poniedziałek, 27 stycznia 2014

Szpila księcia Janusza

Wspominałem kiedyś, jak to dzielnie poczynała sobie chorągiew kozacka hetmana Janusza Radziwiłła, broniąc swego dowódcy przy przeprawie pod Cercami 25 sierpnia 1654 roku. Kozacy mieli ponieść ogromne straty, broniąc księcia w obliczu ataku 4 chorągwi moskiewskich; dopiero interwencja chorągwi hajduków hetmańskich pod Juszkiewiczem uratowała Radziwiłła i resztkę jego oddziału jazdy. Czytałem dzisiaj jeszcze raz list księcia do podczaszego upickiego Krzysztofa Dowgiałły Stryżki, w którym Radziwiłł opisywał to starcie. Bardzo ciekawe jest podsumowanie tego listu, w którym hetman wbija przysłowiową „szpilę” wojskom polskim:
Tak to bywa w takim razie, a że da jeszcze Bóg oddać za swoje, mam mocną w tym nadzieję. Biłem się, przegrałem, zwyczajna to; nie uciekłem jako pod Piławcami, anim się okupił jak pod Zborowem, anim się wyprosił jak od Beresteczkiem.

Niewątpliwie książę był sfrustrowany bolesną klęską, odniesioną w starciu z armią moskiewską, niemniej jednak jego komentarz wydaje się bardzo celny. Ciekawe na ile oddaje sposób w jaki elity litewskie myślały wtedy o swoich odpowiednikach z Korony?

czwartek, 23 stycznia 2014

W barwie błękitnej, w barwie czerwonej

Jakiś czasu temu w związku z wypuszczeniem nowego zestawu z hajdukami do OiM postanowiłem zebrać do kupy nieco informacji źródłowych dotyczących barwy tej formacji (przy okazji załapią się także inne oddziały piechoty polskiej: wybranieckiej i łanowej, w tym także te ubrane z cudzoziemska). Należy tylko pamiętać, że spora część opisanych poniżej strojów to ubiory ‘galowe’, na specjalne okazje; realia wojny szybko sprawiały, że żołnierze wyglądali całkiem inaczej… Wszystkie dopiski w nawiasach kwadratowych pochodzą ode mnie. Część tych zapisków pojawiała się już na blogu, ale chyba warto to mieć w jednym miejscu.

I. Rota wybraniecka rotmistrza Krzysztofa Gojskiego na popisie z 1581 roku była w w barwie błękitnej. Także błękitne stroje miały rota wybraniecka rotmistrza Myśliborskiego i rota wybraniecka rotmistrza Łukasza Sernego (acz tu mamy wzmiankę o białych pętlicach), również biorące udział w tym popisie.

II. Hajducy gwardii Zygmunta III w 1596 roku:
Szła naprzód chorągiew od 300 pieszych żołnierzy, zwanych hajdukami, złożona z Polaków i Węgrów, w ubiorze niebieski, z czerwonymi czapkami, niosący jedni halabardy (…) przy szablach, drudzy mieli rusznice z lontami, albo też obosieczne berdysze, ci pod Chorągwią Królewską szli przed pierwszemi.

III. Piechota wybraniecka w województwie wołyńskim w 1630 roku:
Barwa zwyczayna, obłoczysta [jasno niebieska], petlice czerwone, wiec dziesiętnicy delie czerwone, żupany białe mieć powinni, ynszych apparament, które służą do rzeczy wojennych, nie spominam (…) Podszewka ma być czerwona tak do deliey iako y do żupanów; u dziesiątników zielona podszewka pod deliami czerwonemi. O muszkiety porządne, sążniste y o ynszy rynsztunek poczciwy żebyście mieli, y powtóre was proszę; także dziesiątnicy dardy mieć powinni.

IV. Hajducy Krzysztofa Opalińskiego w 1644 roku:
Piechota mi cwała w głowie. Mój MPanie Bracie, ratujże mię. Będzie moich z pięćdziesiat w takiej barwie, jakąś WMś radził i chciał, to jest żupany błękitne, delie czerwone, utrumque z białłym kirem.

V. Poniżej fragment Wiazdu wspaniałego posłów polskich, gdy do Paryża po Królowę Maryę Ludwikę przyjechali z 1645 roku:
(…) Pan Chłapowski Rotmistrz pieszy JPana Wojewody Pozn[ańskiego] Opalińskiego, na nim żupan atłasowy żółty, ferezya szkarłatna sobolami podszyta, czapka złotogłowowa sobola, zapona rubinowa przy piórach białych żurawich, buzdygan złocisty w ręku na drzewie indyjskim, przy boku miał szablę turkusami sadzoną, pod lewą nogą koncerz [oczywiście rotmistrz, mimo że dowodził piechotą, jechał konno], takąż robotą iako i szabla, koń pod nim cudny, siodło i czaprak haftowany złotem w kwiaty, strzemiona srebrne szerokie: na głowach podpierścień takiż: wodza, z łańcuchów srebrnych bardzo piękney roboty. Za nim szło piechoty 30 w żupanach czerwonych sukiennych, w katankach, w deliach tegoż sukna i maści, które sobie na ramiona powrzucali, u każdey deliyi po 8 srebrnych guzów, za magierką nożyki srebrne, na lewem ramieniu muszkiet, a w prawey ręce siekierka; wszyscy wygoleni po polsku. Przodkiem szło 4 dziesiątników, w takieyże barwie, z dardami, proporce, żółte i czerwone: A za nimi 6 szyposzów [grających na piszczałkach].
Po tem jechał Pan Pieczowski Rotmistrz pieszy Jmci Xięcia Biskupa Warmińskiego, w żupanie atłasowym szkarłatnym, w ferezyi axamitney zapona z piórami iak i u pierwszego Rotmistrza: na konu też tak dobrym i tak przystojnym iako i pierwszy, tylko że na nich była barwa zielona, za nim szło piechoty 25  w takimże stroiu, a petlice srebrne u delyi, w lilie robione za nimi 6 szyposzów, ubrani iako i piechota.

VI. Kawaler de Labouveur w składzie wojsk witających królową Marię Ludwikę w Gdańsku w lutym 1646 roku widział trzysta hajduków, jasno-niebiesko ubranych księcia Karola (co jednak nie pokrywa się z innym źródłem, może więc chodzi o oddział kogoś innego?) oraz dwieście hajduków i dragonów czerwono ubranych Stanisława Albrychta Radziwiłła.

VII. W anonimowym Ingresie… wśród wojsk witających wjazd królowej Marii Ludwiki do Warszawy 10 marca 1646 roku znajdujemy także dwie chorągwie starosty lanckorońskiego w barwie błękitnej z węgierska przybrane.

VIII. Wyprawa łanowa województwa bełskiego w 1648 roku:
W tych ze nowych osadach, od których poddanych, którzy w chałupach tylko przy ogrodach swych mieszkają, a pól do nich nie maią, także od trzydziestu chałup, hajduka, byle nie Rusina  z muszkietem y szablą, w barwie błękitney, to iest żupan y katanka, porządnie wyprawić powinien.

IX. Piechota łanowa województwa sandomierskiego wedle uchwały z 28 kwietnia 1655 roku:
(…) żupany błękitne w pół goleni, katanki czerwone, białym kirem podszyte z potrzebami błękitnymi, kto chce może i delię, byle błękitną dać swemu [chodzi tu o to, że szlachcic wedle uznania mógł rekrutowi zapewnić delie], spodnie czerwone, czapki kapturowe na modłę niemiecką i buty również robione według niemieckiego wzoru.

X. W czerwcu 1653 roku szlachta ziemi przemyskiej uchwaliła wystawienie hajduków wyprawy łanowej w barwie, w żupanach błękitnych, w deliach czerwonych z muszkietami dobrymi.

XI. 22 kwietnia 1655 roku sejmik ziemi halickiej ustalił wystawienie ubranej z cudzoziemska wyprawy łanowej: muszkieter (…) w barwie błękitnej białym kirem podszytej, z guzami takimi częścią niemieckim krojem w palendraku strojem i sposobem cudzoziemskim z muszkietem lontowym.

XII. Szlachta województwa ruskiego z kolei ustaliła 28 kwietnia 1655 roku, że hajducy wyprawy łanowej mają wyglądać następująco: barwa ma być żupan błękitny, katanka czerwona a przytem i kożuch in casum wojowania [w] zimie; muszkiet tenże hajduk powinien mieć lontowy.

XIII. Hajducy na ślubie Jana Sobiepana Zamoyskiego z Marią Kazimierą d’Arquien w 1658 roku, czyli pełna gala:
Szło najprzód sto hajduków w barwie Zamojskiego, na której wyszyte były płomieniste serca, cyfry i napisy złote, ładownice ich i pasy, podobnież ozdobione były: mieli na głowach kołpaki bobrowe z dwoma piórami białemi, stalowe ich topory, były pozłacane.

XIV. Hajducy hetmana wielkiego koronnego Stanisława Potockiego (chorągiew dowodzona przez Franciszka Szeligowskiego) uczestniczący w tryumfie hetmańskim w Warszawie 12 czerwca 1661 roku wystąpili w barwie czerwonej.

XV. Hajducy osłaniający poselstwo polsko-litewskie do Moskwy (1677-1678):
(…) po bokach szli hajducy pąsowo z Węgierska ubrani, z haftkami, petlicami i srebrnemi guzami.



wtorek, 21 stycznia 2014

Szkocki Archimedes - cz. I.

Wśród zapisków źródłowych dotyczących jednostek szkockich służących w XVII wieku w armii Zjednoczonych Prowincji natknąłem się na niezwykłą historię kapitana Williama Douglasa. Od czerwca 1627 roku dowodził on jedną ze szkockich kompanii piechoty, ale już pod koniec 1626 roku negocjował  z Holendrami patenty dotyczące jego autorskich pomysłów dotyczących uzbrojenia. A pan Douglas pomysły miał wręcz rewolucyjne:
- wynalazek broni palnej, z którą jeden żołnierz, czy to piechur czy kawalerzysta, może wystrzelić [w tym samym czasie] tyle co sześciu żołnierzy z normalną bronią [zapewne muszkietami]
- wynalazek piki, za pomocą której żołnierz może walczyć nie tylko jako pikinier, ale i jako muszkieter
- wynalazek wozu bojowego [w zapisie ‘foot-carriage’, czyli ciągniętego przez pieszych], za pomocą którego jeden żołnierz może zastąpić lub wykonać robotę 100 muszkieterów
- wynalazek wozu bojowego [w zapisie ‘horse-carriage’ czyli zaprzężonego w konie] za pomocą którego jeden człowiek i dwa konie [pociągowe] mogą wykonać robotę 200 kirasjerów.
Wynalazki brzmią naprawdę niesamowicie i rewolucyjnie, nieprawdaż?  Holendrzy postanowili dać mu szansę z kolejnym wynalazkiem, czyli działem z którego można było strzelić trzy wystrzały [tak szybko] jak z [aktualnie używanego] jednego. Przeprowadzona 23 kwietnia 1627 roku, w obecności komisarzy niderlandzkich, próba poligonowa wykazała, że eksperymentalne działo wystrzeliło pięć razy w tym samym czasie gdy „normalne” działo wystrzeliło dwa razy. W maju 1627 roku poproszono Douglasa o odlanie dwóch dział, które miały być połączone ze sobą (więc zapewne o to chodziło w całym tricku) i które miał zaprezentować w kolejnej próbie. W styczniu 1628 roku Douglas bezskutecznie domagał się pieniędzy za muszkiety swojego pomysłu. Od wiosny 1628 roku skupiono się z kolei na jego wynalazkach morskich, najwyraźniej dano sobie spokój z jego eksperymentalną bronią lądową. Cennik usług okrętowych Douglasa cytowałem już kiedyś w innym wpisie, jego epopei morskiej przyjrzymy się z kolei w drugiej części  za jakiś czas.

Od razu jednak muszę zaznaczyć, że epilog całej niderlandzkiej przygody Williama Douglasa jest smutny. Zginął on bowiem jesienią 1629 roku, a jego intrygujące wynalazki przepadły wraz z nim. 

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Szwedzka głowa na sposób węgierski

Kilka lat temu poświęciłem nieco miejsca na blogu wyprawie Zygmunta III do Szwecji w roku1598. W komentarzu Dario (pozdrawiam!) zastanawiał się wtedy, jakie to oddziały jazdy mógł mieć ze sobą monarcha. Przeglądając dziś kronikę biskupa Piaseckiego znalazłem drobny ślad, który daje nieco do myślenia. Otóż w czasie bitwy pod Stegeborgiem węgierski oficer Bekiesz (nie wiem tylko czy chodzi o Kaspra czy raczej jego syna Wacława) miał oburzyć króla, przynosząc mu trofeum zdobyte na buntownikach: ten bowiem odciętą z karku głowę nieprzyjacielską, na kopii utkwioną przyniósł. Zwyczaj nabijania na kopie  odciętych głów przeciwnika znamy chociażby z wizerunków jazdy węgierskiej z przełomu XVI i XVII wieku, daje więc to do myślenia że przynajmniej jakaś część jazdy królewskiej to węgierska husaria. W orszaku króla miał się też znaleźć świetny poczet dworzan, może i tu należy szukać husarii? Rzecz byłaby o tyle ciekawa, że to jedyny przypadek gdy husaria walczyłaby na szwedzkiej ziemi. Temat wymagałby jednak o wiele dokładniejszych badań niż te na które mogę poświęcić czas – może jednak kiedyś jakieś nowe materiały na ten temat ujrzą światło dzienne?

Piasecki daje nam też taki oto opis piechoty, która towarzyszyła Zygmuntowi III z Polski: jeden pułk nadwornej piechoty węgierskiej, z tysiąca żołnierzy złożonej i drugi straży przybocznej, do których orszak dworski i kilka chorągwi pieszych z Prus dla bezpieczeństwa przeprawy morskiej ściągniętych przydawszy, wszystkich uzbrojonych liczba dwóch tysięcy nie przenosiła.


niedziela, 19 stycznia 2014

Kiezmark 1627 po raz trzeci - ważne nowe ustalenie

[Great thanks to Karin Tetteris form Armémuseum in Stockholm for help in this enquiry. All photos courtesy of Armémuseum.  ]

Po raz trzeci udajemy się pod Kiezmark w Roku Pańskim 1627, ale też odkrycie jest ważne i warto się nim podzielić. Mam zresztą wrażenie (acz mogę się tu mylić) że jestem pierwszym polskim badaczem, który znalazł poniższą informację i ją opublikował. Pisałem poprzednio o dwóch sztandarach zdobytych w bitwie, które miały znajdować się w zbiorach szwedzkich pod sygnaturami ST 28:51 i ST 28:52. Postanowiłem zasięgnąć informacji u źródeł i otrzymałem wyczerpującą odpowiedź od pani Karin Tetteris z Armémuseum w Sztokholmie.


Okazuje się mianowicie, że sztandar jest tylko jeden!!! Pod sygnaturą ST 28:51 znajdujemy faktyczny sztandar i jego kopię wykonana w XVII wieku przez Olofa Hoffmana. Rysunek ów widzimy powyżej. Z kolei ST 28: 52 to kopia z początku XX wieku, autorstwa Jonasa Jonssona (zdjęcie rysunku poniżej). Sprawa wydaje się więc wyjaśniona, chociaż wciąż nie wiemy, czy sztandar należał do roty Artura Astona czy Fridricha Denhoffa. Jest to jednak krok naprzód w moich badaniach nad tym starciem, mam teraz nadzieję zebrać wszystkie nowe informacje w jeden artykuł – może uda się go gdzieś opublikować.

wtorek, 14 stycznia 2014

Malarze znani i nieznani - cz. LVI

W sumie trochę to naciągane, że podciągam niniejszy wpis do malarstwa, ale biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia ze specyficznym autoportretem, można na to przymknąć oko. Fryderyk (Fridrich) Getkant (?-1666) to niezwykle ciekawa XVII-wieczna postać: inżynier wojskowy, kartograf i artylerzysta. Służył kolejno Władysławowi IV, Janowi II Kazimierzowi, Karolowi X Gustawowi (dla którego oblegał Jasną Górę…) i znowu Janowi II Kazimierzowi. Dla pierwszego z tych władców wykonał przepiękny atlas Topografica practica conscripta et recognita per Fridericum Getkant, mechanicum. Na jednej z map – przedstawiającej Królewiec i okolice – nasz inżynier przedstawił trzech kartografów wojskowych. Uznaje się, że postać w kapeluszu, wskazująca palcem prawej ręki, to właśnie sam Getkant, który postanowił się uwieńczyć przy pracy. Rzadko mamy do czynienia z wizerunkiem polskich inżynierów czy kartografów, więc tym cenne jest takie źródło ikonograficzne.  

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Wszelki duch (pana Stanisława)

Hetman wielki koronny Stanisław Koniecpolski zmarł – w jakże specyficznych okolicznościach – 11 marca 1646 roku w swojej siedzibie w Brodach. Rzplita straciła jednego z największych swych wodzów, którego nieobecność miała być boleśnie odczuwana w kolejnych latach. Złowróżbną zapowiedzią nadchodzących nieszczęść może być wypadek, który miał miejsce w czasie pogrzebu hetmana. Tak oto zapisał go Albrycht  Stanisław Radziwiłł:
Na pierwszym pogrzebie hetmana koronnego w Brodach, wielki tumult w kościele się stał, gdy bowiem według zwyczaju rycerz na koniu kopią skruszył, koń przestraszony, wielu kopytami ranił i wybiegłszy z kościoła, po ulicach biegając ledwo był przytrzymany; ten pogrzeb więcej niż na sto tysięcy kosztował.

Musiał duch pana Stanisława nieźle husarskiego konia wystraszyć…