wtorek, 26 października 2010

Rajtaria pana Tomasza

Pisząc o udziale rajtarii w wojnie chocimskiej 1621 roku:
nie miałem jeszcze wtedy w mojej bibliotece Żywotu Tomasza Zamoyskiego. Lektura tego jakże interesującego źródła przynosi bowiem kilka niezwykle interesujących informacji na temat zaciągów rajtarskich. Wypada więc uzupełnić teraz braki...
Z końcem stycznia 1621 roku Tomasz Zamoyski miał otrzymać od Zygmunta III list przypowiedni na silny pułk kawalerii – 1000 koni husarii i 500 koni rajtarii. Wraz z listem przypowiednim i prywatnym listem od monarchy (w którym ten dziękował magnatowi za ochotę do obrony ojczyzny) znajdujemy także wiadomość od kanclerza wielkiego koronnego Andrzeja Lipskiego. Czytamy tam gdzie miano rekrutować żołnierzy:
Chce to jednak mieć JKM. abyś te koni 500 rajtarów, nietutecznych lada jakich, ale ludzi dobrych cudzoziemskich albo walonów, służałych i dobrze uzbrojonych zaciągnął. A o tych terazby nie trudno było od Ślązka, jednoby prędkie o tym staranie uczynić potrzeba. Płacą takim jako i innym cudzoziemcom po 15 (tak) pozwolić JKM. raczył.
Dla porównania – żołd husarzy w tymże pułku miał wynosić 30 złotych, a więc dwa razy tyle co u rajtarów. W królewskim liście przypowiednim, który  wystawiony jest łącznie dla całego pułku, czyli tysiąc usarzów, a pięćset rajtarów,  ludzi zbrojnych i godnych do wojny cudzoziemskich, czytamy także o wyposażeniu oddziałów. Tedy by każdy towarzysz jako i pacholik jego miał konia dobrego i zbroję z szyszakiem, strzelbą i inszym rynsztunkiem porządnym wojennym, usarzowi także i rajtarowi należącym, strzegąc się srebra i złota.
Z początkiem lutego Zamoyski odpisał do kanclerza, wspominając zwłaszcza o dużych trudnościach z zaciągiem tak dużej ilości husarii. W jego liście znajdujemy też kapitalne informacje o rajtarach. Dla cudzoziemców posłałem i do Inflant, gdzie mi narajono przednich niektórych kapitanów i ku Ślązku  między granice od Węgier i Niemiec, gdzie są wojska na obu pograniczach. Po 300 koni rajtarów kazałem zebrać i rozumiem, że się to nie zepsuje szóste 100, choć na nie niemam przypowiedniego listu. Proszę jednak, aby tak od Prus jak i w tym tu od Śląska naznaczone było według zwyczaju do ciągnienia miejsce, jako zowią musterplac. I przez tegoż kapitana abyś WM. mi na nie listy przysłać raczył. Czyli Zamoyski chciał zaciągnąć nawet 600 rajtarii, korzystając min. z doświadczonych oficerów pochodzących z Inflant. 400 rajtarów miał na Śląsku zatrudnić Mikołaj Kołaczkowski, z kolei Walentego Kossubuckiego wysłano do Inflant. Miał tam przekazać listy i pieniądze dla dwóch kapitanów – Anzela Kietlicza (?) i Labarego Francuza (tak, do W. de la Barre, niesławny obrońca Rygi w 1621 roku) – którzy mieli zebrać 100-konne roty każdy. Kietlicz faktycznie zaciągnął taką rotę, którą wysłano pod Chocim. Rota de la Barre z kolei nie opuściła Inflant, pozostawiono ją bowiem w Rydze jako garnizon. Kołaczkowski ze ‘śląskich’ zaciągów przysłał początkowo 100 koni rajtarów z kapitanem Francuzem, rota ta wraz z husarią Zamoyskiego od razu została wysłana pod Chocim.
Najwyraźniej część zaciągów ze Śląska nie dołączyła do wojsk pod hetmanem Chodkiewiczem, gdyż dwie kompanie co były też pozostały, jako kapitana Franka, kapitana Gaudeta towarzyszyły Zamoyskiemu w obozie pod Lwowem. Co ciekawe, wspierała je tam kolejna rota rajtarska, pod starostą ryskim Andrzejem Stanisławem Sapiehą.    
Notka może niezbyt długa, ale według mnie interesująca – kolejna garść informacji o jakże niedocenionej formacji w armiach RON...

niedziela, 24 października 2010

Rebelia w Irlandii 1641 roku - 1641 Depositions online

Dzięki połączonym siłom Trinity College w Dublinie, University of Aberdeen i University of Cambridge od dzisiaj online dostępna jest baza danych znana jako '1641 Depositions'. Są to relacje świadków (tak katolickich jak i protestanckich) na temat tzw. rebelii w Irlandii, gdzie irlandzcy katolicy rozpoczęli powstanie przeciw angielskiej administracji kraju. Zapoczątkowało to okres tzw. Irish Confederate Wars, trwających do 1648 roku, a ich następstwem była interwencja armii Cromwella (1649-1652), która krwawo spacyfikowała bunt Irlandczyków. 
Polecam stronę z bazą danych, gdyż dostęp jest bardzo łatwy, a materiały niezwykle ciekawe:
http://www.1641.tcd.ie/about.php

sobota, 23 października 2010

Czary, sobole i białozory...

9 listopada 1605 roku kanclerz i podskarbi cara Dimitra Samozwańca (Pierwszego) Afansij Własiew przybył do Krakowa – osiemnaście dni później w zastępstwie cara wystąpił na ceremonii zaślubin (oczywiście per procura) z Maryną Mniszchówną. Własiew przywiózł ze sobą bogate dary – zarówno dla carskiej małżonki, jak i popierających Samozwańca magnatów, a nawet dla samego króla Zygmunta III.  Przyjrzyjmy się więc, cóż to za cuda w kilkaset koni przywiózł do Polski ów posłaniec.
Jako pierwszy, 11 listopada, prezenty otrzymał przyszły teść cara, wojewoda sandomierski Jerzy Mniszech:
Kożuch marmurkowy z kołnierzem i szłyk.
Czarę złotą, kamieńmi i perłami sadzoną.
Buławę w złoto kamieńmi oprawną.
Koń tarantowaty z siedzeniem, jarczak i rząd, w złoto kamieńmi sadzone, wodze złote, w szerz łańcuch na palec.
Zegarek w krysztale z łańcuchem złotym.
Noże dwa, jeden diamentami sadzony, a drugi handżar różnymi kamieńmi [zdobiony].
Parę kobierców perskich ze złota.
Soboli przednich soroków sześć i sobola z kuną żywego.
Białozorów [Białozór czyli sokół norweski] trzech ze złotymi dzwonkami.
14 listopada poseł oddał listy carskie do Zygmunta III, wraz z nimi drobne podarunki dla króla:
Soboli soroków 12, marmurków 8.
Pierścień z diamentem, łuk z sajdakiem, złotem oprawny i z strzałami.
Koń nahajski pod siodłem, drugi z dekiem [dywdykiem] perskim, trzeci pod dekiem aksamitnym.
Niezwykle bogate były prezenty które poseł przekazał już po ślubie dla samej Maryny. Były to dar matki carskiej Marfy Fiodorownej:
Obraz św. Trójce, złotem oprawny i kamieńmi sadzony.
Od Cara:
Klejnot Neptunus, który szacowano na 60.000.
Czarka hiacyntowa, mało nie tejże ceny.
Zegar wielki w szkatule, z dziwnemi sztukami, z trębaczami, bębenistami i innemi misterstwy, które się ozwały gdy wybijał godzinę.
Pierścień z wielkim diamentem.
Zapona [klamra] ptak wielki z diamenty i rubiny.
Czara z kamieńmi, szczerozłota.
Okręt ze srebra, złocisty misterną robotą.
Źwierz (z) skrzydłami, złotem i kamieńmi oprawny.
Effigies [posążek] Dyany, bogini, na jeleniu złotym siedzącej; sztuka kosztowna.
Pelikan srebrny, serce z siebie wyjmujący.
Paw z roztoczonym ogonem od złota.
Pereł kilka, na kształt muszkatelek wielkich.
Inszych pereł bardzo wiele sznurów. Ważyły wszystkie łótów 4.018.
Złotogłowiów, teletów, aksamitów sztuk 18.
 Dary otrzymał także syn wojewody, Stanisław Mniszech:
Szablę i karwasz złotem oprawne i kamieńmi sadzone.
Czarę złotą, pierwszym podobną.
Nóż kosztowny z kamieńmi.
Soboli soroków 5 i marmurków 3.
Białozora z dzwonkiem złotym.
Last but not least – oddał też samej Pani Wojewodzinie i Pani Chorążynej, bace Carowej, sobole i perły.

piątek, 22 października 2010

Poswol 1625 rok - jak to husaria (z pomocą propagandy) się z kirasjerami biła

Dzisiaj będzie o jednym z nader zagadkowych starć z Inflant – zagadkowych pod tym względem, że znamy zaledwie jeden opis tej potyczki, do tego (przynajmniej według mnie) mocno zabarwiony propagandą. By móc się jednak zastanowić nad problemami związanymi z tą potyczką, zacznę od jakże barwnego opisu z Compendium dwunastoniedzielnych prac Imci Księcia Hetmana Polnego i wojska z nim służącego przeciw Gustawowi Księciu Sudermańskiemu:
 Bowsk wziąwszy, czynił Gustaw wybór między rajtarami swymi, kogoby do Litwy dla języka wysłać. Padł ten los na porucznika chorągwie jego dwornej, którą Leibfahne zową, bo o nim i o jego męstwie nad insze był wielce przekonany, gdyż od czternastu lat posług jego zażywał. Porucznik gdy ukazował jak niebezpieczną ta czata jego być miała, przymówkę wielką od Gustawa odniósł; czem niemal do desperacyi poruszony gotował się, i przy kompanii Gustawowej, od której tylko trzydzieści koni w obozie zostało było, i z różnych chorągwi co najprzedniejszego rajtara za dozwoleniem Gustawowym wybrawszy, poszedł z nimi za granicę czatą. Książkę pan hetman wziął zaraz po nim szlak, i ze dwiema chorągwiam usarzów (…) w polu pod Poswolem, dnia 29 septembra [29 września 1625 roku] wszystkę onę czatę zbił. Tak się dobrze ci rajtarowie stawili, że starzy Katonowie nasi którzy w dawnych inflantskich ekspedycjach bywali, podobnej rezolucyi i męstwa nie pomną. Porucznik sam żyw w ręce przyszedł, przy nim korporalów dwóch, czterdziestu trzech innych rajtarów, każdego z raną albo szwankiem jakim pojmano; insi na placu legli, tak iż tylko jeden z porażki tej posłaniec do Gustawa się wrócił. Lecz i tego z wielkiego gniewu, że mu nie umiał o niczem dać sprawy (bo przed potyczką uciekł), dał okować. Ta klęska tak ludziom nieprzyjacielskim, mianowicie rajtarom, serce odjęła, że już potem nasi pod obóz szwedzki, impune nieraz podpadali i więźniów żywcem brali.
[w dalszej części mamy jeszcze interesujący opis jak towarzyszący w tym starciu hetmanowi mnich franciszkański pałaszem tak rajtara żegnać począł, że mu prawą rękę z uchem aż do gardziela odwalił – niezwykle waleczny zakonnik…]
Co my więc tu mamy? Hetman Radziwiłł na czele dwóch rot husarskich masakruje szwedzką czatę, złożoną z wyboru rajtarów z różnych jednostek. Zaledwie jeden Szwed ucieka do własnego obozu, 46 wpada do niewoli, pozostali giną. A teraz do rzeczy… Najważniejsza kwestia – nie neguję samego wydarzenia, na pewno Litwini pokonali grupę szwedzkiej kawalerii tego dnia, zadając jej poważne straty. Jest jednak kilka rzeczy, na które chciałbym zwrócić uwagę jako na dyskusyjne.
Początkowa część relacji daje nam obraz ze szwedzkiego obozu, wspominając że część podjazdu miała stanowić Liebfahne dowodzona przez doświadczonego porucznika. To jest już nieco mylące – ową jednostką jest tzw. przyboczna kompania jazdy Gustawa II Adolfa, czyli Livfanan (albo z niemiecka Liebfahna właśnie). Tyle tylko, że nie dowodził nią porucznik, a rotmistrz Jurgen Aderkas. Porucznikiem, który bez wątpienia brał udział w starciu pod Poswolem był Wädwik Moess, oficer ten dostał się do niewoli litewskiej. Bardzo dziwna jest też informacja, że oddział ten miał mieć zaledwie 30 koni w obozie. Popis tej kompanii z sierpnia 1625 roku [thanks to Daniel Staberg for sharing that muster roll!] podaje liczbę 109 żołnierzy (+10 ‘ślepych porcji’ czyli łącznie 119 koni). Kolejny popis – z października tegoż roku – wykazuje już zmniejszony stan, 66 żołnierzy (+ 10 ‘ślepych porcji’ czyli łącznie 76 koni), wskazując także straty poniesione w sierpniu (najprawdopodobniej gros z nich właśnie pod Poswolem). Ubytki te to 21 zabitych, a także 22 wziętych do niewoli (porucznik Moess, dwóch kaprali, dwóch trębaczy, 17 żołnierzy). Zaskakujący jest fakt, że litewska relacja nie podaje nazwiska porucznika – to nietypowe, gdyż normalnie w przypadku podobnych opisów dowiadujemy się nazwiska zabitego/pochwyconego szwedzkiego oficera. Luka w informacjach autora Comemndium…? Niemniej jednak wiemy już jakie straty poniosła owa kompania, chociaż porównując z liczbą jeńców wedle litewskiej relacji, zapodziało się nam gdzieś 26 szwedzkich żołnierzy.
To prowadzi nas do kolejnego fragmentu relacji, który wyraźnie zbija mnie z tropu - i z różnych chorągwi co najprzedniejszego rajtara za dozwoleniem Gustawowym wybrawszy. Nie jest to praktyka, z którą spotkałbym się w przypadku działań armii szwedzkiej. Nie wydzielano grupy (np. kapralstwa) z danej kompanii by wesprzeć inną w danej misji, zamiast tego wysyłano po prostu wszystkich zdolnych do działań żołnierzy danej kompanii, przez co w źródłach zapisywano jako udział kompanii jako takiej. Wydaje mi się, że litewski kronikarz (kimkolwiek był) zastosował tu raczej figurę stylistyczną w oparciu o praktykę stosowaną czasami w naszych armiach, gdy chorągiew uczestnicząca w podjeździe/czacie mogła być wsparta ochotniczym towarzystwem z innych chorągwi. Jako że w szwedzkich źródłach brakuje dokładniejszych wzmianek na temat Poswola, wskazówki na temat składu szwedzkiego podjazdu możemy szukać na dalszych kartach Comendium… gdzie znajduje się wzmianka I tak tą czatą zgubił co najprzedniejsze chorągwie swoje, jednę co nad nią był Aderkas, a drugą Wesslową. Aderkasa już zidentyfikowaliśmy jako dowódcę Livfany, z kolei ów Wessel to Georg Gustav Wetzel, rotmistrz jednej z najemnych kompanii kirasjerów. Oddział ten latem 1625 roku (na początku kampanii) liczył 160 koni, nie znam jednak jej dalszych losów – przynajmniej na razie…
Taki skład podjazdu wydawałby się całkiem logiczny  - dwie kompanie kirasjerów, wszak często w Inflantach widzimy takie jednostki jako straż przednią szwedzkich zgrupowań. Co prawda byłbym daleki od określenia ich najprzedniejszymi rajtarami, określenie ‘najlepiej wyposażonymi’ byłoby o wiele dokładniejsze. Królewska Livfana nie była wszak specjalnie wybijającą się jednostką, jej historia dowodzi że oddział ten potrafił walecznie stawiać czoła Litwinom, ale słabo się to dla jego żołnierzy kończyło (Kropimojza w 1621 roku, Poswol w 1625 roku). Pod Walmozją w ogóle nie wszedł do walki, stojąc w odwodzie armii szwedzkiej. Kompania nie towarzyszyła też królowi w Prusach, kiedy wylądował on tam w 1626 roku  - przez całą wojną pozostała w Inflantach, w pewnym momencie tracąc nawet honorowy tytuł Livfana, który przeszedł na inną kompanię kirasjerów (rotmistrz von Oppela), walczącą przeciw siłom koronnym. Musimy sobie uświadomić, że przyboczna kompania kawalerii nie należała nawet to gwardii nadwornej (tak jak np. drabanci), była to jednostka liniowa złożona z najemnych żołnierzy (niemieckojęzycznych). Podobnego typu kompanie mieli praktycznie wszyscy wyżsi oficerowie armii szwedzkiej – najczęściej były to właśnie jednostki kirasjerów (stąd też wyższy żołd w takich oddziałach, jak wspomniano w Compendium…) podkreślając status danego oficera.
Zwróćmy teraz uwagę na kwestię strat – jeńcom już się przyjrzeliśmy, część z nich pochodziła więc z kompanii Aderkasa (włącznie z jego porucznikiem), reszta mogła być z kompanii Wetzela (i/lub innych, niezidentyfikowanych oddziałów które mogły brać udział w starciu). Co ciekawe i bardzo znaczące, relacje nie przynosi nam informacji o zdobyciu szwedzkich sztandarów. Wiemy że chorążego kompanii Aderkasa – Jorana Gyllenstierny – nie było wśród wziętych do niewoli czy poszkodowanych pod Poswolem, figuruje bowiem na liście popisowej z października. Zaskakujące jest dla mnie, że w obliczu tak znaczącego zwycięstwa litewskiego, gdzie ocaleć miał zaledwie jeden szwedzki rajtar, nie zdobyto żadnego sztandaru. Czy tylko mi wydaje się to podejrzaną luką w relacji? Także kwestia insi na placu legli- zwycięscy Litwini nie mieli czasu policzyć zabitych przeciwników? Mieli wszak wielu jeńców, wiedzieli o rzekomym pojedynczym uciekinierze z bitwy (czyżby od szwedzkich jeńców z kolejnych działań podjazdowych?) – nikt więc nie zadał sobie trudu by policzyć ilu szwedzkich żołnierzy zginęło? Być może nie byłaby to tak pokaźna liczba by się nią chwalić... A co z kwestią strat samej husarii, wszak dobrze ci rajtarowie stawili, trudno uwierzyć, że walka nie kosztowała życia żadnego spośród husarzy (czy to towarzyszy czy pocztowych), brak wzmianki o rannych Litwinach czy też utraconych koniach. Jak dla mnie mamy tu do czynienia z pięknie upichconym propagandowym przekazem jak to dzielnie hetman wroga pokonał, niestety jest on zbyt jednostronnie ukazany, by być do końca wiarygodnym. Mam nadzieję, że uda się kiedyś dotrzeć do większej ilości materiałów dotyczących tego starcia, które rzuciłyby nowe światło na ową niezwykle interesującą potyczkę. 

Kolejny pokaz Od Pskowa do Parkan - 23/10/2010

Hetman nakaźny Tomek ‘Sahajdaczny’ Filipkowski znowu atakuje – w najbliższą sobotę 23.10 od godz. 10.00 do 16.00 będzie prowadził pokazy Od Pskowa do Parkan w Warszawie. Będą miały miejsce w Domu Kultury Rakowiec w ramach Weekendu z Fantastyką (który w tym roku będzie zawierał blok sarmacki).
Namiary na DK Rakowiec:
DOM KULTURY "RAKOWIEC"
02-114 Warszawa, ul. Wiślicka 8
tel. 22-823-66-97; 22-823-66-72; 510-124-434

środa, 20 października 2010

Petyhorcy - uzupełnienie

W poście o petyhorcach który napisałem w maju:
wspomniałem o udziale tej formacji w kampaniach Wielkiej Smuty. Fragment ten brzmiał:
Bardzo duży (na tle innych formacji kawalerii) jest udział petyhorców w armii Dymitra II Samozwańca. Józef Budziło opisując marsz wojsk pod Moskwę podał liczbę aż 7800 petyhorców – gdy tymczasem husarii i jazdy kozackiej było wszystkiego 2600 koni. Podobnie zaskakująco wysoka liczba chorągwi petyhorskich (19 chorągwi - 2150 koni - niestety brak nazwisk rotmistrzów) pojawia się nagle w armii królewicza Władysława w czerwcu 1618 roku. Co ciekawe, żadnej tego typu chorągwi nie ma w oddziałach koronnych i litewskich jesienią 1617 roku. Być może część z nich była sformowana z Moskali i wszelkiej maści Kozaków którzy przeszli na stronę Władysława? Nazwa 'petyhorskie' odróżniałaby je tu od regularnej koronnej i litewskiej jazdy kozackiej.
Jako że ostatnio, siedząc nieco nad materiałami do jakże interesującej bitwy pod Twerem, znalazłem nieco więcej śladów, pora więc uzupełnić majowy wpis.
Budziło wspomina, że w marcu 1610 roku, gdy polscy najemnicy Samozwańca maszerowali z obozu spod Moskwy, kilka chorągwi petyhorskich oderwało się od głównej armii, co skończyło się dla nich dotkliwą porażką i utratą całego taboru. Pan Chruśliński z panem Jankowskim, z niektórymi petihorskimi rotami, oderwawszy się, poszli w stronę carską pod Kaługę i w miasteczku w Pródkach leżeli, których gromiono naprzód u Rużyc, potem pod Możajskiem, gdy go mieli i wszystkie wozy z rynsztunkami i ze wszystką majętnością Moskwa im odgromiła.
Wspomniana powyżej liczba 7800 petyhorców pochodziła z lipca 1610 roku, z armii Samozwańca idącej na Moskwę. Trzy z czterech pułków jazdy miały po 600 petyhorców (oprócz husarii i kozaków), pułk hetmański miał jakoby 6000 – zastanawiam się jednak, czy nie jest to pomyłka kopisty, który dodał jedno 0. Jeżeli to faktycznie błąd, to należałoby zredukować liczbę z 7800 do o wiele bardziej wiarygodnej liczby 2400 petyhorców.
W poście zamieszczonym wczoraj pisałem już o petyhorcach ze zgrupowania Jana Piotra Sapiehy, nie będę więc ich tutaj powtarzał – widzimy jednak że stanowili znaczną cześć jego kawalerii:
W diariuszu Sapiehy spotykamy się kilkakrotnie z opisami akcji z udziałem petyhorców – bardzo często ich roty ‘chodziły’ w ramach podjazdów. Widzimy ich także w większych starciach, chociaż nie zawsze walczyli z powodzeniem. 2 października 1608 roku pod Rachmancewem roty pietyhorskie, które stały na posiłek kozakom, poczęły ustępować, nie potkawszy się także. Jednak dwie kolejne roty petyhorców wraz dwoma chorągwiami husarii samego Sapiehy, potykały śmiele z nieprzyjacielem, zmuszając siły moskiewskie do odwrotu.
18 lutego 1609 roku dwie roty petyhorskie z pułku Sapiehy – rotmistrzów Dziewiałtowskiego i Mirskiego – zostały wysłane na posiłek i obronienie Susdela. Z kolei w końcu marca 1000 kozaków i petyhorców z wojsk Sapiehy odparło wojska moskiewskie pod Kołymą.  Na początku kwietnia kilka chorągwi pietyhorców sapieżyńskich wysłano dla wsparcia pułku Lisowskiego. 28 lipca, po porażce sił Zborowskiego pod Twerem, Sapieha wysłał ze swojego zgrupowania pięć chorągwie usarskich, cztery pietyhorskich, dwie kozackich by niepokoiły połączone siły Skopina i de la Gardie oblegające zamek twerski. Znajdujemy też informacje o pojedynczych chorągwiach petyhorskich, wysyłanych na podjazdy  - tak w 1609 jak i 1610 roku.
W słynnej bitwie pod Kłuszynem w  1610 roku miała walczyć jedna chorągiew petyhorska, licząca 100 koni (etatu oczywiście) pod rotmistrzem Stanisławem Chwalibogiem. 

wtorek, 19 października 2010

Która chorągiew po której ma iść - cz. II


Nader zgrabny (a i liczby podejrzanie okrągłe) opis marszu najemnych wojska Jana Piotra Sapiehy do obozu Dymitra Samozwańca.
29 Septembris [29 września 1608 roku] ruszył się Jego Mość obozem do carskiego, a takim porządkiem szedł Jego Mość: naprzód dwa kornety [chorągwie] kozaków na dobrych koniach, po stu koni pod każdym; potem chorągiew kozacka Pana Buzowskiego, sto koni; potem sto piechoty błękitnej [od koloru sztandaru?]; potem petyhorców Pana Dziewiałtowskiego koni 120, Pana Mirskiego koni 100, Pana Szoteckiego koni 150; potem dwie chorągwie piechoty, 250 czerwonej [od koloru sztandarów?], między któremi szły działa; pułk usarzów pod dwiema chorągwie ma [prawdopodobnie obydwie roty Sapiehy], koni 250; potem pietyhorców dobrych koni 200, pod dwie chorągwiami, kozaków pod dwiema chorągwiami koni 250.
W innych miejscach diariusza znajdujemy kolejne nazwiska rotmistrzów, być może to oni dowodzili niezidentyfikowanymi oddziałami:
- Sliatkowski – jazda kozacka lub petyhorcy (w sierpniu stał na czele podjazdu złożonego z 200 kozaków i 60 petyhorców)
- Januszkowski – petyhorcy (w sierpniu prowadził czatę 200 petyhorców)
- Przeworski  - petyhorcy (w sierpniu jego 100-konna chorągiew walczyła w podjeździe)
- Talipski – piechota (wraz z Przeworskim widzimy go w tej samej czasie, ale z piechotą właśnie)