sobota, 14 maja 2011

Gumiś króla Władysława

W styczniu wspomniałem na blogu jak to Jan III Sobieski polował na niedźwiedzia (głowy leciały i takie tam…). Tym razem zobaczymy jak w czerwcu 1633 roku Władysław IV Waza szukał rozrywki przed wyruszeniem pod Smoleńsk. Nie będzie już tak drastycznie, a raczej bardziej do śmiechu.
19go Czerwca król, chcąc siebie i Włochów [chodzi o grupę 10 szlachciców weneckich] ucieszyć, niedźwiedzia przez trzy lata w klatce chowanego kazał wypuścić. Król za bramą w budce stał z chrustu zrobionej, insi po innych budkach. Niedźwiedź mniemając, że to las był, do owego chrustu ex opposito króla udał się; lecz ztamtąd żelazem odstraszony, prosto się na królewską budkę rzucił i po głowach i po karkach wielu tam stojących przeskoczył i wpadł na ulicę, gdzie spuszczono na niego ze trzydziestu dużych psów, którym się dobrze broniąc, przyszedł nad rzekę, która przepłynąwszy, żyw uszedł do lasu, i tak strach obrócił się w śmiech z podziwieniem Włochów, którzy podobnych rzeczy nigdy nie widzieli. 

Z wizytą w muzeum - cz. X

Po raz kolejny zaglądamy do National Museum of Scotland. Tym razem będzie pomieszanie z poplątaniem, a do tego słaba jakość zdjęć niestety. Manekin przedstawia strażnika miejskiego z Edynburga, niestety bez wyszczególnienia roku – znajdujemy tylko informacje, że chodzi o początek XVIII wieku. Jako że strażnicy musieli sami zaopatrywać się w broń i ekwipunek, mamy tu ciekawą mieszankę. Uzbrojeniem jest bowiem słynna szkocka Lochaber axe, muszę jednak przyznać, że ostrze to miało maleńkie… Napierśnik i naplecznik (którego niestety nie udało się dobrze sfotografować) pochodzą z XVII wieku, wyglądają na możliwie najtańszą produkcję, noszącą ślady zużycia. Na głowie również coś z XVII wieku, szyszak znany jako ‘lobster tail helmet’. 






piątek, 13 maja 2011

Na dalsze okropne skazało męczarnie

[blogspot mi już chyba tego posta nie odda, więc wrzucam jeszcze raz]
Sporo miejsca poświęciłem na blogu tureckim relacjom z 1683 roku, opisującym wyprawę wiedeńską. Tym razem pora cofnąć się o kilka dekad, do czasów kampanii chocimskiej 1621 roku – i od czasu do czasu zacytuję jak źródła tureckie opisują owa wojnę. Na początek preludium do samej kampanii czyli walki turecko-kozackie latem 1621 roku. Opis będzie niestety dosyć drastyczny, ukazując że nie przebierano w środkach, a los jeńców bywał straszliwy …
Niebawem [13 lipca] Kapydan-pasza, który płynąc od Bogazu napotkał był czayki kozackie, wędrujące na rabunek, i z tych pięć statków zatopiwszy wraz z ludźmi, ośmnaście innych w niewole był zabrał, przybył dla ucałowania ręki padiszaha, i mnóstwo zakutych w żelaza przyprowadził z sobą niedowiarków. Za tak świetną wyprawę dwakroć wspaniałem został odziany futrem, podobnąż nagrodę otrzymał dla ośmnastu janczarskich na flocie urzędników; woysko zaś, poświęcając swey rozrywce zabranych potępieńców, część ich na cele do strzelania z łuku obróciło, a z tych kilku sam sułtan własnemi przeszył groty; innych rozerwał słoniami; niektórych na rozszarpanie hakami lub na wpół rozcięcie, i na dalsze okropne skazało męczarnie: jeden z nich tylko, odstępca od wiary islamskiey, na drobne cząstki rozrąbany został.

Koczwarterzy w deliach i kołpaczkach

Blogspor zjadł mi wczorajszego posta, ale nic to, jak mówił mały rycerz. Jeżeli nie oddadzą go do wieczora to wrzucę od nowa…

Póki co, w niekończących się poszukiwaniach informacji dotyczących wyposażenia i wyglądu rajtarii i arkabuzerii w armiach RON, krótka notka z roku 1581. Oto jak według naocznego świadka miała wyglądać rota rajtarów niemieckich (czy raczej sclopetarii germani) wystawiona na wyprawę na Psków przez rotmistrza Stanisława Sobockiego:
Pan Sobocki nasz teraz królowi 150 koczwarterów okazał w deliach czerwonych a w białych kołpaczkach, po moskiewsku; chocia się rusznicami obtykali, wątpię przecię, aby co przed naszym mieli.
Muszę przyznać, że opis mocno konfudujący. Zupełnie nie kojarzę określenia ‘koczwarterzy’ – od czego może się wywodzić? Rajtarzy mają długą broń palną, ale ani słowa o uzbrojeniu ochronnym, za to mamy delie i kołpaki – czyżby w obliczu spodziewanych operacji oblężniczych zrezygnowano z szyszaków i kirysów? Dziwna to wzmianka…

środa, 11 maja 2011

Relation of the State of Polonia... - poszukiwana

Poszukuję pełnego tekstu (najlepiej oryginalnego) A Relation of the State of Polonia and the united Provinces of that Crown Anno 1598 -  rzecz jest anonimowa, a autorstwo wciąż dyskusyjne (William Bruce albo George Carew). Wiem że wydano to w 1965 roku w redagowanym przez Talbota Elementa Ad Fontium Editiones XIII, Res Polonicae Ex Archivo Musei Britannici. Może ktoś miałby dojście do tego wydania?

Rusznice dla hajduków i drabów

Podczytując sobie ostatnio materiały dotyczące  armii polsko-litewskiej w czasie moskiewskich wyprawa Stefana Batorego (1576-1582) skupiłem się przede wszystkim na lekturze niezwykle interesujących prac Henryka Kotarskiego. Zapewne niedługo coś dłuższego z tego dłubania się pojawi, póki co detal, acz ciekawy – nieco informacji o ilości broni palnej kupionej dla piechoty zaciąganej przez króla.
I. Zakupy na kampanię w 1579 roku:
- 235 rusznic lontowych i 240 rusznic (lub arkebuzów) z zamkiem kołowym w Toruniu
- 568 rusznic lontowych w Gdańsku
- 16 rusznic lontowych, 48 rusznic z zamkiem kołowym i 73 prochownice w Wilnie
- 199 rusznic lontowych w Poznaniu
- 100 rusznic lontowych w Nidzicy
- 200 rusznic (lontowych?) w Pińsku
- 60 rusznic (lontowych?) w Miadziole
- 80 rusznic (lontowych?) w Bracławiu
Dodatkowo w Brunszwiku, u Hansa Lampe, zamówiono 2000 rusznic lontowych i 200 rusznic z zamkiem kołowym (wszystkie z prochownicami), acz brak informacji czy zamówienie to zostało zrealizowane.
II. Przed kampanią 1580 roku zakupiono:
- 100 hakownic w Poznaniu
- 2879 rusznic w Poznaniu, Wilnie i Tykocinie
- 1198 rur do rusznic we Wrocławiu i Jeleniej Gorze
- 3913 prochownic w Poznaniu, Wrocławiu, Krakowie, Bydgoszczy i Kaliszu


Szpahijskie vires rozdzielają się na europejskie i azjatyckie...

W 1622 roku, z polecenia króla Zygmunta III, koniuszy koronny książę Krzysztof Zbaraski wyruszył z misją dyplomatyczną do sułtana. Poseł miał się zająć ratyfikacją traktatów kończących w 1621 roku walki pod Chocimiem, a przy okazji, jak na dyplomatę przystało, także szpiegowaniem militarnych możliwości państwa tureckiego.  Przyjrzyjmy się jak też opisał jazdę turecką, z którą ledwie rok wcześniej przyszło się potykać wojskom polsko-litewskim:
Szpahiowie drugi ordo militiae
Na wielką się ci liczbę kładą, ale tak tego pewnie doszedłem, że z nieboszczykiem Osmanem nad sto dwadzieścia albo trzydzieści tysięcy nie było, i to rachując nie tylko samych szpahiow, ale i inszych, którzy też pod niemi są. Same jednak szpahijskie vires[siły zbrojne]  rozdzielają się na europejskie i azjatyckie, i jest ich starszych, które zowią buluki – siedm. Chorągiew – jedna najprzedniejsza czerwona, prawą ręką cesarską trzyma. Tam jest miejsce najuczciwsze i najprzedniejszy żołnierz. (...) Genera armorum [typy broni] takie są: że nie mało wszyscy chwycili a mianowicie za Osmana. Dzida jest belli genus na kształt kopijki z indyjskiej trzciny, a osobliwie bywają, które drzewo, iż lekkie jest ex natua sua [z natury], ołowiu który ją prograwał i do strzelania i lotu bardzo gibką czyni w koniec napuściwszy żelazem hartują. Kopii bardzo mało i lada jako używają, sami tylko Albańczykowie i tamta niektóra Ukraina tej broni używa. Także to de certo constat jest pewne], iż z Osmanem piąciu tysięcy więcej kopii nie było. Łuków też zażywają, ale bardzo rzadko i lada jakim sposobem. Rusznica u tysiącnego chyba u którego z naszych renegatów.  Genus [rodzaj] to broni dzid nie jest sposobna do wstępnego boju, chyba do harcu, bo trzeba się rozsypką bić i na lekkich koniach. Dla tego też nie zażywają zbroi ani pancerzów. Europejscy ludzie lepsi są niż azjatyccy i trwalsi na wszystko.