piątek, 21 stycznia 2011

Na nieprzyjaciół rzucali się z wściekłością, jak dzicz rozhukana

Dwa kolejne hasła z Encyklopedii Staropolskiej Zygmunta Glogera – tym razem opisujące słynną turecką formację wojskową. Opisy pióra mości Glogera mają w sobie nieodparty urok…

Janczar, z turec. jeni,nowy i czery, wojsko, zatem dosłownie nowe wojsko, urządzone przez Urchana, drugiego z rzędu sułtana tureckiego w XIV wieku, początkowo z dzieci chrześcijan na wojnie zabranych w niewolę, które w późniejszych czasach stało się nieraz groźnem dla sąsiednich krajów i samych sułtanów, póki nie zostało ostatecznie w r. 1826 po dokonanym buncie wyrżnięte i rozwiązane. Janczarowie stanowili rodzaj gwardyi i milicyi sułtanów, której liczne przywileje skłaniały potem i młodych Turków do garnięcia się pod sztandary janczaryi. Służyli pieszo, uzbrojeni w strzelby, zwane w Polsce janczarkami, krótkie szable, kordelas i pistolet za pasem. Na nieprzyjaciół rzucali się z wściekłością, jak dzicz rozhukana, a sława ich wojenna zostawiła ślady organizacyi wojska polskiego, które w XVIII w. miało i chorągwie janczarskie w przybocznej straży hetmanów. Oddziały te jednak nie miały nic wspólnego z janczarami tureckimi, okrom nazwy, stroju z turecka przykrojonego i hałaśliwej muzyki janczarską zwanej, która dochowała się jeszcze do XIX w. we wszystkich niemal wojskach europejskich. Kitowicz w pamiętnikach swoich tak pisze o „Jańczarach”: „Dwie chorągwie janczarskie i trzy węgierskie należały także do wojska Rzplitej komputowem zwanego i były płatne ze skarbu. Jedna chorągiew janczarska asystowała zawsze hetmanowi wiel. kor., gdziekolwiek on rezydował. Druga – wielkiemu hetmanowi litewskiemu. Ubiór janczarów był taki, jaki widzimy u janczarów tureckich: Nakrycie głowy wysokie, płaskie, z blachą mosiężną, obdłużoną, na przodzie przyszytą; 2 pręty drewniane po bokach skroni, w temże nakryciu zaszyte, utrzymywały jego wyniosłość; druga połowa tegoż nakrycia spuszczała się na plecach aż do pasa; cała figura tej czapki wydawała rękaw długi prostokątnie przykrojony, a kolor tego nakrycia sukiennego taki, jaki był żupan. Odzienie takowe: na wierzch kiereja sukienna z rękawami pod łokieć krótkimi, wprost ściętymi, do kolan długa, w stanie żadnego kroju nie mająca, obszerna, z kołnierzem małym stojącym, sznurkiem koloru żupanowego po szwie, kołnierz z kiereją łączącym, przyszyty: niczem nie podszyta; pod kiereją żupan sukienny z rękawami pod pięść długimi, przestronnymi, na haftki koło ręki zapinanymi, z takiemiż haftkami pod szyją i na brzuchu aż do pasa zapięty, w stanie do miary człowieka przykrojony, za kolana długi, na bokach od dołu aż do pasa rozcięty, na przednich połach wyszywanym sznurkiem koloru kierejowego, wydającym, jakoby te poły były jeszcze raz tak długie i dlatego pod pas zakasane. Pod żupanem portki szerokie i długie, do pół cholew wiszące, koloru kierejowego. Buty na nogach polskie, do ordynaryjnego używania czarne, do parady żółte. Pas na żupanie rzemienny, mosiężnemi sztukami z przodu, tam, gdzie wyglądał z pod kierei, powleczony; na kierei po lewej stronie szabla prosta z turecką rękojeścią rogową, mosiądzem nabijaną, z prawego ramienia pod lewym bokiem, na pasie rzemiennym, mosiężnemi sztukami nabijanym, wisząca; na drugiej stronie ładowniczka mała, czarna, na takimże pasie pod prawy bok z lewego ramienia zawieszona. Taki był strój janczarski do parady, do odprawiania zaś warty, miał karabin z bagnetem, tak jak inna piechota, którego pochwy mieściły się przy pasie pod kiereją; w pochodzie karabin zawieszali na plecach, na flintpasie prostym z czarnej skóry. Bęben janczarski był 2 razy tak ogromny jak u innej piechoty, a do tego suknem mundurowego koloru pokryty; nosił go dobosz na brzuchu, u szyi rzemieniem zawieszony, tak jak zwykli nosić Niemcy wielkie rękawy z niedźwiedzia. Więc za takim gmachem, małego człowieka albo chłopca, jacy są pospolicie dobosze w regimentach, nie widaćby było. Do bębna komenderowani byli żołnierze kolejno, do którego wielkiej nauki nie potrzeba było, ponieważ jednym tonem szło zawsze bicie w bęben: 2 razy raz po raz uderzał pałką w jedną stronę; a raz prętem cienkim drewnianym w drugą, z tą różnicą, iż gdy bił na salutację, albo w gwałtownym jakim przypadku, np. podczas ognia, bił prędzej, gdy wartę zaprowadzał, to wolniej i z pauzami. Oficerowie jańczarscy nosili na służbie tegoż kroju i koloru suknie, jak i żołnierze, wyjąwszy głowę, którą przykrywali zawojem, jak Turcy, do zawoju używając czasem pasa bogatego, czasem muślinu białego z żółtą frędzlą u końców nad lewem uchem. Na przodzie, tam, gdzie się zawój dzieli czyli zwęża, przetykali pierścień z kamienia świecącego, a na prawej stronie zakładali kitkę lśniącą z egretką kamelizowaną; sama zaś czapka, którą opasywał zawój, była aksamitna koloru żupana z kutasem na wierzchu złotym. Szabli nie mieli wiszącej z ramienia, ale do boku przypasaną; pas perski lub turecki bogaty, w prawej ręce juka czyli szponton długi, czarno farbowany, drewniany, o dwu konarach, u wierzchu mosiężnych, pozłacanych, z dwoma dzwonkami takimiż. Poza służbą oficerowie nosili się po polsku w rozmaitych sukniach, albo w mundurach pancernych lub usarskich, jeżeli który z nich był towarzyszem pod którym znakiem. Wygodniejszą mieli służbę oficerowie jańczarscy, niż innych regimentów, ponieważ im godziło się podług mody tureckiej na powinności zostającym, odziewać się futrem, a innym nie. Dlatego też, profitując z tego przywileju, stawali zimą do parady w kierejach czyli szubach kunami, krzyżakami i innemi podszytych futrami. Latem podług tego przywileju w kierejach, kitajką tylko lub atłasem na lisztwach przednich, a w tyle wiatrem podszytych.” „Hetmani zazwyczaj dawali jańczarom taki kolor mundurów, jaką dawali swemu dworowi liberję. Jan Klemens Branicki, zostawszy hetmanem wiel. kor. (r. 1761), odmienił kolor i krój munduru janczarom swoim. Dwór bowiem jego nosił liberję popielatą z czerwonym, zamiast kierejów dawnych kurtki czerwone, w stanie wcinane, z krótkimi po łokieć rękawami.”

Janczarska kapela. Kitowicz tak pisze o „kapeli jańczarskiej” w wojsku polskiem w XVIII w.: „Kapela ta była tak odmienna od innej kapeli włoskiej, po wszystkich regimentach używanej, jak samiż jańczarowie odmienni byli strojem od innych regimentów. Składała się ona z 6-ciu a najwięcej 8-miu oboistów, czyli piszczków, na szalemajach do oboju podobnych, przeraźliwie piszczących, z 6-ciu doboszów, z 2-ch pałkierów, w parę kociołków na ziemi postawionych bijących i z 2-ch brzękaczów, tacami mosiężnemi, w środku wypukłemi, w brzegach płaskiemi, okrągłemi, uderzaniem jednej o drugą tęgi brzęk czyniących. Pałkierowie i brzękacze, stanąwszy szeregiem na dziedzińcu przed oknami pana hetmana, w odległości na 50 kroków, grali mu na dobrydzień dwie sztuki na kształt symfonii i drugie dwie nakształt mazurków. Primier kapelmajster zaczynał najpierwej solo na piszczałce, po której zrozumiawszy inni, jaką sztukę grać mają, odzywali się wszyscy według przypadającego taktu; piszczkowie bez przestanku w swoje fujary przeraźliwie dmuchali, aż im się gęby jak bochenki chleba od tęgiego dęcia wydymały i oczy na wierzch wysadzały; pałkierowie po kociołkach pałkami, a brzękacze tacą o tacę nieustannie chrobotali; dobosi zaś ogromnym głosem, bębnów niejako bas w tej kapeli trzymali, bijąc raz pręcikami, drugi raz pałkami; ale to wszystko nie miało żadnej muzycznej harmonii, tylko jakiś pisk i łoskot, zdaleka nieco miły, zblizka przeraźliwy. Gdy się miała kończyć muzyka, przestawały tace i bębny, a tylko same piszczałki i kociołki szybkim górkiem i turkotem jednym tonem kończyły kuranta.”

środa, 19 stycznia 2011

A o siodłach ma bycz rozumiano...

Bardzo interesujący wyjątek z taryfy cen dla województwa krakowskiego z r. 1565, ustalonej na sejmie piotrkowskim.  Wejść w życie miała od świętego Michała roku 1565 stąd też nie mogłem się powstrzymać by nie zamieścić fragmentu. Poniżej ceny zalecane dla wyrobów autorstwa siodlarzy:
Siodlo Hyszpańskie z bliachami poliorowanymi y z szrzubami – fl. 3 i ½
Siodlo Hyszpańskie z bliachami zupełnymi także poliorowanymi oprocz szrzub – fl. 3
Siodlo Bruczswickie z bliachą na dwa palcza wszyrz około krayow – fl. 2
Wloskie siodlo z poduszkami a w siedzenyu zamszem ochendozone y naslane – gr. 45
Siodlo Tureczkie proste – gr. 40
Siodlo Wloskie bez zamszu z poduszkami – gr. 36
Siodlo Tureczkie safianem oblozone okolo kraiow – gr. 50
Siodlo Tureczkie po kraioch blachą zelyazną obdwiedzyone – gr. 45
Siodle malle dymit. – gr. 20
Iarczaki [kulbaki tatarskie] bez saffianu – gr. 24
Siodlo woźnicze – gr. 18
Podklad nowy do siodla – gr. 6
A o siodłach ma bycz rozumiano yz kazde s podkładem ma bycz przedawane. A ktoby chczial nad thę ustawę dacz sobie urobicz yakie ynaksze, ten ma placzicz, yako się z rzemieslnikiem zmowi.      

A żołnierz nieborak, który majętność traci, krew swą przelewa, uprosić nic nie może...

W XVII wieku okres zimowy bywał najczęściej porą odpoczynku od wojaczki – wymęczone i wykrwawione wojska miały odpoczywać na leżach zimowych. Oczywiście zależnie od teatru działań i walk które przyszło toczyć, odpoczynek ten mógł wyglądać bardzo różnie. Często oddziały były dziesiątkowane przez głód i choroby, których łupem padali tak żołnierze jak i konie. Nierzadko bardzo smutne są opisy ilustrujące stan wojska na zakończenie jesiennych walk, uświadamiają nam bowiem fatalną kondycję i morale żołnierzy. W niniejszym wpisie nie kto innych jak sam hetman wielki koronny Lew Sapieha opisze nam (we fragmentach z diariuszy i listów) sytuację żołnierzy swojej dywizji w Inflantach – jesienią/zimą 1625 roku, a także zimą z 1626 na 1627 rok. To bardzo ciekawe spostrzeżenia, ukazujące fatalną sytuację żołnierzy litewskich z dywizji Sapiehy, upadek ich morale i rozprzężenie w szeregach. Kwestie bez wątpienia smutne, ale sądzę że nie wolno zapominać  i o takim aspekcie kampanii wojennych.

Zapisek z grudnia 1625 roku, po ciężkich walkach ze Szwedami nad Dźwiną czytamy  - Nastąpiły zatem niepogody, zimna, mrozy, a bo najgorsza w głodnym kraju, gdzie nie tylko żywności, ale słomy za kilka mil a pogotowiu siana dostać nie mógł. Zaczem wojsko buntować się poczęło, bo i od koni i od czeladzi dla niewczasów, częstych czat i niedostatku żywności odpadli.
Stąd narzekanie, służby wypowiadanie poszło, więc wielom rotom służba wychodziła i rozjeżdżali się, a drudzy dopiero przychodzili. Widząc JM. Pan hetman, że gdyby wojskom żywności nie ukazał, wojsko by wszystko i do ostatka zniszczyć i rozjechać by się musiało.

Armia którą hetman zostawił w pieczy synowi przedstawiała się fatalnie – ci sami żołnierze zostaną w styczniu 1626 roku pokonani przez Szwedów pod Walmozją - Zostawiwszy tedy JM. Pan hetman na miejscu swym, przy wojsku syna swego JM. Pana marszałka wielkiego [Jana Stanisława Sapiehę] i wojsko rozporządziwszy, którego bardzo mało zostało, bo siła się ich za wyjściem służby i odpadnieniem od koni i od czeladzi rozjechało, a piechota wszystka zniszczała, dragonów, co było trochę i ci pochorzeli, odjechał 13 decembris z obozu.

Rok później sytuacja – po serii porażek odniesionych z rąk wojsk szwedzkich  - wyglądała jeszcze gorzej - U nas woysko to, które było z Panem Woiewodą Smoleńskim [Aleksandrem Gosiewskim] czatami i utarczkami częstemi znędzniało, na koniec od nieprzyjaciela z Inflant wyparte ustąpić musiało, nie mało ludzi nabito, poymano, a więcey się ich do nieprzyjaciela przedało, a insi, co uszli, bardzo są znedznieni, koni też nastrzelano, zgoła wszystko woysko od czeladzi, od koni, od rynsztunków odpadło, a nawet kopie, drzewka, a niektórzy i zbroie uchodząc rzucać musieli, a drudzy też ieszcze przed potrzebą chorągwie zwinęli i roziechali się, czym nieprzyjaciela na hardego wsadzili, i serca mu dodali (…) Nawet chorobami ciężkimi niemała część woyska zarażona była, i siła ich umierało.

Morale żołnierzy było bardzo niskie, na co bez wątpienia wpłynął brak żołdu – wszyscy ci, którzy służyli dotąd, narzekają na straty swe wielkie, i na niewdzięczność, na niełaskę Pańską, jakoś dotąd jeszczem żadnemu żołnierzowi u Króla Jmci nic nie uprosił. Senatorskim sługom, ludziom młodym niezasłużonym, upraszaią dobrą, wielkie opatrzenia, a żołnierz nieborak, który majętność traci, krew swą przelewa, uprosić nic nie może.

Hetman także nie miał już siły i ochoty do dalszego prowadzenia kampanii (tu wszak wiek robił bez wątpienia swoje…) – jeśliż J.K.Mość listów przypowiednich posłać, i wojska słusznego dać nie raczy, proszę aby J.K.Mość ten ciężar nieznośny z ramion moich zdiąć, i mnie z niego wyzwolić raczył.


poniedziałek, 17 stycznia 2011

Słoń, żuraw, kopyto wielbłąda i pies rasy samsuńskiej


Tym razem Zygmunt Abrahamowicz podzieli się z nami tłumaczeniem objaśnień nieznanego autora tureckiego z XVII wieku do rysunków przedstawiających chorągwie i emblematy janczarów Porty (źródło to rękopis nr 3358 Biblioteki Uniwersyteckiej w Bolonii). Pułki to oczywiście janczarskie ody (orty). Poniżej podaje tekst jak w tłumaczeniu, wszystkie komentarze w nawiasach są autorstwa Z. Abrahamowicza. Zulfikar to legendarna szabla proroka Mahometa – na sztandarach przedstawiano ją z rozdwojonym ostrzem.

- Czerwony proporzec. Nad nim biała chorągiew. Na nim samym dwie białe chorągwie. Pułk drugi
 - Czerwona chorągiew pułkowa. Na niej biały zulfikar. Pułk trzeci
 - Na szczycie (namiotu) orle skrzydło. Pułk czwarty
- Czerwony ...(wyraz nie notowany w słownikach). U szczytu (namiotu) chorągiew biało-zielona (sic!). Pułk piąty
- Niewielki czerwony znak. Pułk szósty
- Zielony zulfikar. U szczytu (namiotu) zielona chorągiew. Pułk siódmy
- Czerwony lew. Przed (sic!) nim gałąź (sic!) palmy daktylowej. Pułk trzynasty
- Dwie kule. Nad nimi biała chorągiew. Pułk czternasty
- Czerwony porfir (?). U szczytu (namiotu) chorągiew pułkowa w połowie czerwona, w połowie biała. Pułk piętnasty
- Dwie armaty na krzyż. Dwie białe chorągwie. Pułk szesnasty
- Czerwona chorągiew pułkowa. Pułk siedemnasty
- Trzy razy jedne nad drugimi skrzyżowane armaty. Pułk osiemnasty
- Chorągiew pułkowa czerwono-biała, cętkowana. U jej wierzchołka dwie kule. Pułk dziewiętnasty
- U szczytu (namiotu) czerwony proporzec. Pułk dwudziesty
- Czerwony wielbłąd. Chorągiew czerwona i biała. U jej wierzchołka dwie kule. Pułk (dwudziesty) pierwszy
- Buńczuk biały z buzdyganem. Pułk dwudziesty dziewiąty
- Buńczuk czarny z buzdyganem. Pułk trzydziesty
- Czarny nadziak (topór bojowy). Na jego szczycie biała chorągiew. Pułk 33
- Czerwone schody (drabina). Pułk 34
- Czerwony zulfikar. Pomiędzy jego ostrzami czerwona tykwa. Pułk 35
- Biała chorągiew pułkowa z zulfikarem ze smoczymi paszczami. U jej szczytu kula
- Zulfikar ze smoczymi paszczami. Pułk 36
- Na głównych linach [i] u wierzchołka (namiotu) biała chorągiew. Pułk 37
- Czarne kopyto wielbłąda. Pułk 36
- Czerwona ryba. Pułk trzydziesty siódmy
- Na linach (namiotu paski) czerwonego sukna. Pułk czternasty
- Dwie czerwone chorągwie czorbadżych. Pomiędzy nimi kula. Pułk czterdziesty trzeci
- Zielony cyprys bez pnia. Pułk czterdziesty czwarty
- Pułk czterdziesty piąty. Zamiast rysunku wypisane słowa arabskie: Tewekkiiltu ala 'l-tah, tj. Zaufałem Ałłahowi
-  Czerwona kula. Na niej chorągiewka, na tej zaś pięć czelenków (tj. piór, stanowiących odznakę bojową). Pułk 59
- Czarna tarcza rumelijska, kula i czarna chorągiew pułkowa. Pułk 42
- Na ciemieniu czerwonego słonia chorągiew pułkowa. Pułk 43
- Czerwony topór. Pułk czterdziesty szósty
- U szczytu (namiotu) gałąź palmy daktylowej. Pułk czterdziesty siódmy
- Dwie litery w. Pułk czterdziesty ósmy
- Czarna wieża z czarnymi szybami. Pułk 50
- Czerwony namiot... (słowo niezrozumiałe). U jego szczytu chorągiew pułkowa w połowie biała, w połowie czerwona. Pułk 51
- Zielona chorągiew i czerwony tulipan, zaś na wierzchołku namiotu różnokolorowa chorągiew. Pułk 32
- Czerwony zulfikar. U szczytu (namiotu) biały proporzec. Pułk pięćdziesiąty pierwszy
 - Czerwony lemiesz pługa. U szczytu (namiotu) buńczuk paszyński. Pułk pięćdziesiąty drugi
- Czarny księżyc. Pułk pięćdziesiąty trzeci
- Niebieski żuraw. Pułk 68
- Czerwona manierka z tykwy. Pułk 69
- Na głównych linach (namiotu) czerwona chorągiew. Pułk 70
- Pies rasy samsuńskiej. Pułk 71
- Czerwona drabina (schody). Pułk 72
- Na szczycie namiotu biała chorągiew. Pułk 73
- Czarna litera n z czarną kropką w środku. Pułk 78
- Czarny słoń. Pułk 79
- U szczytu namiotu czarne ryby. Pułk 80
- Czarny but. Pułk 89
- Chorągiew pośrodku czerwona z białym tłem. Nad trzema kulami biały proporzec. Pułk 90
- Czarna tykwa. Pułk 91

niedziela, 16 stycznia 2011

Zasłużonemu w wojnie pruskiej nadaje się...

Maxgall [pozdrawiam i bardzo dziękuję Robercie!] przypomniał mi ostatnio podczas wymiany maili o ciekawym zbiorze dostępnym w AGAD, a dokładniej na stronie internetowej archiwum. Chodzi tu o serię dokumentów których oryginały spoczywają w Riksarkivet w Sztokholmie:
Poniżej pozwoliłem sobie zacytować kilka nadań ziemskich dla żołnierzy koronnych zasłużonych w czasie wojny pruskiej. Gdzie to możliwe, starałem się zidentyfikować w jakiej jednostce służył uhonorowany żołnierz. Niestety dwóch rotmistrzów jest mi nieznanych (toż to plama na honorze...), postaram się jednak zbadać tą kwestię i uzupełnić informację.
1628.07.07
Zygmunt III Waza, król Polski etc., nadaje dobra po zmarłym Kasprze Kosibie, mieszkańcu Krosna, przypadłe skarbowi królewskiemu prawem kaduka, Wojciechowi Razewicowi, żołnierzowi królewskiemu spod chorągwi Mikołaja Kossakowskiego, starosty wiskiego – Mikołaj Kossakowski dowodził w okresie 1626-1629 chorągwią husarii.
1628.07.21
Zygmunt III nadaje urząd podczaszego wołyńskiego, wakujący po śmierci Jana Wyleżyńskiego, Adamowi Kisielowi z Brusiłowa, nagradzając jego odwagę okazaną w wyprawach wołoskiej i pruskiej, w której Kisiel uczestniczył jako rotmistrz – niestety tego rotmistrz z wojny pruskiej nie kojarzę...
1628.07.29
Zygmunt III nadaje Janowi Szywicowi, żołnierzowi królewskiemu, służącemu pod rotmistrzem Kossakowskim, pewną sumę pieniędzy, przypadłą prawem kaduka skarbowi królewskiemu po śmierci Hieronima i Samuela Trepków i ich siostry Agnieszki – może chodzić o wspomnianego powyżej Mikołaja Kossakowskiego, ewentualnie o Andrzeja Kossakowskiego, który dowodził od 1626 roku chorągwią rajtarii kwarcianej.
1629.02.07
Zygmunt III zapisuje wieś Wiśniowo w województwie chełmińskim i inne dobra pozostałe po zdrajcy Albercie Finku, zwolenniku Gustawa II Adolfa, Pawłowi Zakrzewskiemu, żołnierzowi królewskiemu spod chorągwi rotmistrza Mikołaja Gniewosza, który zasłużył się w wyprawie pruskiej – nie wiem niestety czy chodzi o chorągiew arkabuzerii Gniewosza (w służbie od 162.) czy też jego chorągiew husarii (w służbie w 1629 roku).
1629.02.08
Zygmunt III nadaje sołectwa po zdrajcach Baranie ze wsi Legnowo w starostwie kościerzyńskim i Grzegorzu ze wsi Stamisła w starostwie człuchowskim, którzy dobra te trzymali wbrew prawu, a które obecnie przypadły skarbowi królewskiemu prawem kaduka, Marcjanowi Chełniowskiemu, żołnierzowi królewskiemu spod chorągwi starosty winnickiego, który to Chełniowski odznaczył się w wyprawie pruskiej – starosta winnicki to Adam Kalinowski, w kampanii pruskiej dowodził kwarcianą chorągwią husarii.
1629.02.22
Zygmunt III nadaje dobra, przypadłe skarbowi królewskiemu po śmierci Stanisława Lisowskiego, Gabrielowi Witkowskiemu, który odznaczył się w wyprawie pruskiej pod rotmistrzem Stefanem Wieruskim – osoba tego rotmistrz także nie jest mi znana...
1629.02.24
Zygmunt III nadaje dobra po zmarłej Katarzynie Meier Blomberg, mieszczce z Nowego, wdowie po Janie, przypadłe skarbowi królewskiemu prawem kaduka, Stanisławowi Wolskiemu, żołnierzowi królewskiemu, który służył pod komendą podkanclerzego Tomasza Zamoyskiego w wyprawie pruskiej – zapewne chodzi o kwarcianą chorągiew husarii Tomasza Zamoyskiego.
1629.02.23
Zygmunt III daje w dożywotnie użytkowanie Wojciechowi Kownackiemu, żołnierzowi spod chorągwi Stanisława Potockiego, kasztelana kamienieckiego, sołectwo we wsi Biskupice w powiecie lelowskim, w wojewdztwie krakowskim, wakujące po śmierci Marcina Reszki Pokornego – Stanisław Potocki dowodził kwarcianą chorągwią husarii.
1629.02.20
Zygmunt III przyznaje sumę 600 złotych Adrianowi Achersdorff, żołnierzowi spod chorągwi Henryka Schmoellinga, rotmistrza królewskiego i starosty orelskiego, którą to sumę przekazali bracia Jan Łukasz i Engelbert von Mossen Michałowi Brunow na drodze hipoteki. Król wzywa Michała Brunow do wypłacenia tejże sumy – chodzi tu o rajtarską chorągiew Henryka Szmelinga, walczącą pod Gniewem w 1626 roku.
1629.09.20
Zygmunt III nadaje dobra po Samuelu Zarębie, przypadłe skarbowi królewskiemu prawem kaduka, Jerzemu Lowczyckiemu, rotmistrzowi, który odznaczył się w wyprawie pruskiej – Jerzy Łowczycki dowodził chorągwią jazdy kozackiej.
1629.11.17
Zygmunt III nadaje w dożywocie sołectwo we wsi Lipniki w starostwie oświęcimskim Baltazarowi Malińskiemu, żołnierzowi weteranowi, który zasłużył się w wyprawie pruskiej jako vicerotmistrz piechoty wybranieckiej
1629.11.02
Zygmunt III nadaje dobra pozostałe w Śniatyniu po Mardyrosie Persie, przypadłe skarbowi królewskiemu prawem kaduka, Maciejowi Gruszeckiemu, żołnierzowi spod chorągwi Tomasza Zamoyskiego, zasłużonemu w wyprawie wołoskiej i pruskiej – znów chodzi zapewne o kwarcianą husarię Zamoyskiego.
1630.08.28
Zygmunt III zgadza się, by Otton a Medon, podkomorzy parnawski i dworzanin królewski, oraz Katarzyna Rappe, jego żona, scedowali prawa dożywotnie do wsi Januszów w województwie pomorskim Reinholdowi a Rozen, pułkownikowi – Reinhold Rosen był oberszterem regimentu piechoty cudzoziemskiej, w służbie od 1629 roku.
1630.12.31
Zygmunt III udziela zgody Januszowi Rakowskiemu, podkomorzemu wiskiemu, na odstąpienie dożywotnich praw do młyna i wójtostwa w mieście Radziłowie w powiecie wiskim Pawłowi Zakrzewskiemu, który walczył pod Janem Zamoyskim i Janem Karolem Chodkiewiczem, a w wyprawie pruskiej pod Łukaszem Żółkiewskim, starostą kałuskim i Mikołajem Gniewoszem – chorągiew Łukasza Żółkiewskiego to kwarciana husaria,  o Gniewoszu napisałem powyżej.
1631.02.10
Zygmunt III nadaje sołectwo we wsi Rywałd w starostwie radzyńskim, wakujące po śmierci Feliksa Wieckiego, Mikołajowi Leszczyńskiemu, który uczestniczył w wielu wyprawach, także ostatniej przeciwko Gustawowi II Adolfowi, pod chorągwią Działyńskiego, starosty pokrzywnickiego – Jan Działyński od 1626 roku był rotmistrzem chorągwi husarskiej.
1631.03.04
Zygmunt III nadaje dobra po Krzysztofie Zaleskim z Sanoka, który podawał się za szlachcica, przypadłe skarbowi królewskiemu prawem kaduka, Adamowi Skrzydłowskiemu, żołnierzowi królewskiemu spod chorągwi Tomasza Zamoyskiego, który odznaczył się w wyprawie pruskiej – po raz kolejny żołnierz spod husarskiego znaku Zamoyskiego.
1631.03.13
Zygmunt III potwierdza prawo wybranieckie Tymkowi Boryńskiemu z Urynowicz, Loizie, Lewce z Lubohory, Wasylowi Kowalowiczowi z Gnili, Iłkowi Szeniucie z Wiśnicki ze starostwa samborskiego, za zasługi poczynione w wyprawach wołoskiej, inflanckiej i pruskiej. Król podaje to do wiadomości wszystkich, a w szczególności Hermolausa Ligęzy z Bobrka, podskarbiego koronnego, starosty samborskiego – tym razem chodzi o piechurów wybranieckich.
1631.10.21
Zygmunt III daje w dożywocie młyn we wsi Buda w starostwie wałeckim, po śmierci Marcina i Stanisława Polęckich, młynarzy, Wawrzyńcowi Cechowskiemu, żołnierzowi spod chorągwi rotmistrza Moczarskiego – Mikołaj Moczarski dowodził chorągwią jazdy kozackiej – lisowczyków.
1631.10.20
Zygmunt III nadaje w dożywocie kopalnię rudy zwaną Sroczyńska w starostwie radoszyckim, żołnierzowi Wacławowi Hadborowi i jego żonie, Dorocie Chomętowskiej, za zasługi oddane przez Hadbora w wyprawie moskiewskiej, inflanckiej i wołoskiej pod Janem Karolem Chodkiewiczem oraz w wyprawie pruskiej pod Marcinem Kazanowskim, kasztelanem halickim – Marcin Kazanowski dowodził w toku wojny kwarcianą chorągwią husarii.


piątek, 14 stycznia 2011

Najwyższa kara za tchórzostwo

Onegdaj dyskutowałem z Wojciechem ‘Harrym’ Olszewskim na Jego blogu Pro Gloria at Patria… o kwestiach dyscypliny w armii pruskiej i austriackiej. W toku dyskusji pojawiła się kwestia cesarskiego regimentu który miał zostać bardzo dotkliwie ukarany za ucieczkę z pola bitwy w czasie II bitwy pod Breitenfeld (bitwa pod Lipskiem) w 1642 roku. Udało mi się wreszcie znaleźć dokładniejszy opis i szczegóły kary – są bardzo ciekawe, więc chciałbym temu wydarzeniu poświęcić kilka słow.
Rzecz dotyczy cesarskiego regimentu pułkownika Hansa Georga Madlo, jednostki utworzonej na Śląsku w 1639 roku. W sile 6 kompanii jednostka wzięła udział w II bitwie pod Breitenfeld, gdzie (ktoś chyba nie do końca to przemyślał) ustawiono ją w pierwszej linii lewego skrzydła. Na widok zbliżających się Szwedów arkebuzerzy oddali kilka strzałów po czym pośpiesznie dali nogę, pociągając za sobą kolejne regimenty. Regiment Madlo utracił w wyniku bitwy 41 żołnierzy (zabitych, zaginionych lub wziętych do niewoli), postanowiono jednak ukarać przykładnie całą jednostkę, uzasadniając że ucieczka regimentu przyczyniła się do porażki w bitwie. Arcyksiążę Leopold Wilhelm, stojący na czele armii cesarskiej, nie miał litości dla śląskich arkebuzerów – wyrok na regimencie i jego żołnierzach postanowiono bowiem wykonać publicznie.
W obliczu sześciu innych regimentów kawalerii, który wykazały się w toku przegranej bitwy, a także najważniejszej generalicji armii cesarskiej (w tym arcyksięcia, feldmarszałka Piccolomini i dowodzącego kawaleria armijną markiza Gonzagi), odczytano arkebuzerom zarzuty, a także poinformowano ich, że egzekucja zostanie przeprowadzona publicznie.
Na rozkaz feldmarszałka przed szereg regimentu wyjechali chorąży, którzy uciekli ze sztandarami – musieli zsiąść z koni i złożyć broń przed naczelnym prowostem armijnym, kładąc także na ziemi powierzone im sztandary. Po nich broń złożyli porucznicy i sierżanci. Podpułkownik i major regimentu pozostali w siodłach, ale wypomniano im po raz kolejny niesławny czyn w czasie bitwy. Następnie szeregowcy z wszystkich sześciu kompanii zsiedli z koni i także złożyli broń. Konie arkebuzerów zostały oddane żołnierzom z innych regimentów.
Następnie po raz kolejny przypomniano niehonorowe zachowanie regimentu w toku bitwy, po czym nastąpił moment na który, bez wątpienia z drżeniem serca, czekali arkebuzerzy Madlo. Sam pułkownik, a także podpułkownik i major regimentu mieli pozostać w areszcie, dopóki nie zostanie zdecydowane, jaki będzie ich przyszły los. Pozostali oficerowie, podoficerowie i żołnierze regimentu mieli zostać poddani straszliwej karze decymacji – niczym w starożytnym Rzymie. Arkebuzerzy mieli rzucać kości, które miały zdecydować o ich losie, co dziesiąty spośród nich miał zostać zabity. Wybrani w ten sposób podoficerowie i żołnierze mieli zostać powieszeni, oficerowie (kapitanowie i porucznicy) mieli zostać ścięci. ‘Wyjątek’ zrobiono dla chorążych – ci którzy mieli pecha w śmiercionośnej grze w kości, mieli zostać także powieszeni (chociaż jako że byli oficerami powinni zostać ścięci). Wytłumaczono to tym, że jako że uciekli z pola walki niosąc sztandary, było to wyjątkowo niehonorowe.
Kiedy zakończono już rzucanie kości i wybrano skazanych na śmierć arkebuzerów, do akcji wkroczył kat, łamiąc pałasze należących do chorążych. Zgromadzeni jako świadkowie żołnierze z innych regimentów zniszczyli następnie sztandary arkebuzerów Madlo, w gniewie drąc je na strzępy. Jako że dzień miał się już ku końcowi, egzekucje przełożono na kolejny ranek. Arkebuzerom którzy mieli pecha w grze w kości i zostali skazani na śmierć umożliwiono ostatnią posługę kapłańską.
Następnego dnia rano kat przystąpił do wykonywania wyroków. Jednym z pierwszych powieszonych był jeden z sierżantów, który w dniu bitwy zastępował jednego z chorążych i uciekł z pola bitwy unosząc powierzony mu sztandar. Dwom kapitanom, którzy mieli zostać ścięci, udzielono prawa żołnierskiej śmierci  - dzięki łasce arcyksięcia. Zostali oni rozstrzelani przez eskortujących ich dragonów, każdy z kapitanów zabity został jednym strzałem. Na skutek wstawiennictwa wielu wyższych oficerów a także w uznaniu wielu zasług w trakcie wcześniejszych kampanii arcyksiążę ułaskawił także podpułkownika, kapitana, porucznika, dwóch chorążych i sierżanta. Pułkownik Madlo zapłacił jednak najwyższą karę za tchórzostwo podległej mu jednostki, gdyż i jego skazano na karę śmierci. W tenże sposób regiment Madlo poniósł wielce zasłużoną karę...

Knechci i rajtarzy spod Hammerstein

[jako ilustracja przepiękne modele z kolekcji Artura]
Jerzy Teodorczyk (a za nim Paweł Skworoda) pisząc o bitwie pod Hammerstein w 1627 roku stwierdził, w oparciu o pewne zapisy źródłowe, że z części wziętych do niewoli szwedzkich knechtów hetman Koniecpolski utworzył  dwie nowe kompanie i odesłał podobno na Podole. Chciałbym się zatrzymać nad ową kwestią, gdyż fakt odesłania takich oddziałów wydaje mi się niezwykle mało prawdopodobny. Przypatrzmy się więc kwestii szwedzkich najemników przejętych na służbę polską.
Zacznijmy od ustalenia pewnych faktów. Jednym z postanowień kapitulacji szwedzkich najemników  było (jak czytamy w Diariuszu albo summie spraw...) aby piechota wszystka została na służbie Rzplitej przy J.M.P. Hetmanie, także i rajtarom też wolność dano; jakoż więtsza się ich część została przy wojsku naszym. W dalszej części Diariusza... znajdujemy informację, że odprawiwszy przysięgę [po złożeniu sztandarów przed hetmanem Koniecposkim], piechota wszystka została przy naszem wojsku, których zaraz między się kapitani rozebrali, i rajtarów część zaciągniono [resztę odprowadzili na granicę z ks. pomorskim lisowczycy Moczarskiego]. W Rosprawie Jaśnie Wielmożnego Pana J.Mści P. Stanisława z Koniecpola Koniecpolskiego, Woiewody Sendomirskiego, Hetmana Koronnego, etc, etc, z Woyjskiem Xiążęcia Sudermańskiego Gustawa pod Amerstynem, w R. P. 1627, d. 17 kwietnia odnajdujemy jeszcze ciekawsze informacje. Zapis z postanowień kapitulacji brzmi tam aby z iazdy ktoby chciał, a piechota wszytka Jego K. Mci przysięgę koniecznie uczynili y służyli, pod Rotmistrzami którzy iey będą naznaczeni, a żołd iako y drugim będzie im dany. O wcieleniu do polskiej służby knechtów czytamy ci wszyscy [poddający się piechurzy] przysiągłszy że Krolowi J. Mści, Panu naszemu miłościwemu, wiernie służyć mieli, y Koronie Polskiey, pod rożne chorągwie nasze piesze są rozdani. Mamy także dokładną liczbę rajtarii, także y konni, których 400 y coś na służbę J. K. Mci dobrowolnie zostali, pod rożne chorągwie raytarskie są podzieleni.  
Z rajtarami raczej nie ma większego problemu – wcielono ich na pewno do regimentu Mikołaja Abrahamowicza/Abramowicza, być może także i do chorągwi Ernesta Denhoffa (ta jednak w bitwie nie uczestniczyła). Regiment Abrahamowicza brał udział w bitwie pod Hammerstein, jak się wydaje mógł ponieść spore straty w pierwszych fazach walk – stąd uzupełnienia była na pewno mile widziane. Co ciekawe, regiment ten w okresie 1626-1627 miał 2 lub 3 kornety, kolejne informacje jakie znalazłem pochodzą z 1628 i 1629 roku, gdzie jednostka składa się już z 5 kornetów. Sugerowałoby to, że właśnie dzięki wcieleniu ex-szwedzkich żołnierzy udało się powiększyć liczebność regimentu rajtarskiego.
Przechodzimy teraz do kwestii piechoty. Pod Hammerstein walczyły następujące jednostki ‘niemieckie’, które możemy zidentyfikować:
- kwarciany regiment dragonii Jakuba Butlera
- kwarciany regiment dragonii Wintera (Winteroya)
- kwarciany regiment (chorągiew) dragonii Wilhelma Lassego
- rota piechoty cudzoziemskiej Bazylego Judyckiego
- rota piechoty cudzoziemskiej Ernesta Fitinghoffa
W Diariuszu... mamy jednak enigmatyczną wzmiankę o innych rotach niemieckich, które wraz z hajdukami i artylerią dotarły do sił głównych hetmana. Widzimy więc, że ewentualnych chętnych do przejęcia poddających się knechtów mogło być sporo. Prof. Wimmer, analizując liczebność armii koronnej w tym okresie, zauważył, ze tak dragonia jak i jednostki piechoty cudzoziemskiej powiększyły swoje etatowe stany liczebne, nie pokusił się jednak o wytłumaczenie źródła takiego zjawiska. Dragoni i piechurzy walczyli pod Puckiem i Hammerstein, zwłaszcza w działaniach oblężniczych wokół pierwszego z tych miasta poniesiono straty. Sądzę, że to właśnie wcielenie do służby ex-szwedzkich żołnierzy (z garnizonu Pucka, a przede wszystkim spod Hammerstein) jest główną przyczyną zwiększenia liczebności jednostek i to mimo strat w kampanii, które zostały z nawiązką pokryte kilkoma setkami (ok. 800) knechtów Teufella i Streiffa.
Nie można jednak wykluczyć utworzenia dwóch nowych kompanii – mogły wszak zostać dodane do już istniejących jednostek i w ten sposób większych ich liczebność. Trzeba bowiem pamiętać, że Koniecpolski wciąż czekał na zaciągi czynione przez Denhoffów na Śląsku (które okazały się mizerniejsze niż zakładano) i bardzo potrzebował piechoty. J. Teodorczyk jako źródło informacji o utworzeniu owych kompanii podaje Copię listu Jmci Pana Wojewody Sędomirskiego Hetmana Koronnego do Króla  - niestety nie mam dostępu do owego listu (znajduje się w Archiwum Radziwiłłów w zbiorach AGAD) by móc  go zweryfikować.  Co do owej kwestii wysłania dwóch nowych kompanii na Podole – informacja ta pochodzi z cytowanej przez J. Teodorczyka pracy R. Hanncke Cosmus von Simmerns Bericht... wydanej w roku 1890, brak jednak źródła na której mogłaby być oparta. Jak widzieliśmy powyżej, polskie materiały źródłowe tego nie potwierdzają. Co ważniejsze, jak już zresztą wspomniałem, nie leżało w interesie hetmana Koniecpolskiego odsyłanie takich oddziałów (dwie kompanie to sirca about 200-300 żołnierzy) z teatru działań przeciw Szwedom. Wojewoda sandomierski wciąż bowiem czekał na nadejście nowych oddziałów piechoty cudzoziemskiej, część dostępnych jednostek była związana służbą garnizonową (chociażby w Pucku), liczebność piechoty spadła także (jak to było w zwyczaju) po okresie zimowym z 1626 na 1627 rok. Według mnie nie istnieją żadne podstawy do stwierdzenia, że odesłanie oddziałów na Podole faktycznie mogłoby mieć miejsce. Oczywiście pozostaje otwarty na wszelkie dyskusje w tym temacie, do czego zapraszam...