wtorek, 10 marca 2015

Potępieńcy, świnie niemiecki


Nasz dobry blogowy znajomy - Silahdar Mehmed aga z Fyndykły – opowie dzisiaj jak to waleczne wojsko Kara Mustafy zdobyło w sierpniu 1682 roku zamek Filek (Fiilek, Filakovo)[1]. Piękne tłumaczenie oczywiście Zygmunta Abrahamowicza. Opis przepiękny, pełen wychwalania pod niebiosa wojowników tureckich, a jednocześnie lżenia żołnierzy cesarskich. Co prawda kronikarz „zapomniał” wspomnieć, że krwawy szturm zamku kosztować miał Turków blisko 3000 zabitych, jednak w jego relacji liczyło się tylko, że lwy krew pijące odniosły zwycięstwo.  
Maszerując potem od obozowiska do obozowiska spoczął on we czwartek dnia dwudziestego trzeciego wspomnianego miesiąca a w pobliżu zamku Fulek — istnego „nieba" nieprzyjaciół.
Pasza[2] obejrzał go sobie uważnym okiem od dołu do góry. Zamek wewnętrzny przedstawiał fortecę potrójną lub może poczwórną, położoną na wysokim wzgórzu z litej opoki i sięgającą szczytami aż [gwiazdy] Capelli, otoczoną licznymi wieżami tudzież wzniesionymi jedna obok drugiej basztami i fortami, pod nim zaś widniał zamek dolny. Po zdobyciu Ujvaru [przez muzułmanów] przeklęci potępieńcy z wielkiego strachu obwarowali murem na znacznej przestrzeni także tamtejsze podgrodzie oraz umocnili je z czterech stron murowanymi wieżami strzegącymi jedna drugiej i tworzącymi figurę nożyc, a wykopawszy wokół niego szeroką i głęboką fosę napełnili ją wodą, tedy była to forteca ogromnie warowna. Leżała ona w pobliskim sąsiedztwie strzeżonych przez [Ałłaha] państw chudawendigiara i przez krótki też czas pozostawała w ręku muzułmanów. Zbójeccy giaurzy, którzy w liczbie około trzech tysięcy zamknęli się teraz w jej wnętrzu, w winiarnie poprzemieniali owe święte dżamije, gdzie przez wiele miesięcy i lat głoszono jedność Przewspaniałego, bito [Mu] pokłony i przed mihrabami zanoszono błagania. We wszystkich zamkach na strzeżonej [przez Ałłaha] granicy wyczyniali szkody, spustoszenia i okrucieństwa, a ten zamek — jak powszechnie było wiadomo — napełnili jeńcami muzułmańskimi i stali się wrzodem na ciele mieszkańców muzułmańskiego pogranicza. Zostawić w spokoju taki sławny zamek — legowisko Niemców, siedlisko zbójców — i odejść od niego nie wydawało się rzeczą zgodną z gorliwością w wierze. Pasza, ufny w łaskę Jedynego i w cuda Pana Dobrotliwego, powziął zatem od razu serdeczne postanowienie, że zdobędzie przede wszystkim podgrodzie.
Dzięki błogosławieństwom płynącym z żarliwych modłów rycerskiego padyszacha-gaziego jegomości otoczono ten słynny zamek sposobem poprzednim z czterech stron, tak jak się to robi na polowaniu, i przez osiem dób bez przerwy, w dzień i w nocy, toczono ze wszystkich stron walkę przy pomocy miotających pioruny armat, wziętych od tych, którzy się poddali, lub zdobytych, tudzież rusznic, bomb oraz kamieni. W zwalonych wieżach, basztach i fortach, z których przeklęci potępieńcy prowadzili walkę przy użyciu dział i rusznic, potworzyły się pęknięcia, zaś wiele ich armat uległo zniszczeniu albo zostało przesuniętych na inne stanowiska. Kiedy zaś okopy doszły aż do fosy, zapełniono ją pniami drzew, chrustem i torbami pełnymi kamieni, dzięki czemu w dwóch miejscach można było uderzyć bezpośrednio na zamek. Gazijowie muzułmańscy, lwy krew pijące, poczynili sobie w owych pęknięciach wyłomy, w wielu miejscach przystawili drabiny i ze zwycięskim okrzykiem: „Nie ma pomocy, jak tylko od Ałłaha!" runęli na podgrodzie oraz szczęśliwie wdarli się do jego wnętrza. Skazani na piekło giaurzy, którzy odważyli się stawiać opór, zostali oddani na pastwę szabel, ci zaś piekielnicy, którzy zbiegli się do kościołów, zostali podpaleni i zniszczeni ogniem, więc owo podgrodzie w jednej chwili i w jednej godzinie zostało zdobyte [i] opanowane.
Ci spośród potępieńców, świń niemieckich, którzy ocaleli od szabel, umknęli wówczas do zamku wewnętrznego, gdzie czuli się bezpiecznie, i zamknęli się w nim. Owa zgraja bezbożnych kalek nie wyciągnęła żadnego morału z tych cięgów, lecz w całkowitym zaślepieniu i pysze podjęła walkę taką samą jak poprzednio. Ze zdobytego podgrodzia poprowadzono więc, tak jak przedtem, okopy, a w odpowiednich miejscach ustawiono działa, po czym przez siedem dni i siedem nocy, bez snu i odpoczynku, nieustannie i z zaciekłością oraz wielką walecznością bito z nich w zamek wewnętrzny. W końcu więc powiał w stronę muzułmanów wietrzyk triumfu i zwycięstwa, a do uszu wiernych doniosła się dobra wiadomość, która się wyraża świętymi słowami: „Oto wojsko nasze wywalczy dla nich zwycięstwo!" Oblężeni wielobożcy, których miejsce jest w gehennie, wyczerpani i do cna zmorzeni walką, nie widząc żadnego wyjścia, a pragnąc ocalić swe głowy i dusze, we czwartek, dnia ósmego świętego miesiąca ramazana a, poprosili o przebaczenie i zmiłowanie, a wywiesiwszy chorągiew na znak kapitulacji, poddali swój zamek. Zaraz też, tejże samej godziny, wyszli stamtąd i całkowicie złamani, zdjęci lękiem o swoje dusze, puścili się w drogę powrotną do swojego nieszczęsnego kraju.
Około stu dziesięciu jeńców muzułmańskich, których znaleziono uwięzionych w zamku, obdarzono wolnością. Wewnętrzną i zewnętrzną partię zamku zrównano z ziemią, domy popalono, a następnie w triumfie i zwycięstwie wycofano się stamtąd.



[1] Sama miejscowość kilkakrotnie przechodziła z rąk do rąk. W 1553 roku zdobyli ją Turcy, a w 1593 roku odbili Austriacy. Żołnierze sułtana powtórnie zdobyli Filek  w 1662 roku, a na stałe wróciło do Cesarstwa dopiero w 1686 roku.
[2] Ibrahim pasza, dowodzący korpusem tureckim wspierającym w 1682 roku operacje powstańców węgierskich. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz