie odmówiono. Nie ma się zresztą co Gdańszczanom dziwić, lisowczycy mieli bowiem w ograbić po drodze jakąś wieś, doszło też do jakiś drobnych burd. Sam Moczarski podsumował to najlepiej w swoim liście do burmistrza Gdańska Arnolda von Holtena:
Obawiam się, aby mi się żołnierze moi w mieście bawić nie chcieli, albowiem to miasteczko zabawne jest dla panów Polaków.
Co ciekawe, w czasie popisu armii 4 listopada 1626 roku rota Moczarskiego opisana jest w sile 228 koni, pytanie tylko czy aż tak dużo ‘rozeszło się’ spod znaku, być może wyjściowa informacja o 400 koniach była zawyżona, ewentualnie chorągiew podzielono na dwie mniejsze? Faktem jest, że oddział Moczarskiego (w sile 200 koni, jako jazda kozacka) wszedł do komputu armii w Prusach i zaszczytnie walczył do końca wojny, wchodząc w skład pułku jazdy Stefana Koniecpolskiego (a po jego śmierci w 1629 roku – Samuela Żalińskiego). Widzimy go między innymi pod Czarnem i Trzcianą, brał też nader często udział w starciach podjazdowych. 


czwartek, 29 listopada 2018

Liber chamorum, cz. III – lisowczycy (odsłona druga)



[Tydzień z lisowczykami, wpis 4/7]

Drugi (i ostatni) wpis dotyczący ciekawych losów lisowczyków opisanych w Liber Chamorum.

Mrozek, został w 1620 roku wzięty przez lisowczyka za ciurę do woza. Wyprawy do Siedmiogrodu i na Morawy przyniosły mu tyle łupów, że w 1624 roku, w chorągwi Jaroszoskiego na sześć koni służeł.
Muchowiecki, chłop który o muchach wiedział, oganiał u stołu u szlachcica. W 1619 roku ograbił swojego pana i uciekł do lisowczyków, zjechał do nich z pańskim koniem, okradszy jeszcze pod tysiąc złotych.
Jakub Ozimski, syn mieszczanina z Chęcin. Zaczynał służbę u lisowczyków jako ciura w 1620 roku, stopniowo jednak awansował bo potym na swe konie służeł. W 1626 roku trafił do Prus, walcząc w szeregach chorągwi Mikołaja Moczarskiego, gdzie w 1627 roku został nawet chorążym. Co ciekawe, jego rodzony brat służył u niego za pocztowego.
Paszkowski z kolei zaczął karierę za woźnicę u lisowczyka w 1619 roku. Powiadano o nim, że beł łupieżca haniebny chłopów i ślachtę znieważał przy braniu im gwałtem czego. Wyprawa do Siedmiogrodu musiała w jego przypadku przynieść niezłe profity, bo już na Morawach pisał się na 4 konie.
Kolejny Paszkowski dołączył do lisowczyków w 1620 roku, co ciekawe do nich pieszo przystał. Powtarza się tu dobrze znany scenariusz zebrania bogatych łupów, bo w 1624 roku pod chorągwi Jaroszoskiego na 6 koni służeł.
Popławski od 1619 roku w szeregach lisowczyków, okrutny łupieżca beł, że nafundował sobie pieniędzy. W 1624 roku stanął nawet na czele chorągwi jako rotmistrz, oddział ten miał się zresztą składać z samych chłopów.
Tworzyjański także zaczynał za ciurę przy wozie w 1619 roku. Już jednak w 1622 roku, jako że nieźle szarpał i kradł, stać go było na to by służyć na kilka koni. W 1624 roku powiódł kupę swawolną siepaczów lisowską na Morawy.
Zakrzowski, o którym pisałem przy okazji innego wpisu,  imał się wojaczki w swawolnych kupach, bywał między lisowczykami i na Śląsku za bębnistę circa 1629. W 1632 roku miał z kolei 3-konny poczet w chorągwi Zygmunta Dębińskiego na służbie cesarskiej. Został jednak wydalony ze służby, kiedy inny towarzyszy poskarżyli się na niego u rotmistrza (że oto nie-szlachcic służy między nimi jako towarzysz). Jego historia ma jednak tragiczny epilog – rozżalony z powodu zwolnienia, zabił własną żonę, która beła przy wojsku za szynkarkę, po czym popełnił samobójstwo.



środa, 28 listopada 2018

Jako na nich tak bystre konie utrzymują?



[Tydzień z lisowczykami, wpis 3/7]

Znów Lotaryngia w 1622 roku, tuż po połączeniu z wojskami arcyksięcia Leopolda, biskupa passawskiego. Ksiądz Dembołęcki zapisał kapitalną serię pytań, jakie o lisowczyków zadali mu oficerowie Ligii Katolickiej. Dobrze to pokazuje, jak egzotycznie musiał dla nich wyglądać pułk lisowczyków – tak pod względem strojów, uzbrojenia jak i zachowania.

(…) to znowu niektórzy [mówią, nie można rzec aby to Polacy, bo tu często bywają, ale nie w takich szaciech jak my, i twarze łaskawe, a to porąbane, i.t.d. (a oni to rozumieli, iż tak żołnierz powinien mieć piękną twarzyczkę i Włoski strój jako panięta których tam widali). To im zbiwszy, to znowu [pytają] jeżeli Chrześcianie? Jeśli się ich też nie boję? Czemu głowy golą, czemu wszystkę ogoliwszy czuprynę zostawują, brodę czemu golą, a ogoliwszy na co wąsy zostawiają? Czemu płaszcze opięte mają? Czemu u nich tak wysokie kołnierze? Czemu krezów nie mają, czemu czapki tak wysokie mają aż za głowę wiszą? Czemu pludry tak wązkie jako rękaw, czemu buty żółte, dlaczego kowane, czemu zbroi nie mają, czemu krzywe rapiry[1], czemu wędzidła u koni tak małe? Jako na nich tak bystre konie utrzymują, jako nie spadną z tak małych siodeł, jako na nich mogą siedzieć? Czemu się po koniu w biegu pokładają? Na co tak wiele koni w wojsku i tak wiele chłopiąt? Po czem ciurę poznać? Coby to był (na tolombas[2]) na co i kto tego używa? Po czem starszyznę poznać, czemu kijków nie mają w ręku, czemu pułkownik miał buławę pełną, a drudzy rogatą (na buzdygan)? czemu pogwizdują? Co za obyczaja, co za zabawki, jako legają, długoli sypiają, długoli żyją, jeśli się ich broń albo kula ima?

Jak widać oficerowie arcyksięcia musieli tu przeżyć niezły szok kulturowy, bo gama pytań jest nader szeroka.


[1] Piękne określenie na szable.
[2] Sam musiałem poszukać co to. Według Glogera to ‘wielki turecki bęben wojskowy’, czyli ciekawostka, że oto lisowczycy używali i takiej muzyki wojskowej.

wtorek, 27 listopada 2018

Liber chamorum, cz. II – lisowczycy (odsłona pierwsza)



[Tydzień z lisowczykami, wpis 2/7]

W Liber chamorum wręcz roi się od lisowczyków, formacja ta stała się swoistą przystanią dla wszelkiej maści awanturników udających szlachtę. A że akurat mam na blogu tydzień z lisowczykami, połączymy przyjemne z pożytecznym. Poniżej wypis opisujący przygody 10 (właściwie 11) takich ochotników.

Brodowski, który w 1624 roku miał służyć  w pięć koni w chorągwi Adama Skorulskiego. Poszczęściło mu się w czasie tej kampanii, bo wywiózł zdobycz niemałą i u Przeworska kędyś zapadł.

Broniowski, służył w 1620 roku, z czego zdobycz miał, abo raczej z rozbójstwa niemałą korzyść.

Ciężartowski, który wraz z lisowczykami ruszył w 1624 roku na Śląsk. Łupy musiały być obfite – na kampanie wyruszył bowiem na jeden koń a na Śląsku już na pięć koni pisał się pod chorągwią [Adama] Skorulskiego.

Czechowicz, służył w chorągwi lisowskiej w 1625 roku. Miał udawać szlachcica litewskiego, co nieprawda, bo ani listu stamtąd, ani on sam tam nigdy nie jeździeł ani słał.

Janowicki, chłopski syn, służył wśród lisowczyków atakujących w 1619 roku Siedmiogród. Tam brał udział w złupieniu kilkunastu kościołów. W 1620 roku podwinęła mu się jednak noga – został pojmany przez górników w Olkuszu, stracił cały łup i wylądował w celi. Wypuszczony, imał się zbójowania, a potem znów trafił do lisowczyków.

Jastrzębski  z lisowczykami w 1619 roku  w Węgrzech łupali kościoły, rok później rabowali na Śląsku. Temu zdecydowanie pasowała służba w chorągwi – zaczynał od jednego konia, a po tygodniu rabowania na Śląsku mógł się już na dwanaście koni pisać.

Mieszczanin Mikołaj Karaś miał służyć u Idziego Kalinowskiego w 1620 i 1623 roku. Po 1624 roku imał się zbójowania, ale ze słabym skutkiem: kilkanaście razy bywał w więzieniu i w wieży siadał, a wychodzieł, czasem uciekał.

Dwa synowie Kowalkowskiego, kowala z Pińczowa, zaciągnęli się po koniu do lisowczyków w 1619 roku, do nich pomóc im łupić i najeżdżać. I tu łupy były obfite – po tym chłopom nabrali, i przedać ich dostatek mieli.

Krajkowski ruszył z lisowczykami w 1620 roku, nawydzierał i nakradł chłopom koni, w kaletach też nazdobywał pieniędzy. Cztery lata później, służąc u rotmistrz Stanisława Jaroszowskiego, miał mieć 6-konny poczet.

Krajowski miał początkowo w 1620 roku służyć u lisowczyków za ciurę, jednak już w 1622 roku służeł na dwa konia między niemiż. Co ciekawe, miał swoisty przydomek, miał się nazywać Kradzioski, że kradł, aleć i krajał połcie od wieszadeł, choć ich nie on wędzieł.

Jak widać alfabetycznie wylądowałem dopiero przy K, więc w tym tygodniu pojawi się jeszcze kolejna (a może i dwie?) dziesiątką podobnych lisowczyków.

poniedziałek, 26 listopada 2018

Nago trzy dni wojsko gonił



[Tydzień z lisowczykami, wpis 1/7]

W służbie cesarskiej lisowczycy trafili w 1622 roku do Lotaryngii, księstwa pobożnego i katolickiego, które miało jednak znacznie ucierpieć w czasie wizyty polskich turystów. Jak to napisał ksiądz Dembołęcki, owszem słysząc, iż się po swemu Lautring zwali, oni rozumieli iż to tam właśnie Luterska ziemia. Podjazdy lisowczyków rozlały się więc po kraju, łapiąc „języka” a przy okazji puszczając z dymem to i owo. Nie zawsze jednak udawało im się z tym ujść na sucho.

Bohaterem dzisiejszego wpisu jest anonimowy pocztowy, który w czasie takiego podjazdu w górach lotaryńskich od chłopów pojmany, nago rozebrany, oględowany i wybadywany był, jeżeli on człowiek, jeżeli zna Boga, jeśli umiera i t.d. Gdy naostatek zaprowadzono go na skałę wysoką, wiszącą nad Lutherą[1] do Renu wpadającą, i tam go obwieśić[2] chciano, on klęknąwszy Panu Bogu się poruczyć, skoro się wzajem zagadali, porwawszy się skoczył z skały w onę rzekę, którą przepłynąwszy, nago trzy dni wojsko gonił, mniemanie po sobie zostawując, iż wszyscy tak się umieją od śmierci wykręcić, i że ich zatem szkoda było i drażnić.



[1] Rzeka Lauter, będącą lewym dopływem Renu.
[2] Powiesić.

wtorek, 6 listopada 2018

Liber chamorum, cz. I - trębacz, łotr okrutny.



Wreszcie wpadło mi w ręce Liber generationis plebeanorum Waleriana Nekandy Trepki, czyli dzieło znane jako Liber chamorum. Oj jaka to wspaniała lektura, momentami można wręcz boki zrywać. Znajdujemy tam jednocześnie dużo ciekawych informacji dotyczących wojskowości, więc będę pełnymi garściami czerpał z tego na blog. Nowy cykl jak znalazł!

W odsłonie pierwszej zaprezentuje się nam Stanisław Ogrodzeński, od Ogrodzeńca, zamku pana Fierlejowego[1] w krakowskiej ziemi. W 1631 roku nasz Staszek miał służyć w armii cesarskiej, gdzie umiał trąbić na miedzianej trąbie w chorągwi lisowczyków rotmistrza Adama Skorulskiego.  Miał także pełnić funkcję markietana w oddziałach walczących na Morawach, skąd wywiózł beł sobie Morawką miasto żony.

Staś miał jednak, jako łotr okrutny, nader lepkie palce i okradł kilku towarzyszy którym służył. W niemieckim wojsku w Lemborku miasteczku[2] przydybał go jednak Staniszowski, jeden z okradzionych towarzyszy lisowskich. Tu doszło do nader ciekawej konfrontacji:

[Staniszowski] połapieł go wołając: a tuś zdrajco, coś mię okradł! A on też pana chwycieł się wołając: a tuś francie, coś mię okradł! Pan [Staniszowski] mówi rajcom [miejskim]: proszę, każcie go wsadzić. A ten też: każcie tego zdrajcę mego wsadzić. Oni nie wiedzieli, czego się jąć, wsadzieli obudwu pod straż, aż ów pan posłał do chorągwie, że przyjechali kilkanaście towarzestwa, dali świadectwo, że służeł panu temu Staniszowskiemu i okradł go ten Ogrodzeński.

Staszek został więc przekazany przez rajców Staniszowskiemu, ten zaś oddał go pod sąd wojskowy (zapewne chorągwiany). Ogrodzieński wędrował już na szubienicę, kiedy to wykupił go jego szwagier, nazwiskiem Zakrzoski – co ciekawe, służący jako dobosz, więc jakoś tak rodzinnie musieli muzykować. Cena była jednak nader słona, życie Ogrodzieńskiego kosztowało bowiem 2000 złotych. Uratowany Staszek trafił z powrotem do Polski, gdzie w 1633 roku służył jako trębacz u Stanisława Lubomirskiego.


[1] Mikołaja Firleja.
[2] Lemberg w Palatynacie? Bo chyba nie Lębork na Pomorzu?

piątek, 15 czerwca 2018

Wielkie dywany angielskie i cztery bombardy



Ciekawy wycinek z pracy Władysława Magnuszewskiego ‘Z dziejów elearów polskich…’, dotyczący epizodu z początku 1623 roku. Wracający z zagranicznych wojaży po Alzacji, Lotaryngii i Palatynacie[1] pułkownik lisowczyków, Stanisław Stroynowski, 23 stycznie tegoż roku wniósł do akt grodzkich we Wschowie protestację przeciwko obywatelom Głogowa, którzy mieli go bezlitośnie obrabować. Pułkownik wymienił w owej protestacji listę rzecz które padły ofiarą mieszczan. Spis to bardzo ciekawy, ukazujący co też nasz lisowczyk ‘wyzwolił’ w obcych krajach.




[1] Odwiedź nowe kraje! Poznaj nowych ludzi! Obrabuj i zabij ich!

wtorek, 17 stycznia 2017

Osądziłem go z władzy mojej hetmańskiej


Kilka lat temu (jak to czas leci) wspominałem o karze śmierci na którą skazano w 1622 roku pułkownika lisowczyków, Piotra Jakuszewskiego. Znalazłem dokładne uzasadnienie tego wyroku, gdzie hetman Krzysztof II Radziwiłł kazał wymienić rozliczne przewiny oficera. To bardzo ciekawy dokument, wiele mówiący o fatalnej postawie pułku lisowczyków walczących w Inflantach. Oddajmy więc głos hetmanowi:

poniedziałek, 30 maja 2016

Nago (ale w ostrogach?) na koniu biegać


1 czerwca 1623 roku Stanisław Stroynowski, pułkownik Jego Cesarskiej Mości, dowodzący zgrupowaniem lisowczyków, wydał w obozie pod Głogowem artykuły wojskowe. Regulował w nich wiele aspektów  służby swoich (z reguły dość niesfornych) podkomendnych. Poniżej wypisałem kilka co ciekawszych punktów, którymi zajął się Stroynowski:

Punkt 37 mówi o rabunku koni i dóbr na terenie Polski:
A iż wiele się takich znajduje, którzy na karb towarzystwa wojskowego panom swym lubo komukolwiek inszemu w ojczyźnie konie kradną, przeto ktokolwiek by, obywatel Korony Polski, lubo sam przez się, lub przez plenipotenta swego, konia albo cokolwiek swego ukradzionego, albo gwałtem wziętego w wojsku poznał, a instancyą uczynił, tedy takowy oskarżony a przekonany jako złodziej sromotnie ma być gardłem[1] karany, a jego wszystko na kościół oddane.

Punkt 40 dotyczy dość specyficznego zachowania po przedobrzeniu z alhokolem…
Kto by się zaś ważył na wstyd wojskowy w rynsztokach siedząc pić na ulicy, albo w koszuli, a tym bardzi nago na koniu biegać[2] i insze podobne temu hultajstwa płodzić, jeśli pacholik, jawnie ma być na ulicy kiejami bity, a jeśli towarzysz, czterdzieści złotych, jeśli porucznik, ośmdziesiąt, a jeśli rotmistrz, sto poeny wojskowy ma nie odchodząc od sądu odliczyć i nadto w kole swej chorągwie towarzystwo przepraszać za to, co im wstyd uczynił.

Mój ulubiony zaś, to punkt 41:
Ktokolwiek by na wstyd wojskowy pod chorągwią w wierzchnim jakimkolwiek stroju, prócz polskiego, a osobliwie w kieckach, w płaszczach, albo w czapkach białogłowskich jechał, jeśli towarzysz [to] traci poczet, a jeśli pacholik [to] pod chorągwią kiejmi ma być bitwy. Gdyż takowe, prócz polskiego, stroje wstyd wojsku czynią i dla kilku wszystko wojsko za łupieżne poczytana bywa. 

[1] Karą śmierci.
[2] Podkreślenie moje…

wtorek, 24 maja 2016

Rajtarzy, fauna wszelaka i kobieta pojmana


Wojna Trzydziestoletnia kojarzy się nie tylko ze słynnymi bitwami, ale i z potwornymi grabieżami, kiedy to walczące armie plądrowały teren działań wojennych. Wojciech Dembołęcki (Dębołęcki), kapelan jednej z wyprawy lisowczyków na służbie cesarskiej, opisał bardzo ciekawą scenę z pobytu wojsk cesarskich w Bystrzycy:
Rzecz barzo strojna była widzieć (między wielą takich inszych)kiedy jeden rajtar dobrze ubrany, konewek, flaszek, etc. około siebie nawiązawszy, gęś z gąsiętami jeszcze zieloniosieńkiemi go miasta zaganiając, z pułkownikiem się elearskim[1] i kilką jego rotmistrzów z miasta jadących, [s]potkał. Drugi za nim cielę, kozę i owcę, koniowi u ogona jak charty na smyczy uwiązawszy, a pstrą koteczkę na ręku miasto[2] zająca trzymając, z łów się wracał. Trzeci zaś trochę opodal za nimi, świnię także u ogona koniowi uwiązawszy, z kotłem na głowie, a garncem mleka w lewej ręce, za nimi leniwo doganiając, wlókł freza rozdartą pierzyną na kształt sakiew najukowanego; w której pierzynie tak pospołu i z pierzem, na jednej stronie widać było kilka połci słoniny i parę indyków, a na drugiej kobietę pojmaną, z pierza się obierającą.
Scenka bardzo charakterystyczna, zapewne często i lisowczycy występowali w podobnej roli jak wspomniani tu rajtarzy…



[1] Tak kapelan nazywał lisowczyków.
[2] Zamiast. 

sobota, 19 grudnia 2015

Odsiecz której nie było


Pora na mit niezwiązany z husarią, a najbardziej bodaj przereklamowaną formacją wojsk Rzplitej – lisowczykami. Nad fenomenem tej lekkiej jazdy i internetowymi zachwytami nad nią pochylimy się innym razem. Dziś zajmiemy się tzw. pierwszą odsieczą wiedeńską, wspaniałą bohaterką memów i demotywatorów. Z mitem tym co prawda pięknie rozprawił się prof. Henryk Wisner, ale najwyraźniej gros internetowych entuzjastów elearów polskich nie czyta za dużo książek na ten temat, więc może wpis na blogu się przyda.
20 sierpnia 1619 roku książę Siedmiogrodu, Gabor Bethlen, wypowiada wojnę Habsburgom austriackim. Jesienią tegoż roku zdobywa Górne Węgry, a w Preszburgu[1] w jego ręce wpadają węgierska insygnia królewskie. Następnie łączy się z dowodzoną przez Henryka von Thurna armią zbuntowanych stanów, czeskich, morawskich i śląskich[2], po czym sprzymierzeni rozpoczynają oblężenie Wiednia. Ich armia to ok. 40 000 żołnierzy, stolicy Austrii broni tylko 2000 wojaków.
Z odsieczą Habsburgom przybywają jednak lisowczycy, najęci w Polsce. Ich silne zgrupowanie – zależnie od źródeł liczące od 2200 do 10 000[3] lekkiej jazdy – wkracza do Siedmiogrodu i 23 listopada w bitwie pod Humennem (Humiennem) rozbijają osłaniającą kraj armię[4] Jerzego Rakoczego. Lisowczycy ścigają rozbite wojska siedmiogrodzkie i oblegają pokonanego wodza w zamku Makowica. Nie są jednak w stanie zdobyć umocnionego miejsca i wycofują się. Następnie Polacy zaczynają niemiłosiernie łupić tereny Koszyc, zostawiająca za sobą szlak pożogi i rozpaczy . Tu doszło do sporu między lisowczykami – niektórzy chcieli ruszać do Austrii lub na Śląsk, inni dalej walczyć w Siedmiogrodzie, jeszcze inni wracać do kraju. Propozycja tych ostatnich przeważyła. Po złupieniu okolicy zgrupowanie wycofało się w stronę Polski. Pod Duklą doszło do konfliktu wśród lisowczykowego towarzystwa. Zgrupowanie rozbiło się na cztery mniejsze ‘pułki’, które samodzielnie próbowały przedostać się do Polski. Niewątpliwie ważną rolę w decyzji lisowczyków o odwrocie miał rosnący opór ze strony Siedmiogrodzian. Jerzy Rakoczy odtwarzał swoje rozbite oddziały, nadciągały nowe jednostki pod Gyorgy Szecym, okoliczni chłopi atakowali polskich ciurów rozjeżdżających się w poszukiwaniu żywności.
Co tymczasem działo się pod Wiedniem? Legenda pierwszej odsieczy wiedeńskiej mówi o tym, że na wieść o lisowczykach i ich akcjach w Siedmiogrodzie, książę Bethlen zwinął oblężenie Wiednia i pośpiesznie wycofał się do kraju. Prawdziwa przyczyna jest jednak zupełnie inna. W obozie oblegających panowała bowiem zaraza, która wybuchła najpierw wśród Czechów a potem rozprzestrzeniła się na inne oddziały. Okolice miasta były spustoszone i wyniszczone, szybko zaczęło brakować żywności. Późna jesień – ze względu na warunki pogodowe jak obfite opady deszczu i silny wiatr  – nie była też najlepszą porą na prowadzenie operacji oblężniczej. Sami Siedmiogrodzianie – których wojska składały się w znacznej części z jazdy – i tak odgrywali marginalną rolę w oblężeniu. 5 grudnia Bethen odchodzi spod Wiednia na czele swoich wojsk, kierując się na Górne Węgry. Niedługo potem podejmuje zresztą negocjacje z cesarzem Ferdynandem II i 6 stycznia 1620 roku podpisuje z nim 9-miesięczny rozejm.
Sami lisowczycy chwalili się – w liście do Ferdynanda II – tylko zwycięską bitwą, nie przyszło im jednak chełpić się tym, że odegrali decydującą rolę w kampanii. Widzimy zresztą, że dość pośpiesznie wycofali się z terenu Siedmiogrodu, łamiąc wręcz rozkazy swojego cesarskiego pracodawcy, który nakazywał im złączyć się ze swoją armią polową. Poseł lisowczyków, wysłany do Zygmunta III z prośbą by ten pozwolił wrócić najmitom do kraju, twierdził wręcz, że nie byli oni przygotowani do dalekiej wyprawy: pozbawieni pieniędzy, bez dostatecznej ilości ekwipunku a nawet kowali do podkuwania koni. Doszło wręcz do tego, że lisowczycy mieli prosić polskiego króla o przysłaniu im kwarcianej jazdy i piechoty, która miała ich osłaniać na wypadek ataku nadciągających sił siedmiogrodzkich
Nie było więc żadnej pierwszej odsieczy wiedeńskiej, a tylko krótkotrwały i krwawy rajd na teren Siedmiogrodu, który dodał kolejne historie do legendy lisowczyków.




[1] Dzisiejsza Bratysława.
[2] Stany dolnoaustriackie nie zdążyły na czas przysłać swoich oddziałów pod Wiedeń.
[3] Pierwsza liczba wydaje się jednak podejrzanie mała, druga zapewne wlicza także luźną czeladź.
[4] Ok. 7000 żołnierzy. 

niedziela, 5 sierpnia 2012

Lisowczycy-petyhorcy?

[Ilustracja autorstwa Dario Wielca, użyta za zgodą autora (wielkie dzięki Dario, trochę mi zajęło znalezienie idealnego wpisu…) – co prawda oryginalnie to pancerny, jednak wydaje się idealny do ukazania lepiej wyposażonego lisowczyka, być może z jednej z chorągwi pułkownika? ]

Uzbrojenie lisowczyków zwykło się opisywać jako szablę, pistolety, łuki i rusznice. Taki zestaw wydawałby się idealny dla lekkiej jazdy, brakuje tu jednak jakiegoś ‘pazura’ w typie broni drzewcowej, przydatnej do złamania przeciwnika w walnym starciu. Istnieją jednak przesłanki do stwierdzenia,  że przynajmniej część lisowczyków, służących pod samym Aleksandrem Józefem Lisowskim w okresie 1615-1616, mogła być uzbrojona w rohatyny. Andrzej Grzegorz Przepiórka w bardzo ciekawym artykule Od wolontariuszy do żołnierzy zaciężnych wspomina o relacji dezertera z pułku Lisowskiego, który w październiku 1615 roku miał zeznać o czterech rotach kopijników pod komendą słynnego zagończyka. Co prawda kopijnik kojarzy się raczej z husarzem, jednak sam pułkownik w swojej Relacji (…) z przebiegu wyprawy w głąb Moskwy [list do kanclerza litewskiego Lwa Sapiehy) wspomina o tym, że jego żołnierze w obliczu spodziewanego starcia z wojskami moskiewskimi przygotowywali sobie broń drzewcową. (…) Kto grotku nie miał, oszczepy wtykali, drudzy z kowalami nawet robili. Jakoś nie wydaje mi się, by szykowali kopie, za to opis jak żywo pasuje do wyrabiania rohatyn.

piątek, 8 czerwca 2012

Malarze znani i nieznani - cz. XLVIII


Tym razem obrazek będzie propagandowy, pytanie jednak czy sytuacja tam przedstawiona jest daleka od prawdy – prawdopodobnie nie. Rycina zatytułowana jest Okrucieństwa wobec ludności Dolnej Austrii wyrządzone przez polskich kozaków w służbie cesarza [w roku] 1620. Autorem był niderlandzki rytownik Jan Luyken (1649-1712), rzecz wydano w Leiden w 1698 roku. Oryginał znajduje się obecnie w zbiorach Rijksmuseum w Amsterdamie. Autor zapewne nie bardzo wiedział jak wyglądać mogli lisowczycy w 1620 roku, przedstawił ich więc jako bandę raczej odpychającą, brodatą, w podartych strojach (no i te urocze czapeczki…), uzbrojoną w szable, sztylety i dziwne rohatyny. Nie dziwi jednak, że 78 lat po wydarzeń w Dolnej Austrii owi ‘polscy kozacy’ cieszyli się tak złą sławą. Wszak w 1620 roku potrafili nawet wydobywać zwłoki z grobów, by je obrabować; mordowali kobiety i dzieci, tak że dowodzący na tym terenie oficerowie cesarscy starali się jak najszybciej pozbyć lisowczyków i odesłać do Polski. Polecam do zastanowienia tym wszystkim którzy pełni są bezkrytycznych zachwytów nad elearami polskimi…

czwartek, 2 grudnia 2010

Która chorągiew po której ma iść - cz. IV

Kolejny raz  lisowczycy (ich pułki są takie wdzięczne do opisania), tym razem wspierający w okresie 1616 - 1618 wyprawę królewicza Władysława Wazy na Moskwę. W pułku mamy początkowo swoiste bezkrólewie, wszak słynny pułkownik Lisowski zmarł 11 października 1616 roku. Początkowo (październik 1616 – marzec 1617) dowodził Krzysztof Chodkiewicz, chorąży litewski. Po negocjacjach z hetmanem Chodkiewiczem żołnierze zgodzili się, by nowym dowódcą został Janusz Kiszka. Nie objął on jednak swojej komendy, od maja 1617 roku na czele lisowczyków widzimy pułkownika Stanisława Czapińskiego. Zginął on jednak w 1618 roku w starciu z podjazdem moskiewskim skrytym muszkietowym strzałem rażony, runął z konia w oczach swych towarzyszów i jego miejsce jako pułkownik zajął Piotr Kopaczewski.
Pułk miał się składać 10 chorągwi i miał liczyć niemal 1000 koni (chociaż brał żołd za 2000 lub 3000 koni, zależnie od tego jak wysoki żołd – 15 lub 10 zł – lisowczykom liczono). Podział pułku na roty:
1. ‘Czarna’ chorągiew (pułkownika)
2. ‘Czerwona’ chorągiew (II rota pułkownika)
3. Piotra Kopaczewskiego
4. Korsaka
5. Lisowskiego
6. Molenickiego  (Molenckiego)
7. Mrozowickiego
8. Pleckiego
9. Walentego Rogawskiego
10. Świdnickiego (Kozacy dońscy)
Pułk nie tylko brał udział w małej wojnie, widzimy go bowiem także w czasie szturmu armii królewicza na Moskwę.


wtorek, 16 listopada 2010

Która chorągiew po której ma iść - cz. III

Pułk pułkowi nierówny, jak dowodzi struktura zgrupowania lisowczyków zaciągniętych w 1622 roku na służbę cesarską. Miało ich być 6000, zebrało się 3800. Jako że dzięki zapiskom kapelana lisowczyków, franciszkanina Wojciecha Dembołeckiego, znamy strukturę pułku owych elearów, pozwolę sobie ją tu zamieścić – idealnie wszak pasuje do cyklu. Coś czuję, że lisowczycy jeszcze się tu przy innej okazji pojawią…
Pułkownik – Stanisław Stroynowski; oficjalnym ‘szefem’ pułku był Zygmunt Karol Radziwiłł, ale to Stroynowskiego słuchali podkomendni
Oboźny wojskowy – Aleksander Pacyna
Sędzia wojskowy – Aleksander Gwiazdowski
Strażnik wojskowy – Benedykt Połujański
15 chorągwi jazdy:
-          ‘Czerwona’ pułkownika  - 400 koni
-          ‘Czarna’ pułkownika  – 400
-          Paweł Mojsławski  -300
-          Adam Skorulski – 300
-          Jan Sławęcki – 300
-          Jan Sulmirski  - 300
-          Jerzy Chełmski – ta i kolejne chorągwie po 200 koni
-          Maciej Dembiński
-          Paweł Godlewski
-          Jan Grążewski
-          Jan Lubowicki
-          Jan Machalski
-          Remigiusz Nowomiejski
-          Andrzej Zejma
-          Marcin Żarski- rotmistrz ten zginął w sierpniu 1622 roku
Nie nawojowali się owi elearzy w tej kampanii, ale co kawałek Europy zwiedzili na zasadzie ‘odwiedź nowe kraje, poznaj nowych ludzi i złup ich niemiłościwie...’ to zdecydowanie ich.  Poza tym mogli się popisywać przez sojusznikami swoimi talentami jeździeckimi i łuczniczymi – jak ten lisowczyk który miał przepłynąć Ren stojąc na grzbiecie swojego rumaka.

czwartek, 8 kwietnia 2010

Starcia pod Szmeltynem – 19 i 20 stycznia 1622 roku

Dwa interesujące starcie z okresu walk w Inflantach, typowy przykład ‘małej wojny’, która toczyła się w okresie 1621-1622. Świadkami podobnych potyczek będziemy także i w czasie wojny 1625-1629. Jak zwykle dwa diametralnie różne opisy…
Wersja litewska [w oparciu o ‘Księcia Krzysztofa Radziwiłła…]
Pułk lisowczyków pod dowództwem Piotra Jakuszewskiego (chorągwie Jakuszewskiego, Jakuba Różyca i Krzysztofa Drużbica) wbrew rozkazom hetmańskim nie połączył się z główną armią litewską, pozostając w rejonie Szmeltynu. Jakuszewski miał jakoby czekać, aż jego oddziałom skończy się ćwierć służby, by ‘tem zręczniej na włość zejść i z swawolnemi gromadami łączyć się mógł’. Lisowczycy zaniedbali środków ostrożności, dali się zaskoczyć szwedzkim siłom feldmarszałka Wrangla. Chorągwie Różyca i Drużbica zostały rozproszone. Miało co prawda zginąć zaledwie dwunastu żołnierzy, ocalono także wszystkie sztandary, niemniej jednak spore były straty w koniach i wyposażeniu. Jakuszewski, o czym już poprzednio wspomniałem w innym wpisie, został ścięty po powrocie do obozu hetmańskiego.
Następnego dnia Szwedzi starli się z podjazdem Mikołaja Korffa, nadciągającym od strony Kiesi. Wrangel sądził, że napotkał zbierających się lisowczyków, tymczasem silna czata Korffa miała liczyć 1200 żołnierzy (zapewne są to stany teoretyczne). Szwedzkie zgrupowanie miało zostać rozbite, resztki pod osłoną nocy wycofały się.
Wersja szwedzka [w oparciu o ‘SK’, raporty – zapewne mocno stronnicze – Wrangla]
16 stycznia feldmarszałek Wrangel, dowiedziawszy się o obecności ‘kozaków’ pod Szmeltynem postanawia uderzyć na nich z zaskoczenia. Zebrał ‘grupę uderzeniową’ z dostępnych mu oddziałów – 150 muszkieterów i 6 kompanii jazdy (zapewne głównie fińskiej - jazda ta miała mieć jednak nader niskie stany liczebne, zaledwie 250 ludzi). O świcie 19 stycznia szwedzkie oddziały dotarły do Szmeltyna i zaatakowały z marszu. Podpalono budynki w których kwaterowali ‘kozacy’ i po krótkiej walce rozproszone litewskie oddziały. Z dużą przesadą określono straty ‘kozaków’ na 200 zabitych. Zdobyto 150 koni, kilka wozów taborowych i jeden sztandar.
Dzień później szwedzcy zwiadowcy zawiadomili Wrangla, że ‘kozacy’ zbierają się ok. 5 kilometrów na wschód od Szmeltyna. Feldmarszałek postanowił wykorzystać poprzedni sukces – zostawił 60 muszkieterów w Szmeltynie, zapewne dla pilnowania łupów i jeńców, z resztą grupy zaatakował Litwinów. Ku jego zaskoczeniu okazało się, że przeciwnik to nie pobici wcześniej lisowczycy, a liczące 11 chorągwi (czyli dosyć odpowiadające teoretycznej liczbie 1200 żołnierzy ze źródeł litewskich) zgrupowanie Korffa. Pierwsze ataki jazdy litewskie zostały powstrzymane ogniem muszkieterów szwedzkich, atakowany przez przeważające siły Wrangel zdołał wycofać swoich żołnierzy do pobliskiej wioski, gdzie Szwedzi zabarykadowali się w kilku domostwach i stawili ciężki opór. Korff, sądząc że ma do czynienia z silnym zgrupowaniem przeciwnika, wycofał się z pola walki. Wrangel zaraz potem opuścił wioskę, wycofując się do Szmeltyna.