Wojskowość europejska XVI-XVIII wieku [dużo], wargaming historyczny [odrobinę], a także co tam mi jeszcze przyjdzie do głowy...
wtorek, 9 maja 2017
Malarze znani i nieznani - cz. LXXIV
Dzisiejszy wpis jest nieco nietypowy, bo to raczej prośba o pomoc w kwestii pewnego obrazu. Bartek (pozdrawiam serdecznie!) podesłał mi zdjęcia zrobione w Muzeum Archologiczno-Historycznym w Elblągu. Niestety (ech te dzieci...) udało mi się je zrobić 'na szybko', nie ma też fotki podpisu obrazu. Jak podejrzewam - wnioskując z tego co mogę odcyfrować - mamy tam przedstawiony wjazd króla Władysława IV do Elbląga w 1635 roku. Bardzo ciekawi mnie, kto i kiedy namalował ten obraz. Być może wśród Czytelników bloga jest ktoś z Elbląga, kto mógłby poratować takimi informacjami? Więcej zdjęć też by się przydało...
poniedziałek, 8 maja 2017
Sztandary, flagi i kornety w 30 tomach
Wspaniałe wieści o tym, że Armémuseum zamieszcza kolekcję rysunków
Hoffmana-Jonssona opublikował jakiś czas temu Vlad Velikanov na swoim blogu. O
tym, że to świetna sprawa, chyba nikomu kto się interesuje tematem nie trzeba
przypominać. 30 tomów z rysunkami sztandarów z kolekcji szwedzkich zdobyczy
wojennych to istny skarb. Olof Hoffman malował je od 1677 roku, dzięki czemu na
wielu z rysunków możemy znaleźć sztandary które nie dotrwały do naszych czasów
(pożary w szwedzkich muzeach pochłonęły sporą część kolekcji). Jako że póki co możemy online znaleźć flagi
cesarskie, duńskie, bawarskie i brandenburskie napisałem do Muzeum pytając o bardziej
swojskie klimaty – polskie, litewskie, moskiewskie i kozackie. P. Karin
Tetteris (yet again, many thanks for prompt answer!) w odpowiedzi poinformowała
mnie, że na dzień dzisiejszy trwają prace nad digitalizacją tomu 20-tego. Jako
że zajmuje się tym jeden pracownik (i to nie w pełnym wymiarze godzin), oznacza
to że sztandary z Europy Wschodniej powinny się pojawić online do wiosny
przyszłego roku. Należy się więc uzbroić w cierpliwość, bo też jest na co
czekać. A póki co i tak jest co podziwiać i ściągać na dysk do dalszego
oglądania i badania…
niedziela, 7 maja 2017
Smutni i w milczeniu
We wczorajszym wpisie obiecałem, że będę kontynuował
historię egzekucji księcia Mustafy, syna Sulejmana Wspaniałego. Oczywiście znów pomocą przysłuży nam nieoceniony
Ogier Ghiselin de Busnecq. Egzekucja została wykonana, ciało zamordowanego
Mustafy – przede wszystkim jako pogróżkę dla janczarów – wystawiono na dywanie
przed namiotem…
Kiedy wieść [o śmierci
i wystawieniu zwłok] rozeszła się po obozie, wszyscy w armii poczuli smutek i
żałość; nikt też nie zrezygnował z okazji by podejść tam i przyjrzeć się temu
smutnemu widokowi. Pierwsi wśród nich byli janczarzy, tak zdumieni i oburzeni
[tym co się stało], że gdyby znalazł się wśród nich przywódca, nie powstrzymali
by się przed niczym. Jednakże ten którego wybrali na swego wodza leżał oto
teraz bez życia na ziemi. Jedyne co mogli zrobić to czekać znieść cierpliwie
swoją żałość. Tak też, smutni i w milczeniu, wielu z nich roniąc łzy, odeszli
do swych namiotów, gdzie w spokoju mogli poddać się żałości na tak smutny
koniec młodego faworyta.
Najpierw ogłosili, że
[sułtan] Sulejman jest zdziecinniałym starcem[1]
i szaleńcem. Potem wyrazili swoje
zgorszenie z powodu okrutnej zdrady macochy[2]
i niegodziwości Rustema[3],
którzy między sobą zgasili najwspanialszy promyk nadziei w domu osmańskim. Spędzili
ten dzień poszcząc, nie tykając nawet wody; niektórzy z nich zresztą nie jedli
i nie pili przez o wiele dłuższy okres
czasu.
Przez kilka dni w
obozie panowała powszechna żałoba, wydawało się że nie ma żadnej szansy na
uspokojenie smutku żołnierzy, dopóki Rustem nie zostanie usunięty z urzędu[4].
Sulejman podjął ten krok, jak się wierzy za podszeptem samego Rustem. Zwolnił
go więc z urzędu i w niełasce odesłał do
Konstantynopola[5].
[1]
Sułtan miał wtedy 59 lat.
[2]
Czyli Roksolany.
[3]
Rustem Pasza, pochodzący z Chorwacji wielki wezyr. To jego wizerunek otwiera
ten wpis.
[4]
Innymi słowy, w wojsku wybuchł bunt.
[5]
Rustem zmarł tam 8 lat później, spędzając czas w błogim luksusie – w czasie
swojego urzędowania zgromadził bowiem ogromny majątek. Już w 1555 roku został zresztą
znów powołany na wielkiego wezyra i piastował to stanowisko aż do śmierci.
sobota, 6 maja 2017
Walcząc o życie i tron sułtański
W 1553 roku, w czasie kampanii perskiej, sułtan Sulejman
Wspaniały nakazał egzekucję swojego syna Mustafy. Cała sprawa odbiła się
szerokim echem, Mustafa był bowiem najstarszym synem głównego odaliski
Mahidervan, czyli następcą tronu. Wielu wierzyło, że za egzekucją stała
ulubienica sułtana, Haseki Sultan Roxelana (Roksolona/Churrem), która chciał
swojemu synowi utorować drogę do tronu. Ogier Ghiselin de Busnecq zanotował
przejmujący opis egzekucji księcia, pozwolę go sobie tu zacytować[1]
- zawsze to jakaś gratka dla miłośników Wspaniałego
stulecia.
Kiedy Mustafa dotarł
do obozu, wśród żołnierzy zapanował wielki niepokój. Przyprowadzono go do
namiotu ojca, a wszędzie tam panował spokój. Na straży nie było żadnego
żołnierza, żadnego adiutanta ni gwardzisty, niczego co mogłoby go zaalarmować i
sprawić że podejrzewałby jakąkolwiek zdradę. Ale w tymże namiocie ujrzał kilku
niemowów – ulubiony to bowiem typ sługi wśród Turków – silnych i barczystych,
którzy jak się okazało mieli być jego katami. Jak tylko [Mustafa] wszedł do
wewnętrznego namiotu, rzucili się na niego, próbując zarzucić mu śmiercionośną pętlę
na szyję[2]. Mustafa,
sam będąc człekiem silnym, walczył i stawiał im dobry odpór – wszak nie tylko o
życie tu chodziło, ale i o jego [przyszły] tron [sułtański]; nie było żadnej wątpliwości,
że jeżeli uda mi się umknąć katom i rzucić się między janczarów, wieści o takim
dyshonorze bowiem ich ukochanego księcia wzbudzą w nich litość i współczucie,
tak że nie tylko go ochronią, ale i [z miejsca] ogłoszą sułtanem. Sulejman wiedział
jak krytyczny to moment, stojąc za ścianą namiotu od miejsca [trwającej
egzekucji]. Kiedy zdał sobie sprawę, że cała rzecz nieoczekiwanie się
przeciąga, zajrzał do namiotu i spojrzał na niemowów wzrokiem srogim i z groźbą
w oczach, jednocześnie zdecydowanymi gestami ganiąc ich opieszałość. Pod
wpływem takich gróźb słudzy nabrali nowej siły, rzucili Mustafę na ziemię,
zacisnęli mu cięciwę na karku i zadusili. Niedługo potem ułożyli jego ciało na
dywanie przed namiotem, tak by janczarzy mogli ujrzeć człowieka którego chcieli
jako swego sułtana.
W jutrzejszym wpisie przyjrzymy się reakcji armii na tak
zdradziecką egzekucję…
czwartek, 4 maja 2017
Po Włosku, po Węgiersku, po Niemiecku...
Dwa lata temu zamieściłem opis wjazdu Elżbiety Habsburżanki do Krakowa w 1543 roku. Królowej jednak szybko się zmarło, zastąpiła ją Barbara Radziwiłłówna (co zresztą wywołało nielichy skandal), ale i ona wkrótce odeszła do Lepszego ze Światów. Kochliwy Zygmunt August znów więc zwrócił się do Habsburgów. Wybór padł na siostrę Elżbiety, Katarzynę. Impreza z roku 1553 była przednia, polska magnateria i szlachta pokazały się jak trzeba. Poczytajmy więc jak to przywitano przyszłą królową w Krakowie...
Etykiety:
Katarzyna Habsburżanka,
zaślubiny,
Zygmunt August
wtorek, 2 maja 2017
From Moscow with love (and 100 cannons)
Stoczona 17 września 1631 roku bitwa pod Breitenfeld była
największym tryumfem Gustawa II Adolfa i jednym z najważniejszych zwycięstw w historii
szwedzkiej armii. Nic więc dziwnego, że wieść o tym zwycięstwie rozeszła się
szerokim echem po Europie. Mało kto jednak pamięta, że w najbardziej uroczysty
sposób uhonorowano zwycięstwo Gustawa II Adolfa… w Moskwie. Poddani cara
celebrowali w ten sposób sojusz moskiewsko-szwedzki, wymierzony w Rzplitą. Moller,
ambasador szwedzki w Moskwie, w taki sposób zachęcał Michała I do hucznej
imprezy: by wróg, to jest polski król,
usłyszawszy [o celebracji] nabawił się wielkiego strachu oraz by jasnym się
stało, jaka przyjaźń łączy nasze dwa kraje.
Impreza naprawdę była udana, miało w niej bowiem brać udział
blisko 60 000 ludzi. 2 listopada
Jego Carska Wysokość udał się z kilkoma tysiącami ludzi poza miasto, gdzie
nakazał oddać tryumfalną salwę ze 100 dział tak w mieście jak i poza nim, by
pokazać jak jego serce uradowała wieść [o bitwie]. Bito w kościelne dzwony,
miały miejsce publiczne modły dziękczynne i specjalne msze. Jak raportował
Gustawowi II Adolfowi Moller, nikt w owym
kraju nie widział do tej pory takiej [uroczystej] parady. Kilka tysięcy
żołnierzy defilowało pod Moskwą, oddając honorowe salwy z dział, muszkietów i
rusznic. Mało kto wiedział jednak, z jakim hukiem miał się już niedługo zawalić
tak uczczony sojusz…
Etykiety:
armia moskiewska,
Breitenfeld 1631,
Gustaw II Adolf,
Michał I
poniedziałek, 1 maja 2017
Nigdy lepiej piechoty i sprawniej nie dawały ognia
19 czerwca 1669 roku „Piast” Michał Korybut Wiśniowiecki
został – dzięki głosom szlachty a raczej wbrew pomysłom magnatów – wybrany na króla
Polski. Dzień później nowy monarcha, zgodnie ze złożonym przyrzeczeniem,
wyjechał do zgromadzonej szlachty, by podziękować jej za głosy. Poczobut
Odlanicki pozostawił nam piękny opis tego popisu:
Dnia 20 praesentis, o
wtórej z południa, w dzień Bożego Ciała, już po obiedzie, wyjechał Król
Jegomość w pole, zastał już województwa i powiaty z chorągwiami w polu stojące,
dziękował tedy Król Jegomość od chorągwi do chorągwi jeżdżąc. Po którem to
dziękowaniu, jęli województwa z powiatami dawać tak porządnie ognia, iż nigdy
lepiej piechoty i sprawniej nie dawały ognia, lubo i tych gwardyj było dosyć,
jednak zagłuszyli to województwa, choć całą noc nie próżnowali w obozach i
taborach swoich, dając do samego dnia ognia bez ustania, że jak w kotle wrzało,
tak oni dziękując Bogu, na wiwat strzelali i każdy nie z dziesiątkami ładunków
przyjechał obywatel, których pospolicie zwykli nazywać u nas pospolitakami
alias wizytkami, a natenczas nazwano zacną kawaleryą polską, czemu się i postronnych
monarchów posłowie dziwili.
Popisówka jakich mało, szkoda tylko że gdy kilka lat później
doszło do wybuchu wojny z Turcją owa szlachta nie była już taka chętna do
sprawnego dawania ognia…
Subskrybuj:
Posty (Atom)












