Ciekawy fragment źródłowy, znaleziony w ‘Historii artylerii polskiej’
Konstantego Górskiego. Dotyczy wyprawy hetmana polnego koronnego Mikołaja
Sieniawskiego do Mołdawii w 1552 roku. Armia hetmańska miała zabrać ze sobą
pewną ilość dział, sporządzono więc podsumowanie w którym zapisano jaki
prowiant mieli otrzymywać puszkarze i furmani, ciągnący z wojskiem. Smacznego!
Wojskowość europejska XVI-XVIII wieku [dużo], wargaming historyczny [odrobinę], a także co tam mi jeszcze przyjdzie do głowy...
sobota, 13 lipca 2019
piątek, 12 lipca 2019
Kadrinazi radzi i odradza - cz. XXIII
Nareszcie w moje ręce trafiła praca Gregory’ego Hanlona Italy 1636. Cemetery of Armies. Wydana
po raz pierwszy w twardej okładce w 2016 roku miała niestety na tyle zaporową
cenę, że nigdy nie zdecydowałem się na kupno. Nareszcie jednak wydano ją w
miękkiej okładce, co czyni ją o wiele bardziej dostępną. Mogłem ją wreszcie
przeczytać, stąd i obiecana na blogu recenzja.
Praca podzielona jest na cztery rozdziały, jak zwykle
najpierw pokrótce omówię ich zawartość, po czym przejdę do ogólnej oceny.
Zaczynamy od wstępu, w którym autor nakreśla dostępne materiały źródłowe i
dotychczasowe badania dotyczące Wojny Trzydziestoletniej we Włoszech, a
zwłaszcza 1636 roku. Rozdział pierwszy to wprowadzenie do polityki francuskiej
doby Richelieu, ze szczególnym uwzględnieniem konfliktów związanych z Wojną
Trzydziestoletnią. Oczywiście zgodnie z tematyką książki, najwięcej miejsca
poświęcone jest tu sytuacji w Północnych Włoszech i walce Francji i Hiszpanii o
wpływy w regionie. Poznajemy tu także najważniejsze postacie dramatu: włoskich
władców, francuskich i hiszpańskich dowódców którym przyszło się zmierzyć w
1635 roku.
Rozdział drugi to opis działań tytułowej kampanii 1636 roku,
gdzie z jednej strony walczyli Francuzi i ich sabaudzcy (czy jak kto woli
piemonccy) sojusznicy, z drugiej zaś Hiszpanie i ich jakże międzynarodowa
armia. Sporo miejsca poświęcono tu strukturze armii, znajdziemy tu więc kolejne
regimenty i tercios którym przyszło walczyć w kolejnych starciach. Autor opisuje
kolejne fazy walk w Lombardii, przetykane odniesieniami do pracy teoretyków
wojskowości o tym jak powinna zachowywać się armia w marszu i w obozie.
W rozdziale trzecim możemy przeczytać o najważniejszej
bitwie kampanii, czyli starciu pod Tornavento, które miało miejsce 22 czerwca
1636 roku. Obok samego przebieg bitwy, mamy tu długie rozważania na temat
motywacji i psychologii żołnierzy, taktyki walczących stron i wyposażenia
poszczególnych formacji. Sam opis walk jest bardzo interesujący, oparty o źródła
z epoki. Bitwa, mimo że nie należy do najbardziej znanych czy przełomowych, to
ciekawe starcie – chociażby dlatego, że walki trwały aż 14 godzin. Autor
wnikliwie analizuje źródła dotyczące strat, rozważając co tak naprawdę w
głównej mierze mogło wpłynąć na taki rozlew krwi w czasie bitwy.
Rozdział czwarty to dalszy przebieg kampanii, ze szczególnym
naciskiem na pacyfikacje jakich dokonały oddziały sprzymierzonych. Czytelnik
dowie się z tej części, dlaczego Tornavento było niewykorzystanym zwycięstwem i
jak ostatecznie zakończyła się kampania 1636 roku.
W książce znajdziemy znaczną ilość czarno-białych
ilustracji, są to obrazy i ryciny z epoki. Obok portretów władców i generałów,
mamy tu sporo prac Stefano della Belli (które faktycznie przedstawiają kampanie
italskie z tego okresu) czy Johanna Wilhelma Bauera. Osobiście bardzo
zainteresowały mnie fragmenty z manuskryptu doktora Giovanniego Polino,
ukazujące rany bitewne żołnierzy w XVII wieku. Tekstowi towarzyszy także 10
map, obrazujących teatr działań. Niestety te na których przedstawiono bitwę pod
Tornavento są bardzo nieczytelne, nie posiadają one bowiem legendy i na
pierwszy rzut oka nie wiadomo nawet, która armia jest ukazana po której
stronie.
Muszę przyznać, że po lekturze tej książki jestem nieco skonfundowany.
Z jednej strony mamy tu bardzo interesujący opis mniej znanego teatru działań i
ciekawej bitwy. Praca opiera się na gruntownie zbadanej bazie źródłowej, z
uwzględnieniem materiałów z obydwu walczących stron. Bitwa pod Tornavento
przedstawiona jest bardzo dokładnie, także bez problemu możemy prześledzić jej
kolejne fazy. Te fragmenty czyta się naprawdę dobrze, bo generalnie książka
napisana jest przystępnym językiem. Ale… no właśnie, czasami jest jakieś ale,
prawda? Niestety widać, że autor niezbyt dobrze ‘czuje się’ w klimatach
wojskowości XVII-wiecznej, stąd informacje o poszczególnych formacjach i oddziałach
są bardzo porozrzucane w tekście i czasami sprawiają wrażenie, że autor
przypomniał sobie w ostatnim momencie, że warto napisać, że dana kawaleria to
kirasjerzy czy że walcząca piechota miała też piki. Aż się prosi o
wyodrębnienie w tekście głównym (albo w aneksie) ODBu walczących w bitwie armii
– niestety czytelnik mu się sam to sobie mozolnie pozbierać z fragmentów rozrzuconych
po całej książce. Co jednak było dla mnie najbardziej męczące, to dygresje
autora, które strasznie rozbijają narracje wydarzeń. Przykładowo rozdział
dotyczący bitwy otwiera prawie sześć stron dywagacji na temat motywacji żołnierzy
i psychologii na polu walki. Po tym mamy
pięć stron ogólnych rozważań na temat taktyki armii na polu bitwy, żeby dopiero
po 11 stronach takiego wstępu przejść wreszcie do samej bitwy. Podobnie w
ostatnim rozdziale dotyczącym dalszych wydarzeń mamy nagle w połowie tekstu kilku
stronnicowe rozważania o problemach z higieną wśród walczących armii. Są to
wszystko bardzo ciekawe rzeczy, ale samą książkę czytałoby się o wiele lepiej,
gdyby nieco inaczej wyglądała jej struktura i gdyby pewne fragmenty zostały
wyodrębnione do osobnych, krótszych rozdziałów.
Jest to bez wątpienia ciekawa i interesująca książka, którą
można spokojnie polecić zainteresowanym XVII-wieczną wojskowością i historią.
Co prawda ci którzy są nieco ‘oczytani’ w temacie pewnie się skrzywią na pewnie
odniesienia w przypisach (do praca, nazwijmy to, o niezbyt dobrej renomie),
wydaje mi się jednak, że jest to zrównoważone doborem i ilością materiałów
źródłowych z epoki.
Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać]
to ostatecznie można mieć. Duży plus
za tematykę i użyte źródła, jednak dziwna struktura pracy i męczące (oczywiście
dla mnie, każdy czytelnik będzie to odbierał inaczej) dygresje powodują, że nie
jestem skłonny przyznać tu najwyższej noty w moim blogowym rankingu.
środa, 10 lipca 2019
Oto mi wierny sługa!
Jan Sobieski miał niezwykłą słabość do Tatarów, czego dowody
możemy znaleźć w wielu źródłach z epoki. W czasie kampanii 1684 roku
przyprowadzono królowi kilku pochwyconych Tatarów, których przesłuchiwał sam
monarcha. Sobieski zauważył, że jeden z ordyńców ma ucięty fragment ucha, zapytał
go więc o przyczynę takiego ‘ubytku’. Tu wywiązał się bardzo interesujący
dialog, który tak zapisał naoczny świadek wydarzenia:
Miałem – odpowiedział Tatar
– w Krymie murzę, bardzo dobrego pana, który umierając zostawił mi parę sukien,
broń, a w szczególności pałasz, któryś W.K.Mość kazał mi odebrać. Zwyczajem
jest u nas po śmierci braci i najbliższych krewnych ucinać ogon koniowi, na
znak smutku i żałoby, ale mnie się nie zdawało, aby to było dosyć, kiedy się
traci tak dobrego pana, i dlatego nie przestając na ucięciu koniowi ogona,
uciąłem sobie kawałek ucha.
Zdziwił się król i
widać było, że mu się podobała cnota tego barbarzyńcy, który dał taki dowód
wdzięczności zmarłemu panu. Kazał go potem zapytać, czy dostał drugiego pana i
co by uczynił po jego śmierci.
Przystałem – rzekł [Tatar]
– do syna mego dobroczyńcy, który jeżeli się ze mną tak dobrze jak ojciec
obchodzić będzie, utnę po jego śmierci pozostałą część ucha.
Co tak się podobał
królowi, że zawołał „Oto mi wierny sługa! Lubię tego Tatara!” i kazał mu dać
sutą wieczerzę, do której sam dodał ze swego stołu parę półmisków w zamian za
tak smaczną odpowiedź.
Swoją drogą ciekawe jakie były późniejsze losy tego Tatara?
Kto wie, może trafił na służbę króla Jana?
poniedziałek, 8 lipca 2019
Nożem go i czapką
W pamiętniku Teodora Jewłaszewskiego możemy znaleźć wiele
interesujących zapisów dotyczących wydarzeń z życia podsędka nowogrodzkiego w
latach 1546-1604. Nie brak tu rodowych waśni czy historii nadnaturalnych. Jako
że tych ostatnich na blogu nigdy za wiele, pozwolę sobie zamieścić fragment
dotyczący przypadku z jesieni 1566 roku, kiedy to pan Teodor napotkał
straszliwe widmo, które pokonał za pomocą noża i czapki.
niedziela, 7 lipca 2019
Moździerz niespodzianka
Bardzo ciekawy zapis dotyczący użycia artylerii w walkach z
Turkami, na przykładzie bitwy pod Żórawnem. Oddziaływanie psychologiczne musiało być mocne. W rolach głównych generał artylerii
Marcin Kątski i moździerz:
Armata nasza
niesłychanie ich raziła, a osobliwie potrwożeni byli granatami, które p.
generał Kątski ichże własne pogaszone, w naszym obozie pozbierawszy, znalazłszy
moździerz w zamku żórawińskim, kilka razy ze skutkiem rzucił; zatem wiedząc,
żeśmy moździerzów nie mieli, rozumieli [Turcy[ że nam świeże posiłki przyszły.
Aż muszę pogrzebać w ikonografii z epoki i dodać na
blogostronie na FB album z moździerzami…
Etykiety:
armia koronna,
artyleria,
Marcin Kątski,
wojna 1672-1676
sobota, 6 lipca 2019
A nie mówiłem wam?
Dziś na blog znowu zawita Miron Costin, tym razem z
opowiastką o Radu Mihnei za czasów jego drugich rządów w hospodarstwie
mołdawskim (1623-1626). Będzie to nader
mądra opowieść o tym, jak łatwo można dochrapać się zaszczytów i jak jeszcze
szybciej można je utracić. A to wszystko przyprawione, bagatela, makabryczną
liczbą 300 batów. Panie Mironie, prosimy…
Miał wojewoda Radu
sługę, jeszcze ze swego dzieciństwa, którego oceniając, że nie jest z natury
odpowiedni na bojara, mamił zwlekaniem, ale bojarstwa nie dał. Ten, widząc się
poza szeregiem innych, z natury ludzkiej, co zawsze w życiu pilnuje, aby być
wśród tych, którzy stoją na czele, prosił metropolitę i bojarów, aby przemówili
za nim, aby nie został zapomniany, będąc sługą od tak dawnego czasu i
oczekując, aby przy szczęściu swego pana i on znalazł się między ludźmi.
Przemówili bojarzy za nim, aby nie został zapomniany, jako że jest starym
sługą, a słudzy lepiej służą w nadziei zasługi u panów, że pomogą i im wejść
między ludzi. Odpowiedział wojewoda Radu bojarom: "Nie wypada mi abym nie
chciał wypełnić waszego słowa, choć znam naturę tego człowieka i wiem, że nie
jest odpowiedni na bojara, dam jednak [urząd], aby wypełnić, bojarzy, waszą
wolę". Na drugi dzień wezwał go i dał mu komendaturę nad aprodami, która
była w wielkim poważaniu u wojewody Radu i u żadnego hospodara nie byli już
aprodowie dywanu w takim poważaniu; wielu aprodów ubranych było w aksamity i
kabanice ozdobione kuną i lisem. I jeśli do kogoś i do jakiegoś bojara szedł z
listem, na nogach stał bojar, dopóki nie został przeczytany list. Nie minął
tydzień, jak przyszła skarga z miasta do dywanu od jakiejś kobiety na tego
nowego komendanta, że uczynił przemoc i pobił ją w mieście. Przyszedł wojewoda
Radu do bojarów i powiedział im: "Nie mówiłem wam, że ten człowiek nie
nadaje się na bojara?" A do tamtego powiedział: "Ja, bratku, i tak mówiłem,
aby nie dawać ci bojarstwa". I powiedział armaszowi, aby wziął korbacz,
położył i dał mu 300 batów.
wtorek, 2 lipca 2019
Kadrinazi radzi i odradza - cz. XXII
W dzisiejszej recenzji udamy się do Hiszpanii, przy okazji
zwiedzając ładny kawałek Europy. Rzecz dotyczy bowiem książki Pierre’a Picouet The armies of Philip IV of Spain 1621-1665. The
fight for European supremacy, wydaną w tym roku w serii Century of the Soldier 1618-1721. Jak
zawsze najpierw przyjrzymy się strukturze pracy, jednocześnie komentując
zawartość kolejnych rozdziałów.
Pierwszy rozdział to kronika wydarzeń, z głównym naciskiem
na działania wojskowe, za panowania Filipa IV. W 8 podrozdziałach autor
zarysowuje kolejne konflikty i kampanie z udziałem armii hiszpańskiej: Północne
Włochy, Flandrię, działania w czasie Wojny Trzydziestoletniej oraz zarysowujący
się po 1640 roku kryzys monarchii.
Rozdział drugi opowiada o strukturze i wyposażeniu armii
Filipa IV. Zapoznamy się tu więc z ogólnym podziałem strategicznym na armie Flandrii,
Lombardii, Katalonii, Ekstremedury i Galicji. Następnie autor przybliża nam
formacje piechoty hiszpańskiej, od legendarnych Tercios do niemieckich, irlandzkich i szwajcarskich zaciężników. Nie
mogło też zabraknąć podrozdziałów o kawalerii i artylerii. Dwa kolejne podrozdziały
w tej części mówią nieco o wyposażeniu, uzbrojeniu i taktyce poszczególnych
formacji.
W rozdziale trzecim znajdziemy z kolei mnóstwo informacji na
temat zaciągów, przemarszów i „żołnierskiego życia”. Autor zajmuje się tu m.in.
logistyką armii, przemarszami z jednej części imperium do drugiej, dyscypliną
wojskową i finansami.
Rozdział czwarty to niejako rozszerzenie pierwszego,
przeczytamy tu bowiem analizę 11 bitew z okresu 1622-1663 (a dokładniej 10
bitew i jednego oblężenia: Barcelony w latach 1651-1652). W przypadku każdej
bitwy mamy tu mini-artykuł dotyczący całej kampanii, walczących armii,
przebiegu i wyniku starcia. To niezwykle interesująca część pracy, bo obok
bardziej znanych starć (Fleurus, Lens czy Nordlingen) mamy tu perełki jak
Rochetta Tanaro, Montijo czy Ameixial.
Pracę uzupełnia aż 14 dodatków, dotyczących głównie
liczebności armii hiszpańskiej w poszczególnych kampaniach/regionach, popisów
wojskowych a także spisów ważniejszych oficerów (jak Maestros de Campo we Flandrii i Lombardii).
Oczywiście nie mogło zabraknąć kolorowych planszy z
rekonstrukcją wizerunku żołnierzy, przygotował je Siergiej Szamenkow. Każda z 4
plansz ukazuje dwóch piechurów, po kolei z lat 20. 30. 40 i 50-60. Trochę
zaskakujące jednak, że nie ma tu żadnego kawalerzysty. Z kolei sam autor
książki przygotował kolorowe plansze z rekonstrukcją sztandarów. To kolejne 4
plansze, na których znajdziemy łącznie 12 flag. Oprócz tego czytelnik znajdzie
tu 40 czarno-białych ilustracji, jest to wybór wizerunków monarchów, oficerów i
żołnierzy, a także sceny bitewne i obozowe dotyczące armii hiszpańskie –
wszystkie z obrazów pochodzących z epoki. To drobna autoreklama, bo miałem
przyjemność je przygotować do tego tomu, mam więc nadzieję, że taki zbiór
przypadnie czytelnikom do gustu. W książkę znajdziemy też aż 15 map, w tym 11
przedstawiających najważniejsze bitwy opisane w rozdziale czwartym.
Książka ma bardzo dobrą, przejrzystą konstrukcję, co w
połączeniu z bardzo dobrą narracją autora sprawia, że wręcz „sama się czyta”.
Tematyka jest (oczywiście dla mnie) bardzo wciągająca i pozwala prześledzić
zaangażowanie Hiszpanii w rozliczne konflikty w tym okresie.
Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać]
to zdecydowanie trzeba mieć. Czytelnik
znajdzie tu mnóstwo niezwykle interesujących informacji na temat XVII-wiecznej
armii hiszpańskiej i jej działań bojowych. Jest to świetnie uzupełnienie prac
Geoffreya Parkera dotyczących tej samej tematyki i każdy któremu przypadły do
gustu prace angielskiego badacza powinien zdecydowanie zapoznać się z niniejszą
pracą jego francuskiego kolegi. Mam nadzieję, że nie jest to ostatnia praca
tego autora w ramach serii, chętnie poczytałbym coś więcej o armii hiszpańskiej
tej doby.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








