piątek, 2 kwietnia 2010

Grać w kostki o śmierć...

Tytuł mógłby wskazywać na to, że będę pisał coś o wargamingu - nic bardziej mylnego. Temat będzie nader poważny, zajmiemy się bowiem kilkoma siedemnastowiecznymi przypadkami kary śmierci, na którą skazano żołnierzy w armiach RON. Dyscyplina w armiach koronnej czy litewskiej to rzecz dyskusyjna i można by o niej napisać obszerne tomy, pamiętajmy jednak, że istniały regulacje jak artykuły hetmańskie, które jasno wskazywały, za jakie przewiny żołnierz (nawet szlachcic-towarzysz) może podlegać karze śmierci. W artykułach hetmana Jana Karola Chodkiewicza czytamy na przykład, o karze za pojedynkowanie się – ‘Ktoby się ważył kogo powabić, gardłem ma być karan’. Jak to jednak wyglądało w praktyce? Za co i w jakich okolicznościach skazywano żołnierzy na karę śmierci? A co najważniejsze – czy wyrok wykonano? Poniżej kilka przykładów…

Rotmistrz chorągwi rajtarskiej Jan Szwarchoff został w październiku 1621 roku skazany ‘na gardło’ za poddanie, wbrew rozkazom hetmana Krzysztofa II Radziwiłła, inflanckiej twierdzy Dynemundu (Dyamentu). Hetmana musiał niezwykle rozeźlić fakt, że twierdza poddała się bez walki – Szwedzi pozwolili także obrońcom na przejście do obozu litewskiego. Gniew Radziwiłła musiał jednak szybko minąć (miał wszak poważniejsze problemy na głowie), wyroku bowiem nie wykonano.

Piotr Jakuszewski, rotmistrz i dowódca pułku ‘lisowczyków’ w armii litewskiej, został za ‘niesubordynacje’ (a i za grabieże będące dziełem podległych mu żołnierzy) skazany 13 marca 1622 roku na karę śmierci przez ścięcie. Wyrok wykonano 17 marca 1622 roku w obozie wojsk hetmana Radziwiłła.

Rotmistrz chorągwi piechoty polskiej Florian Stocki, służący pod komendą hetmana Radziwiłła od grudnia 1621 roku w toku kampanii mitawskiej (czyli w roku 1622 – nie udało mi się ustalić dokładnej daty) został skazany ‘na gardło za pewne ekcesa’. Nie wiem cóż takiego wyrabiał ów rotmistrz, jednakże musiała to być sprawa poważna, gdyż wyrok wykonano, a rotę po Stockim objął Dawid Steckiewicz i służył do końca kampanii 1622 roku.

Kolejna sytuacja jest wręcz tragikomiczna. W czasie litewsko-szwedzkiego zawieszenia broni pod Mitawą w lipcu 1622 roku, nieoczekiwany przypadek przerwał negocjacje. Pijany rotmistrz chorągwi kozackiej Krzysztof Kleczkowski ‘w kilkanaście koni (…) nie słuchając nikogo, napadł na obóz szwedzki, trwogę wielką i strzelanie w obu obozach uczynił, sam ledwie uszedł’. Oburzeni Szwedzi pisali do hetmana Radziwiłła ‘o sprawiedliwość, bo kiedyby to kto u nich uczynił, tedyby wszystkę chorągiew dali wywieszać’. Radziwiłł w odpowiedzi odpisał, że ‘swawolę karać musi’ i lubiący wyskokowe trunki rotmistrz został skazany 27 lipca, za ‘złamanie kwartyru’, na karę śmierci. Wyroku jednak nie wykonano - Kleczkowski walczy bowiem w 1625 roku znów pod komendą hetmana przeciw Szwedom.

Latem 1627 roku w obozie armii koronnej walczącej ze Szwedami w Prusach doszło do pojedynku dwóch oficerów dragonii – kapitan Ratke zabił zasłużonego w bitwie pod Czarnem (Hammersteinem) kapitana Owena. Na kole generalnym wojska skazano Ratkego na karę śmierci (wszak pojedynki były karane ‘gardłem’) jednak kilka dni później ‘wyproszono Ratkiego od śmierci’. Zapewne hetman Koniecpolski nie chciał tracić kolejnego oficera.

Rok później, w październiku 1628 roku, kolejny kapitan (dragonii lub piechoty cudzoziemskiej) nie miał tyle szczęścia. Francuz Le Montagne, za poddanie Szwedom Brodnicy i zniweczenie planów hetmańskich, został po powrocie do obozu polskiego ‘według słuszności karany’ na karę śmierci przez ścięcie. Wyrok wykonano, o czym dowiedzieli się nawet Szwedzi, którzy uprzednio zezwolili Francuzowi na honorowe wyjście ze zdobytej Brodnicy.

Wracamy do armii litewskiej, tym razem rok 1649 i kampania przeciw Kozakom. Przy opieszałym zwijaniu obozu, hetman Janusz Radziwiłł wysłał swoich piechurów, by ‘zachęcili’ kawalerię do wymarszu. ‘Rozkazał piechocie swej, aby szałasy wszystkie rozrzucała’. Jeden z towarzyszy husarskiej chorągwi Jerzego Karola Hlebowicza, nazwiskiem Porembski, dopadł jednego z piechurów i ‘obuchem szkodliwie w łeb zranił’. Mimo wstawiennictwa starszyzny wojskowej hetman, zwolennik ostrej dyscypliny w podległych mu oddziałach, skazał Porembskiego na karę śmierci. Radziwiłł udzielił towarzyszowi amnestii dopiero gdy za ocaleniem husarza opowiedział się ogół wojska.

Hetman Janusz Radziwiłł do pobłażliwych na pewno nie należał. Podczas krwawego oblężenia Mohylewa w 1655 roku jeden z ataków wojsk litewskich i wspierających ich oddziałów koronnych (dnia 23 lipca) załamał się, w dużej mierze na skutek ucieczki części oddziałów, przede wszystkim regimentu gwardii pieszej JKM. Radziwiłł musiał wpaść w furię na taki wynik walki, gdyż niedługo po niepowiedzeniu ataku miała napisać do króla Jana Kazimierza ‘jutro egzekucje sześciu, albo ośmiu oficerów będzie i żołdacy z tych kompanii grać [będą – dopisek Konrada Bobiatyńskiego, w którego artykule znalazłem ten przykład] w kostki o śmierć’. Czy i ile wyroków śmierci wykonano nie wiemy, jednak nie można wykluczyć, że przynajmniej kilku żołnierzy padło ofiarą gniewu hetmana.

Ostatni przykład to okres późniejszy, ale i sprawa poważniejsza i dotycząca większej liczby żołnierzy. W połowie sierpnia 1663 roku w armii koronnej mającej walczyć z Moskalami doszło do buntu w jednostkach autoramentu cudzoziemskiego. Pod Mikulańcami jako pierwszy zbuntował się regiment dragoński Stefana Czarnieckiego, do buntu dołączyła stopniowo część regimentów pieszych i dragońskich, a nawet regiment rajtarii JKM. Bunt został brutalnie stłumiony – 80 przywódców (tak oficerów jak i podoficerów i żołnierzy) uwięziono, torturowano po czym powieszono. Bunt został co prawda zdławiony, ale morale armii (już wcześniej dosyć niskie) podupadło jeszcze bardziej, nasiliły się także dezercje w oddziałach autoramentu cudzoziemskiego.

To oczywiście tylko garść przykładów, pokazuje jednak pewne spektrum przewinień za które karano ‘gardłem’.

1 komentarz:

  1. Piękny wpis Michale. Trzeba było tylko jako ilustrację dać ten obrazek Callota:
    http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/f/fe/The_Hanging_by_Jacques_Callot.jpg
    Pod drzewem, na bębnie grają w kostki o życie właśnie. No ale może kiedyś napiszesz drugą część :)

    OdpowiedzUsuń