Pisząc o udziale rajtarii w wojnie chocimskiej 1621 roku:
nie miałem jeszcze wtedy w mojej bibliotece Żywotu Tomasza Zamoyskiego. Lektura tego jakże interesującego źródła przynosi bowiem kilka niezwykle interesujących informacji na temat zaciągów rajtarskich. Wypada więc uzupełnić teraz braki...
Z końcem stycznia 1621 roku Tomasz Zamoyski miał otrzymać od Zygmunta III list przypowiedni na silny pułk kawalerii – 1000 koni husarii i 500 koni rajtarii. Wraz z listem przypowiednim i prywatnym listem od monarchy (w którym ten dziękował magnatowi za ochotę do obrony ojczyzny) znajdujemy także wiadomość od kanclerza wielkiego koronnego Andrzeja Lipskiego. Czytamy tam gdzie miano rekrutować żołnierzy:
Chce to jednak mieć JKM. abyś te koni 500 rajtarów, nietutecznych lada jakich, ale ludzi dobrych cudzoziemskich albo walonów, służałych i dobrze uzbrojonych zaciągnął. A o tych terazby nie trudno było od Ślązka, jednoby prędkie o tym staranie uczynić potrzeba. Płacą takim jako i innym cudzoziemcom po 15 (tak) pozwolić JKM. raczył.
Dla porównania – żołd husarzy w tymże pułku miał wynosić 30 złotych, a więc dwa razy tyle co u rajtarów. W królewskim liście przypowiednim, który wystawiony jest łącznie dla całego pułku, czyli tysiąc usarzów, a pięćset rajtarów, ludzi zbrojnych i godnych do wojny cudzoziemskich, czytamy także o wyposażeniu oddziałów. Tedy by każdy towarzysz jako i pacholik jego miał konia dobrego i zbroję z szyszakiem, strzelbą i inszym rynsztunkiem porządnym wojennym, usarzowi także i rajtarowi należącym, strzegąc się srebra i złota.
Z początkiem lutego Zamoyski odpisał do kanclerza, wspominając zwłaszcza o dużych trudnościach z zaciągiem tak dużej ilości husarii. W jego liście znajdujemy też kapitalne informacje o rajtarach. Dla cudzoziemców posłałem i do Inflant, gdzie mi narajono przednich niektórych kapitanów i ku Ślązku między granice od Węgier i Niemiec, gdzie są wojska na obu pograniczach. Po 300 koni rajtarów kazałem zebrać i rozumiem, że się to nie zepsuje szóste 100, choć na nie niemam przypowiedniego listu. Proszę jednak, aby tak od Prus jak i w tym tu od Śląska naznaczone było według zwyczaju do ciągnienia miejsce, jako zowią musterplac. I przez tegoż kapitana abyś WM. mi na nie listy przysłać raczył. Czyli Zamoyski chciał zaciągnąć nawet 600 rajtarii, korzystając min. z doświadczonych oficerów pochodzących z Inflant. 400 rajtarów miał na Śląsku zatrudnić Mikołaj Kołaczkowski, z kolei Walentego Kossubuckiego wysłano do Inflant. Miał tam przekazać listy i pieniądze dla dwóch kapitanów – Anzela Kietlicza (?) i Labarego Francuza (tak, do W. de la Barre, niesławny obrońca Rygi w 1621 roku) – którzy mieli zebrać 100-konne roty każdy. Kietlicz faktycznie zaciągnął taką rotę, którą wysłano pod Chocim. Rota de la Barre z kolei nie opuściła Inflant, pozostawiono ją bowiem w Rydze jako garnizon. Kołaczkowski ze ‘śląskich’ zaciągów przysłał początkowo 100 koni rajtarów z kapitanem Francuzem, rota ta wraz z husarią Zamoyskiego od razu została wysłana pod Chocim.
Najwyraźniej część zaciągów ze Śląska nie dołączyła do wojsk pod hetmanem Chodkiewiczem, gdyż dwie kompanie co były też pozostały, jako kapitana Franka, kapitana Gaudeta towarzyszyły Zamoyskiemu w obozie pod Lwowem. Co ciekawe, wspierała je tam kolejna rota rajtarska, pod starostą ryskim Andrzejem Stanisławem Sapiehą.
Notka może niezbyt długa, ale według mnie interesująca – kolejna garść informacji o jakże niedocenionej formacji w armiach RON...






.jpg)