środa, 7 listopada 2012

Z obowiązkiem stałej służby rycerskiej kozackiej



Szukając czegoś zupełnie innego, bo dotyczącego wojny 1626-1629, znalazłem na stronie AGADu Wpisy dotyczące czterech województw: bracławskiego, czernihowskiego, kijowskiego i wołyńskiego z lat 1569 - 1673 wniesione do ksiąg Metryki Koronnej. Wśród nich kilka perełek – nadania z 1621 roku, które otrzymywali zasłużeni żołnierze. Większość wskazuje na to, że nagrodzeni przeszli w stan spoczynku, np. :

1621.03.27, Warszawa
Nadanie prawem lennym ostrowu Żukowica we włości Domyslińskiej w Ks. Czernihowskim z placem na zamku czernihowskim z obowiązkiem budowy domu na tym placu Piotrowi Kruchelskiemu za zasługi wojenne.

Znajdujemy tam jednak także i kilku, którzy zostali zobowiązani do powinności wojskowej w przypadku zagrożenia:

1621.03.09, Warszawa
Nadanie prawem lennym ostrowu Juriewsczyzny we włości Domyslińskiej w Ks. Czernihowskim z placem na zamku czernihowskim z obowiązkiem stałej służby rycerskiej kozackiej w zamku w czasie niezpieczeństwa Jerzemu Cierpickiemu za zasługi wojenne.


1621.03.09, Warszawa
Nadanie prawem lennym ostrowu Wataykowskiego we włości Domyslińskiej w Ks. Czernihowskim z placem na zamku czernihowskim z obowiązkiem stałej służby rycerskiej kozackiej w zamku w czasie niezpieczeństwa Adamowi Biedrzyckiemu za zasługi wojenne.

1621.03.03, Warszawa
Nadanie prawem lennym sieliszcza pustego Baykowskie w pow. nowogrodzko-siewierskim z placem na zamku nowogrodzkim wraz z obowiązkiem zostania przy zamku w czasie niebezpieczeństwa lub wojny Stefanowi i [brak imienia] Zaleskim za zasługi wojenne.


1621.03.08, Warszawa
Nadanie prawem lennym sieliszcza pustego Szczepowcze z ostrowkiem Zamieyskim w pow. czernihowskim wraz z placem na zamku czernihowskim z obowiązkiem służby rycerskiej kozackiej Iwanowi Wieliczkowi za zasługi wojenne.

1621.02.28, Warszawa
Nadanie prawem lennym derewni Głuchowo w pow. nowogrodzko-siewierskim z placem na zamku nowogrodzkim wraz z obowiązkiem służby rycerskiej w razie niebezpieczeństwa Markowi Kowinskiemu za zasługi wojenne. 

Oprócz marchewki jest jednak i kij – czyli kara za niestawienie się na kampanię:

1622.12.31, Warszawa
Nadanie prawa dziedzicznego do wszystkich dóbr ruchomych i nieruchomych, skonfiskowanych Przyrowiczowi i Zabłockiemu, ziemianom wołyńskim, za to, że nie stawili się na wyprawę chocimską, Wacławowi Żubczewskiemu, horodniczemu wołyńskiemu.
Pan Żubczewski na pewno się nie pogniewał…

Waleczna Irlandka i pies zgon męża zwiastujący



Pozostaniemy w klimatach Wojny o Sukcesję Hiszpańską, a i przy armii brytyjskiej. Irlandka Christian Davies, znana także pod panieńskim nazwiskiem Cavanagh oraz jako Kit Cavanagh i Mateczka Ross (Mother Ross) to niezwykle barwna postać tej wojny. W męskim przebraniu służyła jako dragon w 4th The Royal Regiment of Scots Dragoons (regiment znany później jako Scots Grey), poszukując swojego męża służącego w armii królowej Anny. Walczyła pod Schellenberg (gdzie została ranna) i pod Blenheim. To tam odnalazła swojego męża, Richarda Welsha, służącego w szeregach 1 Regimentu Piechoty (1st Regiment of Foot). Christian (czy raczej Kit, jak była wtedy znana) pozostała jednak w szeregach dragonów, udając że jest bratem Welsha. W 1706 roku  śliczny dragon [to właśnie ona/on na ilustracji] został/a ranny/a w bitwie pod Ramillies i wojskowy lekarz odkrył prawdziwą płeć wojaka. Musiała więc opuścić szeregi swojego regimentu, została jednak przyjęta jako markietanka w regimencie gdzie służył jej małżonek. I tu dochodzimy wreszcie do historii którą chciałem, słowami samej zainteresowanej, opowiedzieć. Richard Welsh poległ, tak jak wielu, wielu jego towarzyszy broni, na krwawych polach pod Malplaquet. Tak oto Christian opisała pewien złowróżbny znak, zwiastujący śmierć jej męża:
Weszłam do lasu, niosąc małe piwo dla mojego męża (…) Mój pies zaskowyczał w bardzo żałosny sposób, co zaskoczyło mnie o tyle, że było to bardzo nietypowe. Stojący obok żołnierz,  załatwiał się [tj. sikał, na wypadek gdyby moje tłumaczenie było niejasne…] i rzekł:
- Biedne zwierzę, rzekłbyś że wie iż gdzieś tam umiera jego pan.
Pobiegłam pomiędzy zwłokami, odwróciłam ponad dwieście [trupów], pośród których znalazłam brygadiera Lalo, sir Thomasa Prendergasta i wielu spośród moich najlepszych przyjaciół, aż natknęłam się na ciało mojego męża, które właśnie ktoś obdzierał [ze stroju]. Na mój widok człek ów odszedł, porzucają swój łup.
Jeżeli zainteresowała kogoś historia Mateczki Ross (wszak nie wspomniałem skąd ten przydomek) polecam lekturę jej przygód, autorstwa Daniela Defoe: Roxana; or, The fortunate mistress: and The life and adventures of Mother Ross. Bardzo ciekawa i pełna anegdot z europejskich pól bitewnych, przybliża też historię brytyjskiej armii na początku XVIII wieku, widzianej ‘od kuchni’.

wtorek, 6 listopada 2012

Have no fear, we know our duty



Dziś coś lżejszego  - anegdota dotycząca anonimowego brytyjskiego regimentu walczącego w bitwie pod Blenheim w 1704 roku. Major tej jednostki traktował swoich żołnierzy z pogardą i okrucieństwem, doszły go więc słuchy że żołnierze mogą z niego uczynić ofiarę ‘friendly fire’. Słusznie bojąc się o swoją skórę (wszak miał mieć za plecami kilka setek strzelców), przed pójściem do ataku na pozycje francuskie stanął przed swoimi wojakami i obiecał, że jeżeli tylko przeżyje starcie, poprawi swoje zachowanie wobec nich. Ktoś z tylnych szeregów miał wtedy krzyknąć:
- Proszę się nie obawiać, znamy swoje obowiązki [czy raczej ‘zrobimy to co do nas należy’ – w oryginale ‘Have no fear, we know our duty’]
Major odetchnął z ulgą i regiment ruszył do ataku. Jednostka dobrze stawała w bitwie, a major nie odniósł żadnego szwanku – ominęły go zarówno francuskie jak i brytyjskie kule. Uradowany odwrócił się by pogratulować (i podziękować?) swoim żołnierzom. Zdjął kapelusz i zaczął:
- Panowie…
W tym momencie z szeregów regimentów huknęło kilka strzałów i major padł bez życia na ziemię. Ciekawe czy nowy major tej jednostki był nieco milszy dla żołnierzy…

poniedziałek, 5 listopada 2012

Morska poczwara kapitana Garsa



Co Gustaw II Adolf ma wspólnego z potworem morskim zapytacie? Najwyraźniej sporo, jeżeli wierzyć jednemu z moich ulubionych XVII-wiecznych kronikarzy czyli biskupowi Pawłowi Piaseckiemu. Otóż wspomina on w swojej kronice o złowróżbnym znaku, jakim było złowienie koło Kalmaru potwora morskiego. Straszliwy ten lewiatan miał bowiem zwiastować wojny do których dojdzie za sprawą Gustawa Adolfa syna karolowego. Oddajmy więc głos biskupowi, niechże opisze poczwarę:
Potwór morski pod Kolmarem złowiony, na półtora łokcia długi, przy którego głowie skrzele podobne było do miecza; na grzbiecie miał jakby trzy groty od dzidy, w pysku dwa zęby słoniowe, a od pępka wyrastała mu stopa ludzka, z temi na boku słowami wyrytemi: biada! biada! biada! tobie człowiecze.
Wspaniały przykład fauny, ciekawe jaki zwierzak dał podstawę plotce? Może jakiś zabłąkany wstęgor królewski? Jakieś pomysły?

niedziela, 4 listopada 2012

Żelazne szpice, kleszcze i roztopione srebro


Dziś wyjątkowo makabryczny wyjątek z relacji polsko-moskiewsko-kozackich w drugiej połowie XVII wieku.  W styczniu 1660 roku w ręce moskiewskie wpadł Daniłło (Daniel) Wyhowski, młodszy brat hetmana Iwana Wyhowskiego.  Jako że na obie się strony i na tę i na ową udawał, na rozkaz cara został skazany na karę śmierci. Opis jest dosyć ponury, ale jako że akurat oglądam ‘Cabin in the woods’ to idealnie wpasowuje się w klimat...
Pasy z grzbietu drzeć, za pazury tak u nóg jako i u rąk żelazne szpice zabijać, na potem żyły pod kolanami przerżnąć a kleszczami wyciągać, tak też i u rąk, na potem rozkazał oczy świdrem wywiercić i uszy, gdzie na potem rozkazał w te dziury w oczy i uszy roztopiwszy srebra nalać; który trup nazad zdrajcom królewskim Kozakom do Chmielniczeńka i do żony onego odesłać.   

sobota, 3 listopada 2012

Niewdzięczna to służba - cz. V



Armię turecką darzę jakimś dziwnym sentymentem, chyba jej koloryt sprawia że lubię o niej czytać i pisać na blogu. Od czasu do czasu użyję więc doskonałej pracy Marka L. Steina Guarding the Frontier. Ottoman Border Forts and Garrisons in Europe by przybliżyć kwestię tureckich sił garnizonowych w europejskiej części imperium.

Na pierwszy rzut turecki garnizon Kanije (dzisiejsza Nagykanizsa na Węgrzech)  w okresie 1627-1628. W przypisach dodałem komentarze, głównie w oparciu o tekst p. Steina:

Cavuş-i divan[1]  - 3
Mehter[2] -  7
Cebeci[3]  - 28
Sekban[4]  - 45
Niewymieniona formacja -  83
Müstahfız[5]  - 87
Topçu[6] -  92
Yeniçeri[7]  -154
Faris[8]  - 625
Azeb[9]  - 752


[1] Dosłownie ‘gońcy’, którzy byli pewnego rodzaju oficerami wysłanymi z dworu sułtańskiego; w czasie wojny mogli obejmować dowództwo nad jednostkami garnizonu.
[2] W tym przypadku nie chodzi o orkiestrę janczarską, a raczej o gońców lub strażników bramy.  
[3] Zbrojmistrze.
[4] Segbani/sekbani, nieregularna piechota.
[5] Z dokładną definicją tej formacji jest problem, najprawdopodobniej zajmowali się naprawą i utrzymaniem fortu, w razie walk mogli jednak walczyć jako jednostka piechoty.
[6] Artylerzyści.
[7] Janczarzy.
[8] Najemna jazda prowincjonalna, np. beszli.
[9] Azabowie.

piątek, 2 listopada 2012

Prace licencjackie i magisterskie - kilka słów wyjaśnienia

Niewątpliwie łechce moją próżność fakt, że dosyć często zwracają się do mnie autorzy prac licencjackich czy magisterskich, którzy natknęli się kiedyś na mój blog. Czasem dostaję maile w związku z konkretnym blogowym wpisem, czasami w związku z jakimś szerszym zagadnieniem. W miarę możliwości staram się zawsze pomóc czy przynajmniej odpowiedzieć na takowe maile, chciałbym jednak wytłumaczyć (na blogu, bo to chyba najlepsza forma) kilka spraw z tym związanych:
- mili Państwo, kategorycznie oświadczam że nie świadczę żadnych usług w zakresie pisania za kogoś prac. Żadna zachęta finansowa czy oferta konia z rzędem nie przekona mnie do zmiany decyzji. Proszę więc takiego typu maili mi nie przesyłać, bo są one poniżej pewnego poziomu i na takowe nawet nie odpowiem
- gros wpisów na blogu celowo nie ma podanych źródeł informacji, kilkakrotnie tłumaczyłem już czym jest to spowodowane. Jeżeli ktoś chciałby w swojej pracy użyć jako odniesienia danego wpisu, proszę się ze mną skontaktować - nie widzę problemu w uzupełnieniu wpisu przez dodanie źródła informacji czy odpowiedniej bibliografii, co uczyni go bardziej wiarygodnym opracowaniem
- [w kwestii którą poruszyła w mailu pani Zuzanna] tak, można używać materiałów które podaję na blogu (w końcu są to darmowo dostępne w internecie materiały), jeżeli jednak już Państwo to robią to poczucie przyzwoitości nakazywałoby w przypisie/bibliografii Państwa tekstu podać link do blog i wpisu z którego dana informacja pochodzi. To samo dotyczy używania materiałów tu zamieszczonych na Państwa stronach czy blogach
- problem zwracania się do mnie  w kwestii udostępniania przeze mnie materiałów z moich zbiorów, to za każdym razem kwestia indywidualna, proszę brać pod uwagę że nie mieszkam w Polsce, więc mają Państwo najczęściej o wiele łatwiejszą drogę przy próbie zdobycia materiałów, przykładowo z AGAD. W miarę możliwości zawsze jednak pomogę lub przynajmniej postaram się skierować na właściwy trop
 - mój aktualny adres mailowy na który można pisać w kwestii pytań, dyskusji czy problemów które Państwa zainteresowały: kadrinazi[at]gmail.com

Serdecznie pozdrawiam
Michał 'Kadrinazi' Paradowski