poniedziałek, 31 stycznia 2011

Patrz Korono na sługi twoje, lubo cudzoziemskie...

W czasie tłumienia kozackiego powstania Jakuba Ostrzanina (Ostranicy) w 1638 roku doszło do ciężkich walk pod Hołtwią, gdzie oddziałom koronnym przyszło zapłacić ciężką cenę przy osaczeniu Kozaków. Ojciec Szymon Okolski, kaznodzieja hetmana polnego koronnego Mikołaja Potockiego, pozostawił nam niezwykle ciekawy zapis tych wydarzeń – a także całego powstania w roku 1638 (był też przy okazji autorem opisu kampanii 1637 roku, przeciw powstaniu Pawluka). Zainteresował mnie fragment, gdzie dominikanin chwali zaciężnych Niemców – służących w dragonii i piechocie koronnej – za ich opór wobec zbuntowanych Kozaków.  
Rozjuszony Kozak jak niedźwiedź na pszczoły, tak oni na Niemce, barziej,  gęściej, i częściej z za dębów i kłód następował. Ale nieprzełamanego serca Eliarowie niemieccy, do samego nieszporu znoszą nieprzyjaciela, aż im naostatek ołowiów nie dostało; przecie jednak aby w ręce nieprzyjacielskie nie przychodzili, woleli do jednego jeden przy drugim umierać. Patrz Korono na sługi twoje, lubo cudzoziemskie, jako za całość, zdrowie i honor twój granice krwią oblewają, i sławę twoję pieczętują, szczęście w ojczyźnie swojej opuściwszy, w Koronie polskiej szczęścia szukali, i to szczęście naleźli, aby przy sławie twojej, Najjaśniejszy Królu panie nasz miłościwy, mieli wysokie wspomnienie swoje. (…) Umierali tedy tam jako wielcy ludzie, jako zacni rycerze, jako wysocy baronowie, o których Demosth. podobno pisał: Qui in proelio caesi, inter victores sunt munerandi [Ten kto walczy i ginie w bitwie, może się zaliczać pomiędzy zwycięzców? Niechże mnie ktoś kto zna łacinę poprawi z łaski swojej…]
Ojciec Okolski wystawił też poległym knechtom literacki nagrobek:
Zwiedzić obce narody, i nauki dostać,
Godna rzecz, większa ich męstwu dzielność sprostać:
Prześlichmy Niemce, Prusy, Litwę, Ruś, Koronę,
Państwo polskiego, Hołtwo świadcz, daj nam obronę.
Tu są wszczepione serca, siły, męstwa nasze,
Zrodzą się tam Niemcy, gdzie się rodzą potasze.

Armata spod Pucka

Jednym z najważniejszych mierników zwycięstwa w interesującym nas okresie – tak w toku walnej bitwy jak i udanej oblężenia  - była ilość zdobytych dział. Nic więc dziwnego, że zwycięski wódz zwykł się chwalić taką zdobyczą, z lubością opisując ileż to dział i jakiego typu wpadło w jego ręce. Pisałem ostatnio o polsko-litewskiej zdobyczy spod Smoleńska, tym razem wybierzemy się do Pucka, cytując z listu hetmana Koniecpolskiego do króla Zygmunta III. W toku jednego z największych tryumfów armii koronnej w toku wojny 1626-1629, jakim było zdobycie bronionego przez Szwedów Pucka, w ręce Polaków wpadł pokaźny łup. Oddajmy głos słynnemu hetmanowi:
Armata którą nieprzyjaciel zostawił w Pucku dnia 2 Kwietnia, roku 1627.
Dział spiżanych, które niosą po trzy funty – 6
Dział spiżanych, które niosą po dwa funty -8
Dział żelaznych, które niosą po sześć funtów – 5
Szturmaków [chodzi o działo zwane przez Szwedów stormstycke, a nie hełm oczywiście…] wielkich – 6
Szturmaków mniejszych – 6
Prochu beczek – 5
Prochu grubego beczek – 3 ½
Prochu ruśniczego, beczek – 1 ½
Knotów szyfuntów [niemiecka miara wagi, schiffpfund – ok. 11 kamieni czyli ponad 2 cetnary] – 50

niedziela, 30 stycznia 2011

Trzymając sobie gwardye Węgierskie na dworach swoich

Kolejny cudzoziemiec opowie nam o możliwościach mobilizacyjnych RON. Tym razem to Pietro Duodo, składający w 1592 roku raport przed senatem Republiki Weneckiej. Jak zobaczymy, zwróci szczególną uwagę na kwestię (braku) floty polskiej.
Niezmierne są siły wojenne Królestwa tego, cała bowiem Szlachta, obowiązana jest w czasie wojny służyć konno; kto sam iść nie może, musi kogo zdatnego na miejsce swe posłać. Liczba tej jazdy wynosi do 250 000. Że atoli dobra duchowne i wielu innych znajdują sposoby wyłamywania się z prawa tego, Jazdę Polską i Litewską z pewnością na 150 000 liczyć można.
Nieliczną była dawniej piechota, waleczny dopiero Król Stefan, stworzył ją w Polszcze i zaciągami z Węgier znacznie pomnożył. Zaciągi te wielkie w Austryi wzbudziły podejrzenia: obawiali się Rakuszanie, by Króla Stefan przez miłość i wzięcie, które miał u Węgrów, całego Królestwa tego nieoderwał od Austryi, podniecano Polaków, by się skarżyli, iż Król ich straż osoby swojej powierzył Węgrom. Zawsze bowiem Król ten miał ich 400 około siebie, wkrótce atoli możni zaczęli naśladować Króla, trzymając sobie gwardye Węgierskie na dworach swoich, tak iż dziś najmniej 15 000 uzbrojonej i gotowej do boju piechoty Węgierskiej w Królestwie tem liczyć można.
Ciężko Polakom prowadzić wojnę przeciw Tatarom i Moskwie, z przyczyny nieludnych, często pustych krajów, ludy te od Polski dzielących. Całą żywność prowadzić z sobą potrzeba, tak dalece, iż Zygmunt August, ciągnąc na Moskwe z 16 000 jazdy i 4000 piechoty musiał mieć z sobą 40 000 wozów, dla prowadzenia potrzebnej dla wojska tego żywności.
Dziwno jest, że Polacy mając tyle portów nadmorskich, nie myślą nigdy o flocie, dziwno tem bardziej, że wszystko co do budowy i uzbrojenie Okrętów potrzeba, posiadają w obfitości; taką mają ilość drzewa, lin i żelaza, że zapewniono mię, iż Okręt od 800 beczek, niekosztuje ich jak 10 000 Talarów; Najjaśniejsza Rzplta nasza [Republika Wenecka] mogłaby mieć z stron tych za niska cenę sto i dwieście Okrętów, a przysławszy własnych cieśli, sposobem naszym, nawy te budować by się mogły. Możnaby je naładować pszenicą, żytem, masztami i tak je do Wenecyi odesłać. 

sobota, 29 stycznia 2011

Jednemu też Janczarowi niedźwiedź głowę obdarł

Wspomniałem kiedyś o tym jak to król Stefan Batory lubował się w polowaniach z sokołami. Kontynuując wątek myśliwski, tym razem skoczymy w drugą połowę XVII wieku. JKM Jan III Sobieski własnymi słowami opowie nam, jak to w 1681 roku udało mu się polowanie na grubego zwierza…
Nagrodził ci nam nie źle dzień dzisiejszy wczorajszą pustą knieje, bośmy zastali prawie ile drzew, tyle niedźwiedzi i dzików. Jeszcześmy wszystkiego nie porachowali, a już liczymy 9 niedźwiedzi a 10 dzików, tak małych jak i wielkich. Wymyślić nie tylko wypowiedzieć jest rzecz niepodobna, takiej uciechy. Był Pan Rezydent Cesarski [baron Jan Krzysztof Zierowski] przy wszystkiem, który sobie takich rzeczy i imaginować nigdy nie mógł; a co największa, żeby ta była jeszcze bez szkody uciecha, gdyby nie PP. Francuzowie, którzy z fuzyi szrótami i z pistoletów zabili mnie [c]harta i Panu Koniuszemu, i brytana, co od P. Koniecpolskiego, szkodliwie postrzelili. Jednemu też Janczarowi [z królewskiej chorągwi nadwornej] niedźwiedź głowę obdarł. Ostatni niedźwiedź był un monstre de la nature w niewidanej wielkości. Jużeśmy też do tego strzelać musieli, i ledwośmy mu radę dali. Brytanka od P. Gałeckiego tak złamał i przestraszył, że niewiedzieć gdzie w las zbiegł.
Oj działo się jak widać na królewskich polowaniach, oj działo… 

piątek, 28 stycznia 2011

Zapiski, które ożywią na nowo szczątki pewnej epoki

Pora odpocząć na chwilę od materiałów źródłowych i polecić nieco beletrystyki. Nie uciekniemy jednak zbyt daleko od interesującej nas epoki. W 2005 roku  ukazało się polskie tłumaczenie powieści zatytułowanej Q [z nie wiedzieć czemu dodanym polskim podtytułem Taniec Śmierci]. Jako autor tego dzieła figuruje niejaki Luther Blissett – jest to jednak pseudonim jaki przybrało czterech włoskich autorów. Wielki tu ukłon dla Jana Jackowicza, gdyż jego przekład czyta się wspaniale.
Dla mnie jest to powieść niesamowita, do której wracam średnio raz na pół roku i zawsze czytam od deski do deski – a nigdy mi się nie nudzi i zawsze znajduję tam coś nowego. Akcja dzieje się w okresie 1519-1555 we wstrząsanej religijnymi kryzysami Europie. Podróżujemy od Wittenbergi do Stambułu, spotykając rzesze historycznych postaci – od Marcina Lutra po papieży Pawła III i Pawła IV (Giovani Pietro Caraffę). To nie oni jednak są głównymi bohaterami tej epopei. Śledzimy bowiem niesamowicie splecione losy dwóch przeciwników, z których perspektywy oglądamy zmieniające się oblicze XVI-wiecznej Europy. Jednym jest niemiecki anabaptysta, człowiek o wielu imionach, którego widzimy w szeregach nowych ruchów religijnych powstałych po 1519 roku. Drugim jest tytułowy Q, człowiek bez twarzy, szpieg kardynała Caraffy, który będzie odgrywać niezwykle ważną rolę w zwalczanie tychże ruchów. Konflikt tych dwóch bohaterów ukazany jest na tle takich wydarzeń jak powstanie i upadek Nowego Jeruzalem ogłoszonego w mieście Munster – a opisy są to przednie, lektura ‘wciąga z kopytami’. Na kartach powieści nie zabraknie szalonych proroków, marranów, banku Fuggerów czy zakazanych ksiąg.
Polecam wszystkim – nie tylko zainteresowanym epoką – gdyż jest to powieść warta przeczytania. Jak napisał w swoim dzienniku jeden z bohaterów powieści:
Chciałbym zostawić komuś te stronnice, świadectwo tego, co zostało dokonane. Ale właściwie dlaczego? I dla kogo?
To my orzemy meandry historii. Jesteśmy cieniami, o których kroniki milczą. Nie istniejemy…

czwartek, 27 stycznia 2011

Kochane dzieci, nie mieszajcie ogórków z miodem...

Książę Jeremi Michał Korybut Wiśniowiecki na trwale zapisał się w świadomości Polaków - a przynajmniej tych, którzy zaczytywali się w Ogniem i Mieczem Henryka Sienkiewicza. Czy jednak wielu z nas pamięta okoliczności śmierci słynnego Jaremy? Pozwolę sobie przytoczyć fragment diariusza z 1651 roku, który opisze nam ową tragikomiczną historię...
Nazajutrz w poniedziałek z pragnienia zjadł ogórków, potym się miodu napił z czego żołądek zepsował i w gorączkę wpadł.
Chorym księciem (a kto nie byłby chory po takiej diecie?) zajął się prywatny doktor Jana Zamoyskiego, ksiądz Cunasius (Canasius). Na nic jednak zdały się wysiłki medyka:
[książę] odniesiony będąc do zamku pawołockiego Panu Bogu ducha oddał. Zaraz tegoż die 20 augusti [sierpnia] o 11-tej przed południem według zwyczaju, uznawszy prędką śmierć; wnętrze z niego wypruto: płuca w nim bardzo zniszczały, a serce było jak pęcherz.
22 sierpnia całość zgromadzonego wojska uczciło słynnego księcia. Tegoż dnia wszystko wojsko tak konne jak piesze z wielką żałością ciało prowadziło, przez obóz między dwiema szeregami pułków na dobrą ćwierć mili stojących i za ciałem idących.  Zakonnicy wojskowi śpiewając przed ciałem, a wojsko w bębny bijąc, w trąby i surmy grając żałobnie, prowadzili ciało w trumnę włożone, smoła zalane, ubrane w żupan atłasowy karmazynowy, ferezyą aksamitną włosianego koloru, kołpak aksamitny koloru pomarańczowego.

środa, 26 stycznia 2011

Plan na okrętów dwadzieścia

Ciekawy wycinek z rękopisów Tadeusza Czackiego, zawartych w Ojczystych spominkach… Ambrożego Grabowskiego. Poniżej krótka notka może z końca XVI lub początków XVII wieku pochodząca, zatytułowana Jakim sposobem mogłaby Rzplta mieć na Morzu Bałtyckiem 20 okrętów?  Rzadko się zapuszczam w klimaty morskie, więc raczej niecodzienny to widok na tym blogu...
Notkę rozpoczyna spis wyjaśniający jak można by pozyskać owe dwadzieścia okrętów.
Xiążę pruskie ratione feuda, powinien na obronę brzegów i portów chować wojennych okrętów 4.
Względem zaś połowicy ziemi pomorskiej mógłby trzymać 2.
Xiążę kurlandzkie względem dwóch xięztw – 2.
Miasto Gdańsk – 2.
Miasto Toruń – 1.
Miasto Elbląg – 1.
Do 20 tedy ośmiu nie dostaje. Około tego porozumiawszy się z olęderskimi stanami [Zjednoczone Prowincje] nalazłoby się, że na siłu towarach mogłoby cło w Gdańsku być podwyższone: zkądby się tak wiele zebrało, że mogłoby się chować te okrętów – 8.
Uzbierało nam się więc 20 okrętów, pora zastanowić się więc nad kosztem utrzymania takiej floty – za okres wiosna – jesień: a prima Aprilis ad medium Novembris, na miesięcy siedm i pół, rachując na każdym okręcie 160 człowieka.
Solarium albo żołd na 160 osob, po fl. olęd. [florenów holenderskich?] 15 na miesiąc – fl. 2400
Na strawę albo victualia wszytkie, po fl. 10 stywrow 15 d. 7 ½ - fl. 1725
Od pożyczenia okrętów ze wszytkiemi potrzebami i wojennym apparatem – fl. 3000
Na jeden okręt uczyni fl. 7125.
Na 20 okrętów uczyni na miesiąc fl. 142 500.
Na miesięcy 7 ½ uczyni fl. 1 068 750 czyli talarów 427 500.