Bardzo interesujący fragment z listu Samuela Proskiego,
kawalera maltańskiego, do Jan Gnińskiego, wojewody chełmińskiego, datowany na
17 stycznia 1679 roku. Proski, przebywający wtedy w Adrianopolu (czy raczej
Edirne) donosił Gnińskiemu jak wygląda sytuacja w państwie rządzonym przez
sułtana Mehmeda IV i jego nowego, niezwykle ambitnego wezyra, Kare Mustafę.
Poniżej zapisek dotyczącej fatalnej sytuacji tureckiej wojskowości, pełen słów
zachęty do ataku na europejskie posiadłości sułtana. Znów kolejna pożywka dla
miłośników historii alternatywnej.
Wojskowość europejska XVI-XVIII wieku [dużo], wargaming historyczny [odrobinę], a także co tam mi jeszcze przyjdzie do głowy...
poniedziałek, 4 marca 2019
wtorek, 26 lutego 2019
Pod osłoną nocy, z kilką hajduków
Kolejny epizod ‘małej wojny’ z okresu 1626-1629, tym razem z
początku 1628 roku. Pułkownik Stefan Koniecpolski rozmieścił swój pułk na
leżach w Starogardzie i okolicach, po czym samemu
przyszło ]mu] odjechać z tych krajów. W czasie jego nieobecności komendę
nad pułkiem miało dwóch rotmistrzów jazdy kozackiej, słynnych zagończyków.
Piotr Czarniecki dowodził oddziałami w Starogardzie a Mikołaj Moczarski w
Skarszewach. Ten pierwszy, wiedząc że nieprzyjaciel w ten czas święta swoje
odprawując, bezpieczniejszym był, wyprawił się z liczącym kilkadziesiąt
koni podjazdem nad Wisłę. Tam, jeden z towarzyszy z jego chorągwi kozackiej, niejaki
Kosecki postanowił dokonać nocnego ataku na Szwedów. Z kilką hajduków przeprawił się prze rzekę i zaatakował świętujących
w karczmie wojaków Gustawa Adolfa. Zaskoczywszy
w niej kilkunastu Szwedów wszystkich i z żonami wysiekli, jednego żywo pojmawszy.
Ot takie to było polsko-szwedzkie zimowe rozrywki w Prusach…
Etykiety:
armia koronna,
hajducy,
jazda kozacka,
wojna 1626-1629
poniedziałek, 25 lutego 2019
Pułk pontonowo-mostowy Zygmunta III
Odkopałem wczoraj pochodzący z 1979 roku artykuł Władysława
Czaplińskiego Cień Polski nad Sundem
(Kartki z dziejów dyplomacji w latach 1621-1626), zachęcam do lektury,
można go znaleźć tutaj. Jest on
oparty o relacje szwedzkiego agenta Andera Svenssona, który w Elsynorze miał
pilne baczenie na Cieśniny Duńskie. Znalazłem tam bardzo interesujące informacje
z marca 1623 roku, kiedy to Svensson donosił do Sztokholmu o przygotowywanej
przez Zygmunta III inwazji na Szwecję. Oto w porcie gdańskim cieśle, pod
kierownictwem kapitana Polidora (Adriana von Katza) mieli budować około 70 wielkich łodzi, czy też promów o
płaskich dnach. Późniejszy raport donosił, że każda z tych łodzi może pomieścić około 15 ludzi i że mają służyć do
przerzucania przy ich pomocy mostów pontonowych przez wąskie zatoki czy też
ujścia rzek. W Sztokholmie przypuszczano więc, że mogą być użyte do ataku na wyspy przy wybrzeżu szwedzkim. Co
prawda wiemy że plany Zygmunta III pozostały tylko w sferze marzeń, jednak dla
miłośników historii alternatywnej wizja szkockiej i niemieckiej piechoty
polskiego króla, desantującej się na wybrzeże Szwecji czy budującej dzięki takim łodziom mosty
pontonowe na pewno musi być kusząca…
piątek, 22 lutego 2019
Katolików siła, ale pieszczone
Ponad osiem lat temu (już tyle? Sam jestem zaskoczony…)
zamieszczałem na blogu fragmenty instrukcji Zygmunta III dla Jerzego
Ossolińskiego, wysłanego zimą 1621 roku do Londynu. Dziś wracamy do tego
tematu, tym razem cytować będziemy samego Ossolińskiego. W czasie negocjacji z
dworem Jakuba I sporządził on bowiem krótki ‘Memoryał do zaciągu angielskiego
służący’. To bardzo interesujący dokument. Znajdziemy w nim informację o
planowanej wielkości i koszcie wystawienia regimentów, uzbrojeniu żołnierzy
(piechota ta miała mieć pikinierów, co w kontekście służby dla Rzplitej jest
ważnym szczegółem), a kończy się kapitalną charakterystyką wyspiarskich nacji.
środa, 20 lutego 2019
Fantasma jakieś pomieszało Szwedy
Opisywałem
już na blogu różne przypadki ‘friendly fire’, z reguły dotyczył on jednak
przypadków ‘gorączki bitewnej’. Tym razem, cytując klasykę, coś z zupełnie innej
beczki. Styczeń 1629 roku, z jednej strony w potyczce wezmą udział Szwedzi, a z
drugiej… też Szwedzi. Anegdota przednia, ciekawe czy uda się ją potwierdzić ze
szwedzkiej strony.
8 januarii
fantasma jakieś pomieszało Szwedy, którzy w Księstwie w Staromłynie leża mają.
Straży ich zdało się jakoby naszy wojsko pod miasto podstępowało, za czym w (a)larmę
uderzono. Szwedowie wypadli i ścierali z naszemi wrzekomo, a sami się z sobą w
mocnym strachu mieszali; trwała ta burda więcej niż cztery godziny, po tym
wszystko cuanito (?). Szwedowie jednak sami między sobą w onym nocnym tumulcie
się bijąc, dziewięciu zabito, a ponad dziesięciu rannych. Nazajutrz gdy
Szwedowie nic w polu nie widzieli, a po wsiach (…) pytali się, jeśli tedy
wojsko polskie szło, nic się nie mogli wywiedzieć, za czym uznali że to beło
fantasima. Nienazbyt to dobry Szwedom omen.
wtorek, 19 lutego 2019
Husarze i hajducy (Węgry, 1639 rok).
Kolejna porcja bardzo ciekawych wizerunków żołnierzy węgierskich . Autorem jest Johann Ledentu, który w 1639 roku wydał dwutomowe ‘Regni Hungariae confinia delineata, nempe ichnographiea urbium, propugnaculorum, arcium etc. in confinibus Hungariae et partium adnexarum contra Turcas existentium in septuaginta quinque tabulis’. Był to zbiór 75 rysunków przedstawiających węgierskie i słowackie twierdze i miasta. Przy okazji możemy tam znaleźć mnóstwo ciekawych wizerunków jazdy węgierskiej i hajduków, pozwoliłem sobie więc wybrać co ciekawsze fragmenty. Całość, w zbiorach Österreichische Nationalbibliothek w Wiedniu, można znaleźć tutaj.
Etykiety:
armia węgierska,
hajducy,
husaria,
Johann Ledentu
piątek, 15 lutego 2019
Zwadziła się piechota
Kolejna notka źródłowa z kampanii żwanieckiej 1653 roku,
bodaj jednej z najgorszych w wykonaniu armii Rzplitej w XVII wieku. 26
sierpnia, w czasie kiedy oddziały rozbiły obóz pod Narajowem, na złym miejscu bez wody i trawy, wśród
żołnierzy doszło do poważnej bójki. Opis starcia nader lapidarny, ale musiało
się dziać:
Tego dnia zwadziła się
piechota J.M. pana podkanclerzego litewskiego[1] z żołnierzami
regimentu księcia pana koniuszego[2]. Tym
się trochę dostało, ale więcej piechocie i same[go] rotmistrza p. Godlewskiego
konia pikami skłóto[3].
Zaprawdę w kampanii tej nie trzeba nam było stawać przeciw
Kozakom i Tatarom, kombinacja pogody i własnego wojska była wystarczająca…
[1] Chodzi o
Kazimierza Leona Sapiehę. Wspomniana piechota to chyba oddział prywatny, więc
zapewne hajducy.
[2] Regiment
piechoty cudzoziemskiej księcia Bogusława Radziwiłła.
[3] Tak w
oryginale.
Etykiety:
armia koronna,
burdy,
Powstanie Chmielnickiego,
Żwaniec 1653
Subskrybuj:
Posty (Atom)









































