Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poczobut Odlanicki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poczobut Odlanicki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Nagroda Darwina z 1679 roku



Kilka razy opisywałem już na blogu staropolskie łowy na niedźwiedzia. W większości przypadków górą był myśliwy, czasem jednak zdarzało się, że tryumfował misiek. Znalazłem taki oto ciekawy i nader niecodzienny wyjątek z 1679 roku, o którym wspomniał Poczobut Odlanicki:

Najmilszy mój brat i przyjaciel, jakiego w tym kraju nie mam i nie miałem, Pan Gabryel Mależewicz, na łowach niedźwiedzich został zabitym nieszczęśliwie, bo bez dyspozycyi i ze swego własnego bandoletu. Bo gdy nie zastał w legowisku niedźwiedzia, temu nie wierząc tym co go w jego jamie szukali, sam do onej wlazł, a bandolet za sobą położył z odłożonym kurkiem; gdzie gdy się zgromadzili przytomni koło owej jamy, nieostrożnie niejakiś Pan Tomkiewicz nastąpił na cyngiel, a nieboszczyk w tym razie był głowę złożył do wychodzenia z pomienionego legowiska, tak go w samą głowę kula uderzyła, że aż mózg prysnął.

[A ilustracyjnie, na początku wpisu, ‘Powrót z polowania’ Johannesa Lingelbacha, ok. 1650-1674, ze zbiorów Rijksmuseum]

poniedziałek, 1 maja 2017

Nigdy lepiej piechoty i sprawniej nie dawały ognia


19 czerwca 1669 roku „Piast” Michał Korybut Wiśniowiecki został – dzięki głosom szlachty a raczej wbrew pomysłom magnatów – wybrany na króla Polski. Dzień później nowy monarcha, zgodnie ze złożonym przyrzeczeniem, wyjechał do zgromadzonej szlachty, by podziękować jej za głosy. Poczobut Odlanicki pozostawił nam piękny opis tego popisu:
Dnia 20 praesentis, o wtórej z południa, w dzień Bożego Ciała, już po obiedzie, wyjechał Król Jegomość w pole, zastał już województwa i powiaty z chorągwiami w polu stojące, dziękował tedy Król Jegomość od chorągwi do chorągwi jeżdżąc. Po którem to dziękowaniu, jęli województwa z powiatami dawać tak porządnie ognia, iż nigdy lepiej piechoty i sprawniej nie dawały ognia, lubo i tych gwardyj było dosyć, jednak zagłuszyli to województwa, choć całą noc nie próżnowali w obozach i taborach swoich, dając do samego dnia ognia bez ustania, że jak w kotle wrzało, tak oni dziękując Bogu, na wiwat strzelali i każdy nie z dziesiątkami ładunków przyjechał obywatel, których pospolicie zwykli nazywać u nas pospolitakami alias wizytkami, a natenczas nazwano zacną kawaleryą polską, czemu się i postronnych monarchów posłowie dziwili.

Popisówka jakich mało, szkoda tylko że gdy kilka lat później doszło do wybuchu wojny z Turcją owa szlachta nie była już taka chętna do sprawnego dawania ognia… 

czwartek, 12 stycznia 2017

Sto pachołków zbrojnych prowadziło ciało


O barwnej karierze wojskowej pana Jana Poczobuta Odlanickiego wspominałem już na blogu kilkakrotnie. Nie brakło tam pojedynków i burd. Dzisiaj ukażemy jednak jego łagodniejsze oblicze – jako wiernego towarzysza, który potrafił uczcić cześć zmarłego żołnierza.  28 lipca 1661 roku w obozie wojska litewskiego zmarł pocztowy Poczobuta, nazwiskiem Kuczyński. Jak wspomina nasz husarz[1], czeladnik mój (…) zachorował na gorączkę i tylko tydzień chorowawszy, umarł, który mi był bardzo potrzebny i wygodny, za co mu niech Bóg da wiekuistą światłość. Pan Jan postanowił uhonorować pocztowego, wyprawiając mu nietypowy (jak na czeladnika) pogrzeb:
A ja mu też, zawdzięczając usługi onego, sprawiłem pogrzeb porządkiem wojskowym, z muzyką wojskową, i ze stem pachołków zbrojnych prowadziłem ciało jego przez majdan na cmentarz kościoła Ojców Bernardynów; gdzie, gdy w dół spuszczano trumnę, po trzykroć wszystka ta czeladź dała ognia. Kapłanów kilku mszę świętą za duszyczkę jego odprawili, tak się ceremonia przy jego pogrzebie odprawiła.
Niezwykle ciekawy to opis, bodaj jedyny opisany[2] przypadek tak wystawnego pochówku pocztowego – czyli żołnierza stojącego relatywnie nisko w wojskowej hierarchii. Musiał mu pan Jan wiele zawdzięczać…



[1] Służący w chorągwi hetmana polnego Gosiewskiego.
[2] A przynajmniej jedyny jaki kojarzę. 

wtorek, 2 grudnia 2014

Pana Jana jeszcze więcej machania szabelką


Wspominałem kiedyś, jak to często pan Jan Poczobut Odlanicki pojedynkował się w czasie swojej służby wojskowej. 13 października 1671 roku chorągiew w której służył została zwinięta, jednak i ‘w cywilu’ pan Jan wciąż nie unikał pojedynków. Prześledźmy kilka przykładów:
- w styczniu 1672 roku Poczobut Odlanicki pokłócił się z panem Korsakiem. Krewcy szlachcice rzucili się do szabel, jednak powstrzymali ich pisarz grodzki wileński Dąbrowski i sędzia grodzki Chojecki. Korsak przysłał Poczobutowi czeladnika z wiadomością żebym jutro był gotowy na pojedynek wyniść, na co pan Jan miał zapytać tylko: czy pieszo czy na koniu? Noc jednak ostudziła gorące głowy litewskich szlachciców i do pojedynku nie doszło
- 25 września 1674 roku w czasie stypy swojej bratowej – Maryanny Siesickiej Poczobutowej – pan Jan pokłócił się z podkomorzym wileńskim Białłozorem. Podkomorzy miał zaatakować Poczobuta za jakąś zadawnioną krzywdę, na mój dobry afekt, mając dawny jakiś, jako widzę, renkor. Panowie rzucili się do szabel, ale zgromadzona szlachta zdołała ich powstrzymać. Po raz kolejny krewcy Litwini uspokoili się przez noc i rankiem wyperswadowano im ideę pojedynku
- 30 grudnia tegoż roku pan Jan gościł u siebie sędziego grodzkiego wiłkomierskiego, Mariana Wysockiego Hrehorowicza, który przybył ze stryjecznym swym, panem Konstantym Hrehowiczem. Poczobut miał upominać łagodnymi słowy młodego Hrehowicza, który miał obrazić sędziego. Słowa nie pomagały, więc pan Jan użył silniejszych argumentów, o co musiałem go ręką moją skonfudować. Panowie wybiegli na podwórze i imć Konstanty wyzwał Poczobuta na szable. Ten nie zastanawiał się zbyt długo, od pierwszego ścięcia szablę wyciąłem z garści, zadawszy mu rysę we łbie i w rękę. Ot, taka przyjemna końcówka roku…
- w maju 1675 roku w czasie chrzcin Antonego, syna pana Jana, doszło do poważnej awantury i bójki pomiędzy biesiadnikami i ich czeladzią. Poczobut następnego dnia wyjechał na pojedynek z panem Stanisławem Szemiotem, który już po pierwszym cięciu poprosił o zakończenie starcia

- w maju 1680 roku w czasie sejmu w Wilnie, pan Jan poczuł się obrażony na słowa rzucone w jego stronę przez Michała Ciechanowickiego, współdeputata na sejm. Wyzwał go więc na Święty Stefan, na pole, jednak do pojedynku nie doszło. Pan Michał przeprosił – dwa razy – za obraźliwe słowa i sprawa rozeszła się po kościach

wtorek, 27 listopada 2012

Pan Jan, niedźwiedzica (z dziatkami) i pijana czeladź



Niebezpiecznie bywało w Rzplitej, oj niebezpiecznie – nawet w czasie pokoju… Czasami obuszki szły w ruch, czasem pistolety i rusznice, a i zwierz dziki mógł na człeka z kniei wypaść. Bardzo ciekawą historię opisał mój ulubiony pamiętnikarz Jan Władysław Poczobut Odlanicki. W czerwcu 1683 roku wracał on sobie do domu z kościoła gdy nagle zastąpiła mi niedźwiedzica z wielkim impetem drogę, mając przy sobie piastuna, a ja syna mego Adama i siostrzana, Pana Wiktora Szykiera, z którą musiałem się aperito spotkać, mając młode dziatki w assystencyi sobie, bo czeladź pijana wszystka pozostała w zadzie. Jakoż gdym ją okurzył, niemal w bok włożywszy, strąciłem ją z impetu do mnie przypadającej, że i piastuna przed sobą mającego musiała odbiedz, na któregom gdym goniąc koniem nastąpił na łapę, wszak i ryk wielki uczynił, a wtem koń mój uląkszy się, w bok sunął, żem musiał spaść z konia. W tym czeladź nadbiegła, już nic nie radzili i piastunowi, bo się w gęstwinę wbił; i takeśmy bez obłowu dobrze zdrowi tę gonitwę skończyli.
Ciekawy dzionek, ciekawe kto bardziej się przestraszył w tym spotkaniu?

piątek, 23 listopada 2012

Gawędy o pancernych i kozakach - cz. I



Tak sobie ostatnio dyskutowaliśmy z Arturem (pozdrawiam!) o pancernych w armii litewskiej i zawadziliśmy o pancernych ogólnie przy okazji.  Niech da to więc początek nowej serii na blogu (kolejna z tych co się nigdy nie mogą skończyć…), tym razem opowiadającej o jeździe kozackiej i pancernej właśnie. Będę tu wrzucał różne różności związane z tą formacją.
Na początek drobna przebieżka przez litewskie źródła z drugiej połowy XVII wieku w poszukiwaniu jazdy pancernej w armii litewskiej. Autorzy opracowań czasami wspominają o takich chorągwiach spod znaku Pogoni, z tymże nazywają tak praktycznie tylko chorągwie hetmańskie. Co na to źródła z epoki? Hetman Janusz Radziwiłł w listach z kampanii 1654 i 1655 roku wspomina tylko o chorągwiach kozackich  - nawet w przypadku własnej chorągwi, którą uważano za najlepszą jednostkę w armii litewskiej. Krzysztof Vorbek-Lettow w liście do swojego ojca Macieja z 26 lutego 1655 roku nazywa chorągiew hetmana polnego Gosiewskiego kozacka pancerna, hetman wielki Radziwiłł pisząc o tym samym starciu (Mohylew 16 lutego 1655 roku) nazywa chorągiew kozacką. Jan Poczobut Odlanicki mianem pancernej określa w 1658 roku chorągiew ks. Bogusława Radziwiłła a także chorągiew hetmana polnego Gosiewskiego. W zapisach z 1659 i 1660 roku pan Jan jako pancerną znów określa chorągiew hetmana polnego Gosiewskiego. W tymże 1660 roku mianem pancernej obdarza także chorągiew hetmana wielkiego Sapiehy. W Kompucie wojska litewskiego wszystkiego, obudwóch dywizyj, w roku 1661, miesiąca Septembra,  zamieszczonym w tymże pamiętniku Poczobuta Odlanickiego najsilniejsza chorągiew hetmana Sapiehy określona jest jako chorągiew pancerna, dwie kolejne to chorągwie kozackie. W dywizji prawego skrzydła (hetmana wielkiego Sapiehy) pan Jan nie wymienia już żadnej chorągwi pancernej. Z kolei w dywizji lewego skrzydła (hetmana polnego Gosiewskiego) jedna chorągiew hetmana jest określona jako pancerna,  dwie pozostałe to odpowiednio chorągiew [tak opisanych jest gros chorągwi kozackich w obydwu dywizjach) i chorągiew kozacka. W Kompucie wojska skrzydła lewego Pana Cnotliwego JWPana Gosiewskiego więźnia utrapionego podskarbiego i hetmana Wgo Ks. Litews. [z 1661 roku] u Stefana Franciszka z Prószcza Medekszy znajdujemy spis chorągwi kozackich, na pierwszym miejscu wśród nich jest jednak wymieniona chorągiew hetmańska, określona jako pancerna właśnie.  W pamiętnikach Obuchowiczów tylko jazda kozacka, ani jednego pancernego.  To samo w diariuszu Jana Antoniego Chrapowickiego – kozaków bez liku, pancernych ani jednego (przynajmniej ja nie znalazłem…).
Widzimy więc, że – tak jak w przypadku armii koronnej w okresie 1649-1667 – określenie pancerne jeżeli już się pojawia to na określenie ‘elitarnych’ (przynajmniej z założenia) chorągwi hetmańskich (plus chorągwi ks. Bogusława). Oczywiście na ile nazwa odzwierciedlała wyposażenie chorągwi mogę tylko dywagować, jednak biorąc pod uwagę, że wyróżnia się te chorągwi w komputach spośród pozostałych chorągwi kozackich danego hetmana, może nam to dawać jakąś wskazówkę że były to oddziały lepiej wyposażone. Jeżeli ktoś z Was kojarzy podobne zapiski dotyczące chorągwi litewskich (koronnym przyjrzymy się szczegółowo już niedługo) to zapraszam do komentowania.Niedługo uzupełnię tagi w innych wpisach, by jak najwięcej odnośników znalazło się pod 'pancernymi' i jazdą kozacką'.

poniedziałek, 12 marca 2012

Pana Jana machanie szablą

Pisałem ostatnio jak to pan Jan Poczobut Odlanicki i jego koledzy potykali się z dragonią. Przypomniało mi to, że nasz towarzysz husarski był osobą nader krewką i często opisywał swoje pojedynki z czasów służby wojskowej. Przejrzałem więc jeszcze raz jego pamiętniki, starając się wynotować przypadki z okresu do 1667 roku:
- we wrześniu 1658 roku, kiedy pan Jan służył (jako 18-latek) po kozacku w chorągwi pospolitego ruszenia, pojedynkował się w obozie armii litewskiej z niejakim Hołubockim. Gdy walczących oddzielono od siebie i pan Jan miał schować szablę do pochwy, Hołubocki znienacka ciął Poczobuta przez plecy, raniąc w łopatkę. Musiał się za to tłumaczyć przed oficerami, czego nie omieszkał z satysfakcją podkreślić pan Jan w swoich zapiskach
- także jesienią tegoż roku pan Jan stojąc na straży, powadził się z towarzyszem spod swojej chorągwi, Ussakowskim. Po zejściu z posterunku panowie szlachcice stanęli do pojedynku, o którym Poczobut napisał  lubo w młodym wieku, mocnom się oparł, dawszy mu upominek przez nos.
W 1659 roku Poczobut, zasmakowawszy wojaczki, odkupił od brata poczet husarski i stanął pod chorągwią hetmana polnego Gosiewskiego. W czasie służby miał niejedną okazję do pojedynków:
- 28 lutego 1660 pan Jan trafunkiem [przez przypadek] przez drzwi w stopę postrzelił czeladnika jednego z towarzyszy własnej chorągwi husarskiej. Pechowy pocztowy został śmiertelnie ranny i zmarł po dwóch tygodniach. Poczobut ubolewał nad przypadkową śmiercią, za co mię Boże mój miłościwy nie karz, ale bądź miłościw, bom go wcale i nie znał
- 15 sierpnia 1660 roku Poczobut, tym razem już jak najbardziej świadomie, stanął do pojedynku z towarzyszem Kazimierzem Jurewiczem. Stawką pojedynku było miejsce w rejestrze chorągwianym. Pan Jan wygrywał już pojedynek, gdy został zaatakowany przez kilku (zapewne zbytnio za nim nieprzepadających) towarzyszy z chorągwi, którzy chcieli wziąć go na szable. Poczobut został jednak ocalony przez towarzyszy z innych chorągwi, którzy interweniowali w porę i ocalili go od rozsiekania. Dzięki temu pojedynkowi zachował swoje miejsce w rejestrze
- Z kolei jesienią 1661 roku pan Jan musiał stanąć przeciw kolejnemu towarzyszowi spod swej chorągwi, Krzysztofowi  Szumskiemu. Poczobut i ten pojedynek wygrał, dałem mu raz łeb dobrze, że aż kulka wywrócił i kostki ze łba potem wybierał. Kilku towarzyszy było świadkami całego zdarzenia i złożyli zeznanie, w którym stwierdzili że Poczobut nie jest winny gdyż to Szumski dążył do starcia
- styczeń 1662 roku pan Jan zaczął od burdy pomiędzy towarzyszami i czeladzią z kilku chorągwi, wziął udział w potyczce wspierając pewnego znajomego. W tej zwadzie jak ją lapidarnie określił, zginął jeden pocztowy, a siedemnastu uczestników starcia odniosły rany. Sam Poczobut stracił w walce szablę i mało mię nie rozsiekano
- 2 sierpnia tegoż roku Poczobut miał stanąć do pojedynku ze Stanisławem Wołkiem, porucznikiem chorągwi kozackiej Stanisława Jana Lipnickiego. Zabroniono jednak odbycia tego pojedynku, doszło też do pogodzenia zwaśnionych stron. Pięć dni później, gdy pan Jan uczestniczył w mszy, czeladź z jednej z chorągwi litewskich napadła na jego husarski poczet i okrutnie pobiła ją, jak stwierdził pan Jan, bez powodu. Doszło do ogólnej zwady, w wyniku którego polała się krew po obu stronach. Poczobut kolejnego dnia wdał się w burdę z pijanymi towarzyszami, raniąc jednego, nazwiskiem Jałosz (Jałosza), szablą w rękę. Starszy brat rannego próbował potem z zasadzki ustrzelić pana Jana, kilka razy strzelając do niego przez okno.
- 13 sierpnia Poczobut wdał się w kolejną serię zwad, raniąc jednego z towarzyszy spod chorągwi Nowickiego. Kolejny towarzysz spod chorągwi rannego, Snarski, zaatakował i ciężko zranił Poczobut, tnąc go w róg głowy, żem się na nogach nie ostał. Ciężko rannego pana Jana okradziono z ubrania (sic!) i musiał poświęcić dłuższy czas na dojście do zdrowia
- rok 1662 zakończył w grudniu pojedynek z towarzyszem Michałem Rajeckim, spod chorągwi Judyckiego, gdzie pan Jan zranił przeciwnika w rękę
- w czerwcu 1663 roku Poczobut ciężko zranił w burdzie Floryana Strawińskiego z drugiej chorągwi husarskiej hetmana polnego. Zaciąłem trzy razy w obie ręce, w jedną raz, w drugą dwa razy, za com mocno potem w obozie przybeczał. Poczobutowi groziła za to starcie infamia a nawet kara na gardło, udało mu się jednak załagodzić sytuację, płacąc Strawińskiemu 500 złotych i godząc się z nim
- 3 listopada 1664 roku Poczobut został w karczmie wyzwany przez Unichimowskiego. Zelżony pan Jan bezlitośnie ukarał przeciwnika, raniąc go w głowę i rękę. Doszło do ogólnej zwady, w toku której przez przypadek (niezła musiała być zadyma) Poczobut odciął rękę swojemu koledze Samuelowi Zabuskiemu, towarzyszowi husarskiej chorągwi JKM. Sam pan Jan sztychowy raz w rękę dostał jednak udało mu się uniknąć większych ran
- 4 marca 1665 roku Poczobut wziął udział w starciu z dragonią Floka, co opisałem niedawno w osobnym wpisie
- 12 lipca tegoż roku pan Jan strzelał się (jaka miła odmiana od tego wymachiwania szablą) z towarzyszem Bohdanem Aleksandrowiczem z husarskiej chorągwi kanclerza Krzysztofa Paca.  Aleksandrowicz spudłował, a pan Jan postrzelił pod przeciwnikiem konia
- 30 grudnia 1666 roku doszło do zwady o upatrzoną panienkę jedną do wiekuistej przyjaźni. Pan Jan pokonał pana Brzuchańskiego, który wyzwał Poczobut na pojedynek. Tylko interwencja sekundantów spowodowała, że pan Jan nie zdołał w gębę wyrżnąć przeciwnika.
Jak więc widzimy pan Jan był w gorącej wodzie kąpany i chętnie sięgał po szable by rozwiązać swoje problemy. Miał przy tym dużo szczęścia i spore umiejętności szermiercze, bo najczęściej wychodził ze starć bez szwanku, za co zawsze gorliwie dziękował Najwyższemu.

sobota, 10 marca 2012

Pan Jan, krewcy husarze i osiemdziesiąt dragonii

[Za podsunięcie pomysłu na posta dziękuję Secesjoniście!]
Pan Jan Władysław Poczobut Odlanicki człekiem był nader krewkim, często szabelką machał przeciw swoim współtowarzyszom broni, czasami także udawało mu się z krócicy czy rusznicy do innego husarza postrzelać. Zdarzało się jednak, że wszelkie swary pomiędzy panami braćmi były zapominane i ruszano kupą na wspólnego wroga. I bynajmniej nie mam tu na myśli żołnierzy szwedzkich czy moskiewskich. W marcu 1665 roku husarska chorągiew w której służył pan Jan starła się w walnym starciu (czy raczej krwawej burdzie) z chorągwią dragonii z regimentu hetmana Paca, na czele którego regimentu stał obersztlejtnant Flok. Oficer dowodzący dragonami, porucznik Kapcer Berg, miał zapoczątkować walkę, uderzywszy Szykiera, szwagra Poczobuta Odlanickiego. Litewscy husarze jakby tylko na to czekali, żeśmy ich osiemdziesiąt zniósłszy, samego porucznika rannego razy kilka wzięli, i chorągiew z bębnami, że ich kilkunastu na wozach wywieźli. Nie obyło się i bez strat wśród krewkich skrzydlatych rycerzy – moich dwóch na wozach odwieźli: Błażewicza i Rzątkowskiego, a kilku rannych zostało, choć nie szkodliwie; między którymi jednego Piotrowskiego postrzelono  w wierzch głowy, osobliwie JMPana Szykiera, szwagra miłego naszego, sztychem w nos blisko oka uderzono, gdzie się i mnie pod pachę przez suknie dostało sztychem, ale ciału nie. Całą sprawę pozornie załagodzono, husarze oddali dragonom sztandar i bębny, wypuścili także z niewoli Berga. Wciąż jednak pomiędzy dragońskim regimentem hetmana Paca i husarską chorągwią w której służył Poczobut panował ‘zła krew’, dopiero w maju tegoż roku nasz pamiętnikarz pogodził się z dragońskim obersztlejtnantem Flokiem, co jak się wydaje ostatecznie zakończyło problem.