sobota, 17 lipca 2021

Feldtbuch der Wundartzney

 


Od czasu do czasu wypadałoby coś wrzucić na normalny blog (a nie tylko na FB…), chociaż ostatnio i tak ograniczam się tu tylko do recenzji i odnośników do źródeł. Nie inaczej będzie i w tej notce, pod tym linkiem możecie bowiem znaleźć niezwykle ciekawe dzieło, zatytułowane Feldtbuch der Wundartzney. Po raz pierwszy opublikowany w 1517 roku, był to podręcznik chirurgii autorstwa Hansa Gersdorffa, pochodzącego z Alzacji chirurga wojskowego, który brał udział w wojnach burgundzkich. Do fachowego tesktu przygotowano też wiele drzeworytów, ukazujących rany, operacje i narzędzia. Gersdorff radził w swojej pracy jak zajmować się bitewnymi ranami jak postrzały czy utrata kończyn. Co ciekawe, na końcu książki można znaleźć medyczny słownik łacińsko-niemiecki.




wtorek, 22 czerwca 2021

Rolle księcia Michała

 



Znowu wracamy do przeglądania zasobów AGADu na szukajwarchiwach. Tym razem bardzo interesujący zbiór rolli popisowych jednostek dowodzonych przez Michała Kazimierza Radziwiłła w latach 50-tych i 60-tych:

- chorągiew husarii (służąca tylko przez jedną ćwierć na przełomie 1654 i 1655 roku)

- regiment i kompanie dragońskie, okres 1656-1658

- regiment pieszy w okresie 1656-1659

- dawny regiment hetmana Jerzego Lubomirskiego, przejęty przez Radziwiłła, okres 1663-1668  

wtorek, 15 czerwca 2021

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XL

 

Kilka lat temu recenzowałem na blogu pracę Laurence’a Springa The Bavarian Army during the Thirty Years War 1618-1648. The backbone of the Catholic League. Była to wtedy 15 książka z serii ‘Century of the Soldier 1618-1721’. Minęło kilka lat i jako książka numer 69 w tejże serii (jak ten czas leci) ukazało się drugie i poprawione wydanie tej pracy. Wypadałoby więc zrecenzować i nową wersję. Moją pierwszą recenzję znajdziecie tutaj, bo będę się do niej odnosił pisząc o nowym wydaniu. Tym razem więc pokrótce co i jak się zmieniło.

Tym razem mamy do czynienia z miękką okładką, typowo dla większości tomów serii. Nieco zwiększył się także format wydania, nowa wersja ma 30 stron więcej. Jako że w pierwszej recenzji opisałem konstrukcję pracy, nie będę już tego powtarzał, zaznaczę tylko zmiany widoczne w nowym wydaniu:

- nowe źródła i opracowania, dotyczące bezpośrednio armii bawarskiej, dzięki czemu mamy nieco więcej ciekawych informacji w tekście

- nowy rozdział i nowy aneks, omawiające organizację i liczebność milicji bawarskiej w omawianym okresie

- zmiana struktury niektórych rozdziałów: niektóre akapity zostały przesunięte, rozszerzone lub skrócone, inne zupełnie usunięte. Część tabelek występuje teraz w postaci opisów w tekście

- sześć kolorowych plansz (każda z jednym żołnierzem) autorstwa Siergieja Szamenkowa

- 10 kolorowych plansz ze sztandarami (zarówno zdjęcia jak i rysunki), także więcej źródłowych opisów sztandarów, a także krótki aneks dotyczących zbiorów flag w szwedzkim Muzeum Armii, autorstwa kurator muzeum, pani Karin Tetteris

- dużo więcej ilustracji z epoki, przedstawiających żołnierzy i scenki rodzajowe z wojny

Także jak widać zmian całkiem sporo i to zdecydowanie na lepsze, bo autor dodał konkretne informacje dotyczące Bawarów, czego nieco brakowało w pierwszym wydaniu. Przy okazji poprzedniej recenzji komentowałem, że struktura niektórych rozdziałów wydawała się nieco chaotyczna – także i tu zmiany na plus, bo rozdziały wyglądają na nieco bardziej ‘zorganizowane’.

Niestety w tej beczce miodu nie może zabraknąć i łyżki dziegciu. Błędy które zaznaczałem przy okazji pierwszego wydania, takie jak śmierć Bucquoya w wyniku utonięcia czy von Sporck walczący po Wojnie Trzydziestoletniej przeciw Polakom  wciąż mają się dobrze i można je znaleźć w tekście książki. Trochę to frustrujące, bo była doskonała okazja żeby je poprawić przy okazji nowego wydania.

Zwyczajowo więc oceniam według rankingu [trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] na mocne (mocniejsze niż pierwszym razem) można mieć. Nowe wydanie ma więcej informacji o tytułowej problematyce, mamy też dużo wizualnych dodatków uatrakcyjniających lekturę, jest to też bardziej uporządkowana praca niż za pierwszym wydaniem.

 


poniedziałek, 31 maja 2021

Zamiast kozaka husarz

 


Czasami w przypadku popisów pospolitego ruszenia możemy znaleźć informację o tym, że dany szlachcic miał problemy z ekwipunkiem, więc stawił się bez uzbrojenia ochronnego czy nawet broni. Tym razem przykład odwrotny, czyli taki gdzie szlachcic stawił się w lepszym wyposażeniu niż wymagane. Stanisław Dąbski, oficjalista Krzysztofa II Radziwiłła, donosił mu w liście z czerwca 1606 roku, że wraz z nim do służby stawiło się łącznie 23 konie w pocztach ziemiańskich. Radziwiłł chciał by wszyscy wystawili poczet pokozacku, ale Dąbski nie mógł w krótkim czasie zdobyć odpowiedniego wyposażenia. Meldował więc, że mając gotowy rynsztunek husarski (zapewne z czasu służby na rzecz Krzysztofa „Pioruna” Radziwiłła), stawił się tak wyposażony poczet, bez wątpienia wzmacniając siłę zebranych ziemian.

czwartek, 13 maja 2021

Armaty, rusznice, bomby tudzież inne ogniste szataństwa

 



Akurat podczytuję sobie kronikarzy tureckich piszących o wyprawie wiedeńskiej (oczywiście we wspaniałym przekładzie i opracowaniu Zygmunta Abrahamowicza) i znalazłem przepiękny fragment którym chciałbym się podzielić. To fragment zapisków uczestnika kampanii, Hasan Esiri, który w nader interesujący sposób opisał wkład Turcji w rozwój wojskowości europejskiej.

W jakiej epoce, za jakiego panującego oglądało się taką wspaniałą wyprawę i takie potężne wojsko? Gdzież jest taka władza, która podobnie jak sułtanowie osmańscy dawałaby bez przerwy żołd i wikt setkom tysięcy żołnierza? Jakaż jest władza, jakie państwo, które pozwala i jest w stanie dać, gdy wybuchnie wojna, tyle prowiantu, sprzętu i innych rzeczy, takie olbrzymie zapasy prochu i kuł, trzysta lub czterysta sztuk armat i moździerzy, tyle wielbłądów i innych zwierząt oraz podwód do przewozu bagaży, ciężarów i rzeczy żołnierzy, kilimów dla nich do podścielania pod siebie, der do owijania w nie ich rzeczy, koni do rozwożenia wody z zaopatrzonymi w kurki bukłakami, przykrytych cudnymi kobiercami, kom) pociągowych i, mówiąc pokrótce, różnego sprzętu domowego aż po świece, łyżki i latarnie w ilościach takich, w jakich nie w każdym domu spotyka się go, a czasami również okręty — i ponieść takie wydatki?

W naszych czasach do wielkich państw zalicza się Niemcy, Francję, Moskwę. Ale gdy wydarzy im się wojna, dają one jeden tylko suchy chleb i namiot jeden na dziesięciu ludzi, namioty zaś i słupki do nich niosą tam i wożą na zmianę sami ludzie nie wyłączając jazdy, a swoje rzeczy też każdy tam dźwiga na plecach lub wozi w trokach.

Któreż [zatem] państwo darzy wojsko taką życzliwością, takim szacunkiem, jak sułtanowie osmańscy?

Dawniej armat, rusznic, bomb i innego podobnego sprzętu ognistego nie było i wszystkie ówczesne wojska jechały na wojnę tak jak Tatarzy czy Uzbecy — lekko, bez żadnych bagaży, kiedy zaś oblegali jaki zamek, budowali katapulty i miotali kamienie. Gdy się pojawił islam, to ponieważ nikt nie potrafił oprzeć się jego mieczowi, plemię Franków wynalazło i wymyśliło armaty, rusznice, bomby tudzież inne ogniste szataństwa. Natomiast po zdobyciu Krety [przez wojska muzułmańskie] i po oblężeniu Wiednia wyszły u nich książki i ryciny o sposobach użycia owych ognistych rzeczy, o szkoleniu i ćwiczeniu żołnierza, o budowie zamków oraz o bastionach, palisadach i minach, a także pojawili się specjalni nauczyciele [tych umiejętności], a w każdej z nich doszli oni od dawna do wielorakich znakomitych osiągnięć.

Jakie różnice zachodziły między obiema stronami podczas oblężenia zamku Wiednia, gdy już została opanowana fosa, to wiedzą ci, którzy brali w tym udział. Słowem, na skutek wyżej przez nas wspomnianych okoliczności pod Wiedniem doszło do takiej klęski. Ale też nigdy jeszcze ziemia i nacja germańska nie dostała tak po twarzy i nie oberwała po uszach! Na obróconych w perzynę jej obszarach nie unosi się teraz dym [z kominów] ani kogut nie zapieje, a powiadają, że okolic takich jest bardzo wiele. Owe wydarzenia pod Wiedniem opisali oni w kronice. Kiedym ja, nędzny, był w niewoli, czytali ją sobie w zimowe wieczory, powiadając po przeczytaniu kilku kartek, że takiego nieszczęścia nie było jeszcze od czasów Adama, oraz błagając Boga Najwyższego, by na swe sługi chrześcijańskie nie zsyłał więcej podobnej plagi, a potem, przy słowach o innym jakim zamku czy okręgu, znowuż się tak polecali Opatrzności. To prawda, że potem sprawy przyjęły taki obrót, ale pamięć o poniżeniu, zadanym ich krajom podczas tej wyprawy, do samego Sądu Ostatecznego nie wywietrzeje z ich dusz oraz będzie dla nich przestrogą. Z tego też właśnie powodu zmieniają oni konstrukcję budowli w Wiedniu i innych swoich zamkach, a wprowadzając nowe pomysły i wynalazki umacniają partie ongiś nie dość wytrzymałe tudzież pilnie szkolą i ćwiczą żołnierza.

 

wtorek, 11 maja 2021

Połknąłby was był szczupak całkiem i z pancerzem

 


Stefan Czarniecki był dowódcą surowym, który zwykł swoich żołnierzy trzymać ‘krótko’. Czasami jednak zdarzały mu się sytuacje, w których okazywał też nieco poczucia humoru. Niezastąpiony Jan Chryzostom Pasek przytoczył w swoich pamiętnikach taki ciekawy przypadek z 1660 roku, kiedy to dywizja Czarnieckiego walczyła z wojskami moskiewskimi. Polacy mieli się przeprawić przez Drucz, idąc z pomocą Litwinom. Nie było czasu na budowanie mostów, regimentarz miał więc zakrzyknąć:

- Pływaliśmy przez morze: i tu trzeba; Pana Boga wziąwszy na pomoc, za mną!

Po czym dał przykład żołnierzom, przepływając jako pierwszy. Kiedy jego koń, z trudem bo z trudem, wyszedł na drugi brzeg, Czarniecki zaczął zachęcać swoich żołnierzy do działania. Chorągiew w której służył Pasek, weszła do wody. Oddajmy więc głos pamiętnikarzowi i zobaczmy co się stało:

Nasz pierwszy towarzysz, Drozdowski, miał konia, co go był nieświadom, a on pływał jakoś dziwnie na bok; skoro tedy tak uczynił, zaraz go woda zniosła z konia, począł tonąć konia puściwszy. Jam go uchwycił za ramię, drugi towarzysz z drugą stronę, takeśmy go między sobą pławili. Skorośmy go wynieśli, aż mówi Wojewoda [Czarniecki]: „Macie szczęście, panie bracie: są tu wielkie ryby, połknąłby was był szczupak całkiem i z pancerzem” (na to przymawiając, że to był chłopek małego [w]zrostu).

 

środa, 28 kwietnia 2021

Murzyn, Węgierczyk i Kałmuk mały

 


Wśród strat polskich w pierwszej bitwie pod Parkanami możemy znaleźć i ciekawe przypadki spośród służby Jana III. W liście pisanym już po drugiej, tym razem zwycięskiej bitwie, król wspomina o tym, że owego Murzyna Józefa Holendra Turcy już w ręku mając go ścięli. Miałem także Węgrzynka, co kilka języków umiał; i ten zginął. Z kolei Kałmuk mały, którego Turcy wzięli żywcem w pierwszej bitwie, miał sporego pecha w drugiej. Kiedy wojska sprzymierzonych wpadły do tureckiego obozu, Polacy poznali sługę króla, ale Niemiec jakiści przypadł, ciął go rapirem przez nos i przebił. Niewiemże, jeśli będzie żyw, luboć mu przecie cyrulik nie źle tuszy. Oprócz tego kolejny sługa, Golańskim, zmarł na skutek choroby, stąd też król ze skutkiem skonstatował mnie prawie wszyscy chłopcy poginęli.