Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szturmy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szturmy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 grudnia 2019

Jeno zgliszcza i popioły...



Tydzień z Wojną Trzydziestoletnią, wpis 1/7

Tydzień ‘tematyczny’ zaczniemy w Magdeburgu, pamiętnej nocy z 20 na 21 maja 1631 roku. Masakra miasta to jedno z najważniejszych i najbardziej przerażających epizodów wojny, co obecny na miejscu Pappenheim skwitował w swoim raporcie:
Wierzę, że zginęło [tu] ponad 20 000 ludzi. Pewne jest, że to najstraszliwsze wydarzenie i efekt boskiej kary od czasu zniszczenia Jerozolimy. Wszyscy nasi żołnierze wzbogacili się [łupami]. Bóg jest z nami.
Tyle jeden z generałów, zobaczmy jednak szturm z perspektywy kogoś bliższego żołnierzom. Kapitan Georg Ackermann dowodził kompanią w regimencie piechoty Pappenheima a w czasie szturmu poprowadził 200 ludzi którzy wdarli się do miasta w ramach pierwszej fali atakujących. Oficer ten wspomina, że przed generalnym szturmem wydano dobre reńskie wino, tak oficerom jak i żołnierzom, by wzmóc ich odwagę. Według Ackermanna szturmujący wdarli się na mury używając blisko 400 drabin, a hałas i dym spowodowany przez liczne muszkiety, moździerze i działa powodował, że nikt nie był w stanie niczego widzieć i słyszeć.
Już po wdarciu się do miasta, żołnierze Ackermanna napotkali mocny opór ze strony konnych i piechoty na ulicy Lakenmacher. Kapitan wezwał więc jako wsparcie pikinierów, tutaj jednak spotkało go rozczarowanie. Sądzili oni bowiem, że miasto jest już zdobyte i szukając łupów złamali swoje piki wpół by łatwiej przeszukiwać domy, także nadeszli [do nas] mając w rękach [tylko] patyki. Nic więc dziwnego, że oddział Ackermanna został odepchnięty aż pod mury. Los miasta był już jednak przesądzony, Pappenheim wprowadził na ulice Chorwatów i cztery kompanie arkebuzerów, wybuchały też kolejne pożary domostw. Ackermann wziął wtedy udział w poszukiwaniu łupów, zdobywając srebrne i złote sztućce, a także piękny złoty łańcuch z cennym kamieniem szlachetnym. Kiedy na zakończenie walk zebrał swoich żołnierzy, zdał sobie sprawę, że zwycięstwo nie przyszło łatwo. Spośród 200 oficerów i żołnierzy którzy byli pod jego komendą, zginęło aż 72. Magdeburg padł jednak ofiarą boskiej wszechmocy i gniewu. Ackermann wspomina, że jedyne co ocalało pośród zgliszcz i popiołów to katedra, klasztor i Nowy Rynek.

wtorek, 4 lipca 2017

Pijackie spotkania (z działem) trzeciego stopnia


Dziś historia o tym, jak nie warto wojować po pijaku… Pan którego widzimy powyżej to Barthout (Barthold) Entens van Mentheda, urodzony w 1539 roku. Zagorzały protestant z okolic Groningen, przyłączył się do gezów i z dużą gorliwością atakował posiadłości katolików – zwłaszcza opactwa. Walczył pod Den Briel, Vissingen, Goes, drugim starciu pod Manpad (Haarlemem). W czerwcu 1571 roku, dowodząc flotyllą złożoną z 30 okrętów, zdobył Dordecht. W 1580 roku towarzyszył Wilhelmowi Ludwiko Nassauskiemu w oblężeniu Groningen. Tu właśnie dochodzimy do sedna dzisiejszej powiastki i owego pijackiego epizodu. Pan Entens 15 maja 1580 roku popił sobie bowiem i postanowił poprowadzić szturm na miasto. Pech chciał, że w tym samym momencie gdy stanął przed ambrazurą i wsunął przez nią głowę, obrońcy postanowili wystrzelić z działa. Przynajmniej nie miał kaca…

czwartek, 10 czerwca 2010

Kto tedy chciał do bramy z petardą...


W artykule Andrzeja A. Majewskiego, Liczebność polowej armii polsko-litewsko-kozackiej podczas wyprawy moskiewskiej królewicza Władysława w latach 1617-1618 [zamieszczonym w Studiach i Materiałach do Historii Wojskowości, t. XLV ] znajdujemy opis i liczebność grup uderzeniowych wojsk Władysława biorących udział w nocnym szturmie na Moskwę (10/11 października 1618 roku). Rzecz jest bardzo interesująca, gdyż we wnikliwy sposób oddaje skład atakujących oddziałów, możemy dzięki niej także prześledzić zaplanowaną taktykę szturmu. W niniejszym wpisie, w oparciu o pracę p. Majewskiego, spróbuję się nieco przyjrzeć szturmującym wojskom, gdyż rzadko mamy do czynienia z tak dokładnym opisem.

Atakujących podzielono na dwie kolumny, jedna miała zaatakować Bramę Arbacką, druga zaś Bramę Twerską.

Atak na Bramę Arbacką (Karwacką)

Jako pierwsi do ataku ruszyło ok. 400 węgierskich hajduków – była to nadworna rota samego królewicza Władysława pod dowództwem rotmistrza Bartłomieja Nowodworskiego, kawalera maltańskiego (jednak nie prowadził on hajduków – patrz niżej). Uzbrojenie w siekiery mieli wyrąbać ostrokół, który blokował dojście do samej bramy. Osłonę ogniem miało im dać ok. 200 muszkieterów z niemieckich rot pieszych Jacoba (Jakuba) Butlera i Begla

Za nimi posuwała się specyficzna ‘grupa szturmowa’ - 20 muszkieterów z petardami którymi miano wysadzić bramę i 20 muszkieterów z madrylem (słup z liną i bloczkiem, za pomocą którego podsuwano petardę pod bramę). Z nimi maszerował sam rotmistrz Nowodworski (który miał odpalić petardy) z wybraną grupą 50 spieszonych towarzyszy husarskich z chorągwi Jana Karola Chodkiewicza, Jakuba Sobieskiego i Mikołaja Kossakowskiego. Nowodworskiemu miało towarzyszyć kilku dworzan królewicza – w tym Jakub Sobieski i Jerzy Ossoliński

Oddział ten ubezpieczany był przez kolejną grupę ‘wsparcia ogniowego’ - rotę niemieckiej piechoty Piotra Learmonta (Lermunta) i spieszonych dragonów Seja – razem ok. 200 ludzi

Atak zamykały dwie roty rajtarskie – liczące 150 koni każda chorągwie Gaden i Sobieszczańskiego – a także silny (ponad 1000 ludzi) pułk lisowczyków Stanisława Czaplińskiego. W przypadku zdobycia bramy dwie pierwsze grupy miały obsadzić wyłom i zaatakować mury, podczas gdy muszkieterzy Learmonta, dragoni Seja i jazda mieli wedrzeć się do miasta.

Atak na Bramę Twerską

I ta kolumna prowadzona była przez żołnierzy z siekierami - 120 węgierskich hajduków Feliksa Niewiaromskiego i dwie roty polskiej piechoty czyli chorągiew Lwa Sapiehy (50 ‘drabów’) i Przyłuskiego (180 ‘drabów’). Wsparcie ogniowe zapewniali niemieccy muszkieterowie Wilhelma Appelmanna – 180 żołnierzy.

20 muszkieterów niosło petardy, kolejna 20 niosła madryl. Grupa z peterdami była wsparta przez ok. 80 spieszonych husarzy – Paweł Leśniowolski, starosta zatorski, miał tu pod komendą towarzyszy ze swojej chorągwi i rot z pułku Marcina Kazanowskiego.

Ogniem miało ich wesprzeć ok. 100 Szkotów Fullera i ok. 130 Niemców Brenna.

Za nimi Piotr Konaszewicz Sahajdaczny miał prowadzić aż 10 000 spieszonych Kozaków (być może jest to liczba zawyżona?).

Atak zamykało 600 rajtarów, podzielonych na 6 100-konnych rot – Aderkasa, Klebeka, Henryka von Rosena, Potemkina, Platemberga i Sokołowskiego. Rajtarzy wraz z Kozakami mieli, po zdobyciu bramy i murów przez piechotę, wedrzeć się do miasta.

Jak więc widzimy, atak zaplanowany był według najlepszych doświadczeń hiszpańskich czy niderlandzkich. Atak prowadziły silne grupy szturmowe, które miały wspierać się ogniem muszkietów i rusznic, otwierając drogę do wysadzenia petardami bram. Po wykonaniu wyłomu pozostała piechota i jazda - lekka w postaci lisowczyków i dobrze uzbrojona w broń palną czyli rajtarzy – miała utorować sobie drogę po ulicach miasta (identyczny manewr zastosowały wojska cesarskie przy zdobyciu protestanckiego Magdeburga w 1631 roku).

Niestety atak nie zakończył się sukcesem. Za pomocą petardy udało się wysadzić wejście do ostróżka moskiewskiego blokującego Bramę Arbacką (Karwacką) – atakujący wdarli się tam i wycięli moskiewskich obrońców. Nie udało się jednak za pomocą drugiej petardy wysadzić samej bramy, rotmistrz Nowodworski został ciężko ranny w prawe ramię. Przez całą noc toczono walkę ogniową z Moskalami broniącymi mury – bez większego skutku. Nie udało się także wysadzić Bramy Twerskiej. Gdy polscy piechurzy próbowali po drabinach dostać się na mury, okazało się, że tutaj zawiodło planowanie, gdyż drabiny były zbyt krótkie. Atakujący Polacy mieli stracić w nieudanym szturmie (według własnej relacji) ok. 50 zabitych i ponad 100 rannych (według źródeł moskiewskich Polacy mieli mieć aż 2000 zabitych!)