czwartek, 30 grudnia 2010

Malarze znani i nieznani - cz. XIII


Wracamy do mistrza Snayersa i jego 'Bitwy pod Kircholmem'. Tym razem dwa fragmenty ukazujące kawalerię szwedzką. Rajtarzy są bardzo dobrze uzbrojeni,  u praktycznie każdego jeźdźca widzimy długą broń palną - jeden oddział ostrzeliwuje z niej Litwinów, drugi ma ja w pozycji 'na spocznij'. Ciężko jednak dopatrzyć się u nich olstrów z pistoletami, widzimy za to pałasze. Podejrzanie dużo tu uzbrojenia ochronnego, praktycznie wszyscy mają hełmy, u wszystkich widzimy napierśniki i napleczniki  - nie wydaje się jednak, by kawaleria Karola IX była aż tak dobrze wyposażona. Stroje żołnierzy są w różnych kolorach, co jest zgodne z zasadami panującymi w tym okresie, gdzie rajtar ubierał się w to na co było go stać. 

środa, 29 grudnia 2010

Tylko dobrze [sznur] załóżcie!


Silahdar Mehmed aga z Fyndykły ostatnio opisał nam chorągiew proroka i klucz od Kaaby. Teraz, jak zwykle z pięknym przekładzie Zygmunta Abrahamowicza, przeczytamy z kolei o ostatnich chwilach Kara Mustafy. Wielki wezyr zapłacił najwyższą karę za klęskę prowadzonej przez siebie wyprawy…

Natomiast stracenie wspomnianego [wielkiego wezyra] miało przebieg następujący:
W sobotę dnia szóstego miesiąca muharrema wspomnianego roku  kiahia kapydżych Ahmed aga oraz czawuszbaszy Mehmed aga, mając już tego dnia dotrzeć do Belgradu, wysłali do janczaragi wezyra Bekri Mustafy paszy człowieka z wiadomością. Pasza udając, że dokonuje objazdu kułów, wyjechał poza miasto i spotkał się z wymienionymi w polu. Czawuszbaszy oddał mu tam [skierowany] do niego chattyszerif i przyodział go w futro, a także oznajmił mu, że chattyszerif z nominacją jego na serdara jako też szabla i kaftan nadejdą później. Potem nie tracąc czasu, wszyscy z towarzyszącymi im ludźmi przybyli około południa do seraju wielkiego wezyra.
Wielki wezyr Mustafa pasza akurat kazał był rozpostrzeć kobierzec modlitewny, aby odprawić namaz południowy. Imam Mahmud efendi już rozpoczynał ceremoniał, a wielki wezyr też już był wstał i miał zacząć namaz, gdy wtem na ulicy rozległ się hałas wszczęty przez konie. Chcąc wiedzieć, co się stało, wyjrzał [wielki wezyr] przez okno, które wychodziło na ulicę, a gdy zobaczył janczaragę, za nim zaś kiahię kapydżych i czawuszbaszego, rzekł
— Przerwij namaz, imamie efendi! Sprawy przybrały inny obrót... -  Potem zacierając ręce zaczął się przechadzać.  Tymczasem tamci skierowali się bezzwłocznie ku serajowi i weszli na piętro. Kiahia Ali zaraz wyszedł im na spotkanie, oni jednak, nie wdając się w żadne rozmowy, podążyli prosto do komnaty, w której znajdował się wielki wezyr. Janczaraga zbliżył się [do niego] i ucałował brzeg jego szaty, natomiast kiahia kapydżych i czawuszbaszy oddali mu selam i stali z dala.
— Co nowego? — zapytał [wielki wezyr].
— Najjaśniejszy nasz padyszach jegomość żąda pieczęci monarszej, świętej chorągwi i klucza od Kaaby, które znajdują się pod twoją pieczą — odpowiedział mu zaraz kiahia kapydżych.
— Stanie się, jak mój padyszach rozkazał! — rzekł [wielki wezyr].
Wyjął tedy z zanadrza pieczęć monarszą, a także przyniósł świętą chorągiew i klucz od Kaaby razem ze szkatułką, w jakiej się znajdowały, i oddawszy [wszystko] zapytał:
— Sądzona nam śmierć?
— Nie inaczej! Niech Ałłah nie pozwoli, abyś utracił wiarę! — brzmiała odpowiedź.
— Wola Ałłahowa! — rzekł [wielki wezyr].
Potem kazał rozesłać kobierzec do modlitwy, a gdy tamci wyszli z komnaty, odprawił namaz południowy. [Wszystko to] nie wywarło na nim najmniejszego wrażenia. Zmówił [jeszcze tylko krótką] modlitwę, przeciągnął rękami po twarzy, po czym rzekł do swojego pazia:
— Teraz wyjdźcie, a nie zapominajcie o mnie w swoich modlitwach. Potem własną swoją ręką zdjął z siebie futro i zawój oraz powiedział:
— Niech przychodzą. Ten zaś kobierzec zabierzcie, aby się mój zewłok uwalał w kurzu!
[Kobierzec] usunięto. Kaci weszli, a gdy już przysposobili sznury, [wielki wezyr] własnymi rękami uniósł sobie brodę i, pogodzony z losem, powiedział:
— Tylko dobrze załóżcie!
Ci założyli [sznury] i dwakroć ściągnęli, a wtedy on wyzionął ducha.
Potem zdjęli z niego odzienie i znieśli go do starego namiotu na dziedzińcu seraju. [Tam] go obmyto, owinięto w całun, a wyniósłszy go stamtąd odprawiono nad nim namaz. Następnie wniesiono go z powrotem do owego namiotu, a gdy już leżał w trumnie, kat zdarł mu skórę z głowy. Następnie zwłoki jego pogrzebano na podwórcu świętej dżamii naprzeciwko seraju.
Niech Ałłah będzie miłościwy dla niego!

niedziela, 26 grudnia 2010

N. s. i d. p.

Jakaś mnie chyba melancholia ogarnęła (Pathi od piątku w Edynburgu, ja rezyduję w domu tylko z kotami, które głównie zajmują się spaniem] więc na tej fali wybrałem bardzo dziwny wątek. Nadawałby się raczej na 14 lutego, ale ujdzie i dzisiaj – na Św. Walentego znajdę coś innego. Otóż poniżej znaleźć możemy wybór [nie zdzierżyłem by wypisać wszystkie] jakże pięknych epitetów, którymi Jan Sobieski rozpoczynać zwykł swoje listy do Marysieńki [znaczy się Marii Kazimiery de la Grange d’Arquien czy jak kto woli Marie Casimire de La Grange d’Arquien]. Nasz Jasio wykazał się niezłą inwencją, najbardziej przypadły mi do gustu skróty których zwykł używać. Marysieńka miała pewnie w komnacie tablicę kodów i po otwarciu listu mogła sobie sprawdzić, jak tym razem nazwał ją małżonek.

Królowo Serca, Pani a Dobrodziejko moja.
Najśliczniejsza serca pociecho! [Także jako N. s. p.]
Najśliczniejsza serca i duszy pociecho! [Także jako N.s. i d. p.]
Duszo i serce moje najukochańsze!
Jedyna pociecho duszy i serca mego. [Także jako Jedyna itd.]
Z serca i z duszy najukochańsza Marysieńku!
Jedyne na tym świecie duszy  i serca mego pociechy!
Najwdzięczniejsza duszy i serca pociecho!
Największe i jedyne duszy i serca mego pociechy, najśliczniejsza Marysienku!
Jedyne serca mego kochanie, Najśliczniejsze Marysienku!
Jedyne duszy kochanie, najśliczniejszy serca mego Panie!
Moja śliczna Panno!
Najukochańsze i jedyne serca i duszy kochanie, Najśliczniejsza i najwdzięczniejsza Marysieńku!
Największe a jedyne duszy kochanie, najśliczniejszy serca mego Panie.
Wszystkiego duszy i serca pociechy; Najśliczniejsza Marysienku!
Najwdzięczniejsza duszy i serca mego pociecho, a jedyne ukochanie moje, śliczna Marysieńku.
Jedyna Marysieńku Dobrodziejko Moja!
Wszystkie duszy i serca pociechy, jedyne na tym świecie kochanie najśliczniejsza i najwdzięczniejsza Marysieńku, Pani Dobrodziejko moja.
Moje jedyne serce.

Oktawę z błota wywlókłem

Interesujący przyczynek (acz nader krótki) do liczebności parku artyleryjskiego obrońców Zbaraża w 1649 roku możemy znaleźć w liście kapitana artylerii Adersa, napisanym 28 czerwca 1649 roku w Czołchańskim Kamieniu, a adresowanym do Krzysztofa Arciszewskiego, generała artylerii koronnej. Kapitan informuje w nim o typowych bolączkach wojska tej doby – przede wszystkim o braku pieniędzy na żołd. Artylerzyści wzięli wraz z wojskiem koronnym udział w wyprawie pod oblężony przez Kozaków Międzybuż, jednak z powodu przewagi nieprzyjaciela (pod 40 000 w kupie był) zrezygnowano z próby odsieczy. Oddziały koronne opuściły zajmowany dotychczas Konstantynów i pomaszerowały do Zbaraża. W tym miejscu znajdujemy najciekawszą część listu  - spis dział które kapitan ma pod komendą.
Ze Lwowa wyszło armat oktaw 4, i regimentowych 6 z Panem Podczaszym [Mikołajem Ostrorogiem, podczaszy koronny]. Jam z sobą wziął działo jedno od Kozaków nabyte; item oktawę z błota w Konstantynowie wywlókłem; item Pan Kamieniecki [czyżby Stanisław Lanckoroński, który był wtedy kasztelanem kamienieckim?], co w Ostropolu zdobył od Kozaków 3 regimentowe działka, te z nami idą. 

Nowy/stary gryzoń

Krótka informacja - chomik na który wrzucam swoje pliki oraz materiały źródłowe (acz tylko takie, które nie już są objęte prawem autorskim) zmienił swoją nazwę. Od dzisiaj to:
http://chomikuj.pl/Kadrinazi
[będzie chyba łatwiejszy do skojarzenia]. Dodałem też sporo nowych materiałów - zapraszam do lektury.


Pozdrawiam


Michał 'Kadrinazi' Paradowski

sobota, 25 grudnia 2010

Hufiec ten pięknością swoją zachwycał oczy

Przy okazji poselstwa Czartoryskiego w 1678 roku znajdujemy u Tannera także bardzo interesujący opis jazdy moskiewskiej, która witała Polaków i Litwinów nieopodal Moskwy. Wśród nich widzimy zapewne żilców – charakterystyczny jest opis jeźdźców wyposażonych w  różnokolorowe skrzydła. Oddajmy zresztą głos naszemu specjaliście od bielizny, gdyż bardzo zgrabnie nam to wyłoży:
Pokazały się wkrótce dwa hufy jazdy, w rozmaite ubranej kolory, z mnóstwem trąb i kotłów, te wpośród siebie wzięły orszak poselski. Wodzowie ich siedzieli na dzielnych perskich koniach, z bogatymi rzędami. Gdyśmy się już zbliżali do miasta, alić nowy poczet jazdy uderzył oczy nasze: wszyscy w czerwonych długich szatach, na białych koniach, u barków ich podnosiły się skrzydła w różne malowane kolory. Mieli oni długie kopie; proporce wycinane w kształt smoków powiewały w powietrzu. Hufiec ten pięknością swoją zachwycał oczy; pokazał się nakoniec dworzanin Cara, bogato ubrany i przepyszną otoczony jazdą. Rycerstwo to miało na sobie ciasno opięte karmazynowe żupany, na nich z bogatych materyi ferezye, podszyte sobolami, u szyi klamrami ze złota i srebra zapięte. Ferezye te, odwijały się z prawego boku i zarzucały na plecy, na głowach mieli kołpaki, na wzór infuł, świecące się złotem i drogiemi kamieniami.
Niemniej wspaniałe były rzędy na koniach; od munsztuka bowiem do kulbaki zwieszały się srebrne, niektóre pozłacane, na trzy palce szerokie pięknie wyrzynane łańcuchy, za każdem ruszeniem konia, przyjemne wydające dźwięki. Siodła, kołczany, podkowy nawet, srebrne. Jeźdźcy nietykając prawie ziemi, przeskakiwali z jednego konia na drugiego z letkością i zręcznością podziwienia godną.  

Z lekarzem, kapelanem i praczką

Na przełomie 1677 i 1678 roku król Jan III Sobieski wysłał do cara poselstwo na czele którego stanął Michał Jerzy Czartoryski, wojewoda wołyński. Poseł zabrał ze sobą liczny orszak, który niewątpliwie miał podkreślić rangę i znaczenie wyprawy. Dzięki zapiskom dworzanina Czartoryskiego, Franciszka Tannera, możemy zapoznać się z bardzo ciekawymi detali dotyczącymi poselstwa. Pochodzący z Czech Tanner, mimo niechęci wielu dworzan księcia Czartoryskiego, dzięki wstawiennictwu księżnej otrzymał niezwykle ważną (zważywszy na moskiewskie mrozy…) rolę – powierzono mi dozór nad bielizną całego poselstwa. W zapisach Tannera czytamy najpierw o przygotowaniach: wysłany do Wrocławia, dla skupienia potrzebnych zapasów do oporządzenia poselstwa, podskarbi Księci, Obertyński, powrócił z brykami naładowanymi suknami różnego rodzaju; sprowadził także piękną wyzłacaną karetę, drugą do podróży, i ośm koni Fryzów, i wysypał na to 20 000 złotych polskich. Spędzenie z Lublina i pobliższych miasteczek krawcy, ledwie wydołać mogli; oprócz bowiem mnóstwa służących, chorągiew  z 60 lekkiej jazdy przychodziło ubierać.
Następnie dworzanin opisuje skład poselstwa – liczne towarzystwo które asystowało Czartoryskiemu w podróży. Jako że przepięknie ukazuje to, z jakim przepychem posłowi nasi magnaci, chciałbym wypisać całą listę, tak jak opisał ją Tanner, który zresztą zauważył ile mi pamięć dozwala, położę tu wszystkich imiona.
Poseł.
J. O. Książę Michał Czartoryski, Książę na Klewaniu, Wojewoda Wołyński, poseł wielki, w karecie; siedział z nim Pan Ferendini, doktór medycyny z Lublina, Florentczyk rodem, już to dla zdrowia, już dla rozrywania wesołością swoją Książęcia, do tej drogi przybrany. Wielebny Ksiądz Tomasz Zwan Dominikan, Kapelan dworu, ze sługą swoim, jechał osobnym pojazdem. Za nim Pan Kaznowski, dowódca husarzów, w lekkim parakonnym wózku; masztalerze, dwa inne konie prowadzili za nim.
Szło za nim towarzystwo Polskie, hojnie podejmowane od Książęcia, siadające nawet do stołu jego. Ochotnicy w niem honorowi. Panowie – Oborski, Olencki, Tynicki, Sokołowski, Kobyliński – każdy z nich miał sześć koni i trzech służących.
Dowódcy Hussarów , Panowie – Chrynicki, Menżyński, Sołohub, Sawicz, Portante – z tych każdy tyle miał koni i sług na ile go stało [było stać].
Przedniejsi Urzędnicy Dworu:
Pan Podwojewodzy Bujnowski, Marszałek dworu, siwizną, roztropnością i powagą swoją szanowany.
Gumowski Sekretarz.
Józef Jasilkowski, Koniuszy.
Jan Obertyński, Podskarbi i przełożony nad dworzanami.
Jan Radzimiński, Koniuszy honorarius.
Goliński Kuchmistrz.
Zwyczajni Urzędnicy Książęcia:
Panowie – Zbrożek, Olszewski, Dombrowski, Łuba, Szachulski, Sadowski, Łuskina. Za nimi ja, Bernard Leopold Franciszek Tanner, dworzanin Książęcia Niemiecki. Dano mi do wyboru, jechać albo na wozie albo na koniu książęcym.
Pokojowi Książęcia - Pan Alexander Kościński Pisarz, Czudenowicz Rachmistrz, Szymanowski, Zieliński, Kamiński, Niedzwiecki, Gnoiński – każdy z dwoma końmi i służącym.
Inni Dworscy – Panowie Karski, Drewiński, Oledzki, Wielkowolski – każdy z jednym koniem bez człeka [bez sługi]
Mechanicy [to słowo było chyba raczej dodane w późniejszych edycjach] – Joannes chirurg, Klemens kredencerz, Jan krawiec, Stanisław cieśla, Kazimierz piwniczny.
Jedna tylko kobieta praczka i żona woźnicy. Trzech trębaczy ze sługą, Kapitan i 60 dragonii [zapewne to jest owe 60 lekkiej jazdy o której wspominał wcześniej. Szły za nimi liczne bryki ze sprzętami i potrzebami dworu całego. Między temi były dwie poszóstne [zaprzężone w sześć koni] karety, cztery poszóstne karawany, ogromne wozy z kuchnią, piwnicą [chodzi oczywiście o zawartość tejże], etc. Ośm koni podwodnych; ośm innych z Fryzyi sprowadzonych, idących luzem. Do każdego pojazdu przeznaczeni byli hajducy, silne chłopy, po złych drogach w dzień i w nicy szerokimi plecami swemi podpierający karety. Cały nasz dwór, z osobami które w Litwie przybyły, liczyć się mógł na 1500 osób [sic!]. Tym wszystkim co Sobota wypłacany był żołd, strawne i furaż na konie.
To ‘wędrujące miasto’ puściło się w drogę 11 lutego 1678 roku. Ze zrozumiałych względów podróż zabrała sporo czasu, po drodze dołączył zresztą i drugi poseł, wojewoda połocki Sapieha  – 3 kwietnia, po Mszy śpiewanej, połączone poselstwa opuściły Litwę i wkroczyły na teren Państwa Moskiewskiego.   17 maja udało się dotrzeć do Moskwy – acz opis poselstwa na terenie państwa carów zostawimy na kiedy indziej…