czwartek, 19 maja 2011

Półtorasta koni rajtarów porządnych - errata do uzupełnienia

Co prawda całość tekstu i tak będzie do przeróbki, gdyż informacji się nazbierało sporo i jakiś artykuł się z tego wszystkiego rodzi (w bólach), póki co muszę jednak poprawić błąd w interpretacji źródła który popełniłem w poniższym tekście, będącym zresztą uzupełnieniem poprzedniego:
Napisałem tam mianowicie o 200-konnym kornecie Książęcia Pruskiego. Jest to jednak mój błąd – bije się w piersi. Chodzi bowiem o oddział Aleksandra księcia Pruńskiego (więc widać jak łatwo było się pomylić), który już w 1627 roku miał być zaciągnięty na służbę w armii koronnej. Nie wiem jeszcze co prawda, kiedy naprawdę dotarł do armii, jednak bez wątpienia służył w 1629 roku, gdyż wymieniony jest w Rachunku Skarbu Koronnego. Co za tym idzie, brandenburska kompania Georga Ehrentreicha von Burgsdorff jest zupełnie inną jednostką rajtarii która (co prawda bardzo krótko, bo od lata 1629 roku) służyła w armii koronnej (acz nie była opłacana przez nasz skarb).
Za wprowadzenie w błąd przepraszam, na szczęście został wyprostowany…

Każdy jedzie jako chce...

W 1569 roku komornik królewski, Jędrzej Tarnowski, pełniący obowiązki polskiego ambasadora w Turcji, wyprawił się do Astrachania, gdzie miał okazję podziwiać armie turecką i tatarską w czasie jej kampanii przeciw Moskwie. Co prawda sprzymierzonym nie udało się zając Astrachania, jednak nasz poseł pozostawił po sobie niezwykle interesujące opisy walczących armii. Jako pierwsze zaprezentują się wojska Chanatu Krymskiego, dowodzone przez chana Dewleta I Gireja. Rzadko udaje się znaleźć tak dokładny opis ze strony naocznego świadka, zwłaszcza że będzie tam mowa o chorągwiach i oddziałach przybocznych chana.
Wszystek też dwór chana ma chorągiew czerwoną wielką sposobem tureckim, z sercem wielkiem, na którem jest napisano zakon Mahometów, bo z Turki jednako trzymają, którą chorągiew zawsze z wielką uczciwością chowają w carzowym namiecie. A tak skoro oną chorągiew wyniosą, zaraz sam carz idzie za nią wsiadać, w ciągnieniu jego dwa synowie zaraz za nim idą, a między nimi chorągiew, której też nie rozwijają aż do potrzeby.
Przed jego huffem noszą chorągwie cztery, jedną czerwoną z złotą kitajką, drugą z białej i czerwonej kitajki, trzecią z białej kitajki, a trzy końce zielone u niej, a na wierzchu ogon czarny koński, a to jest znak który przy czarzu noszą. Czwarta chorągiew wszystka czerwona kitajczana z jabłkiem, złotem pomalowana, a toć są własne jego chorągwie pod któremi sam stawa czasu potrzeby, albo gdy w ziemię nieprzyjacielską ciągnie. Przed samym carzem wodzą kilkanaście koni powodnych, w cudnych jarczakach. Za nim zaś idzie huff wielki ludzi, każdy mają po pięć i po sześć koni na powodzie, jednego u drugiego za ogon przywiązawszy. Za onym huffem działek polnych dziesięć ze wszystkiemi potrzebami do strzelby, przy których działkach chodzi strzelców kilkaset piecichorców z rusznicami. Za tymi strzelcami dopiero idą wozy o dwu kół, w których wielbłądy chodzą, inne zaś huffy idą z przodu, z tyłu i z boków, że wszystko pole zakryli, że ich przejrzeć nie może, wszakoż koni więcej w wojsku swem mają niż ludzi. A k’temu klacz wielkie stado z sobą pędzą dla mleka i żywności, tak iż rzadki między nimi, któryby nie miał kilkadziesiąt klacz, a drudzy po sto i po dwuset mają, przetoż się ich wojsko zda bardzo wielkie.
Sijpowie czarzowi, ma każdy z nich swój osobny znak i chorągwie w swoich huffach, przed każdym też ich huffem noszą chorągiew z końskim ogonem, u każdego inszej sierści. W ciągnieniu bardzo nierządnie idą, ani żadnej sprawy mają. Każdy jedzie jako chce, a ledwie jest połowica, coby łuki i pancerze mieli, a zbroje żadnej nie mają, tylko w siermięgach się włoczą; którzy broni nie mają, tedy kobylą kość u kija uwiążą, miasto kiścienia, i niczem innem tamtych ziem nie wojują, tylko prędkością swą, a k’temu że nędzę przywykli cierpieć, głodu ani pragnienia  się nie boją, tak iż trzy dni bez jedzenia i bez picia mogą być, także i konie ich, by się jedno trawy z rosą najedli.
Bez wątpienia powrócę jeszcze do relacji Tarnowskiego, bo też wiele ciekawych szczegółów można tam znaleźć.

wtorek, 17 maja 2011

Popis Towarzystwa spod Chorągwi...

Bardzo ciekawa informacja dotycząca struktury oddziałów rajtarskich w armiach RON dotyczy kampanii 1635 roku w Inflantach. W armii litewskiej widzimy tam silne zgrupowanie rajtarii. Poniżej lista chorągwi, najpierw podaję nazwisko rotmistrza chorągwi, potem liczbę koni etatu 
1. Jerzy Holczur – 120 
2. Mikołaj Korff – 120 
3. Andrzej Kotlicz – 120 
4. Plettemberg – 120 
5. Janusz Radziwiłł – 120 
6. Krzysztof Radziwiłł – 120 
7. Frydrych Jan Rek -120 
8. Jerzy Tyzenhauz – 120 
9. Wittan – 120 
10. Fryderyk Wolff – 100 
razem - 10 chorągwi – 1180 koni 
Dla porównania, liczebność pozostałych formacji w armii litewskiej w tymże roku:
Husaria – 11 chorągwi – 1250 koni 
Jazda kozacka – 9 chorągwi – 1020 koni 
Piechota cudzoziemska - 13 rot – 2800 porcji 
Dragonia – 6 rot – 720 porcji 
Piechota polska – 3 chorągwie – 600 porcji 
Jesteśmy w tej dobrej sytuacji, że do naszych czasów zachowały się rolle popisowe dwóch spośród tych oddziałów [wielkie podziękowanie dla Mariusza Balcerka, za udostępnienie materiałów!]. Jako że dokumenty tego typu należą do rzadkości, chciałbym nieco zatrzymać się nad strukturą owych chorągwi. Nieczęsto mamy bowiem okazję na tak dokładną analizę jednostki rajtarii z pierwszej połowy XVII wieku. Możemy je także porównać z rollami litewskich rajtarów służących w Inflantach dziewięć lat wcześniej, także przeciw Szwedom:
Chorągiew pułkownika JKM Mikołaja Korffa popisała się w obozie litewskim 16 sierpnia 1635 roku. Oddział podzielony był na trzy kapralstwa, te z kolei na poczty. I tak:
Pierwsze kapralstwo składało się z jednego pocztu 12-konnego (pułkownika), jednego pocztu 5-konnego (strażnika), jednego pocztu 4-konnego (porucznika), siedmiu pocztów 3-konnych i jednego pocztu 2-konnego. Było to więc 11 pocztów, łącznie liczących 44 koni.
Drugie kapralstwo to 4-konny poczet chorążego, sześć pocztów 3-konnych (w tym jeden kaprala) i dziewięć pocztów 2-konnych. Razem w 16 pocztach mamy tu 40 koni.
Trzecie kapralstwo to jeden poczet 3-konny i czternaście pocztów 2-konnych. W 15 pocztach znajdujemy tu 31 koni.
Do tego doliczyć musimy trębacza i dobosza, każdego z jednym koniem. Łącznie więc mamy tu 117 koni, brakuje nam więc 3-konnego pocztu, który prawdopodobnie nie został wpisany w skład jednego z kapralstw (trzeciego?) jako że łączna suma popisu to 120 koni. Co ciekawe, w toku starć ze Szwedami (doszło bowiem do walk na małą skalę) chorągiew poniosła pewne straty. Z pierwszego kapralstwa zostało rannych dwóch towarzyszy, drugie kapralstwo miało dwóch zabitych i jednego rannego towarzysza, trzecie jednego zabitego. Używam określenia ‘towarzysz’, gdyż poczty figurują pod ich nazwiskami, takie też określenie pada w tytule popisu jednak wciąż nie jestem pewien, jak dokładnie wyglądała kwestia zaciągu i organizacji naszej rajtarii.  Sprawa ta wymaga bowiem o wiele dokładniejszych badań, niż te na które mogę sobie pozwolić.
Druga zachowana rolla to popis chorągwi rotmistrza Frydrycha Jana Reka, z dnia 24 lipca. Znów mamy tu podział na trzy kapralstwa, te z kolei podzielone są na poczty.
Pierwsze kapralstwo to 12-konny poczet rotmistrza, 5-konny poczet porucznika, cztery poczty 3-konne, sześć pocztów 2-konnych i dwa poczty 1-konne. W 14 pocztach mamy tu więc 43 konie.
Drugie kapralstwo to 4-konny poczet chorążego, siedem pocztów 3-konnych (w tym jeden kaprala), sześć pocztów 2-konnych i dwa poczty 1-konne. Kapralstwo ma więc 16 pocztów, które łącznie liczą 39 koni.
W trzecim kapralstwie mamy jeden poczet 4-konny, pięć pocztów 3-konnych (w tym kaprala), siedem pocztów 2-konnych i dwa poczty 1-konne. Daje nam to więc 35 koni w 14 pocztach.
Łącznie chorągiew ma 44 poczty z 117 końmi, co jednak nie zgadza się z liczbą 120 koni na popisie. Bardzo charakterystyczne, że tak jak w przypadku chorągwi Korffa zniknął nam 3-konny poczet.





En accipe mihi non prosunt! - rajtaria Denhoffa pod Cecorą w 1620 roku

Ale nie wiadomo z jakich powodów znalazł u nas przyjęcie rodzaj jazdy, który długi czas plątał się wśród wojska naszego, pomimo to, że mieliśmy u siebie podobny rodzaj i nawet doskonalszy od obcego. Mówię tu o rajtarach. Owa opinia, wygłoszona przez Konstantego Górskiego, zdaje się do tej pory rzutować na wizerunek rajtarii w pracach współczesnych polskich historyków, gdzie dokonania tej formacji są pomijane albo bagatelizowane. Na blogu próbuję przybliżyć dzieje tej kawalerii na służbie RON, ukazując że żołnierze ci walczyli w wielu kampaniach, przeciw różnorodnym przeciwnikom, ofiarnie walcząc nawet w przegranych bitwach. Niniejszy wpis, mimo że dotyczy drobnego epizodu i niezbyt liczebnego oddziału, ukazuje właśnie jak rajtarzy potrafili walczyć, u boku swych polskich towarzyszy, do krwawego końca…
W nieszczęsnej wyprawie mołdawskiej hetmana wielkiego Stanisława Żółkiewskiego w 1620 roku, widzimy pośród jego żołnierzy jeden oddział rajtarii. W skład pułku hetmana polnego Stanisława Koniecpolskiego weszło 200 rajtarów, którymi dowodził Herman Denhoff. Był to mąż wielki, w cudzych krajach służył długo, mało co po polsku mówił.  Szemberg, wymieniając ważniejszych oficerów wyprawy, określa go Dynhof rotmistrz nad niemiecką raytaryą. W czasie walk 18 września rajtarzy wsparli pułk lisowczyków, mocno naciskany przez przeciwnika, ale jednak posiłkiem p. Dynhofowej i innych chorągwi poprawił się znacznie. W czasie walnej bitwy 19 września rajtaria, walcząc zapewne w pierwszej linii swojego pułku, ponieść miała ogromne straty. Rotmistrz miał zostać dwukrotnie postrzelony w szyję, zachęcał jednak swych żołnierzy do walki, nie pierwej nieprzyjacielowi ustąpił, aż ze 200 żołnierza swego, samo 15 albo 16 został. Co prawda straty podane przez Szemberga wydają się szokująco wysokie, oznaczałyby bowiem de facto zagładę chorągwi, pokazują nam jednak, jak dzielnie oddział ten stawał w toku bitwy. Resztki chorągwi walczyły potem w obronie taboru, cofającego się spod Cecory. To właśnie spieszonych rajtarów, na czele z Denhoffem, widzimy w osłonie hetmana Żółkiewskiego, gdy tabor został rozerwany a Tatarzy uderzyli na rozproszone wojsko polskie. [Hetman] z mężnym kawalerem Hermanem Denhoffem (…) a dziesiątkiem żołdaków Denhoffowych(…) odstrzeliwał się, owi mu też dobrze pomagali. Rotmistrz rajtarski został jednak po raz kolejny postrzelony, tym razem w nogę. Kiedy padł na ziemię, wyciągnął z kieszeni mieszek z kilką set czerwonych złotych i rzucił go Zbigniewowi Silnickiemu, mówiąc En accipe mihi non prosunt! [Weź je, mi nie przyniosą żadnego pożytku!]. Zapewne niedługo potem Tatarzy ogarnęli grupę rajtarów, do końca broniących swego rotmistrza…

poniedziałek, 16 maja 2011

Ekstraordynaryjne poczty do obozu przysłali... - cz. VII

Nietypowy przykład, w którym magnat stawił się z prywatnym wojskiem do kampanii, acz oddział ten nie wzbudził, delikatnie rzecz biorąc, entuzjazmu świadków. Rzecz działa się w lipcu 1581 roku, w czasie przygotowań do wyprawy na Psków. Marszałek wielki litewski, który stawił się na czele nie barzo k’rzeczy husarzy to Mikołaj Krzysztof Radziwiłł, zwany Sierotką. Z kolei marszałkiem nadwornym, którego żołnierzy byli nieco lepszej jakości, był Albrecht Radziwiłł. Ciekawy jaki był powód, dla którego Sierotka wystawił taki a nie inny oddział? Chyba nie problemy natury finansowej…
Niż do namiotów swych wjachał, w drodze pod zamkiem, marszałkowie dwaj litewscy, wielki i nadworny, pokazali poczty swe jezdne. Wielki 120 usarzów, wiera nie barzo k’rzeczy, szkapy jakieś nikczemne i niemal wynędzone. Ów drugi pokazał 60 koni, przecie nie złych. Nie wiem czemu ów starszy tak się pokazał. Widzę, że niedbale teraz, albo się na kogo gniewa, albo mu coś nie miło.

niedziela, 15 maja 2011

Szabla jadem napuszczona była

Z wojaczką wiążą się przeróżne niebezpieczeństwa – a to wróg próbuje nas ubić, a to jakieś choróbsko się przyplącze, a to nie ma co do garnka włożyć i łakomym wzrokiem trzeba spoglądać na wiernego Siwka… Może się też wydarzyć tragiczny wypadek, a wtedy nie ma zmiłuj, zwłaszcza gdy lekarz który ma nas leczyć niezbyt się do tego nadaje. Poniżej opis takiej smutnej sytuacji z okresu oblężenia Pskowa w 1581 roku, chociaż z pokrzepiającym epilogiem, przynajmniej dla kogoś kto zainteresował się nieutuloną w żalu wdową.
Kniaź Czartoryski umarł, pachołek młody. Przyjachawszy z tej drogi z Panem trockim od Starzyce, na koniu biegając dziś trzeci dzień, szabla mu wypadła z poszew, koń pod nim padł, owa na szabli nogę sobie przez ud przebił, która szabla jadem napuszczona była. Ogień piekielny mu się w nią wrzucił. Złego snać barwierza miał, nie mógł mu pomódz. Woluntaryusz był, miał 50 koni strojno, każdego konia z wsiędzeniem na kilkaset złotych szacowano, za koń pod się dał 1500 zł.; utracił przez 200 000 w młodych leciech swoich. Żonę młodą zostawił Burkułabównę. Wziął z nią wszystkiego 100 000 zł. Posagu. Ktoby chciał, świeża wdowa.

Blog Artura - hurrra, hurrra!

Niezwykle miło jest mi poinformować, że mój dobry przyjaciel Artur - znany jako 'Dobywszypałasza' lub 'Fromhold' - dołączył do braci blogującej:
http://fromholdblog.blogspot.com/
Nie ukrywam, że wierciłem Mu dziurę w brzuchu by założył swój blog i wreszcie się udało. Oj będzie tam sporo ciekawych rzeczy do czytania, tak modelarsko jak i historycznie. 
Świetna nowina, zachęcam do czytania tego bloga!