Pyszna anegdota z moich aktualnych okolic, dotycząca Wojny Trzydziestoletniej. Wiosną 1628 roku Patryick Bryson z Edynburga zaciągnął się na ochotnika na szwedzką służbę. Miał służyć w jednostce kapitana Bannatyne’a, oficerem który go rekrutował był porucznik Kinkaid. Kiedy Bryson, już po przyjęciu ‘szwedzkiego’ szylinga spacerował sobie po High Street (głównej ulicy w Edynburgu) został złapany przez żołnierzy chorążego Haitly. Ten wcielił go przymusem to jednostki sir Thomasa Kelly, który rekrutował Szkotów na służbę duńską. Cała sprawa oparła się o edynburski Privy Council – co ciekawe radcy stwierdzili, że Haitly ma prawo wcielić Brysona na służbę duńską, mimo że ~ten wcześniej zaciągnął się jako ochotnik (a nie przymusowo!) na służbę szwedzką. Chorąży musiał jednak oddać porucznikowi pieniądze, które Kinkaid zapłacił nowego rekrutowi z chwilą wpisania go na stan jednostki. Najgorzej wyszedł na tym wszystkim Bryson – na początku czerwca 1628 roku wysłał on bowiem skargę do Privy Council, że już od sześciu tygodni (zapewne na czas procesu) w wielkiej biedzie jest przetrzymywany w ‘toolboth’ (specyficzne połączenie aresztu, więzienia i budynku rady miasta) w Edynburgu (patrz rysunek u góry). Miał chyba dużo czasu nad zastanowieniem się, czy wojaczka to faktycznie dobre powołanie…
Wojskowość europejska XVI-XVIII wieku [dużo], wargaming historyczny [odrobinę], a także co tam mi jeszcze przyjdzie do głowy...
niedziela, 10 października 2010
sobota, 9 października 2010
Szeregów nieprzyjaciela wiary było więcej niż trzydzieści...
24 sierpnia 1683 roku korpus kawalerii i dragonii cesarskiej ks. Karola Lotaryńskiego (ok. 12 000 żołnierzy, w tym ok. 2000 Polaków ze zgrupowania Lubomirskiego) stoczył pod Bisambergiem zwycięską bitwę oddziałami turecko-tatarskimi, dowodzonymi przez Abaze Kor Husejna paszę, bejlerbeja Egeru (6000 Turków, 5000 Tatarów, 1000 kuruców). Siły muzułmańskie straciły ok. 1000 poległych i wziętych do niewoli (przede wszystkim Turków) i 25 sztandarów. Straty armii cesarskieh były o wiele niższe, wiemy że Polacy stracili poległych 1 towarzysz i 12 pocztowych z chorągwi pancernych, także kilkunastu poległych arkebuzerów z regimentu Lubomirskiego. W starciu zasłużyła się zwłaszcza polska kawaleria – pancerni z pułku Grocholskiego przyczynili się w dużej mierze do złamania kawalerii tureckiej, zadali też przeciwnikom spore straty w czasie pościgu. Poniżej chciałbym przedstawić bardzo ciekawy opis tego starcia, pisany z punktu widzenia Turków. To dobrze nam znany Silahdar Mehmed aga z Fyndykły z jego kroniki. Piechota cesarska o której wspomina to de facto spieszona dragonia, między bajki możemy także włożyć ciężkie straty zadane jakoby cesarskim przez jazdę turecką – owe pięć wyciętych szeregów. Kronikarz podkreśla skuteczność broni palnej przeciwnika, barwnie opisuje także walki w trakcie pościgu za uciekającą armią turecką.
Potem ze wszystkich stron rozległy się okrzyki i wojska muzułmańskie [jego własne] tudzież wojska tatarskie pod wodzą chańskiego syna Ałp Gereja sułtana, na nic nie bacząc, uderzyły na nieprzyjaciół wiary. Wśród szturmów i ataków sypnęły one raz jeden ołowiem, potem zaś spuściły na szeregi nieprzyjacielskie rwący potok szabel i w ten sposób dały początek bojowi i bitwie, zmaganiom i walce. Jednak szeregów nieprzyjaciela wiary było więcej niż trzydzieści. Rozstąpiły się one na dwie strony wysuwając do przodu piechotę i armaty, po czym otoczyły muzułmanów z dwu stron. Ci, walcząc i poczynając sobie dzielnie i śmiało, zachęcając się nawzajem i wznosząc okrzyki, wycięli pięć takich szeregów i skoczyli na te, które stały w głębi. Wtedy jednak [nieprzyjaciele] pchnęli do przodu trzymaną w zasadzce piechotę, a ponadto uderzyli ze wszystkich armat naraz oraz: sypnęli istnym deszczem ołowiu. Poniósł śmierć męczeńską aga beszlich z Egeru Biczlizade i syn Bajrama paszy z Pożegi, i Gazi bej, aga goniillich, który ongiś służył w prześwietnym haremie padyszachowym, a wielu [innych] gazich muzułmańskich też stoczyło się na czarną ziemię i poniosło śmierć.
Wówczas wojsko tatarskie rzuciło się do ucieczki. Serasker Husejn pasza, człowiek wielkiej siły i pełen zapału, gazi i bohater, którego szabla zawsze ociekała krwią, pozostał na swoim miejscu i dodawszy gazim otuchy, raz jeszcze rzucił się na szeregi nieprzyjacielskie. W tym momencie został jednak z prawa i z lewa ugodzony kulami, które go przeszyły na wylot. Gdy zaś dostawszy jeszcze postrzał w głowę i w prawe kolano stracił już wszelką moc i siłę, a nędzni giaurzy po raz trzeci wypalili z armat i rusznic, zachwiały się fundamenty wytrwałego oporu muzułmańskich gazich i zostali oni do cna rozbici.
Rozpadli się oni na dwie części. Część pierwsza puściła się w ślad za Tatarami i uciekając z powrotem szlakiem tym samym, którym tam przyszła, po tysięcznych utrapieniach wydostała się na drogę ratunku. Część druga z Husejnem paszą [na czele] skierowała się drogą ku Dunajowi i uciekała w stronę mostu na rzece Moravie. Tych jednak ścigała jazda giaurska, toteż z gazich muzułmańskich ocaleli jedynie ci, którzy zdołali przeprawić się przez most, jeszcze nim [nieprzyjaciele] nie dotarli tam i nie zawładnęli przyczółkiem. [Reszta], gdy nieprzyjaciele wiary dopędziwszy ich opanowali dojście do mostu i potem go zniszczyli, wyzionęła ducha, [do ostatka] walcząc o sprawę Bożą.
Także zbolały Husejn pasza, udając, że ucieka brzegiem Dunaju, a przy tym walcząc, dotarł do mostu na Morawie, do którego rwał się z całych sił. Most jednak był już zburzony, tedy zsiadł z konia i, trzymany pod rękę przez swego silahdara, przechodził [przez rzekę] chwytając się belek [mostu]. [Będąc wszakże zmorzeni] cierpieniem wskutek [odniesionych] ran, obaj runęli do wody i utonęli.
Mogrułzade Giirdżi Mehmed pasza przedostał się wałem na ten brzeg rzeki. Inni żołnierze muzułmańscy bądź się potopili, bądź też ponieśli męczeńską śmierć walcząc u boku sandżakbeja szolnockiego i ałajbeja egerskiego. Pozostali gazijowie w liczbie około osiemdziesięciu ludzi w nadziei, że przedostaną się na brzeg wiedeński, skoczyli do rzeki Dunaju i dopłynęli do jakiejś wyspy. Do tego brzegu było jeszcze daleko, tedy zawrócili na brzeg tamten, gdzie byli giaurzy. Kiedy wyłazili z wody, około siedemdziesięciu z nich zadano śmierć męczeńską na miejscu, przeto zdołało się uratować tylko może dziesięciu, którzy wydostali się stamtąd cało i potem przeleżeli [w ukryciu] w pewnej okolicy o dwie godziny od rzeki Morawy.
Natomiast wojsko tatarskie i Emeryk Thokoly wrócili bez przeszkód i [nawet kropla] krwi z nosa im nie pociekła.
czwartek, 7 października 2010
Która chorągiew po której ma iść - cz. I
Zaniedbałem ostatnio wszystkie cykle blogowe (poza malarzami), brakuje mi chyba na nie weny, więc spróbujemy odczarować złą passę czymś nowym... W związku z tym dodam nową serię wpisów - będzie chyba najbardziej użyteczny dla wargamerow (zwłaszcza do systemu w typie OiM). Chciałbym w nim przedstawiać dane dotyczące podziału armii koronnych i litewskich na pułki jazdy autoramentu narodowego (a gdzie to możliwe dodam także dane dotyczące piechoty i dragonii) – takie ODB mogą być przydatne przy tworzeniu scenariuszy do gier i kampanii. Oczywiście będę zamieszczał tylko takie spisy, gdzie dysponuję dokładniejszymi danymi. Rzecz wydaje mi się ciekawa, bo pokazuje jak duże były różnice w wielkości pułków. Zauważyć można też niejaką ‘specjalizację’ – niektóre pułki miały spełniać zadania rozpoznawcze i osłonowe (jako siły lekkie), w niektórych mamy do czynienia z dużą liczba husarii (pułk JKM, hetmańskie) stąd są to główne formacje uderzeniowe armii. Jeżeli cykl wyda się ciekawy (wszelkie komentarze mile widziane) doczeka się kontynuacji...
Pułki kawalerii w kampanii mołdawskiej 1686 roku.
W każdym pułku ilość chorągwi danego typu jazdy, po myślniku łączna liczba koni (stan etatowy) w tych chorągwiach:
I. Pułk JKM Jana III Sobieskiego:
- 7 chorągwi husarii - 1120 koni
- 10 chorągwi pancernych – 1400 koni
II. Pułk królewicza Jakuba Sobieskiego:
- 3 chorągwie husarii – 450 koni
- 7 chorągwi pancernych – 820 koni
III. Pułk hetmana wielkiego koronnego Stanisława Jabłonowskiego, wojewody ruskiego:
- 7 chorągwi husarii – 950 koni
- 14 chorągwi pancernych – 1790 koni
IV. Pułk hetmana polnego koronnego Jędrzeja Potockiego, kasztelana krakowskiego:
- 6 chorągwi husarii – 790 koni
- 15 chorągwi pancernych – 1840 koni
V. Pułk Feliksa Potockiego, wojewody krakowskiego:
- 1 chorągiew husarii – 120 koni
-3 chorągwie pancerne – 350 koni
VI. Pułk Rafała Leszczyńskiego, wojewody kaliskiego:
- 1 chorągiew husarii – 150 koni
- 5 chorągwi pancernych – 540 koni
VII. Pułk strażnika wielkiego koronnego Stefana Bidzińskiego, kasztelana sandomierskiego:
- 6 chorągwi pancernych – 690 koni
- 2 chorągwi wołoskie – 160 koni
VIII. Pułk Hieronima Lubomirskiego, marszałka nadwornego:
- 7 chorągwi pancernych – 920 koni
IX. Pułk Atanazego Miączyńskiego, łowczego koronnego:
- 3 chorągwie pancerne – 350 koni
- 5 chorągwi wołoskich – 460 koni
X. Pułk strażnika wojskowego Michała Zbrożka:
- 2 chorągwie pancerne – 250 koni
- 4 chorągwie wołoskie – 380 koni
XI. Pułk oboźnego wojskowego Marcina Chełmskiego:
- 3 chorągwie pancerne – 350 koni
- 3 chorągwie wołoskie – 280 koni
XII. Reszta kawalerii biorąca udział w wyprawie, nie wchodząca w skład pułków:
- 6 chorągwi wołoskich – 440 koni
- 3 skwadrony/regimenty arkebuzerii – 700 koni
XIII. Kawaleria pozostawiona ‘przy pograniczu’, dowodzona przez Stanisława Drużkiewicza, kasztelana chełmskiego:
- 5 chorągwi pancernych - 500 koni
- 4 chorągwie tatarskie – 400 koni
- 3 chorągwie wołoskie - 250 koni
XIV. Piechota i dragonia, która nie wchodziła w skład pułków jazdy:
- 33 regimenty i 3 freikompanie piechoty cudzoziemskiej -12 590 porcji
- 2 chorągwie piechoty węgierskiej – 500 porcji + załogi zamkowe (200 porcji)
- 9 regimentów i 1 freikompania - 4 170 porcji
Malarze znani i nieznani - cz. XII
Nietypowo, tym razem nie zajmę się pojedynczym malarzem, a całą grupą – rzecz bowiem będzie o przedstawieniu Jana III Sobieskiego (zarówno jako króla jak i hetmana). Nie będę Was jednak zanudzał opisami, miast tego polecę bardzo ciekawą lekturę. W drugim zeszycie drugiego tomu Przeglądu Historyczno-Wojskowego (Revue d’Histoire Militaire), wydanego w Warszawie w roku 1930 pod redakcją Ottona Laskowskiego znajdujemy bowiem niezwykle ciekawy artykuł. Doktor Aleksander Czołowski w pracy Ikonografia wojenna Jana III zajął się przedstawieniem XVII wiecznych obrazów i sztychów, przyjął jednak ważne założenie, ukazują te tylko współczesne utwory, które mają wartość dokumentów historycznych. Dr. Czołowski starał się także podawać wymiary, miejsce przechowywania (oczywiście na rok 1930, więc nie wszystkie przetrwały do naszych czasów) czy opisy dzieł, jeżeli miał okazję widzieć je na własne oczy. Możemy dzięki temu znaleźć w jego opracowaniu wiele ciekawych detali. W części traktującej o obrazach znajdujemy informacje o 24 płótnach, przedstawiających starcia od bitwy od oblężenia Lwowa w 1672 roku począwszy, na wyprawie mołdawskiej w 1686 roku skończywszy. Część traktująca o rycinach przedstawia informacje o aż 48 sztychach. Zachęcam do lektury, tematyka jest bowiem niezwykle interesująca. Poniżej link do elektronicznej wersji Przeglądu... w zasobach Wielkopolskiej Biblioteki Cyfrowej w Poznaniu:
poniedziałek, 4 października 2010
Apopleksja czy też mordercza chusta?
Jak właściwie zszedł z ziemskiego padołu Samuel Komorowski (herbu Dołęga, stąd tarcza herbowa powyżej), regimentarz litewskiej dywizji lewego skrzydła (znanej także jako dywizja żmudzka)? Znamy dokładną datę – 21 października 1659 roku, jednak okoliczności są już nieco bardziej pogmatwane, a przynajmniej na tyle ciekawe, by o tym napisać. Konrad Bobiatyński w bardzo interesującym artykule Rozwój kariery dowódczej Michała Kazimierza Paca na tle działań militarnych prowadzonych w Inflantach i Kurlandii w latach 1657-1660 [w: Wojny północne w XVI-XVIII wieku, Toruń 2007] jako przyczynę zgonu podał apopleksję. Powołał się przy tym na nieznany do tej pory list, prawdopodobnie Jana Mierzeńskiego do K. Paca, datowany na 22 października 1659 roku z Lipawy. Istnieje jednakże i inna, niezwykle barwna, wersja opisująca przyczynę zgonu litewskiego pułkownika. Wspomniał o niej hrabia Leon Potocki w przypisie do pamiętnika Jana Władysława Poczobuta Odlanickiego. Okoliczności są identyczne jak w tekście K. Bobiatyńskiego – Komorowski wraca z Grobina, gdzie gościł go ks. Bogusław Radziwiłł. Oddajmy zresztą głos Potockiemu:
Xiąże Bogusław Radziwiłł, mając pod sobą partyę wojska brandeburskiego, w Kurlandyi Szwedów parzył, mianowicie zamek Grubin dobywszy, garnizon szwedzki od kilkuset ludzi przy znacznej artyleryi i amunicyi zabrał. Tamże w Grubinie ciesząc się Xiąże Bogusław z pomyślnych nad Szwedami progressów, Połubińskiego i Komorowskiego, Regimentarzów, i wielu innych oficyalistów wojska litewskiego hojnie częstował; Komorowski, gdy dobrze sobie dogodziwszy, powracając do obozu, w kolasce zasnął, chusta z szyi wisząca, nieszczęśliwie jakoś wplątała się w koło, i tego dzielnego wojownika zadusiła.
To ci dopiero wersja wydarzeń – regimentarz popił sobie jakowyś zacnych trunków, przysnął w karecie i padł ofiarą morderczej chusty i koła. Hrabia Potocki zapewne spotkał się z ową opowiastką w XVII-wiecznej kronice Liefländische Historia, pióra inflanckiego pastora (a i historyka regionu zarazem) Christiana Kelcha – ten mógł ją usłyszeć podczas swoich inflanckich podróży. Nie wiem która wersja jest prawdziwa, chociaż ‘mordercza chustka’ brzmi tak niesamowicie że aż wydaje się prawdopodobna. Z kolei apopleksję można zawsze było podać jako ‘oficjalną’ wersję zgonu, wszak to wstyd straszliwy, że dowódca połowy armii litewskiej przegrał z trunkiem, chustką i kołem od wozu…
Chorągwi szwedzkich było siedem...
Informacje o szwedzkich sztandarach z okresu wojen Karola X Gustawa są niestety szczątkowe. Tu i ówdzie udaje się znaleźć jakiś zapis, nieco sztandarów dotrwało też do naszych czasów w muzeach. Sporo zresztą o tym dyskutowaliśmy (zahaczając także o czasy Gustawa II Adolfa) na forum OiM:
Bardzo się więc ucieszyłem, kiedy po raz kolejny czytając pamiętnik Jana Poczobuta Odlanickiego natknąłem się na zapis opisujący kapitulację szwedzkiego garnizonu Mitawy 9 stycznia 1660 roku. Szwedzi otrzymali prawo wyjścia z zamku działa dwa z sobą wyprowadzili, bo tak w traktatach było postanowiono, moździerz jeden i prochu dwie beczki. Poczobut wspomina jednak, że Szwedzi mieli siedem sztandarów – z tekstu nie wynika, by padły one łupem Litwinów, jeżeli kapitulujący obrońcy mieli prawo zachować działa (zapewne polowe) to zapewne i chorągwie pozostały przy wychodzących z Mitawy oddziałach. Oto jaki opis sprezentował nam pamiętnikarz:
Chorągwie były: dwie żółte, w lazurowem wieńcu klucz; drugie dwie czerwone, po trzy róże po brzegach, mające litery złote; trzecie dwie zielone, wielkie, w wieńcu także litery złote; a biała jedna.
Na dzień dzisiejszy nie jestem jeszcze w stanie zidentyfikować oddziałów broniących Mitawy, ale nad kilkoma kwestiami możemy się tu zastanowić. Dwie chorągwie opisane są jako ‘wielkie ‘ – to z dużą pewnością oznacza sztandary kompanii piechoty. Widzimy trzy pary podobnych do siebie sztandarów, może to oznaczać po dwie kompanie wybrane z trzech regimentów. Była to typowa dla Szwedów praktyka obsadzania garnizonów, do których desygnowano tylko część regimentów. Biały sztandar mógłby oznaczać tzw. livfane, czyli chorągiew pułkownika regimentu. Oczywiście może to być też po prostu chorągiew z zupełnie innego regimentu niż pozostałe wchodzące w skład załogi. Mimo że wzmianka jest tak krótka, wydaje się bardzo ciekawym znaleziskiem – nie pozostaje więc nic innego tylko dalej pogrążyć się w lekturze źródeł z epoki, skarby czekają na odkrycie…
niedziela, 3 października 2010
Langfelde/Długie Pole - 15 lipca 1627 roku
Tym razem chciałbym napisać o potyczce stoczonej w czasie wojny o ujście Wisły – starcie mało znane, a niezwykle ciekawe, bo zupełnie odmiennie przedstawione przez źródła z obydwu stron. Hetman Koniecpolski w lipcu 1627 roku opanował Gniew, otrzymał jednak wtedy informację o ruchach armii szwedzkiej w okolicach Kiezmarku. Wysłał więc ks. Zasławskiego na czele jego pułku jazdy by rozpoznał siły szwedzkie. Polska jazda dotarła do Grabin, gdzie rozbiła obóz. Pułkownik wysłał wtedy znanego zagończyka, Pawła Czarnieckiego, na czele podjazdu w okolice obozu szwedzkiego. Posłał nocą 8 chorągwi kozackich na podjazd pod wojsko nieprzyjacielskie (…), którzy zapuściwszy się aż ku obozowi szwedzkiemu. I w tym momencie zaczynają się rozbieżności, które jednak początkowo łatwo wyjaśnić. Według Szwedów zgrupowanie polskie (nazwane ‘strażą przednią’) składało się z 14 ‘kompanii’ – 3 husarii, 9 kozackich i 2 dragońskich. Wydaje się jednak że jako ową ‘straż przednią’ potraktowano całość pułku Zasławskiego – wierząc że za nim maszeruje reszta armii polskiej. Polski Diariusz albo summa spraw… opisuje, jak to nad rankiem (zapewne z 14 na 15 lipca) podjazd Czarnieckiego wpadł na 12 kornetów szwedzkiej jazdy która też lubo dla języka, lubo dla żywności posłani byli. Kozacy mieli odważnie zaatakować Szwedów i zmusić ich do panicznego odwrotu. Goniąc uciekających rajtarów kozacy mieli z kolei wpaść na na piechotę, których było kilkaset na zasadzce, i tam mężnie sobie poczynali. W końcu jednak polska jazda, otoczona zewsząd przez przeważające siły nieprzyjaciela, miała się wycofać z pola walki. Diariusz podaje straty tylko spośród towarzyszy – 4 zabito, pojmano 6 – oprócz tego podjazd miał stracić na rzecz Szwedów aż trzy sztandary, z chorągwi kozackich Samuela Łaszcza, Kruszyńskiego i Kuliczkowskiego. Według tej wersji, Polacy ulegli przewadze nieprzyjaciela, musiało dojść do zaciętej walki wręcz, jeżeli utracono trzy chorągwie. Interesujący, acz często spotykany w źródłach, jest brak informacji o stratach wśród pocztowych – którzy musieli wszak być zarówno wśród zabitych, rannych jak i wziętych do niewoli.
Przechodzimy do kolejnej wersji wydarzeń, tym razem to Israel Hoppe i jego kronika wojny w Prusach. Ten określił siły polskie na 2 kompanie husarii i 13 kompanii kozackich. Daje nam on także nieco informacji o grupie szwedzkiej – ta ma być jednak o wiele mniejsza niż według polskiego diariusza. Szwedami miał dowodzić podpułkownik ‘Achiatus Tott’ – czyli słynny fiński kawalerzysta Åke Tott. Jego oddział to 3 seinen Compagnien zu Ross czyli 3 kompanie rajtarii Totta oraz 2 Comp. von Lessels Regimente zu Fuss czyli 2 kompanie z pieszego regimentu płk. Alexandra Leslie (szwedzki krajowy regiment z Kronoberg). Szwedzi mieli odeprzeć polski atak, zdobywając 4 sztandary.
Ostatnia, bardzo istotna wersja wydarzeń, pochodzi z listu kanclerza Axela Oxenstierny do jego brata Gabriela Gustaffsona, datowanego z obozu pod Głową Gdańską 16 lipca 1627 roku. Pozwala nam potwierdzić datę (15 lipca) jak i zlokalizować miejsce potyczki jako Langfelde – była to wieś Długie Pole. Tott miał mieć pod swoją komendą 150 fińskich lattaryttare, pułkownik Leslie zaś 180 muszkieterów ze swojego regimentu. Dane te są dosyć zbieżne z tym co podał Hoppe - 3 kompanie jazdy i 2 kompanie piechoty w toku kampanii były na pewno poniżej stanów etatowych. Wiemy jednakże, że w bitwie pod Tczewem kompania fińska Totta miała 100 żołnierzy, a jego kompania najemna 120. Jak więc pogodzić owych 150 rajtarów z 3 kompaniami u Hoppego? Być może tylko tylu żołnierzy było w lipcu zdatnych do walki, ewentualnie w potyczce wzięła udział tylko jedna lub dwie kompanie? Do rzeczy jednak… Leslie i Tott ze swoimi żołnierzami ubezpieczał flankę armii szwedzkiej szykującej się do powtórnej przeprawy pod Kiezmarkiem (przypomnijmy – tym razem udanej, o czym już na blogu pisałem), jego zadaniem miało być zapewne informowanie o ruchach wojsk polskich. To właśnie według tej wersji polska ‘straż przednia’ miała liczyć aż 14 kompanii, w tym husarią i dragonię. Co jednak najważniejsze, według owej relacji tylko 5 z owych kompanii uderzyło na Szwedów. Szwedzcy muszkieterzy, ukryci w zasadzce (czyli tak jak podał Diariusz…, acz nie w takiej ilości) oddali z zaskoczenia salwę na flankę atakujących Polaków, co wraz z dosyć desperackim oporem ze strony Finów pozwoliło odeprzeć atak. Polacy mieli utracić 4 sztandary (czyli tak jak o tym napisał, zapewne w oparciu o relacje szwedzkie, Hoppe), do niewoli wzięto 1 chorążego i 8 innych żołnierzy polskich. Szwedzi mieli mieć 3 zabitych (1 rajtara i 2 muszkieterów) oraz 8 do 10 rannych (‘pociętych’ więc rannych w starciu wręcz).
Subskrybuj:
Posty (Atom)





