Wspaniałe wieści ze Szwecji, Święta nadeszły nieco szybciej.
Wczoraj szwedzki parlament poparł wniosek rządowy o przyznaniu Riksarkivet
grantu na darmowe udostępnienie swoich zasobów z platformy SVAR online. Do tej pory można je
było czytać odpłatnie (sam dwa razy miałem roczną subskrypcję) – archiwum planuje
je udostępnić za darmo of 1 lutego 2018 roku. Niesamowita gratka dla badaczy
armii szwedzkiej, z interesującej mnie epoki będą np. XVII-wieczne popisy armii
szwedzkiej, naprawdę bardzo ciekawy zbiór informacji. A to tylko wierzchołek
góry lodowej, będzie można tam znaleźć dużo dużo więcej. Jak tylko zbiory będą
w wolnym dostępie, poinformuje (z odpowiednimi linkami)) o tym na blogu.
Wojskowość europejska XVI-XVIII wieku [dużo], wargaming historyczny [odrobinę], a także co tam mi jeszcze przyjdzie do głowy...
czwartek, 7 grudnia 2017
wtorek, 5 grudnia 2017
Ale petarda, rzekł mistrz Walther
Dziś gratka dla miłośników XVI-wiecznej artylerii. W 1582
roku Walther Litzelmann opublikował swój Artillerierbuch,
gdzie możemy znaleźć mnóstwo rysunków dział, petard i podobnego ustrojstwa.
Autor służył w bawarskim arsenale w Ingolstadt, więc raczej wiedział o czym
pisze. Zdigitalizowany manuskrypt można znaleźć na stronie BSB, polecam bo
naprawdę jest co podziwiać. Początkowo zamierzałem ściągnąć karty z rysunkami i
zrobić z tego kolejny album na mojej stronie na FB, biorąc jednak pod uwagę, że
książką ma blisko 500 stron, a praktycznie na każdej jest jakiś szkic, byłoby
to zbyt czasochłonne. Zainteresowani
mogą sobie więc ściągnąć sami…
poniedziałek, 4 grudnia 2017
Trucizna, sztylet, pistolet - cz. VII
Dawno nic nie pisałem o sir Francisie Walsinghamie i spiskom
przeciw Elżbiecie I. O tzw. spisku Babingtona z 1586 roku – którego
bezpośrednim następstwem było skazanie i egzekucja Marii Stuart – warto
poczytać chociażby na Wiki, nie będę więc zajmował się szczegółami. Spiskowców
ujęto i po krótkim procesie skazano na powieszenie,
rozciąganie i ćwiartowanie. Znalazłem jednak ciekawą anegdotę dotyczącą
spiskowców, ukazującą dobrze realia epoki. Kiedy jeden z głównych autorów
spisku, jezuita John Ballard, wpadł w ręce ludzi Walsinghama, wśród jego
towarzyszy wybuchła panika. Grupa przywódców spotkała się na pośpiesznie
zwołanym zebraniu, z którego pochodzi ten oto znakomity dialog[1].
Anthony Babington: Ballard pochwycony, zdradzi wszystko [o
spisku]! Cóż czynić?
John Savage: Nie ma innego wyjścia, jak tylko natychmiast ją
[królową Elżbietę] zabić.
AB: Dobrze więc. Udasz się więc jutro na dwór i tam dokonasz
tego czynu.
JS (wyraźnie zalękniony): Nie mogę… Mój strój... Nie jestem
godnie przyodzian. W tym stroju nigdy nie dopuszczą mnie w pobliże królowej.
AB (wściekły): Maszi! (podaje mu pierścień ściągnięty z
palca i mieszek z pieniędzmi) Do dzieła!
Niedługo po tym (jakże owocnym) spotkaniu, Babington w
towarzystwie dwóch przyjaciół uciekł z Londynu. Ukrywał się w Middlesex, skróciwszy włosy i zabarwiwszy twarze wyciągiem
z orzechów włoskich. Dziesięć dni później wpadli jednak w ręce ludzi
królowej, a 20 września pierwsza grupa 5 spiskowców (w tym Babington. Ballard i
Savage) stanęła na szafocie. Rozwścieczona Elżbieta I nakazała dodatkowe tortury
w czasie egzekucji. Wywołało to jednak takie oburzenie widzów, że kiedy
następnego dnia miała miejsce kaźń kolejnych 7 spiskowców, ukrócono ich męki
już przez powieszenie. W październiku tegoż roku przed sądem stanęła Maria
Stuart, a kat pozbawił ją życia przez
ścięcie 8 lutego 1587 roku.
[1] Nieco
ubarwiając, acz w oparciu o zeznania spiskowców - za wspaniałą książką Roberta Hutchinsona „Elizabeth’s
Spy Master” (London 2006).
Etykiety:
Elżbieta I,
kara śmierci,
Maria Stuart,
sir Francis Walsingham,
Spisek Babingtona,
zamachy
niedziela, 3 grudnia 2017
Siedmiogrodzka mąka, sól i woły na kanapki
Podczytywałem sobie znowu Pamiętniki ambasadora Ludwika XIV… autorstwa Huguesa de Terlon i
zdałem sobie sprawę, że nie przytoczyłem jeszcze na blogu jego krótkiego opisu
armii siedmiogrodzkiej. Jako że takie informacje dotyczące wojaków Jerzego II
Rakoczego są zawsze w cenie, pozwolę sobie więc teraz na krótki wypis, bo też
Francuz wystawił istną laurkę wojskom siedmiogrodzkim:
W trzecim dniu jazdy
zwiadowcy szwedzcy powracający o świcie zawiadomili, że spotkali sześć tysięcy
Kozaków wchodzących w skład przednich straży armii [siedmiogrodzko-kozackiej].
Składała się ona istotnie z sześćdziesięciu tysięcy ludzi: Siedmiogrodzian, Węgrów,
Kozaków, Mołdawian, Wołochów oraz z dwóch regimentów niemieckich[1], nie
licząc artylerii i wszystkich zapasów broni i żywności. Książę [Rakoczy] zabrał
nawet mąkę i sól na potrzeby własnego stołu. To wszystko znajdowało się w
wozach ciągnionych przez woły, które w razie potrzeby mogły posłużyć na
wyżywienie oddziałów. Jeźdźcy siedmiogrodzcy i niemal wszyscy inni byli
przepięknie odziani. Mieli wspaniałe, bogate kaftany, na czapkach zaś orle i
sokole pióropusze ozdobione szlachetnymi kamieniami. Dosiadali równie pięknych
koni, których uprząż była czysta jak odzienie.
W dalszej części tekstu znajdujemy interesującą wzmiankę
dotyczącą piechoty Rakoczego:
Król Szwecji ponaglał
księcia Rakoczego do zaopiekowania się Krakowem, należącym do niego zgodnie z
podziałem. Mógłby wówczas wycofać stamtąd swoje własne wojsko. Zarówno książkę,
jak i Kemeny Janos wykręcali się od tej propozycji, podając najróżniejsze
powody. Twierdzili, że ich piechota jest i tak zbyt słaba, aby jeszcze
uszczuplać o oddziały potrzebne do strzeżenia miasta. W dodatku ludzie ich nie
przywykli do obrony fortyfikacji.
Mam też przytyk do jakości roboty wykonanej przez
siedmiogrodzkich inżynierów:
Most w Zawichoście został
wykonany przez Szwedów z dość dużą starannością, czego nie można powiedzieć o
tym, który zbudowali Siedmiogrodzianie.
czwartek, 30 listopada 2017
Pechowe spotkanie z kulą armatnią
Nader krwawa anegdota z września 1674 roku - w roli głównej sir William Ballandine, który
przybył do obozu armii holenderskiej na czele sześciu kompanii piechota ze Szkocji. Oficer ten wybrał się z
wizytą towarzyską do generała Rabenhauta, walczącego w szeregach armii oblegającej
Grave. W drodze powrotnej do głównego obozu, postanowił odwiedzić francuski fort
wysadzony i opuszczony przez załogę. Tragedia wydarzyła się już po opuszczeniu
zniszczonej placówki. Wracając, został
zabity kulą armatnią, która trafiła go w plecy, wyrywając większą część ciała,
zostawiając głowę i ręce wiszące tylko na skrawku skóry; jego serce – wciąż w
całości – znaleziono kilka kroków od tego miejsca. Zginął także towarzyszący mu
porucznik. Pozostałości ciała [Balladine’a] zebrano i przewieziono do Bolduc,
by tam pochować.
poniedziałek, 27 listopada 2017
Z mistrzem Rupertem pod Pawią
Co prawda wrzuciłem to już na swoją stronę na FB, ale fragmenty są tak śliczne że i tu nie może ich zabraknąć. Pochodzący z ok. 1529 roku obraz Ruperta Hellera, przedstawiający bitwę pod Pawią w 1525 roku. Śliczna sprawa, mamy ciężką i lekką jazdę, lancknechtów i artylerię. Obraz do 1648 roku znajdował się w Pradze, tam został zdobyty przez Szwedów i trafił do Sztokholmu, gdzie można go teraz podziwiać w Nationalmuseum.
piątek, 24 listopada 2017
Legenda wojowniczej mieszczki z Haarlemu
Wizerunek który widzimy powyżej przedstawia XVI-wieczną
mieszczkę z Haarlemu, Kenau Simonsdochter Hasselaer (1526-1588). Według
niektórych przekazów z tego okresu miała zasłynąć w czasie obrony miasta przez oblegającymi
Hiszpanami w 1573 roku – stąd też cały wojskowy ekwipunek który widzimy na portrecie
namalowanym przez anonimowego artystę[1].
Uwieczniono ją na obrazach, pomnikach, w XIX wieku nazwano nawet jej imieniem
fregatę a w XX nakręcono o niej film. W drugiej połowie XIX wieku legendę
jednak podważono, okazało się że militarne przewagi naszej bohaterki były
raczej tylko opowieścią ‘ku pokrzepieniu serc’. Przez wieki jednak słowo ‘kenau’
oznaczało w języku holenderskim kobietę
która nie boi się nikogo i niczego. Niestety i tutaj czas zrobił swoje, z
upływem lat słowo to zaczęto używać jako synonimu jędzy. Ciekawe jak duży wpływ
miał na to ów specyficzny portret…
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















