środa, 8 września 2010

Wychylili puchar śmiertelny...


Po raz kolejny sięgamy do kroniki Silahdara Mehmeda agi z Fyndykły, tym razem swym barwnym językiem opisze nam on klęskę wojsk tureckich w drugiej bitwie pod Parkanami w 1683 roku. Zobaczmy gdzie, według tureckiego kronikarza, leżały przyczyny porażki… Tłumaczenie i wszystkie komentarze autorstwa Zygmunta Abrahamowicza.

Nazajutrz, w sobotę dnia siedemnastego wspomnianego miesiąca, nieprzyjaciele wiary — giaurzy hołdujący złym zasadom — ustawili w szyki swoją piechotę i jazdę, rozlokowali działa szahi i sięgając prawym skrzydłem rzeki Dunaju, zaś lewym skrzydłem rzeki Hron, dumnie i z jak największym spokojem przemierzyli i przeszli całą ową bezkresną równinę. Wojska muzułmańskie także ustawiły się w ordynku, ale gdy wzniosły okrzyk: „Ałłah akbar!" i miały uderzyć w [samo] serce nieprzyjaciela, giaurzy rozstąpili się na dwie strony, a potem — niczym rozerwana toń morska — znów zwarli szeregi. Zastępy muzułmańskie znalazły się pośród niezliczonej rzeszy wojsk nieprzyjaciół wiary. Nikczemni giaurzy szczelnie je otoczyli z czterech stron oraz rozpętali bitwę, aż wojskom muzułmańskim zabrakło w końcu sił do walki, aż zatrzęsły się pod nimi wytrwałe nogi, aż się rozsypały i rozpierzchły, a gdy każdy z nich uciekał w inną stronę, zostały do cna rozbite i rozgromione.

Ci z jazdy, którzy mieli konie silne i wytrzymałe, rzucili się do ucieczki bądź to ku rzece Hron, bądź też w stronę Ostrzyhomia, ale ten niegodny zamiar sprzeczny był z wyrokiem Ałłaha, więc kilka tysięcy muzułmańskich gazich wypiło tam wino śmierci męczeńskiej. Tysiące innych, zapomniawszy o rozwadze i stateczności, dotarły do mostu ostrzyhomskiego. Najpierwszy zaś ze wszystkich zjawił się tam serasker wezyr Kara Mehmed pasza z pewną liczbą rozgromionego wojska. Złączywszy łodzie wspomnianego mostu przedostał się on na brzeg rzeki, potem zaś, znowu rozbiwszy ów most, przybył pod zamek Ostrzyhom i wjechał do niego.

Rozgromieni gazijowie muzułmańscy, jacy przybyli do przyczółka mostu później, znaleźli go więc zniszczonym. Piechota i jazda skoczyła zatem w wody Dunaju, ale na tysiąc ludzi jeden tylko wychodził cało, reszta zaś potopiła się i po-ginęła. Ścigający ich giaurzy siedzieli im [po prostu] na karku. Gdy uderzyli i przypuścili szturm na gazich muzułmańskich, których znaleźli na brzegu Dunaju, przeważna część tych mimo wytrwałej walki poległa męczeńsko i poszła do najwyższego nieba, a wielu dostało się do niewoli.

Dereszowata klacz pod bejlerbejem sylistryjskim wezyrem Mustafą paszą z Mi-tyleny została raniona i runęła na ziemię, a wtedy ten we dwójkę z namiestnikiem siwaskim Binamaz Chalilem paszą dostał się jako jeniec w ręce hetmana lwowskiego, który przybył tutaj z wojskiem polskim. Bejlerbej bośniacki Chy-zyr pasza utonął w Dunaju. Bejlerbej karamański Bośniak Sziszman Mehmed pasza na brzegu Dunaju spadł z konia, ale się nie poddał nieprzyjacielowi i walcząc poległ męczeńsko. Zaimów zaś i posiadaczy timarów, którzy tam wypili i wychylili puchar śmiertelny, było bez liku.

Słowem, na brzegu Dunaju jedni muzułmańscy gazijowie dostali się do niewoli, innych posiekano szablami, jeszcze inni, ugodzeni kulą armatnią bądź muszkietową, męczeńską śmiercią swoją złożyli świadectwo [prawdziwości swej wiary]. Od krwi, która spłynęła do Dunaju, wody jego w jednej chwili zmieniły się do niepoznaki. Tylko nieliczna garsteczka znalazła drogę prowadzącą do ocalenia. Jednakże gdy część uciekła w kierunku zamku Novigrad, przeklętnicy i nieszczęśnicy odcięli im drogę, więc ci, którzy przeprawili się przez bród na rzece Hronie, również w większości zginęli.

Kiedy zaś nikczemni giaurzy zjawili się pod palanką Parkany, oblężeni muzułmanie poddali się, ci jednak, nie zważając na kapitulację, podpalili [palankę] z czterech stron. Parę tysięcy mężczyzn i kobiet, jakie się tam znajdowały, spłonęły wówczas i zginęły wśród lamentu i jęków, a dymy [pożarów] buchały tam aż do niebios.

To, co się tam stało, było spowodowane niefortunnym pociągnięciem, którego źródło tkwiło w niefrasobliwości wspomnianego serdara. Serasker bowiem, wezyr Kara Mehmed pasza, samolub i zarozumialec, Turek nieoświecony i głupi, okrut-nik i tyran, człowiek bezlitosny i tępy, który do swoich urzędów doszedł poczynając od służby jako odabaszy bostandżych, przez to, że uciekł jako pierwszy, a potem zburzył most, stał się winny przelewu krwi tylu tysięcy ludu mahometańskiego.

Natomiast bejlerbej rumelijski Chodżazade Arnawud Hasan pasza, straciwszy w walce konia, wlazł przynajmniej na wóz i w ten sposób dokazywał cudów [waleczności]. [Potem] porzucił on swego serdara Kara Mehmeda paszę, a zjawiwszy się w południe w obozie wojsk, odbył spotkanie z wielkim serdarem i opowiedział mu, co się wydarzyło.

— Błędów w walce nie popełniono, nie utrzymano się zaś z powodu ogromu i liczby nieprzyjaciół wiary. Taka po prostu była wola Ałłaha! — powiedział.

Dzisiaj tudzież dzisiejszej nocy powracało i dołączało do obozu wojsko, które zaznało tej porażki — gołe, spłakane, w strasznym stanie, przeważnie bez koni i w ranach.

Ekstraordynaryjne poczty do obozu przysłali... - cz. V


Spis poniższy dotyczy wojsk, które Tomasz Zamoyski przyprowadził na elekcję w 1632 roku. Wojsko na popis, nie w czasie wojennym, ale wypadałoby opisać ową potężną kupę ludzi wojennych, jest to bowiem piękny przykład ilustrujący jak potężny magnat prezentował się w czasie elekcji. Wojsko mogło się przydać, by fakcye heretyckie i schizmatyckie góry nie brały i nie dowodziły tego czego chciały.

Tomasz Zamoyski przyprowadził ze sobą następujące zastępy:
- osobista świta - 30 ludzi przyjaciół przytym i sąsiad swych z bełzkiej i chełmskiej ziemie
- chorągiew husarii pod Pawłem Słotowskim - 150 ludzi – chorągiew ta opisana jako zaciężna
- chorągiew husarii pod Janem Dzikiem, chorążym bracławskim – 150 ludzi – z sług swych ukraińskich i wołyńskich
- chorągiew kozacka - 100 koni kozaków z młodzią
- chorągiew (dwie?) petyhorców – 200 koni z sług także swych ukraińskich i wołyńskich (…), którzy poczty kozackie zwykli osadzać (czyli wyjątkowo wystawiono ich jako petyhorców – pytanie tylko z jaką bronią drzewcową?)
- piechota 'służała' (zapewne cosik w typie hajduków) - 200
- piechota trybem niemieckim ćwiczona - 800
- dragonia – 100 koni

Co ciekawe, wojsko to zostało rozmieszczone pod Warszawą – ludzie swe wojenne, których w drodze pominął, rozłożył blisko Warszawy po wsiach, w Czerniakowie, Milanowie. Przy sobie 200 piechoty [służałej? – K.]. Dragony i kozaki zostawiwszy, usarska chorągiew zaciągu p. Słotowskiego w Błoniu. Żołnierze ci jednak byli w ciągłej gotowości, wszyscy jednak za oznajmieniem starszych przybywali swego czasu do pana, kiedykolwiek tego potrzeba była. Po elekcji Władysław IV, Zamoyski odbył przed nowym władcą popis swych wojsk. (…) ukazał się Pan Zamojski w polu; wszytkę piechotę swą, którą król sam widzieć jeździł i musztrowanie ich.

poniedziałek, 6 września 2010

Jak pan Tomasz z pana Samuela zażartował…


Przepiękna historia, którą dziś znalazłem w ‘Żywocie Tomasza Zamoyskiego’ pióra Stanisława Żurkowskiego (niech żyją Google Books!). Rzecz miała miejsce (wczesną?) zimą 1626 roku, oczywiście po bitwach pod Gniewem. Hetman Koniecpolski wyjechał do Gdańska, by spotkać się z królem Zygmuntem III. Pod nieobecność hetmana wojewoda kijowski Tomasz Zamoyski przybył z Gdańska do obozu armii koronnej dla przestrzegania rządu dobrego, innymi słowy by pilnować porządku pośród żołnierzy. Wojewoda wziął się pilnie do roboty, straże za światła sporządzone i rozstawione objeżdżał z kilką sług swoich poufalszych, kilka godzin w noc [wytrwały, no ale nie ma to jak się przypodobać władcy – K.]; gdzie porządek i czułość zastawał, chwalił mile, nikczemność i niedbalstwo strofował [od razu kojarzy mi się to z Napoleonem I i jego objazdami obozu – K.]

W czasie jednego z takich objazdów wojewoda tam trafił na jedną chorągiew kozacka pana Samuela Łaszcza [kwarciana chorągiew kozacka, rotmistrza przedstawiać chyba nie trzeba – K.] bardzo ubezpieczoną, że towarzystwo z pachołkami pozsiadawszy z koni, chorągiew [tu w znaczeniu sztandar – K.] w ziemię wetknąwszy, spali snem dobrym na ziemi. Tę chorągiew pan Zamojski cicho przystąpiwszy na koniu wziął [ot figlarz...- K.], a trochę ją od nich uniosłszy, odesłał ją przez swego koniuszego Dziulego Włocha do namiotu. Co sprawiwszy ukazał się swym na miejscu, przykazawszy surowo warcie, aby nie powiadali nikomu, jeśli pan gdzie tej nocy jeździł. Prędko potym przyjachał porucznik z chorążym [być może rotmistrz Łaszcz by nieobecny – K.]. Pan też Zamojski jakoby ze snu ocknąwszy się [przecież pisałem że figlarz...- K.] spytał: jest tam kto? abo słychać co o nieprzyjacielu? wyszedł do nich, którzy gdy rzecz żałosną o tem do pana czynili, że im ktoś chorągiew w polu wziął, powiedził im na to, że i sam bardzo tego żałuję, ale skoro dzień będzie, każe wojsku otrąbić, jeśli kto nie wie o tej chorągwi. Padli zatem oni starsi [oficerowie chorągwi – K.] do nóg i z płaczem prosili, aby im tego wstydu nie wyrządzał, hańby i niesławy u wszystkiego wojska. Kazał w tym p. Zamojski przynieść chorągiew i oddać im, surowie upomniawszy dał łacinę dobrą, aby inaczej w powinności swej na potym poczuwali się, czułości wszytkiego wojska, tudzież sławy i zdrowia JKM. strzegli.

Historia ma swój, smutny niestety, epilog. Najwyraźniej kozacy Łaszcza nie do końca wzięli sobie lekcję wojewody do serca - latem 1627 roku wpadli w szwedzką zasadzkę i utracili sztandar. Jak pech to pech...

niedziela, 5 września 2010

Ekstraordynaryjne poczty do obozu przysłali... - cz. IV


Litewskie poczty prywatne biorące udział w bitwie pod Kokenhausen stoczonej 23 czerwca 1601 roku. Niestety w przypadku pocztów w pułku Chodkiewicza brak danych liczbowych.

W skład pułku Jana Karola Chodkiewicza weszły, liczące po kilkanaście koni, (husarskie?) poczty Benedykta Wojny, biskupa wileńskiego; Aleksandra Chodkiewicza i braci Hołowczyńskich.

W pułku Janusza Radziwiłła widzimy husarski poczet Jana Druckiego-Sokolińskiego, starościca uśniackiego, liczący 6 koni a także kozacki poczet Andrzeja Horwatta, o sile 3 koni.

Z kolei w pułku hetmana wielkiego litewskiego Krzysztofa Radziwiłła Pioruna znajdujemy następujące poczty:
- petyhorców Jerzego Druckiego – Sokolińskiego, starosty uświackiego - 24 konie
- Działkowskiego - 3 konie husarii
- Marcina Giedroycia, starosty Wiłkomirskiego - 3 konie husarii
- Mikołaja Karaczana, chorążego nadwornego litewskiego - 8 koni husarii
- (braci?) Montigajłłów - 4 konie husarii
- Aleksandra Rajeckiego - 8 koni husarii
- Andrzeja Sapiehy -13 koni husarii
- Teodora Lackiego - 12 koni husarii
- Jana Alfonsa Lackiego, podkomorzego wileńskiego - 6 koni kozackich

sobota, 4 września 2010

Zgrupowanie litewskie pod Werkami w 1658 roku


Bitwa pod Werkami, stoczona 21 października 1658 roku, zakończyła się klęską wojsk litewskich, pokonanych przez silniejsze liczebnie siły moskiewskie Jurija Dołgorukiego. Straty zgrupowania litewskiego nie wydają się może zbyt dotkliwe, Poczobut Odlanicki określił je następująco - z naszej kompanij [tu w znaczeniu zgrupowania –K.] ze sto niemal z pod różnych chorągwi wzięto, a drugie tyle pewnie onej młodzi legło na placu i w ucieczce - czyli ok. 100 zabitych i tyluż wziętych do niewoli. Maciej Vorbek-Lettow (podaję za pracą Marcina Gawędy Połonka-Basia 1660, gdyż niestety nie posiadam w zbiorach Skarbnicy... Vorbek-Lettowa) określił z kolei straty litewskie na 50 zabitych. Miarą klęski był jednak fakt, że wśród wielu wziętych do niewoli oficerów litewskich był sam hetman polny Wincenty Gosiewski, pełniący w tym czasie także funkcję podstolego litewskiego. Porażka pod Werkami pogłębiła bowiem konflikt pomiędzy dwoma częściami armii litewskiej, tzw. dywizją prawego skrzydła pod hetmanem wielkim Sapiehą i dywizją lewego skrzydła (którą po Gosiewskim dowodził początkowo Samuel Komorowski a po nim Michał Pac). W obliczu trwającego wciąż konfliktu z Moskwą i Szwecją wpłynęło to bardzo negatywnie na morale i postawę bojową armii litewskiej.
Próbuję aktualnie ustalić, przynajmniej w zarysie, jakie oddziały miał pod swoją komendą Gosiewski pod Werkami. Miało to być 16 lub 18 chorągwi i kompanii jazdy (od 1200 do 1500 żołnierzy). Jednostki, których udział (dzięki stratom, przede wszystkim w kadrze oficerskiej) mogę aktualnie potwierdzić to (po nazwisku porucznika liczba koni stanu etatowego):
- chorągiew husarii hetmana Gosiewskiego – porucznikiem był Kazimierz Chwalibog Żeromski – 200 koni
- chorągiew husarii hetmana Gosiewskiego – porucznik Adam Maciej Sakowicz – 200 koni
- chorągiew kozacka (pancerna) hetmana Gosiewskiego – porucznik Jan Aleksander Ichnatowicz-Łubiański [wpadł do niewoli] – 200 koni
- chorągiew kozacka hetmana Gosiewskiego – porucznik Bogusław Rudomino [zginął] – 200 koni
- chorągiew kozacka (pancerna) ks. Bogusława Radziwiłła – porucznik Aleksander Mierzeński (Mierzyński) [wpadł do niewoli] – 120 koni
- regiment (część?) rajtarii hetmana Gosiewskiego – oberszter Mikołaj Szkultyn (von Schultze von Islitz) [wpadł do niewoli], obersztlejtnant Szulbin – jednostka ta składała się z sześciu lub siedmiu kompanii (100 koni każda). Poczobut Odlanicki napisał dwóch braci zacnych, rodzonych, Rotmistrzów rajtarskich, Panów Szwarzochów, pewnie dobrych mężów, że jeden drugiego salwując obaj polegli. Jeżeli moja interpretacja jest słuszna, byliby to dowodzący dwoma kompaniami Fromhold i Wilhelm Schwarzhoffowie.
- do niewoli dostał się także pułkownik Stefan Niewiarowski. Jego obecność w zgrupowaniu Gosiewskiego mogłaby oznaczać, że jednostki w których był nominalnym rotmistrzem także były obecne. Miał on wtedy w armii litewskiej aż pięć kompanii rajtarii (120, 94, 63, 100 i 92 konie). Być może i pozostałe chorągwie spod znaku hetmana także wzięły udział w bitwie – tatarska pod porucznikiem Dawidem Reyżewskim (200 koni) i dragonia pod Rossellim (200 porcji). O ile jednak udział chorągwi tatarskiej jest prawdopodobny, o tyle obecność dragonii jest wątpliwa. Jak napisał Poczobut Odlanicki sam Pan Hetman za Dołhorukim [chodzi o Jurija Dołgorukiego, dowodzącego armią moskiewską, która miała pokonać Gosiewskiego pod Werkami] ruszył się z wojskiem ku Wilnowi na komissyą, zostawiwszy w Upnikach armatę z piechotami, tylko z jazdą poszedł.
Całość jazdy w dywizji Gosiewskiego w tym okresie to 33 chorągwie i kompanie jazdy:
- 2 chorągwie husarii (obydwie hetmańskie – zidentyfikowane pod Werkami)
- 16 kompanii rajtarii (przynajmniej 5 z nich pod Werkami)
- 10 chorągwi kozackich i pancernych (trzy z nich zidentyfikowane pod Werkami)
- 5 chorągwi tatarskich (być może przynajmniej jednak pod Werkami)
Dzięki zapiskom Poczobuta Odlanickiego możemy zidentyfikować kilka chorągwi które w tym czasie stanowiły część zgrupowania regimentarza Samuela Aleksandra Komorowskiego i z całą pewnością nie walczyły pod Werkami. Były to kozackie chorągwie Michała Paca, Kazimierza Białłozora i samego Komorowskiego. Zmniejsza nam to więc grono ‘kandydatów’ jeżeli chodzi o oddziały które mogłyby towarzyszyć Gosiewskiemu.
Stąd moje pytanie do Czytelników - być może ktoś z Was ma w swoich zbiorach Skarbnicę pamięci. Pamiętnik lekarza Władysława IV autorstwa Macieja Vorbek-Lettowa (ostatnie wydane to bodajże rok 1968) i zechciałby/zechciałaby sprawdzić, czy podał on informacje o innych jednostkach pod Werkami, ewentualnie czy są tam inne informacje które mogłyby uzupełnić powyższe zestawienie? Byłbym niezwykle wdzięczny za pomoc...

piątek, 3 września 2010

Dragonia w bitwie pod Trzcianem w 1629 roku


Bitwa pod Trzcianem stoczona 27 czerwca 1629 roku (znana lepiej pod nazwą bitwy pod Trzcianą lub Honigfelde) to niezwykle ciekawe starcie, które niestety nie ma szczęścia do dogłębnej analizy ze strony historyków. Tak szwedzcy autorzy SK jak i J. Staszewski w artykule z 1937 roku popełnili wiele błędów w swych opracowaniach – niestety błędy te zostały potem powielone w późniejszych opracowaniach. Pisałem już kiedyś na blogu o kwestii liczebności sił sprzymierzonych w tej bitwie, wspominając także o udziale koronnych dragonów w początkowej fazie starcia. Dzisiaj chciałbym przyjrzeć się tej kwestii nieco dokładniej, jako że (jak widać po lekturze bloga) bardzo interesuje mnie historia oddziałów cudzoziemskich w armiach RON.
Niestety próżno szukać wzmianki o dragonach w liście który hetman Stanisław Koniecpolski napisał do Zygmunta III dzień po starciu. Hetman wspomina tylko, że bitwa została stoczona pomiędzy naszą a jego [szwedzką – K.] jazdą, ponieważ piechota [cesarska i koronna – K.] nadążyć niemogła. Niezwykle interesujący opis udziału dragonii w bitwie znajdujemy jednak w Relacji bitwy Trzciańskiej, posłanej od J.Mci P. Hetmana. Pod Nową Wsią, 26 Junii 1629 [jak wskazał Otton Laskowski przy opracowaniu tego tekstu, datowanie jest błędne – relacja pisana była trzeciego dnia po bitwie, czyli winna być datowana na 29 lipca]. Anonimowy, jednak niewątpliwe dobrze poinformowany, autor relacji napisał o akcjach w których wzięła udział dragonia. Początkowo użyto jej do zabezpieczenia przeprawy na rzece Liwiu – Imść Pan Hetman wysłał naprzód dragony, aby pas bardzo ciasny, gdzie i doliny dla zasadzki i fortelów nieprzyjacielskich sposobne, i rzeka była, opanowali. I by byli Szwedom dragoni nasi uprzedzili, bo zarazem nastąpili Szwedowie i z dragonami się strzelali, mielibyśmy niemałą w przejściu trudność. Jak więc widzimy, polska dragonia otrzymała ważne zadanie i napotkała opór ze strony szwedzkiej straży tylnej, którą dowodził margraf reński Otto Ludwig. Dragoni wzięli także udział w walce pod wsią Trzciano, gdy chorągwie kozackie wpadły tam na Szwedów – (…) nasi zapędziwszy się, aż za wieś Trzciany onych [Szwedów – K.] zagnali. Zarazem Imść Pan Hetman chorągwiom kozackim następować więc i dragońskim rozkazał, za któremi rajtarowie cudzoziemscy [cesarscy – K.] pospieszyli. W dalszej części bitwy nie widzimy już dragonów, co jest jednak całkiem logiczne. Na gorszych koniach, nie będąc przecież nawet formacją walczącą konno, musieli zostać z tyłu gdy husaria i kozacy koronni wraz z kirasjerami i arkebuzerami cesarskimi ruszyli w pościg za Szwedami i zaangażowali się w walkę z resztą sił szwedzkich (składających się także wyłącznie z kawalerii).
Kontynuacja… nie pozwala nam niestety zidentyfikować z których jednostek pochodzili walczący w bitwie dragoni. Z pomocą przychodzi nam jednak raport jaki Chemnitz wysłał do Rady Miejskiej Gdańska (dokument ten był użyty jako materiał źródłowy w SK) – czytamy w nim bowiem o udziale w bitwie wojsk określanych jako Butlerischen i Dönhoffischen [podziękowanie dla Daniela Staberga za wskazanie tej informacji!]. Dragoni pochodziliby więc z regimentu Jakuba Butlera – była to dawna jednostka dragonii kwarcianej, którą przeformowano w regiment pieszej. Jednak tak w kampanii 1628 jak i 1629 roku w ramach regimentu działały wciąż przynajmniej dwie kompanie dragonów. Co do żołnierzy Denhoffa, mogli to być muszkieterzy z regimentu Gerharda Denhoffa, ewentualnie (acz jest to mniej prawdopodobne) z regimentu Gustava Sparre, gdzie podpułkownikiem był Fryderyk Denhoff. Jak tłumaczyć ich obecność wraz z dragonami? Mogli to być dragoni wchodzący w skład regimentu G. Denhoffa (w 1628 roku włączono w skład tej jednostki kwarciany regiment dragonii Wintera) lub też grupa muszkieterów została ‘podragoniona’ by szybko przetransportować ją wraz z dragonami na przeprawy.
Udział dragonów w bitwie pod Trzcianem nie był z pewnością kluczowy w polsko-cesarskim tryumfie, jednak wydaje mi się na tyle interesujący (i z reguły pomijany), że warto mu było poświęcić kilka słów. Kto wie, być może uda się kiedyś dotrzeć do większej ilości materiałów źródłowych, które dodałyby więcej szczegółów do powyższych relacji?

środa, 1 września 2010

By Szkoci walczyli za Polskę, jak za swoją drugą ojczyznę


W styczniu 1621 roku, w obliczu zagrożenia tureckiego, Zygmunt III wysłał zaufanego dworzanina, Jerzego Ossolińskiego, do Anglii. Wojewodzic sandomierski miał udać się na dwór Najjaśniejszego Króla i Pana Jakuba, z Bożej łaski króla Wielkiej Brytanii, Francji i Irlandii, obrońcy wiary itd. by przekazać listy od Zygmunta III, opisujące napiętą sytuację na linii RON i Imperium Otomańskiego. Poseł miał omawiać z Jakubem kilka ważnych kwestii politycznych, jednak jednym z najważniejszych aspektów jego misji miała być próba zaciągnięcia żołnierzy na Wyspach Brytyjskich. Plan zakładał aż 8000 piechurów – niestety zaledwie ok. 600 z nich dotarło do Polski, nie zdążyło zresztą wziąć udział w wyprawie chocimskiej. Co prawda przydali się w walkach przeciw Szwedom w Inflantach (piesze roty Astona i Butlera) jednak nie taki był początkowy cel ich zaciągu. Ossoliński otrzymał 25 stycznia 1621 roku w Warszawie dokładne instrukcje poselskie, pozwolę sobie więc zacytować dwa fragmenty z tejże instrukcji, w interesujący sposób opisujące kwestię zaciągu żołnierzy i wsparcia politycznego, jakie Jakub mógłby udzielić Zygmuntowi:
Zgodnie też ze swą łaskawą propozycją niech sprawi W.K.Mość, by Szkoci walczyli za Polskę, jak za swoją drugą ojczyznę, skoro ta ich podobnie jak swych ziomków otacza macierzyńską opieką i popiera. Posiada W.K.Mość w królestwie Wielkiej Brytanii wiele możnych ludzi, wielką ilość ludu odznaczającego się ochotą i tężyzną fizyczną, dysponuje wreszcie obfitymi środkami materialnymi. Niech więc Anglia dostarczy ludzi doświadczonych w sztuce wojennej, Szkocja walecznych, Irlandia odważnych. Niech więc W. K.Mość nie dozwoli im jakby z góry przyglądać się nieszczęściu zagrażającemu sąsiedniemu i złączonemu licznymi więzami królowi i narodowi, niech nie dopuści, by bezczynnie przyglądali się zbliżającemu się powoli ku posiadłościom W.K.Mci niebezpieczeństwu. Zechce W.K.Mość według swego uznania przyjść z pomocą spokrewnionemu ze sobą i sprzymierzonemu władcy i uczynić to w sposób przystojny i chwalebny dla W.K.Mci. Najjaśniejszy zaś król mój, tak w każdej potrzebie nie omieszka czynem zaświadczyć, że jest przyjacielem W.K.Mci, szczerze cieszy się z jego sukcesów i przejmuje się jego niepowodzeniami, jakby swymi własnymi.
(...)
W sprawie zaś zasadniczej używając argumentów dostosowanych do miejsca i czasu postara się skłonić króla Wielkiej Brytanii, by ten zastanowił się poważnie nad możliwością odwrócenia niebezpieczeństwa tureckiego. Wyjawi też poseł przy sposobności zamiar króla polskiego zaciągnięcia żołnierzy w Anglii, Szkocji i Irlandii i poprosi o zgodę króla Wielkiej Brytanii. Poprosi też o udzielenie pomocy w postaci silnego oddziału żołnierzy lub też przyznania pewnej sumy pieniędzy tytułem pożyczki. Gdyby legat króla Wielkiej Brytanii uważał za możliwe nakłonienie cesarza tureckiego lub jego baszów do pokoju, wybada sumiennie, jakie jest w tej sprawie zdanie króla Wielkioej Brytanii i ewentualnie omówi możliwości realizacji tego planu. Wskaże też poseł, że wiele by pomogło, gdyby król Wielkiej Brytanii uznał, że popełnione przez Turcję wobec Polski wiarołomstwo uważa za rzecz dotykającą go osobiście. Zgodne by to było z uczuciem solidarności między książętami chrześcijańskimi, tym bardziej, że jeśli Turek Polsce nie dochowuje wierności, to i inni chrześcijanie mogą się spodziewać tego samego.