poniedziałek, 8 listopada 2010

Korff, Sej, Tyzenhauz, Unger i spółka - rajtaria litewska 1625-1629

Podążając tropem rajtarii w armiach RON zawędrujemy tym razem znów do Inflant, gdzie w okresie 1625-1629 armia litewska po raz kolejny stanęła naprzeciw Szwedom. Dosyć paradoksalnie, o udziale rajtarii w starciach nie wiem zbyt wiele, za to dysponuję dość dokładnymi informacjami na temat liczebności tej formacji na tym teatrze działań. Zawsze to jakiś punkt zaczepienia, niemniej jednak póki co notka będzie dosyć krótka…
Rajtaria walcząca pod komendą hetmana polnego Krzysztofa II Radziwiłła sprawiła na nim na tyle duże wrażenie, że w obliczu wznowienia konfliktu proponował on duże zaciągi tej formacji. W 1624 roku postulował o zaciągnięcie aż 2000 rajtarów – dla porównania, jego propozycja zawierała 1500 husarii, 1000 kozaków i 5000 piechoty. Pierwszą jednostką z jaką się spotykamy był regiment Andrzeja Seja, walczący w 1625 i 1626 roku w ramach ‘dywizji’ hetmana polnego Radziwiłła. Oddział ten liczył 4 kornety (kompanie) czyli przynajmniej 400 koni.  Niestety jedyna informacja jaką znalazłem o jego udziale w walkach pochodzi z 18 lutego 1626 roku, kiedy to rajtarzy Seja wzięli udział w zasadzce na przednią straż armii szwedzkiej. Grupa jazdy kozackiej, wsparta 40 rajtarami pod porucznikiem Morkienigiem, ‘zabawiła’ szwedzkich kawalerzystów walką, w dalszej fazie starcia Sej na czele całości regimentu włączył się do starcia. Aż p. Sej z 2 kornetami, sam stanąwszy im na czele, drugim 2 w bok skoczyć rozkazał. Litwini odepchnęli Szwedów, musieli jednak zaprzestać pościgu w obliczu nadciągających kolejnych oddziałów szwedzkich. Po wiosennym zawieszeniu broni nie widzimy już tego regimentu w Inflantach – jaku już kiedyś pisałem, jest moją niepotwierdzoną teorią, że w oparciu o tą jednostkę zaciągnięto regiment rajtarii Abramowicza (Abrahamowicza), walczący od jesieni 1626 roku w Prusach. Co ciekawe, w sierpniu 1625 roku Radziwiłł, pisząc o własnych zaciągach w liście do biskupa Wołłowicza, donosił że zaciągnął 100 koni arkabuzerów  - czyżby chodziło tu o jeden z kornetów późniejszego regimentu Seja? Dobry znajomy z 1621 roku – Ceridon – także otrzymał list przypowiedni (czyżby w ramach regimentu Seja) ale zaciąg sprawiał ogromne problemy. W sierpniu 1625 roku miał bowiem dopiero ze 30 koni rajtarów których żaden zbroi nie ma.
Od listopada 1625 roku widzimy dwie 100-konne kompanie służące w ‘dywizji’ hetmana wielkiego Lwa Sapiehy (ten z kolei miał planować aż 3000 rajtarii do zaciągu w 1627 roku). Dowodzą nimi Ernest Korff i Hanzel Kotlicz. Właśnie dwie roty rajtarii (due turmae Germanorum) zidentyfikowali Szwedzi pod Walmozją w 1626 – zapewne to właśnie oddziały Korffa i Kotlicza. Co ciekawe, szwedzki spis armii litewskiej z listopada 1625 roku (zapewne w oparciu o dane jeńców) pokazuje aż 400 rajtarów-kirasjerów (sic!) pod komendą Sapiehy  - 300 koni pod Mikołajem Korffem (?) i 100 koni w rocie oficera którego nie jestem w stanie odcyfrować. Stopniowo jednak powiększa się liczba rajtarii pod komendą Sapiehy. Od lata 1626 roku w służbie widzimy dwie roty – Ernesta Korffa (130 koni) i Mikołaja Korffa (200 koni).  Mikołaj Korff, tak jak w 1622 roku, rozwinął swoją rotę do wielkości regimentu. W tymże 1626 roku regiment ten miał składać się z 4 kompanii – pułkownika (150 koni), Wilhelma Korffa (130 koni), Wilhelma Tyzenhauza (Tisenhausena) (130 koni) i Godschalka von Ungera (100 koni). W ramach zgrupowania Gosiewskiego (który dowodził w zastępstwie hetmana Sapiehy) rajtarzy Korffa wzięli udział w bitwie pod Mitawą 17 sierpnia 1626 roku, kiedy to udało się odeprzeć siły szwedzkie.
Kompanie Ernesta Korffa i von Ungera wzięły udział w nieudanej dla Litwinów bitwie pod Zelborkiem (Selborkiem) 30 września 1626 roku, gdzie de la Gardie pokonał Gosiewskiego. Tego samego dnia kompania Tyzenhauzena wchodziła w skład zgrupowania Paca, które wycofało się spod Wenden przed siłami Horna. Niedługo potem (na pewno przed zakończenie roku) zwinęła się samodzielna rota Ernesta Korffa, w służbie pozostał więc tylko regiment Mikołaja Korffa. Jednostka ta musiała ponieść straty w bitwie pod Wenden (Drobbusch) 3 grudnia 1626 roku, kiedy to Litwini ponieśli porażkę z rąk Szwedów. Przynajmniej jedna chorągiew należąca do regimentu wpadła w ręce żołnierzy Gustawa II Adolfa – najprawdopodobniej z kompanii Tyzenhauza.
Regiment Korffa znów widzimy w roku 1627, z tymże obok niego powstają kolejne oddziały rajtarii. Miejscem popisowym dla rajtarii był Zelbork, od maja w służbie było 150 koni kompanii pułkownika Mikołaja Korffa, od czerwca do służby wchodzą kolejne oddziały. Reszta regimentu Korffa to wciąż znajome nazwiska – Wilhelm Korff (98 koni), Wilhelm Tyzenhauz (194 koni) i Unger (100). Nowe jednostki (samodzielne?) to roty Henryka Szmelinga (200), Wilhelma Olazura (150) i Sackena (128). Już jednak na popisie z końca sierpnia tegoż roku widzimy spadek liczebności oddziałów – w obozie pod Bowskiem popisują się kompanie Mikołaja Korffa (już tylko 89 koni), Szmelinga (173), Olazura (138), Wiganta (100 – przejął czyjąś rotę?) i dawna rota Tyzenhauza pod Adamem Drobyszem (150). Straty wynikały zapewne nie tylko z powodu walk szarpanych prowadzonych przeciw Szwedom (wszak litewska rajtaria często brała udział w podjazdach i czatach), ale i trudności aprowizacyjnych.  Z kolei kompanie Ungera (100) i’druga’ Korffa (150 – być może chodzi o kompanię Tyzenhauza) wchodziły w tym czasie w skład grupy operującej pod Dynemborkiem. W grudniu 1627 zostały zmuszone (wraz z rotą kozacką Ryżewskiego) do opuszczenia szańca którego broniły nieopodal Rygi. W obliczu przeważających sił szwedzkich (Horn wyprowadził z Rygi ok. 2000 żołnierzy) rajtarzy i kozacy opuścili w nocy szaniec, topiąc wszystkie zapasy w rzece, ale ratując skórę. Wilhelm Korff zwinął swoją chorągiew na początku 1628 roku, jej miejsce w regimencie Mikołaja Korffa zajęła rota Butlera.
Kolejny popis do jakiego dotarłem dotyczy głównej armii litewskiej pod Gosiewskim, odbył się 15 czerwca 1628 roku, znów pod Bowskiem. Niestety nie brały w nim udziału oddziały pod komendą Mikołaja Korffa, które zostały wtedy wysłane pod Kokenhausen. W obozie bowskim znajdujemy kompanie Szmelinga (119), Olazura (93), Butlera (88, w służbie od maja 1628 roku) i liczącą 108 koni rotę Drobysza. Wiemy że zimą 1628 roku rajtarzy brali udział w zwycięskiej dla Litwinów bitwie pod Treiden. Litwinami dowodził tam Mikołaj Korff, zapewne więc mógł mieć przy sobie żołnierzy ze swojego regimentu (pokonany Horn pisał o 3 kompaniach litewskich rajtarów).
Z kolei w kampanii 1629 roku brały udział: 500-konny regiment Mikołaja Korffa (kompanie pułkownika, Ungera, Wiganta i Butlera), samodzielne roty Olazura (150), Szmelinga (200) i Tyzenhauza (początkowo dowodził nią Bork, 200). Oczywiście są to tylko stany etatowe, stany w toku kampanii ulegały dosyć drastycznie zmianie.
Jak więc widzimy, dane póki co są raczej skąpe, nieco suchych liczb i brak opisów starć. Niestety nie ma takiego dostępu do materiałów źródłowych, by móc przeprowadzić dokładniejsze badania – może kiedyś…

piątek, 5 listopada 2010

Biała, żółta, czarna, błękitna...

Kilka wpisów na blogu poświęconych było szwedzkim ‘kolorowym’ regimentom – jednostki te jak pamiętamy, zawdzięczały najprawdopodobniej swoją nazwę kolorom sztandarów (niektóre być może także kolorom mundurów) w które je wyposażono. Tym razem chciałbym się przyjrzeć kilku takim przykładom z armii RON, kiedy to oddziały były znane pod ‘kolorowymi’ nazwami. Z przypadkami takimi spotykamy się przy okazji istnienia dwóch lub więcej chorągwi z tym samym nominalnym rotmistrzem – ‘kolorowy’ przydomek pozwalał je łatwiej identyfikować, z dużym prawdopodobieństwem można więc założyć, że nazwę zawdzięczały właśnie sztandarom o różnych kolorach tła.
W okresie 1610-1612 Aleksander Zborowski, walczący początkowo na służbie Drugiego Samozwańca, a potem króla Zygmunta III, ma w swoim pułku jazdy aż cztery ‘kolorowe’ jednostki. Są to husarskie chorągwie – ‘biała’, ‘błękitna’, ‘czarna’ i ‘czerwona’. ‘Biała’ i ‘czarna’ chorągwie brały udział w bitwie pod Kłuszynem w 1610 roku, wszystkie roty brały potem udział w obronie Moskwy do 1612 roku.
W toku tej samej wojny, acz kilka lat później (1617-1618) w pułku lisowczyków znajdujemy dwie chorągwie o ‘kolorowym’ przydomku – ‘czarną’ i ‘czerwoną’. Były to najprawdopodobniej ‘przyboczne’ chorągwie pułkownika – Stanisława Czapińskiego, a po jego śmierci Piotra Kopaczewskiego.
W 1622 roku w Inflantach dwie z trzech chorągwi rajtarskich w regimencie Mikołaja Korffa to ‘kolorowe’ jednostki. Są to kompanie Johana Grotthusena (‘biała’) i Christopha Schlippenbacha (‘niebieska’).
Więcej ‘kolorowych’ jednostek widzimy w armii litewskiej w wojnie 1625-1629 w Inflantach. I tak w 1625 roku hetman polny Krzysztof II Radziwiłł był rotmistrzem trzech chorągwi husarskich. Nie znam porucznika ‘białej’ roty, z kolei ‘żółtą’ dowodził porucznika Hrehory Mirski, a ‘czerwoną’ porucznik Jan Swotyński. W 1627 i 1628 roku z kolei mamy do czynienia z ‘czerwoną’ i ‘białą’ chorągwią husarii hetmana wielkiego litewskiego Lwa Sapiehy. Od ostatniej ćwierci 1627 do połowy 1628 roku także i Aleksander Gosiewskie miał w armii litewskiej dwie roty husarii – ‘czarną’ i ‘białą’.
W 1628 i 1629 roku regiment rajtarii Mikołaja Abrahamowicza, walczący w Prusach przeciw Szwedom, składał się z pięciu chorągwi (kompanii) – każda z nich nosiła ‘kolorowy’ przydomek. I tak dwie kompanie pułkownika to ‘biała’ i ‘czarna’, kompania majora była ‘pomarańczowa’, Ewald Slipenbach dowodził z kolei kompanią ‘czerwoną’ a piąta chorągiew regimentu nosiła przydomek ‘błękitnej’.
W czasie ‘Potopu’ kolejne  przykłady ‘kolorowych’ jednostek znajdujemy znów  w armii litewskiej (w armii koronnej nie udało mi się nic znaleźć, acz oczywiście mogłem coś przegapić…). W 1660 roku rozwiązana chorągiew kozacka hetmana wielkiego Pawła Sapiehy znana była pod nazwą ‘błękitnej’. Jako że miał on jeszcze w kompucie dwie inne tego typu jednostki, być może i one miały ‘kolorowe’ przydomki? Kozackie roty Jerzego Karola Hlebowicza to ‘biała’ (porucznik Jerzy Piotr Wiażewicza, po jego śmierci w 1661 roku Jan Kazimierz Drozdowicz) i ‘czarna’ (porucznik Jan Władysław Grabiński). Także i Zygmunt Adam Służka miał dwie ‘kolorowe’ roty kozackie w tym czasie – porucznik Jerzy Władysław Michałkiewicz dowodził ‘błękitną’, a porucznik Kosarzewski ‘czerwoną’.
Oczywiście to tylko kilka przykładów, ale mogą one być przydatne – np. pod kątem wargamingu, w celu łatwiejszego odróżnienia oddziałów. Poza tym to zawsze klimatyczny smaczek dodający uroku armii na bitewnym stole…

czwartek, 4 listopada 2010

Semper Fi pod Oliwą - uzupełnienie

W tekście o udziale koronnej piechoty cudzoziemskiej w bitwie pod Oliwą:
zastanawiałem się nad  kwestią przynależności rot Storcha i Murraya. Wcześniej sądziłem, że być może  były one częścią innych, większych rot - wszak w pracy prof. Wimmera nie są wymienione jako odrębne jednostki. Mam jednak teraz dostęp do komputów koronnych z 1626 i 1627 roku i oddziały te figurują tam jako odrębne oddziały (dziwne jest to, że prof. Wimmer miał dostęp do tychże komputów, a to zignorował, wszak oddziały te na pewno istniały). Pozwala to chyba rozwikłać zagadkę ‘przynależności’ tych dwóch rot- były to oddziały samodzielne, nie wchodziły w skład rot Astona czy Appelmana.
I tak:
Jan Stork (pisownia oryginału) ma wypłatę za służbę od 5 listopada 1626 roku do września 1627 roku, acz bez wymienionej liczby żołnierzy (inny komput wymienia jednak liczbę 174 żołnierzy ‘starego zaciągu’ – dla odróżnienia od nowych zaciągów piechoty w 1627 roku). Za okres wrzesień - grudzień 1627 roku z kolei jego rota ma wykazany stan 110 żołnierzy, a tylu miała liczyć pod Oliwą.
Z kolei rota Jakuba Murraya to 200 żołnierzy 'starego zaciągu', okres służby to styczeń - grudzień 1627 roku. Pod Oliwą miało walczyć 120 żołnierzy tej jednostki.
Tyle tytułem uzupełnienia, jednak wydawało mi się to niezwykle interesujące, stąd notka.

Niedźwiedź, gryfy i trzy sumy (acz nie ryby)...

Adam Naruszewicz w swoim Żywocie J.K. Chodkiewicza… przytoczył nader interesujący opis kilku chorągwi szwedzkich w bitwie pod Kircholmem. Oparł się w swojej pracy o Carolomachię skąd pochodzą owe opisy. Napisałem w tej sprawie do specjalisty od (nie tylko) armii szwedzkiej czyli Daniela Staberga, Daniel z kolei znalazł w swoim archiwum fragment Carolomachii z owym opisem i kilka rzeczy w opisie Naruszewicza ‘wyprostował’. Jako że Kircholm zajmuje jakże ważne miejsce w historii naszego oręża, pozwalam sobie poniżej zamieścić fragmenty z pracy Naruszewicza, z odpowiednim komentarzem (many thanks to Daniel for proper description!). Co prawda nie da się zweryfikować owych informacji w oparciu o szwedzkie źródła z epoki, jednak biorąc pod uwagę, że w bitwie uczestniczyło wiele krajowych oddziałów, fakt używania przez nie sztandaru z herbem prowincji wydaje się dość logiczny.
Już się były poczęły ukazywać wojska Szwedzkie około południa pod roztoczonemi chorągwiami:
uplańską królewską ze światem białym na czerwonem polu – ów ‘świat biały’ to de facto jabłko królewskie (globus cruciger) z herbu prowincji Uppland. W bitwie wzięły udział trzy chorągwie piesze i jedna konna z tej prowincji.
Sudermańską ze lwem łuk trzymającym – lew trzymający kuszę (a nie łuk) to herb prowincji Småland i tak też jest w oryginale Carolomachii. Naruszewiczowi najwyraźniej pomyliły się prowincje, poza tym nie ma tam łuku a jest kusza, która była tradycyjnie kojarzona w Szwecji jako narodowa broń. Dwie chorągwie jazdy reprezentowały ową prowincję pod Kircholmem.
Ostrogocką z gryfem białym na dnie czerwonym – gryf w prowincji Östergötland jest żółty a nie biały, ale to detal. Dwie chorągwie jazdy i dwie piesze to ‘ostrogockie’ oddziały w bitwie.
Sudermańską drugą ze lwem czarnym – ‘królewska’ prowincja Södermanland, w oryginale lew był czarny i uskrzydlony – czyli był to po prostu czarny gryf z tegoż herbu. Södermanland wystawił jedną chorągiew jazdy.
Fińską z gwiazdami i niedźwiedziem miecz trzymającym – tak uzbrojony misiek to herb fińskiej prowincji Satakunda, ze stolicą w Björneborg czyli ‘Zamku Niedźwiedzia’). Oddziały fińskie pod Kircholmem to zarówno piechota jak i jazda.
Chorągiew gwardii samego Sudermana wyrażała dwie ręce i koronę, z napisem łacińskim Sum, Sum, Sum, któremi on słowami swoję w wojsku bytność przypominał – czy mi się wydaje, czy Henryk Sienkiewicz użył tego jako inspiracji do ‘Potopu’?
Niemcy zaciężni mieli chorągiew białą z herbem księcia Lunneburskiego – jako jeden z ważniejszych oficerów, mógł sobie pozwolić na taką prezentację własnego herbu
 sam Suderman także białą z herbem Szwedzkim trzema koronami – tu klasyczne trzy korony, na ‘królewskim’ białym tle.
Daniel znalazł także jeszcze jeden sztandar, także fiński (z prowincji Egentliga Finland) z hełmem z zatkniętymi dwoma chorągwiami.




sobota, 30 października 2010

Barwa gwardii JKM - cz. III



W 1655 roku w Krakowie Szwedzi zdobyli sztandar króla Jana Kazimierza, używany w czasie wojennym przez dworzańską chorągiew husarii – jednostkę złożoną z pocztów wystawionych przez dworzan królewskich. Może nie do końca da się to podciągnąć pod pojęcie ‘gwardii’ jednak jako oddział towarzyszący czasami monarsze w kampaniach może się chyba ‘załapać’ do niniejszego cyklu.
Praktycznie cała środkowa część sztandaru przetrwała w szwedzkich zbiorach (sygnatura ST 28: 1,2), jego pełne wymiary określa się (według rekonstrukcji) na 253 cm szerokości na 343 cm długości. Oryginalnie sztandar miał formę ‘trzech ostrych języków’, tak też go zrekonstruowano w Szwecji w latach 80-tych XX wieku. Co ciekawe, dysponujemy opisem tej chorągwi z epoki, sporządzonym w czasie przygotowań do kampanii 1651 roku przeciw Kozakom. W Regestrze dworzan JKM… odnajdujemy chorągiew pierwszą adamaszkową, turkusową, po jednej stronie krzyż wielki kawalerski przez wszytkie biały, po drugiej żółty, we środku żółtego krzyża Najświętsza Panna z Dzieciątkiem (h)aftowana ‘subscriptio sub tuo praesidio’. Na wierzchu u krzyża ‘tecum a pro te’, na drugiej stronie  we środku białego krzyża (h)aftowane herbów królewskich atłasem a (ze) s(z)nurkami.
Większe herby to oczywiście polski Orzeł i litewska Pogoń, w mniejszej tarczy znajdujemy trzy korony symbolizujące Wazów i lwa z koroną na łbie, czyli ówczesny herb Habsburgów.  Tarcza zwieńczona jest koroną królewską i otoczona Ordo Velleris Aurei czyli Orderem Złotego Runa. 

piątek, 29 października 2010

Stratę tę nieszczęściu memu przypisawszy...

 18 lipca 1672 roku zgrupowanie koronne regimentarza Karola Łużeckiego, kasztelana podlaskiego (ok. 2500 żołnierzy), wraz z posiłkującym je oddziałem Kozaków Michała Chanenki poniosło ciężką porażkę w starciu z armią turecko-tatarsko-kozacką pod Czetwertynówką (Ładyżynem). Polacy mieli stracić od 600 do 650 ludzi, w tym około wielu oficerów i  80 towarzyszy, utracono także kilka sztandarów. Poniżej próba rekonstrukcji tego zgrupowania, w oparciu o:
- Grabowski Ambroży, Ojczyste spominki… tom II, Kraków 1845
- Sikorski Michał, Wyprawa Sobieskiego na czambuły tatarskie 1672, Zabrze 2007
- Wimmer Jan, Wojsko Polskie w drugiej połowie XVII wieku, Warszawa 1965 
- Wimmer Jan, Materiały do zagadnienia liczebności i organizacji armii koronnej w latach 1673-1679 [w:] Studia i Materiały do Historii Wojskowości, tom VII, cz. 2 Warszawa 1961 

W skład zgrupowania wchodziły pułki jazdy narodowej (bez husarii, tylko jazda pancerna i lekka – prawdopodobnie 26 chorągwi):
- JKM – pułk ten miał ponieść największe straty
- Jana Sobieskiego, marszałka wielkiego koronnego hetmana wielkiego koronnego
- Andrzeja Potockiego, wojewody kijowskiego
- Jana Potockiego, wojewody bracławskiego
- ks. Aleksandra Ostrogskiego
- ks. Dymitra Wiśniowieckiego, hetmana polnego koronnego – utracono sztandar pułkowy

Dragonia - cztery regimenty o łącznym stanie etatowym 1100 porcji, chociaż stany faktyczne były oczywiście mniejsze:
- Stanisława Koniecpolskiego, starosty dolińskiego pod Jana Linkhauzem - regiment według uczestników bitwy zniszczony w trakcie bitwy, de facto poniósł ciężkie straty ale nie został całkowicie wybity
- Stefana Stanisława Czarnieckiego, pisarza polnego koronnego pod obersztlejtnantem Hermanem Szwarcem - regiment według uczestników bitwy zniszczony w trakcie bitwy, de facto poniósł ciężkie straty ale nie został całkowicie wybity
- Ludwika de Maligny markiza d'Arquien pod obersztlejtnantem Albachem
- generała Marcina Kątskiego

1/2 regimentu piechoty cudzoziemskiej generała Michała Żebrowskiego - 125 porcji – żołnierzy z tej jednostki padło nie mało

oddział wydzielony z garnizonu Ładażyna – 20 rot (w znaczeniu – ‘sekcji’) czyli ok. 120 żołnierzy (piechota i dragonia) z regimentów Ernesta Denhoffa i Jana Henryka Alten- Bockum – oddział zniszczony w walce

Udało mi się zidentyfikować część chorągwi jazdy narodowej, głównie w oparciu o straty kadry:
- chorągiew pancerna JKM pod porucznikiem Janem Pruszkowskim – z tej miał ocaleć tylko porucznik i pięciu rannych towarzyszy (sic!), jednostka straciła sztandar
- chorągiew pancerna Feliksa Potockiego, wojewody sieradzkiego
- chorągiew pancerna Samuela Prażmowskiego, wojewody płockiego – jednostka straciła sztandar
- chorągiew pancerna Wojciecha Prażmowskiego, chorążego nadwornego pod porucznikiem Aleksandrem Tarnowskim
- chorągiew pancerna Stanisława Koniecpolskiego, starosty dolińskiego pod porucznikiem Kuźmińskim (KIA) - jednostka straciła sztandar
- chorągiew pancerna hetmana Jana Sobieskiego – nie znam porucznika, który zginął w bitwie
- chorągiew pancerna Aleksandra Michała Lubomirskiego pod porucznikiem Mikołajem Ślubowskim (KIA)
- chorągiew pancerna kawalera maltańskiego Hieronima Augustyna Lubomirskiego pod porucznikiem Stanisławem Stokowskim (KIA)
- chorągiew pancerna Mikołaja Franciszka Daniłowicza, starosty czerwonogrodzkiego pod porucznikiem Remigianem Sołtykiem (KIA)
- chorągiew pancerna Krzysztofa Chodorowskiego, starosty winnickiego pod porucznikiem Weremowskiem (KIA)
- chorągiew pancerna Karola Łużeckiego pod porucznikiem Jakubem Rozwadowskim

Patrząc na nazwy pułków można założyć (ale to tylko moje przypuszczenie) udział w bitwie chorągwi pancernej hetmana Wiśniowieckiego, jego jednej lub dwóch chorągwi wołoskich, chorągwi wołoskiej Andrzeja Potockiego, drugiej chorągwi pancernej JKM, chorągwi pancernych obydwu Potockich.

czwartek, 28 października 2010

Dragonia szwedzka od 1621 roku [fragment artykułu]

[Miałem kiedyś chyba zbyt ambitny pomysł by napisać artykuł o dragonii szwedzkiej w XVII wieku. Jak zwykle niezwykle serdeczną pomocą służył Daniel Staberg – wielkie podziękowania. Fragment niedokończonego tekstu (celowo jednak pozbawiony przypisów i bibliografii), opisujący okres 1621-1628, poniżej…]

W armii szwedzkiej, którą zajmiemy się w niniejszym tekście, w początkowym okresie istnienia dragonii spotyka się nazwę tragon lub rodzimą dragoner. Początkowo dowodzona przede wszystkim przez oficerów francuskich i włoskich – których uznawano za specjalistów od tej formacji – stopniowo jednak wśród dowódców dragonii Gustawa II Adolfa pojawiają się nazwiska niemieckie i szwedzkie.
Pierwszy kontakt jaki armia szwedzka na polu bitwy miała z formacją dragońską pochodzi z kampanii 1617-1618 w Inflantach. W armii litewskiej od zimy 1617 roku walczyła bowiem kompania (kornet) dragoński francuskiego oficera Gabriela Ceridona.
Z kolei po raz pierwszy dragonia w armii szwedzkiej pojawia się w roku 1621, po zdobyciu Rygi. Jeden z oficerów dowodzących litewską rajtarią broniąca miasta – Francuz Wilhelm de la Barre – przeszedł na stronę Gustawa II Adolfa. Jesienią otrzymał patent na zaciąg jednej kompanii dragońskiej (z datą 21 października 1621 roku), jej stan na popisie to 81 ludzi. Biorąc pod uwagę, że miał zaciągać przede wszystkim Francuzów (jako naród o dobrych doświadczeniach na polu użytkowania dragonii) mogłoby to wskazywać, że przynajmniej część żołnierzy nowej kompanii pochodziła z jego zwiniętej chorągwi rajtarskiej służącej w armii litewskiej. Według danych litewskich kompania ta wzięła udział w starciu pod Kropimojzą (Kropenhoff), gdzie szybko uciekła z pola bitwy, co prawdopodobnie uchroniło ją od większych strat.
W 1622 roku, w ramach zwiększania armii polowej do planowej kampanii inflanckiej,  utworzono trzy kolejne kompanie dragońskie:
- francuską kompanię Jeana Roena de Beumonta - zorganizowaną w Szwecji
- najemną (przede wszystkim francuską) kompanię Margalisa, zbudowaną w oparciu o kompanię piechoty z najemnego regimentu Filipa von Mansfelda (służącego w 1621 roku w Inflantach, w 1622 roku rozwiązanego)
- Svenska dragonkompaniet - utworzoną (jak na to wskazuje nazwa) ze szwedzkich rekrutów
Te trzy kompanie dopiero w czerwcu 1622 roku przewieziono do Inflant i włączono pod komendę de la Barre'a, tworząc pierwszy regiment dragoński w armii szwedzkiej. Połączona jednostka miała liczyć 390 żołnierzy.
Po zakończeniu walk dwie kompanie pod komendą de la Barre’a pozostały w Rydze jako garnizon, dwie pozostałe powróciły do Szwecji.  W 1624 roku regiment liczył pięć kompanii – dwie w Rydze (256 żołnierzy) a trzy w Szwecji (340 żołnierzy).
Latem 1625 roku, w obliczu przygotowań do wznowienia działań wojennych przeciw Litwinom, przerzucono część żołnierzy ze Szwecji do Rygi, wzmacniając dwie kompanie dowodzone przez de la Barre’a do 335 żołnierzy. Po tym roku regiment nie jest już wymieniany w źródłach – prawdopodobnie został rozwiązany, a część (wszystkie?) wchodzące w jego skład kompanie zaczęły działać samodzielnie.
W toku walk w Inflantach w okresie 1625-1629 niezwykle trudno jest znaleźć dokładniejsze informacje o działalności szwedzkich dragonów. Interesują wzmiankę o nich przynosi nam Compendium Diariussu Expeditiej Jego Mci Pana Hetmana Wielkiego Litewskiego do Inflant w roku 1625  gdzie pod datą 17 października znajdujemy wpis:
(…) czata, którą JM. Pan referendarz za rozkazaniem JM. Pana hetmanowym był wysłał, to jest Pan Cieliński porucznik Pana Mesczerynów i Abraham Bohdanowicz rotmistrz tatarski, napadłszy na kompaniją pod dwiema chorągwiami Francuzów i innych cudzoziemców; których było ze trzysta, niedaleko Prolmojzy, 10 mil od Dynemborku, a ci byli posłani na pomoc Hornowi, do dobywania Dynemborku, zbili ich na głowę, kapitana samego Adama Rykarda de Lassapele – Francuza człeka u nich wziętego i w dziełach rycerskich biegłego, który Rygi, Rumborku i inszych zamków podkopami i petardami dobywał, żywcem rannego wzięli. Chorążego z dwiema chorągwiami i z bębnami, a drugi uciekł, żołdatów czterdziestu kilku przyprowadzili, inszych szablą znieśli.
De Lassapele to Adam de la Chapelle – dowódca jednej z kompanii dragońskich, zapewne złożonej z Francuzów (co mogłoby wskazywać na to, że jest to jedna z kompanii dawnego regimentu de la Barre). Z tym oficerem spotkamy się zresztą jeszcze przy okazji walk w Prusach, gdzie znów będzie dowodził kompanią dragonii.
Na przeglądzie w Rydze 29 marca 1626 roku odnajdujemy dosyć enigmatyczną kompanię dragonii pułkownika Melchiora Wurmbrandta. Oddział ten liczy zaledwie 28 zdatnych do służby żołnierzy. Jako że nie pojawia się na żadnej innym popisie armijnym, być może jest to kompania przyboczna pułkownika, wchodząca w skład jego regimentu, stacjonującego w Rydze od 1625 roku.
Kolejną jednostką która była formacją dragońską jest tzw. Fältherrens drabantkompani czyli kompania przyboczna Jakuba de la Gardie dowodzona przez Ake Hanssona. Jej największy stan jak zanotowano w okresie wojny to 150 żołnierzy, od 1625 roku stacjonowała w Inflantach. W ramach zgrupowania szwedzkiego brała udział w zwycięskiej dla Szwedów II bitwie pod Wenden (Drobusch) 2 grudnia 1626 roku – liczyła wtedy 80 żołnierzy.
            Armia Gustawa II Adolfa lądująca latem 1626 roku pod Piławą nie miała w swoim składzie żadnych jednostek dragonii. Najprawdopodobniej zakładano tworzenie takowych już na miejscu, w trakcie kampanii. Nie wiemy jednak, czy tworzono je od podstaw czy też w oparciu o wyszkoloną już kadrę z poprzednich jednostek. Pierwszym oddziałem dragonii w armii polowej w Prusach Książęcych jest niewielka (77 żołnierzy) kompania Didrika Guttrechta, którą jesienią 1626 roku widzimy w walkach pod Gniewem. Formacje dragońskie ulegały stopniowemu zwiększeniu – istniał plan, że armia w Prusach na początku 1627 roku będzie miała trzy kompanie dragonii (każda po 100 żołnierzy). Istotnie w styczniu 1627 roku znajdujemy owe kompanie w składzie armii polowej – Anena, Gutradta (prawdopodobnie chodzi o wspomnianego już Guttrechta) i Carnissini. Co ciekawe, kompanie dwóch ostatnich wymienione są w spisie jako piechota (‘knektar’) a kompania Anena jako jazda (‘ryttare’) – być może dragonom brakowało wtedy koni? W tym samym czasie w armii w Inflantach znajdujemy dwie kompanie, liczące razem 214 żołnierzy,  lista zamieszczona przez Mankella nie podaje co prawda dowódców, ale jednym z nich musiał być Ake Hansson, którego kompania istniała w toku całej wojny.
            Kompanie dragonii przeznaczono przede wszystkim do służby garnizonowej – w toku kampanii 1627 roku możemy odnaleźć dragonów w składzie garnizonów Malborka (kompania Eustakiusa Carnissini), Elbląga (kompania Albini – znów nowe nazwisko…), Tczewa (kompania Gottharda – być może jest to kolejna forma zapisu nazwiska Guttrechta) i Braniewa (kompania de la Chappelle). Nie oznacza to jednak, że nie brały udziału w walkach – jednym z ich głównych zadań miało być wsparcie ogniowe rajtarii próbującej zwalczać dokuczliwe zagony polskiej kawalerii. Interesujący jest zapis o udziale czterech kompanii dragońskich (razem 327 żołnierzy) w walkach pod Kiezmarkiem w końcu lipca 1627 roku. Oznaczać by to mogło, że wówczas w Prusach stacjonowało pięć oddziałów – niestety brak danych o dowódcach, co pozwoliłoby zidentyfikować kompanie. Zapewne były to kompanie Carnissini, Guttrechta i Albini (figurują we wcześniejszych spisach). Czwartej kompanii nie udało się zidentyfikować – być może to po prostu część kompanii de la Chappelle? Taka interpretacja byłaby zgodna z danymi o sumie czterech kompanii dragonii w Prusach. Jedna z kompanii – dowodzona przez Carnissiniego – wzięła udział w dwudniowej bitwie pod Tczewem (7-8 sierpnia 1627 roku). Liczyła zaledwie 47 żołnierzy, być może była to więc tylko część tej jednostki? W pierwszym dniu walk dragoni zostali użyci jako harcownicy do sprowokowania wojsk polskich do ataku, nie znamy jednak opisu użycia tej kompanii drugiego dnia walk.
Jesienią 1627 roku ‘korpus’ dragonii składał się już tylko z trzech kompanii, każda o stanie etatowym 150 żołnierzy, chociaż stan faktyczny (z zimy 1628 roku) był o wiele niższy – wszystkie kompanie miały razem 366 żołnierzy. Dodatkowo w Inflantach stacjonowały dwie kompanie – Ake Hanssona i Jorena Horna – o nieznanej liczebności. Dla porównania – kawaleria w szwedzkiej armii polowej w Prusach liczyła wtedy 4 925 żołnierzy w 46 kompaniach,  piechota najemna 4384 żołnierzy w 36 kompaniach a piechota krajowa 4200 żołnierzy w 28 kompaniach. Widzimy więc, że dragonia była formacją o bardzo niskiej liczebności na tle całej armii.
Zastanówmy się może przez chwilę, co leżało u podstaw takiego stanu rzeczy? Wydawać by się przecież mogło, że w armii szwedzkiej, nie posiadającej lekkiej jazdy, dragonia byłaby idealna do zadań rozpoznawczych, osłony linii komunikacyjnych i zapewniania łączności pomiędzy poszczególnymi garnizonami. Sądzę, że można spróbować odnaleźć dwa główne czynniki wpływające na tak mały udział dragonów w armii Gustawa II Adolfa. Pierwszy (i najważniejszy) to kwestia przeciwnika – Polacy i Litwini wykazywali się w toku wojny 1625-29 mistrzostwem w prowadzeniu ‘małej wojny’, procentowały tu przede wszystkim doświadczenia wojsk kwarcianych z walk przeciw Tatarom. Jazda kozacka stosowała taktykę wojny szarpanej, z którą wojska szwedzkie miały duże problemy. Dragonia jako formacja była hybrydą kawalerii i piechoty – w tym jednak przypadku posiadała wady które czyniły ją niezbyt skuteczną przeciw Polakom czy Litwinom jeżeli miałaby działać samodzielnie. Dragoni nie walczyli konno, rumaki służyły im tylko jako środek transportu. Nie mieli więc sam na sam szans w konnym starciu z jazdą kozacką. Walcząc jako piechota (de facto tylko muszkieterzy) oddział musiałby zabezpieczać się przeszkodami anty-kawaleryjskimi (jak świńskie pióra czy kozły hiszpańskie) przed szarżą przeciwnika – na takie przygotowania trzeba czasu, którego atakowanym dragonom często brakowało. Idealnym połączeniem byłoby więc współdziałanie dragonii z kawalerią, jednak efektywnie działanie tych dwóch formacji musimy w armii szwedzkiej poczekać do panowania Karola X Gustawa. Formacja istniejąca w szwedzkiej armii dopiero od kilku lat musiała więc przejść trudną fazę prób i błędów – na dobrą sprawę nie wiedziano jeszcze, jak jej skutecznie używać na trudnym teatrze działań. Co prawda współdziałanie dragonii i kawalerii szło już w dobrym kierunku – wykorzystano dragonię jako wsparcie kawalerii pod Tczewem czy Górznem – jednak dragonia była formacją wciąż zbyt małą liczebnie, by odgrywać ważną rolę w armii. Nawet kawaleria Gustawa II Adolfa dopiero uczyła się walczyć z polską i litewską kawalerią, nie na darmo po starciu pod Ostródą w 1628 roku król strofował dowódcę najemnego regimentu jazdy, pułkownika Baudissina, że ten stosuje ‘niemiecką taktykę’ (karakol) w starciu z Polakami. Kwestia kawalerii prowadzi nas do drugiego czynnika wpływającego na liczebność dragonii. Była ona formacją droższą w wystawieniu i eksploatacji niż piechota – wartość wierzchowców (a i ich dostępność) podrażała całą inwestycję. Gustaw II Adolf potrzebował przeciw Polakom przede wszystkim licznej i efektywnej kawalerii, a to musiało kosztować. Zaciągi krajowe (szwedzcy i fińscy latta ryttare) były niewystarczające, stąd od 1625 roku coraz większy udział najemnych kompanii kirasjerów niemieckich w armii szwedzkiej, a w 1628 roku zaciąg trzech silnych regimentów arkebuzerów zwolnionych z armii duńskiej Chrystiana IV. W obliczu tak dużych wydatków na jakże potrzebną kawalerię, a także coraz liczniejszych zaciągów szkockich, angielskich i niemieckich knechtów do jednostek piechoty, ‘kopciuszek’ jakim była dragonia nie mógł liczyć na wiele uwagi ze strony władcy. Król co prawda widział potrzebę istnienia i rozwijania tej formacji, póki co jednak po prostu nie stać było armię szwedzką na większą ilość oddziałów dragońskich. Stopniowo jednak, zwłaszcza w obliczu nieuchronnej wyprawy do Niemiec,  liczba dragonów w służbie szwedzkiej zaczęła rosnąć [o czym być może kiedyś napiszę, jeżeli się uda i wróci wena…]