środa, 25 maja 2011

Piłeś - nie podsłuchuj

Zacytowałem kiedyś fragment listu hrabiego d’Avuax, który opisywał starcie do jakiego doszło w czasie negocjacji polsko-szwedzkich w 1635 roku:
Właśnie znalazłem tego wydarzenia u Albrychta Stanisława Radziwiłła, co też tytułem uzupełnienia zamieszczam. Zgrabnie wyjaśni nam to, jak doszło do niecodziennej potyczki.
Trafiło się dnia jednego, iż jeden Szwed, w kotły bił dla rekracyi swojej. Komissarz polski Sobieski ten głos słysząc w swoim namiocie rzekł do swoich: ‘Dobrzeby było, gdyby i nasi uderzyli albo bili [w bębny oczywiście]’. Żołnierz podpity nie dobrze zrozumiawszy mowę Sobieskiego, przybiega do pułku, powiada iż kommissarze kazali uderzyć na Szwedów, na których niespodzianych rzuciwszy się, sześciu Szwedów zabili, wielu zaś ranili, i ledwo się ten tumult uspokoił. 

wtorek, 24 maja 2011

Kapitani W. K. M. cudzoziemskiej piechoty proszą

[kolejny fragment z tekstu który przygotowuję na temat piechoty cudzoziemskiej i dragonii w armii koronnej 1626-1629]
Plan kampanii 1627 roku zakładał wystawienie trzech silnych (3000 żołnierzy każdy) regimentów piechoty cudzoziemskiej. Dowódcami tych jednostek mieli być Gerhard Denhoff, Magnus Ernest Denhoff i Gustav Sparre. Zaciągi w Saksonii i innych krajach niemieckojęzycznych przyniosły jednak o wiele słabsze wyniki niż zakładano, udało się bowiem pozyskać ok. 1800 żołnierzy. Sięgnięto więc po już istniejący zasób doświadczonego żołnierza. Wszystkie istniejące w tym czasie samodzielne oddziały piechoty  cudzoziemskiej – zwane w źródłach regimentami, freikompaniami lub rotami – miały  zostać wcielone do nowych regimentów. Wywołało to jednak zrozumiały niepokój oficerów cudzoziemskich dowodzących tymi oddziałami. W ramach petycji od wojska koronnego do króla Zygmunta III, przedstawionej 4 maja 1627 roku przez kapitana (acz piechoty polskiej a nie cudzoziemskiej) Samuela Nadolskiego znajdujemy niezwykle interesujący ustęp wyrażający obawy kadry oficerskiej:
Ostatnia rzecz jest, o co kapitani W. K. M. cudzoziemskiej piechoty  proszą, aby W. K. Mość P. N. miłościwy i na owych zasługi miłościwy wzgląd mieć raczył, mianowicie którzy są poddanem wiernemi i sługami W. K. Mści, i którzy wolne kompanie mają z miłościwej łaski W. K. Mści, aby nie tylko niedegradowani byli, ale owszem gradus [rangi] swoje mieli w miłościwej łasce W. K. Mści, a pod regimenty inszych oberszterów nieprzychodzili.
Jak sytuacja została rozwiązana w praktyce? Gros jednostek, zapewne ku niezadowoleniu ich dowódców, wcielono jednak do regimentów. Oficerowie zachowali jednak swoje rangi w ramach nowych oddziałów. Prawdopodobnie tylko  dwóm spośród dowódców freikompanii udało się zachować odrębność swych oddziałów. Wilhelm Appelman utrzymał swoją rotę pieszą (chociaż jeden z popisów wykazuje ją w ramach regimentu Sparre), co mogło być związane ze stanowiskiem tego oficera w ramach floty królewskiej. Z kolei kawaler maltański Mikołaj Judycki z nieskrywanym oburzeniem odmówił wcielenia swoje roty dragońskiej do regiment pułkownika Sparre. Motywował to przede wszystkim kwestią narodowościową, jako obywatel kraju tego pod regimentem u Szweda być nie chcę. Zapewne ważną kwestią był też fakt, ze Judycki poniósł spore koszta wystawiając dragonię (i rotę pieszą) już od 1626 roku. Co prawda jego oddział piechoty cudzoziemskiej zniknął z armii pod koniec 1626 roku (być może połączony z rotą dragońską?), jednak oddział dragonii zachował swoją samodzielność przez okres całej wojny. 

Malarze znani i nieznani - cz. XXII

[podziękowanie dla Janusza Czajewskiego za materiał i sugestię do tego wpisu]
Kolejny artysta który zajął się przedstawieniem zwycięstwa RON w wojnie smoleńskiej 1632-1634 to Holender Salomon Savery (1594-1666). W oparciu o rysunki pochodzącego z Gdańska Adolfa Boya wykonał on w 1636 roku miedzioryt ukazujący nasze zwycięstwo pod Smoleńskiem.
Fragment powyżej to król Władysław IV przyjmujący kapitulację wojsk moskiewskich. Król w pełnej zbroi kirasjerskiej, przepasany szarfą. Za nim widzimy pieszych drabantów (z halabardami) i dosyć specyficzne (bo na modłę zachodnią) ukazany oddział husarii. W sumie husaria ta kojarzy się nieco z rajtarami (uzbrojonymi w kopie) u Hondiusa.
Poniżej starcie – oj dzieje się tam, dzieje. Widzimy tam regimenty piechoty, złożone z samych muszkieterów. Do boju szarżują oddziały husarii, które możemy rozpoznać po kopiach. Są i rajtarzy (oddział po lewej stronie) którzy w walce używają broni palnej.

poniedziałek, 23 maja 2011

Święty pod Kircholmem

Nareszcie wiem, dlaczego wojskom hetmana Chodkiewicza udało się z tak dużą łatwością zwyciężyć pod Kircholmem. Litewski hetman miał bowiem wstawiennictwo na samej górze, które zapewniło mu tryumf. Tak oto napisał o tym Szymon Starowolski:
Tak Karol Chodkiewicz pod Kircholmem do Stanisława ś. nabożnym będąc, gdy w dzień przeniesienia jego bitwę z Szwedy zwiódł, na powietrzu go z mieczem krwawym ujrzał posiłkującego wojsko polskie, i zwycięstwo chwalebne otrzymał, i wielkie upominki do kościoła wileńskiego oddał, kędy wróciwszy się z wojny, dzięki Panu Bogu czynił.
Z takim wsparciem po stronie Litwinów faktycznie Szwedzi nie mieli żadnych szans. Swoją drogą święty Stanisław (ze Szczepanowa) to bardzo wojowniczy patron. Nie dość że jego motto to Victor sub gladio (zwycięzca pod mieczem) to jeszcze wspierał naszych rycerzy pod Grunwaldem – przynajmniej jeżeli zawierzymy Janowi Długoszowi. Dobrze mieć takiego świętego po swojej stronie…

niedziela, 22 maja 2011

Dział trzydzieści i strzelców prawie dobrych pięćset

Stare porzekadło mówi wróg mojego wroga jest moim przyjacielem. Tą właśnie maksymą kierował się  w 1569 roku car moskiewski Iwan IV Groźny, szukając sojusznika przeciw potędze sułtana tureckiego. Wysłał więc poselstwo do Persji, słusznie uważając, że państwo Safawidów, sąsiadujące z Imperium Osmańskim i toczące z nim wojny będzie właściwym wyborem. Car w ramach podarunku, mającego przychylnie nastawić do niego szacha Tahmaspa (Tahmasba) I, przesłał bardzo ciekawą przesyłkę. Cytowany ostatnio na blogu Jędrzej Tarnowski tak oto o niej napisał:
Przytem mu zaraz upominek posłał jakich tam w Persyi niemasz: naprzód dział trzydzieści, z których największe było Feldszlang, drugie im dalej tym mniejsze, aż do Falkonetów. Posłał mu też cztery tysiące rusznic i strzelców prawie dobrych 500, którzyby zaś jego poddanego mogli uczyć i ćwiczyć strzelać. I ta do niego rozkazał, iż będą li mu się te działa i strzelcy podobać, tedy mu chce wszelkiej strzelby dodawać za pieniądze jego, które on sam z Niemiec dostawać będzie.
Prezent przypadł szachowi do gustu -  z którego poselstwa i upominków iż król perski był bardzo kontent. Swoją drogą ciekawe jakie były losy owych moskiewskich strzelców wysłanych jako instruktorzy do Persji? Relacja polskiego dyplomaty o tym milczy, a wątek zdaje się interesujący…

Znak roty naszej wzięto - [wstępne badania źródeł]

Garść informacji na temat polskich sztandarów zdobytych przez Szwedów w czasie wojny 1626-1629. Kiedyś popełniłem artykuł o naszych zdobyczach na Szwedach w okresie 1600-1629, pora na spojrzenie z drugiej strony. To póki co zaledwie efekt wstępnych badań, na pewno uda się dotrzeć do większej liczby źródeł, które przyniosą nowe detale.
W bitwie pod Gniewem w 1626 roku stracono (w całości lub częściowo) 2 albo 3 sztandary.
Stanisław Żurkowski podaje nam informację, że chorągiew husarska Pawła Niewiaromskiego została zdobyta przez Szwedów po tym jak zginął chorąży, żołnierze Gustawa II Adolfa mieli także zdobyć część sztandaru z husarskiej chorągwi Mikołaja Wejhera.
Z kolei według anonimowego autora Diariusza Woyny Pruskiey w  Roku   1626 przeciw Gustawowi Xiazeciu Sudermanskie, utracono sztandary husarskich chorągwi Mikołaja Wejhera i Jana Działyńskiego, a także część sztandaru husarskiej chorągwi Pawła Niewiaromskiego.
Israel Hoppe w swojej kronice, opartej w dużej części na informacje uzyskane od Szwedów, wspomina o zdobyciu trzech sztandarów należących do husarii.
Pod Dzierzgoniem (Kiszporkiem) w 1627 roku Szwedzi mieli zdobyć trzy sztandary należące do chorągwi kozackich. Dzięki zeznaniom porucznika Strusia, wziętego do niewoli w czasie tego starcia [many thanks to Daniel Staberg for providing me with this previously unknown  source!] możemy zidentyfikować jednostki które utraciły swoje sztandary. Były to chorągwie rotmistrzów Annibala (żółto-czerwony sztandar), Łysakowskiego (biały sztandar z czarnym wieńcem) i Bokiego (czarno-czerwony sztandar z głową Turka!). Według Hoppego Szwedzi zdobyli tylko dwa sztandary – jeden należący do kawalerii i jeden z oddziału hajduków. Samo starcie w Dzierzgoniu wymaga nowego opracowania, gdyż dotychczas istniejące, autorstwa Jerzego Teodorczyka (a za nim powtórzone przez Pawła Skworodę, bez żadnych dodatkowych badań) nie wykorzystuje wszystkich istniejących źródeł. Ale może o tym przy innej okazji, dołączy to do długiej kolejki…
Mało znana potyczka pod Długim Polem/Langfelde, o której pisałem zresztą na blogu:
przyniosła kilka utraconych sztandarów. Strona polska przyznała się do utraty trzech, z kozackich chorągwi Samuela Łaszcza, Kruszyńskiego i Kuliczkowskiego. Według Szwedów ich łupem padły cztery chorągwie.
Piechota cudzoziemska kapitulująca pod Kiezmarkiem to kolejne utracone sztandary. Na dzień dzisiejszy nie wiem jednak, ile proporców wpadło w ręce Szwedów – zapewne mówimy to o liczbie pomiędzy 2 a 4. Jeden z zachowanych sztandarów wciąż do obejrzenia w szwedzkich zbiorach:
W bitwie pod Tczewem w 1627 roku znów zanotowano straty wśród sztandarów husarii. Według Diariusza albo summy… chorągwie husarskie królewicza Władysława i Jana Potockiego miały utracić swoje sztandary. Kanclerz Oxenstierna wspomniał o zdobyciu dwóch sztandarów husarii i jednej kozackiej.
Rok 1628 przynosi, przynajmniej na tym etapie badań, tylko jedną wzmiankę. Według źródeł szwedzkich w starciu podjazdów pod Rypinem udało im się zdobyć piękny sztandar należący do polskiej kawalerii, zapewne chorągwi kozackiej. Nie ma to jednak potwierdzenia w polskich źródłach:
Porażka wojsk koronnych pod Górznem to utrata przynajmniej jednego sztandaru. Należał on do husarskiej chorągwi hetmana Stanisława Koniecpolskiego, został jednak odbity w bitwie pod Trzcianem. Bardzo prawdopodobne jest jednak, że stracono także pewną ilość sztandarów należących do oddziałów piechoty, wymaga to jednak zbadania większej ilości źródeł.



sobota, 21 maja 2011

Gobey, Yuffeki, Topey i koledzy

Bardzo interesujący opis Dworu cesarza tureckiego I rezydencyi jego w Konstantynopolu pióra Szymona Starowolskiego przynosi nam wiele szczegółów dotyczących otoczenia w którym przyszło żyć sułtanowi. Blog jest jednak przede wszystkim skupiony na kwestiach militarnych więc tym się zajmiemy, cytując fragment z rozdziały zatytułowanego O cekauzie i armacie tureckiej.
Osobno jest czternaście tysięcy rzemieślników, którzy ręczne bronie robią do szaraju ustawicznie, i powinni je chędożyć [w znaczeniu ‘porządkować’, proszę nie mieć żadnych dziwnych skojarzeń...] w sklepach co tydzień, aby nic pordzewiałego nie nalazło się, kiedy tam cesarz zajrzy. A tych rzemieślników zowią Gobey, którzy i na wojnę iść z cesarzem powinni za hajduki albo knechty.
Drudzy zasię są Yuffeki, to jest strzelcy z ruśnicami, albo arkebuzerowie którzy i na wojnę iść powinni, i strzelbę ustawnie robić są powinni, bo na to pieniądze biorą, a jest siedm tysięcy wszytkich.
Po nich są Topey, abo puszkarze, ośm tysięcy ich w liczbie, z których większa połowa mistrzów, co działa odlewają, organki, hakownice robią, na tamtej stronie kędy Galata, w jednym dworze wielkim murowanym, nazywanym Tofana, gdzie na podwórzu obaczy dział rzecz niezliczoną, a najwięcej chrześcijańskich, po rożnych królestwach nabranych, jako znać z ich herbów i napisów.
 Janczarowie też, których ustawnie jest trzydzieści i sześć tysięcy, we dwu dworach, jakośmy wyżej napisali, uczą się broni rozmaitych robić aby i nie próżnowali, i nie kupowali sobie rynsztunków potrzebnych w kramiech, ale je sobie sami gotowali czasu pokoju ustawnie.