Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Potop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Potop. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 marca 2025

Nowa książka - 'Confrontations of Kings, 1656' - wreszcie dostępna

 

Miło mi poinformować, że ukazała się moja nowa książka w serii 'Century of the Soldier 1618-1721'. Zatytułowana 'Confrontation of Kings, 1656' i napisana wspólnie z Michaelem Fredholm von Essen, jest to monografia trzydniowej bitwy pod Warszawą w okresie 'Potopu szwedzkiego'. Temat dobrze opracowany w języku polskim, ale raczej do tej pory słabo opisany w języku angielskim, mamy więc nadzieję, że taka szwedzko-polska monografia bitwy przybliży ten temat anglojęzycznym czytelnikom.

Książka jest aktualnie dostępna w specjalnej promocyjnej cenie na stronie Wydawcy.

wtorek, 4 kwietnia 2023

Wszystkie tomy pamiętników Patricka Gordon dostępne za darmo w sieci



Wspaniałe wieści dla wszystkich miłośników dobrej lektury :) Aberdeen University Press udostępnił właśnie w wolnym dostępie, do ściągnięcia w formie pdfu, wszystkie sześć tomów pamiętników Patricka Gordona - oczywiście w języku angielskim, w opracowaniu Dymitra Fedosowa. Jedno z najciekawszych źródeł z epoki, więc warto się zapoznać. Poniżej linki do wszystkich tomów:

Tom I

Tom II

Tom III

Tom IV

Tom V

Tom VI 

środa, 14 grudnia 2022

'Against the Deluge' w sprzedaży!



Własnie ukazała się moja trzecia książka w serii 'Century of the Soldier', zatytułowana 'Against the Deluge. Polish and Lithuanian armies during the war against Sweden 1655-1660'. Wbrew tytułowi jest tam też sporo informacji o walkach z Kozakami w czasie Powstania Chmielnickiego a także z Moskwą w okresie od 1654 roku. Książkę można zakupić na stronie wydawcy, przez jakiś czas będzie tam dostępna z bardzo miłym rabatem. 
Swoją drogą to mam jak widać ciekawą świecką tradycję: poprzednie książki ukazały się 15 grudnia 2020 i 15 grudnia 2021 roku ;) 

piątek, 18 listopada 2022

'Against the Deluge' idzie do druku

 


Miło mi poinformować, że moja najnowsza książka w serii 'Century of the Soldier 1618-1721' właśnie idzie do druku. 'Against the Deluge' to próba przybliżenia zagadnień organizacji, liczebności i działań bojowych armii polskiej i litewskiej w czasie Potopu, chociaż jest tam też sporo informacji na temat Powstania Chmielnickiego i wojny z Moskwą 1654-1667. Autorem kolorowych plansz jest, jak w poprzednich moich tytułach, Siergiej Szamenkow. 

Wstępne info o książce na stronie wydawcy, praca powinna się ukazać w grudniu. Jako że z reguły przez pierwszy tydzień po wydaniu powinna być w specjalnej, niższej cenie, na pewno zamieszczę uaktualnione informacje na jej temat przy okazji wydania.

wtorek, 2 sierpnia 2022

Kadrinazi radzi i odradza – cz. LI

 


W styczniu tego roku recenzowałem na blogu pierwszy tom pracy Michaela Fredholma von Essena Charles X’s Wars. Armies of the Swedish Deluge 1655-1660, z serii Century of the Soldier 1618-1721. Dzisiaj pora na recenzję drugiego tomu, zatytułowanego The Wars in the East, 1655-1657. Książka podzielona jest na 19 rozdziałów, które w opisują w sposób chronologiczny ciąg wydarzeń od wybuchu wojny Rzeczpospolitej z Moskwą w 1654 roku do wkroczenia wojsk cesarskich do Polski w 1657 roku i wyruszenia Karola X Gustawa do Danii. Mamy tu więc najważniejsze starcia z tego okresu, z tymże niektóre opisy są nader obszerne (Warszawa, Wojnicz czy Gołąb) a niektórym poświęcono znacznie mniej miejsca (np. Prostki to zaledwie 14-zdaniowy akapit). Wydaje mi się że dużą rolę w takim a nie innym opisie danego starcia odegrała dostępność materiałów w języku szwedzkim, w tym przetłumaczonych na ten język artykułów polskich autorów jak Jan Wimmer czy Jerzy Teodorczyk. Z tego też powodu nie znajdziemy tu raczej nic o czym w Polsce już nie napisano, aczkolwiek bez wątpienia ciekawa jest spora ilość ODB, przede wszystkim armii moskiewskiej i szwedzkiej. Bitwy są często opisane dosyć ogólnie, np. bez podania strat walczących, co z jednej strony wytłumaczone jest różnicą informacji w źródłach, z drugiej jednak strony do owych źródeł nie mamy żadnego odwołania – znów (przynajmniej jeżeli chodzi o armie polską i litewską) zapewne z powodu ich niedostępności w języku szwedzkim bądź angielskim. Prowadzi to czasami do wpadek, jak wtedy kiedy dowiadujemy się, że wiosną 1656 roku Puck poddał się Szwedom, gdy w rzeczywistości utrzymał się w rękach polskich przez całą wojnę. Osobiście najbardziej przypadły mi do gustu rozdziały 13 i 14, opisujące walki szwedzko-moskiewskie w Ingrii i Kexholm, starcia w Karelii i moskiewskie oblężenie Rygi. Są to tematy słabiej u nas znane więc ciekawe było o nich poczytać, bo też teatr działań odległy i nietypowy.

Tym razem na kolorowych planszach nie znajdziemy wizerunków żołnierzy, mamy za to 10 flag należących do różnych armii, narysowanych przez Tomasza Nowojewskiego. Siergej Szamenkow jest z kolei autorem pięciu czarno-białych rysunków przedstawiających żołnierzy – podobnie jak to miało miejsce w pierwszym tomie. W tekście znajdziemy bardzo dużo ilustracji z epoki, jak ryciny Dahlbergha, mapy bitew, portrety dowódców czy wizerunku żołnierzy; także zdjęcia obecnego stanu niektórych miejsca opisywanych w książce. Na duży plus można zaliczyć aż 14 map (niektóre łatwo rozpoznawalne dla polskiego czytelnika…) przedstawiające główne bitwy i oblężenia z okresu 1654-1657.

Ocena w rankingu blogowym [trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to, tak jak w przypadku pierwszego tomu, można mieć. Duża część tego tomu opisuje wydarzenia które polski czytelnik ma dostępne w o wiele obszerniejszych i dokładniejszych opracowaniach rodzimych autorów. Uwagę przyciąga jednak zdecydowanie opis konfliktu szwedzko-moskiewskiego, duża ilość map i dobrze poprowadzona narracja konfliktu, idealna jako wprowadzenia tematu. Na pewno dobrze się to uzupełnia z pierwszym tomem i wraz z zapowiadaną trzecią częścią (czyli działaniami w okresie 1658-1660, włącznie z wojnami duńskimi) będzie stanowiło ciekawą serię, w solidny sposób przybliżający zagadnienia konfliktu polsko-szwedzkiego i związanych z nim wojen. Jako takie jest na pewno bardzo ważną i przydatną lekturą na rynku anglojęzycznym, przybliżając czytelnikom mniej znany konflikt z udziałem Rzplitej.

środa, 20 lipca 2022

Przy małej miarce wódki i lulce tytoniu

 


Robiłem sobie wczoraj notatki do oblężenia Torunia w 1658 roku i natknąłem się przy okazji na bardzo ciekawy zapis autorstwa Piotra de Noyers, sekretarza królowej Ludwiki Marii. W liście z 14 stycznia 1659 roku w bardzo ciekawy sposób scharakteryzował on Polaków:

Słusznie Wpan powiadasz, że Polacy byliby niepokonani, gdyby umieli wojować. Niema na całym świecie narodu, któryby tak łatwo znosił trudy ciężkie, a przy małej miarce wódki i lulce tytoniu obejdą się bez chleba; jak go mają, to go zjedzą więcej, niż kto inny, a kiedy go niema, to też z głodu nieumierają; śpią zaś na śniegu jak w łóżku najlepszem. Ale z nieostrożności wszystkie nasze klęski pochodzą; ile razy przegramy, zawsze brak przezorności tego przyczyną, nieprzyjaciel bowiem najczęściej nas zastanie albo przy obiedzie, albo w łóżku, bez posterunku, bez straży.

 

wtorek, 12 lipca 2022

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XLIX

 



Dzisiaj w kąciku recenzji znów coś po polsku. Niedawno temu ukazała się praca o bardzo ciekawej tematyce, zatytułowana Formacje zbrojne samorządu szlacheckiego województw poznańskiego i kaliskiego w okresie panowania Jana Kazimierz (1648-1668). Jej autorem jest Bartosz Staręgowski, jest to jego praca doktorska napisana pod opieką profesora Dariusza Kupisza. Jak to zwykle przy recenzjach, najpierw przyjrzymy się strukturze pracy, a potem skupimy się na różnych jej aspektach i szczegółach.

Zaczynamy od krótkiego wstępu, omawiającego ogólnie temat książki, bazę źródłową, aktualny stan badań tego zagadnienia a wreszcie omówienie struktury pracy. Następnie mamy pięć rozdziałów i siedem aneksów. Rozdział pierwszy jest o tyle ciekawy, że wykracza poza ramy czasowe książki, omawia bowiem (i tu wielka gratka dla mnie) wojska samorządowe za panowania Zygmunta III i Władysława IV. Mamy tu więc kwestię podziału administracyjnego obydwu tytułowych województw, a także różne formacje zbrojne wystawianie od okresu bezkrólewia przed objęciem rządów przez Zygmunta III, przez wojny toczone za jego panowania, aż po okres rządów Władysława IV. Widzimy tu więc, jak zresztą i w kolejnych rozdziałach, omówienie pospolitego ruszenia i wojsk powiatowych, w kolejnych częściach pracy znajdujemy też oczywiście wyprawy łanowe. Panowanie Jana II Kazimierza, czyli główne zagadnienie omówione w pracy, to rozdziały drugi, trzeci i czwarty. Pierwszy z nich dotyczy wojsk samorządowych w czasie walk z Kozakami (1648-1650), drugi w okresie „Potopu” (1655-1660), a trzeci okresu 1660-1668, skupiając się głównie na sytuacji w zniszczonych, w następstwie wojny szwedzkiej,  województwach wielkopolskich a także w czasie rokoszu Lubomirskiego. Rozdział piąty to analiza kadry oficerskiej dowodzącej wojskami samorządowymi, gdzie Autor analizuje pochodzenie społeczne, działalność wojskową i polityczną i buduje bardzo interesujący obraz dowódców samorządowych. Jeżeli chodzi o aneksy, to dwa to zestawienie struktur organizacyjnych wojsk powiatowych, dwa kolejne pospolitego ruszenia a jeden dotyczy wypraw łanowych. Niezwykle obszerny jest aneks szósty, w który znajdziemy informacje dotyczące 122 oficerów i urzędników omówionych w rozdziale piątym. Ostatni aneks to lista konstytucji sejmowych z okresu 1587-1668, dotyczących wojsk samorządowych.

Rozdziały 1-4 to istna kopalnia informacji o różnych formacjach i jednostkach wojsk samorządowych. Autor rysuje za każdym razem wyraźne tło wydarzeń prowadzących do powołania pospolitego ruszenia czy wojsk powiatowych – czy to w kontekście walk z Kozakami czy Szwedami. Omówione są zagadnienia finansowania wojska, jego liczebności, kadry i organizacji. W oparciu o znaczną ilość zachowanych dokumentów źródłowych, dostajemy to bardzo szczegółowe wypisy dotyczące każdej zaciągniętej jednostki, często wraz z opisami jej wyposażenia czy nawet sztandarów. Czytelnik znajdzie tu mnóstwo informacji dotyczących problemów z finansowaniem wojska, utrzymywania jego dyscypliny i działań bojowych. Sama lektura przypisów przynosi, dla tych którzy lubią potem sami grzebać w źródłach (to ja, to ja!), mnóstwo niezwykle ciekawych materiałów, do których można potem sięgnąć by dowiedzieć jeszcze więcej ciekawostek. Autor opisuje cały cykl formowania jednostek: od decyzji ich utworzenia, przez wszystkie związane z tym problemy, poprzez popisy, udział w walkach i różnorodne problemy po zakończeniu walk. Bardzo dokładnie opisane jest zagadnienie udziału wojsk wielkopolskich w czasie „Potopu” – od kompromitacji pod Ujściem do nieomal powszechnego powstania w okresie 1656-1657. Lekturę ułatwiają mapy i schematy autorstwa dra Staręgowskiego, które pomagają lepiej zrozumieć strukturę wojsk i opisywane działania wojenne. Te cztery rozdziały w bardzo dokładny sposób ilustrują wkład województw poznańskiego i kaliskiego w wysiłek obronny Rzplitej, jednocześnie znakomicie przedstawiają złożoną strukturę wojsk samorządowych i jej rolę w działaniach na terenie Wielkopolski i poza nią.

Bardzo szczegółowy jest rozdział piąty, dotyczący kadry wojsk samorządowych – tak pospolitego ruszenia jak i formacji zaciężnych. Widzimy tu wzajemną relację (a czasami jej brak) pomiędzy kandydatami na oficerów a ziemiami finansującymi wysiłek wojskowy. Możemy się dużo dowiedzieć na temat jakości i doświadczenia owej kadry, co pozwala lepiej zrozumieć zachowanie ich wojsk w czasie walk. Aneksy omawiające różne formy wojsk samorządowych to znów kopalnia informacji na temat typów wystawianych formacji, ich liczebności i okresu służby.

Książka jest oparta o bardzo rozległą bazę źródłową, gdzie niezwykle ważną rolę odgrywają źródła rękopiśmienne (takie jak komisje grodzkie ze zbiorów Archiwum Państwowego w Poznaniu), nie brak tez oczywiście dużej ilości źródeł drukowanych jak i opracowań. To kolejna ogromna zaleta tej pracy, bo dla dociekliwych stanowi ona świetny punkt wyjściowy dla badań nad tematem. Liczne tabele i wykresy pozwalają w łatwy sposób prześledzić skomplikowaną czasami organizację wojsk wojewódzkich. Bardzo przejrzysta struktura pracy, jasno wyjaśniona przez Autora we wstępie, także ułatwia lekturę, bo ułatwia szybkie ‘przeskakiwanie’ w ramach rozdziałów, jeżeli chcemy poczytać o konkretnym aspekcie czy okresie. Przyznaję że przeczytałem książkę w jeden dzień, lektura – mimo dużej ilości danych (no ale ja akurat uwielbiam tabelki) – sprawiła mi naprawdę dużą frajdę bo też tematyka jest tu niezwykle fascynująca.

Z uwag krytycznych nieco dziwi mnie używanie wszędzie w tekście określenia ‘arkebuzerzy’ a nie ‘arkabuzerzy’. Wiem że niektórzy badacze traktują to wymiennie, z kolei inni (włącznie z takim kanapowym historykiem jak ja) zawsze podkreślają jednak odrębność ‘arkabuzerów’ i stosują właśnie taką, zresztą zgodną ze źródłami, formę. Miałem jednak już okazję sobie na ten temat porozmawiać z Autorem omawianej pracy i trochę Mu o to pozawracać głowę (bardzo dziękuję za dyskusję). Drugą drobną uwagą jest kwestia angielskiego podsumowania pracy, zamieszczona na końcu książki. Niestety można się za głowę złapać, bo tłumaczenie wygląda bardzo słabo i wiele zdań nie ma tu większego sensu. To przykre, bo chociaż polski czytelnik raczej nie zwróci na to uwagi, to jednak warto żeby te kilka stron miało ręce i nogi. Stąd też drobny apel do historyków którzy zamieszczają w swoich książkach czy artykułach angielskie podsumowanie – Drodzy Państwo, naprawdę warto się do tego przyłożyć. Jeżeli tekst dotyczy zagadnień militarnych, proszę dać znać, zawsze chętnie pomogę to ogarnąć (łatwo można znaleźć do mnie kontakt czy to na blogu, FB czy przez Academia.edu). No ale to już taka dygresja, wracajmy do recenzji.

Końcowa ocena [według rankingu: trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to zdecydowanie trzeba mieć. Mamy tu bardzo dobrze opracowane zagadnienie wojsk wystawianych przez województwa poznańskie i kaliskie, oparte o bogatą warstwę źródłową i opisujące tak naprawdę dłuższy okres niż w tytule (więc i miłośnicy Zygmunta III i Władysława IV znajdą tu coś dla siebie). To bardzo ciekawa tematyka, do tego dobrze wpisana w kontekst kolejnych działań wojennych przeciwko Kozakom, Szwedom i Brandenburczykom. Zdecydowanie dla każdego kto interesuje się wojskowością polską w XVII wieku jest to bardzo przydatna pozycja. Należy mieć nadzieję, że dr Staręgowski będzie kontynuował badania w tej materii i ukażą się w przyszłości kolejne prace jego autorstwa.

poniedziałek, 31 stycznia 2022

Najmniej udany coup de grâce w historii

 


Przeszukując ostatnio Siedem ksiąg o czynach Karola Gustawa autorstwa Samuela Pufendorfa, natknąłem się na dosyć drastyczny, acz ciekawy opis z początku kwietnia 1657 roku. Patrol szwedzkich rajtarów, dowodzonych przez Erika Dahlberga, miał się natknąć na rannego polskiego żołnierza. Szwedzi chcieli mu zadać „cios łaski” i wtedy się zaczęło…

[Polak] leżał n a wznak, serce miał przeszyte dwoma kulami, zamknięte oczy, a krwawa piana wypływała mu z ust. Żołnierze uznali, że miłosiernym uczynkiem będzie skrócić cierpienia rannemu, skoro nie było nadziei na przeżycie. Jeden z nich zeskoczył zatem z konia, przyłożył mu pistolet do czoła i strzelił, tak że wypłynął mózg. Zraniony położył wtedy swoją prawą rękę na tej ranie, włożył palce do mózgu i krwi. Wtedy drugi żołnierz strzelił dwa razy, trafiając rannego między oczy, odłupując całkiem górną część czaszki. Jednak mimo to Polak dalej ruszał obu dłońmi w ranie. Szwed wbił mu wówczas swój rapier trzy albo cztery razy w serce. Polak zaś przy każdym pchnięciu przyciągał nogi i kładł rękę na piersi. Zadano mu jeszcze wiele ciosów od brzucha po szyję. Licznymi kulami przebito jego głowę i serce, tak że z rozłupanej czaszki płynęła krew, a mimo to poruszał dalej rękami i nogami i zaczął głucho jęczeć, tak jakby chciał coś powiedzieć. Wszyscy obecni bardzo się dziwili, że jeszcze ma świadomość, kiedy jego serce i czoło zostało tyle razy przebite. Przez pół godziny obserwowali to zdarzenie, w końcu zostawili go, a jeszcze nie wyzionął ducha.

poniedziałek, 24 stycznia 2022

Nieszczęśliwy wypadek, czy działanie umyślne



Ciekawy przykład ‘friendly fire’ który miał miejsce w czasie defilady, a nie w boju. Początek kwietnia 1657 roku, Karol X Gustaw spotyka się z Jerzym II Rakoczym. Rzecz opisał Samuel Pufendorf:

Dla uhonorowania Rakoczego ustawiono całą armię w szyku bojowym, a kiedy przybył z orszakiem tysiąca Węgrów i Kozaków, przyjęty został przez króla ze wszelkimi oznakami życzliwości. Armia powitała go dwoma salwami, uroczystymi dźwiękami trąb i bębnów, a także pozdrowieniem przez skłonienie chorągwi. Radość ta została niemało zakłócona śmiercią Adolfa, księcia Nassau, który, gdy stał przed swoim regimentem jazdy, został trafiony w głowę kulą wystrzeloną przed jednego ze swoich i zmarł. Nie wiedziano, czy był to nieszczęśliwy wypadek, czy działanie umyślne.

Jedyny Nassau którego udało mi się odnaleźć w tym okresie, a który faktycznie miał zginąć na początku kwietnia 1657 roku w Polsce to Philip von Nassau (syn Georga von Nassau-Beilstein-Dillenburg). Miał 27 lat, więc faktycznie mógł być dowódcą regimentu rajtarii – w spisach opublikowanych przez Mankella w marcu 1657 roku pojawia się przez chwilę regiment rajtarii ‘grafa Nassau’, którego nie ma w późniejszych spisach. Niestety nie posiadam pracy Tessina, która mogłaby rzucić na to nieco więcej światła – bo też w armii szwedzkiej służyło wtedy sporo młodych książątek, grafów i hrabiów niemieckich. 

sobota, 22 stycznia 2022

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XLVI



Dwa lata temu zachwalałem na blogu pierwszą część korespondencji wojskowej hetmana Janusza Radziwiłła. Ostatnio w końcu trafił do mnie, wydany w 2020 roku, drugi tom tej korespondencji, zatytułowany „Listy”, pora więc na kolejną porcję zachwytów. Tym razem grupa znakomitych historyków (Konrad Bobiatyński, Przemysław Gawron, Krzysztof Kossarzecki, Piotr Kroll, Andrzej Adam Majewski, Dariusz Milewski i Mirosław Nagielski) przygotowała dla czytelników zestaw listów pisanych przez i do hetmana Janusza Radziwiłła. Na blisko 300 stronach znajdziemy tu aż 220 listów, z okresu 1646-1655 (1646-1654 kiedy książę Janusz był hetmanem polny, a 1654-1655 kiedy był hetmanem wielkim). Gros z nich to po raz pierwszy wydane źródła archiwalne, acz znalazły się tu i te wydane wcześniej w XIX i XX wieku, ale w tym tomie opracowano je bez wcześniejszych błędów. Otrzymujemy tu kolejny niesamowicie interesujący zbiór źródłowy, dotyczący osoby hetmana, wojskowości litewskiej, konfliktów z Kozakami, Moskwą i Szwedami. Oczywiście nie jest to lektura najłatwiejsza: warto wiedzieć kto, do kogo i w jakich okolicznościach pisał; listy w języku polskim są gęsto przetykane łaciną, oprócz tego mamy tu też wiele listów pisanych w całości po łacinie (jak korespondencja z księciem Jakubem Kettlerem) a nawet kopie listów które zachowały się tylko w tłumaczeniu na język ruski (tak to nazwano we wstępie, jako że niestety bukw nie jestem w stanie łatwo odcyfrować, wierzę redaktorom na słowo). Z tego też powodu nie będzie to raczej ‘lektura do poduszki’, a przydatny materiał referencyjny i zbiór źródłowy do którego bez wątpienia będą chcieli zajrzeć miłośnicy epoki. Indeksy -  osobowy i geograficzny – także pomagają w używaniu tego tomu jako bazy źródłowej. „Listy”  to świetne uzupełnienie części pierwszej, przybliżając osobę i postawę hetmana Radziwiłła w omawianym okresie.

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to, jak przy pierwszej części, trzeba mieć. Uwielbiam tak dobrze przygotowane edycje źródłowe, nawet to że często muszę głowić się nad tłumaczeniem zwrotów łacińskich jest ledwie drobną niedogodnością. Jeżeli jesteście zainteresowani armią litewską czy hetmanem Radziwiłłem, to bez wątpienia powinniście dodać ją do swojej biblioteczki. 

poniedziałek, 17 stycznia 2022

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XLV

 


Wypadałoby w końcu wrzucić coś na blog, a nie tylko koncentrować się na FB. Co może być tu lepszego, niż kolejna recenzja? Dziś przyjrzymy się najnowszej pracy autorstwa Michaela Fredholma von Essena, czyli ‘Charles X’s Wars. Volume I – Armies of the Swedish Deluge, 1655-1660’. Jest to początek nowej mini-serii w ramach ‘Century of the Soldier 1618-1721’, jako że tematyka Potopu obejmie trzy tomy autorstwa tego autora.

Jak zwykle najpierw przyjrzymy się ogólnej organizacji pracy, a potem dodam nieco więcej szczegółowych komentarzy. Po krótkim wstępie w którym autor opisuje podział na tomy a także ogólne wstępne informacje edytorskie, czytelnik znajdzie tu bardzo długie i szczegółowe kalendarium wydarzeń od stycznia 1654 roku do lipca 1657 roku, obejmujący początek konfliktu Rzplitej z Moskwą, agresję Szwecji a także wejście Siedmiogrodu do wojny. Kolejny ‘rozdział’ to ‘dramatis personae’, jedno-dwuzdaniowe opisy najważniejszych dowódców z wszystkich walczących armii. Kolejna część to biogramy ośmiu monarchów państw biorących udział w konflikcie do 1657 roku (poza Danią i Norwegią, jako że ta będzie opisana w tomie trzecim). Pierwszy ‘właściwy’ rozdział opisuje przyczyny wybuchu wojny, zarówno na linii Rzplita-Moskwa jak i Rzplita-Szwecja. Kolejne rozdziały zajmują się, zgodnie z tytułem pracy, armiami biorącymi udział w konflikcie. Są to po kolei (w nawiasie ilość stron poświęconych każdej armii): Szwecja (52), Rzplita (44), Brandenburgia-Prusy (14), Moskwa (35), Kozacy (11), Siedmiogród (7), Święte Cesarstwo Rzymskie (5) i Tatarzy (19). Autor starał się opisać każda armię w podobny sposób: od organizacji, rekrutacji, liczebności, po wyposażenie i taktykę. Jak widać po ilości stron niektóre armie są jednak opisane znacznie pobieżniej od innych. Zdecydowanie najlepszą częścią są opisy armii szwedzkiej, oparte o liczne dokładne opracowania autorstwa szwedzkich historyków. Nie brak tu organizacji jednostek do poziomu kompanii włącznie, informacji o umundurowaniu czy broni. Rzplitej poświęcono sporo miejsca, opisy są głównie oparte o prace Jana Wimmera, Roberta Frosta i Richarda Brzezińskiego. Bardzo obszerny jest rozdział o armii moskiewskiej, która zdaje się bardzo interesować autora. Dziwne wydaje się aż tak obszerne opisanie armii tatarskiej, biorąc pod uwagę relatywnie mały wpływ Chanatu na działania wojenne. Książka kończy się sugerowaną pozostałą literaturą z różnych krajów, a także obszerną bibliografią w której rzuca się jednak w oczy (co zdaje się być typowe dla tego autora) brak źródeł archiwalnych – są tylko drukowane, a i tak w tekście książki znajdujemy relatywnie mało odniesień do nich.

Książka jest bogato ilustrowana, znajdziemy tu dużą ilość czarno-białych ilustracji – tak obrazów z epoki jak i zdjęć zachowanych egzemplarzy broni i ekwipunku, a także zdjęć i rysunków sztandarów. Siergiej Szamenkow, znany dobrze czytelnikom serii, jest autorem kolorowych plansz. Mamy tu ciekawą mieszanką 16 żołnierzy z różnych armii (trzech Szwedów, jeden Siedmiogrodzianin, trzech Polaków, jeden Litwin, czterech Moskwicinów, jeden Brandenburczyk, dwóch Kozaków i jeden Tatar). Oprócz tego Siergiej narysował kilka bardzo ładnych czarno-białych szkiców z wizerunkami żołnierzy. Czytelnik znajdzie tu też trzy bardzo ogólne mapy, ukazujące głównie działania w latach 1654, 1655, 1656.

Książka bez wątpienia ‘daje radę’ jako wprowadzenia dla tematu dla czytelników anglojęzycznych, nie znających materiałów w języku szwedzkim, polskim czy rosyjskim. Bardzo dobrą częścią jest szczegółowe kalendarium, chociaż autor czasami stosuje bardzo dziwny zapis nazw miejscowości, np. Ujście występuje tu pod niemiecką nazwą Usch. Szczerze mówiąc nie bardzo widzę sens w podrozdziale ‘dramatis personae’, bo długa lista nazwisk niewiele to wnosi do lepszego zrozumienia konfliktu. Rozdziały o wojskowości są o bardzo zróżnicowanej jakości – Szwecja, co zrozumiałe, opisane jest najdokładniej i zawiera dużo ciekawych informacji. Niestety o wiele gorzej jest w przypadku Rzplitej czy Kozaków: po części wynika to zapewne z braku możliwości dotarcia do odpowiednich materiałów, a po części z właściwego zrozumienia mechanizmów wojskowości tych ‘frakcji’. Autor wychodzi z błędnego założenia że w czasie Potopu polscy dowódcy uczyli się ‘zachodniej’ wojskowości od Szwedów i pod ich wpływem zmieniali strukturę i organizację armii – wniosek który jest daleki od prawy bo oparty o błędne założenia i brak znajomości źródeł. Autor myli też polską królewską gwardię nadworną z komputową, pisząc że całość była finansowana z królewskiej szkatuły. W armii litewskiej widzi czerkieskich petyhorców, dragonów ‘prawdopodobnie’ wyposaża we włócznie obok muszkietów, twierdzi też że rajtaria w Rzplitej nie różniła się praktycznie niczym od szwedzkiej (chociaż mamy dowody źródłowe na to, że przynajmniej część polskich rajtarów służyła w systemie towarzyskim). Przy opisie Kozaków (których nie wiedzieć czemu autor uporczywie zapisuje jako ‘cossacks’ a nie ‘Cossacks’) mamy np. wzmiankę o wzorowaniu się na stroju moskiewskim, używaniu bufiastych spodni czy nawet w niektórych przypadkach o walce ‘na gołą klatę’ w czasie lata. Ktoś powie że to wszystko drobne rzeczy – pewnie dla niektórych tak, ale z drugiej strony po co za wszelką cenę opisywać z takimi błędami armie o których najwyraźniej ma się słabe pojęcie? Czasami nader kuriozalny jest dobór ilustracji, na czele z XVIII-wieczny szyszakiem z metalowymi skrzydłami (z epoki saskiej) jako przykładem typowego szyszaka husarskiego w czasie Potopu – chociaż na szczęście znaczna część ilustracji jest o wiele lepiej dopasowana.

Ocena w rankingu blogowym [trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to można mieć. To generalnie wprowadzenie do tematu, gdzie najlepszą częścią jest kalendarium i opisy niektórych armii (zwłaszcza szwedzkiej),  na pewno będzie dobrze przyjęte na rynku anglojęzyczny gdzie brakuje dokładniejszych opisów tego konfliktu. Co prawda tom nie zawiera opisów żadnych bitew, wydaje mi się jednak że to znajdziemy w części drugiej, więc nie zaniżałbym z tego powodu oceny niniejszego tomu.

wtorek, 5 października 2021

White taffety and necessaryes for the colour

 


Ponowna lektura pamiętników związanych z “Potopem” (robię notatki i odnośniki bibliograficzne do nowej książki) przynosi co chwila kolejne ciekawe informacje, które przeoczyłem przy pierwszym (drugim, trzecim…) czytaniu. Dziś notka krótka, acz o tematyce która bardzo mnie interesuje czyli sztandarach. Część z tych informacji była już kiedyś na blogu, ale teraz nieco to rozszerzę. ,Kiedy w drugiej połowie 1659 roku Patrick Gordon otrzymał od Lubomirskiego rozkaz utworzenia nowej kompanii dragonów z ex-szwedzkich żołnierzy przetrzymanych w Gniewie, sporym problemem było odpowiednie wyposażenie dla jednostki. Maszerując na południe, co jakiś czas możemy w pamiętniku napotkać informacje o kolejnych zakupach:

- jadąc do Gniewu, Gordon otrzymał 24 muszkiety, jako początkowy zapas broni dla kompanii (docelowo miała mieć 100 ludzi, w Gniewie zaciągnął 76)

- w Poznaniu kupił pięć muszkietów, proch i ołów, oprócz tego dla siebie parę szkockich pistoletówi

-  w Pyzdrach 28 par butów, bo tylko tyle było gotowych ‘od razu’

-  w Tarnowie nabył ‘kolejne muszkiety, proch i ołów’

- w Krakowie, na początku 1660 roku, zakupił 60 nowych muszkietów od kupca Blackhalla, a także sześć starych muszkietów, proch i ołów od innego kupca

A gdzie sztandar, zapytacie? Otóż na początku podróży z Gniewu wysłał do Torunia swojego sługę i dobosza kompanijnego by zakupili ‘białą taftę i wszystkie rzeczy niezbędne do [zrobienia] sztandaru oraz bęben’. Dla mnie nader interesująca ciekawostka, bo ciężko znaleźć szczegóły tego typu, w jaki sposób oddziały otrzymywały sztandary. Jak widać tu trzeba było załatwić to na własną rękę.

Kiedy Gordon miał wreszcie okazję zaprezentować kompanię Lubomirskiemu w marcu 1660 roku, miał miejsce ciekawy dialog, który nieco sparafrazuję:

[L] Czy mają broń?

[G] Tak, zapewniłem wszystkim muszkiety i pulwersaki

[L] A broń białą?[1]

[G] Tak, niektórzy mają broń białą

[L] A konie?

[G] Gdzież miałem czas martwić się o konie, jeżeli musiałem się martwić o chleb? [dodał jednak, że wszyscy podoficerowie mają konie]

[L] A ilu was tutaj?

[G] 100 ludzi wraz z oficerami

 



[1]              W oryginale ‘sword’, więc nie będę kombinował z tłumaczeniem.

poniedziałek, 4 października 2021

Ubrani na sposób polski

 


Ciekawa wzmianka z Przygód wojennych Hieronima Chrystiana Holsteina. Kiedy opuścił on wreszcie polską służbę, wędrował przez Pomorze do Hamburga, a stamtąd do Holsztynu. W ostatniej fazie podróży towarzyszyło mu dwóch byłych żołnierzy[1], dwóch pacholików i dwa luźne konie, razem w siedem koni. Holsten na pytanie szyldwacha w jednej z bram hamburskich miał powiedzieć jadę od Szczecina z głębi Polski i mam chętkę jechać do Danii. Tu docieramy do najciekawszego fragmentu, dotyczącego stroju grupy ex-polskich żołnierzy:

Ponieważ moi dwaj knechtowie i pacholikowie byli ubrani na sposób polski w błękitne kaftany z żółtym atłasowym podbiciem, wszyscy z samopałami i szablami u boku, a oba moje luzaki z polskimi derkami były dobrze obładowane, sądzono w Hamburgu, że jestem znacznym posłem polskim.

Interesujące, jako że może sugerować że rajtaria w służbie polskiej ulegał lokalnym wpływom w kwestii strojów.



[1]              Polskie tłumaczenia mówi o knechtach, niemniej jednak chodzi raczej o rajtarów, jako że byli to żołnierze z regimentu Lubomirskiego, gdzie służył sam Holsten.

poniedziałek, 30 sierpnia 2021

I perceived him to be a very niggardly person

 


Pracując nad nową książką podczytuję sobie znowu źródła do „Potopu”, wynotowując co ciekawsze fragmenty. Akurat padło na Patricka Gordona, a tu przepiękny fragment z końca 1658 roku. Szkot przebywał wtedy znowu w polskiej niewoli, pojawiła się więc szansa na kolejną zmianę barw klubowych. Jak wiemy ostatecznie Gordon trafił pod skrzydła Lubomirskiego, ale co ciekawe, to inny magnat początkowo zaproponował mu służbę. Cytat jest wręcz przedni, podkreślenie moje:

[Jan] Sobieski zaoferował mi wstąpienie na jego służbę, obiecując kompanię dragonów która stacjonowała w jego miasteczku Jaworów i okolicach; odmówiłem, odpowiadając że jako młody człek, opuściłem swój kraj by szukać honoru [i sławy], a siedząc na kwaterach [jako garnizon] nie będę miał ku temu [zdobyciu sławy] żadnej okazji; poza tym [Sobieski] wydał mi się dusigroszem. Odrzekł że nie ma dla mnie żadnej innej [oferty] służby. Wyraziłem więc chęć, by odesłał mnie do Króla [Jana II Kazimierza] lub do marszałka [Lubomirskiego], mówiąc że jestem chętny do służby w polu by się zasłużyć; był nader zadowolony moją odpowiedzią i odparł, że postara się przekonać Lubomirskiego o mojej osobie.

 

środa, 11 sierpnia 2021

Oblężenie Jasnej Góry – Johann Bensheimer

 



Bardzo ciekawy miedzioryt Johanna Bensheimera z 1659 roku, przedstawiający oblężenie Jasnej Góry przez Szwedów. Pochodzi z wydanej w Gdańsku książki Stanisława Kobierzyckiego Obsidio Clari Motnis Częstochoviensis. Ilustrację w dobrej jakość można znaleźć na stronie ze zbiorami cyfrowymi Muzeum Narodowego w Krakowie. Poniżej kilka ciekawych fragmentów: dawny regiment gwardii Jana II Kazimierza (już na służbie szwedzkiej), jazdę koronną przy armii szwedzkiej czy fragmenty obozów wojsk szwedzkich.

 







wtorek, 22 czerwca 2021

Rolle księcia Michała

 



Znowu wracamy do przeglądania zasobów AGADu na szukajwarchiwach. Tym razem bardzo interesujący zbiór rolli popisowych jednostek dowodzonych przez Michała Kazimierza Radziwiłła w latach 50-tych i 60-tych:

- chorągiew husarii (służąca tylko przez jedną ćwierć na przełomie 1654 i 1655 roku)

- regiment i kompanie dragońskie, okres 1656-1658

- regiment pieszy w okresie 1656-1659

- dawny regiment hetmana Jerzego Lubomirskiego, przejęty przez Radziwiłła, okres 1663-1668  

wtorek, 11 maja 2021

Połknąłby was był szczupak całkiem i z pancerzem

 


Stefan Czarniecki był dowódcą surowym, który zwykł swoich żołnierzy trzymać ‘krótko’. Czasami jednak zdarzały mu się sytuacje, w których okazywał też nieco poczucia humoru. Niezastąpiony Jan Chryzostom Pasek przytoczył w swoich pamiętnikach taki ciekawy przypadek z 1660 roku, kiedy to dywizja Czarnieckiego walczyła z wojskami moskiewskimi. Polacy mieli się przeprawić przez Drucz, idąc z pomocą Litwinom. Nie było czasu na budowanie mostów, regimentarz miał więc zakrzyknąć:

- Pływaliśmy przez morze: i tu trzeba; Pana Boga wziąwszy na pomoc, za mną!

Po czym dał przykład żołnierzom, przepływając jako pierwszy. Kiedy jego koń, z trudem bo z trudem, wyszedł na drugi brzeg, Czarniecki zaczął zachęcać swoich żołnierzy do działania. Chorągiew w której służył Pasek, weszła do wody. Oddajmy więc głos pamiętnikarzowi i zobaczmy co się stało:

Nasz pierwszy towarzysz, Drozdowski, miał konia, co go był nieświadom, a on pływał jakoś dziwnie na bok; skoro tedy tak uczynił, zaraz go woda zniosła z konia, począł tonąć konia puściwszy. Jam go uchwycił za ramię, drugi towarzysz z drugą stronę, takeśmy go między sobą pławili. Skorośmy go wynieśli, aż mówi Wojewoda [Czarniecki]: „Macie szczęście, panie bracie: są tu wielkie ryby, połknąłby was był szczupak całkiem i z pancerzem” (na to przymawiając, że to był chłopek małego [w]zrostu).

 

piątek, 15 stycznia 2021

Ze szkocką pintą i kwaterką brandy

 


Wracamy do zapisków Patricka Gordona, udało mi się bowiem znaleźć ciekawy fragment dotyczący utrzymania żołnierzy (i ich morale) w ryzach. W marcu 1661 roku kompania dowodzona przez Gordona, po powrocie z kampanii 1660 roku, powoli maszerowała z kwater zimowych, trafiając w okolice Krosna. Tu do jednostki trafiły uzupełnienia, wszak dragoni ponieśli spore straty w czasie walk z Moskwą i Kozakami. Jak napisał o tych nowych żołnierzach sam Gordon, było to ’50 chłopa, którzy wcześniej służyli Cesarzowi Rzymskiemu na Węgrzech, pod komendą generała Susa [De Souches] i zdezerterowali, a teraz nasz generał przysłał ich [do mnie] by wcielić ich do kompanii i rozmieścić na kwaterach. Byli to wysocy, nader krzepcy ludzie, głównie Francuzi i Włosi, [ale] też kilku Hiszpanów’. Jako że oddział Gordona był rozmieszczony na terenie miasteczka i kilku wsi, Szkot mógł się słusznie obawiać jak utrzymać tych nowych rekrutów w ryzach, tym bardziej że cała kompania od pewnego czasu nie otrzymywała żołdu. Zdecydował więc, że każdy żołnierz dostanie dziennie szkocką pintę piwa [czyli prawie 1.7 litra], kwaterkę brandy i tyle żywności na ile lokalna ludność może sobie pozwolić. Najwyraźniej podziałało to na morale dragonów, bo nie doszło do żadnych ekscesów, a dwa tygodnie później kompanii wypłacono żołd.

piątek, 24 lipca 2020

Confessata więźniów między Łukowem a Delatyczami wziętych



Bardzo ciekawy zapisek źródłowy, prezentujący zeznania Wołochów z armii księcia Rakoczego, wziętych do niewoli w 1657 roku przez wojska polskie. Przyznam że nie znałem tego wcześniej, natknąłem się na to dzisiaj czytając materiały z czwartego tomu Джерела з історії Національно-визвольної війни українського народу 1648-1658 рр. 




czwartek, 4 czerwca 2020

Sojor of fortune and a stranger to both nations



Wracamy do pamiętników Patricka Gordona, tym razem lądując w 1659 roku. Szkot siedzi właśnie w polskiej niewoli i otrzymuje propozycje zaciągnięcia się pod komendę Lubomirskiego, z obietnicą objęcia stanowiska kwatermistrza w regimencie dragonii. Oczywiście z wcześniejszych wpisów które publikowałem na blogu wiemy już, że ofertę przyjął, dziś jednak chciałem nieco przybliżyć jego rozważania na temat zmiany ‘barw klubowych’. Pokazuje to bardzo ciekawy punkt widzenia Szkota-katolika, który zaczął wojnę w szwedzkich szeregach, ale w 1659 roku wyraźnie zaczął widzieć, która strona wydaje się zwycięska. Tłumaczenie, jak to zwykle, nader luźne i mojego autorstwa, według angielskiego oryginału:

I tak oto tkwiłem już 11 tygodni w polskim więzieniu. Szwedzi, kiedym był jeszcze w Prusach, dwukrotnie zwracali się z prośba o me uwolnienie, ale im odmówiono, więc z tej strony nie miałem żadnej szansy na odzyskanie wolności. I teraz, jeżelibym nie wykorzystał tej dogodniej okoliczności [oferty Lubomirskiego] mogłem być pewny że [Polacy] ześlą mnie w jakieś odległe miejsce, gdzie będę zapomniany aż do zawarcia pokoju. I, będąc cudzoziemcem, wątpliwe jest bym uzyskał [od Szwedów] jakąś rekompensatę za me cierpienia (…).
Poza tym musiałem rozważyć inne rzeczy, będąc żołnierzem fortuny i obcym dla obydwu [walczących] narodów, moja sprawa nie leżała ani z jednymi ni z drugimi, więc nie czułem się zobligowany bardziej służyć czy cierpieć za jednych czy drugich. Tylko religia sprawiała, żem skłaniał się mocniej ku Polakom. Takoż więc, na tyle ile mój honor mi by pozwolił, skłaniałem się by szukać korzyści i zdobyczy [w polskiej służbie], podczas gdy – biorąc pod uwagę jak się sprawy miały – zdawało się to bardzo mało możliwe, cóż mówię, wręcz niemożliwe u Szwedów.

Po dłuższych rozważaniach, Gordon oczywiście zdecydował się na przyjęcie służby u Lubomirskiego, tak znacznej persony, który wydawał się znać na wojaczce i mieć wielki wpływ na sytuację polityczną. Szkot wystawił sobie na koniec taką oto laurkę, która miał mu, wraz z pomysłowością, pracowitością i dobrym zachowaniem, przynieść laury w nowej służbie:
Z moją religią, znajomością języków – zwłaszcza łaciny – i znany tu jako pochodzący ze szlachty [to wszystko] winno bardzo pomóc w tym kraju i wśród tych ludzi, gdzie wiedza, szlachectwo i cnoty wszelakie przynoszą znaczne honory i fortunę.