poniedziałek, 5 czerwca 2017

Malarze znani i nieznani - cz. LXXVI


W tym tygodniu skupimy się na wpisach „malarskich”, znów związanych z malowidłami przedstawiającymi tryumfy armii hiszpańskiej. Ech ta kolekcja z Prado…
Obraz namalowany przez Vicente Carducho (1576-1638) znany jest jako Szturm na Rheinfelden albo też pod jakże uroczym długiem tytułem Odsiecz dla trzech miast nad Renem, poprowadzona przez diuka Ferię. Rzecz dotyczy istotnie zdobycia, w 1633 roku, szwajcarskiego miasta Rheinfelden. Liczącą 20 000 żołnierzy armią hiszpańską (tzw. Armią Alzacji) dowodził Gomez Suarez de Figueroa y Cordoba, trzeci diuk Ferii – od swoich przewag na polu bitwy znany zresztą jako Wielki Diuki Ferii.
Widzimy go po prawej stronie (w zbroi i kapeluszu), wydającego rozkazy oficerom. Tuż obok widzimy paziów generała, trzymających jego konia; także oddział przybocznych kirasjerów. Na dalszym planie widzimy hiszpańskich lansjerów ścierających się z jazdą protestancką. Piechota tercios szturmuje zarówno przez wyłom w murze jak i używając drabin. Zwraca uwagę hiszpański chorąży, który dostał się na jedną z wież i stamtąd zachęca towarzyszy do walki. Jak zwykle mamy tu do czynienia z przepięknym studium strojów i uzbrojenia, chociaż nieco podejrzana jest tak duża ilość lansjerów.

Jutro zajmiemy się kolejnym obrazem Carducho ukazującym tryumf Armii Alzacji…

piątek, 2 czerwca 2017

Po szwedzku na modłę włoską...



Dziś ciekawostka ze świata szermierki z końca XVII wieku. W 1693 roku w Sztokholmie został opublikowany pierwszy szwedzki traktat szermierczy pod przydługim tytułem Palaestra Svecana: eller den Adeliga Fachtare-Konsten. Jego autorem był dworski fechmistrz Dietrich von Porat, a ryciny (w liczbie 24) wykonał Erik Reitz. Von Porat miał pożyczyć to i owo od włoskich mistrzów, mając nadzieję że przyjmie się to na zimnej Północy. Kto chętny do ćwiczeń, proponuje zapoznać się z wersją dostępną online. 

sobota, 27 maja 2017

O wojakach co się ich ani szabla ani kula nie ima


Okazuje się, że armia koronna miała w Prusach kuloodpornych żołnierzy. Co prawda było w to zaangażowane nieco magii, ale czego się nie robi by pokonać Szwedów? Charles Ogier pod koniec marca 1636 roku zanotował taką oto historię opowiedzianą przez gdańskiego mieszczanina:

(…) prawdziwe są opowieści o pewnych żołnierzach, którzy dzięki diabelskim i czarodziejskim sztuczkom tak są przeciw kulom muszkietowym zabezpieczeni, iż nie można ich zranić. Kiedy bowiem kula ich trafi, to nie wchodzi w ciało, lecz robi tylko guza, który da się wyleczyć w ciągu kilku dni. Opowiadał też co z kolei zasłyszał od swojego brata, kiedy tamten, będąc jeszcze młodzieńcem, wybierał się na wojnę. Otóż pewnego razu wsiadł on na wóz jakiegoś chłopa, ten zaś widząc młodzieńca sposobiącego się do wojaczki, zadeklarował się wtajemniczyć go w ów sekret przeciw kulom muszkietowym. Wówczas młodzieniec, mając przy sobie muszkiet, bez zastanowienia wypalił do woźnicy. Ten, będąc pod wpływem czarów, lecz nie spodziewając się takiej reakcji, zwalił się wprawdzie na ziemię, ale kula nie utkwiła w jego grzbiecie. Nieco rozgniewanych powiedział, że gdyby został o tym uprzedzony, to nawet z kozła by nie spadł. Kerschenstein wymienił mi nawet pewnego kapitana czy pułkownika, który wielu takich żołnierzy do Prus ściągnął; sam zresztą widział niektórych z nich.

Dociekliwy Francuz wrócił do tego jakże fascynującego tematu miesiąc później, znów wypytując Gdańszczanina o owych zaczarowanych, co to się ich ani szabla ani kula nie ima. Odrzekł mi ten człowiek, nie lękliwy  i rozumny, że z taką pewnością może mi o nich opowiedzieć, z jaką by chciał, żebym go uważał za człowieka uczciwego. Oświadczył, że widział nawet cały regiment takich żołnierzy, którymi dowodził Ernest Denhoff, ten sam co w Sztumskiej Wsi był z nami w charakterze komisarza. Nazywano ich passawczykami, gdyż – jak już wspominałem – przybyli z wojska biskupa Passawy. Wielu chłopów z okolic Norymbergii do teraz praktykuje w życiu codziennym tę czarnoksięską sztukę.


 Księciem-biskupem Passawy był od 1625 roku arcyksiążę Leopold Wilhelm czyli nader bojowy pan którego widzimy powyżej. Nic dziwnego, że u tak wojowniczego władcy służyli kuloodporni żołnierze. A że były w to zaangażowane czarty i magia? Cóż, cel uświęca środki...
Co do Ernesta Denhoffa – wydaje mi się, że chodzi o Magnusa Ernesta Denhoffa, który pod koniec 1626 roku zaciągał regiment piechoty niemieckiej dla armii koronnej. Oddział ten dotarł do wojsk Koniecpolskiego po bitwie pod Tczewem, a po pewnym czasie Magnusa Ernesta zastąpił Gustav Sparre. Kuloodporni służyliby więc głównie w obronie wybrzeża w okresie po 1627 roku. 

środa, 24 maja 2017

Colours playing and the Drums beating


W 1678 roku Karol II wysłał do Flandrii niewielki korpus posiłkowy, który miał wspierać Hiszpanów i Holendrów w walce z Francuzami. Na jego czele stał James Scott, pierwszy diuk Monmouth[1]. Brytyjczycy (bo wśród wysłanych regimentów były też regimenty szkocki i irlandzki) zostali rozlokowani w Ostendzie i Brugii, gdzie przyszło im cierpieć z powodu chorób, które zebrały krwawe żniwo wśród żołnierzy. Korpus nie walczył zbyt wiele, miał to za okazję – 29 maja 1678 roku – odbyć całkiem miłą dla oka defiladę w Brugii. Świętując urodziny Karola II, żołnierze:
Zaczęliśmy naszą ceremonię około 9 rano i trwała ona do 2 po południu. Wszystkie regimenty ustawiły się, wedle starszeństwa, w linii, przyjmując postawę [jak na placu bitwy]:pikinierzy pomiędzy [oddziałami] muszkieterami, 30 dział oddało w mieście trzy salwy, a pomiędzy każdą z nich strzelali muszkieterzy, po czym wznoszono [głośny] okrzyk. Machano sztandarami, bito w bębny, wszyscy mieszkańcy [miasta] przyznawali że nigdy w życiu nie widzieli wspanialszego widoku.




[1] Najstarszy nieślubny syn Karola II. 

wtorek, 23 maja 2017

Niezwykle bojowe anioły


Dziś będzie bojowo-religijnie, bo Bartek (serdecznie pozdrawiam!) podrzucił mi niezwykle interesujący artykuł. Agata Andrzejewska i Karol Demkowicz w 2012 roku opisali bowiem specyficzny wątek w ikonografii hiszpańskiego Wicekrólestwa Peru: wizerunki aniołów uzbrojonych w broń palną. Autorami malowideł byli indiańscy poddani Hiszpanii, z tzw. szkoły cuzqueńskiej. Badacze opisali sporo przykładów, artykuł jest też suto okraszony ilustracjami. Zdecydowanie polecam lekturę, artykuł w języku angielskim można przeczytać tutaj.

niedziela, 21 maja 2017

Alabastrowy Szwed


W dzisiejszym wpisie rzadkość, bo nie malarstwo a rzeźba. Leonhard Kern (1588-1662) to niemiecki rzeźbiarz, specjalizujący się w XVII wieku w produkcji niewielkich figurek, z motywami religijnymi, mitologicznymi, ale i nie tylko. Kern miał niestety okazję na własne oczy być świadkiem okropieństw wojny trzydziestoletniej: w 1620 roku musiał uciekać z ogarniętego walkami Palatynatu. Nic więc dziwnego, że i tematyka z tego konfliktu trafiła do jego warsztatu. Niestety udało mi się znaleźć tylko jedną próbkę tego rodzaju. Jest to pochodząca z lat 40. XVII wieku alabastrowa figurka przedstawiająca szwedzkiego oficera (kawalerzysty?) prowadzącego nagą brankę. Kobieta ma związane ręce, żołnierz  przytknął jej do pleców ostrze. Niestety możemy się domyślać, jak okrutny los ma ją czekać. Jest coś przerażającego w tej scenie,  w tym zastygłym prologu do tragedii która zaraz się rozegra…

Jeżeli ktoś z Czytelników ma zdjęcia innych rzeźb Kerna związanych z tą wojną, proszę się odezwać – bardzom ciekaw ich tematyki.  

sobota, 20 maja 2017

Nie ciążą jeleniowi rogi


Bardzo ładna anegdota o moim ulubionym wodzu, czyli hetmanie Stanisławie Koniecpolskim. Niestety nie wiem której kampanii to dotyczy (w końcu kilku brał udział), ale fakt że żołnierz winien nosić uzbrojenie ochronne wskazywałoby na to, że wchodził w skład jednej z jednostek jazdy: husarii, kozaków lub rajtarii. Tak czy inaczej, historyjka „bardzo zgrabna”:

(…) zobaczywszy na placu żołnierza niezbrojnego, strofował go, że był bez pancerza: »Moje to będzie nieszczę­ście gdy zginę," odpowiedział śmiało żołnierz. »Prawda, rzekł Koniecpolski, ale gdy tak niedbasz o życie, pamiętać masz, że winieneś go szanować dla ojczyzny i wodza, który radby was nietylko nieobrażonych, ale i nieśmiertelnych oglądał. Niepowinno bydż ciężkiem żelazo, kiedy jest ochroną życia. Tak, tak wolę ja, że długo będziesz zwyciężał, niż gdybyś prędko zgi­nął. Nieciążą jeleniowi rogi, ale go zdobią, a zbroja żołnierzów i zdobi i bespieczeństwo daje."