wtorek, 8 maja 2012

Poselska czapka i koń (chudy)


Mariusz Stanisław Jaskólski w 1654 i 1655 roku posłował kilkakrotnie na dwór chana tatarskiego   Mehmeda IV Gireja. Jego negocjacje w Bakczysaraju były na tyle skuteczne, że orda przybyła na pomoc wojskom koronnym, walczącym przeciw armii moskiewsko-kozackiej , co doprowadziło do zwycięstwa pod Jezierną w listopadzie 1655 roku. Pan Mariusz negocjatorem był dobrym, acz twardym, nie odpuszczał Tatarom nawet w kwestii ceremoniału. W maju 1655 roku tak oto pisał o przygotowaniach do audiencji u chana (zachowuję pisownię XIX-wiecznej kopii):
Nazajutrz posłali do mnie abym szedł do Hana: nie chciałem iść ani na swoim koniu jechać, dokądby Han do mnie swego konia nie posłał. Wymawiano się tem, że nasza wiara nie każe tego, abyśmy konia po niego słać mieli. Jam też odpowiedział, że też moja wiara nie każe na swoim koniu jechać, bo mój koń chudy, a do tego godzien Majestat J. K. Mości takowego od Hana poszanowania. Musieli tedy konia po mię przysłać i przysłali go, na którym dopiero do Hana przyjechałem.
Kiedy wreszcie udało się zażegnać problem z transportem, pojawił się kolejny – czyli z tym jak poseł powinien zachować się w obliczu chana:
Przysłał do mnie Wezyr, abym jak skoro tylko wnidę w izbę, czapkę zrucił, celeri cursu szedł do Hana i połę szaty jego całował. Rzekłem, że choćby mi poselstwa nie odprawować i wrócić się do Polski przyszło, tedy tego nie uczynię. Po tym responsie wrócił się  znowu do mnie od Wezyra posłaniec z taką kwestią, jako Hana chcę przywitać? Odpowiedziałem: polskim zwyczajem, w pół izby przyszedłszy zdejmę czapkę, a Han Jmć aby mi rękę do pocałowania podał. Nie chciał Wezyr na tę deklarację pozwolić: Han jednak pozwolił, i eo modo kazał mi się przywitać. Przyszedłszy tedy do izby, gdzie Han przy wielu Murzach i Agach siedział, połowicę jej przeszedłszy zdjąłem czapkę, a potym do pocałowania ręki jego jako mogłem najpoważniej szedłem, i ja pocałowałem, którą  mi ochotnie i troszeczkę z miejsca swego powstawszy podał.
Po początkowych problemach jednak – jak widzimy głownie związanych z ceremoniałem – udało się Jaskólskiemu wynegocjować pomoc tatarską. Ale to, jak mawiają, już inna opowieść... 

2 komentarze:

  1. Cóż, wspólnota interesów potrafi czynić cuda ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem :)

    OdpowiedzUsuń