poniedziałek, 31 października 2011

Prędko zaciągnąłem dobrych Tatarów

Interesująca wzmianka z pamiętnika Stanisława Druszkiewicza, który opisywał jak to za panowania Jana Kazimierza bez większego problemu udało mu się zaciągnąć chorągiew lekkiej jazdy tatarskiej:
Roku 1654 na sejmie wziąłem list przypowiedni na sto dwadzieścia koni Tatarów i prędko zaciągnąłem dobrych Tatarów po książęciu ś. p. nieboszczyku Jeremieju Wiśniowieckim, wojewodzie ruskim, i z okrytą [dobrze wyposażoną] chorągwią przyciągnąłem pod Buszę. A że się siła bardzo dobrych do mnie cisnęło ludzi cudzoziemskich , z Krymu Tatarowie i Czerkiesowie przyjeżdżali na zaciąg, tak że zawsze nad list przypowiedni bywało, odmienił król JM. list przypowiedni na półtora sto konia, a potem na dwieście spełna koni, ale i półtrzecia sta koni [czyli 250] bywało pod chorągwią.
Rzecz o tyle ciekawa, że z jednej strony pokazująca napływ ochotników ‘zza miedzy’ którzy chętnie służyli w naszej armii, a z drugiej możliwość wykorzystania dawnych żołnierzy Jaremy, którzy po śmierci księcia stracili miejsce w armii komputowej. 

O chleb bardzo trudno...

W czasie wojny o ujście Wisły 1626-1629 to nie bitwy, a trudne warunki kampanii (zwłaszcza na leżach zimowych) spowodowały największe straty wśród walczących armii. Zobaczmy jak w grudniu 1628 roku w Nowinach z Prus opisywano stan armii szwedzkiej po kampanii jesiennej:
Po wszystkich zamkach nieprzyjacielskich o chleb bardzo trudno, bo z rozkazaniem Imć Pana Hetmana młyny wszędzie koło nich popalono y  poznoszono, żyto tylko sobie muszą warzyć y tym się żywią.
Konie nieprzyjacielskie bardzo zdychają z głodu wielkiego, bo siła Kawaleryi tego roku maią, a o siano, owies y słomę nad insze lata trudno.
Faktycznie trudności aprowizacyjne armii szwedzkiej były bardzo duże, co można już było zaobserwować w czasie oblężenia Brodnicy we wrześniu i odwrocie Szwedów po zdobyciu tegoż miasta. Nic więc dziwnego, że zwyczaj nakazywał ograniczać działania wojskowe w czasie zimowym, jako że wojsko raczej nie nadawało się do walki. Jak jednak okazało się w lutym 1629 roku, warunki zimowe można było wykorzystać także do zaskakującego ataku – o czym boleśnie miała się przekonać armia koronna pod Górznem.

niedziela, 30 października 2011

Te nasze rohatynki

W 1627 roku na sejmie jesiennym Jan Łowicki, starosta brzeski, wygłosił mowę na temat problemów systemu skarbowego, bezpośrednio wpływających na sytuację wojska koronnego. Apelując do zgromadzenia sejmowego miał powiedzieć:
O zamkach żadnej pieczy nie mamy, o amunicjach, o piechocie, aliud genus militiae [innego rodzaju wojska] nie chcemy. Te nasze rohatynki jedno się w jednym kącie od Wołoch, od Tatar przygodzą, a z ognistym ludem circum circa [dookoła] od Węgier aż do Moskwy sąsiedztwo.
Bardzo ciekawe jest użycie tu określenia rohatynki, odnosząc się najwyraźniej do uzbrojenia części jazdy kwarcianej walczącej z Tatarami. Potwierdza to co napisał Starowolski w 1628 roku o występowaniu lekkiej jazdy uzbrojonej w rohatyny właśnie. Zastanawia mnie jednak, że nie spotkałem się z żadną pisemną relacją o tak uzbrojonych żołnierzach w czasie wojny o ujście Wisły. Czyżby więc jazda zbrojna w rohatyny pozostała na Podolu (regimentach Chmielecki miał tam kilka chorągwi kozackich na czele których dzielnie bił Tatarów), gdyż upatrywano w niej formacji skuteczniejszej do zwalczania ordyńców? Ot, taka tam luźna idea, co Wy na to? 

Buława dla Stefana

20 listopada 1651 roku zmarł w Chmielniku Mikołaj Potocki, hetman wielki koronny. Stefan Czarniecki nie omieszkał natychmiast napisać o tym do króla -  jego list jest wspaniałym przykładem lizusostwa i wpraszania się w łaski monarchy. Jak zobaczymy pułkownik wojska koronnego w dosyć bezczelny sposób przymawiał się w kwestii buławy:
Najjaśniejszy Miłościwy Królu Panie a Dobrodzieju Mój Miłościwy
Ubył W. K. M. stary a spracowany Hetman, mnie y swey Chorągwie osierociwszy Żołnierzów. Wyprawuię Towarzistwa z koła Priwatnego Palna Olędzkiego y P. Borzewickiego, P. Wąsowicza z uniżoną prośbą aby W. K. M. Pan moy Miłościwy przygarnąwszy nas do strzemienia swego w długim nie pozwalał nam zostawać sieroctwie. Pierwsząm przy i tym prośbę moie z poniżeniem głowy swey podaję do miłościwey łaski W. K M. Walecznośc W. K. M. będzie mi najpierwszym Promotorem y nieśmiertelna W. K. M. sława, z małego Żołnierza co iest wrodzona Monarchom, uczyni większego do usługi W. K. M. Sam Pan Bó pokazanę z rąk W. K. M. dobrodziejstwa przyjmie wdzięcznie od W. K. M. A Ja ochotnie życzliwie y odważnie do zgonu życia mego zasługiwać się W. K. M. nie przestanę. Uniżone usługi moie miłościwey łasce W. K. M. oddając (…) życzliwy poddany y uniżony sługa Stephan Czarniecki.
Jak jednak wiemy list nie przyniósł Czarnieckiemu żadnego pożytku – aż do 1654 roku buława wielka koronna wakowała, po czym otrzymał ją Stanisław Potocki. Czarniecki musiał się zadowolić buławą polną, którą nadano mu zresztą praktycznie na łożu śmierci. 

piątek, 28 października 2011

Doradzali aby mię dobito

Zapewne wielu Czytelników pamięta scenę wzięcia do niewoli ks. Bogusława Radziwiłła w ‘Potopie’ Henryka Sienkiewicza, ewentualnie w filmowej wersji ze wspaniałą rolą Leszka Teleszyńskiego jako księcia. Zobaczmy jednak jak całe wydarzenie opisywał (niezwykle zresztą barwnie) sam zainteresowany, czyli książę Bogusław:
Obudwóch wojsk potęga na mnie nastąpiła, która mię opasawszy, część ludzi na miejscu położyła, część pobrała, mnie w głowę bardzo rannego, na ziemi już leżącego, chorąży syna Supan Kazy agi grotem przy drzewcu chorągwi swej bardzo długim i ostrym do ziemi przyszpilić chciał, alem porwał casu ręką za grot i tak Bóg chciał, że się od drzewca ułamawszy w ręku u mnie został. Wystrzeliłem był jeden pistolet Swinarskiego odstrzeliwając, a drugi mi zmylił, gdym do tego, co mię ciął, ścisnął. Prowadził mię ten ordyniec pół mili przy koniu, nic ze mnie nie biorąc, a gdym ustał, zrzucił chłopca mego, Sułowskiego, z konia, także już wziętego, i mnie z nim wespół nań wsadził. Miałem w kieszeni w worku okopciałym dość bogaty klejnot, który mi po kilka razy Tatarzyn odebrać chciał, alem mu go nie dawał; on też nie mogąc się domyśleć, co w worku było, i rozumiejąc, jako mi sam potem powiedał, że to były relikwije, abo do nabożeństwa służące rzeczy, nie brał mi go. Gdy mnie ten Tatarzyn prowadził, poznał mię pacholik z wojska koronnego z pułku pana Wojniłowicza, który o tym usłyszawszy, że mnie wzięto, we czterdziestu koni przypadłszy, opończą na mnie rzucił i gwałtem mię Tatarom odjął. Zaraz mię potem do J.M. pana Gosiewskiego zaprowadził, który condolendo [współczując] kilką słów sorti meae [mojemu losowi] , opatrzyć mię cerulikowi swemu kazał. Tam zaraz tacy się naleźli konsyliarze, którzy svadebant [doradzali], aby mię dobito, ale że się szczęściem książę J.M. pan podczasy [Michał Kazimierz Radziwiłł], brat mój, trafił w wojsku, wziął mię do siebie i sub [pod] jego custodia [strażą] zostawałem, jednak non sine periculo [nie bez niebezpieczeństwa].

czwartek, 27 października 2011

Aby ich w tej przyjaźni (lubo nam trochę przycięższej ale potrzebnej) utwierdził i zatrzymał

Orda tatarska wspierająca armię koronną w 1654 i 1655 roku przeciw wojskom moskiewskim i kozackim nie robiła tego oczywiście z dobroci serca. Oprócz korzyści politycznych i łupów, dostojnicy tatarscy, na czele z samym chanem, otrzymywali słynne upominki, najczęściej w brzęczącej monecie. W liście który anonimowy autor wysłał do Aleksandra Wielowiejskiego, skarbnika krakowskiego, datowanym na 29 kwietnia 1655 roku możemy znaleźć następujący cennik według które obdarowywano krymskich wielmożów (pisownia oryginału, więc proszę mnie nie ganić za ortografię…):
Naprzód Sołtanowi Gałdze Talerów celnych 3000, Nuradynowi 2000, Sołtanikowi 200, Wezyrowi Hańskiemu 1500, Podskarbiemu Hańskiemu 300, Wezyrowi Sołtanowemu 300, Wezyrowi Nuradynowemu 300. Talerów zaś 200, które zostają, mają być dane tym, którym będzie rozumiał [tj. uzna za słuszne] JMP. Wojewoda Czerniechowski [Krzysztof Tyszkiewicz].
Przychylność tatarska była o tyle ważna, że wiedziano już, iż w owym czasie Król Szwedzki potężną armatę gotuję, we 40 000 (…) z Sztokholmu do Prus ruszyć się ma. Stąd też zadania jakie stało przed Krzysztofem Tyszkiewiczem było niezwykle ważne, któremu niech Pan Bóg funkcją poszczęści, aby ich w tej przyjaźni (lubo nam trochę przycięższej ale potrzebnej) utwierdził i zatrzymał, bo inaczej, gdyby się od nas oderwać mieli, już byśmy zginęli. 

środa, 26 października 2011

W barwie czerwoney, w barwie błękitney

Wydaje mi się, że każdy okruch informacji o barwie naszej armii w XVII wieku jest interesujący, stąd też ucieszyło mnie znalezienie dziś w sieci Mekruryusza Polskiego. W numerze z 17 czerwca 1661 roku znajdujemy bowiem opis tryumfalnego wjazdu hetmanów koronnych (12 czerwca) i litewskiego hetmana wielkiego Pawła Sapiehy (13 czerwca) , świętujących zwycięstwa nad armią moskiewską w 1660 roku. Litewski hetman polny Wincenty Gosiewski nie był obecny z przyczyn oczywistych – jeszcze przez rok bowiem przyszło mu pozostawać w niewoli moskiewskiej.
W uroczystym marszu 12 czerwca, kiedy to defilowały oddziały koronne wzięły udział następujące oddziały piechoty:
200-osobowa chorągiew piesza hetmana wielkiego koronnego Stanisława Potockiego, w barwie czerwoney trybem polskim szła, szeregami z muzyką. Hajdukom przypadł zaszczyt niesienia 137 zdobytych moskiewskich chorągwi. Oddział prowadził rotmistrz chorągwi, Franciszek Szeligowski, który jednak nóg nie męczył, jechał bowiem konno
Chorągiew hetmana polnego Stanisława Lubomirskiego, w barwie błękitney z muzyką. Mimo że w samym Merkaryuszu nie ma o tym wzmianki, oddział ten liczył 100 żołnierzy, a dowodził nim rotmistrz Kalinowski
Ostatnim oddziałem pieszym była chorągiew Michała Kazimierza Radziwiłła, w barwie czerwoney trybem polskim z muzyką. Był to oddział liczący 120 porcji, który od 1657 roku wraz z resztą oddziałów Michała Kazimierza przeszedł z armii litewskiej do armii koronnej.
Cały pochód zamykała dragania Xcia Pana Koniuszego, czyli oddział dragonii ks. Bogusława Radziwiłła. Niestety, ku mojego wielkiemu rozczarowaniu nie ma tu ani słowa o wyglądzie tych żołnierzy.