
W okresie 1612-1614 na ziemie Rzeczpospolitej padła plaga niepłatnego wojska, które nadciągnęło z terenów moskiewskich i nielitościwie zaczęło łupić własnych ziomków. Dawni żołnierze Zborowskiego (w województwie ruskim), Sapiehy (w okolicach Brześcia Litewskiego), Litwini walczący pod Chodkiewiczem w Inflantach i Moskwie (w okolicach Wilna) i koronne oddziały walczące pod Smoleńskiem (te dotarły aż w rejon Bydgoszczy) stały się straszliwym utrapieniem dla okolicznej ludności, wszak żołnierze ci przywykli do nader swobodnego życia i rabunków z terenów moskiewskich. Stopniowo skonfederowane oddziały były jednak spłacane, część wzięła nawet udział pod koniec 1614 roku w kolejnych walkach przeciw siłom moskiewskim. Oczywiście jednak nie ze wszystkimi dało się sprawy załatwić polubownie. 13 sierpnia 1614 roku hetman Stanisław Żółkiewski wydał w Barze proklamację do owych swawolników, w której czytamy dochodzi mię, że się jakieś swawolne kupy po państwach Rzeczypospolitej włóczą, mianowicie po Wołyniu, bełzkiej i chełmskiej ziemi, mną się odzywając, o których na Niewinem; i jeśli tak jest, że się w tych kupach bawicie włóczęgami swemi, ludziom przykrość i złość czyniąc, napominam was, żebyście się zarazem rozeszli, tego zbierania kup niepotrzebnych zaniechali; a jeślibyście tak upornemi byli, żebyście temu napomnieniu memu nie chcieli dać miejsca, życzę tego i wszech wobec wmciów proszę, osobliwie ichmciów panów starostów, którym to Rzeczypospolita w ręce dała, abyście wmciowie przeciwko tym swawolnikom jako nieprzyjacielom Rzeczypospolitej postąpili wedle tego jako konstytucja koronna uczy.
Być może apel hetmański podziałał na niektórych swawolników, jednakże już w maju 1615 roku Żółkiewski musiał stanąć na czele ekspedycji przeciwko wciąż pozostającym w kraju maruderom, których sejmową uchwałą, czci odsądzono. Owi nieszczęśni wywołańcy mieli być w owym czasie zmorą ludności, łupiąc tak miasta jak i wsie, nie słuchając apelów królewskich i hetmańskich, nie uznając żadnej władzy nad sobą. Poczęli się do kupy zjeżdżać, wojsko zbierać, majętności szlacheckie najeżdżać, plądrować, naostatek o zdrowiu jego mci pana hetmana koronnego jęli przemyśliwać. Żółkiewski postanowił więc uporać się z nimi ostateczną metodą. Jak napisał w liście do króla aż za perswazjami i prośbami moimi, pp. rotmistrzom daniem pieniędzy ad kationem, skupiło się kilka rot jako to w nagłym czasie; przyjąłem też piechoty trzysta, sto koni kozaków, kilkadziesiąt Walonów i jutro w imię pańskie wychodzę przeciwko tym swawolnikom. Już atak straży przedniej hetmana – sto kozaków i inszych ludzi - zaskoczył nieprzygotowanych maruderów. Żołnierze z podjazdu hetmańskiego przy przeprawie przez Bug bili, siekli, topili i sześć żywcem z pułku samegoż Karwackiego, który się Śliźem zowie, znacznych towarzyszów przywiedli. Ci tedy pojmani, między któremi był Zaleski banit; gdy ich pytano na co się tak buntują? powiedzieli: Mieliśmy w Polszcze nabroić wiele złego, a potym ujechać do Węgier, albo do Turka.
Zdecydowana akcja Żółkiewskiego zaczęła przynosić taki efekt, że część spośród swawolników postanowiła opuścić swego przywódcę i przejść do hetmana. Dobrzyński niejaki z kilkadziesiąt koni ma do mnie przyjechać i przysięgę uczynić. Niemcy też których tam przy nim siedemnaście i ci wskazują, że chcą przyjechać do mnie. 7 maja 1615 roku kupa swawolna Karwackiego splądrowała Pokroj, należący do rodziny Chodorowskich, gdzie mimo że szlachta stawiała opór dwór ostatecznie wyłupiono. Dziesięć dni później jednak maruderzy zostali rozbici – rozgromił jegomć pan starosta wieluński z chłopy: siła pobitych, także pojmanych, i niemało się ich też rozpierzchło. W ręce hetmana wpadli oficerowie – litewski kniaź Borowski (który był porucznikiem roty samego Karwackiego), rotmistrzowie Kącki, Skipor , Kardaszowicz i inszych rotmistrzów i towarzystwa niemało.
Sam Karwacki został złapany we Lwowie, do którego dotarł incognito. W ręce urzędników wydał go zresztą jego sługa. Król, na wieść o pojmaniu przywódców, posłał do jegomci starosty lwowskiego mandat, aby byli taką szkaradną śmiercią publice [publiczne] pokarani. Opis kaźni jest dosyć przejmujący, pozwolę sobie go tu jednak zacytować in extenso.
Naprzód Karwackiego przywieziono na kolesie na plac; pojrzy, ano pal okrutny leży i inszemi przyprawami, na którym miał odpoczynąć: począł sobą trwożyć, westchnąwszy rzekł: O mój Boże! Na taką żem ja to śmierć okrutną zarobił? Takąż to rycerską śmiercią z tego świata zchodzę? Nikt mi nie krzyw, za moje ciężkie grzechy Bóg mię mój karze. A pojrzawszy po ludziach, zawoła: Wy ojcowie i matki karzcie się mną, a chowajcie w karności syny swoje. Jam się nie w poślednim domu urodził, wychował, aż do żołnierskiej nieszczęśliwej przyszło, w której się wszystkie zbrodnie niecnotliwe wypełniły, i te mię teraz z świata gładzą.
Po tym go katowie wzięli, na ziemię położyli, on okrutny pal weń wbijali. W tym zawoła na spowiednika: Ojcze przebóg dyabli mi przeszkadzają. A spowiednik na wszystek lud zawoła: Wszyscy najświętsze imię Jezus wołajcie. I krzyknęli wszyscy głosem wielki: Jezus! Jezus! Aż miło było słychać on głos straszliwy. I tak Karwackiego z palem podniesiono na jednej stronie miasta Lwowa.
Kąckiego na drugiej stronie miasta także na pal wbito.
Skipora na trzeciej stronie miasta ćwiartowano.
Kniazika Borowskiego na czwartej stronie także ćwiartowano.
W tydzień po tych, szesnaście towarzyszów ścięto, drudzy jeszcze siedzą.
Jak widać zalecenie królewskie wypełniono co do joty…