wtorek, 31 grudnia 2019

Straciwszy niemało towarzystwa dobrego



Ostatni wpis w 2019 roku, wypadałoby więc podsunąć coś ciekawego. W Repozytorium Cyfrowym Poloników zdigitalizowanych zostało wczoraj  kilkanaście bardzo ciekawych dokumentów ze zbiorów szwedzkich (Riksarkivet, Extranea IX Polen), dotyczących przede wszystkim wojny 1626-1629. Mój ulubiony konflikt, do tego kopie niezwykle czytelne więc podwójna radość. Mam jednak interesującą zagwozdkę, dotyczącą jednego dokumentu. Datowany jest na 29 stycznia 1629 roku, z obozu armii koronnej. Problem jest jednak taki, że nieznany autor opisuje tu wydarzenia dziejąca się w lutym 1629 roku: bitwę pod Górznem i oblężenie Torunia przez Szwedów. Błędnie określa Reingrafa jako dowódcę armii szwedzkiej (dowodził Wrangel), co gorsza hetman Koniecpolski nazwany jest tam ‘hetmanem wielkim’ a przecież awansowano go dopiero w 1632 roku. Wszystko to wygląda na kompilacje kilku różnych zapisków źródłowych sporządzoną po 1632 roku, stąd zapewne brak nazwisk autora i adresata tego listu. Nie jestem więc w stanie określić, na ile wiarygodne to źródło, a szkoda bo przynosi sporo interesujących informacji . Przykładowo znajdziemy tam wzmiankę, że pod Górznem stracono sztandary chorągwi husarskich królewicza Władysława i hetmana Koniecpolskiego, podczas gdy do tej pory znałem tylko informację o utracie sztandaru husarzy hetmana. Mamy tam też piękną laurkę dla polskich dragonów,  którzy pod Górznem ‘czynili zsiebie dobrze’ i byli ostatnią jednostką która wycofywała się z pola bitwy. Być może jednak uda się odnaleźć kolejne źródła na ten temat, co mogłoby rzucić nieco światła na omawiany dokument. 

poniedziałek, 30 grudnia 2019

Za króla Michała uczta taka miejsce miała




27 lutego 1670 roku król Michał Korybut Wiśniowiecki poślubił Eleonorę Marię Józefę Habsburżankę. Zaślubiny odbyły się na Jasnej Górze, a następnego dnia miała miejsca niezwykle wystawna uczta weselna. A podano tam takie oto cuda:
300 bażantów, 5 tysięcy par kuropatw, 6 tysięcy par indyków, 3 tysiące par cieląt, 400 wołów, 4 tysiące baranów, więcej niż tyle jagniąt, 100 jeleni, 5 łosiów, 2 tysiące zajęcy i kilkanaście dzików. Dawano potem mnóstwo owoców, konfitur, w końcu zastawiono stoły cukrami wznoszącymi się w kształcie piramid i kolosów.
Ech, aż chce się powtórzyć za Stefanem ‘Siarą’ Siarzewskim pewne zdanie o rozmachu…

niedziela, 22 grudnia 2019

Służba rajtarska na kilka koni



Kolejny ciekawy życiorys żołnierski znaleziony w przepastnym zbiorze Liber Chamorum. W dzisiejszym wpisie niejaki Łukasz Świechowski (Świejkowski), chłop który okradł swojego polskiego pana i uciekł na Śląsk, Tu w 1600 roku rozpoczął służbę rajtarską na kilka koni u Adama Wacława księcia cieszyńskiego (widzimy go powyżej). Książę Adam było podpułkownikiem w regimencie rajtarów wystawionym na Śląsku, dowodził przy tym trzema z sześciu chorągwi tworzących regiment. Świechowski spędził w tej służbie kilka lat, walcząc z Turkami pod Budą. Po zwinięciu wojsk został jednak w Cieszynie, pełniąc do 1618 roku (kiedy to zmarła książę Adam) rolę starszego masztalerza. Potem trafił na służbę u śląskiego szlachcica Byszyńskiego, a potem u Andrzeja Zborowskiego, kasztelana oświęcimskiego. Pojął za żonę służebną pannę, a w 1624 roku urodził im się syn – też zresztą Łukasz. Naszego bohatera ciągnęło jednak do wojaczki, trafił więc (zapewne znów jako rajtar) do wojsk  znanego kondotiera Ernesta Mansfelda. Oddział w którym służył został w czasie przemarszu przez księstwo cieszyńskie rozbity, a Świechowski  uciekł z pogromu do Czechowic. Tu jednak spotkał go los wielu wojskowych maruderów: napadli nań chłopi i zabili go.

piątek, 20 grudnia 2019

Ślimak morski w srebro oprawny, złocisty…



Dziś bardzo ciekawy fragment źródłowy, Dwa inwentarze firlejowskie z XVII wieku, opracowane przez Jana Czubka i wydane w 1912 roku w ramach Sprawozdań Komisyi do Badania Historyi Sztuki w Polsce. Pierwsza część opisuje przedmioty utracone w czasie zajazdu na włości Firlejów, około 1661 roku. Napastnikiem był zapewne Mikołaj Firlej, który miał się przez lata procesować z wdową po swoim stryju Andrzeju (zmarłym w 1658 roku) czyli Zofią Petronellą z Tarnowa. Drugi spis jest wcześniejszy, pochodzi bowiem z 1653 roku i wymienia spis kosztowności , które zmieniały właściciela – z Tarnowskich do Firlejów – w związku z zaślubinami Andrzeja Firleja i Zofii Tarnowskiej. Na ostatniej karcie jest zresztą fragment należący do pierwszego spisu, zostawiłem jednak oryginalne przypisy więc będzie wiadomo o co chodzi. W dokumentach tych znajdujemy mnóstwo interesujących zapisków, takich jak tytułowy ślimak.








środa, 18 grudnia 2019

Jezus, Marja, Kaizers!



[Opóźniony] Tydzień z Wojną Trzydziestoletnią, wpis 7/7
            W ostatnim wpisie połączę Wojnę Trzydziestoletnią z moim ulubionym konfliktem, czyli wojną o ujście Wisły 1626-1629. Jest to fragment większego tekstu nad którym pracuję, więc z góry przepraszam jeżeli pewne zapiski będą się wydawały wyrwane z kontekstu. Usunąłem też przypisy do materiałów źródłowych, na wypadek gdyby znów ktoś chciał sobie bez pytania ‘pożyczyć’ mój wpis. Przyjrzymy się dziś siłom posiłkowego korpusu armii cesarskiej, który w 1629 roku wspierał wojska polskie w walce ze Szwedami w Prusach.
            Początkowy plan wysłania korpusu wojsk cesarskich, opracowany w 1628 roku, zakładał że w jego skład wejdzie sześć regimentów piechoty, jeden kirasjerów i dwa arkebuzerów, wspartych przez 40 dział. Po długich negocjacja, dotyczących zarówno wielkości jak i kosztu planowanego zgrupowania, Wallenstein zgodził się na wysłanie następujących jednostek:
Nazwisko pułkownika/nazwa regimentu
Jednostka
Liczba kompanii
Johann Georg von Arnim
Piechota
12
Rudolph von Tieffenbach
Piechota
10
Franz Albrecht von Sachsen-Lauenburg (Alt-Sachsen)
Piechota
9
Hannibal von  Dohna 
Piechota
9
Franz Albrecht von Sachsen-Lauenburg (Alt-Sachsen)
Kirasjerzy
10
Heinrich Schlick
Arkebuzerzy
5
Franz Albrecht von Sachsen-Lauenburg (Neu-Sachsen)
Kirasjerzy/Arkebuzerzy
3
Johann Georg von Arnim
Arkebuzerzy
5
Ernst Georg Sparr
Arkebuzerzy
5

Israel Hoppe w swojej kronice opisuje, że początkowo w składzie korpusu wchodziły regimenty piechoty Alt-Sachsen, Tieffenbacha, Dohny i Arnima a także regimenty jazdy Alt-Sachsen, Schlicka (pięć kompanii), Sparra (pięć kompanii) i Arnima (pięć kompanii). Herman Wrangel w liście do kanclerza Oxenstierny, datowanym na 28 maja 1629 roku, pisze o regimentach piechoty Arnima, Tieffenbacha, Alt-Sachsen i Donny (Dohny), a także regimentach jazdy Arnima (pięć kompanii), Alt-Sachsen (10 kompanii), Neu-Sachsen (pięć kompanii), Sparra (pięć kompanii) i Franza Carla von Sachsen-Lauenburg (cztery kompanie).
            Co do liczebności korpusu, mamy wiele różnych wielkości, zależnie od źródła. Stanisław Żurkowski, opisujący żywot Tomasza Zamoyskiego, wspomina o 12 000 żołnierzy. Jednocześnie dodaje, że w wyniku trudnych warunków służby zaledwie 4000 z nich ocalało i opuściło Prusy na koniec kampanii. U biskupa Piaseckiego znajdujemy informację o 5000 piechoty i 2000 jazdy. Wallenstein twierdził, że etatowa wielkość jego zgrupowania to 15 000 żolnierzy. Zygmunt III, w liście do kanclerza Zadzika, a datowanym na październik 1629 roku, wspomina o 11 500 ludzi jako o maksymalnej liczebności wojsk cesarskich. Z kolei papieski sekretarz stanu, kardynał  Francesco Barberini w maju 1629 roku miał informacje o 12 000 piechoty i 2000 jazdy. Z kolei źródła szwedzkie – listy Brengta Bagge i Hermana Wrangla do Oxenstierny, także z maja 1629 roku, zawierają informacje o 9000 żołnierzy, wspartych przez 26 dział. Wojewoda chełmiński Melchior Wejher w tym samym miesiącu określił korpus cesarski jako złożony z dobrych ludzi, tak w piechocie jak i w jeździe, a także wspominał ’24 dobrych działach’.




wtorek, 17 grudnia 2019

Kleskowski, Kalinowski, Czarnecki und Herlikowski



[Opóźniony] Tydzień z Wojną Trzydziestoletnią, wpis 6/7

Tym razem będzie okazja potrenować język niemiecki, a do tego dodam łamigłówkę z odcyfrowaniem polskich nazwisk.  Poniżej fragmenty jednego z tomów słynnej pracy Geschichte der K. und K. Wehrmacht, autorstwa Alphonsa von Wrede. Opisał on tam historię armii cesarskiej pomiędzy 1618 rokiem a końcem XIX wieku. Z tom III.2 wyciągnąłem wszystkie zapiski dotyczące zaciągów lisowczyków, które opisał Wrede. Naprawdę nie trzeba aż tak dobrze znać języka niemieckiego żeby to odczytać, chociaż czasami zapis polskich nazwisk jest naprawdę zdumiewający. Może kogoś to zainteresuje i będzie chciał się z tym pobawić. W jednym z kolejnych wpisów wygrzebię z tych prac także informacje o zaciągach piechoty i dragonii, będzie komplet.











poniedziałek, 16 grudnia 2019

O Szkocie który miał szczęście i się kulom nie kłaniał



[Opóźniony] Tydzień z Wojną Trzydziestoletnią, wpis 5/7

Na blogu znów zagości szkocki oficer i pamiętnikarz Robert Monro. Z jego zapisków z czasów służby w armiach duńskiej i szwedzkiej możemy skonstruować bardzo interesującą mapę jego ran i kontuzji. Zobaczmy więc jak to pan Robert przelewał krew za Chrystiana IV i Gustawa II Adolfa:
- w 1627 roku został zraniony… ostrzem jego własnej partyzany, strzaskanej kulą armatnią
- na początku 1628 roku kula muszkietowa uderzyła w rękojeść jego pałasza[1], dzięki czemu nie odniósł poważniejszej rany. Niedługo później został jednak poparzony podczas eksplozji magazynu prochu
- w czasie oblężenia Stralsundu odniósł ciężką ranę nogi, kiedy kula muszkietowa utkwiła mu w kolanie
- w 1632 roku, w czasie walk pod Alte Veste, znów uśmiechnęło się do niego wojenne szczęście. Kulka trafiła go tuż ponad lewe biodro, ale uderzenie zostało złagodzone przez pochwę pałasza. Niezaleczona rana wywołała jednak u niego gorączkę
- w 1633 roku odniósł poważną kontuzję kiedy przywalił go padający koń. Monro spędził sześć tygodni dochodząc do siebie
Trzeba przyznać, że miał sporo szczęścia – nie stracił żadnej kończyny, nie zachorował też na żadną z obozowych chorób, tak często dziesiątkujących armie w tej epoce.


[1] Czy jak tam jeszcze wolicie przetłumaczyć słowo ‘sword’. Lubię słowo pałasz, więc będę go używał.

niedziela, 15 grudnia 2019

Wczoraj Bóg obdarzył nas swoją łaską



[Opóźniony] Tydzień z Wojną Trzydziestoletnią, wpis 4/7

Bitwa pod Dessau (czy raczej mostem Dessau) stoczona 25 kwietnia 1626 roku to niezaprzeczalny tryumf Wallensteina nad Mansfeldem. Cesarskiemu dowódcy dopisało tu wojenne szczęście, a nieco ryzykowny plan przyniósł mu zwycięstwo. Co ciekawe, sam Wallenstein raczej lapidarnie opisał to starcie. Jego pobitewny raport mówił mianowicie:
Mansfeld z całą swoja armią zbliżyli się do [cesarskich] fortyfikacji  przy moście przez [rzekę] Łabę, nieopodal Dessau, rozpoczynając oblężenie i ostrzał [artyleryjski], a by temu przeciwdziałać poprowadziłem przeciw niemu większość cesarskiej armii którą powierzono mej komendzie, następując z wspomnianych wcześniej fortyfikacji. Wczoraj Bóg obdarzył nas swoją łaską, tak że pokonaliśmy [Mansfelda], łamiąc jego szyki i zmuszając go do odwrotu.
Tyle skromny zapisek, Wallenstein jednak wysłał do cesarza Ferdynanda II jednego ze swoich zaufanych oficerów, który miał zdać ustnie pełną relację ze zwycięstwa.

środa, 11 grudnia 2019

Brisak forteca w Alzacyi bardzo mocna



Tydzień z Wojną Trzydziestoletnią, wpis 3/7

Sięgamy tym razem po jednego z moich ulubionych pamiętnikarzy, czyli Albrychta Stanisława Radziwiłła. Od czasu do czasu notował on cóż też wydarzyło się na polach bitewnych Wojny Trzydziestoletniej. Taki oto zapisek znajdziemy w styczniu 1639 roku:
Brisak forteca w Alzacyi bardzo mocna, która dotychczas, gdy nieprzyjacielowi się nie poddała, od francuzkiego wojska za generalstwa Wejmera głodem przciśniona, wzięta jest. Co wszystkie szyki cesarskie pomieszało. Getz, generał wojska cesarskiego, o zdradę podejrzany, wzięty i do Wiednia zaprowadzony. Różnie to ludzie tłumaczyli; jedni dziwowali się nieszczęściu cesarskiemu, i ubolewali na jego niedostatek w ludziach mężnych i wiernych; drudzy utyskowali na niewdzięczność austryacką, która żołnierską pracę i odwagę rycerską więzieniem i kajdanami nagradza. Cóżkolwiek jest, szkoda zaprawdę wielka się stała cesarstwu stratą Brisaku, gdy Francuz klucz do Niemiec i Tyrolu otrzymał.  

Wypada tu parę rzeczy wyjaśnić. Ów ‘Brisak’ to twierdza Breisach (Brisach), która 18 grudnia 1638 roku, po czterech miesiącach oblężenia, wpadła w ręce Francuzów. Dowodził nimi książę Bernard Sasko-Weimarski, czyli wspomniany tam ‘Wejmer’. Z kolei pechowy generał ‘Getz’ to Johann baron von Gotzen, feldmarszałek w służbie Bawarii. Brał udział w przegranej bitwie pod Wittenweiher (9 sierpnia 1638), gdzie duże straty poniosły sprzymierzone oddziały cesarskie dowodzone przez Federigo Savelliego. Ten miał jednak ‘chody’ na dworze cesarskim, stąd też ostatecznie kozłem ofiarnym stał się oficer bawarski. Nic zresztą dziwnego,  że wybrano go na ofiarę. Od 1626 roku walczył bowiem w szeregach armii cesarskiej i w 1635 został wydalony z armii za błędy popełnione w kampanii śląskiej (i zbyt bliskie kontakty z  Wallensteinem). Nasz baron jednak długo nie przebywał na emeryturze, bo przyjął go na służbę elektor Bawarii.  Nie można mu było jednak udowodnić żadnych błędów w kampanii alzackiej, gdzie robił co mógł by ocalić Breisach W sierpniu 1640 ogłoszono więc jego niewinność i powrócił do służby cesarskiej. Zginął w 1645 roku, dowodząc kawalerią w bitwie pod Jankowem (Jankau).

wtorek, 10 grudnia 2019

Popis armii Jej Królewskiej Mości z 14 kwietnia 1632 roku



 Tydzień z Wojną Trzydziestoletnią, wpis 2/7

Tym razem armia szwedzka, bardzo interesujące materiały źródłowe dotyczące popisu wojsk królewskich, który miał miejsce 14 kwietnia 1632 roku w Augsburgu.

I. Piechota w armii polowej
Kolumny od lewej do prawej:
- oficerowie
- szeregowi
- nazwy regimentów piechoty i liczba kompanii w każdym regimencie
- ilość (sześcioosobowych) rot pikinierskich
- ilość (sześcioosobowych) rot muszkieterskich
- ilość (sześcioosobowych) rot muszkieterów komenderowanych

II.  Piechota garnizonowa, formuła tabeli jak powyżej.

III. Jazda i dragonia – ilość kompanii w regimencie/skwadronie, potem liczebność (bez oficerów).


poniedziałek, 9 grudnia 2019

Jeno zgliszcza i popioły...



Tydzień z Wojną Trzydziestoletnią, wpis 1/7

Tydzień ‘tematyczny’ zaczniemy w Magdeburgu, pamiętnej nocy z 20 na 21 maja 1631 roku. Masakra miasta to jedno z najważniejszych i najbardziej przerażających epizodów wojny, co obecny na miejscu Pappenheim skwitował w swoim raporcie:
Wierzę, że zginęło [tu] ponad 20 000 ludzi. Pewne jest, że to najstraszliwsze wydarzenie i efekt boskiej kary od czasu zniszczenia Jerozolimy. Wszyscy nasi żołnierze wzbogacili się [łupami]. Bóg jest z nami.
Tyle jeden z generałów, zobaczmy jednak szturm z perspektywy kogoś bliższego żołnierzom. Kapitan Georg Ackermann dowodził kompanią w regimencie piechoty Pappenheima a w czasie szturmu poprowadził 200 ludzi którzy wdarli się do miasta w ramach pierwszej fali atakujących. Oficer ten wspomina, że przed generalnym szturmem wydano dobre reńskie wino, tak oficerom jak i żołnierzom, by wzmóc ich odwagę. Według Ackermanna szturmujący wdarli się na mury używając blisko 400 drabin, a hałas i dym spowodowany przez liczne muszkiety, moździerze i działa powodował, że nikt nie był w stanie niczego widzieć i słyszeć.
Już po wdarciu się do miasta, żołnierze Ackermanna napotkali mocny opór ze strony konnych i piechoty na ulicy Lakenmacher. Kapitan wezwał więc jako wsparcie pikinierów, tutaj jednak spotkało go rozczarowanie. Sądzili oni bowiem, że miasto jest już zdobyte i szukając łupów złamali swoje piki wpół by łatwiej przeszukiwać domy, także nadeszli [do nas] mając w rękach [tylko] patyki. Nic więc dziwnego, że oddział Ackermanna został odepchnięty aż pod mury. Los miasta był już jednak przesądzony, Pappenheim wprowadził na ulice Chorwatów i cztery kompanie arkebuzerów, wybuchały też kolejne pożary domostw. Ackermann wziął wtedy udział w poszukiwaniu łupów, zdobywając srebrne i złote sztućce, a także piękny złoty łańcuch z cennym kamieniem szlachetnym. Kiedy na zakończenie walk zebrał swoich żołnierzy, zdał sobie sprawę, że zwycięstwo nie przyszło łatwo. Spośród 200 oficerów i żołnierzy którzy byli pod jego komendą, zginęło aż 72. Magdeburg padł jednak ofiarą boskiej wszechmocy i gniewu. Ackermann wspomina, że jedyne co ocalało pośród zgliszcz i popiołów to katedra, klasztor i Nowy Rynek.

wtorek, 3 grudnia 2019

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XXVII



Dziś w kąciku recenzji praca na której wydanie czekałem z dużą niecierpliwością. To Krzyż i karabela. Polityka zagraniczna Rzeczypospolitej Obojga Narodów w ocenie dyplomacji papieskiej w latach 1623-1635, autorstwa Pawła Dudy. Mój ulubiony okres historyczny czyli panowanie Zygmunta III, do tego liczne konflikty z udziałem wojsk Rzplitej, a wszystko to opisane z punktu widzenia nuncjuszy apostolskich w Koronie. W latach 1623-1644 papieżem był Urban VIII (Maffeo Barberini), a jego pontyfikat przypadał na okres ciągłych konfliktów europejskich. Nic więc dziwnego, że nuncjusze odgrywali ważną rolę zarówno jako posłowie, mediatorzy jak i źródło informacji na temat zewnętrznej i wewnętrznej polityki kraju w którym przyszło im rezydować.
Książka obejmuje okres rezydentury pięciu nuncjuszy: w Polsce de Torresa, Lancellottiego, Santa Croce, Viscontiego i Flonardiego.  Praca podzielona jest na cztery rozdziały:

1 - obejmuje okres 1623-1625, przybliżając sytuację polityczną walk Rzplitej ze Szwecją w Inflantach, a także aspektów Wojny Trzydziestoletniej  i próby zawiązania koalicji antytureckiej.
2 – to okres 1625-1629, gdzie opis koncentruje się na konflikcie ze Szwecją, sojuszem polsko-habsburskim i kolejnymi fazami Wojny Trzydziestoletniej.
3 – przybliża znów krótszy okres, czyli 1629-1632. Mamy tu min. wybuch otwartego konfliktu Szwecji z Habsburgami, próby zachęcenia Zygmunta III do większego poparcia obozu katolickiego w Rzeszy, a także zawiązanie sojuszu szwedzko-moskiewskiego. Rozdział ten przynosi zmianę na tronie Rzplitej, gdzie po śmierci Zygmunta III rozpoczyna panowanie Władysław IV.
4 – w ostatnim rozdziale autor przybliża działania dyplomacji papieskiej w czasie pierwszych lat panowania Władysława IV (1633-1635). Mimo że dotyczy to relatywnie krótkiego okresu, Rzplita była zaangażowana w wiele konfliktów: wojnę smoleńską, starcia z Turcją a wreszcie „wojny” ze Szwecją w 1635 roku.

Praca ma bardzo przejrzystą konstrukcję, dzięki czemu czytelnik może z łatwością śledzić rozwój sytuacji czy danego konfliktu. Ogromnym plusem jest obszerne wykorzystanie zasobów źródłowych, w oparciu o bogate zbiory korespondencji nuncjuszy, przechowywane w Archiwum Watykańskim.  Mimo że autor często cytuje listy, podając ich oryginalny zapis, każdy fragment jest przez niego przetłumaczony w przepisach, ogromnie ułatwiając lekturę. W kolejnych rozdziałach widzimy rozległą sieć łączności pomiędzy Rzymem i papieskimi nuncjuszami, rezydującymi w różnych krajach katolickich a także próby wpływania na politykę europejską.  Wspomniana już powyżej korespondencja jest źródłem niezwykle cennych informacji: od przebiegu kampanii i wyników bitew, przez spory wewnętrzne w Polsce aż po kwestię sukcesji Zygmunta III. Pozwala to spojrzeć na okres 1623-1635 w nieco innym świetle, zwłaszcza w kontekście roli Rzymu i jego przedstawicieli w kształtowaniu sytuacji w Rzplitej.  Osobiście najbardziej zainteresował mnie okres wojny o ujście Wisły i tego jak był on postrzegany przez nuncjuszy w Polsce, Cesarstwie i Hiszpanii,  przynosząc kolejne źródła dotyczące tego konfliktu.  Przyznam szczerze, że nie jestem w stanie do niczego się w tej pracy ‘przyczepić’ . Jest napisana bardzo sprawnie, w oparciu o niezwykle obszerną bazę bibliograficzną, opisując okres który jest mi szczególnie bliski. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że autor nie spocznie na laurach i w przyszłości będziemy mieli okazję zapoznać się z kolejnymi pracami o podobnej tematyce.

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to jak dla mnie trzeba mieć. Bardzo interesująca praca, która powinna przypaść do gustu wszystkim zainteresowanym panowaniem Zygmunta III i Władysława IV czy wpływem dyplomacji papieskiej na zewnętrzne i wewnętrzne sprawy Rzplitej.  Opisywany okres czyli lata 1623-1635, ukazany jest z bardzo ciekawej perspektywy, prezentując nieco inne spojrzenie i mechanizmy polityczne. 

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Sposób na żonę



Wracam do pisania blogowego, postaram się zamieszczać dwa lub trzy wpisy tygodniowo. Zaczniemy z hukiem, bo będziemy prosić o rękę panny podkomorzanki. Zapisek z Liber Chamorum, czyli przepastnej skarbnicy pysznych anegdotek.

W roli główniej Osiński, chłopski syn od Brodnice. Początkowo miał służyć  u Jana Berzewicza, którego okradszy potężnie, uszedł na Ukrainę. Tu nasz Osiński udając szlachcica zaciągnął, się jako towarzysz, do kwarcianej chorągwi kozackiej Balcera Cetnera. Najwyraźniej zdobył zaufanie koła chorągwi, bo wysłano go jako deputata jednostki po zasłużonych pieniędzy za kilka czwierci. Wracają z pełną kiesą Osiński miał wstąpić  w dom p. Witowskiego, podsęka kijowskiego, i tamże prosieł o pasierbicę jego, z domu Charlińską, podkomorzankę kijowską. Obrotny ‘towarzysz’ pokazał gospodarzom te kilkanaście tysięcy żołnierskich, udawszy że jego. Dostał nie tylko rękę podkomorzanki, ale i majętność pod Kijowem, niedaleko od Byszewa, sirca 1637 [roku].

Niestety nie wiem jak dalej potoczyły się losy Osińskiego, bardzo ciekaw co się nim stało po ślubie i kiedy wyszedł na jaw jego brak szlachectwa.

sobota, 23 listopada 2019

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XXVI



Dziś w kąciku recenzji kolejny praca z wydawnictwa Osprey, tym razem Nieuwpoort 1600. The First Modern Battle, autorstwa Bouko de Groota. Chwaliłem już kiedyś na blogu dwa poprzednie zeszyty jego autorstwa, bardzom więc był ciekaw w jaki sposób przedstawi on tytułową bitwę. Jak zwykle najpierw omówię strukturę pracy, a potem dodam kilka ogólnych komentarzy.

Po krótkim wstępie omawiającym przyczyny i dotychczasowy przebieg starć znajdziemy bardzo dokładną chronologię operacji w czerwcu, lipcu i sierpniu 1600 roku. Następnie  mamy omówienie najważniejszych dowódców z obydwu stron, po  czym następuje obszerny rozdział mówiący o obydwu walczących armiach. Znajdziemy tu informacje dotyczące organizacji, wyposażenia i taktyki, z dużym naciskiem na zmiany jakie wprowadził w swojej armii książę Maurycy. Szczegółowe ODB bitwy, włącznie z nazwiskami dowódców kompanii, liczebnością regimentów i oddziałami które z różnych powodów nie wzięły udziału w walkach.

Kolejne części książki to omówienie kampanii 1600 roku, od teoretycznych planów działania do ich zastosowania praktycznego. Autor omawia tam także bitwę pod Mariakerke (Leffingerdijk), po czym przechodzi do tytułowego starcia. Bitwa pod Nieuwpoort opisana jest bardzo dokładnie, od rozmieszczenia oddziałów obydwu armii, przez kolejne fazy starcia, aż po straty poniesione przez zwycięzców i zwyciężonych. Reszta rozdziału to omówienie wydarzeń mających miejsce po bitwie, jak oblężenie Fortu Elżbiety. Krótkie podsumowanie to poglądy autora na samą bitwę jak i jej znaczenie w stosunku do zmian w wojskowości europejskiej. Mamy też tu notkę o tym jak obecnie wygląda pole bitwy, a także wybraną bibliografię. Jak zawsze autor zachęca też do odwiedzenia jego strony www.80yw.org, gdzie publikuje pełną bibliografię, erraty do swoich książek jak i mnóstwo innych ciekawych informacji dotyczących konfliktu.

Jest to bardzo dobrze opracowana i napisana książka, powiedziałbym że to jeden z lepszych Ospreów poświęconych konfliktom XVII-wiecznych. Tak podłoże konfliktu, kampania letnia i tytułowa bitwa są opisane bardzo dokładnie i dużą ilości szczegółów. Ciekawym zabiegiem, do którego jako czytelnik musiałem się jednak nieco przyzwyczaić, jest nazywanie walczących stron Republikanami (armia Zjednoczonych Prowincji) i Rojalistami (Armia Flandrii). Człowiek ma zawsze w głowie, że pod Nieuwpoort walczyli Holendrzy przeciw Hiszpanom, stąd czasami łapałem się na tym, że musiałem przez chwilę zastanawiać się kto jest kto. ODB, mimo że bardzo dokładny, jest także nieco nieczytelny:  co chwila trzeba zerkać na kolejną stronę, żeby sprawdzić co oznacza gwiazdka, krzyżyk czy hash. Szczerze mówiąc było to nieco irytujące, może forma tabelki byłaby jednak nieco czytelniejsza? Można by też nieco podyskutować na temat znaczenia tej bitwy i jego wpływu na przemiany wojskowości europejskiej, brak też jakiegoś omówienia faktu, że zwycięstwo księcia Maurycego praktyczni e rzecz biorąc nie wpłynęło na dalszy przebieg wojny. Są to jednak naprawdę drobne zastrzeżenia, na tle bardzo dobrego opracowania.

Jak to zawsze w przypadku Ospreya bywa, świetnie wygląda oprawa graficzna. Mnóstwo ikonografii z epoki, wizerunki żołnierzy, dowódców i samej bitwy, do tego część z nich to reprodukcje kolorowe. Peter Dennis narysował trzy pełne życia sceny bitewne, także ukazane w kolorze. Matz Elzinga jest z kolei autorem trzech kolorowych rysunków sztandarów użytych w bitwie. Tekstowi towarzyszą także liczne mapy, ukazujące zarówno teatr działań jak i kolejne fazy bitwy.

Końcowa ocena [według rankingu -  trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić  zdecydowanie unikać] to zdecydowane trzeba mieć. Kolejny bardzo dobry Osprey spod pióra Bouko de Groota, w bardzo interesujący sposób przedstawiający zarówno walczące strony jak i przebieg samej bitwy.

poniedziałek, 18 listopada 2019

Kadrinazi radzi i odradza - cz. XXV



Mimo przerwy blogowej obiecałem zamieścić kilka recenzji, pora więc nadrobić zaległości. W dzisiejszym wpisie praca Katarzyny Słodowej Smoleńsk 1609-1611, która ukazała się w tym roku w serii Historyczne Bitwy. Jak to zwykle przy blogowych recenzjach, najpierw przyjrzymy się ogólnej konstrukcji pracy, żeby potem przejść do bardziej szczegółowych komentarzy.

Praca podzielona jest na osiem rozdziałów, te z kolei dzielą się na podrozdziały (od dwóch do sześciu). Pierwszy rozdział to informacje o miejscach działaniach wojennych, ze szczególnym uwzględnieniem Smoleńska i jego fortyfikacji. W kolejnej części możemy się zapoznać z ogólnymi informacjami na temat wojskowości polskiej i moskiewskiej. Rozdział trzeci to geneza wyprawy pod Smoleńsk, włącznie z sejmem z 1609 roku i planem interwencji w Państwie Moskiewskim. Następny rozdział to opis przygotowań do wyprawy wojennej, włącznie z organizacją i liczebnością armii królewskiej. Rozdział piąty to omówienie trasy jaką przebyły oddziały Zygmunta III w drodze pod Smoleńsk. Kolejna część to przybliżenie pozostałych działań wojennych w tym okresie, walk pod Białą, Carowym Zajmiszczem, bitwą pod Kłuszynem i wkroczeniem wojsk Żółkiewskiego do Moskwy. Rozdział siódmy, najobszerniejszy ze wszystkich, omawia oblężenie Smoleńska, szturmy i działania oblężnicze, a także kapitulację miasta. W ostatnim rozdziale czytelnik może się zapoznać z informacjami w jaki sposób Zygmunt III ‘rozreklamował’ swój tryumf.

Opisana powyżej struktura pracy jest bardzo przejrzysta, co ułatwia lekturę i pozwala z dużą łatwością śledzić przebieg wydarzeń. Bardzo dokładnie opisane zostały fortyfikacje i siły obrońców Smoleńska, włącznie z  rozmieszczeniem artylerii w basztach. Także siły oblegających są opisane z dużą dbałością o szczegóły, autorka posługuje się bowiem informacjami z popisów wydanych w 1898 roku przez Wierzbowskiego. Bardzo przydatne są cztery mapy, zwłaszcza dwie ukazujące fortyfikacje Smoleńska i miejsca szturmów, czytając o kolejnych atakach możemy bowiem szybko sprawdzić mapę i sprawdzić skąd i gdzie szturmowano.  Bardzo interesujący jest ostatni rozdział, z którego możemy się dowiedzieć o wierszach, drukach ulotnych i medalach sławiących zdobycie Smoleńska.

Niestety sporo jest w tej pracy błędów, przede wszystkim dotyczących kwestii militarnych. Wydaje się, że tak autorka jak i redaktorzy pracy niezbyt ‘czuli się’ w tym temacie, stąd pewne niedociągnięcia. Pozwolę sobie wynotować kilka przykładów. Nagminne używanie określeń autorament narodowy i cudzoziemski, mimo że te weszły w życie dopiero w okresie reform Władysława IV.  Potraktowanie rot i chorągwi jako dwóch różnych typów jednostek. W opisie uzbrojenia husarii brak szabli, za to znajdziemy tu tarczę. Obok husarii mamy pancernych, co jest ewidentnym błędem; pojawią się też lekkozbrojni, mimo że w tym czasie nie była to wyodrębniona formacja; mamy za to ‘Kozaków polskich’ czyli jazdę kozacką, określenie o ‘Kozakach polskich’ może być raczej mylące dla tych spośród czytelników, którzy mają słabe pojęcie o wojskowości epoki.  Jako oddziały jazdy cudzoziemskiej w armii polskiej mamy arkebuzerów i rajtarów, jeżeli ci pierwsi mieli być arkabuzerami to przypominam – w tym okresie nie była to jazda cudzoziemska. Mamy tu obszerny akapit o dragonach, do tego w koletach które miały sięgać przed kolana – a w tym okresie dragonii w armii polskiej jeszcze nie było, a nawet gdy już się pojawiła (po 1617 roku) to takich koletów na wyposażeniu mieć nie mogła. Z kolei w przypadku armii moskiewskiej autorka wspomina o trzech do siedmiu pułkach, po czym w tekście wymienia tylko sześć. Nie bardzo też rozumiem, czemu autorka używa czasami w tekście określenia ‘wojsko ruskie’ zamiast moskiewskie czy carskie?

Bogata bibliografia składa się z wielu źródeł archiwalnych, drukowanych oraz opracowań. Jak już pisałem, szczególnie cieszy obecność źródeł i opracowań w języku rosyjskim. Tu jeden niezbyt miły zgrzyt: autorka podaje bowiem wśród źródeł drukowanych Pamiętniki obrony Smoleńska (1609-1611), wydane w Moskwie w 1912, zredagowane przez J.W.Gote. Przyznam szczerze, że sporo się naszukałem, próbując zlokalizować to źródło. Okazuje się że redaktor to Jurij Gauthier, zbiór jest 6 tomem w serii Смутное время Московского государства. 1604-1613 гг., a jego właściwy tytuł to  Памятники обороны Смоленска. (1609-1611 гг.). Forma zapisu zastosowana przez autorkę jest więc bardzo myląca i utrudnia czytelnikom znalezienie cytowanego źródła. Wśród opracowań dziwi też brak nowych opracowań dotyczących bitwy pod Kłuszynem – książki Radosława Sikory, artykułów Przemysława Gawrona i Andrzeja Grzegorza Przepiórki – co wpływa na sposób opisania tego starcia w książce, zwłaszcza co do liczebności walczących armii.

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to jak dla mnie można mieć. Z jeden strony mamy tu bowiem sporo ciekawych informacji dotyczących oblężenia, z drugiej zaś sporo błędów czy niedopatrzeń, które nieco psują przyjemność z lektury. Jeżeli jednak ktoś jest zainteresowany okresem Wielkiej Smuty czy też panowania Zygmunta III to chyba warto dodać ten tomik do swojej kolekcji.


piątek, 1 listopada 2019

Świat polskich Wazów. Przestrzeń – ludzie – sztuka



I znów: jak tu nie napisać notki na blog, jeżeli okazja taka ważna? W dniach 6 listopada 2019 – 14 stycznia 2020 w Galerii Wystaw Czasowych Zamku Królewskiego w Warszawie będzie miała miejsce niesamowita wystawa Świat polskich Wazów. Przestrzeń – ludzie – sztuka. Będzie tam można obejrzeć wiele wspaniałych artefaktów z epoki, nie tylko ze zbiorów Zamku ale i z kolekcji spoza granic naszego kraju. Malowidła, druki czy broń – rzeczy naprawdę godne obejrzenia. Perełka to oczywiście obraz ‘Bitwa pod Kircholmem’ Snayersa, toż to po prostu grzech tego nie zobaczyć. Nie ukrywam, że planuję przylecieć do Warszawy na kilka dni, żeby zajrzeć do Zamku i (oczywiście z opadem szczęki) pooglądać artefakty na tej wystawie. Opis wystawy na stronie Zamku. Powyżej widzimy zdjęcie okładki katalogu wystawy, poniżej zbioru esejów związanego z tą wystawą, muszę zrobić miejsce w bagażu powrotnym…





poniedziałek, 28 października 2019

Ceny w XVI i XVII wieku (zbiór książek)


Co prawda blog póki co wygaszony i nowych wpisów praktycznie brak, chciałem zamieścić zbiór kilku linków do przedwojennych prac o cenach w różnych miastach Rzplitej. Akurat dzisiaj siedzę nad nimi i wynotowuję różne przydatne info, może więc i ktoś inny skorzysta. Jeżeli znajdę kolejne prace tego typu to nie omieszkam uzupełnić niniejszy spis. Póki co:
- Edward Tomaszewski. Ceny w Krakowie 1601-1795
- Władysław Adamczyk, Ceny w Warszawie w XVI i XVII wieku
- Władysław Adamczyk, Ceny w Lublinie w XVI i XVII wieku
- Stanisław Hoszowski, Ceny we Lwowie w XVI XVII wieku


niedziela, 15 września 2019

Nabity na pikę – sprostowanie



We wczorajszej recenzji wspomniałem, że zamierzam napisać sprostowanie do owej nieszczęsnej hipotezy o pikinierach w armii Koniecpolskiego w 1628 roku.  W poprzednich wpisach – z 2010 i 2012 roku – popełniłem jednak, jak się okazuje, błąd w interpretacji źródeł, który teraz chciałbym naprawić, jednocześnie przepraszając wszystkich zainteresowanych.
Analizując po raz kolejny list Szwabego do hetmana Koniecpolskiego, datowany w Ostrowiu, dnia 16 października 1628 roku, widzę już gdzie popełniłem błąd interpretacyjny. Muszkieterzy i spiśnicy (pikinierzy) którzy bronili Iławy przed Szwedami, nie byli bowiem żołnierzami polskimi, a ich kapitan Jakub Morszen to nie Szkot Jakub Murray. Chodzi tu bowiem o kompanię kapitana Jakoba Morssa z regimentu pułkownika Hilebrada von Krachta. Była to część posiłkowego „korpusu” brandenburskiego, który elektor wprowadził pod koniec 1626 roku do Prus. Zupełnie nie rozumiem, jak mogłem zignorować fakt, że Szwaba określa tych knechtów jako piechotę Xiążęcia Jego Mości, czyli Jerzego Wilhelma (jako księcia pruskiego). Mam wciąż jednak nadzieję, że kiedyś uda się znaleźć jakieś informacje dotyczące pikinierów w jednostkach na służbie polskiej w latach 1626-1629. Obydwa stare wpisy zostały teraz uzupełnione o link do tego sprostowania.



sobota, 14 września 2019

Kadrinazi radzi i odradza - cz. XXIV



Mimo czasowego zawieszenia prac na blogu wspomniałem, że od czasu do czasu pojawi się tu jednak jakaś recenzja. Okazja jak trzeba, bo w końcu wpadła mi w ręce nowa, bo pochodząca z tego roku, praca Mariana Huflejta Bitwa pod Oliwą 1627, fakty i mity. Wojna o ujście Wisły 1626-1629 to zdecydowanie mój ulubiony konflikt XVII-wieczny, nic więc dziwnego że byłem bardzo zainteresowany zapoznaniem się z tą pracą. Oczywiście spec od marynistyki ze mnie żaden, ale po zapoznaniu się z bardzo pozytywną recenzją autorstwa niekwestionowanego autorytetu – p. Krzysztofa Gerlacha – wiedziałem że praca p. Huflejta musi trafić do mojej biblioteki.
Jak to zwykle w przypadku recenzji blogowych, pokrótce omówimy strukturę pracy a potem przejdziemy do dodatkowych komentarzy. 

Książka podzielona jest na cztery rozdziały i jeden aneks. W rozdziale pierwszym zapoznamy się z przebiegiem tytułowego starcia, gdzie narracja autora pracy przeplata się z rozlicznymi cytatami z zeznań uczestników bitwy – to przetłumaczone z języka niemieckiego fragmenty przesłuchań marynarzy floty królewskiej z Diariusza Królewskiej Komisji Okrętowej. Każda kolejna faza starcia jest obficie okraszona diagramami ukazującymi manewry i pozycje walczących okrętów. Rozdział drugi to dziesięć pytań (oczywiście z odpowiedziami) dotyczącymi różnych aspektów starcia – od broni używanej przez szwedzkiego admirała, przez bardzo ważny wątek ”polskości” floty  Zygmunta III po problemy w przyjętych w historiografii polskich nazwach okrętów czy nazwisk oficerów.W rozdziale trzecim zapoznamy się z nietypowym wątkiem, czyli aresztem pokładowym w galionie okrętowym,  a także bardzo ciekawego propagandowego wydźwięku dwóch rzeźb przedstawiających Polaków na słynnym okręcie Vasa. Czwarty, bardzo obszerny rozdział dotyczy zagadnienia bander króla Zygmunta III, mitów i błędów z tym związanych. Aneks to lista urzędników i członków załóg floty królewskiej, oparta o Diariusz.

Ogromny plus książki to użycie dużych fragmentów przetłumaczonego Diariusza. Dzięki temu czytelnik znajdzie tu wiele nowych, do tej pory nieznanych czy słabo opisanych aspektów bitwy – jak nowy poziom niekompetencji kapitana Murraya. Pozwala to na wręcz drobiazgową analizę starcia, mamy okazję prześledzić rozwój wypadku i to w perspektywie samych uczestników. W pracy tej znajdziemy wiele polemik z dotychczas przyjętymi ustaleniami dotyczącymi zarówno tytułowej bitwy jak i floty królewskiej. Osobiście bardzo zainteresował mnie fragment dotyczący narodowościowego składu floty i sposób w jaki  autor analizuje cytaty do tej pory używane w historiografii na dowód ‘polskiego’ pochodzenia wielu marynarzy. Wiele miejsca poświęcono kwestii tłumaczenia niemieckich nazw okrętów na język polski , przy okazji autor wsparł swoje rozważania sporą dawką ikonografii. Miłośnicy weksylologii będą z kolei bardzo zadowoleni z rozważań na tematy bander polskich, gdzie po raz kolejny autor polemizuje z wieloma utartymi do tej pory ustaleniami.  

Kilka drobnych uwag, które rzuciły mi się w oczy w czasie lektury, oczywiście jako szczur lądowy zwróciłem uwagę na aspekty najlepiej mi znane. Autor nazywa (zarówno w tekście jak i bibliografii) uczestnika niderlandzkiego poselstwa Abrahamem Bootem, podczas gdy wszystkie prace tego podróżnika podpisane są Booth. Brakuje mi odniesień do Diariusza albo summy spraw… gdzie znajdujemy przecież interesującą (acz nieco mylącą) notkę dotycząca bitwy pod Oliwą. Jest mi niezwykle miło, że autor powołuje się w kilku miejscach na mój blog, nie sądzę jednak by informacje dotyczące uzbrojenia rot piechoty cudzoziemskiej w Inflantach w 1601 roku można użyć jako dowód na podobne wyposażenie oddziałów  w Prusach w 1627 roku. Zaczynam tez mieć poważne wątpliwości, czy moja hipoteza dotycząca polskich muszkieterów i pikinierów broniących Iławy w 1628 roku jest właściwa -  w świetle moich najnowszych ustaleń (o których jeszcze nie wspominałem na blogu – nie omieszkam jednak zamieścić wkrótce sprostowania) garnizon należał do wojsk brandenburskich/pruskich, a kapitan Jakub Morszen to brandenburski Jacob Morss z regimentu Hilebrada von Krachta. Z tego miejsca muszę więc przeprosić zarówno p. Huflejta jak i wszystkich zainteresowanych za wprowadzenie w błąd. Cóż, rzeczą badacza jest mylić się, ale i naprawiać własne błędy. Można też dyskutować, że to ‘głównie etniczni Niemcy’ wchodzili w skład zaciężnej piechoty służącej na okrętach: rota Astona była szkocko—angielska, sam Aston był Anglikiem, Murray Szkotem, du Plessis Francuzem a Appelman Holendrem. Nie znamy niestety struktury narodowościowej ich oddziałów. Przy informacji o piechocie walczącej pod Oliwą brakuje też zaskakująco wzmianki o oddziałach Ernesta Fittinghofa i Balthasara Rotsteina – trochę dziwi to przeoczenie. Z kolei rzecz która rzuciła mi się w oczy w czasie lektury i która bardzo szybko stała się dość męcząca – każdy okręt królewski jest w tekście opisany każdorazowo pod oryginalną niemiecką nazwą, wraz z najczęściej przyjętą polską nazwą w nawiasie.  Sądzę że wystarczyło zastosować taki zapis tylko na początku, przy wymienieniu wszystkich okrętów, a potem stosować już tylko i wyłącznie nazwy niemieckie. Są to jednak naprawdę mało istotne szczegóły, które nie rzutują na odbiór książki.

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać]  to zdecydowanie trzeba mieć. Tryumf królewskiej floty pod Oliwą jest ukazany tu w nowym świetle, autorowi udało się zwalczyć wiele mitów związanych tak ze starciem jak i flotą Zygmunta III. Książka naprawdę przydatna i wręcz niezbędna dla zainteresowanych konfliktami polsko-szwedzkimi. Bardzo się cieszę że tak dobrze opracowana pozycja trafiła na rynek wydawniczy, mam nadzieję że zdobędzie ona uznanie w gronie zainteresowanych epoką.


poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Blogowa przerwa 2019



W blisko dziesięcioletniej historii tego bloga miałem już kilka dłuższych przerw. Przyczyn były różne – od problemów zdrowotnych po zwykłe „zmęczenie materii” – zawsze jednak udawało się pozbierać do kupy i wrócić do pisania. Przyszła pora ogłosić kolejną taką przerwą, tym razem dość konkretną, bo do końca tego roku. Główne przyczyny są dwie.  Z jednej strony znów daje o sobie znów znać „zmęczenie materii”, kilka razy złapałem się ostatnio na tym, że przygotowałem wpis o czymś co już mam na blogu – jak widać sam już nie do końca pamiętam co przez te wszystkie lata zamieściłem. Z drugiej strony mam kilka projektów pochłaniających dużo czasu nad klawiaturą, nad którymi muszę się skoncentrować w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Nie chce zdradzać czego dotyczą, bo poprzednie przechwałki dotyczące ambitnych planów zawsze kończyły się niepowodzeniem, lądowały w szufladach i nic z nich nie wychodziło – odrobiłem pracę domową i tym razem będę się chwalił dopiero jak już będzie czym…

Przerwa będzie miała jednak nieco inną formę, bo mam od pewnego czasu dość dobrze działającą stronę na FB, a wiadomo jak takie strony szybko znikają z horyzontu jeżeli nic się tam nie dzieje:

- na blogu praktycznie nie będzie nowych wpisów, od czasu do czasu może się jednak pojawić jakaś recenzja czy ogłoszenie (zwłaszcza jeżeli któryś z projektów w które jestem w ten czy inny sposób zaangażowany ujrzy światło dzienne)

- na FB bardzo ograniczę liczbę ‘albumów’ z obrazami/ikonografią które tak lubię tam zamieszczać. Poszukiwanie i przygotowanie takich materiałów jest dość praco- i czasochłonne, stąd nowości będzie o wiele mniej

- wciąż na FB będą się zmieniały zdjęcia w tzw. ‘cover picture’, bo to zawsze generuje ruch na stronie, a przy okazji pozwala mi zamieszczać sporo ciekawych materiałów

- od czasu do czasu będą zapewne pojawiały się na FB jakieś nowinki, typu ‘ech, Kadrinazi znowu się chwali nową książką’. Jak się uda, będę też tam uchylał rąbka tajemnicy dotyczącej owych ‘projektów’

- wciąż można się ze mną kontaktować przez prywatne wiadomości na blogowym FB, skrzynka będzie monitorowana

Pozdrawiam,
Michał ‘Kadrinazi’ Paradowski

niedziela, 11 sierpnia 2019

Milagro de Joannes



Cud pod Empel to epizod z Wojny Osiemdziesięcioletniej, wydaje się jednak że wieści o tym wydarzeniu były znane i w Polsce. Oto bowiem blisko sto lat później po bitwie pod Empel, kiedy to armia Jana III Sobieskiego maszerowała na Wiedeń, miał miejsce praktycznie identyczny przypadek, także dotyczący obrazu przedstawiającego Marię Matkę Niepokalanego Poczęcia. Oddajmy zresztą głos naocznemu świadkowi, Mikołajowi Dyakowskiemu:




środa, 7 sierpnia 2019

Z gdańskiej księgi horroru – odsłona piąta



Teraz to dopiero powieje grozą, Charles Ogier przytoczy bowiem straszliwą historię sekty magów, która onegdaj terroryzowała wioski między Elblągiem a Gdańskiem. Oczywiście musi to być powiastka prawdziwa, wszak opowiadał to Francuzowi poważny mieszczanin gdański, człek bystry i wnikliwy.
Dodał przy tym, że on i jego sąsiedzi, którzy pod Elblągiem mieli pewne posiadłości, domy i grunty wiejskie,  zaznali wielu szkód od czarowników. Uśmiercili oni przeszło 4 tysiące krów i wołów, i to nie trucizną, żelazem czy innymi wynalazkami człowieka, lecz diabelskimi czarami, także że bydło to, całkiem przedtem zdrowie i silne, w jednej chwili popadało. Kiedy zaś rozpłatano ciała tych zwierząt, nie znaleziono w nich ani jednej całej lub nie pokruszonej kości. Co dziwniejsze i sprzeciwiające się naturalnemu porządkowi rzeczy, kości te były popękane wzdłuż, a nie złamane w taki sposób, jak łamie się kij czy kość. Ciągnęły się w tych wsiach podobne zbrodnie bez mała lat trzydzieści[1], aż wreszcie siedmiu czarowników zapłaciło za to głową. Przyznali się wobec sędziów, że to demony przywiodły ich do takich złych czynów, i że to demony przymuszały ich, by tę lub inną zbrodnię popełnili. Jeżeli zaś czasami nie odważyli się ich dokonywać na swoich sąsiadach – z lęku przed narażeniem się na podejrzenia lub zarzuty – to niejednokrotnie nakazywali złym duchom własne bydło wytracać, gdyż w przeciwnym razie sprowadzały na nich przeróżne udręki.
Z dalszej rozmowy Ogier dowiedział się, że większa część sekty czarowników składała się z luteranów, którzy się tych sztuczek wyuczyli od dwóch anabaptystów przybyłych z Holandii. Jak widać mieliśmy własne Salem, ciekawe czy są ślady źródłowe owych procesów ‘magicznej siódemki’?




[1] Ogier spisywał to w 1636 roku, więc zapewne chodzi o okres od początku XVII wieku.

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Misiurki u pasa zawieszone




W dzisiejszym wpisie pochodzący z Reformacyi obyczajów Szymona Starowolskiego  przytyk w stronę magnatów i szlachty, dotyczący nadmiernej ‘militaryzacji’ ich służby. Interesująca jest zwłaszcza notka dotycząca anonimowego magnata, który po 1621 roku przybył ze swoimi przybocznymi do Warszawy –ciekawe kogo Starowolski miał na myśli?





sobota, 3 sierpnia 2019

Barwa gwardii JKM – cz. XIV



Osiem lat temu zamieściłem na blogu notkę dotyczącą oddziałów saskich towarzyszących Augustowi II w jego wjeździe do Warszawy w styczniu 1698 roku. Tym razem cofamy się do lata 1697 roku, kiedy to król elekt bawił w  Krakowie. Oczywiście nie mogło tam zabraknąć jego saskich gwardzistów, których tak miał opisać naoczny świadek:
Przyszły z królem JMścią trzy tysiące Rajtaryi wybornej, dwa tysiące piechoty i przy niej 20 dział polnych. Rajtarya na koniach bardzo dobrych, każdy może być płacony tysiącem złotych.
Mamy też nieco dokładniejszą informację, dotyczącą prawdopodobnie drabantów, którzy w pewnym momencie towarzyszyli królowi w drodze do kościoła św. Bernardyna na Stradomiu:
Rajtaryi kornet w karmazynowych płaszczach ze szpadami, drugi zaś w łosich skórach [koletach] na których zbroje mieli,  z karabinami jechali.