środa, 8 grudnia 2010

Która chorągiew po której ma iść - cz. V

Bardzo ciekawy spis pułków kozackich dostarczony na dwór polski 7 stycznia 1650 roku. Podaję za: Stanisława Oświęcima Dyaryusz 1643-1651, Krakow 1907, str.213-221  - kto ciekawe może znaleźć w necie i poczytać spis sotni który tu pominąłem. W nawiasach dodałem częściej spotykana wersje nazw pułków i nazwisk pułkowników.

Najpierw nazwa pułku, po myślniku pułkownik i liczebność jednostki: 

białoczerskiewski (białocerkiewski) – Michajło Chromyka (Michał Hromyka) - 2990 
bracławski – Daniło Nieczaj - 2662 
czehryński – Bohdan Chmielnicki - 3220 
czerkaski – Jaśko Woroniczenko (Jakow Worncznenko – zginął pod Beresteczkiem) - 2996 
czerniechowski (czernihowski) – Martyn Nebaba - 998 
humański – Jusyff Hłuch (Osip Głuch)- 2977 
kalnicki – Fedorenko - 2050 
kaniowski (kaniewski) – Semen Sawicz -  3167 
kijowski- Anton Zdanowicz (Żdanowicz) - 2002 
korszynski (korsuński) – Łukian Możyra (Mozyra) - 3470 
kropiweński – Filon Dzadzały (Dziadziały) - 1993 
mirhorodzki – Matwiej Hładki - 3009 
niżyński – Prokop Szumelenko - 991 
perejasławski – Fesko (Fedor) Łoboda - 2986 
przyłucki (pryłucki) – Tymafyj Nieczaj - 1996 
pułtawski (połtawski) – Matwiej - 2970 

razem 40 477 Kozaków

wtorek, 7 grudnia 2010

Aby było zdrowe powietrze i grunt nie był mokry

Kilka dobrych rad autorstwa Józefa Naronowicza-Narońskiego w kwestii stawiania obozu wojskowego. Porady na tyle dobre, że mogą się przydać i na letnim kampingu (no może uważajcie z padliną) – to tak dla oderwania się od zimowych klimatów za oknem.
Woda. Aby obóz miał wody dostatek, żeby się jej nie przebierało, możnali rzecz przy portowej rzece stać, gdzie by nie tylo lądem, ale i wodą żywność do obozu prowadzono.
Lasy. Lasu aby było dostatek i chrustu tak dla warzenia jeść i pieczenia chlebów, etc., tak dla ogrzania się i suszenia, tak dla budowania bud, stajen, salaszów, ale też i dla budowania mostow, łodzi i inszych machin wojennych.
Pasza. Pasza aby była dla wygonu na konie wczesna na tak wiele szkap w obozie będących, rudowiny się strzedz.
Suche miejsce. Grunt i miejsca do stanowienia obozów aby nie był mokry, hlejowaty, błotnisty, ani też piaszczysty, bo tak błoto (które najprędzej w obozie jako i w mieście rozdepcą) jest ludziom i koniom przykre, jako niemniej piasek, co będzie oczy wyjadał i w piersiach dusił ustawiczną kurzawą przez wzruszenie wielu ludzi jeżdżących i chodzących. Także żeby też ziemia była do okopania sposobna, bo z piasku wał nie będzie. O darn też do darnowania wały aby nie trudno było.
Bez gór i dołów.  Żeby gór nad obozem, z których by nieprzyjaciel ludziom szkodził, aby nie było i parowów szkodliwych, aby się nieprzyjaciel pod obóz nie szańcował i nie skrawał dolinami, ale równo wyniosłe miejsce ma bydź sposobione obozowi.
Aby było zdrowe powietrze. Żeby nie stawiać obozu w zapadłym miejscu między przyległymi górami i lasami, bo by wiatr nie przewiewał   obozu i aeru zdrowego powietrza położenie miejsca to nie miałoby. Także strzedz przy błotach, bagnach i rudowinach obozu stawiać, z których, jako i ze wszytkich wyższych przyczyn, nie mając luftu zdrowego snadniej by się obóz zapowietrzył. Zaś w obozie tego przestrzegać, aby wszelkie trupy i ścierwa zdechlin zakopywano za obozem. Osobno na to chłopów kilkaset mieć do tego jako i do innych posług obozowych robót.

Śniegiem przyprószony...

Tym razem słów kilka organizacyjnie, bo padam po marszu przez połowę Glasgow do domu (zima zaskoczyła drogowców, skąd my to znamy...) i nie mam głowy do siedzenia w książkach.
Udało się niedawno przekroczyć magiczną jak dla mnie liczbę 250 wpisów - chyba całkiem niezły wynik na blog który istniej zaledwie kilka miesięcy. Bardzo się też cieszę, że mam już 31 obserwatorów - witam i dziękuję wszystkim Czytelnikom! Welcome and many thanks to all Readers of this blog!
Być może czeka mnie niedługa pewna przerwa w pisaniu, planujemy bowiem z moją Lepszą Połową przenieść się do Edynburga (trzymajcie kciuki), więc będą wtedy ważniejsze sprawy niż rajtarzy, pikinierzy i szmatki króla Władysława. Póki co jednak wciąż będę działał na moim blogowym poletku. Jak zwykle wszystkie komentarze i sugestie mile widziane.


Kłaniam się i pozdrawiam


Michał 'Kadrinazi' Paradowski

sobota, 4 grudnia 2010

Aksamity króla Władysława

Król Władysław IV nie tylko bawił się w wojnę na dużą skalę, ale i ubrać się zacnie lubił, jego komora szatna pełna była dóbr wszelakich i to najwyższego gatunku. Poniższy krótki spis to Rachunek Bławatów danych P. Sebastianowi szat nemu, które brał do pościeli na wesel J.K.Mci (z Cecylią Renatą) z sklepu Wincent. Barsottego w Krakowie. Zobaczymy że król potrafił wydawać pieniądze nie tylko na lud ognisty tudzież rajtarię zbrojną…  Pisownia XIX-wiecznej kopii z drobnymi zmianami.
Die 12 Marii r. 1637.
Łokci 202 i pół atłasu karmazynowego  lukieskiego – 1080 zł
Łokci 93 i pół atłasu karmazynowego florenckiego – 654 zł. 15 gr.
Łokci 234 i trzy czwarte kitajki karmazynowej dupli  - 1252 zł.
Łokci 100 i jedna druga axamitu karmazynowego florenckiego – 1507 zł. 15 gr.
Łokci 68 axamitu karmazynowego lukieskiego – 884 zł.
Die 26 Julij r. 1637.
Łokci 95 axamitu karmazynowego florenckiego – 1425 zł.
Łokci 91 axamitu karmazynowego lukieskiego – 1183 zł.
Łokci 225 i jedna druga adamaszku karmazynowego genueńskiego – 1659 zł. 5 gr.
Łokci 17 kitajki szkarłatnej dupli – 90 zł. 20 gr.
Łokci 13 kitajki lazurowej dupli – 56 zł. 10 gr.
Łokci 61 i trzy czwarte canavazzy czarnej neapolitańskiej  - 401 zł. 11 gr.
Łokci 40 canavazzy czarnej neapolitańskiej  - 208 zł [ta i powyższa różniły się ceną za łokieć]
Łokci 168 i jedna druga terzanelli czarnej wązkiej – 808 zł. 5 gr.
Summa 11281 zł. 21 gr.
Dla porównania – husarz kwarciany w tym okresie otrzymywał 40 zł/kwartał (czyli 160 zł żołdu rocznego). Ot, taki wpis-śmiesznostka…

piątek, 3 grudnia 2010

Trupem go położył na miejscu

Tym razem powiastka o człowieku który lubił strzelać z pistoletów, acz nie zawsze wychodziło mu to na zdrowie. Gdy Gustaw II Adolfa planował otworzyć ‘drugi front’ do walki z RON, wysłał w styczniu 1630 roku do Moskwy szkockiego pułkownika Alexandra Lesie [znanego jako A. Leslie Młodszy lub Sir Alexander of Auchintoul, by odróżnić od bardziej znanego Alexandra Leslie, Earla Leven] by szkolił moskiewskich żołnierzy. Leslie był doświadczonym oficerem, służącym poprzednio w armii szwedzkiej w czasie wojny pruskiej. Szkot wziął się raźno do tworzenia regimentu ‘na modłę zachodnią’ u naszych wschodnich sąsiadów, a gdy wybuchła tzw. wojna smoleńska dzielnie walczył przeciw Polakom i Litwinom na czele swoich piechurów. Leslie nie był jednak człowiek łagodnych obyczajów, do tego mając pod komendą wielu Anglików doszła do głosu animozja odwiecznych przeciwników. 12 grudnia, w asyście Szeina i kilku innych oficerów objeżdżał pobojowisko zasłane moskiewskimi trupami – efekt nieudanej próby przebicia się przez otaczające armię Szeina siły RON. Od dłuższego czasu Szkot miał zatargi z angielskim podpułkownikiem Thomasem Sandersonem, a nieudany przebieg starcia był kroplą która przelała czarę. Cytując za Dariuszem Kupiszem [Smoleńsk 1632-1634 – polecam, bardzo interesująca lektura, jedna z lepszych pozycji z serii Historyczne Bitwy]:
Nagle Lesley [spotyka się różnorodny zapis nazwiska pułkownika – K.] odwrócił się do Sandersona i zakrzyczał „To twoje dzieło, ty dałeś znać królowi [Władysławowi IV – K.], że nasi pójdą do lasu”. „Łżesz, zdążył odpowiedzieć Anglik. W tym samym momencie Lesley wyszarpnął swój pistolet z kabury i strzelił Sandersonowi prosto w głowę, zabijając go na oczach oniemiałego Szeina. Co ciekawe, kiedy armia moskiewska kapitulowała i składano u stóp króla Władysława IV sztandary pokonanych regimentów, żołnierze Sandersona złożyli 8 chorągwi angielskich żołnierzy oraz… zwłoki swego zamordowanego pułkownika.
Krewski Leslie tuż przed kapitulacją wdał się w kolejną sprzeczkę. Tym razem jednak trafił swój na swego – adwersarzem Szkota był bowiem francuski pułkownik Charles Hubert (w polskich źródłach spotykamy wersję d’Ebert), dowodzący regimentem rajtarii. Nie wiem niestety o co poszło, panowie wzięli się jednak za pistolety, z tym że to kawalerzysta był szybszy i niegroźnie postrzelił Leslie.
W czasie późniejszego pobytu Leslie w Państwie Moskiewskim jego zamiłowania do strzelania mogło się źle skończyć – został bowiem oskarżony o strzelanie z pistoletu do krzyża w cerkwi. Była to tylko część z oskarżeń jakie religijni sąsiedzi zarzucali pułkownikowi (i jego małżonce, która miała spalić świętą ikonę). Szkocka para uniknęła procesu w bardzo prosty sposób – 18 sierpnia 1652 roku przechodząc na prawosławie. Leslie cieszył się bowiem łaską cara, który nie chciał tracić tak doświadczonego oficera. Szkot już z nowym imieniem (Abraham) i w randze generała walczyć będzie w 1656 roku pod Rygą, próbując wyrwać ją z rąk żołnierzy Karola X Gustawa. Ech, dziwne koła zatacza czasami historia… 

czwartek, 2 grudnia 2010

Która chorągiew po której ma iść - cz. IV

Kolejny raz  lisowczycy (ich pułki są takie wdzięczne do opisania), tym razem wspierający w okresie 1616 - 1618 wyprawę królewicza Władysława Wazy na Moskwę. W pułku mamy początkowo swoiste bezkrólewie, wszak słynny pułkownik Lisowski zmarł 11 października 1616 roku. Początkowo (październik 1616 – marzec 1617) dowodził Krzysztof Chodkiewicz, chorąży litewski. Po negocjacjach z hetmanem Chodkiewiczem żołnierze zgodzili się, by nowym dowódcą został Janusz Kiszka. Nie objął on jednak swojej komendy, od maja 1617 roku na czele lisowczyków widzimy pułkownika Stanisława Czapińskiego. Zginął on jednak w 1618 roku w starciu z podjazdem moskiewskim skrytym muszkietowym strzałem rażony, runął z konia w oczach swych towarzyszów i jego miejsce jako pułkownik zajął Piotr Kopaczewski.
Pułk miał się składać 10 chorągwi i miał liczyć niemal 1000 koni (chociaż brał żołd za 2000 lub 3000 koni, zależnie od tego jak wysoki żołd – 15 lub 10 zł – lisowczykom liczono). Podział pułku na roty:
1. ‘Czarna’ chorągiew (pułkownika)
2. ‘Czerwona’ chorągiew (II rota pułkownika)
3. Piotra Kopaczewskiego
4. Korsaka
5. Lisowskiego
6. Molenickiego  (Molenckiego)
7. Mrozowickiego
8. Pleckiego
9. Walentego Rogawskiego
10. Świdnickiego (Kozacy dońscy)
Pułk nie tylko brał udział w małej wojnie, widzimy go bowiem także w czasie szturmu armii królewicza na Moskwę.


środa, 1 grudnia 2010

Szkaradną śmiercią publicznie pokarani

W okresie 1612-1614 na ziemie Rzeczpospolitej padła plaga niepłatnego wojska, które nadciągnęło z terenów moskiewskich i nielitościwie zaczęło łupić własnych ziomków. Dawni żołnierze Zborowskiego (w województwie ruskim), Sapiehy (w okolicach Brześcia Litewskiego), Litwini walczący pod Chodkiewiczem w Inflantach i Moskwie (w okolicach Wilna) i koronne oddziały walczące pod Smoleńskiem (te dotarły aż w rejon Bydgoszczy) stały się  straszliwym utrapieniem dla okolicznej ludności, wszak żołnierze ci przywykli do nader swobodnego życia i rabunków z terenów moskiewskich. Stopniowo skonfederowane oddziały  były jednak spłacane, część wzięła nawet udział pod koniec 1614 roku w kolejnych walkach przeciw siłom moskiewskim. Oczywiście jednak nie ze wszystkimi dało się sprawy załatwić polubownie. 13 sierpnia 1614 roku hetman Stanisław Żółkiewski wydał w Barze proklamację do owych swawolników, w której czytamy dochodzi mię, że się jakieś swawolne kupy po państwach Rzeczypospolitej włóczą, mianowicie po Wołyniu, bełzkiej i chełmskiej ziemi, mną się odzywając, o których na Niewinem; i jeśli tak jest, że się w tych kupach bawicie włóczęgami swemi, ludziom przykrość i złość czyniąc, napominam was, żebyście się zarazem rozeszli, tego zbierania kup niepotrzebnych zaniechali; a jeślibyście tak upornemi byli, żebyście temu napomnieniu memu nie chcieli dać miejsca, życzę tego i wszech wobec wmciów proszę, osobliwie ichmciów panów starostów, którym to Rzeczypospolita w ręce dała, abyście wmciowie przeciwko tym swawolnikom jako nieprzyjacielom Rzeczypospolitej postąpili wedle tego jako konstytucja koronna uczy.
Być może apel hetmański podziałał na niektórych swawolników, jednakże już w maju 1615 roku Żółkiewski musiał stanąć na czele ekspedycji przeciwko wciąż pozostającym w kraju maruderom, których sejmową uchwałą, czci odsądzono. Owi nieszczęśni wywołańcy mieli być w owym czasie zmorą ludności, łupiąc tak miasta jak i wsie, nie słuchając apelów królewskich i hetmańskich, nie uznając żadnej władzy nad sobą. Poczęli się do kupy zjeżdżać, wojsko zbierać, majętności szlacheckie najeżdżać, plądrować, naostatek o zdrowiu jego mci pana hetmana koronnego jęli przemyśliwać. Żółkiewski postanowił więc uporać się z nimi ostateczną metodą. Jak napisał w liście do króla aż za perswazjami i prośbami moimi, pp. rotmistrzom daniem pieniędzy ad kationem, skupiło się kilka rot jako to w nagłym czasie; przyjąłem też piechoty trzysta, sto koni kozaków, kilkadziesiąt Walonów i jutro w imię pańskie wychodzę przeciwko tym swawolnikom. Już atak straży przedniej hetmana – sto kozaków i inszych ludzi -  zaskoczył nieprzygotowanych maruderów.  Żołnierze z  podjazdu hetmańskiego przy przeprawie przez Bug bili, siekli, topili i sześć żywcem z pułku samegoż Karwackiego, który się Śliźem zowie, znacznych towarzyszów przywiedli. Ci tedy pojmani, między któremi był Zaleski banit; gdy ich pytano na co się tak buntują? powiedzieli: Mieliśmy w Polszcze nabroić wiele złego, a potym ujechać do Węgier, albo do Turka.
Zdecydowana akcja Żółkiewskiego zaczęła przynosić taki efekt, że część spośród swawolników postanowiła opuścić swego przywódcę i przejść do hetmana. Dobrzyński niejaki z kilkadziesiąt koni ma do mnie przyjechać i przysięgę uczynić. Niemcy też których tam przy nim siedemnaście i ci wskazują, że chcą przyjechać do mnie. 7 maja 1615 roku kupa swawolna Karwackiego splądrowała Pokroj, należący do rodziny Chodorowskich, gdzie mimo że szlachta stawiała opór dwór ostatecznie wyłupiono. Dziesięć dni później jednak maruderzy zostali rozbici – rozgromił jegomć pan starosta wieluński z chłopy: siła pobitych, także pojmanych, i niemało się ich też rozpierzchło. W ręce hetmana wpadli oficerowie – litewski kniaź Borowski (który był porucznikiem roty samego Karwackiego), rotmistrzowie Kącki, Skipor , Kardaszowicz i inszych rotmistrzów i towarzystwa niemało.
Sam Karwacki został złapany we Lwowie, do którego dotarł incognito. W ręce urzędników wydał go zresztą jego sługa. Król, na wieść o pojmaniu przywódców, posłał do jegomci starosty lwowskiego mandat, aby byli taką szkaradną śmiercią publice [publiczne] pokarani. Opis kaźni jest dosyć przejmujący, pozwolę sobie go tu jednak zacytować in extenso.
Naprzód Karwackiego przywieziono na kolesie na plac; pojrzy, ano pal okrutny leży i inszemi przyprawami, na którym miał odpoczynąć: począł sobą trwożyć, westchnąwszy rzekł: O mój Boże! Na taką żem ja to śmierć okrutną zarobił? Takąż to rycerską śmiercią z tego świata zchodzę? Nikt mi nie krzyw, za moje ciężkie grzechy Bóg mię mój karze. A pojrzawszy po ludziach, zawoła: Wy ojcowie i matki karzcie się mną, a chowajcie w karności syny swoje.  Jam się nie w poślednim domu urodził, wychował, aż do żołnierskiej nieszczęśliwej przyszło, w której się wszystkie zbrodnie niecnotliwe wypełniły, i te mię teraz z świata gładzą.
Po tym go katowie wzięli, na ziemię położyli, on okrutny pal weń wbijali. W tym zawoła na spowiednika: Ojcze przebóg dyabli mi przeszkadzają. A spowiednik na wszystek lud zawoła: Wszyscy najświętsze imię Jezus wołajcie. I krzyknęli wszyscy głosem wielki: Jezus! Jezus! Aż miło było słychać on głos straszliwy. I tak Karwackiego z palem podniesiono na jednej stronie miasta Lwowa.
Kąckiego na drugiej stronie miasta także na pal wbito.
Skipora na trzeciej stronie miasta ćwiartowano.
Kniazika Borowskiego na czwartej stronie także ćwiartowano.
W tydzień po tych, szesnaście towarzyszów ścięto, drudzy jeszcze siedzą.
Jak widać zalecenie królewskie wypełniono co do joty…