sobota, 26 listopada 2016

W obieraniu takowych pieszych


Wieki temu zamieściłem uniwersał króla Stefana Batorego, dotyczący utworzenia piechoty wybranieckiej. Dziś swoista kontynuacja, uniwersał z lutego 1580 roku pokazujący, z jakimi kłopotami borykano się przy zaciąganiu tej formacji i jak wyglądał specyficzny opór dzierżawców królewszczyzn wobec wybrańców.




piątek, 25 listopada 2016

Bernard M.D. - gawęda o strojach


Nadworny lekarz Jana III Sobieskiego, Irlandczyk Bernard O’Connor, pozostawił po sobie niezwykle interesujące zapiski dotyczące historii i zwyczajów panujących w Polsce. Ciekawe byłoby od czasu do czasu coś z tego zacytować. Na dobry początek – o strojach za panowania Sobieskiego.
Włosy ścinają wokół uszu, jak mnisi. Noszą futrzane czapki i sumiaste wąsy, natomiast nie korzystają z kołnierzyków. Zakładają długie płaszcze sięgające do samej podłogi, a spodnią kamizelkę tej samej długości spinają pasem w okolicach talii. Rękawy są bardzo wąskie, podobnie jak marynarskie, i zbiegają się w nadgarstkach z połą biegnącą od spodu ręki aż do szyi, którą odwijają w czasie upału i opuszczają w czasie chłodu, ponieważ nie noszą rękawiczek. Ten długi płaszcz szyty jest z mocnej tkaniny, a w zimie podszywany dodatkowo grubym futrem, natomiast w lecie jedynie lekkim jedwabiem (jakkolwiek widziałem na dworze kilku możnych noszących futra, jakich zwykli używać zimą, ponieważ stanowią one wyśmienitą ozdobę). Pod kamizelką noszą szeroką koszulę, podobną do damskich bluzek, związaną luźno wokół szyi, z szerokimi rękawami sięgającymi aż do nadgarstków. Spodnie są również bardzo szerokie i łączą się z pończochami. Zamiast butów noszą zawsze, zarówno za granicą, jak i w kraju, tureckie skórzane kozaki z bardzo cienkimi podeszwami i wydrążonymi obcasami zrobionymi z żelaza wygiętego niczym obręcz, w kształt półksiężyca. Szablę noszą w płaskiej pochwie o równej szerokości od rękojeści do końca, zwykle bogato wysadzanej brylantami, chociaż to zależało od pozycji właściciela. W całym Królestwie powszechnie przyjętym zwyczajem, nie tylko pośród szlachty, ale także wśród pospólstwa, jest noszenie (w rękach lub na ramionach) halabardy. Dbają o to, aby halabarda zawsze była jasna i błyszcząca, łącznie ze srebrnymi blaszkami wokół rękojeści, niekiedy wysadzanej klejnotami. Podczas pierwszej wizyty na dworze byłem świadkiem, jak wojewodowie i inni senatorowie nosili halabardy w obecności króla, co stanowiło dość przerażający widok, choć równocześnie stanowiło piękną ozdobę. Powiedziano mi, że dawniej służyło to ochronie przed burzliwym i swarliwym ludem. Halabardy przydawały się bowiem w ścisku, gdzie szable były bezużyteczne. Ich strój wygląda bardzo męsko, zwłaszcza u jeźdźca siedzącego na końskim grzbiecie, i jest najkosztowniejszy z wszystkich, jakie widziałem w Europie. Ich futra są wspaniałe i cenne – same czapki kosztują niekiedy 20 czy 30 gwinei. Fasony ubiorów zmieniają się tam tak często, jak w krajach zachodnich.

środa, 23 listopada 2016

Chłopi wszystko duzi, wysocy, młodzi


Pozostaniemy w klimatach tureckich, tym razem z cytowanych już opisów poselstwa Glińskiego do Turcji.  Podawałem już na blogu wzmianki o armii tureckiej w wyprawie na Czehryń, znalazłem jeszcze dodatkowe szczegóły. Mamy tu o wiele bardziej bojowych wojowników niż ci z którymi mieliśmy do czynienia w 1640 roku w Bułgarii.
Rzecz dotyczy popisu z 4 czerwca 1678 roku. Mamy tam np. 6 chorągwi kawalerii, wszystko z dzidami, pod którymi było przecię ze 400 koni. Za nimi maszerowała albańska gwardia Kara Mustafy, to ci panowie kilka lat później będą stawiać fanatyczny opór husarii w obozie pod Wiedniem:
Za nimi arnaułtów piechoty szło 12 chorągwi, chłopi wszystko duzi, wysocy, młodzi – Gwardya to wezyrska, w barwie czerwonej, sukiennej, tak jako karwaci[1] chodzą. Kabaciki bez rękawów, pludry musułbasowe czerwone, pończoszki na nich sukienne, haftkami zapinane, koło których szerokie inszego koloru obsznurkowane listewki, jakich tu janczarowie, w Polsce po staroświecku rzemieślniczkowie zażywają. Strój ten najlepiej zrozumieć z obrazów staroświeckich, jako więc kacików koło ukrzyżowania pańskiego malują, wszyscy w kołpakach bośniadzkich, jedni z pałaszami staroświeckimi, węgierskimi z ramienia zawieszonymi ameliami ogromnemi, drudzy z mieczykami wąskimi, z ferdymentami, jako więc u kordów bywały staroświeckie. Wszysyc z janczarkami, których w liczbie 12 set.
Kolejna formacja obecna na popisie to semeni, tym razem konno: półczwarta tysiąca[2] semenów konnych z janczarkami wszyscy w kupie bez żadnej sprawy, jako jednak oko sądziło, ledwo ich na dwa tysiące być mogło.
Pochód głównej armii zamykała jazda: szli kupą i naciskiem bez sprawy szpahijowie, wszyscy z dzidami i proporczykami różnych kolorów szeroką ławą się rozwiódłszy, jednak nie w szeregu; nie było ich też więcej nad semenów; muzyka między nimi dość liczna – bębny, trąby.




[1] Czyżby chodziło o Chorwatów?
[2] 3500. 

wtorek, 22 listopada 2016

Stłukliby to szmatłastwo wniwecz


Wracamy do poselstwa Wojciecha Miaskowskiego z 1640 roku, tym razem z bardzo ciekawym opisem wojsk tureckich. W drodze powrotnej Polacy zatrzymali się na kilka dni w Bazarczyku[1]. Tu mieli okazję przyjrzeć się lokalnym oddziałom tureckim, które nie zrobiły jednak na nich najlepszego wrażenia. Opis jest niezwykle wdzięczny, więc pozwolę go sobie przytoczyć w całości:
Przyjeżdżając przed obóz, gdzie pasza beł, na pół mile wyszło przeciwko nam wszystko wojsko tureckie, którego in numero[2] nie beło więcej nad 400. A beło piechoty – jak pół janczarki z taką strzelbą – 4 chorągwie, a pod jedną chorągwią nie beło więcej nad 30 abo 20 [ludzi]. Konnych zaś beło 2 chorągwi, pod jedną siedziało w pancerzach 22 ładnych wyrostów z dzidami, a to beli pokojowi paszyni. Za nim zaś szmatłastwo, chłopcy mniejsi drudzy beli niż mój chłopiec. Druga chorągiew zaś, beło pod nią ze 30 koni. Tylko jeden po usarsku siedział, drudzy tylko z dzidami w lada jakich sukmaninach. To wszystko wojsko, co z nim ten pasza, tj. hetman polny, zawsze lecie w polu nad Czarnym Morzem leży. Choć to ich przez kilka dni ściągało się do obozu, gdyż na nich 4 dni w Bazarczyku czekaliśmy, aż się zjadą. Jednak ich tak mało i barzo lada jakich beło, ze 100 chłopów, dobrych Polaków, hożych junaków, stłukliby to szmatłastwo wniwecz, bo tylko na łbie zawój, a ze łba to pudło zdjąwszy, to chłop ni trznadel. I tak dobrze powiedają o naszym jednym Mazurze, co się bał Turczyna, i rozmyśliwszy się, uderzy nań. Zabiwszy go rzecze: „Nie ciebiem się bał, panie kudła, ale twego pudła”.



[1] Novi Pazar w Bułgarii.
[2] Liczebność. 

niedziela, 20 listopada 2016

Serenissima i jej cavalleria leggiero


Dziś znów odwiedzimy Republikę Wenecką i przyjrzymy się bardzo ciekawemu opisowi wyposażenia jej lekkiej kawalerii. W 1606 roku planowano wystawić 650 cavalleria leggiero, opłaconych przez miasta Republiki. Włoski kondotier Martinengo, który od 1597 roku służył jako tytularny dowódca lekkiej jazdy, napisał specjalne memorandum dotyczące ekwipunku planowej jednostki.
Jeźdźcy mieli posiadać napierśniki (odporne na ogień arkebuzów) i napleczniki (odporne na ogień pistoletowy); a także odporne na ostrzał z pistoletów salady. Dodatkowe, już nie tak odporne części pancerza, miały osłaniać ramiona, nogi do kolan i pozostałą część pleców. Uzbrojenia ochronnego dopełniały rękawice.
Uzbrojenia zaczepne to dwa pistolety z zamkami kołowymi w olstrach przy siodle, a także miecz lub sztylet. Połowa z kawalerzystów powinna mieć dodatkowo arkebuzy z zamkiem kołowym, noszone na bandoletach. Pozostali mieli być uzbrojeni w lance – brak jednak dodatkowych informacji o tej broni.
Mimo że sama idea została zapewne - głównie z powodów finansowych i braku odpowiedniego wyposażenia – na papierze, pokazuje jednak bardzo ciekawą ideę formacji arkebuzerów konnych z początku XVII wieku. Specyficzna jest oczywiście rola lancy, w obliczu tureckiego przeciwnika widziano jednak dla niej zastosowanie.



sobota, 19 listopada 2016

Wio koniku, rzekł majętny kupiec


Wspominałem kilkakrotnie na blogu opisy milicji miejskiej z Gdańska, włącznie z konnymi mieszczanami defilującymi przed miastem. Okazuję się, że taka formacja nie była wyjątkowa dla miasta Neptuna. W 1621 roku, w należącym do rodu Radziwiłłów Słucku, chciano także wystawić taki oddział. Bogaci mieszczanie – bo tylko ich było stać na tak poważny ekwipunek –mieli stawić się do służby w następujący sposób:
Każdy w rynku mieszkający y każdy kupiec, komory swe w rynku mający, i każdy cechmistrz ma w domu swoim mieć siodło dobre, i wszystek konny rynsztunek (…)i sami setnicy tak strzelbę, z orężem, jako i konny rynsztunek (…) w domach swych mieć zawżdy powinni będą.

Idea pozostała chyba tylko jednak na papierze, bo brak informacji o konnej służbie mieszczan. 

piątek, 18 listopada 2016

Dzida, buzdygan i trzy kopije


Opisy XVII-wiecznej wojskowości mołdawskiej i wołoskiej są na blogu zawsze w cenie – armie interesujące, a materiałów jak na lekarstwo. Dużą pomocą są tu opisy poselstw przejeżdżających przez hospodarstwa, z  reguły w drodze do lub z Turcji. Znalazłem kilka takich ciekawych wyjątków z 1640 roku, kiedy to polskie poselstwo Wojciecha Miaskowskiego, w drodze do sułtana, zawitało do Jass.
Na pół mile od miasta naprzeciwko JMci P. Posłowi hospodar[1] wysłał brata swego i hetmana, i kanclerza, i wszystkich senatorów, i 6 chorągwi Kozaków żołnierza, z wojskową muzyką.
Owi ‘Kozacy’ mogą być zarówno najemnymi Zaporożcami jak i po prostu jazdą (kozakami) najemną, która była złożona z dość międzynarodowego towarzystwa.
Kilka dni później hospodar Lupu postanowił po wizycie w cerkwi wybrać się na przejażdżkę, oczywiście z odpowiednią eskortą.
Tym krajem przed nim szło trzy chorągwie Kozaków. Po tym kilkadziesiąt janczarów piechotą szło z muszkietami. Po nich dwa konie powodowane. A sam hospodar za nimi na siwym koniu wołoskim jechał w sobolej szubie, złotogłowy, haftowany wierzch, podle niego dwaj janczarów w szumakach czerwonych, aksamitnych biegło po błocie z dzidami, za nim pokojowy z jego buzdyganem i z szablą jechał i trzy kopije niesiono.
Polskie poselstwo odprowadzał wspominany już niegdyś karałasz, który 4 konie w kolasie cisawe miał, a koń za kolasą.
Po przejściu na multańską (tj. wołoską) stronę, także i tu Polakom towarzyszyła liczna eskorta: raz 3, potem 4, a nawet 7 chorągwi wojska, mamy też nieco opisów wołoskich żołnierzy. W Gorgicach (St. Gheorghe) poselstwo miał przywitać kapitan tego miasta i 4 chorągwi żołnierzów na wałachach dobrudzkich porzannych, koń konia lepszy. Przed miastem samym piechoty 2 chorągwi z muszkietami wyszły.
Z kolei eskorta w Bukareszcie to bojarów osobistych z dziesięć osób, a 7 chorągwi żołnierza, na koniach wszystko dobrych, koń konia lepszy. Z kolei żegnało Polaków kilkanaście bojarów hospodarskich, chorągwi wszystkich 20 – 10 chorągwi konnych, a 10 pieszych – beło pod wszytkimi więcej niż półtora tysiąca.






[1] Bazyli Lupu czyli pan na ilustracji powyżej.