Wojskowość europejska XVI-XVIII wieku [dużo], wargaming historyczny [odrobinę], a także co tam mi jeszcze przyjdzie do głowy...
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Debiut zagraniczny
Niezwykle miło mi poinformować, że jeden z moich artykułów został opublikowany w 6 numerze magazynu historycznego 'Kraj Smoleński'. Numer zatytułowany 'Smoleńsk i Rzeczpospolita' zawiera artykuły Radka Sikory i Jerzego Czajewskiego, dotyczące kolejnych walk pod Smoleńskiem (w czasie Smuty, wojny smoleńskiej i w 1654 roku), a także bitwy kłuszyńskiej. W tak zacnym i znanym towarzystwie znalazł się i mój artykuł opisujący działania rajtarii polskiej i litewskiej w czasie wojny smoleńskiej 1632-1634. Chciałbym tu serdecznie podziękować Jerzemu Czajewskiemu (w pas się kłaniam czapką służbową z czaplim piórkiem!) za zaproponowanie mojego artykułu do edycji magazynu, a przede wszystkim za trud włożony w tłumaczenie na język rosyjski!
Podjazd Obuchowicza - historyczna lista OiM
W oparciu o informacje na temat porażki litewskiego podjazdu Obuchowicza w 1660 roku:
http://kadrinazi.blogspot.com/2011/04/pouciekali-tak-brzydko-pruzany-malcz.html
opracowaliśmy z Rafałem Szwelickim pierwszy historyczny podjazd do OiM, który od dzisiaj jest do ściągnięcia ze strony:
http://www.ogniemimieczem.wargamer.pl/index.php?option=com_rokdownloads&view=file&Itemid=63&id=24:podjazdobuchowicza
Mam nadzieję, że tego typu podjazdy, oparte o źródłowe zapisy starć, spodobają się graczom. Nie ukrywam że na 'desce kreślarskiej' są podobnego typu podjazdy (a w przyszłości także i większe zgrupowania) do innych armii...
http://kadrinazi.blogspot.com/2011/04/pouciekali-tak-brzydko-pruzany-malcz.html
opracowaliśmy z Rafałem Szwelickim pierwszy historyczny podjazd do OiM, który od dzisiaj jest do ściągnięcia ze strony:
http://www.ogniemimieczem.wargamer.pl/index.php?option=com_rokdownloads&view=file&Itemid=63&id=24:podjazdobuchowicza
Mam nadzieję, że tego typu podjazdy, oparte o źródłowe zapisy starć, spodobają się graczom. Nie ukrywam że na 'desce kreślarskiej' są podobnego typu podjazdy (a w przyszłości także i większe zgrupowania) do innych armii...
sobota, 28 stycznia 2012
Waleczni, Bestie i Czerwoni
Armia wołoska rzadko gości na blogu, więc tym bardziej ciekawy wydał mi się fragment który dziś znalazłem. Co prawda pochodzi z wydanej w 1861 roku pracy Leona Rogalskiego ‘Dzieje księstw naddunajskich…’ niemniej jednak zawiera na tyle interesujące szczegóły, że pozwolę sobie zacytować spory fragment. Dotyczy on wojskowości za panowania Michała Walecznego (1557-1601)
Wojsko było przedmiotem pieczołowitości i troskliwość książąt XVI wieku. Oprócz wojsk stałych, cala massa ludu obowiązaną była wystąpić zbrojno, pod dowództwem bojarów i tysiączników, gdy ojczyzna była w niebezpieczeństwie. Michał II szczególniej zajmował się wojskiem, gdyż przez całe swoje życie ustawicznie prowadził wojny, i miał żołnierza dobrze wyćwiczonego, zaprawionego do trudów i zwyciężania nieprzyjaciół. Pod nim, wojsko stało się karniejszem, chociaż
Wołosi mieli, iż tak rzekę, wrodzonego ducha rabunku. Ale w owych czasach, najlepsze wojska krajów cywilizowanych nie były wolne od tego zarzutu. Michał II postanowił surowe kary dla przyzwyczajenia Wołochów do tego, iżby byli żołnierzami, nie zaś rozbójnikami; powiodło się mu przez połowę- ale zły przykład najemników, służących także w wojsku wo-łoskiem, szkodliwie wpływa! na wszystkich żołnierzy. Ponieważ Siedmiogrodzianie zawsze pochopniejsi od Wołochów byli do rabunku, kazał w czasie kampanii Multańskiej roku 1600 rozstrzeliwać wszystkich Siedmiogrodzian, schwytanych na rabunku, Wołochów zaś karano tylko chłostą. Michał II zaprowadził dwa nowe rodzaje pułków w swojej jeździe; naprzód Deli, albo Waleczni, na podobieństwo huzarów [tak w tekście, chodzi o husarzy]; powtóre, wybrał dwóchset najcelniejszych jezdnych, dał im tureckie nazwisko Bestia albo Bescłdi [zapewne chodzi o turecką formację jazdy Beszli] i oddał pod dowództwo Stefana Petnahazi, Węgra, męża doświadczonej odwagi, godnego rozkazywać wojownikom, którzy okazali już dowody niepospolitej waleczności. Książe ten zreformował także jazdę Curteni, albo gwardye konną, tudzież Czerwonych. W ogólności, jazda, była zawsze wyćwiczeńszą i użyteczniej sza niżeli piechota; ona działała przy natarciu, piechota zaś złożona z massy ludu, strzegła tylko wąwozów i attakowała nieprzyjaciela z wysokości gór, stanowiła silę odporną, nie zaś zdobywczą; a Michał ligi pragnął bydź zdobywcą. Pisarz spółczesny, Jakób Geuder, który w roku 1601 wydał we Frankfurcie dzieło o środkach pomyślnego walczenia z Turkami, tak mówi o wojsku Michała: Michał ma pod swemi rozkazami nie tylko Wołochów (których odwagę poznali Turcy w wojnach prowadzonych za panowania Dracu), ale też niemało Węgrów, Siedmiogrodzian, także Albańczyków, Bułgarów i Serbów. Niewielu ma kanonijerów, czego też brakuje Siedmiogrodzianom, bo te narody, a zwłaszcza Węgrzy, chętniej używają szabli niżeli strzelby, i po większej części służą wjeździe: noszą długie lance, i niełatwo pierzchają na widok nieprzyjaciela.
piątek, 27 stycznia 2012
To taka w Polsce pociecha komendy
Pisałem ostatnio o opłakanej sytuacji wojsk koronnych w 1670 roku:
Tym razem cofniemy się trzy lata, do września 1667 roku, a hetman Jan Sobieski opisze nam fatalną sytuację podległych mu żołnierzy w tymże roku. Frustracja Sobieskiego jest to oczywista i dość łatwo wytłumaczalna:
(…) wojsko nie w kupie, i że na różne rozdzielone partye, stoi przy fortecach na samej linii. Ja sam z częścią pewną wojska pod Kamieńcem stać będę. Insi Ichmość [wyżsi oficerowie] różnie; z których żadnego nie masz; bo jedni do Krakowa na pogrzeb, jako to JPan Wojewoda Kijowski, Ruski, P. Wda Bełzki, P. Chorąży Koronny, P. Pisarz, P. Strażnik; drudzy po swoich prywatnych do domu rozjechali się potrzebach. A nie tylko ich Ichmość, ale i Officyera żadnego, prócz jednego P. Brion, we wszystkiem nie znalazłby wojsku. Jedni abdankowali [odeszli ze służby], drudzy różnie się rozjechali, nie mając czem sami żyć i swoich żywić regimentów. To taka w Polsce pociecha komendy.
(…) Ostatnie tedy chyba na pożywienie tych ludzi przyjdzie zastawiać koszulę, bo wszyscy się rozjechali. Król daleko: mnie tylko jednemu głowę gryźć będą. Zima zaś następuje, a sejm cale zakazał rozdawać kwater; gdzie się tedy będzie podzieć z tem wojskiem, już i głowy nie staje.
środa, 25 stycznia 2012
Diabeł z koncerzem, kopią i rusznicą
Stanisław Stadnicki, herbu Szreniawa, zanim zasłużył swoimi wyczynami na przydomek Diabła, dzielnie stawał na służbie króla Stefana Batorego. Pod Gdańskiem w 1577 roku na harcach z Niemcami przyszło mu utracić konia, ale walczył wiele a mężnie z dobrą fortuną. W czasie walk z wojskami moskiewskimi uratował pod Toropcem rotmistrza Mikołaja Jazłowieckiego, grożącego mu Tatarzyna zabił, obróciwszy się zrazy od onego w stronę, drugiego pohańca koncerzem przebił. W tejże bitwie sam został zresztą bardzo zbity tatarskimi kiścieniami. Odniósł także ciężką ranę, prowadząc swoją spieszoną chorągiew do szturmu na Psków.
Koleje losu zaprowadziły naszego pana Stanisława (nieco zapewne rozżalonego, że król nie nagrodził go za przelewanie krwi w wojnach moskiewskich) na służbę cesarza Rudolfa II, gdzie przyszło mu walczyć przeciw Turkom. Tak oto o potyczce gdzie wsławił się nasz przyszły Diabeł napisał Bartosz Paprocki:
Jechał do Węgier na zamek Agier, mając z sobą kilka a trzydzieści koni, tam z ludźmi rycerskimi miejsca onego jechał pod zamek turecki, który zowią Beryn. Gdy ich obaczyli Turcy, wypadło ich do nich naprzód koni pięćdziesiąt, do których Stadnicki tylko samodziewięć skoczył, tam mu Pan Bóg zdarzył to raczył, że zaraz jednego kopią zabił, drugiego z rusznice, Turcy się zaraz wsparli, za którymi Stadnicki z onymi tylko ośmią sług wpadł, aż w miasto.
Widzimy więc, że pan Stanisław biegle posługiwał się bronią wszelaką, co bez wątpienia przydawało się nie tylko na pohańca, ale i w czasie jego polskich eskapad, dzięki którym zyskał piekielny przydomek.
wtorek, 24 stycznia 2012
Trucizna, sztylet, pistolet - cz. V
Nie jesteśmy w stanie doliczyć się ile razy próbowano dokonać zamachu na królową Elżbietę I. Duża w tym zasługa ‘uberszpiega’ sir Francisa Walsinghama, który przy pomocy rozgałęzionej siatki szpiegów, agentów i prowokatorów likwidował spiski zanim miały one szanse na realizacje. W źródłach możemy jednak znaleźć informacje, jakimi to metodami planowano zgładzić władczynię, poniżej kilka co lepszych przykładów:
- wysadzenie za pomocą beczek z prochem – zapewne chodzi o jakąś machinę piekielną, nie zachowały się jednak szczegóły
- zatrucie królewskiej pościeli
- zatrucie królewskich mebli – ta i powyższa metoda miała zadziałać poprzez wystawienie Elżbiety na długotrwałe działanie trucizny
- zatrucie buta lub strzemiona – to jak sądzę miało zadziałać natychmiastowo
- metodą na Księcia Orańskiego – czyli zastrzelona
- inne italskie wynalazki – to intrygujące i mocno enigmatyczne, być może chodzi jakąś formę trucizny?
Nie zdziwiłbym się, gdyby nie była to wyczerpująca lista...
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Jagodami tylko żywi
W 1657 roku, w obliczu wkroczenia na teren Korony wojsk siedmiogrodzkich i kozackich, sprzymierzonych ze Szwedami, wydawało się że sytuacja Rzeczypospolitej jest jeszcze gorsza niż w 1655 roku. Armie koronna i litewska, zaangażowane w walki przeciw koalicji przeciwników, wyglądały może dobrze na papierze, jednak ich faktyczna liczebność była o wiele niższa niż zakładano. Trudy ciągłych działań wojennych, brak żołdu i ekwipunku - wszystko to wpływało na gotowość i liczebność wojska. Jakub Łoś, służący jako towarzysz w chorągwi pancernej margrabiego Władysława Myszkowskiego, dosadnie opisał problemy z jakimi borykały się oddziały dość nużne i głodne którym przyszło walczyć przeciw Siedmiogrodzianom Rakoczego:
(...) bo ktoby był widział naszych goniących Węgrow, sami głodni, jagodami tylko żywi, konie chude, tak dalece, że połowice [połowę] ludzi, co w kompucie byli, poustawali na szlakach; dobrze okryta chorągiew była, pod którą było 20 albo 30 koni: Węgrowie zaś daleko świeżsi i dużsi od naszych byli, i nierownie ich było więcej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





