Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Chryzostom Pasek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Chryzostom Pasek. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 maja 2021

Połknąłby was był szczupak całkiem i z pancerzem

 


Stefan Czarniecki był dowódcą surowym, który zwykł swoich żołnierzy trzymać ‘krótko’. Czasami jednak zdarzały mu się sytuacje, w których okazywał też nieco poczucia humoru. Niezastąpiony Jan Chryzostom Pasek przytoczył w swoich pamiętnikach taki ciekawy przypadek z 1660 roku, kiedy to dywizja Czarnieckiego walczyła z wojskami moskiewskimi. Polacy mieli się przeprawić przez Drucz, idąc z pomocą Litwinom. Nie było czasu na budowanie mostów, regimentarz miał więc zakrzyknąć:

- Pływaliśmy przez morze: i tu trzeba; Pana Boga wziąwszy na pomoc, za mną!

Po czym dał przykład żołnierzom, przepływając jako pierwszy. Kiedy jego koń, z trudem bo z trudem, wyszedł na drugi brzeg, Czarniecki zaczął zachęcać swoich żołnierzy do działania. Chorągiew w której służył Pasek, weszła do wody. Oddajmy więc głos pamiętnikarzowi i zobaczmy co się stało:

Nasz pierwszy towarzysz, Drozdowski, miał konia, co go był nieświadom, a on pływał jakoś dziwnie na bok; skoro tedy tak uczynił, zaraz go woda zniosła z konia, począł tonąć konia puściwszy. Jam go uchwycił za ramię, drugi towarzysz z drugą stronę, takeśmy go między sobą pławili. Skorośmy go wynieśli, aż mówi Wojewoda [Czarniecki]: „Macie szczęście, panie bracie: są tu wielkie ryby, połknąłby was był szczupak całkiem i z pancerzem” (na to przymawiając, że to był chłopek małego [w]zrostu).

 

poniedziałek, 1 stycznia 2018

A szołdro, a taki synu!


Nowy rok zaczniemy od anegdoty od dobrego znajomego, czyli Jana Chryzostoma Paska. Jego synowiec – Stanisław – miał brać udział w odsieczy wiedeńskiej 1683 roku, a potem walczył w bitwach pod Parkanami[1].  To właśnie z drugiej bitwy parkańskiej pochodzi historia którą młody żołnierz przywiózł później wujowi gawędziarzowi.  Żołnierze cesarscy mieli oto krwawo odgrywać się na Turkach po tym starciu, krwawo mszcząc się za krzywdy doznane w czasie kampanii – że im tak wiela poodbierali państwa, prowincyj i fortec. Nie tylko nie brali w czasie bitwy jeńców, ale nawet i po śmieci z nimi cuda robili: włóczyli, pasy z nich darli, rzemień na potrzeby z tych pasów wykrącali. Podobno trzy dni po bitwie wśród leżących na pobojowisku poległych Turków mało który miał jeszcze całe plecy. Stanisław Pacek wziął w czasie bitwy do niewoli Turczyna znacznego jakiegoś, bo strojno i na pięknym koniu siedział, nie dane mu jednak było nacieszyć się jeńcem. Po tym jak dyzarmował[2] Turka i konia pod nim za cugle prowadzi, obok jeźdźców zjawił się jeden z żołnierzy cesarskich, którzy przebił bezbronnego jeńca szpadą. Martwy Turek zleciał z konia, a zaskoczony Polak zaczął się kłócić z Niemcem. Osoby dialogu to BWP (Bardzo Wkurzony Polak) i NZN (Nader Zdradziecki Niemiec):
(BWP) A szołdro, a taki synu! Zabiłeś mi niewolnika, a godzi się to?
(NZN) Ja, Pan Brat, Pan Polak diabła tego żywić?
(BWP) Żeś ty szelm(a), a nie kawaler , już w rękach więźnia zabijać.
[NZN) [Niemiec się tylko umyka a śmieje]



[1] A przynajmniej w drugiej bitwie, której dotyczy ta historia.
[2] Rozbroił. 

czwartek, 9 listopada 2017

Semeni na pasku Paska


Nasz  dobry znajomy Jan Chryzostom Pasek w czasie swojej kariery wojskowej walczył w szeregach różnych formacji armii koronnej. Pod komendą Czarnieckiego – włącznie ze słynną wyprawą turystyczną do Danii – stawał jako towarzysz chorągwi kozackiej. Na początku lat 60. przyszło mu jednak wykonywać różne „misje specjalne”, w czasie których dowodził nieco innymi żołnierzami. Wspominałem już kiedyś na blogu o jego walecznych dragonach, z którymi stawił czoła wolontarzom. Nieco później, bo zimą 1662 roku, z rozkazu Czarnieckiego został wysłany z eskortą do posłów moskiewskich. Tym razem przydano mu pod komendę ludzi  40 dobrych.  Byli to semeni, zapewne z chorągwi Franciszka Kobyłeckiego.  Formacja ta rzadko pojawia się na blogu, spójrzmy więc cóż też Pasek o nich wspomina. Nie ma tego zbyt wiele, ale na bezrybiu i rak ryba.
Pan Jan szybko pokazał żołnierzom kto tu rządzi: przykazuje im, żeby mię słuchali, żeby się trzeźwo chowali, a nie robili hałasów. Szybko udało im się spotkać z poselstwem moskiewskim, semeni nie sprawiali chyba żadnych problemów – przynajmniej Pasek nic o tym nie wspomina. Eskorta okazała się bardzo przydatna, gdy posłowie dotarli do Nowogródka. Stał tam na kwaterach skonfederowany pułk jazdy litewskiej, a jego żołnierze odmówili Paskowi prowiantu i podwód dla poselstwa. Ten nie dał sobie jednak w kaszę dmuchać, szybko objął komendę nad semenami i żołnierzami moskiewskimi (argumentując posłom, że tu o chodzi o kontempt i mego króla i waszego cara) po czym dokonał zbrojnej demonstracji przy wkraczaniu do miasta.
Zordynowałem ich tedy tak: semenów 40 i moja czeladź wprzód; strzelców moskiewskich, co od wozów, 15; po obydwu skrzydłach piechota z długą strzelbą, a Moskwa konna dopiero za nami. Takie zgrupowanie stanęło twarzą w twarz z 300 albo i więcej żołnierzy litewskich. Pasek nie ugiął się w obliczu bandoletów i strzelby konfederatów, twardo negocjując z Litwinami. Ważkim argumentem był w tym fakt, że semenowie i Moskwa muszkiety trzymają jak na widełkach (…) semenowie na paradzie stoją, Moskwa wszyscy armatno, bez ruśnice długiej żaden nie stąpi. Sprawa rozeszła się po kościach, poselstwo zajęło w końcu kwatery a Pasek prośbą i groźbą zdobył od mieszczan prowiant i podwody. Dalsza droga przebiegła bez większych problemów i semeni pana Jana mogli wrócić pod swoją macierzystą chorągiew.


wtorek, 30 sierpnia 2016

Wydra, dragon i gniew króla


Zapewne każdy zna historię Robaka, słynnej wydry pana Paska, którą ten – chcąc nie chcąc – podarował Janowi III Sobieskiemu. Król uwielbiał swojego pupila, zwierzak jednak marnie skończył. Pewnie dnia Robak wyrwał się spod obroży i biegając na wolności spotkał dragona. Ten, nie wiedząc czy to chowane czy dzikie, uderzył berdyszem, zabił.  Szybko zresztą znalazł też kupca na wydrze futro, sprzedał je bowiem przechodzącemu Żydowi podróżnemu, pińczowskiemu.  Obu jednak złapano i przyprowadzono przed oblicze króla. Oddajmy głos Paskowi i zobaczmy jak cała sprawa się skończyła:
Spojrzy król na skórkę , zatka oczy jedną ręką, drugą ręką się porwie za czuprynę, pocznie wołać: „Zabij, kto cnotliwy! Zabij, kto w Boga wierzy!” Wrzucono obydwu do wieży; conclusum[1] żeby dragona rozstrzelać; dysponować[2] mu się kazano. Przyszliż jednak do króla księża  spowiednicy, biskupi; perswadowali, prosili, że nie zasłużył na śmierć, ignorancją zgrzeszył. Ledwoć effecerunt[3]że nie kazano rozstrzelać, ale na praszczęta[4] przez [Franciszka] Gałeckiego regiment. Stanął tedy regiment dwiema szeregami według zwyczaju; dekret taki, żeby piętnaście razy biegał, odpoczywając nihilominus[5] na skrzydłach. Przebieżał dwa razy – ludzi w regimencie półtora tysiąca, każdy po razie zatnie – trzeci raz padł w pół szeregu; nad prawo sieczono i leżącego. Takci wzięto go w prześcieradło, aleć zaś powiedano, że się nie mógł wysmarować.
Straszliwa kara, jak widać gniew królewski trudno było uśmierzyć. Chyba lepiej byłoby dla dragona, gdyby go rozstrzelał oddział kamratów…



[1] Uchwalono.
[2] Przygotowywać się.
[3] Uzyskali.
[4] Kara polegająca na przebiegnięciu przez szpaler żołnierzy uderzających skazanego kijami.
[5] Jednakże.

środa, 21 maja 2014

Camelus dromedarius jako bestia z piekła rodem


Obłowiło się wojsko koronne i litewskie na Turczynie pod Chocimiem w 1673 roku. Nasiało się tedy po wszystkiej Polszcze rzeczy tureckich, owych haftowanych rzeczy ślicznych, koni pięknych, łubiów bogatych i inszych różnych specjałów, jak o tym napisał Jan Chryzostom Pasek. Zdobycz nasi wielką wzięli w rzędach, w srebrach, w namiotach bogatych, w sepetach[1]zaś owe specjały wyborne, co mógłby drugi sepet na sto tysięcy rachować, one szable bogate, one janczarki. Naprowadzono też do Polski wielbłądów siła, tak że go dostał i za podjezdka. Nasz pamiętnikarz przytoczył też anegdotę z gatunku słodko-gorzkich, co to zaczęła się śmiesznie, acz skończyła tragicznie. A że dotyczy wielbłądów – a egzotyczne zwierzaki to zawsze gratka na blogu – pozwolę sobie ją tu przytoczyć.
Ale też to jeden syn osobliwie ucieszył ojca zdobyczą. A był to ten syn jego rotmistrzem dymowskim[2], miał wielbłądów kilka zdobycznych. Przyjeżdżając pod dom, chciał się też ojcu pokazać na powitaniu tureckim strojem: ustroił się w ubiór wszystek turecki i zawój, wsiadł na wielbłąda; kazawszy czeladzi zatrzymać się na wsi, pojechał przodem do dwora. Ociec staruszek idzie przez podwórze z laską do jakiegoś gospodarstwa, a owo straszydło wjeżdża przez wrota. Starzec okrutnie uciekać począł żegnając się. Syn widząc, że się ociec zaląkł, pobieży też za nim wołając: Stój Dobrodzieju, ja to, syn twój! Ociec tym bardziej w nogi. Potem rozchorował się z przelęknienia i niezadługo potem umarł.
Oj nieprzemyślany to był dowcip młodego wojaka, nieprzemyślany… Swoją drogą ciekawym cóż też się stało z tymi złupionymi wielbłądami, jakie były ich dalsze losy w polskich wsiach i miasteczkach?



[1] Miał to być rodzaj skrzynki z szufladkami, używany przede wszystkim do przechowywania kosztowności i dokumentów.
[2] Czyli służył w wyprawach dymowych. Żołnierze ci zostali w znacznej części włączeni w skład oddziałów regularnych. 

wtorek, 13 listopada 2012

Kamyki, hufnale i okrutny berdysz moskiewski



W 1662 imć Pasek na czele oddziału dragonów z regimentu Stefana Czarnieckiego starł się z wolontarzami (nie)sławnego Muraszki, spuszczając im zresztą straszliwe manto. O potyczce tej napiszę dokładniej przy innej okazji, bo też bardzo to ciekawy epizod, póki co chciałem jednak z relacji pana Jana Chryzostoma wynotować kilka interesujących uwag na temat uzbrojenia jego dragonów. Imć Pasek wspomina o wyposażeniu w muszkiety i szable. Co ciekawe, w trakcie walki  żołnierze improwizowali, nafasowali muszkiety czym kto mógł, kamykami, hufnalami, bo kul nie było. Z konieczności walczyli też z siodła, co jest bardzo nietypowe dla dragonii tego okresu – jeżeli wierzyć słowom pamiętnikarza to strzelali nawet z muszkietów siedząc w siodle. Mój faworyt to z kolei dragon który miał okrutny berdysz moskiewski; tym berdyszem owych tamtych, co z izby uciekali popłatał. Pamiętnikarz wychwalał też dragona Jankowskiego, który miał muszkiet z rurą srogą, a hufnale wystrzeliwane z tej broni miały mocno dać się we znaki napastnikom. Jak widać weterani Czarnieckiego umieli sobie radzić z przeciwnościami losu, a wzmianka o berdyszu pokazuje, że zdarzało im się używać zdobycznej broni. Kto wie, może tak uzbrojony dragon był jednym z moskiewskich jeńców, wcielonych do regimentu w 1660 roku?

poniedziałek, 5 marca 2012

Summa levitas narodu naszego

Bardzo ciekawy opis pochodzący z pamiętników Paska, dotyczących wyglądu żołnierzy z dywizji Czarnieckiego po powrocie z wyprawy duńskiej. W roku 1660 tak oto mieli wyglądać weterani pana Stefana, przynosząc nouvelle couture w szeregi armii koronnej:
Do króla żołnierze wstępowali in veste peregrina [w stroju cudzoziemskim], postroiwszy się ładnie, żupan z drelichu, kontusz także z drelichu, jupka z rajtarskiego koletu, sztywle z niemieckimi cholewami prawie do pasa, kontusz po kolana. (…) Butów też tam polskich nie było, bo wojsko komunikiem poszedłszy, każdy w tych puścił się, co je miał na nogach, a nie mogły być tak trwałe, żeby przez ten wszystek czas dosłużyły do powrotu za granicę. Ten tedy strój obrócił się w modę, że zaraz suknie, choć najpiękniejsze, kazano robić krótkie i buty, choć polskie, to z długimi cholewami, z podwiązkami, które były srebrne, złote, rubinami, dyjamentami sadzone, na jakie kogo mogło stać. I dlatego żeby widziano podwiązki, to już i suknią krótko kazano robić, a wraz się tego wszyscy chwycili, nawet i szewcy, krawcy. Bo taki zwyczaj u nas w Polszcze, że choć kto suknią na nice wywróci, to mówią, że to moda, i potem ta moda ma wielką komplacencyą u ludzi, póko nie przyjdzie do prostych ludzi. Co ja już pamiętam odmiennej coraz mody w sukniach, w czapkach, w butach, szablach, w rządzikach i w każdym aparacie wojennym i domowym, nawet w czuprynach, gestach, w stąpaniu i w witaniu, o Boże święty, nie spisałby tego na dziesięciu skórach wołowych. Co jest summa levitas [największa lekkomyślność] narodu naszego i wielka stąd pochodzi depauperatio [zubożenie].