niedziela, 31 stycznia 2016

Lemoniada i sorbet


Dziś piękna anegdotka z 1647 roku. Kardynał Mazarin wysłał wtedy marszałka Ludwika Burbona, znanego lepiej jako Kondeusz[1] do Katalonii. Miał on tam – na czele francusko-katalońskiej armii – zająć się oblężeniem Lleidy, na której zęby połamało sobie już kilku francuskich generałów. Impreza nie zakończyła się jednak sukcesem i Kondeusz jak niepyszny powrócił po pewnym czasie do Francji. Obroną Lleidy dowodził don Gregorio Bito, kurtuazyjny w mowie i bezwzględny w czynach. „Umilał” on czas oblegającym, często wyprowadzając z twierdzy wycieczki i nękając ich ostrzałem. Prowadził jednocześnie bardzo sympatyczną korespondencję z Kondeuszem, komplementując go ile wlezie. I tu dochodzimy do anegdotycznej sytuacji, do której doszło w  czasie jednego z „gorętszych” dni oblężenia, gdy francuski książę – jak zwykle zresztą – nie oszczędzał się i był często widoczny wśród żołnierzy pierwszej linii. Hiszpan wysłał mianowicie do francuskiego obozu dwóch czarnoskórych paziów, którzy przynieśli podarunek dla Kondeusza. Brito nakazał im oto dostarczyć lemoniadę i sorbet, by Francus mógł się odświeżyć po męczącym dniu. Urocze, prawda?



[1] A nawet Wielki Kondeusz. 

4 komentarze:

  1. Trolowanie zanim to było modne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mógłbyś zdradzić źródło tej anegdoty? Właśnie szykuję sorbet ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka o Kondeuszu, wydana właśnie przez NapoleonaV ;)

    OdpowiedzUsuń