środa, 30 listopada 2011

Malarze znani i nieznani - cz. XL

Kolejne piękne źródło ikonograficzne dotyczące armii tureckiej w XVII wieku, tym razem w odmętach sieci odnalazł je Rafał Szwelicki (pozdrawiam!).
Jest to seria 121 malunków, ukazujących gwardzistów, urzędników i różne ciekawe postaci z dworu sułtana. W roku 1657 lub 1658 nabył je w Stambule Claes Rålamb, szwedzki ambasador na dworze sułtana. Staraniem Narodowej Biblioteki w Sztokholmie, cała seria znajduje się online i można ją podziwiać pod poniższym adresem:
Na zachętę dwa z malunków. U góry lekki piechur z oddziałów lewantów, poniżej solak, czyli wspomniany już niedawno na forum leworęczny łucznik. Polecam obejrzenie pełnej kolekcji, sporo tam bardzo ciekawych wizerunków.

wtorek, 29 listopada 2011

Koni dwadzieścia tysięcy

Utrata koni w czasie kampanii czy bitwy bywała tak dotkliwa, że częstokroć XVII-wieczni polscy czy litewscy pamiętnikarze poświęcają swoim wierzchowcom więcej miejsca niż poległym żołnierzom. W sumie jednak trudno się dziwić, biorąc pod uwagę, że praktycznie każdy piszący owe memuary służył jako kawalerzysta i z własnej kieszeni musiał często wysupłać spore kwoty na wyposażenie pocztu. Litewski husarz Jan Władysław Poczobut Odlanicki pod datą 21 marca 1664 roku zapisał o dramatycznych wręcz stratach wśród koni armii koronno-litewskiej w wyprawie moskiewskiej:
Jakoże przez tę pohanną puszczę tak się wojsko całe zrujnowało, że więcej dwudziestu tysięcy na samej puszczy koni zostało wojskowych, jak rosłych tak podjezdków, koni wozowych, a do tego jeszcze i od wozów wszystkich odpadło, tak nas Pan Bóg biczykiem swym dotknął po dobrym bycie moskiewskim.
Sam Poczobut utracił praktycznie wszystkie konie ze swojego pocztu. Pod datą 27 kwietnia czytamy:
Zdechł mi koń kary pocztowy, świeżo kupiony w Tylży za złota półtrzecia sta, drugi podjazdek, za któregom dał złotych trzydzieści dwa, i czeladzi wszystkiej pozdychały konie z tejże pohannej pracy.
Na tym nie koniec strat, bo ot 16 czerwca husarz zapisał zdechł mi koń drugi kary. Z całego pocztu tylko przy jednym koniku, co na ludzie poszedł, został, i przy jednym podjezdku.
Musimy wszak pamiętać, że to przykład jednego tylko towarzysza, podobne straty musiało ponieść wielu spośród polskich i litewskich żołnierzy. 

poniedziałek, 28 listopada 2011

Król Jegomość był bardzo wesół

17 lutego 1664 roku, w przytomności Króla Jmości odbył się popis wojsk dwóch dywizji litewskich pod Siewskiem. Ustawione w polu równem oddziały prezentowały się przed Janem Kazimierzem i jego świtą. Dla widzenia wojska przybył (…) Król Jegomość ze wszystkimi JMPanami Senatorami, przy boku swoim mając i wszystką starszyznę wojsk koronnych, także Sułtanami dwoma (?) Krymskiemi i z Atamanami Kozaków Zaporożskich. Ciekawy jest opis eskorty która towarzyszyła monarsze – trzy chorągwie pancerne (jedna z nich to zapewne koronna chorągiew pancerna JKM pod Stefanem Bidzińskim, nie jestem jednak w stanie zidentyfikować dwóch pozostałych), dwa kornety rajtarii (prawdopodobnie z regimentu JKM pod Stefanem Bidzińskim) i dwie chorągwie dragonii niemieckiej (z regimentu JKm pod Janem Henrykiem von Alten-Bockumem?).  Musiało się to nader ciekawie prezentować. Król objeżdżał oddziały, każdą przeglądając chorągiew usarską, w jakim porządku zostają, po liniach szyku jeździł. Popis był bardzo udany, monarcha był bardzo wesół. Zwieńczeniem pokazu była trwająca półtorej godziny kanonada. A wtem z dział i z ręcznej strzelby regimenty i jazda hucznie i ogromnie jęli ognia dawać, co trwało więcej półtorej godziny. Swoją drogą ciekawe ile prochu zmarnowano w czasie tej hucznej celebracji?

niedziela, 27 listopada 2011

Schodzić jako małpa z pola muszę

Kampania 1609 roku w Inflantach to słabo znany epizod wojen polsko-szwedzkich. Hetman Chodkiewicz w niezwykle trudnych warunkach walczył ze szwedzkim generałem Mansfeldem, wbrew przeciwnościom odnosząc liczne sukcesy. Charyzma zwycięzcy spod Kircholmu po raz kolejny pomogła przezwyciężyć problemy – zwłaszcza uśmierzyć niepokoje pośród nieopłaconego wojska. O tym jak uciążliwa i stresująca była tam służba, czytamy w liście Chodkiewicza do żony, datowanym na 22 września 1609. Tak oto pisał on o konfederacji swych żołnierzy, odmawiających walki dopóki nie otrzymają oni zaległego żołdu:
Żołnierz mię pojutrze odchodzi, nie zwykłem uciekać, a to mi na to przyjdzie, ze szynkarzami a kilką wyrostków to czynić muszę. Ciężkać i mnie samemu służba i już mi obrzydła, ale tak sromotnie z pola schodzić śmierci bym wolał. Patrzy na mię nieprzyjaciel i ja nań, a bić się z nim nie mogę. On nie naciera, bo wie o bunciech z więźniów. Czekam co i godzina nacierania jego; a jako Pan Bóg dobrej dusze, tak ja tej bitwy czekam, a nie doczekawszy się, schodzić jako małpa z pola muszę. 

piątek, 25 listopada 2011

Malarze znani i nieznani - cz. XXXIX

Kontynuujemy wątek de Nicolaya, pozostając przy Turkach. Powyżej Janczar-Aga, czyli komendant korpusu janczarów. Poniżej szeregowy janczar w czasie kampanii. Zwraca uwagę oszałamiającej długości pióro, ciężka rusznica na ramieniu a także przepiękne trzewiki na nogach (jak taki żołnierz mógł walczyć jesienią gdzieś w księstwach naddunajskich?)

czwartek, 24 listopada 2011

Malarze znani i nieznani - cz. XXXVIII

Nicolas de Nicolay (1517-1583) był francuskim żołnierzem, kartografem i podróżnikiem. Przemierzył sporą część Europy, służąc w różnych armiach, walcząc w walnych bitwach i oblężeniach. W 1551 roku towarzyszył Gabrielowi d’Aramon, ambasadorowi króla Francji Henryka II na dwór sułtana Sulejmana Wspaniałego. Oczywiście głównym zadaniem de Nicolaya w czasie tej wyprawy było obserwowanie tureckiego potencjału militarnego, wykonywanie odpowiednich map i rysunków. Na przełomie 1567 i 1577 roku ukazała się we Francji seria jego rycin, przedstawiających postaci z krajów które odwiedził w czasie swoich podróży. Jako że w zbiorach Francuskiej Biblioteki Narodowej (jak widać po rysunkach które wrzuciłem) zachowała się duża liczba owych rycin, możemy teraz podziwiać dzieła mistrza de Nicolay.
Jako pierwsi elitarni gwardziści sułtana. U góry widzimy Solaka – jednego z ‘leworęcznych’, łuczników tworzących jedne z najmniejszych ort w ramach ‘dywizji’ Cemaat. Solakowie wchodzili w skład ort o numerach 60-63. Oddziały te, w czasie kampanii, zawsze obozowały nieopodal namiotu sułtana.
Poniżej dwóch spośród paziów – Pejk. Charakterystyczną cechą ich wyposażenia były, widoczne u obydwu, toporki. Na polu bitwy paziowie pełnili rolę gońców sułtana i/lub wezyra, przenosząc rozkazy i meldując o przebiegu walki. 


środa, 23 listopada 2011

Hetman i psy (zakazane)

W czasie wyprawy na Wielkie Łuki hetman Jan Zamoyski wydał dla wojska Artykuły wojenne… które miały regulować kwestie dyscypliny w armii. Bodaj najdziwniejszym z punktów tego regulaminu jest zapis pod numerem XXXII. Mówi on mianowicie:
Psów pod wozmi łańcuchowymi szczekających, aby nie mieli [żołnierze] dla cichości wojska.
Biorąc pod uwagę, że połączona armia polsko-litewska w tej wyprawie to blisko 50 000 ludzi, zapis o cichości wojska wydaje się nieco kuriozalny. Może hetman po prostu nie przepadał za psami?