czwartek, 18 listopada 2010

Ekstraordynaryjne poczty do obozu przysłali... - cz. VI

Bardzo ciekawa lista opisująca siły ochotnicze szlachty wspierające armię kwarcianą w walce z Kozakami w 1625 roku – gdzie zresztą przeważali liczebnie siły kwarciane. Można ją też porównać ze spisem wojsk prywatnych które rok wcześniej wspierały hetmana Koniecpolskiego przeciw Tatarom:
Spis Jchmość Panów Woluntaryuszów, którzy osobami swemi na tę expedycyą przybyli z pocztami.
Impan Woiewoda kiiowski [Tomasz Zamoyski], Kozaków 200, Piechoty niemieckiej 100, armaty z potrzebami sztuk 5.
Impan Woiewoda ruski [Jan Daniłowicz], Kozaków pieniężnych 150, Ukraińców 3000, piechoty 100.
Impan kiiowski z Jmcią Panem Podkomorzym kiiowskim i z synem swym Panem Podkomorzym włodzimierskim  koni 200,
 Imć Podkomorzy podolski [Stanisław Rewera Potocki] Kozaków koni 50.
Ichmć Panowie Starostowie:
Krasnostawski, sług swych, koni 60.
Trębowelski [Jakub Sobieski], sług swych, koni 60.
Łucki, Kozaków pieniężnych, koni 100.
Winnicki [Marcin Kalinowski], Kozaków pieniężnych, koni 150, Ukraińców 400, piechoty 100, armat sztuk 4.
Xiążę Jmć Wisniowiecki, sług swych, koni 100, Kozaków 100, piechoty 100.
Xiąże Jmć Zasławski, sług swych, koni 150, piechoty 100.
Xiążę Jmć Prunski, Kozaków pieniężnych koni 150, piechoty 60.
Jmć Pan Woiewodzic Bracławski [Mikołaj Potocki], Kozaków 40, piechoty 30.
Jmć Pan [Janusz?] Tyszkiewicz, sług i Ukraińców, koni 500, piechoty 200, armaty sztuk 3.
Jmć Pan Woiewodzic Brzeski, koni 60.
Jmć Pan Chorąży kiiowski, Kozaków koni 30.
Jmć Pan Bielecki, Ukraińców koni 100.
Ci zaś ludzie swe przysłali:
Xiążęta Imć Zbarascy, Usarzów koni 130, Ukraińców koni 600, piechoty 300, armat sztuk 4.
Imćpan Podczaszy koronny [Stanisław Lubomirski], Kozaków pieniężnych 100, Ukraińców 150.
Imćpan Michał Woyna, Usarzów koni 6.

środa, 17 listopada 2010

Kim pan jesteś, panie Nager?

Konstanty Górski w swojej pracy Historya jazdy polskiej wspomniał przy okazji opisu rajtarii (o której nie miał zbyt wysokiego mniemania) o dokumencie IMPana Nagera odprawa na rajtarskich koni 1200. Zdaje się to być jednym z najważniejszych źródeł informacji o uzbrojeniu tej formacji w armii RON. W dokumencie czytamy bowiem [przytaczam in extenso za przypisem w pracy Górskiego]konie dobre, sługi dobre, we zbrojach, przyłbice, zarękawia, pancerze, obojczyk, rusznice 2 krótkie i długa, czekan, szable albo granat [?]. Już ten opis jest nieco mylący , a dalej jest jeszcze gorzej  - regiment miał liczyć bowiem aż 1200 koni, podzielonych na 4 roty po 300. Dokument sygnowany miał być przez Młodziejowskiego, podskarbiego koronnego, więc Górski datuje go na koniec XVI i początek XVII wieku. Jacek Młodziejowski herbu Ślepowron faktycznie był podskarbim nadwornym (w Koronie) w okresie 1580-1604, pozwala nam to więc na nieco dokładniejsze umiejscowienie dokumentu w czasie.  Pytanie jednak kiedy dokładniej planowano wystawienie tak dużej jednostki? Nie udało mi się znaleźć śladów istnienia takiego regimentu w tym okresie, zapewne wszystko więc skończyło się tylko na planach? Kwestia mnie bardzo zaintrygowała, stąd mój apel – jakieś pomysły o jaką kampanię tu chodzi (może w związku z planowaną przez Batorego i Zamoyskiego wojnie z Turcją?)? A może komuś udało się dotrzeć do dodatkowych informacji (np. dokładniejszej daty) dotyczących owego dokumentu?

wtorek, 16 listopada 2010

Która chorągiew po której ma iść - cz. III

Pułk pułkowi nierówny, jak dowodzi struktura zgrupowania lisowczyków zaciągniętych w 1622 roku na służbę cesarską. Miało ich być 6000, zebrało się 3800. Jako że dzięki zapiskom kapelana lisowczyków, franciszkanina Wojciecha Dembołeckiego, znamy strukturę pułku owych elearów, pozwolę sobie ją tu zamieścić – idealnie wszak pasuje do cyklu. Coś czuję, że lisowczycy jeszcze się tu przy innej okazji pojawią…
Pułkownik – Stanisław Stroynowski; oficjalnym ‘szefem’ pułku był Zygmunt Karol Radziwiłł, ale to Stroynowskiego słuchali podkomendni
Oboźny wojskowy – Aleksander Pacyna
Sędzia wojskowy – Aleksander Gwiazdowski
Strażnik wojskowy – Benedykt Połujański
15 chorągwi jazdy:
-          ‘Czerwona’ pułkownika  - 400 koni
-          ‘Czarna’ pułkownika  – 400
-          Paweł Mojsławski  -300
-          Adam Skorulski – 300
-          Jan Sławęcki – 300
-          Jan Sulmirski  - 300
-          Jerzy Chełmski – ta i kolejne chorągwie po 200 koni
-          Maciej Dembiński
-          Paweł Godlewski
-          Jan Grążewski
-          Jan Lubowicki
-          Jan Machalski
-          Remigiusz Nowomiejski
-          Andrzej Zejma
-          Marcin Żarski- rotmistrz ten zginął w sierpniu 1622 roku
Nie nawojowali się owi elearzy w tej kampanii, ale co kawałek Europy zwiedzili na zasadzie ‘odwiedź nowe kraje, poznaj nowych ludzi i złup ich niemiłościwie...’ to zdecydowanie ich.  Poza tym mogli się popisywać przez sojusznikami swoimi talentami jeździeckimi i łuczniczymi – jak ten lisowczyk który miał przepłynąć Ren stojąc na grzbiecie swojego rumaka.

poniedziałek, 15 listopada 2010

List nasz przypowiedni na dwanaście set piechoty

Dostałem dzisiaj niesamowity i zaskakujący prezent – Miuti podesłała mi bowiem oblatowanie listu przypowiedniego króla Władysława IV dla pułkownika Reinholda Rosena. Dotyczy on regimentu pieszej gwardii królewskiej, formowanego zimą i wiosną 1633 roku na wyprawę smoleńską. Rosen (znany także jako Rozen i Rozn) to nasz znajomy z roku 1629, kiedy to dowodził pierwszym w historii regimentem piechoty cudzoziemskiej złożonym z Polaków. Oblatowanie w jego imieniu dokonywał tu jeden z kapitanów, Mikołaj Komoni. Do tej pory znałem tylko fragment tego dokumentu, z artykułu prof. Nagielskiego o gwardii Władysława IV; Miuti znalazła całość w Archiwum Państwowym w Krakowie  i nie tylko mi podesłała, ale jeszcze zgodziła się na wrzucenie tegoż na blog. Wielkie Ci za to podziękowanie Miuti!
Oblata literarum un[ivers]alium Reinholdi Rozen.
[Oblatuje nobilis Mikołaj Komoniey w imieniu ur. Reinholda Rozena, określonego jako: cubicularius aulicus et capitan Sacrae Regiae Maiestatis.]
Władysław Czwarty z łaski bożej król polski, wielkie książę litewskie, ruskie, pruskie, mazowieckie, inflanckie, żmudzkie i szwedzki, gocki, wandalski dziedziczny król, obrany wielki car moskiewski etc.
Wszem wobec i każdemu z osobna któregokolwiek stanu ludziom i condicjej poddanym naszym a mianowicie urzędom tak grodzkim jako i miejskim którychkolwiek województw i ziem oznajmujemy, iżeśmy dali list nasz przypowiedni na dwanaście set piechoty polskiej urodzonemu Reinholdowi Roznowi pokojowemu dworzaninowi, obersterowi i capitanowi gwardiej naszej, którą osobliwie z ludzi szlacheckich za żołdem cudzoziemskiej piechoty zbierać i trybem cudzoziemskim w postępkach wojennych ćwiczyć i tak ćwiczoną i wyprawną onę przy nas jako dworską do Moskwy albo tam gdzie potrzeba ukaże prowadzić będzie powinien, na której zebranie poseła szlachetnego Mikołaja Komoniego, rotmistrza swego. Przeto rozkazujemy wier[nościom] w[aszym] abyście pomienionemu capitanowi na którymkolwiek miejscu będzie się bawił i ludzie zaciągał nie przeszkadzali ale wszędy go wolno, którędykolwiek pójdzie i ludzie w zaciągu będące poprowadzi, nie broniąc mu zwyczajnych stanowisk, przepuścili. Tak jednak aby się i on przystojnie zachował i ludziom ubogim w dobrach naszych duchownych i szlacheckich żadnych krzywd i przykrości nie czynił. Inaczej tedy nie uczynicie wier[ności] w[asze] dla łaski naszej. Dan w Krakowie, dnia XX m[iesią]ca lutego.  Roku Pańskiego MDCXXXIII. Panowania królestw naszych polskiego i szwedzkiego pierwszego roku. Vladislaus Rex.


niedziela, 14 listopada 2010

Dla małości pocztów dworskich...

Od czasu do czasu pozwolę sobie zamieścić ciekawostki dotyczące nadwornej (dworskiej) chorągwi husarskiej naszych monarchów. Oddział ten składać się miał z pocztów wystawionych przez dworzan królewskich, którzy mieli towarzyszyć władcy w czasie kampanii. Na pierwszy więc ogień pójdą dwie sytuacje, gdy dworzanie zbytnio nie kwapili się do wojaczki i trzeba było nieco improwizować…
Pierwszy epizod dotyczy wojny o ujście Wisły (1626-1629). 17 lipca 1629 roku król Zygmunt III miał wjeżdżać do obozu koronnego w osłonie chorągwi królewskiej (nadwornej), ale  ta dla małości pocztów dworskich nie bardzo okryta była. Słabości roty nadwornej zaradzono w prosty sposób -  zwinięto przybyłą do obozu pięć dni wcześniej chorągiew Dobrogosta Grzybowskiego, starosty warszawskiego i jej żołnierzy wcielono pod znak królewski. W ten sposób monarcha mógł powitać armię w asyście porządnego oddziału husarzy przybocznych.
W 1649 roku wystawiając chorągiew dworską na wyprawę zborowską król Jan Kazimierz wyznaczył na porucznika Mikołaja Gniewosza, chorążym został Jakub Michałowski, wojski lubelski (chociaż był nieobecny przy poświęceniu sztandaru, dzierżył go wtedy Krzysztof Gembicki, krajczy koronny - co ciekawe nie widzimy go w spisie towarzyszy chorągwianych). Pod sztandar stawiło się bardzo mało pocztów, więc król nakazał Janowi Zamojskiemu, by ten zasilił chorągiew swoimi ludźmi (czyli podobny wzór z jakim mieliśmy do czynienia w 1629 roku). A gdy tak niewielu pocztów stanęło, przyszło Królowi JM. jmp. starostę kałuskiego Zamojskiego użyć, aby sług swoim, którzy mu poczty stawieli, pod tę chorągiew podjechać kazał. Kędy było koni 75. Jan Kazimierz musiał być bardzo rozgniewany rozczarowującą postawą swoich dworzan, gdyż wysłał im arcyciekawą wiadomość:
Jedno z dwojga: obierajcie sobie albo pod chorągiew podjachać, albo ode dworu odjachać i z regestru sług moich wymazani być, którzy tej woli Naszej przeciwnemi będą, o czym nie rozumiem.
Nic więc dziwnego, że w kampanii beresteckiej 1651 roku zjawiło się tylu dworzan, że udało się z nich wystawić dwie chorągwie. Była taka wielkość pocztów, że pod jedną chorągwią i szeregi dobrze zajeżdżać trudno było, i stawać w nich albo łamać one dla confusi, i na dwoje ją Król JM. rozdzielał. Jak widać list zdziałał cuda… 

sobota, 13 listopada 2010

Nasz Konwoy był znaczny między starszyzną...

Popełniłem kiedyś notkę o zbrojnej eskorcie towarzyszącej negocjacjom litewsko-szwedzkim w Inflantach. Rozmowy toczyły się tam w mniej więcej pokojowych warunkach, tym razem więc chciałbym przytoczyć przykład gdzie negocjatorzy po drodze na rozmowy mogli się najeść strachu. Rzecz dzieje się pół wieku po wojnie w Inflantach, wybierzemy się mianowicie z komisarzami koronnymi do obozu turecko-tatarskiego wokół oblężonego  w 1672 roku Lwowie. Poselstwo polskie prowadził Jan Szomowski, podskarbi koronny. Wraz nim do chana tatarskiego ruszyć mieli JMć Pan Morsztyn, Podstoli Chełmiński, Oberszter JKMci, JMP. Szomowski młody, Podczaszy Czerski, JMP. Bogusz, Podstoli Czerniechowski, JMP. Konarski, Towarzysz Husarski JKMci, JMć Tęgoborski, Pokoiowy JKMci, JMP. Białogłowski y JMP. Giełbutowski, Rotmistrze JKMci, y Kapelan JM. X. Podłęski z Lublina, Societatis Jesu, Chorągiew Kozaków Jm. P. Modrzewskiego dla konwoiu, y dwadzieścia draganów posłani.
Po kilku dniach polscy negocjatorzy spotkali się z tatarską eskortą – konwoiem swoim, Olisza Beiem (…) a miał z sobą czterech Tatarów. Oznaczało to pożegnanie się z eskortą żołnierzy koronnych. Chorągiew nasza została w Bełzie y dragonia, a tylko sześć draganów z nami poszło, którzy wozów pilnowali. Tatarska eskorta bardzo się przydała, gdy grupa negocjatorów została napadnięta przez Turka i kilku Tatarów, którzy zaczęli łupić wozy Polaków i brać w niewolę woźniców. O czym, gdy dano znać konwoiowi naszemu, powróciwszy nazad, odpędził wszystkich, y sześciu niewolników odbił; dlatego ci Tatarowie rzuciwszy assyr uciekali, że zakaz wtenczas był ieszcze od Hana, brać assyru, a ten nasz Konwoy był znaczny między starszyzną. Dzięki interwencji eskorty, komisarze bezpiecznie dotarli do obozu i mogli zasiąść do negocjacji – a te miały doprowadzić do uzgodnienia okupu który miał być wypłacony za zdjęcie oblężenia Lwowa. Ale jak to mówią, to już inna historia…

Legowisko Niemców, siedlisko zbójców

Po raz kolejny sięgamy do wspaniałych tłumaczeń Zygmunta Abrahamowicza, tym razem opis zdobycia zamku Fülleck (Fil’akovo w dzisiejszej Słowacji).  Urzekający kawałek propagandy, obfitujący w barwne epitety  dla określenie obydwu walczących stron. Miłej lektury!
Maszerując potem od obozowiska do obozowiska spoczął on we czwartek dnia dwudziestego trzeciego wspomnianego miesiąca a w pobliżu zamku Fulek — istnego „nieba" nieprzyjaciół.
Pasza obejrzał go sobie uważnym okiem od dołu do góry. Zamek wewnętrzny przedstawiał fortecę potrójną lub może poczwórną, położoną na wysokim wzgórzu z litej opoki i sięgającą szczytami aż [gwiazdy] Capelli, otoczoną licznymi wieżami tudzież wzniesionymi jedna obok drugiej basztami i fortami, pod nim zaś widniał zamek dolny. Po zdobyciu Ujvaru [przez muzułmanów] przeklęci potępieńcy z wielkiego strachu obwarowali murem na znacznej przestrzeni także tamtejsze podgrodzie oraz umocnili je z czterech stron murowanymi wieżami strzegącymi jedna drugiej i tworzącymi figurę nożyc, a wykopawszy wokół niego szeroką i głęboką fosę napełnili ją wodą, tedy była to forteca ogromnie warowna. Leżała ona w pobliskim sąsiedztwie strzeżonych przez [Ałłaha] państw chudawendigiara i przez krótki też czas pozostawała w ręku muzułmanów. Zbójeccy giaurzy, którzy w liczbie około trzech tysięcy zamknęli się teraz w jej wnętrzu, w winiarnie poprzemieniali owe święte dżamije, gdzie przez wiele miesięcy i lat głoszono jedność Przewspaniałego, bito [Mu] pokłony i przed mihrabami zanoszono błagania. We wszystkich zamkach na strzeżonej [przez Ałłaha] granicy wyczyniali szkody, spustoszenia i okrucieństwa, a ten zamek — jak powszechnie było wiadomo — napełnili jeńcami muzułmańskimi i stali się wrzodem na ciele mieszkańców muzułmańskiego pogranicza. Zostawić w spokoju taki sławny zamek — legowisko Niemców, siedlisko zbójców — i odejść od niego nie wydawało się rzeczą zgodną z gorliwością w wierze. Pasza, ufny w łaskę Jedynego i w cuda Pana Dobrotliwego, powziął zatem od razu serdeczne postanowienie, że zdobędzie przede wszystkim podgrodzie.
Dzięki błogosławieństwom płynącym z żarliwych modłów rycerskiego pady-szacha-gaziego jegomości otoczono ten słynny zamek sposobem poprzednim z czterech stron, tak jak się to robi na polowaniu, i przez osiem dób bez przerwy, w dzień i w nocy, toczono ze wszystkich stron walkę przy pomocy miotających pioruny armat, wziętych od tych, którzy się poddali, lub zdobytych, tudzież rusznic, bomb oraz kamieni. W zwalonych wieżach, basztach i fortach, z których przeklęci potępieńcy prowadzili walkę przy użyciu dział i rusznic, potworzyły się pęknięcia, zaś wiele ich armat uległo zniszczeniu albo zostało przesuniętych na inne stanowiska. Kiedy zaś okopy doszły aż do fosy, zapełniono ją pniami drzew, chrustem i torbami pełnymi kamieni, dzięki czemu w dwóch miejscach można było uderzyć bezpośrednio na zamek. Gazijowie muzułmańscy, lwy krew pijące, poczynili sobie w owych pęknięciach wyłomy, w wielu miejscach przystawili drabiny i ze zwycięskim okrzykiem: „Nie ma pomocy, jak tylko od Ałłaha!"runęli na podgrodzie oraz szczęśliwie wdarli się do jego wnętrza. Skazani na piekło giaurzy, którzy odważyli się stawiać opór, zostali oddani na pastwę szabel, ci zaś piekielnicy, którzy zbiegli się do kościołów, zostali podpaleni i zniszczeni ogniem, więc owo podgrodzie w jednej chwili i w jednej godzinie zostało zdobyte [i] opanowane.
Ci spośród potępieńców, świń niemieckich, którzy ocaleli od szabel, umknęli wówczas do zamku wewnętrznego, gdzie czuli się bezpiecznie, i zamknęli się w nim. Owa zgraja bezbożnych kalek nie wyciągnęła żadnego morału z tych cięgów, lecz w całkowitym zaślepieniu i pysze podjęła walkę taką samą jak poprzednio. Ze zdobytego podgrodzia poprowadzono więc, tak jak przedtem, okopy, a w odpowiednich miejscach ustawiono działa, po czym przez siedem dni i siedem nocy, bez snu i odpoczynku, nieustannie i z zaciekłością oraz wielką walecznością bito z nich w zamek wewnętrzny. W końcu więc powiał w stronę muzułmanów wietrzyk triumfu i zwycięstwa, a do uszu wiernych doniosła się dobra wiadomość, która się wyraża świętymi słowami: „Oto wojsko nasze wywalczy dla nich zwycięstwo!" Oblężeni wielobożcy, których miejsce jest w gehennie, wyczerpani i do cna zmorzeni walką, nie widząc żadnego wyjścia, a pragnąc ocalić swe głowy i dusze, we czwartek, dnia ósmego świętego miesiąca ramazana a, poprosili o przebaczenie i zmiłowanie, a wywiesiwszy chorągiew na znak kapitulacji, poddali swój zamek. Zaraz też, tejże samej godziny, wyszli stamtąd i całkowicie złamani, zdjęci lękiem o swoje dusze, puścili się w drogę powrotną do swojego nieszczęsnego kraju.
Około stu dziesięciu jeńców muzułmańskich, których znaleziono uwięzionych w zamku, obdarzono wolnością. Wewnętrzną i zewnętrzną partię zamku zrównano z ziemią, domy popalono, a następnie w triumfie i zwycięstwie wycofano się stamtąd.