Wojskowość europejska XVI-XVIII wieku [dużo], wargaming historyczny [odrobinę], a także co tam mi jeszcze przyjdzie do głowy...
poniedziałek, 16 maja 2016
Inflanckie falkonety, halabardy i ruśnice
Wypadałoby od czasu do czasu coś wrzucić poza recenzjami, żeby tu blog nie zarósł pajęczynami. Znalazłem niezwykle ciekawy spis z 1565 roku, zatytułowany Strzelba i Munitia własnym nakładem sprawiona w Wilnie i na Zamki pograniczne rozesłana. Pokaźne to źródło, więc będę je wrzucał w częściach. Zaczniemy od końca, czyli informacje o broni i ekwipunku wysłanym na zamki w Inflantach, włącznie z Rygą. Bardzo ciekawa lektura, bo mamy tam wszystko czego dusza zapragnie: od dział, przez rusznice, halabardy, pokaźne zapasy prochu, siarki czy saletry aż po ekwipunek w typie motyk, rydli i łopat. Trochę się tego uzbierało...
Etykiety:
armia litewska,
Inflanty,
Strzelba i Munitia... (1565)
sobota, 7 maja 2016
Kadrinazi radzi i odradza - cz. XI
Z dużym zainteresowaniem przyjąłem wydanie w tym roku pracy
Bartosza Głubisza Jazda kozacka w armii
koronnej 1549-1696. Temat to wszak szalenie interesujący, do tego bardzo
ambitny cel – opisanie formacji która była swoistym koniem roboczym armii
koronnej. Co prawda nieco mnie zdziwiło zdanie na obwolucie, mówiące o tym że
jazda kozacka walnie się przyczyniła do zwycięstw pod Kircholmem i Kłuszynem –
pomyślałem jednak, że może to być tylko reklama ze strony wydawcy, nijak mająca
się do treści. Spójrzmy więc co możemy znaleźć w samej pracy.
Oprócz wstępu i zakończenia, praca podzielona jest na trzy
rozdziały (każdy liczący mniej więcej podobną ilość stron):
I. Pierwsze roty kozackie. Jazda kozacka w latach 1549-1579.
II. W cieniu husarii. Jazda kozacka w latach 1598-1647.
III. Kawaleria uniwersalna. Jazda pancerna w latach
1648-1696.
W każdym z nim możemy znaleźć podobne podrozdziały:
Organizacja, Uzbrojenie, Skład społecznyu i narodowościowy, Finanse i sytuacja
materialna żołnierzy, Udział jazdy kozackiej/pancernej w działaniach zbrojnych
w wybranym okresie. Do tego w rozdziale trzecim mamy jeszcze „Przyczyny upadku
jazdy pancernej pod koniec XVII wieku.
Tym razem zacznę jednak od końca, czyli kwestii
bibliografii. Jest to o tyle ważne, że od razu pokazuje sposób w jaki do badań nad
tematem podszedł autor. Na liście bibliograficznej mamy rozliczne źródła
drukowane, jeszcze więcej opracowań (czasami dość zaskakujących, jak np. wiele
prac popularno-naukowych z serii „Historyczne Bitwy”) za to w pozycji „starodruki”
znajdziemy zaledwie dwie (sic!) pozycje, dotyczące zresztą tylko jednego
konfliktu (powstań kozackich z okresu 1637-38). Porównajmy to teraz z
buńczucznymi zapowiedziami autora, który we wstępie pisze o „kompleksowym
obrazie jazdy kozackiej” i „wnikliwiej analizie wojskowości staropolskiej”, od
razu możemy zacząć podejrzewać, że coś tu jest nie tak. Temat niezwykle
obszerny, co najmniej na pracę doktorską czy habilitację (podczas gdy mamy do
czynienia z pracą magisterką), napisany bez wizyt w archiwach? Żadnego
studiowania dostępnych listów przypowiednich, komputów, rozlicznej korespondencji?
Autor wspomina we wstępie o używaniu w swoich badaniach komputów, popisów
wojska oraz akt wojskowo-skarbowych
-problem tylko, że korzystał wyłącznie z tych które już ktoś przed nim
opracował i opublikował, brak tu więc jakiegokolwiek wkładu własnego.
Widać to zwłaszcza przy okazji – zupełnie jak dla mnie
bezsensownego – publikowania obszernych fragmentów komputów, które jednak nic
nie wnoszą do treści pracy. Chyba że mają służyć jako wypełniacz miejsca? Kilka
przykładów:
- przy wyprawie mołdawskiej Zamoyskiego autor serwuje nam
(oczywiście za artykułem opracowanym przez kogoś innego) listę pułków i
wymienia wszystkie obecne tam chorągwie kozackie
- absolutnie kuriozalne to publikowanie na stronach 123-132
pełnego komputu na wojnę chocimską, który opracowali Z. Hundert i K. Żójdź
(źródło to zresztą jest źle opisane w przypisie, gdzie autor zignorował Z.
Hunderta jako jednego z redaktorów). Mamy więc wypis wszystkich pułków,
włącznie z husarią, rajtarią czy piechotą. Po co to? Czemu to ma służyć?
- jeszcze gorzej jest w przypadku drugiego rozdziału, gdzie
mamy wszystkie chorągwie kozackie pod Żółtymi Wodami i Korsuniem (str. 194-195),
wszystkie z zaciągów wojewódzkich 1648 roku (str. 196-198), Beresteczkiem
(205-209) czy Batohem (210-211). Totalne wodolejstwo, nic nie wnoszące do
treści pracy.Aż się prosiło o jakąś analizę liczebności jazdy kozackiej na tle innych formacji jazdy
w armii: tak w przypadku całej armii jak i poszczególnych pułków. Zamiast tego
mamy przydługi fragmenty przepisane z innych prac.
Co gorsza, autor nie zadał sobie trudu i nie próbował
identyfikować oficerów jazdy, pozostawiając oryginalne zapisy jak ‘chorągiew
pancerna jp. wojewody sandomierskiego” czy „chor. pancerna jp. podczaszego”.
Podpowiem: spisy urzędników koronnych są dostępne, opracowano je lata temu i
wydano drukiem, naprawdę można je znaleźć i wyjaśnić czytelnikom kim jest ów
tajemniczy podczaszy w danym roku. Rozumiem jednak, że jak nie było tego w
opracowaniu na którym oparł się autor, to już nie było sensu marnować na to
czasu?
Autor w swej „wnikliwej analizie” pełnymi garściami czerpie
od innych autorów, podając po prostu swoimi słowami to co inni napisali już
przed nim. Klasyczny przykład to str. 63-66, gdzie dwanaście kolejnych
przypisów odnosi się do pracy M.
Plewczyńskiego, czy też str. 103-105 z kolejnymi dwunastoma przypisami do innej
pracy M. Plewczyńskiego.
We wstępie wspomniano o „kompleksowym obrazie”, nic więc
dziwnego że autor stawia różne tezy dotyczące jazdy kozackiej. Przyjrzymy się
niektórym, bo też są niezwykle ciekawe:
- dla okresu 1598-1647 jazda kozacka to według autor a tylko roty zaciężne służące w armii koronnej, otrzymujące żołd, formowane
sposobem towarzyskim, których dowódca wybierany był przez króla bądź hetmana
wielkiego koronnego. Oznacza to więc, że np. chorągwie lisowczyków
wchodzące w skład w armii koronnej (np. w czasie wojny o ujście Wisły) już nie
były kozackimi? A co z chorągwiami powiatowymi czy pospolitym ruszeniem
służącym po kozacku? Jazdą kozacką nie były też według takiej definicji
chorągwie prywatne, nieprawdaż? Oj kłania się brak znajomości źródeł…
- lisowczycy to tu zupełnie odrębna formacja, a jednym z ich
wyróżników jest poruszanie się komunikiem. Tak jakby oddziały kwarciane czy
komputowe nigdy komunikiem nie maszerowały na wroga
- nie wiedzieć czemu autor upiera się, by całość jazdy kozackiej
od 1648 roku nazywać jazdą pancerną. Ech, znów należy odesłać do źródeł,
chociażby komputów i popisów armii, gdzie nazwa kozacy czy jazda kozacka
występuję nagminnie
- według autora od 1647 roku jazda kozacka zaczęła ewoluować w kierunku formacji średniozbrojnej
. Podstawą tej tezy nie jest jednak analiza listów przypowiednich czy źródeł
ikonograficznych, a fakt wyodrębnienia w ramach jazdy kwarcianej dwóch chorągwi
wołoskich. Dziwny tok rozumowania…
- z wojny o ujście Wisły autor wysnuwa wniosek, że jazda
polska miała małą odporność na zmasowany ostrzał z broni strzeleckiej. Naprawdę,
nie chcę się nad tym rozwodzić, bo czy jest sens?
Co do składu społeczno-narodowościowego chorągwi kozackich:
dopóki autor może korzystać (dla XVI wieku) z pracy M. Plewczyńskiego wszystko
jest w porządku, wszak badacz ten wszechstronnie zanalizował owo zagadnienia. W
dwóch kolejnych rozdziałach mamy jednak na ten temat bardzo ogólne informacje,
bez żadnej dogłębnej analizy. Autor nie podjął próby przeanalizowania rolli
popisowej chociażby jednej chorągwi
kozackiej – znów kłania się podejście do źródeł.
Bardzo słabe są fragmenty dotyczące udziału jazdy kozackiej w
działaniach bojowych. Oparte głównie o opracowania (np. „Historyczne Bitwy”),
są bardzo pobieżne a i dobór starć dziwi. Przykład z mojego podwórka: z wojny o
ujście Wisły mamy pierwszą fazę bitwy pod Trzcianą i walki pod Malborkiem w
1629 roku, do tego dwa zdania o podjazdach jazdy kozackiej w sierpniu i
wrześniu 1626 roku, a także trzech chorągwiach kozackich pod Puckiem. A aż się
prosi o działanie Moczarskiego w 1626 roku (chociaż pewnie według autora, jako
że to chorągiew lisowczyków, to już nie jest to jazda kozacka), udział kozaków
w operacji zakończonej tryumfem pod Hammerstein w 1627 czy „małą wojną” w 1628
roku. Powtórzę niczym popsuty zegar: wystarczyłoby poczytać więcej źródeł…
Uwaga do korektora i redaktora: w tekście można znaleźć
nieco literówek, nie jest jednak ich zbyt wiele. Za to za stwierdzenie, że w
1626 roku w Prusach wylądował król Gustaw August to ktoś powinien się mocno
zaczerwienić… Polacy w Danii nie zdobyli
Koldingu, a Koldyngę (jak się kiedyś pisało), ewentualnie Kolding.
Rozpisałem się chyba nawet za mocno, pora więc na
podsumowanie. Praca Jazda kozacka w armii koronnej 1549-1696 niestety mocno
rozczarowuje. Jest to kompilacja różnego rodzaju opracowań, często już mocno
nieaktualnych, bez oparcia się o ważne materiały źródłowe. Wbrew szumnym
zapowiedziom nie jest gruntowana analiza. Być może gdyby autor ograniczył się
raptem do jednego z trzech omawianych przez siebie okresów i wykonał porządną
kwerendę, można by jego wysiłek jakoś docenić. Na dzień dzisiejszy jednak jest
to rozczarowująca i raczej nieudana próba kompleksowego ujęcia historii jazdy kozackiej
w armii koronnej.
Końcowa ocena [według rankingu: trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać]
to niestety lepiej odpuścić, w
kierunku do zdecydowanie unikać.
czwartek, 5 maja 2016
Kadrinazi radzi i odradza - cz. X
W kąciku recenzji pozostaniemy dziś w klimatach wojen
polsko-szwedzkich, ale zajmiemy się o wiele poważniejszą pracą. Chodzi
mianowicie o opublikowaną w 2002 pracę habilitacyjną profesora Ryszarda Skowrona, Olivares, Wazowie i Bałtyk. Polska w
polityce zagranicznej Hiszpanii w latach 1621-1632. Jeżeli ktoś nie zna
badań tego historyka, to szybciutko proszę sprawdzić tutaj.
Autor jest specjalistą od historii Hiszpanii w XVI i XVII
wieku, jej relacji z Rzplitą w tym okresie a także historii dyplomacji
europejskiej. Wszystkie te wątki znajdziemy w omawianej pracy, ukazane na tle
wojny hiszpańsko-holenderskiej, polsko-szwedzkiej i Wojny Trzydziestoletniej.
Książka podzielona jest na dwie części. W pierwszej możemy
zapoznać się z relacjami polsko-hiszpańskim w okresie 1518-1623. Mamy tu więc
wątek sum neapolitańskich, a także polityki hiszpańskiej dotyczącej Bałtyku –
ten ostatni dotyczący bezpośrednio koncepcji planów wojny ekonomicznej, która
miała uderzyć w zbuntowane Zjednoczone Prowincje. Znajdziemy tu także elementy
polityki Zygmunta III w stosunku do Szwecji i prób uzyskania wsparcia
hiszpańskiego dla idei odzyskania przez polskich Wazów tronu w Sztokholmie.
Druga część (nieco ponad 2/3 książki) to skupienie się na
planach Olivaresa, czyli różnych koncepcjach uczynienia z Bałtyku strefy
wpływów Habsburgów (hiszpańskich i austriackich) przy wsparciu Zygmunta III. W
niezwykle interesujący sposób autor przedstawia nam różnorodne wizje i plany
współpracy katolickich monarchów, to wszystko za pomocą mniej lub bardziej tajnych
poselstw, korespondencji i obrad politycznych gabinetów. Dla polskiego
czytelnika bardzo ciekawe muszą być zwłaszcza dalekosiężne plany Zygmunta III, włącznie
z wizją Wazów na tronach trzech krajów: Zygmunta III w Polsce, królewicza
Władysława w Szwecji i królewicza Jana Kazimierza w Danii. Jednocześnie widzimy
jak zmieniająca się sytuacja polityczno-militarna, np. „duńska” faza Wojny
Trzydziestoletniej czy wybuch wojny o ujście Wisły, wpływała na zmianę postaw i
planów zaangażowanych w dyplomatyczne negocjacje stolic. Sporo miejsca autor
poświęcił też planom Wallensteina, dotyczącym tworzenia sojuszniczej floty na
Bałtyku i próbom współpracy z Zygmuntem III i Hiszpanami w tej materii. Do tego
dodajmy kolejne pomysły inwazji Szwecji, inicjowane przez polskich Wazów –
wskazuje to na bardzo ciekawy aspekt walk polsko-szwedzkich w tym okresie.
Z pracy wyłania się niezwykle interesujący obraz politycznej
mapy Europy, gdzie ścierają się różne wizje hiszpańskich i austriackich
Habsburgów (nie zawsze zbieżne), Zygmunta III i jego syna Władysława (zwłaszcza
w kontekście jego zbliżenia z tronem hiszpańskim) a także władców
protestanckich. Wszystko to ukazane w kontekście trwających w tym czasie
konfliktów zbrojnych, z dużym naciskiem na ekonomiczny aspekt tych wojen. Wszystko
to przedstawione w bardzo ciekawy sposób; narracja jest bardzo płynna, wydaje
mi się że nawet czytelnik mało zorientowany w temacie mógłby z łatwością
śledzić rozwój wydarzeń.
Niezaprzeczalną zaletą omawianej pracy jest bogata baza
źródłowa, na której oparł się w swoich badaniach autor. Kwerendy w hiszpańskim
Archivo General w Simancas przyniosły ogromy i bardzo szeroki wybór materiału:
od protokołów z obraz hiszpańskiej Rady Państwa, poprzez liczne listy, relacje
posłów czy instrukcje wydawane tymże przez Radę Państwa. Wiele dodatkowych
materiałów autor odnalazł także w Bibliotece Narodowej w Madrycie i Państwowym
Archiwum Głównym w Pradze (materiały związane z Wallensteinem). Odniósł się
także, nierzadko krytycznie, do wielu opracowań: w języku polskim, hiszpańskim,
czeskim czy niemieckim. Z punktu widzenia czytelników nieznających języka
hiszpańskiego niezwykle ważne jest to, że liczne cytaty zawarte w tekście
książki są w przypisach przetłumaczone na język polski.
Twarda okładka (z trzema głównymi „graczami politycznymi”
omawianych wydarzeń) przykuwa uwagę i zachęca do zainteresowania się pracą.
Bardzo przydatny jest indeks osobowy, który pozwala łatwiej śledzić rozlicznych
posłów i polityków zaangażowanych w negocjacje. Mamy też kilka map,
ułatwiających analizowanie polskich i hiszpańskich planów morskich. Znalazłem w
tekście kilka drobnych literówek, nie stanowią one jednak żadnego problemu w
lekturze – ot, korektor nie zauważył, zdarza się.
Końcowa ocena [według rankingu: trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać]
to zdecydowanie trzeba mieć. Praca
jest wręcz fundamentalna dla wszystkich zainteresowanych panowaniem Zygmunta
III, konfliktami polsko-szwedzkimi czy Wojną Trzydziestoletnią.
czwartek, 28 kwietnia 2016
Kadrinazi radzi i odradza - cz. IX
Temat bitwy pod Trzcianą jest mi (zwłaszcza ostatnio)
niezwykle bliski, z dużym zainteresowaniem przyjąłem więc opublikowanie przez
wydawnictwo Bellona nowego zeszytu z serii „Zwycięskie bitwy Polaków”, dotyczącego
właśnie tego starcia. Autorem „1629 Trzciana” jest Tomasz Mleczek; szybkie
wyszukanie w sieci wydaje się wskazywać, że to dr Tomasz Mleczek, opiekun
zbiorów Gabinetu Genealogiczno-Heraldycznego Zamku Królewskiego w Warszawie.
Zeszyt liczy 90 stron, przyjemnie to wygląda bo czytelnik
może tam znaleźć mnóstwo kolorowych ilustracji: od obrazów z epoki po zdjęcia
eksponatów muzealnych. Perełką jest zwłaszcza plan bitwy pod Kokenhausen z 1601
roku ze zbiorów MWP w Warszawie (podpowiem – według ryciny G. Lauro, o czym
autor już nie wspomniał). Niestety, ilustracje to jedyny plus tego krótkiego
opracowania…
Zeszyt to de facto krótka historia konfliktów
polsko-szwedzkich w okresie 1600-1629, samej bitwy autor poświęcił raptem 10
stron. Dużo miejsca zajmuje opis wyposażenia i organizacji walczących stron,
niestety mamy tam do czynienia z dużą ilością błędów. Przykładowo jazda kozacka
jest tu jazdą średniozbrojną; koronna rajtaria dzieli się na duże regimenty;
szwedzcy rajtarzy dosiadali rosłych i ciężkich
zimnokrwistych koni, Gustaw II Adolf używał w swojej armii łuczników. To
tylko drobna próbka, naprawdę jest tego dużo więcej.
Jeszcze gorzej jest z samym opisem bitwy: poczynając od
błędnego datowania (autor podaje 25 czerwca, chociaż bitwa miała miejsca 27
czerwca), po kuriozalne czasem opisy starcia (jazda kozacka w szarży składa
rohatyny – chociaż królestwo temu, kto będzie w stanie znaleźć dowód źródłowy
na używanie tej broni w toku wojny 1626-29; 3000 rajtarów ma jednocześnie oddać
salwę do szarżujących sprzymierzonych; Gustaw Adolf jest biegły w tajnikach walki). Niestety autor powtarza wciąż pokutujące
w polskiej (i nie tylko) historiografii błędy: masakra jazdy szwedzkiej,
pułkownik Eric Soop ratujący życie króla, syn feldmarszałka Wrangla prowadzący
ostatni kontratak jazdy szwedzkiej. Żadnych nowych wniosków, żadnych nowych
badań – po prostu wklepanie starych błędów, okraszonych wziętymi z kapeluszami
opisami wojsk, o których autor ma najwyraźniej nikłe pojęcie.
Szybkie spojrzenie na listę bibliografii wręcz zjeżyło mi
resztkę włosów na głowie. Mamy tam jedno (tak, słownie jedno) źródło i to
bardzo pośrednio dotyczące bitwy (chodzi o Pamiętniki
do panowania Zygmunta III, Władysława IV i Jana Kazimierza). Do tego cztery
opracowania, na czele z Rapier i koncerz.
Z dziejów wojen polsko-szwedzkich Leszka Podhorodeckiego, na którego
błędnym opisie oparł przebieg bitwy autor zeszytu. Woła to wręcz o pomstę do
nieba, bo też ilość materiałów dostępnych nawet w sieci (kronika Piaseckiego,
kronika Hoppe’go, Pamiętniki o
Koniecpolskich, źródła dotyczące bitwy opracowane przez Ottona
Laskowskiego) wystarczyłyby do uniknięcia takich chociażby bzdur jak datowanie
bitwy.
Przykro mi, ale muszę użyć dosadnych słów: dawno takiego
gniota pseudohistorycznego nie czytałem. Dr Mleczek powinien się wstydzić, że
popełnił coś tak fatalnego, pełnego błędów, nie wnoszącego nic do wiedzy o
bitwie pod Trzcianą. Bellona sprezentowała nam ślicznie wydanego bubla…
Końcowa ocena [według rankingu: trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać]
to po trzykroć zdecydowanie unikać.
Etykiety:
recenzje,
Trzciana 1629,
Zdecydowanie unikać (książki)
czwartek, 7 kwietnia 2016
Nowa książka, czyli przyjemności z pruskiej kąpieli
Miło mi poinformować, że na blogu zapanuje przez pewien czas cisza w eterze... Dlaczego miło? Jest to bowiem związane z książką, nad którą obecnie pracuję. Wydawnictwo NapoleonV rozpoczyna nową serię, zatytułowaną Armie Bitwy Wodzowie. Na pierwszy ogień pójdzie tu moja praca, o roboczym tytule Trzciana 1629. "Gorąca kąpiel" Gustawa II Adolfa. Z ogólnym zarysem serii jak i ze wstępnym planem książki można się zapoznać w odpowiednim wątku na forum historycy.org. Próbujemy wcelować w datę wydania na rocznicę bitwy, więc czasu mało a roboty sporo (chociaż sirca about 1/3 już napisana, więc nie jest źle...). Trzymajcie kciuki, ja wracam do pisania.
poniedziałek, 4 kwietnia 2016
Coś miłego, coś archiwalnego, coś ciekawego
Archiwum Główne Akt Dawnych sprawiło dziś bardzo miłą niespodziankę, zamieszczając na szukajwarchiwach,pl ogromną ilość materiałów z Archiwum Skarbu Koronnego. Można tam znaleźć wiele popisów armii koronnej (od XVI do XVIII wieku) i rachunki z podejmowania poselstw zagranicznych. Tu link do całości (nie zeskanowano tylko dokumentów dotyczących królewszczyzn). Każdy z dokumentów można obejrzeć w powiększeniu, świetna sprawa zwłaszcza w przypadku rolli popisowych. Duuuuuużo ciekawej lektury, polecam.
Etykiety:
armia koronna,
hajducy,
husaria,
jazda kozacka,
Potop,
rajtaria,
wojna 1576-1582,
wojna 1654-1667
niedziela, 3 kwietnia 2016
Hajducy i kozacy spod Przemyśla
W czerwcu 1653 roku sejmik ziemi przemyskich ustalił
wystawienie wyprawy łanowej. W jej skład miała wchodzić zarówno piechota
(dowodzona przez Piotra z Siecina Siecińskiego) jak i jazda (pod komendą Kaspra
Wojakowskiego jako pułkownika oraz Krzysztofa Ostrowskiego i Aleksandra Kruszelnickiego
jako rotmistrzów).
Chorągiew piechoty miała zostać wystawiona z miast i z miasteczek, tak z dóbr J. Kr.
Mci duchownych i ziemskich, to jest z dwudziestu domów jednego hajduka, a od
Żydów dwudziestu ośmiu osiadłych domów także jednego pieszego. Hajducy
mieli zostać wysłani w barwie, w żupanach
błękitnych, w deliach czerwonych, z muszkietami dobrymi, lontami, prochami,
kulami, rydlem , żywnością.
Reguły konnej wyprawy łanowej także zostały dokładnie
opisane: przyjmowanie do tej służby
łanowego żołnierza ma być porządne po kozacku w pancerzach, misiurkach,
zarękawicach, z bandoletem, pistoletami na dobrych koniach, których nie ma
jeden towarzysz do boju tylko po jednemu mieć.
Szkoda tylko, że tak pięknie opisana wyprawa łanowa nie
popisała się w czasie kampanii, o czym pisałem rok temu.
Etykiety:
armia koronna,
hajducy,
jazda kozacka,
wojska powiatowe,
wyprawy łanowe,
Żwaniec 1653
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















