Pokazywanie postów oznaczonych etykietą janczarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą janczarzy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 marca 2021

Z wojewodą poznańskim do Moskwy



 [Blogowy tydzień z poselstwami - wpis 1/7]

Nowy cykl zaczynamy od wyprawy polsko-litewskiego poselstwa Krzysztofa Grzymułtowskiego do Moskwy w lutym 1686 roku. 6 maja tegoż roku tegoż roku wojewoda poznański miał podpisać w carskiej stolicy traktat pokojowy z Moskwą, znany od jego nazwiska jako traktat Grzymułtowskiego. Zobaczmy więc jak ta ambasada, w skład której wchodził też chociażby kanclerz wielki litewski Marcjan Aleksander Ogiński, wkraczała do Moskwy:



I jeszcze drobna notka z wyprawy na audiencję u cara:



sobota, 9 maja 2020

Z drzewkami i szablami tylko na kształt węgierskiego usarza



Kilka ciekawych fragmentów z relacji polskiego szpiega, który był świadkiem wymarszu sułtana Osmana II i armii tureckiej z Konstantynopola (czy jak kto woli Stambułu) 29 kwietnia 1621 roku. Całość opisu jest bardzo obszerna, wynotuję więc tylko część:

I.                     Sułtan Osman II w czerwoney ferezji atłasowey, gronostaikami podszytey, w dołamanie czerwonym atłasowym w pąsy drukowanym, na koniu żółtawey sierści, pod dwiema kitami siedział
II.                   Wojna wojną, ale trzeba było zabrać psy myśliwskie: psów brytańskich[1], ogarów swor 6, chartów smyczów 2.
III.                 Sułtanowi towarzyszył ogromny dwór, liczący 4000 ludzi.
IV.                Cztery wozy sułtańskie, po cztery konie siwych [każdy]. Jeden wóz złotogłowiem kryty, drugi zielonym suknem, dwa czerwonym suknem także.
V.                  Słonie 4 z namiotkami pięknemi, może w każdym osób 15 siedzieć.
VI.                Wielbłądy z pieniędzmi których naliczono 400.
VII.               A na koniec ciekawostka, nietypowy oddział janczarów konno pod jedną chorągwią z drzewkami i szablami tylko na kształt węgierskiego usarza.


[1] Tu mam problem z odczytaniem źródła, może chodzi o „brytany” czyli popularne na dworze sułtańskim duże psy, jak mastiffy?

czwartek, 15 lutego 2018

Janczarzy przekupieni omletem



Dawno na blogu nie gościł Ogier Ghiselin de Busneq, pora to więc naprawić, tym bardziej że znalazłem przepiękną powiastkę. Dzisiejszy fragment dotyczy wyprawy do Adrianopola na przełomie 1577 i 1578 roku. Sułtan zażywał tam wywczasu, polując ze swoimi sokołami (swoją drogą opis jest przedni, wrzucę go przy innej okazji). Ogier otrzymał polecenie żeby dołączyć do sułtańskiego dworu. Przydano mu eskortę – kilku jezdnych, a także 16 janczarów, żeby mnie uhonorować albo żeby powstrzymać mnie przed ucieczką. Sułtańscy gwardziści okazali się jednak problemem, szybko zaczęli bowiem narzekać na zbyt szybkie tempo marszu.
Była to zima, musieli więc brnąć przez błotniste drogi, więc nasze długie marsze nie przypadły im do gustu; oznajmili, że kiedy wyruszają na wyprawę [wojenną] z sułtanem, nigdy nie maszerują [dziennie] więcej niż połowy dystansu [który obecnie przebywamy] i że już dłużej tego nie zniosą. Zatroskało mnie to, nie chciałem bowiem być dla nich surowy. Naradzałem się z moimi sługami co tu zrobić, kiedy jeden z nich zasugerował, że [janczarzy] bardzo byli łasi na rodzaj omletu, który mój kucharz przygotowywał z jajek i wina, z dużą ilością cukru i przypraw. „Być może – rzekł – jeżeliby ich tym karmić każdego ranka na śniadanie, zmniejszyłoby się ich narzekanie na zmęczenie i byliby bardziej spolegliwi”.
Jakkolwiek sugestia ta wydała mi się dziwna, postanowiłem ją wypróbować [w praktyce] – okazała się kompletnym sukcesem, omlet przypadł im bowiem go gustu, a wino którym obficie ich raczyłem tak poprawiło im nastroje, że [po posiłku] byli gotowi do drogi zanim jeszcze wydałem rozkaz i ochoczo stwierdzili, że gotowi są maszerować [nawet] do Budy, jeśli będę im tylko serwował takie przysmaki.
Jest to chyba pierwszy znany mi przypadek przekupstwa za pomocą omletu…


sobota, 9 września 2017

Barwa gwardii JKM - cz. XIII


Wspominałem kiedyś w jednym z wpisów o zapiskach dotyczących wjazdu i koronacji Jana III Sobieskiego w Krakowie w 1676 roku. W zbiorach British Library znajduje się jeszcze jedna relacja, spisana przez anonimowego mieszczanina krakowskiego. Jej autor zapisał wiele interesujących szczegółów, które dają nam garść ciekawych informacji. Całość tekstu zamieszczam poniżej, nie będę go więc tłumaczył tylko odniosę się do jego fragmentów.
Mamy więc dwa regimenty piechoty cudzoziemskiej (jak już pisałem kiedyś, zapewne gwardii i królewicza lub królowej) – jeden w barwie niebieskiej, drugi w czerwone. Sześć kompanii Mołdawian ubranych na zielono z czerwonymi czapkami to zapewne owi królewscy jak i najprzedniejszych Panów hajducy, wspomniani przez Brunettiego.
Ciekawe jest wzmianka o milicji krakowskiej: dwie kompanie piechoty i dwie chorągwie jazdy (jedna na modłę polską, druga na niemiecką).  Oczywiście mieszczanie nie szczędzili pieniędzy na piękne stroje… Za nimi kolejne oddziały – zapewne zarówno komputowe jak i prywatne -  w tym chluba armii czyli husaria.  
Przy karocy królewskiej oddziały nadworne: chorągiew hajduków, druga Mołdawian (janczarów), a także rajtarzy-drabanci. Co ciekawe, mamy tu informację o tym, że nosili kolety,  a także niebieskie płaszcze z monogramem królewskim i koroną.
Nie zabrakło i dragonów – w czerwonej barwie – i kolejnych oddziałów komputowych.








sobota, 5 sierpnia 2017

Janczar strażakiem


Wracam do jednego z moich ulubieńców, czyli Ogiera Ghiselina de Busnecq. Tym razem opowie nam o janczarskich strażakach – i nie tylko. Rzecz dzieje się w 1555 roku w mieście Amasya.

W noc naszego przybycia wybuchł wielki pożar, który zgasili janczarzy, robiąc to na swój sposób to jest burząc pobliskie budynki. Jak doszło do zaprószenia ognia, tego nie wiem, nie ulega jednak wątpliwości, że żołnierze mają dobre powody by oczekiwać pożarów. Jak wspomniałem, są używani to ich tłumienia, zazwyczaj poprzez burzenie sąsiednich domów, daje im to jednak okazję by plądrować dobra i mienie ruchome nie tylko tych których dotknął ogień, ale i ich sąsiadów. Okazuje się więc, że często to żołnierze są winni podpaleniom, jako że daje im to okazję do plądrowania.


Pamiętam przypadek który miał miejsce gdym odwiedzał Konstantynopol. Wybuchło wtedy tam wiele pożarów i było pewne, że nie są one przypadkowe, jednak podpalaczy nigdy nie złapano  [na gorącym uczynku]. Większość ludzi kładła owe pożary na karb perskich szpiegów; po pewnym czasie jednak, w trakcie dokładnego śledztwa, odkryto że była to sprawka marynarzy z okrętów zakotwiczonych w porcie, którzy podpalali budynki by w zamieszaniu kraść dobra z [ich] sąsiedztwa. 

niedziela, 11 czerwca 2017

Lud radosne wydawał okrzyki


Niedziela, wypadałoby więc nawet na blogu jakoś uroczyście i z przytupem. Udajemy się więc do Wilna w kwietniu 1745 roku, gdzie będziemy świadkami wjazdu hetmana Michała Kazimierza Radziwiłła (zwanego Rybeńko) do miasta. Będzie się działo: nie zabraknie husarii, petyhorców a nawet i przybocznych janczarów. Będą też przepięknie ustrojone konie, a od złota i szlachetny kamieni aż zabłyśnie. Jednym słowem - na bogato!


niedziela, 7 maja 2017

Smutni i w milczeniu


We wczorajszym wpisie obiecałem, że będę kontynuował historię egzekucji księcia Mustafy, syna Sulejmana Wspaniałego.  Oczywiście znów pomocą przysłuży nam nieoceniony Ogier Ghiselin de Busnecq. Egzekucja została wykonana, ciało zamordowanego Mustafy – przede wszystkim jako pogróżkę dla janczarów – wystawiono na dywanie przed namiotem…
Kiedy wieść [o śmierci i wystawieniu zwłok] rozeszła się po obozie, wszyscy w armii poczuli smutek i żałość; nikt też nie zrezygnował z okazji by podejść tam i przyjrzeć się temu smutnemu widokowi. Pierwsi wśród nich byli janczarzy, tak zdumieni i oburzeni [tym co się stało], że gdyby znalazł się wśród nich przywódca, nie powstrzymali by się przed niczym. Jednakże ten którego wybrali na swego wodza leżał oto teraz bez życia na ziemi. Jedyne co mogli zrobić to czekać znieść cierpliwie swoją żałość. Tak też, smutni i w milczeniu, wielu z nich roniąc łzy, odeszli do swych namiotów, gdzie w spokoju mogli poddać się żałości na tak smutny koniec młodego faworyta.
Najpierw ogłosili, że [sułtan] Sulejman jest zdziecinniałym starcem[1] i szaleńcem.  Potem wyrazili swoje zgorszenie z powodu okrutnej zdrady macochy[2] i niegodziwości Rustema[3], którzy między sobą zgasili najwspanialszy promyk nadziei w domu osmańskim. Spędzili ten dzień poszcząc, nie tykając nawet wody; niektórzy z nich zresztą nie jedli i nie pili przez  o wiele dłuższy okres czasu.
Przez kilka dni w obozie panowała powszechna żałoba, wydawało się że nie ma żadnej szansy na uspokojenie smutku żołnierzy, dopóki Rustem nie zostanie usunięty z urzędu[4]. Sulejman podjął ten krok, jak się wierzy za podszeptem samego Rustem. Zwolnił go więc  z urzędu i w niełasce odesłał do Konstantynopola[5].



[1] Sułtan miał wtedy 59 lat.
[2] Czyli Roksolany.
[3] Rustem Pasza, pochodzący z Chorwacji wielki wezyr. To jego wizerunek otwiera ten wpis.
[4] Innymi słowy, w wojsku wybuchł bunt.
[5] Rustem zmarł tam 8 lat później, spędzając czas w błogim luksusie – w czasie swojego urzędowania zgromadził bowiem ogromny majątek. Już w 1555 roku został zresztą znów powołany na wielkiego wezyra i piastował to stanowisko aż do śmierci. 

wtorek, 26 stycznia 2016

Żurawie i czaple


Kontynuujemy motywy tureckie, dziś kilka wyjątków z dzieła o przydługim tytule Wypisanie drogi tureckiej, gdym tam z posłem wielkim wielmożnym panem Andrzejem Bzickim, kasztelanem chełmskim, od króla Zygmunta Augusta posłanym roku pańskiego 1557 jeździł. Skupię się tylko na fragmentach dotyczących żołnierzy sułtańskich i ich strojów, w przyszłości zapewne jednak wrzucę też zapiski z innych dziedzin.
Janczarowie zaś wszyscy pieszo, tylko z kijem pospolicie dereniowym[1], tych są rozmaite ubiory na głowach, to jedni w zawojach, drudzy w zarkułach z białej pilśni wysoki kołpak, który się nazwa szeroko zawiesza, a skoffie mosiądzowe pozłociste, u nich i kity pierza białego czaplego. Drudzy zaś miedziane albo mosiądzowe pozłociste kołpaki mają wysokie ze skoffiami z pierzem.
Pograniczni ludzie albo służebni, którzy tam przyjeżdżają, które oni Deliami zową, ci tylko tak chodzą jako i jeżdżą  w ostrogach, z pierzem pospolicie żórawiem białem, i według tego jako który zwycięstwo otrzymał, tylko piór białych u kiwiora nosi i z bronią wielką, aby znać było ukrainnego witezia.
Są place wielki, niskie i przekopy wymurowane, gdzie się uczą strzelać z łuków i rusznic, dawszy asprę[2] od łuku na dzień, a od rusznic mało więcej, kto swojej nie ma.



[1] Opis dotyczy janczarów chodzących po ulicach Stambułu.
[2] Srebrna moneta, będąca podstawą obiegu monetarnego w Imperium Osmańskim. 

sobota, 23 stycznia 2016

Semeni, solakowie i janczary w lampartach


Kilka dodatkowych opisów, dotyczących armii tureckiej w 1678 roku, w końcu jakaś odmiana od wyprawy na Wiedeń...
Gniński w liście do Jana III, datowanym na 16 czerwca 1678 roku, opisał armię turecką w obozie pod Sachezi nad Dunajem. Wspomina tam o deli: odważnisiów między nimi, co szalonymi zowią, wątpię by co nad tysiąc. Całej jazdy tureckiej, zresztą włącznie z semenami, miało być mniej niż 15 000. Uzbrojenie jazdy to dzida a szabla pod nogą, już i z semenami konnymi, którzy z janczarkami. Samych janczarów miało być ledwo i to wątpię 4000.
Cytowany wczoraj Samuela Proskiego Dyarusz  także wspomina o składzie armii tureckiej w wyprawie na Czehryń. Konnych chorągwi narachowało się więcej nad 600, Janczarów było 8 tysięcy. Wśród kadry oficerskiej uwagę zwraca Czorbadziejów 54 (w pancerzach, z łukami na koniach dobrych). Zachodziłem w głowę o kogo chodzi, takie spolszczenia to czasami zagwozdka. Na szczęście z pomocą przyszedł nieoceniony Rafał Szwelicki (serdecznie pozdrawiam!) i wskazał że chodzi o Corbaci. Mogli to więc być albo oficerowie dowodzący ortami janczarów albo też cywilni urzędnicy z europejskich części imperium[1]. Wersję ‘janczarską’ zdaje się potwierdzać wzmianka z 1676 roku, dotycząca eskorty tureckiej dla polskich posłów: czorbadziej Bajuk Achmet aga przystawem był naszym, który miał 4 chorągwie do prowadzenia nas z semenami pieszymi, którzy straż konną i pieszą odprawowali zawsze koło nas.
Co ciekawe, w eskorcie wielkiego wezyra znajdujemy sułtańskich solaków, którzy mieli zapewne trzymać oko na Sztandarze Proroka. Opis jest interesujący: w złotogłowych czerwonych kaftanach, w srebrnych złocistych wysokich na łokieć jak pudełko czapkach pod czarnemi kitami w ręku z berdyszkami obosiecznymi, w srebro oprawnemi, że się wszytkie srebrne zdadzą.
Kara Mustafa jachał na dropiatym koniu w szkarłatnej ferezyi bez kołnierza sobolami podszytej, w białym atlasowym żupanie, w turbancie trójgraniastym w tym, w którym na dywan zasiada. Jego przyboczni to czterech janczarów w lampartach pod wiekiemi kitami z piór jako Czorbadzieje zażywają.
Ostatni opis pochodzi z 26 czerwca, kiedy to obozu weszły wojska trzech paszów tureckich. Jeden z nich – Tapis-Achmet-Pasza – prowadził bardzo ciekawą grupę. Przed nim szło chorągwi ośm w kupie, za któremi Szpachiów[2]z Kopijnikami naliczyliśmy 150, znowu niesiono chorągwi 4, pod któremi Semenów naliczyliśmy sto kilkadziesiąt, po tym dwa buńczuki i z chorągwią, za któremi szło kilkadziesiąt koni. Dopiero prowadzono pięć koni jez[d]nich pod bechterami żelaznemi z kałkanami złocistemi. Za końmi jechał sam Pasza, sześc  szatyrów około niego w purpurowych żupanach w pasach srebrnych w pancerz. Za Paszą młodzi strojnej w pancerzach z dzidami jachało par 16. Za młodzią chorągwi trzy niesiono, ludzi kilkadziesiąt pod nimi i muzyka zwyczajna, było wszytkich koni pod 600.
Niestety reszta posiłków nie jest już tak barwnie opisana. Hali-Pasza miał poczet liczący mniej niż 500 koni, Achmet-Pasza zaś 530. Przybyło także dwóch baszów: Salanik-Bej miał 80 a Ejueduł-Bej 100 koni.




[1] Mało prawdopodobne, zważywszy na ekwipunek.
[2] Sipahów. 

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Zwykła sułtańska podróż do meczetu


Z zapisków dotyczących poselstwa Jana Gnińskiego do Turcyi w latach 1677-1678 możemy wyczytać wiele ciekawych informacji – dotyczących zarówno Turków, jak i owego bardzo specyficznego poselstwa. Kiedyś cytowałem opis eskorty wojewody, tym razem coś w klimatach tureckich, czyli słów kilka o tym jak sułtan i jego oficjele wybrali się do meczetu w czasie Ramadanu:
Potem jechał wezyr[1] a po lewej ręce jego, równo z nim, czego dotąd nie było przykładu, jechał Museib-pasza, zięć cesarski[2]. Pod wezyrem czołdar[3]złotem tkany, zwyczajny; rząd staroświecki, szeroki, bez kamieni, zgoła ten koń i wsiądzenie, którego po p. posła[4] na pierwszą audyencyję przysłał. Pod Museib-paszą koń także piękny, czołdar na telecie[5] w blachę złotą, srebrem haftowany, kasztami rubinowymi złotniczą robotą sadzony.
Dopieroż pokazał się dwór pieszy cesarski, to jest sułaków[6]kupa wielka pod wielkiemi, białemi indyjskimi kitami, z łuczkami w rękach maleńkimi, z kołczanami przypiętymi strzał pełnymi. Niesiono z osobna kobierzec złoty i stołek z osobna złoty, na których cesarz miał siedzieć, niesiono i zawój cesarski, nawet suknie w zawinieniu, w które się w meczecie przebrał. Między nimi ze sobą konni w deljach i strojnie masztalerze prowadzili dziewięć koni cesarskich, pod dekami same siodła kryjącymi, szkarłatnym złotem haftowanemi. Na koniach czołdry wszystkie w różne kwiaty bogato perłami haftowane, kasztami złotniczą robotą rubinowymi, szmaragdowemi, szafirowemi, djamentowemi, coraz odmienną fuzą sadzone. Rzędy takież przyznać, że bogate, konie pod kitami ale rzadkiemi, między któremi dość podłe piór były żórawie i między końmi nie głównego.
Po opisie sułtańskich pejków, mamy i samego władcę czyli Mehmed IV.  Pozwolę sobie ominąć opis jego stroju (to już może przy innej okazji), skupimy się tylko na koniu:
(…) koń pod nim pod czołdarem perłami haftowanym i kasztami diamentowymi złotniczą robotą sadzonemi. Rząd takiż i przy kitach tak jak i zawoju jak i u konia zapony takież.
Za sułtanem maszerowała następna grupa solaków, a za nimi różnych dworów drobniejszych koni kilkadziesiąt.  Co ciekawe, z meczetu Mehmed IV wracał już na innym koniu.
W relacjach z wyprawy można znaleźć wiele innych ciekawostek, więc pewnie je odkurzę i od czasu do czasu coś tu wrzucę.



[1] Kara Mustafa.
[2] Sułtański.
[3] Za Słownikiem terminologicznym sztuk pięknych: długie, wykonane z wełny okrycie konia, które zakrywa jego przód, barki i częściowo szyję.
[4] Czyli po Gnińskiego.
[5] ?
[6] Solakowie to przyboczni janczarzy sułtana, uzbrojenie w łuki. 

niedziela, 2 września 2012

Malarze znani i nieznani - cz. LII



Melchior Lorck (Lorich, Lorch, Lorichs) był nietuzinkowym XVI-wiecznym artystą, który pozostawił po sobie niezwykle interesujące źródła ikonograficzne do historii Imperium Ottomańskiego. Życiorys tego duńskiego (właściwie niemiecko-duńskiego, bo urodzonego w duńskim Szlezwiku) twórcy jest o tyle ciekawy, że pozwolę sobie odesłać Czytelników do poświęconego mu wpisu na anglojęzycznej wiki, szkoda by robić tu tylko skrót:
Zamieszczę jednak jedną bardzo ciekawą rycinę z jego tureckich serii, datowaną na 1581 rok. To janczar (może oficer?) z bardzo efektownie wyglądającym piórem przy czapie. Ciekawe z jakiego ptaka brano takie ozdoby? Turek ma przy prawym boku szablę,  z kolei po lewej stronie za pasem widzimy toporek (teber). W ręku osobliwie wyglądająca halabarda (czyżby turecka balta?), być może o ceremonialnym charakterze.

piątek, 25 listopada 2011

Malarze znani i nieznani - cz. XXXIX

Kontynuujemy wątek de Nicolaya, pozostając przy Turkach. Powyżej Janczar-Aga, czyli komendant korpusu janczarów. Poniżej szeregowy janczar w czasie kampanii. Zwraca uwagę oszałamiającej długości pióro, ciężka rusznica na ramieniu a także przepiękne trzewiki na nogach (jak taki żołnierz mógł walczyć jesienią gdzieś w księstwach naddunajskich?)

czwartek, 24 listopada 2011

Malarze znani i nieznani - cz. XXXVIII

Nicolas de Nicolay (1517-1583) był francuskim żołnierzem, kartografem i podróżnikiem. Przemierzył sporą część Europy, służąc w różnych armiach, walcząc w walnych bitwach i oblężeniach. W 1551 roku towarzyszył Gabrielowi d’Aramon, ambasadorowi króla Francji Henryka II na dwór sułtana Sulejmana Wspaniałego. Oczywiście głównym zadaniem de Nicolaya w czasie tej wyprawy było obserwowanie tureckiego potencjału militarnego, wykonywanie odpowiednich map i rysunków. Na przełomie 1567 i 1577 roku ukazała się we Francji seria jego rycin, przedstawiających postaci z krajów które odwiedził w czasie swoich podróży. Jako że w zbiorach Francuskiej Biblioteki Narodowej (jak widać po rysunkach które wrzuciłem) zachowała się duża liczba owych rycin, możemy teraz podziwiać dzieła mistrza de Nicolay.
Jako pierwsi elitarni gwardziści sułtana. U góry widzimy Solaka – jednego z ‘leworęcznych’, łuczników tworzących jedne z najmniejszych ort w ramach ‘dywizji’ Cemaat. Solakowie wchodzili w skład ort o numerach 60-63. Oddziały te, w czasie kampanii, zawsze obozowały nieopodal namiotu sułtana.
Poniżej dwóch spośród paziów – Pejk. Charakterystyczną cechą ich wyposażenia były, widoczne u obydwu, toporki. Na polu bitwy paziowie pełnili rolę gońców sułtana i/lub wezyra, przenosząc rozkazy i meldując o przebiegu walki.