Wojskowość europejska XVI-XVIII wieku [dużo], wargaming historyczny [odrobinę], a także co tam mi jeszcze przyjdzie do głowy...
wtorek, 21 czerwca 2011
poniedziałek, 20 czerwca 2011
Malarze znani i nieznani - cz. XXIII (uzupełnienie do XXI)
W jednym z poprzednich postów o malarstwie:
nie mogłem odcyfrować cóż też oznaczało określenie ‘waargelders’ w tytule obrazu Paulusa von Hillegaerta. Wiedziałem tylko, że to oddział tych właśnie panów rozpuszczano. Z pomocą przyszedł tu jednak Jerzy Czajewski (pięknie dziękuję!). Okazuje się że mianem tym określano specyficzne jednostki garnizonowe w armii Zjednoczonych Prowincji. Oddziały te cykliczne rozpuszczano i znów zaciągano, w ich skład wchodziło wielu weteranów czy inwalidów, mogły jednak służyć jako uzupełnienie jednostek armii polowej. Uzupełniam więc cykl o tą ciekawą informację, a także o fragment obrazu ukazujący zwijany oddział garnizonowy.
Etykiety:
armia niderlandzka,
malarstwo,
Pauwels van Hillegaert
niedziela, 19 czerwca 2011
Modę swawolnych żołnierzy naśladują
Kolejny fragment dzieł Szymona Starowolskiego, tym razem dotyczący strojów. Rzecz bardzo ciekawa, bo ukazująca wpływy różnych nacji z którymi przyszło nam wojować, a także mówi nam o tym, jak moda ‘wojskowa’ wpływała na ‘cywilną’:
Zagraniczne [stroje] atoli szczególną cieszą się u szlachty popularnością; żołnierze zaś najbardziej owej różnorodności strojów są sprawcami. Tak więc, gdy wojna była między nami a Moskwą [chodzi o okres Smuty], tej ostatniej zwyczajem nosiliśmy szerokie i wydłużone kiereje, futra kosztowne, gronostajami, panterami albo sobolami podbite i bardzo wysokie czapki. Potem zaś, gdyśmy z Turkami w Wołoszy wojowali [wojna chocimska 1621 roku], przejęliśmy od nich i ich sprzymierzeńców Tatarów zwyczaj przystrajania koni, pewien rodzaj płaszczy żołnierskich wydłużonych, tudzież skrócone i mocno obciśnięte kurtki. Wkrótce potem, w czasie wojny [1626-1629] w Prusach ze Szwedami, przejęliśmy od nich szerokie buty, skórzane wydłużone nagolenniki, płaszcze i inne rodzaju stroju, niemieckiemu ubiorowi podobne. I w ten sposób na przestrzeni jednego tylko dziesięciolecia trzy albo czterokrotnie wygląd wierzchniej odzieży naszej poprawialiśmy, albo raczej szpecili ustawicznym zmienianiem, ponieważ modę swawolnych żołnierzy naśladują ci, którzy w domu pozostają, młodzi zwłaszcza, aby nie różnić się, albo przynajmniej nie narażać się na wzgardę tych, którzy na niejednej wyprawie bywali.
Trucizna, sztylet, pistolet - cz. II
Wilhelm I Orański (1533-1584), znany pod przydomkiem Cichy, Milczący lub Milczek (zależy jak przetłumaczymy), jako przywódca niderlandzki w czasie wojny z Hiszpanią był niezwykle narażony na zamachy ze strony przeciwników politycznych. Książę zginął w 1584 roku z ręki katolickiego zamachowca, jednak o tym napiszę kiedy indziej, dziś za to opis zamachu z 1582 roku, mającego miejsce w Antwerpii.
W niedzielę 18 marca 1582 roku, po porannych modłach, książę w otoczeniu licznej świty udał się do swojej rezydencji . Po wystawnym obiedzie, na cześć przebywającego u niego z gościną duka de Anjou, Wilhelm udał się na chwilę do pokoju gdzie miał się spotkać z petentem, który zwrócił się do niego z osobistą prośbą. Petentem tym był osiemnastoletni Jean Jauregay, który jednak zamiast listu czy pisemnej prośby, wymierzył w księcia pistolet i wystrzelił (co widać na rycinie). Młodzieniec przesadził jednak z ładunkiem prochu, pistolet bowiem eksplodował mu w ręku, urywając kciuk. Kula przeszyła jednak szyję księcia tuż pod szczęką, przeszła przez usta (nie uszkadzając jednak ani zębów ani języka) po czym wyszła przez policzek. Na domiar nieszczęścia broda i włosy Wilhelma zajęły się ogniem. Książę przeżył ten zamach, jednak rekonwalescencja była długotrwała, lekarze przez wiele miesięcy zabraniali mu mówić, więc w kontaktach ze współpracownikami musiał korzystać z formy pisanej.
Zszokowany Jauregay nie miał szansy na ucieczkę, został zmasakrowany przez niderlandzkich szlachciców goszczących u księcia. Niedługo potem jego ciało zostało poćwiartowane i w kawałkach wystawione na pokaz w różnych dzielnicach Antwerpii. Żmudne śledztwo wykazało, że Jauregay został namówiony do zamachu przez hiszpańskiego agenta, Gaspara de Anastro, u którego pracował jako skryba. De Anastro był kupcem operujący w Antwerpii, zdołał on jednak uciec przed niderlandzkimi śledczymi, faktycznie opuszczając miasto kilka dni przed zamachem. W ręce Holendrów wpadł jednak sekretarz agenta, Antonio de Venero, który znał szczegóły spisku. Wraz z nim aresztowano Antonina Temmermana, jezuitę który w przeddzień zamachu wyspowiadał Jauregaya i udzielił mu rozgrzeszenia. Tak de Venero jak i Temmerman po długich przesłuchaniach i torturach zostali skazani na karę śmierci, którą wykonano 28 marca 1582 roku. Książę Wilhelm wydał jednak polecenie, by egzekucję przeprowadzono szybko, nie zadając im dodatkowych cierpień. Skazańców przywiązano więc do pali na miejskim szafocie, po czym kat podciął im gardła, a ich ciała zostały poćwiartowane i wystawione na widok publiczny na bramach miejskich. Miały wisieć tam, jako groźne memento, aż do zdobycia miasta przez Hiszpanów trzy lata później.
czwartek, 16 czerwca 2011
Kącik recenzenta - wstęp
Miło mi poinformować, że niedługo na blogu zadebiutuje nowy kącik. Moje internetowe bazgranie najwyraźniej zyskuje Czytelników, gdyż otrzymałem ostatnio bardzo interesujące zaproszenie do współpracy. Na blogu będę więc od czasu do czasu prezentował recenzje książek z oferty czytelni online wydawnictwa PWN - ww.ibuk.pl
Samego wydawnictwa zapewne nikomu przedstawiać nie trzeba, a sam pomysł czytelni online wydaje mi się bardzo interesujący. Nie ukrywam, że fakt że od kilku lat mieszkam poza granicami Polski nie zawsze sprzyja zdobywaniu książek wydawanych w naszym kraju – stąd tym bardziej podoba mi się propozycja współpracy z ibuk.pl. Mam nadzieję, że Czytelników bloga zainteresują recenzowane prace, starał się będę zajmować książkami dotyczącymi oczywiście mojej ukochanej epoki. Jak zawsze wszelkie komentarze będą mile widziane, czy to na blogu czy na maila [grimme(at)tlen.pl]. Nie oznacza to oczywiście, że recenzje zdominują tematykę blogu (chyba że mnie nagle i inni wydawcy zasypią ofertami współpracy…*), jak sądzę 2-3 recenzje w miesiącu to dosyć nieinwazyjny (fajne określenie) acz ciekawy wątek na blogu.
Pierwszą recenzowaną pracą (właśnie w czytaniu) będzie Patrioci i ludzie innego rodzaju. Szkockie spory o unię 1707 roku, autorstwa Pawła Hanczewskiego. Klimaty szkockie, więc będzie coś o kolorycie lokalnym, do tego bardzo miło wspominam zajęcia z dr Hanczewskim z czasów moich studiów na UMK, więc straszniem ciekaw książki jego autorstwa.
*żart ( tu miałem wkleić plik dźwiękowy ze śmiejącym się Dziesiątym Doktorem Who, ale się nie udało więc będzie w formie pisemnej – cha, cha, cha)
Barwa gwardii JKM - cz. VIII
Korzystając z Pamiętników kawalera de Beaujeu opisałem wczoraj dwie kompanie przyboczne Jana III Sobieskiego – janczarów i semenów:
Kontynuując wątek gwardii komputowej i przybocznej tego monarchy nieco informacji na temat innych oddziałów.
Mamy więc regiment infanteryi w liczbie 600 ludzi – niestety nie znalazłem opisu barwy tego regimentu, jest za to wzmianka o używaniu pik przez żołnierze. Są też rajtary lub drabanci Niemcy, przyodziani i uzbrojeni na wzór wojowników swego narodu, trzymający straż przy królu, z halabardami podczas sejmów. Zapewne chodzi tu o skwadron arkabuzerii JKM pod Janem Górzyńskim (a od 1687 pod komendą Schwerina; niestety nie wiem kto dowodził skwadronem po śmierci Górzyńskiego pod Wiedniem w 1683 roku). Jeżeli faktycznie chodzi tu o arkabuzerów to oznaczałoby to, że oddział ten faktycznie był moderowany i wyposażony na modłę niemiecką. Zresztą nawet sam król Jan III nazywał tych żołnierzy rajtarami.
Kolejny oddział opłacany ze skarbu RON był złożony z Węgrów, obecnie z polska przyodzianych, uzbrojonych w muszkiety i szable oraz siekiery, zwane obuchami. Są to hajducy (…). Jest ich paruset (…). Oddział ten dzieli się na drobniejsze grupy, dowodzone przez sierżantów [zapewne chodzi tu o dziesiętników] noszących halabardy opatrzone pod żeleźcem chorągiewkami z płótna białego lub czerwonego.
Król Jan III, oprócz wspomnianych wczoraj janczarów i semenów, miał jeszcze dwie kompanie opłacane z jego własnej szkatuły. Jedna była złożona z 30 Szwajcarów, którzy pilnowali zamku królewskiego w Warszawie. Niestety brak opisu ich wyglądu.
Bardzo ciekawą jest jednak kolejna jednostka prywatna monarchy. To licząca 150 hajduków kompania utworzona z Węgrów, którym przyszło uciekać z własnego kraju w 1687 roku. Swoją drogą żołnierze ci mogli mieć zatargi z niektórymi oddziałami króla, gdyż wszyscy ci żołnierze [hajducy] dyszą zemstą i nienawiścią ku Niemcom. Bardzo interesująca jest informacja o ich strojach, kompania ubrana jest z węgierska, suknem czerwonym. Mieli oni zrazu wielkie białe płaszcze, wzorem Siedmiogrodzian, lecz zmieniono je następnie na kaftany, bardziej odpowiednie zwyczajem ich narodowości. Czapka ich opatrzona jest pióropuszem; dowódcy noszą pióra orle. Pierwszy dowódca nosi tygrysią skórę na plecach i wiele dziwacznego kształtu broni. Żołnierze uzbrojenie są w muszkiety i szablice.
Etykiety:
armia koronna,
gwardia JKM,
Jan III Sobieski,
kawaler de Beaujeu
środa, 15 czerwca 2011
Janczarzy króla Jana
Pryzmek (pozdrawiam!) wspominał na swoim blogu janczarów króla Jana III Sobieskiego:
Udało się wreszcie coś na ten temat znaleźć.
Pierwsza kompania janczarów króla Jana III Sobieskiego składała się z tureckich dezerterów i jeńców, wśród których znaleźć można było Wołochów i Mołdawian. Służyli jako straż przyboczna Jana Sobieskiego jeszcze w czasie jego hetmaństwa. Zachował się taki ich opis:
[ubrani] w turbany białe, noszone podczas większych uroczystości, nadto w suknie zielone, obuwie tureckie i inne dziwactwa. Uzbrojenie ich składa się z muszkietów, obuchów i szabel, noszonych przy boku jak myśliwskie noże, których klinga nie jest zakrzywioną, lecz prostą i szeroką, jak u kordelasa.
Ciekawa jest historia, w jakich to okolicznościach król miał zasilić swój oddział prywatny o drugą kompanię. W 1681 roku, korzystając z zamieszania jakie wywołał przyjazd do Polski posła sułtana tureckiego, doszło do dezercji grupy żołnierzy garnizonu Kamieńca Podolskiego. Byli to piechurzy wołoscy, którym udało się zbiec z twierdzy z oficerami i sztandarem. Zapewne zmęczyły ich trudy wymagającej służby garnizonowej i postanowili zmienić pracodawcę. Interesujący był sposób w jaki opuścili oni turecką armię. Do Kamieńca przybył pewien Wołoch, były jeniec polski. Oznajmił on, że wraca na służbę sułtańską i że ma plan porwania króla polskiego. Turcy nie wiedzieli jednak, że jest on w zmowie z Polakami i że wcześniej dogadał się już z wołoskimi piechurami. Dowódca garnizonu Kamieńca wysłał Wołocha w celu porwania Jana III, jako eskortę przydając mu… rzeczony oddział wołoskich wiarusów. Pomysłodawca dezercji pozostawił oddział w okolicach Jaworowa po czym zawitał do Pilaszkowic, gdzie zaoferował ich usługi Janowi III. Uradowany król przyjął wołoskich żołnierzy na służbę, włączając do własnych oddziałów przybocznych jako drugą kompanię w chorągwi pieszej. 4 sierpnia 1681 roku oddział odbył popis przed monarchą i od tego czasu wierność owych zbiegów była wzorową. W ramach przybocznej chorągwi janczarskiej króla wzięli oni udział w kampanii 1683 roku, walcząc w bitwie wiedeńskiej. Mamy i opis wyglądu tej drugiej kompanii:
Król przystroił ją nieco odmienniej od pierwszej, pod względem koloru sukien i formy czapek. Te ostatnie są długie, spadające na tył głowy i obramowane szeroko futerkiem. Uzbrojenie ich, sztandary i kolory są takie same jak pierwszej.
Co ciekawe żołnierzy owej kompanii, dla odróżnienia od pierwszej, zwano semenami.
Sztandary janczarów i semenów – jeden był niebieski, drugi biały, ozdobione herbami króla i figurami orła, lwa i innymi hieroglifami. Na wzór turecki kompanie miały także orkiestrę – zlepek dziwacznych bębnów, uderzanych ze stron obu, obojów, piszczałek i pewnego rodzaju instrumentów mosiężnych, w rodzaju płaskich talerzyków uderzanych o siebie, nadro spotyka się tu rodzaj żydowskiego psalterium, czyli trójkąta ozdobionego pierścieniami, o który uderzają pałeczką.
Etykiety:
armia koronna,
Jan III Sobieski,
kawaler de Beaujeu
Subskrybuj:
Posty (Atom)





